Fatum - Alice Munro - ebook
Opis

Opowiadanie ze zbioru „Za kogo ty się uważasz?”

Dziesięć powiązanych ze sobą opowiadań, z których każde tworzy samodzielną, kunsztownie zbudowaną całość, składa się na poruszającą i przenikliwą opowieść o dojrzewaniu.

Rose pochodzi z biedniejszej części Ontario. Mieszka z ojcem i macochą Flo w domu na tyłach należącego do rodziny sklepu meblowego. Jako dziecko z niechęcią i strachem obserwuje życie mieszkańców swojego miasta. Potem ucieka, by zacząć studia w Toronto, wyjść za mąż i podjąć pracę zawodową. I przez cały czas próbuje odpowiedzieć na zawarte w tytule książki pytanie, które w dzieciństwie usłyszała od macochy.

O trudnych wyborach i bolesnych kompromisach Munro opowiada z prostotą, bezpretensjonalnie, z cudowną lekkością człowieka, którego nic nie może zaskoczyć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 36


Alice Munro

FATUM

Przełożyła Elżbieta Zychowicz

Opowiadanie ze zbioru Za kogo ty się uważasz?

Wydano z pomocą finansową

We acknowledge the support of the Canada Council for the Arts, which last year invested $154 million to bring the arts to Canadians throughout the country.

Nous remercions le Conseil des arts du Canada de son soutien. L’an dernier, le Conseil a investi 154 millions de dollars pour mettre de l’art dans la vie des Canadiennes et des Canadiens de tout le pays.

Tytuł oryginału: Who Do You Think You Are?

Copyright © Alice Munro 1978

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2012

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2012

Wydanie I

Warszawa 2012

Fatum

Rose przyśniła się Anna. To było krótko po tym, gdy odeszła od Patricka, zostawiając z nim Annę. Śniło jej się, że Anna wchodzi pod górę na Gonzales Hill. Wiedziała, że wraca ze szkoły. Podeszła do niej i chciała coś powiedzieć, ale Anna minęła ją bez słowa. Nic dziwnego. Była cała pokryta gliną, z której sterczały gałęzie i liście, tworząc wrażenie martwych girland. Dekoracja. Zniszczenie. A glina czy błoto nie były suche, wciąż z niej skapywały, tak że wydawała się jakaś niedokończona i smętna, spartaczony, tępy bożek.

– Czy chcesz jechać ze mną, czy zostać z tatusiem? – spytała ją, ale Anna tylko pokręciła głową, mówiąc:

– Nie chcę, żebyś jechała.

Rose dostała pracę w stacji radiowej w górach Kootenay.

Anna leżała na łożu z baldachimem, gdzie wcześniej sypiała Rose z Patrickiem, a od pewnego czasu Patrick sypiał sam. Rose przeniosła się do pracowni.

Anna układała się do snu właśnie w tym łóżku, a później Patrick przenosił ją do jej własnego łóżeczka. I Patrick, i Rose przegapili moment, kiedy przestało zdarzać się to sporadycznie i stało się normą. Wszystko w domu szwankowało. Rose pakowała swoje rzeczy do bagażnika. Robiła to za dnia, kiedy Patricka i Anny nie było w domu. Ona i Patrick spędzali wieczory w różnych częściach domu. Pewnego razu weszła do salonu i zobaczyła, że Patrick umocowuje świeżą taśmą klejącą fotografie w albumie. Była na niego o to zła. Zobaczyła swoje zdjęcie z Anną w parku, jak buja ją na huśtawce; na innym ona w bikini, z uśmieszkiem wyższości; oczywiste kłamstwa.

– Wtedy nie było lepiej – powiedziała. – Ani trochę.

Miała na myśli, że podświadomie zawsze planowała to, co robi teraz. Nawet w dniu ślubu wiedziała, że ten czas nadejdzie, a jeśli nie, wolałaby umrzeć. To ona zdradziła.

– Wiem o tym – rzekł ze złością Patrick.

Ale oczywiście było lepiej, ponieważ nie próbowała zerwać od razu, zapominała na dłuższe okresy, że jest to nieuchronne. Nawet mówienie, że planowała zerwanie, że zaczęła się do tego przygotowywać, nie było prawdą, ponieważ nie robiła niczego celowo, z rozmysłem, było to bardzo bolesne i wyniszczające, następowało powoli, z wieloma wahaniami, godzeniem się i awanturami. W tej chwili czuła się, jak gdyby szła po chwiejnym wiszącym moście, patrząc tylko prosto przed siebie, nie spoglądając w dół ani na boki.

– Co wolisz, Anno? – spytała cicho córkę. Zamiast odpowiedzi Anna zawołała Patricka. Kiedy przyszedł, pociągnęła jedno i drugie na łóżko, po swoich obu stronach. Wtulona w rodziców, rozszlochała się, drżąc na całym ciele. Straszliwie dramatyczne dziecko, czasami takie bezbronne.

– Nie musicie – powiedziała głosem przerywanym łkaniami. – Już się przecież nie kłócicie.

Patrick spojrzał na Rose bez pretensji. Od lat, nawet gdy się kochali, zawsze oskarżał ją spojrzeniem, lecz teraz tak bardzo cierpiał z powodu Anny, że nawet i ten wyrzut gdzieś zniknął. Rose musiała wstać i wyjść, zostawiając Patricka, by sam pocieszał Annę, obawiała się bowiem wielkiego, zwodniczego przypływu uczuć do niego.

Rzeczywiście już się nie kłócili. Na przegubach i na ciele miała blizny po samookaleczeniach (nie w najbardziej niebezpiecznych miejscach), których dokonała za pomocą żyletki. Kiedyś w kuchni tego domu Patrick próbował ją udusić. Kiedy indziej wybiegła na dwór w nocnej koszuli i uklękła, by wyrywać garściami trawę. A jednak dla Anny ta utkana przez rodziców przeklęta pajęczyna błędów i dysharmonii, którą już dawno należało zerwać i wyrzucić (co widzieli wszyscy dookoła), wciąż była prawdziwym życiem, matką i ojcem, początkiem i schronieniem. Co za oszustwo, pomyślała Rose, oszustwo wobec wszystkich. Pochodzimy ze związków, które nie mają w sobie niczego, na co naszym zdaniem zasługujemy.

Napisała do