Fatalna czarownica. Znowu w akcji - Jill Murphy - ebook
lub
Opis

Semestr letni w Akademii Panny Cackle właśnie się rozpoczął, a przyciągająca kłopoty Mildred znów wpadła jak śliwka w kompot! Wszystko dlatego, że nowa uczennica – Enid Nightshade – wcale nie jest taka grzeczna, jak się wydaje!

Fatalna czarownica to powieść, która pokochały miliony młodych czytelników i widzów na całym świecie. Teraz z przygodami Midred mogą zapoznać się również ci z polskich fanów, którzy znali je dotąd tylko z Netflixa.   

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 44


Fa­tal­na cza­row­ni­ca

Jill Mur­phy za­czę­ła two­rzyć opo­wie­ści w wie­ku sze­ściu lat. Za­pi­sa­ne kart­ki łą­czy­ła zszy­wa­czem i tak po­wsta­ły jej „de­biu­tanc­kie” książ­ki. Pierw­sza część z se­rii o pe­cho­wej cza­row­ni­cy zo­sta­ła opu­bli­ko­wa­na w 1974 roku i cie­szy­ła się ogrom­nym po­wo­dze­niem wśród czy­tel­ni­ków. Opi­sa­ne w Fa­tal­nej cza­row­ni­cy przy­go­dy zo­sta­ły za­in­spi­ro­wa­ne wła­sny­mi do­świad­cze­nia­mi au­tor­ki: „Chcia­łam opi­sać szko­łę do­kład­nie taką jak moja, do­da­jąc do niej tro­chę ma­gii. Pra­ce nad ty­tu­łem za­czę­łam w wie­ku 15 lat, a wszyst­kie po­sta­ci mają ce­chy mo­ich szkol­nych przy­ja­ciół, wro­gów i na­uczy­cie­li”. Zda­niem Jill Mur­phy to wła­śnie au­ten­tycz­na pod­bu­do­wa za­pew­ni­ła Fa­tal­nej cza­row­ni­cy świa­to­wy suk­ces.

Fatalna czarownica Znowu w akcji

Jill Murphy

Tłumaczenie: Michał Zacharzewski

Original title: THE WORST WITCH STRIKES AGAIN Copyright © 1980 by Jill Murphy All rights reserved.

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo RM, 2018 All rights reserved.

Wydawnictwo RM 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 [email protected]; www.rm.com.pl

ISBN 978-83-7773-972-3 ISBN 978-83-8151-071-4 (ePub) ISBN 978-83-8151-072-1 (mobi)

Redaktor prowadzący: Aleksandra ŻdanRedakcja i korekta: Agnieszka Trzebska-CwalinaOpracowanie graficzne okładki wg oryginału: Maciej JędrzejecEdytor wersji elektronicznej: Tomasz ZajbtOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikcja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: [email protected]

Rozdział pierwszy

Lato w koń­cu do­tar­ło do Aka­de­mii Cza­rów pan­ny Cac­kle, jed­nak nie­wie­le zmie­ni­ło w tej mrocz­nej szko­le, któ­ra przy­cup­nę­ła na gór­skim szczy­cie wśród so­sno­wych bo­rów i kłę­bią­cych się mgieł.

Pierw­sze­go po­ran­ka se­me­stru let­nie­go uczen­ni­ce kla­sy pierw­szej za­ję­ły miej­sca w sali. W swo­ich no­wych let­nich stro­jach wy­glą­da­ły nie­zwy­kle po­nu­ro, po­nie­waż były one jesz­cze smęt­niej­sze od tych zi­mo­wych. Dziew­czyn­ki mia­ły na so­bie su­kien­ki z krót­kim rę­ka­wem, uszy­te z ma­te­ria­łu w czar­no-sza­rą krat­kę, ozdo­bio­ne szar­fą prze­wią­zy­wa­ną w ta­lii, oraz sza­re skar­pet­ki do po­ło­wy łyd­ki i czar­ne sznu­ro­wa­ne trze­wi­ki. Ko­la­na uczen­nic były tru­pio­bla­de, w koń­cu zimę spę­dzi­ły w dra­pią­cych czar­nych poń­czosz­kach z weł­ny.

Choć wi­dok był god­ny po­ża­ło­wa­nia, po­miesz­cze­nie wy­peł­nia­ły śmie­chy dziew­czy­nek pod­eks­cy­to­wa­nych po­wro­tem do szko­ły. I za­do­wo­lo­nych z nie­go – z wy­jąt­kiem Mil­dred. Sło­wo „za­nie­po­ko­jona” znacz­nie le­piej opi­sy­wa­ło na­strój uczen­ni­cy, któ­ra sie­dzia­ła w ław­ce i słu­cha­ła opo­wie­ści przy­ja­ciół­ki o tym, co wy­da­rzy­ło się pod­czas wa­ka­cji.

W rze­czy­wi­sto­ści Mil­dred nie­zbyt uważ­nie słu­cha­ła Maud, po­nie­waż była za­ję­ta wy­obra­ża­niem so­bie tych wszyst­kich strasz­nych rze­czy, któ­re mo­gły ją spo­tkać pod­czas nad­cho­dzą­ce­go se­mes­tru. Ten jesz­cze się nie za­czął, więc cze­ka­ły ją dłu­gie mie­sią­ce na­uki! Po nie naj­lep­szych wy­ni­kach, z ja­ki­mi za­koń­czy­ła po­przed­ni se­mestr, obie­ca­ła wszyst­kim do­mow­ni­kom, że tym ra­zem na­praw­dę się po­sta­ra.

Choć pan­na Cac­kle nie za­po­mnia­ła o dniu, w któ­rym Mil­dred ura­to­wa­ła szko­łę, to jed­nak nie pu­ści­ła w nie­pa­mięć tych licz­nych chwil, kie­dy wszyst­ko, cze­go dziew­czyn­ka do­tknę­ła, roz­pa­da­ło się w drob­ny mak. Ani też tych, kie­dy nie była w sta­nie oprzeć się sza­lo­nym po­my­słom na roz­pra­wie­nie się z nudą. Cóż, ni­g­dy wcze­śniej nie mia­ła tak kiep­skich ocen.

– Mil­dred! – Maud wy­rwa­ła ją z za­du­my. – Czy ty w ogó­le mnie słu­chasz?

– No ja­sne, że tak – od­po­wie­dzia­ła.

– Więc o czym mó­wi­łam? – za­py­ta­ła ze śmie­chem przy­ja­ciół­ka.

– Eeee… że do­sta­łaś nie­to­pe­rza na uro­dzi­ny? – za­py­ta­ła z na­dzie­ją w gło­sie Mil­dred.

– Mó­wi­łam, że mnie nie słu­chasz! – za­wo­ła­ła trium­fal­nym to­nem Maud. – O nie­to­pe­rzu wspo­mnia­łam z dzie­sięć mi­nut temu!

Na­gle drzwi otwo­rzy­ły się z hu­kiem i pan­na Hard­bro­om, ich nie­sym­pa­tycz­na wy­cho­waw­czy­ni, wpa­dła do sali ni­czym lo­do­wa­ty po­dmuch. Przy­pro­wa­dzi­ła ze sobą dziew­czyn­kę, któ­rej nikt nie znał. Jak zwy­kle na wi­dok na­uczy­ciel­ki uczen­nice pod­sko­czy­ły ze stra­chu. Po chwi­li wpa­da­ły już na sie­bie, usi­łu­jąc sta­nąć grzecz­nie przy swo­ich ław­kach. Sły­chać też było gło­śny ło­skot prze­su­wa­nych me­bli.

– Dzień do­bry – po­wie­dzia­ła szorst­kim to­nem pan­na Hard­bro­om.

– Dzień do­bry, pan­no Hard­bro­om – od­po­wie­dzia­ły uczen­ni­ce.

– Mam na­dzie­ję, że się cie­szy­cie z po­wro­tu do szko­ły – oświad­czy­ła wy­cho­waw­czy­ni. Zmru­ży­ła oczy i przyj­rza­ła tym pe­cho­wym dziew­czyn­kom, któ­re za­ję­ły miej­sca w pierw­szym rzę­dzie. – Wy­po­czę­ły­ście i nie mo­że­cie się do­cze­kać cięż­kiej pra­cy, zga­dza się?

– Tak, pan­no Hard­bro­om – huk­nął chór po­zor­nie szcze­rych gło­sów.

– To do­sko­na­le! – Na­uczy­ciel­ka kla­snę­ła w dło­nie, jak­by do­pię­ła ja­kiś in­te­res. – A te­raz uwa­ga. To Enid Ni­ght­sha­de – oświad­czy­ła i wy­cią­gnę­ła ko­ści­stą rękę w stro­nę no­wej uczen­ni­cy sto­ją­cej ze zwie­szo­ną gło­wa i wpa­tru­ją­cej się in­ten­syw­nie w pod­ło­gę.

Enid była wy­so­ką dziew­czyn­ką, wyż­szą na­wet od Mil­dred, ale też dużo bar­dziej nie­zdar­ną od niej. Mia­ła duże dło­nie i sto­py. W ogó­le zaj­mo­wa­ła mnó­stwo miej­sca, choć jed­no­cze­śnie nie wy­da­wa­ła się gru­ba. Wło­sy ko­lo­ru her­ba­ty z mle­kiem splo­tła w dłu­gi gru­by war­kocz, ale dało się po­znać, że gdy­by roz­wią­za­ła czar­ną ko­kard­kę, za­czę­ły­by fa­lo­wać i pew­nie zu­peł­nie by się jej nie słu­cha­ły.

– Enid do­łą­czy do nas w tym se­me­strze – po­in­for­mo­wa­ła pan­na Hard­bro­om. – Mil­dred, po­wie­rzam ją two­jej opie­ce. Za­zna­czam jed­nak, że to nie mój po­mysł, lecz dziw­na wia­ra pan­ny Cac­kle, któ­ra uzna­ła, że tego typu obo­wią­zek uczy­ni z cie­bie bar­dziej od­po­wie­dzial­ne­go człon­ka na­szej spo­łecz­no­ści. Oso­bi­ście czu­ję stra­tę, ska­zu­jąc mło­dą Enid na cie­szą­cą się złą sła­wą ścież­kę, któ­rą ty kro­czysz. Wszy­scy ode­tchnę­li­by­śmy z ulgą, gdy­by po­kie­ro­wał nią ktoś taki jak Ethel.

Ethel, kla­so­wy świę­to­szek i ka­bel, uśmiech­nę­ła się z fał­szy­wą skrom­no­ścią. W tym mo­men­cie chy­ba wszyst­kie uczen­ni­ce mia­ły ocho­tę jej przy­wa­lić.

– Być może udo­wod­nisz, że się mylę – kon­ty­nu­owa­ła na­uczy­ciel­ka. – Mam wręcz taką na­dzie­ję. Za­dbaj o to, aby Enid wie­dzia­ła, co gdzie się znaj­du­je, Mil­dred. Spró­buj do­trzy­mać jej to­wa­rzy­stwa przy­naj­mniej przez kil­ka dni. Dzię­ku­ję! Enid, zaj­mij miej­sce obok swo­jej no­wej ko­le­żan­ki. Za chwi­lę roz­pocz­nie­my za­ję­cia. Pierw­szy szkol­ny apel od­bę­dzie się ju­tro w Wiel­kiej Sali.

– Co za pech – po­my­śla­ła Mil­dred i spoj­rza­ła ukrad­kiem na nową, któ­ra wła­śnie pró­bo­wa­ła nie­zdar­nie wci­snąć się w są­sied­nią ław­kę. – Nie za­pew­ni nam zbyt wie­le roz­ryw­ki.

Bar­dziej nie mo­gła się my­lić.

Rozdział drugi

Rozdział trzeci

Rozdział czwarty

Rozdział piąty

Rozdział szósty

Rozdział siódmy

Rozdział ósmy

Rozdział dziewiąty

Rozdział dziesiąty

Je­śli po­do­ba­ła ci się

Czy czy­ta­łaś już pierw­szy tom przy­gód Mil­dred Hub­ble?

Pierw­szy rok w Aka­de­mii Cza­rów Pan­ny Cac­kle za­po­wia­da się emo­cjo­nu­ją­co: ce­re­mo­nia roz­da­nia ko­tów, wiel­ka uro­czy­stość z oka­zji Hal­lo­we­en i po­kaz akro­ba­cji na mio­tłach, któ­ry przy­go­to­wać ma kla­sa pod opie­ką su­ro­wej Pan­ny Hard­bro­om.