Wydawca: Wydawnictwo Kobiece Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Fallen Crest: Szkoła ebook

Tijan  

4.20512820512821 (117)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 424 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Fallen Crest: Szkoła - Tijan

Trzeci tom uzależniającej serii Fallen Crest!

Samantha zaczyna naukę w nowej szkole, do której chodzą Mason i Logan. Już pierwszego dnia wiadomo, że Sam będzie miała wielu wrogów w nowym miejscu. Jednym z nich jest Kate, która najwyraźniej uknuła już jakąś intrygę.

Jednak przetrwanie w nowej szkole to tylko jedno ze zmartwień Samanthy. W powietrzu wisi znacznie poważniejszy problem: konflikt między miastami Roussou i Fallen Crest się zaognia. Teraz Sam będzie musiała zrobić wszystko, żeby Mason nie spędził ostatniego semestru w areszcie lub szpitalu.

Czy ochrona Masona i Logana wystarczy, żeby Sam czuła się bezpieczna w nowej szkole?

__

„OMG!! Jeżeli sądziliście, że dwie pierwsze części serii były niesamowite, poczekajcie, aż ta trafi w Wasze ręce”!

– „Crazies R Us Book Blog”, Goodreads.com

__

O autorce

Tijan swoją karierę z pisarstwem rozpoczęła stosunkowo późno. Jednak nie przeszkadza jej to tworzyć powieści, które kochają czytelniczki na całym świecie. Jest bestsellerową autorką „New York Timesa”, „USA Today” i „Wall Street Journal”. Pisze przede wszystkim romanse, zarówno serie, jak i standalone’y. Prywatnie jest właścicielką cocker spaniela, którego kocha ponad wszystko, partnerką mężczyzny, od którego jest absolutnie uzależniona i pióroholiczką – ma niepohamowany apetyt na pisarstwo! Doskonale się składa, bo jej książki to must-read.

Opinie o ebooku Fallen Crest: Szkoła - Tijan

Fragment ebooka Fallen Crest: Szkoła - Tijan

Czytelnikom, jak zawsze. Tym, którzy wysyłali mi wiadomości, dzięki którym mogłam dalej pisać. To znaczy dla mnie

Rozdział 1

Samantha

budziła mnie dłoń wsuwająca się pod moją koszulkę i chwytająca moją pierś.

Mason!

Potem uświadomiłam sobie, że jego męskie, umięśnione udo pojawiło się między moimi nogami. Przekręciłam się na brzuch. Zsunął ramiączko koszulki i ustami dotknął mojego nagiego ramienia, a potem przygryzł jeszcze szyję. Przyprawiło mnie to o gęsią skórkę, wciągnęłam powietrze. Zacisnęłam nogi i poczułam silne, pulsujące w stałym rytmie mrowienie gdzieś w głębi siebie. Jego wargi przesunęły się w dół po moim kręgosłupie, a ja głośno westchnęłam. Wygięłam plecy w łuk i przywarłam do niego. Wyczułam jego twardość, ale nie wydał żadnego dźwięku. Chwycił mnie tylko za biodra i mocniej przycisnął do siebie. Uniósł moją koszulkę i wciąż błądził dłonią po moich plecach, aż w końcu, powolutku, przycisnął do nich swoją pierś, unieruchamiając mnie.

Pragnęłam go już, teraz.

Całował moje plecy, jednocześnie zdejmując ze mnie koszulkę. Kiedy już się jej pozbyłam, uniosłam się na łóżku, prostując razem z Masonem. Już wystarczy. Nie mogłam dłużej wytrzymać, tak bardzo go pożądałam. Klęczeliśmy teraz przyciśnięci do siebie. Kiedy koszulka wylądowała na podłodze, sięgnęłam do tyłu. Musiałam poczuć jego smak.

Moja dłoń wsunęła się w jego włosy nad karkiem i mocno za nie chwyciłam. Teraz zamruczał, poruszając biodrami i przesuwając usta do mojego ucha. Czułam, że się uśmiecha, kiedy chwytał je zębami i ssał.

– Jeszcze – powiedziałam ochryple. – Teraz.

– Jeszcze?

Zadrżałam na dźwięk pożądania w jego głosie. Nie tylko ja byłam bliska eksplozji. Wiedziałam, że z trudem się powstrzymywał – tempo, z jakim przyciśnięty do mnie poruszał teraz biodrami, się zwiększyło. Pochylił mnie do przodu i złapał za biodro.

– Chwyć się wezgłowia – wyszeptał z ustami tuż przy mojej szyi.

Cholera.

– Mason – westchnęłam. To było dla mnie za wiele, ale zrobiłam, o co prosił. Moje palce zacisnęły się na wezgłowiu. Nie wiem, jak udało mi się utrzymać tę pozycję, bo całą uwagę skupiałam teraz na Masonie. Przez materiał jego bokserek czułam, jaki jest twardy. Jego dłoń cały ten czas była między moimi nogami, ale teraz ją cofnął. Natychmiast poczułam w sobie pustkę i zapragnęłam go z powrotem.

– Nie… – jęknęłam w proteście.

I znów poczułam go w sobie. Teraz był za mną, rozchylając moje nogi jeszcze szerzej. Wsuwał palce i wysuwał je ze mnie jeszcze szybciej niż wcześniej.

Myślałam, że oszaleję.

Pragnęłam go, całego, i sama zaczęłam poruszać rytmicznie biodrami.

– O ja cię… – mruknął tuż przy moim uchu.

Zadrżałam z rozkoszy pod delikatną pieszczotą jego oddechu.

– Teraz – krzyknęłam, zaciskając zęby.

Jego palce wciąż poruszały się we mnie, coraz głębiej i głębiej. Chyba bardziej już się nie dało.

– Mason – wysapałam. – Proszę.

Odpowiedział mi gardłowym jękiem i cofnął rękę. Zdjął bokserki i jednym płynnym ruchem we mnie wszedł.

W końcu.

Zamknęłam oczy, ciesząc się jego ciepłem. Byłam dla niego domem. Poruszaliśmy się wspólnym tempem, tak dobrze znając nasze ciała. Obróciłam głowę w bok, szukając jego ust. Pragnęłam go. Dotknęłam jego warg językiem, smakując to, co należało do mnie. Był mój. Cały mój.

Pochylił się i unieruchomił mnie, kładąc jedną rękę na biodrze. Drugą mocno chwycił moją pierś, pieszcząc sutek kciukiem. Cholera. Westchnęłam, napierając na niego.

– Sam – wyszeptał tuż przy moich wargach.

Chciałam, żeby przyspieszył. Nie mogłam już wytrzymać, więc zaczęłam się kołysać szybciej, uderzając w niego.

– Cholera. – Teraz on westchnął, ale się wyprostował. Obiema rękami przytrzymał moje biodra i wszedł we mnie, popychając mnie na wezgłowie. Nie obchodziło mnie to. Twarz miałam zwróconą w bok, usiłowałam nabrać powietrza. Włosy zasłoniły mi oczy, więc nic nie widziałam. Kilka kosmyków weszło mi do ust, ale Mason je odsunął. Wciąż z trudem oddychałam, a on wytrwale we mnie wchodził.

Mój orgazm się zbliżał.

Czułam to.

– Mason – jęknęłam gardłowo.

Wtedy po raz ostatni zacisnął palce na moich biodrach i doszedł we mnie, a ja razem z nim. Moje ciało drżało, kiedy przechodziły przeze mnie fale rozkoszy. Opadł na moje plecy i zachichotał. Musnął moje biodro dłonią i odepchnął się od wezgłowia. Kiedy nasze ciała się rozdzieliły, mruknął.

Nie byłam w stanie się ruszyć. Trzymałam się łóżka, z trudem łapiąc powietrze. Wciąż drżałam.

– Wszystko w porządku?

Kiwnęłam głową. Nawet nie próbowałam wydać z siebie dźwięku. Ten orgazm całkowicie pozbawił mnie sił, więc Mason objął mnie i przyciągnął do siebie. Usiadłam na jego kolanach, zarzucając mu ręce na szyję i oplatając go nogami w pasie. Chwycił mnie za pupę i razem wstaliśmy z łóżka. Zaniósł mnie do łazienki. Sprawdził temperaturę wody, po czym wszedł pod prysznic. Nadal byłam w niego wtulona jak małpka. Najpierw umył włosy sobie, a potem mnie. Miałam zamknięte oczy, kiedy wmasowywał szampon w skórę mojej głowy, a potem spłukiwał pianę. Chłonęłam każdą spędzoną z nim minutę.

Kochałam go.

Zalewało mnie uczucie spełnienia, mogłabym tak wisieć na nim cały tydzień. Kiedy jednak skończył nas myć, wyniósł mnie spod prysznica i posadził na blacie, a ja wypuściłam go z objęć, uśmiechając się ze zrezygnowaniem, gdy rzucił mi ręcznik. Zaczął się wycierać, a ja ani drgnęłam. Patrzyłam na niego. Chłonęłam każdy jego milimetr.

Szerokie ramiona. Każdy mięsień odznaczający się na całym torsie i brzuchu. Nawet mięśnie nóg napinały się i poruszały, kiedy się pochylił, żeby się wytrzeć. Wąska talia. Mocno zarysowane kości policzkowe. Gęste rzęsy okrywające szmaragdowe oczy, a do tego usta, za które każda dziewczyna dałaby się pokroić. Oddałabym wszystko za ich dotyk na moich wargach. Wypuściłam ciężko powietrze. Byłam od niego uzależniona.

Uśmiechnął się i spojrzał znacząco. Doskonale wiedział, o czym myślę i co czuję.

– Zamierzasz się dziś ubrać? – zapytał.

– Jasne. Kiedy moje nogi znowu zaczną funkcjonować. Co to było?

– To – zbliżył się do mnie, wyciągając mi ręcznik z dłoni – było najdoskonalsze rozpoczęcie mojego ostatniego semestru.

Wzdrygnęłam się, jakby wylał na mnie kubeł zimnej wody. Aż mnie zmroziło. Wyrwałam mu ręcznik z rąk i zeskoczyłam z lady, po czym wyszłam do pokoju.

– O co ci chodzi? – Ruszył za mną.

– Twojego ostatniego semestru? – Zaczęłam się wycierać, ale przerwałam, żeby spojrzeć na niego. Poważnie? Co za idiota. – Pieprz się.

Kącik jego ust poruszył się w górę.

– Przed chwilą właśnie to zrobiłem, z tobą.

– Bardzo zabawne, Mason.

Ściągnął brwi i zmrużył oczy.

– Co się dzieje?

– Wyjeżdżasz.

– Tylko do college’u. Przecież nie na zawsze.

Przewróciłam oczami i odwróciłam się od niego. Tak, panie mądraliński. Tylko do college’u. To nie jest takie proste…

– Czekaj, ty naprawdę jesteś na mnie wkurzona?

Narzuciłam na siebie bieliznę, jeansy i bluzkę, ignorując go. Zatrzymałam się na moment przed lustrem, żeby się upewnić, że wyglądam przyzwoicie. Nie było źle. Nie obcinałam włosów, więc spływały ciemną kaskadą poniżej ramion. Na zrobienie warkocza będę miała jeszcze czas. Ciuchy były dosyć obcisłe, ale miałam to gdzieś. Jeansy były sprane i mocno mnie opinały; prosta biała bluzka z długimi rękawami miała głęboki dekolt odsłaniający piersi, a koronkowy czarny stanik odznaczał się pod cienkim materiałem. Nie miało to dla mnie znaczenia. Cholera, Mason za chwilę wyjeżdża do college’u. Wciąż nie zwracając na niego uwagi, chwyciłam plecak i torebkę. Wciskając ją do plecaka, minęłam Masona i zeszłam na dół. W kuchni zastałam Logana. Odstawiał właśnie dzbanek na kawę na podgrzewacz w ekspresie. Odwrócił się i zastygł w bezruchu. Kiedy mnie zobaczył, otworzył szeroko oczy i zagwizdał.

– Aż cała parujesz, Sam. – Uśmiechnął się znacząco. – Mason musiał cię nieźle wkurzyć, co?

– Dobrze wiem, że wyglądam na wkurzoną.

– Niee. – Pokręcił głową z idealnie wymodelowanymi lokami. – Parujesz, bo taka z ciebie gorąca laska. Wiem, że się wściekasz, bo masz ten sam lodowaty wzrok, co zwykle w takiej sytuacji, ale nie o to mi chodziło. Zawsze wyglądasz tak atrakcyjnie, kiedy mój braciszek cię wkurza. – Zerknął na zegarek i znów zagwizdał. – Szybko poszło, bo jeszcze przed chwilą słyszałem was parzących się jak dzikie zwierzęta.

O Boże. Zarumieniłam się, ale zignorowałam jego komentarze i wskazałam na dzbanek.

– Nastawiasz kawę?

– Nie. Ekspres się zepsuł.

Poranek zaczął się wspaniale, a potem było tylko coraz gorzej.

– Och.

Logan chwycił kluczyki do samochodu i potrząsnął nimi.

– Ale jeśli teraz wyjdziemy, możemy się zatrzymać na stacji. I tak muszę zatankować.

– Piszę się na to.

Mason właśnie schodził po schodach, kiedy je mijaliśmy. Naciągał koszulkę, lecz próbowałam nie zwracać uwagi na to, jak poruszają się jego mięśnie brzucha i jak nisko opadły jeansy na jego biodrach. Zatrzymał się, gdy nas zobaczył.

– Dokąd się wybieracie?

Zacisnęłam usta, a Logan uśmiechnął się kpiąco. Pokręcił głową.

– Cokolwiek powiedziałeś, musiało być mocne. Nieźle wkurzyłeś swoją kobietę. Niezbyt dobre posunięcie pierwszego dnia po feriach.

Wzdrygnęłam się na myśl, jak celne były jego słowa. Zacisnęłam zęby i wyszłam na zewnątrz.

– Sam – zawołał za mną Mason.

Był gotów coś powiedzieć, ale spojrzał na Logana i zamknął usta.

To i tak nie miało znaczenia, bo nie zamierzałam go wysłuchiwać.

– Ekspres się zepsuł. Jadę z Loganem po kawę. Też chcesz? Mogę ci przywieźć, żebyś jak najlepiej rozpoczął twój ostatni semestr. – Wzbierał we mnie gniew.

– Daj spokój… – Rzucił mi przepraszające spojrzenie.

– Tak jej powiedziałeś? – Logan zachichotał. – Trochę się wygłupiłeś, kretynie.

Mason podszedł do drzwi, spoglądając na niego ostrzegawczo.

– Daj nam chwilę.

– A co, jeśli się nie zgodzę?

Mason obnażył zęby.

– To nie była prośba, kretynie. – Odsunął brata i zbliżył się do mnie. Dotknął mojego ramienia dłonią. Dodał jeszcze: – Idź. Ja ją odwiozę.

Logan uśmiechnął się kpiąco.

– Jedziemy na kawę. Poza tym – wskazał w kierunku domu – musisz poczekać na swoją drugą dziewczynę. Jej wóz od wczoraj stoi przyblokowany przez imprezowiczów.

– Ludzie ciągle tu są? A ona? Gdzie jest?

Logan wzruszył ramionami.

– Niee, wszyscy już dostali podwózki do domu, ale ich samochody ciągle tu stoją. A jeśli chodzi o twoją ukochaną, to nie mam pojęcia. Sprawdź jego pokój. Chyba słyszałem tam Parker.

– Parker?

– No, jestem prawie pewien, że usłyszałem jej głos, kiedy poszedłem zapytać o ten zepsuty ekspres.

Mason zaklął pod nosem i się odwrócił. Puścił moje ramię.

– Zgodził się na wygnanie dziewczyn.

– Najwyraźniej według niego wygnanie zaczyna się trochę później.

– Nie pomagasz.

– Wcale się nie staram – odciął się Logan.

– Z czym masz problem?

– Jeśli chodzi o ciebie, z niczym. W kwestii twojej drugiej miłości sam się domyśl. – Jego spojrzenie stało się bardziej gniewne.

Wstrzymałam oddech. Niezbyt często się zdarzało, że bracia się kłócili, ale widziałam, że Logan ma już tego po dziurki w nosie. Wcale mu się nie dziwiłam. Mnie też zaczynało się to przejadać, chociaż wiedziałam, że Mason nie pozwolił, żeby jego przyjaźń wpłynęła negatywnie na nasz związek. Przynajmniej nie pozwalał do tej pory. Bracia patrzyli teraz na siebie wyzywająco, więc wkroczyłam między nich.

– Chodźmy na tę kawę – zaproponowałam łagodnym tonem, wskazując na cadillaca Logana.

Obrócił się na pięcie i z zaciśniętymi szczękami ruszył do wozu.

Mason chwycił mnie za nadgarstek i przytrzymał.

– Między nami wszystko okej?

– Tak – westchnęłam. Mój gniew wyparował już w momencie, kiedy widziałam, że żałuje. – To po prostu beznadziejne, Mason. To, że wyjeżdżasz. Że nie będzie cię tu już na co dzień. I nie tylko mnie się to nie podoba. – Wskazałam na Logana, który włączył już silnik i czekał na mnie.

– To nie jest wina Nate’a.

– Nie, ale nie będzie już naszej trójki, ani nawet waszej dwójki. Nate wrócił. To ostatni semestr Logana z tobą, ale… – Wskazałam środek domu. – Twój najlepszy kumpel będzie cię miał przez kolejne cztery lata. Wyjeżdżasz dla futbolu.

Jęknął i odchylił głowę do tyłu.

– Cholera, nawet nie pomyślałem o tym w ten sposób.

Wzruszyłam ramionami.

– Mniejsza z tym. Ja naprawdę potrzebuję kawy, a poza tym muszę porozmawiać z trenerem. Powiedział, żebym przyszła dziś rano do jego pokoju.

Mason uniósł głowę, uśmiechnął się i spojrzał na mnie znacząco, przyciągając mnie do siebie.

– Trener Garth ma szczęście, że jesteś jego wychowanką. I dobrze o tym wie.

Chciałam mu podziękować za ten komplement, ale mózg mi się wyłączył. Mason był coraz bliżej. Zamknęłam oczy i poczułam jego usta na moich wargach. Wystarczył tylko delikatny dotyk. Znów poczułam pulsujące pożądanie. Zrobiło mi się gorąco, kiedy pogłębił pocałunek, i przywarłam do niego.

PIIIIIIP!

Odwróciłam się i spojrzałam gniewnie na Logana przyciskającego klakson. Uśmiechnął się szeroko i zawołał do mnie przez otwartą szybę.

– Jedźmy! Przelecisz go później.

– Kretyn – wymruczał pod nosem Mason.

– Ma rację. Idź do Nate’a i zorientuj się, co jest grane. Zobaczymy się w szkole.

Kiwnął głową, ale i tak pokazał bratu środkowy palec. Logan zanosił się od śmiechu, kiedy wsiadałam do jego żółtego cadillaca escalade i machałam Masonowi na pożegnanie.

Mlodszy brat, cofając samochód, odpowiedział starszemu tym samym gestem i wcisnął gaz do dechy. Nie zwolnił, kiedy wyjeżdżaliśmy z podjazdu na drogę. Zapięłam pas i poprawiłam się w fotelu. Logan lubił dynamiczną jazdę, ale miał na tyle dobry refleks, że nie bałam się o bezpieczeństwo.

– Wystarczyło, żebyś coś mu powiedział, wiesz? Mason to dobry chłopak.

– No cóż, to nie takie prote. – Pochylił się w fotelu z ponurą miną. – Tobie nikt nie zarzuci, że biadolisz i smęcisz.

– Zareagowałam.

– Nie.

– Tak. – To już zaczynało być śmieszne. – Przecież kiedyś przyjaźniłeś się z Nate’em.

– To było, zanim zaczął podejrzanie się zachowywać. Wiem, że Parker była u niego całą noc.

– Mówiłeś, że była u niego rano.

– Wczoraj wieczorem. Dziś rano. Co za różnica? I tak olał wygnanie. Mase mu tego nie zapomni.

W jego głosie słyszałam gniew, ton był niski i dobitny.

– Jesteś wkurzony na Nate’a o coś jeszcze? – zapytałam, ściągnąwszy brwi. – Myślałam, że chodzi tylko o to, że wrócił na ostatni semestr.

Logan uniósł ramię, trzymał kierownicę jedną dłonią.

– A jakie to ma znaczenie? Wlazł Masonowi do tyłka tak głęboko, aż się dziwię, że mój przygłupi braciszek w ogóle cię usłyszał.

– Logan.

– Przecież to prawda. – W jego głosie było już trochę mnie agresji. – Nate się zmienił. Mason musi o tym wiedzieć.

– Więc mu o tym powiedz.

– A czemu ty mu nie powiesz? – odgryzł się, mierząc mnie przeciągłym spojrzeniem.

– Może to zrobię.

Przewrócił oczami i spojrzał z powrotem na drogę.

– Mase cię nie posłucha.

– A właśnie że posłucha.

– Nie, nie zrobi tego.

– Zawsze mnie słuchał.

– Wszystko się spierdoli. Wiem to.

Zmarszczyłam czoło, ale w brzuchu poczułam ucisk. Logan skręcił na stację, a ja przyznałam mu rację. Ten semestr nie będzie łatwy. Dla nikogo.

Rozdział 2

Samantha

ogan skręcił na stację, a ja zachichotałam, kiedy zobaczyłam, kto siedzi na ławce przed sklepem. Jeff… Kiedy wysiedliśmy z samochodu, uśmiechnął się przelotnie i wstał. Ręce trzymał wciśnięte głęboko w kieszenie spodni, a teraz wyprostował ramiona. Na włosach miał żel, podobnie jak Logan, jego idol.

– Hej.

Logan przymrużył oczy.

– Co tu robisz? – zapytałam.

– Nawalił mi samochód. – Wzruszył ramionami.

– Po kogo chciałeś zadzwonić? – Zerknęłam na jego telefon.

– Nie po dziewczynę, o której mówiłem ci w piątek. W sobotę puściła się z tym tutaj. – Wskazał na Logana, który właśnie sięgał po dyszę dystrybutora.

– Ze mną?

– Właśnie. – Kącik ust Jeffa przesunął się do góry. – Ale luzik. Nie mam złamanego serca. Przynajmniej teraz wiem, jaka naprawdę jest.

Wydawało się, że powie coś jeszcze, ale Logan mu przerwał.

– Wchodzę. Chcesz tę kawę?

Kiwnęłam głową.

– Dzięki.

Kiedy Logan zniknął za drzwiami, Jeff zaśmiał się do siebie.

– Kurczę, zapomniałem, jaki straszny… – Przerwał w pół zdania. Spojrzał ponad moim ramieniem i wytrzeszczył oczy. Odwróciłam się i zobaczyłam Masona wjeżdżającego na parking swoim czarnym cadillakiem. Zatrzymał się obok nas, po drugiej stronie dystrybutora, i wyskoczył z wozu. Kiedy się zbliżał, Jeff odsunął się kilka kroków ode mnie.

– Cześć, stary. Jak leci? – zapytał zduszonym głosem i chwycił kępkę swoich włosów, stawiając je jeszcze bardziej.

Mason sięgnął po dyszę, ale zwrócił się do mnie:

– Logan jest w środku?

Kiwnęłam głową.

– Gdzie Nate?

Jego usta wykrzywiły się przelotnie jednym kącikiem w dół. Trwało to tylko moment, jak mgnienie oka, ale zauważyłam to. Nikt inny by tego nie wychwycił. Niedobrze. Ścisnęło mnie w żołądku.

– Miał towarzystwo?

– Teraz nie, ale wczoraj wieczorem tak. – Miał chłodny ton. Wiedziałam, że nie z mojego powodu.

– Yyy… – Jeff jeszcze mocniej zacisnął palce na włosach i posłał mi wymuszony uśmiech. Drugą rękę wciskał głęboko do kieszeni spodni i skulił ramiona. – To ja już może pójdę…

– Ktoś cię podrzuci?

Jeff odwrócił się do Masona, który tankował samochód i stał tyłem do nas. Wiedziałam jednak, że wciąż się nam przysłuchuje. Czekał, aż Jeff sobie pójdzie.

– Masz?

– Jeszcze nie, ale skoro już tu jesteście… – Znowu urwał. – O cholera.

Usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwi, ale to nie ten dźwięk ani zaaferowana mina Jeffa wzbudziły we mnie niepokój. To Mason.

Ani drgnął. Zastygł w nienaturalnym bezruchu. Odsunął rękę od dyszy i zatrzymał się na chwilę. Wziął oddech. To wszystko trwało tylko sekundę. Potem odblokował dyszę, wyłączając przepływ benzyny, ale zostawił ją w baku, a sam podszedł do przodu.

A potem ich zobaczyłam. Brett i Budd Broudou. Wysiedli z wozu, a jeden krzyknął do środka.

– Pospiesz się, Shannon. Mamy tylko dwadzieścia minut, a przez ciebie się spóźnimy.

Dziewczyna wysiadła z tylnej kanapy, poprawiając spódniczkę, żeby nie świecić gołym tyłkiem.

– Zamknij się, Brett. Nie będę się spieszyć, jeśli nie mam na to ochoty.

– Właśnie, że będziesz – oświadczył Budd. – Chyba że chcesz wracać autostopem. I lepiej się tu odlej, bo nie będziemy się już nigdzie zatrzymywać.

Zacisnęła usta, ale jej spojrzenie było mordercze.

Starszy z braci miał to gdzieś i odpowiedział jej równie zabójczym wzrokiem.

– Wiedźma.

– Pieprz się. – Rzuciła się przed siebie, spiesząc do środka, ale zwolniła do zwykłego tempa. Strój podjechał jej do góry, odsłaniając sporo, włączając w to kawałek pupy. Poprawiła go, mrucząc coś pod nosem. Kiedy obaj jej bracia wybuchnęli śmiechem, odwróciła się do nich, po czym zamarła na nasz widok.

Mason stał przed swoim wozem, chroniąc mnie niczym mur. Wiedziałam, że zrobił to z rozmysłem, zdziwiło mnie jednak, kiedy Jeff zrobił dwa kroki w przód i ustawił się w ten sam sposób. Stał teraz naprzeciwko braci Broudou, mając mnie za plecami.

Przesunęłam się, żeby zobaczyć, co się dzieje, ale Jeff mnie zasłonił. Kiedy ruszyłam się w prawo, on zrobił to samo.

– Stój. On nie chce, żeby cię zauważyli.

Zaczęłam protestować, ale przypomniałam sobie, jak się zachowywała Heather w Manny’s. Była przerażona. Przestałam się więc wychylać. Gdyby Budd mnie poznał, mógłby coś powiedzieć, a nie zdążyłam jeszcze porozmawiać o tym z Masonem.

Wtedy z budynku wyszedł Logan. W ręce miał dwa kubki kawy i nie patrzył przed siebie, więc nie zauważył braci Broudou, idąc przez parking. Nie padło jeszcze żadne słowo.

Ale wyglądało na to, że to się zmieni.

Przeszył mnie dreszcz.

Wsunęłam dłoń do kieszeni w poszukiwaniu telefonu i wyciągnęłam go. Gdyby zrobiło się nieprzyjemnie, trzeba będzie dzwonić pod numer ratunkowy. Nie chciałam pozwolić na to, żeby zrobili sobie krzywdę. Wystarczyło mi to, że moja matka próbowała zniszczyć przyszłość Masona. Nie zamierzałam wystawiać tej przyszłości na dalsze niebezpieczeństwo.

I stało się.

Przełknęłam głośno ślinę, zobaczywszy, co się dzieje, jakby w zwolnionym tempie. Logan zbliżył się, zmarszczył brwi i uniósł głowę. Najpierw wyszukał wzrokiem mnie. Zatrzymał się w pół kroku i opuścił nogę. Rozejrzał się. Zauważył Masona, a potem przesunął spojrzenie w ich stronę.

Oni jakby na niego czekali.

Wszystko się rozegrało jednocześnie. Twarz Shannon wykrzywiła się brzydko. Wzięła się pod boki i wyprężyła pierś. Wtedy jej bracia też nas zauważyli.

Ruszyłam naprzód.

Mason poruszył się przed maską samochodu, a Logan zniknął mi z oczu. Przesunęłam się, żeby mieć lepszy widok, ale Jeff zasłonił mi go własnym ciałem.

– Stój. – Usiłowałam odepchnąć go na bok. Wciąż stał przodem do nich, ale sięgnął ręką do tyłu, dotykając mojego ramienia. – Idź do samochodu, Sam.

– Nie.

– Do samochodu! Już! – wysyczał.

– Nie!

Przecież nic im nie zrobią. Nie mogą. Zaczęło ogarniać mnie przerażenie, aż włoski na karku stanęły mi dęba.

Nie mogli skrzywdzić Masona ani Logana.

Wtedy odezwał się niski, barytonowy głos.

– Kade.

– Shannon, idź do środka po kawę – dodał drugi.

– Nie! – syknęła. – Nigdzie się nie ruszam, Brett.

– Co ty tu robisz, Budd? – zapytał Mason. Zamknęłam oczy, opierając się o jego samochód. Brzmiał, jakby panował nad sytuacją, był nawet nieco rozbawiony, co przyjęłam z wielką ulgą. To znaczyło, że naprawdę miał wszystko pod kontrolą.

– Ta stacja to terytorium Fallen Crest. Nie Roussou.

– Sam. – Jeff odwrócił się do mnie z wypiekami na twarzy. – Wskakuj do środka.

– Kogo tam masz?

Wstrzymałam oddech, a Jeff zamarł. Pytanie zadał Budd.

– O czym ty gadasz? – Logan usiłował zachować naturalny ton.

Jeden z braci Broudou, chyba Budd, prychnął.

– Ukrywasz kogoś. Słyszałem, że masz dziewczynę, Mason. To prawda?

– To ona tam stoi? – dodał Brett.

– Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. – Głos Masona był zimny jak lód. – Co tu robicie?

Ich śmiech był przenikliwy, ale pełen buty.

– Jeśli zapomniałeś, to mieszkamy niedaleko twojego kochasia. Mijamy tę stację po drodze do Roussou.

– Zgadza się. – Usłyszałam trzask żwiru. Mason musiał zrobić krok w ich stronę. Jego głos był władczy. – Macie farmę kilka mil stąd.

Logan zaklął pod nosem.

– No i co z tego. To Fallen Crest. Po co się tu ładujecie?

– Odpierdol się, Kade.

– To nasze miasto. Nie jesteście tu mile widziani – odezwał się chłodno Mason.

– Ostatnio, kiedy się tu pojawiliście, wasze samochody wybuchły. Wróciliście na drugą rundę?

Pokręciłam głową. Tego było za wiele. Musiałam zobaczyć to na własne oczy. Ruszyłam przed siebie, ale złapał mnie Jeff. Otworzył drzwi cadillaca i wepchnął mnie do środka.

– Jeff!

– Zostań. – Powaga w jego głosie kazała mi się zatrzymać. Jego nonszalancja gdzieś zniknęła. Już dawno nie był tak poważny, aż szerzej otworzyłam oczy. Wciąż miał skrzywioną minę i nerwowo skubał swoje włosy. – Po prostu siedź i nie wychodź, Sam.

Nie odpowiedziałam mu, a on zamknął drzwi i ruszył przed siebie. Wcisnął dłonie do kieszeni i opuścił ramiona. Wiedziałam, że to jego poza w stylu „jestem poważny”. Podobało mi się to na początku naszego związku, ale potem już mnie nie zachwycało. Zaschło mi w ustach. Wcisnęłam się w kanapę tylnego siedzenia.

Jeff nie żartował. A to nigdy się mu nie zdarzało.

Rozdział 3

eźcie swoją siostrę i spływajcie – usłyszałam stłumiony głos Masona dochodzący przez szyby.

– Kto jest w samochodzie? – Ktoś prychnął.

– Spływajcie.

– No, no, Mason. Twój braciszek pokazał nam swoje karty. Musi mu na niej zależeć równie mocno, co tobie. – Głos stawał się coraz głośniejszy. – No przyznaj się, tak między nami. Twój braciszek ją kocha, prawda? Przynajmniej tak słyszałem.

Nastała cisza. Wstrzymałam oddech i przywarłam do kanapy. Zacisnęłam palce na tapicerce. Nie byłam w stanie się ruszyć. Jakby najgorszy koszmar właśnie się ziścił. Potem usłyszałam krzyk. Wystarczyło. Otworzyłam drzwi i wyskoczyłam z samochodu. Jeff złapał mnie w powietrzu.

– Daj spokój, Sam.

Kolejny krzyk, a potem pisk opon i łoskot. Ktoś padł na ziemię. Wiedziałam.

– Puść mnie. – Wbiłam paznokcie w jego ramię.

– Nie. – Zaklął, wzdrygając się, kiedy zadrapałam go do krwi. – Chcieli, żebym miał na ciebie oko. Przestań.

Zacisnęłam palce jeszcze mocniej, aż krzyknął z bólu i mnie puścił. Podniosłam się i w biegu okrążyłam samochód Logana. A potem stanęłam jak wryta. Mason i Logan stali ramię w ramię, ale pojawił się też Nate. Razem tworzyli mur.

Ktoś leżał na ziemi, a dziewczyna krzyknęła jeszcze raz.

– Zgarnij go, Brett! Ruszasz się jak mucha w smole.

– Przymknij się, Shannon. Otwórz drzwi.

Wsadzili go do samochodu, ale nie widziałam jego twarzy. Zatrzasnęli drzwi, wycofali i odjechali, wzbijając tumany kurzu w powietrze. Cisza trwała pięć sekund, a potem przerwał ją Logan, odchylając głowę do tyłu i wybuchając śmiechem. Poklepał Nate’a po ramieniu.

– Nie wierzę, że to zrobiłeś.

Nate zesztywniał pod jego dotykiem, ale wzruszył ramionami.

– Próbuję nadrobić. Ostatnio zachowywałem się jak buc.

– Totalnie. – Logan odwrócił się do mnie, wciąż chichocząc. – Przegapiłaś to, Sam. Nate stuknął Budda Broudou samochodem.

Mason obrzucił Nate’a spojrzeniem.

– Co zamierzałeś zrobić? Wyskoczyłeś z wozu, jakbyś chciał mu jeszcze przylać.

Nate znów wzruszył ramionami. Przez jego twarz przemknął żal, ale równie szybko zniknął.

– Musiałem się upewnić, że się nie podniesie… I że mnie nie pozwie.

– Spoko, nie podniesie się, ale tylko go trochę obiłeś. Budd jest gnidą. Poza tym według nich pozwy są dla ciot. – Logan wciąż opierał rękę na ramieniu Nate’a, a teraz odepchnął się nią do podskoku. Był podekscytowany. Zanim się zorientowałam, dopadł do mnie i przerzucił mnie sobie przez ramię. – To było ekstra, Sam. A ciebie to ominęło. Cholera. Jestem napalony.

– Skoro o tym mowa. – Mason objął mnie w talii i zdjął z ramienia brata. Nie zamierzałam opuszczać jego bezpiecznego uścisku. Jego usta były tuż przy moim uchu. – Sam pojedzie do szkoły ze mną. – Zachichotał.

– Jak tam chcesz. – Uśmiech Logana się rozszerzył. – Spadam. Mam coś do załatwienia. – Skoczył w stronę swojego cadillaca, po drodze zatrzymując się na moment, żeby uderzyć Jeffa w ramię, wsiadł do wozu i odjechał.

– Auć! To bolało. Ach, Sam. Hej…

Wiedziałam, o co chce zapytać, i już miałam odpowiedź na końcu języka, ale Mason mnie ubiegł.

– Podrzucimy cię.

Jeff rozpromienił się, zanim znów nałożył maskę stoickiego luzaka. Pokręciłam głową. Zapowiadało się ciekawie. Mason nie czekał. Wsiadł do auta, ja zajęłam miejsce z przodu. Jeff usiadł z tyłu. Nikt nie odezwał się słowem, kiedy wjechaliśmy na ulicę prowadzącą do Akademii Fallen Crest.

Co za ironia – mój obecny chłopak odwoził mojego byłego do mojej starej szkoły. Sporo się zmieniło w tak krótkim czasie.

– Więc, ee… – zagadnął Jeff, pochylając się do przodu – ile takie cacko kosztuje, Mason?

– Nawet nie zaczynaj. – Odwróciłam się do niego.

– Ja tylko próbuję być miły. – Ściągnął brwi.

– To nie jest najlepszy moment.

Nie odzywał się już przez całą drogę do Akademii. Jak wtedy, gdy jeszcze się tu uczyłam, wszyscy spojrzeli na nas i od razu wiedzieli, do kogo należy czarny cadillac. Gapili się jak wygłodniałe sępy. Mason Kade nie zaszczycił ich szkoły swoją obecnością już od jakiegoś czasu. Pamiętam ich dawne reakcje. Nie były dla mnie teraz zaskoczeniem. Kiedy Jeff wyszedł z wozu, wszystkim opadły szczęki. Uśmiechnął się przelotnie i wiedziałam, że podoba mu się ta uwaga.

– Dzięki, Mason! – Uniósł rękę.

Mason go zignorował i odjechał.

– Czemu twój eks zachowuje się, jakbyśmy byli kumplami?

– Bo chce zdobyć uznanie.

– Próbuje cię odzyskać?

Żachnęłam się. Nie ma takiej opcji, nawet gdybym doznała amnezji. Słowa utkwiły mi w gardle, kiedy przejeżdżaliśmy obok wejścia do szkoły. Na trawniku, z dwoma sportowymi torbami pełnymi sprzętu stał mój ojciec. Wróć. David. Patrzył na mnie, ale nie widziałam jego miny. Jego oczy zasłaniały okulary słoneczne, skrzyżował ręce na piersi. Miał na sobie polówkę w kolorach Akademii. Przez lata patrzyłam, jak nosi takie same trenerskie ubrania, ale teraz wyglądał inaczej. Był większy. Przez cały okres małżeństwa utrzymywał wagę na zdrowym poziomie, a po rozwodzie schudł jakieś dziesięć kilo. Teraz odrobił to z nawiązką. Mason też to zauważył.

– Twój ojciec chyba przypakował. Nieźle wygląda jak na faceta w jego wieku.

Opadłam na fotel, odrywając wzrok od Davida.

– Nieważne. Dla mnie to bez znaczenia.

Naprawdę go nie miało. Nie przyznałabym się do tego, ale byłam wdzięczna, że Mason milczał przez całą drogę do szkoły.

Wjechał na parking i skierował się na jego tyły, zatrzymując się w rogu, obok wozu Logana. Zza podrdzewiałej brązowej furgonetki zaparkowanej po drugiej stronie cadillaca wyszedł Strauss z wielką torbą przerzuconą przez ramię. Dołączył do kolegi i obaj podeszli do tyłu cadillaca Logana, gdzie pozostali już ich oczekiwali.

Spojrzałam na tłumy, które się na nich gapiły, zbite w liczne grupki. Każda z nich wyglądała inaczej, a jednocześnie wszystkie były do siebie podobne. Tworzyli je uczniowie, a jednak tych kilku chłopaków stanowiło wierzchołek tej piramidy. Były cheerleaderki, eleganciki, niektórzy całkiem na czarno, łącznie z włosami. Kilku chłopaków zgromadzonych przy piknikowym stole w rogu miało na sobie koszulki bez rękawów, irokezy, tatuaże i łańcuchy.

Przyglądałam się temu tłumowi i zauważyłam kilka dziewczyn chichoczących, szepczących do siebie i pokazujących sobie coś w książkach, które trzymały.

To nie była Akademia Fallen Crest, gdzie każdy miał identyczny mundurek i wyróżniało cię tylko to, jak krótką miałaś spódniczkę i jak mocno opiętą koszulę. Na czele stała elita Akademii, ale w tej szkole nie przetrwaliby nawet dnia.

Mason zerknął na mnie, zamknął samochód i odchylił się w fotelu.

– Co jest?

– Nic takiego.

– Sam.

– Co?

– Spójrz na mnie.

– To mój pierwszy dzień tutaj. – Wcześniej nie czułam nerwów. Teraz zaczynałam się niepokoić.

– Nic ci nie będzie.

– Nie. – Odwróciłam się do niego, ale widziałam, jak wszystkie dziewczyny odgarniają włosy i wciągają brzuchy. Jeśli tak zareagowały na Logana i resztę chłopaków, to co zrobią, kiedy Mason wyjdzie z wozu? Albo gdy zobaczą mnie u jego boku? – Wcześniej byłam nikim.

– Sam.

Odwróciłam wzrok. Nie chciałam widzieć współczucia w jego zielonych oczach.

– Ale nic nie jest już takie, jak kiedyś, Mason. Ludzie długo nie wiedzieli, że jesteśmy razem, a to wszystko działo się przecież w poprzednim semestrze. Analise i ja wprowadziłyśmy się do was, a teraz ja wyniosłam się z tobą i Loganem. Nawet David wygląda inaczej, jak jakiś kulturysta albo coś z tym stylu. To nie jest normalne, prawda?

W ostatnim semestrze czułam się jak wyrzutek. Miałam wrażenie, że tutaj też nim będę.

Odwróciłam się do niego i wstrzymałam oddech. W jego oczach dostrzegłam błysk i ciepło. Uniósł kącik ust i oparł się na zagłówku.

– Wszystko będzie dobrze. W szkole. W domu. Jesteśmy rodziną, czy ci się to podoba, czy nie. Myślałem, że już się z tym oswoiłaś.

Widziałam, jak wszyscy gapią się na jego kumpli, i byłam pewna, że nigdy do tego nie przywyknę. Pokręciłam głową i sięgnęłam po torbę.

– Boję się, że zanim się z tym oswoję, ty i Logan już znikniecie.

– Nie znikniemy. I ty też nigdzie się nie wybierasz.

– Nie mogę wrócić.

Wtedy na parkingu niedaleko od nas zatrzymała się czerwona mazda. Otworzyły się drzwi i z auta wysunęła się opalona noga, a za nią druga. Zupełnie jak we wszystkich filmach dla nastolatków: olśniewająca blondynka wyszła w zwolnionym tempie, niczym bogini, ze swojego czerwonego sportowego wozu. Biała bluzka eksponowała strategiczne krągłości i przykrywała górę szarej spódniczki.

Przyjechała Tate.

Chłopcy przerwali rozmowy. Kiedy skierowała się w stronę Logana, wyprostowałam się w fotelu. Ten zmrużył oczy i oparł się o samochód otoczony grupką kumpli.

– Widziałeś to? – zapytałam Masona.

Nie zareagował, lecz wyczuwałam, że Tate wciąż ma nad Loganem władzę. Czekałam na odpowiedź, ale żadna nie nadeszła.

Zniknął. Jego siedzenie było puste, a drzwi zamknęły się dokładnie w chwili, kiedy odwróciłam głowę.

Wyskoczyłam za nim i ruszyłam w kierunku tyłu cadillaca.

– Miałem nadzieję, że przeniesiesz się po moim ostrzeżeniu. – W jego głosie usłyszałam chłód.

To wzbudziło jej czujność, ale spojrzała na Logana. Zacisnęła usta i uniosła ramiona, wciągając powietrze.

– Ja tylko idę na lekcje, Mason. Nie przyszłam po to, żeby robić komuś na złość.

Zbliżył się do niej. Zniżył głos i powiedział coś, od czego cała zesztywniała. Pobladła na twarzy i otworzyła usta, wpatrując się w niego, jakby nie była w stanie odwrócić głowy. Uciekła, jak tylko się wycofał.

– Czy to było konieczne? – Obok mnie pojawił się Logan.

– Tak. – Mason odwrócił się do brata.

– Daj spokój, stary. Przecież nic nie zrobiła.

– Czemu jej bronisz?

– Bo przez dwa lata robiłeś jej piekło z życia. Jest tutaj tylko na jeden semestr.

Mason spojrzał mi w oczy, szukając w nich potwierdzenia tych słów, ale odsunęłam się od Logana. Nie zgadzałam się z nim. Przy Tate zapalała się u mnie czerwona lampka. Obaj zrozumieli, co o tym myślę, a Logan prychnął z niesmakiem i wrócił do swoich kumpli, mijając brata, który stał na jego drodze.

– Nie zamierzam mu wtórować, ale wygląda na to, że Tate nie jest już tak dużym zagrożeniem – mruknął Nate, oddaliwszy się od reszty chłopaków.

– Teraz postanowiłeś być po jego stronie? – Mason obrzucił go zagniewanym spojrzeniem.

– Mówiłeś mi już, jakim ostatnio byłem cieniasem.

– Bo byłeś.

Nate się wyszczerzył.

– I próbuję to odrobić. – Odwrócił się do mnie. – Prawda, Sam?

Podniosłam ręce. Torebka zsunęła mi się z ramienia na łokieć, kiedy kręciłam głową.

– O nie. Ja się w to mieszać nie będę.

– Sam! – Heather pomachała do mnie, stojąc przy drzwiach. Krzyknęła jeszcze raz. – Przyprowadź tu swój tyłek. Spóźnisz się na lekcje już pierwszego dnia. Trzymaj się od niej z daleka, Mason. Przejmuję ją na cały dzień.

Z uśmiechem podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek.

Jego spojrzenie przybrało dziwny wyraz.

– Wszystko w porządku po tym, co się stało rano?

– O czym mówisz? O twoim komentarzu? Braciach Broudou na stacji? Spotkaniem z moim eks? Czy tym, co przed chwilą powiedziałeś byłej Logana, cokolwiek to było? – Potrząsnęłam głową na myśl o tym szalonym poranku. – Nic nie jest w porządku.

– Sporo tego było, ale miałem na myśli twojego ojca. Widziałem, że przejęłaś się tą jego zmianą.

Jeszcze raz pokręciłam głową.

– Tak jak mówiłam. Nic nie jest w porządku.

Heather znów mnie zawołała, ale nie mogłam jej odpowiedzieć. Mason zaczepił palec o szlufkę moich spodni i przyciągnął mnie do siebie.

– Nic ci nie jest?

Wiedziałam, że pyta o Davida, ale nie mogłam odpowiedzieć. Sama nie wiedziałam, co czuję, więc tylko wzruszyłam ramionami. Tylko to byłam w stanie zrobić.

Kiwnął głową, odczytując moją odpowiedź, i pochylił się, żeby mnie pocałować. Rozpłynęłam się. Dom. Był w domu. Logan też był w domu. Niezależnie od tego, co się miało zmienić i dokąd wyjeżdżał, ja też na razie byłam w domu.

Rozdział 4

Mason

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Karta redakcyjna

Tyt uł ory ginału:

Fallen Crest Public

Redaktor prowadząca: Aneta Bujno

Redakcja: Justyna Yiğitler

Korekta: Ewa Kosiba

Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © Volodymyr Tverdokhlib (Shutterstock.com)

Copyright © 2013 Tijan Meyer

Copyright © 2018 for Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for Polish translation by Barbara Kardel-Piątkowska

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2018

ISBN 978-83-66134-31-7

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: redakcja@wydawnictwokobiece.pl

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek