Wydawca: Bukowy Las Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 257 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ever After High. Krzywe zwierciadło - Shannon Hale

Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszą w świecie?

Tylko czy zwierciadła zawsze mówią prawdę?

Ostatni doroczny Dzień Dziedzictwa pogrążył szkołę Ever After High w absolutnym chaosie. Miało być jak zwykle: uczniowie złożyliby swoje przysięgi i opowieści toczyłyby się według dobrze znanych scenariuszy. Wszystko zepsuła zbuntowana Raven Queen, córka Złej Królowej z baśni o Królewnie Śnieżce, której zachciało się walczyć o wolność. Po tym jak odmówiła udziału w ceremonii, nic nie mogło być pewne.

Decyzja Raven zniszczyła marzenia Apple White, córki Śnieżki. W baśni bez czarnego charakteru, dziewczyna nie otrzyma zatrutego jabłka ani wymarzonego królestwa. Popierają ją Szlachetnie Urodzeni – ta grupa uczniów nie chce żadnych zmian. Buntownicy stoją murem za Raven i chcą wyrwać się z okowów przeznaczenia, by samodzielnie pokierować swoim życiem.

Gdy Madeleine Hatter, córka Szalonego Kapelusznika, ląduje w poważnych tarapatach, skłócone dziewczyny muszą połączyć siły i zjednoczyć baśnioceum, by móc uratować przyjaciółkę. Inaczej ta opowieść nie będzie miała Szczęśliwego Zakończenia

Opinie o ebooku Ever After High. Krzywe zwierciadło - Shannon Hale

Fragment ebooka Ever After High. Krzywe zwierciadło - Shannon Hale

TYTUŁ ORYGINAŁU: Ever After High. The Unfairest of Them All

Copyright © 2014 by Mattel, Inc. All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Ever After High oraz powiązane znaki towarowe i wizerunek handlowy są własnością firmy Mattel, Inc.

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o., 2014 Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o., 2014

ISBN 978-83-64481-67-3

ILUSTRACJA NA OKŁADCE: Antonio Javier Caparo PROJEKT OKŁADKI: Tim Hall © 2014 Mattel, Inc. REDAKCJA: Olga Gitkiewicz KOREKTA: Iwona Gawryś REDAKCJA TECHNICZNA: Adam Kolenda

WYDAWCA: Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o. ul. Sokolnicza 5/76, 53-676 Wrocławwww.bukowylas.pl, e-mail: biuro@bukowylas.pl

WYŁĄCZNY DYSTRYBUTOR: Firma Księgarska Olesiejuk Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Sp.j. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. 22 721 30 11, fax 22 721 30 01 www.olesiejuk.pl, e-mail: fk@olesiejuk.pl

Skład wersji elektronicznej

dyby Złej Królowej przyszło opisać swoje warunki życiowe jednym słowem, byłoby to słowo „ciasnota”. Jeśli mogłaby użyć większej liczby słów, dodałaby „nieznośna” i „żałosna” i pewnie jeszcze parę innych, których Narratorom nie przystoi używać w opowieściach.

Jej ciasna cela z czarnego szkła znajdowała się wewnątrz magicznego zwierciadła, które zaprojektowano tak, by było odporne na najmocniejsze złe zaklęcia. Oczy królowej płonęły fioletowym ogniem na samo wspomnienie Miltona Grimma i jego bandy czarodziejów od siedmiu boleści, których połączone siły pozbawiły ją mocy.

Owszem, była Największym Złem, Jakie Kiedykolwiek Nawiedziło Krainę Baśni. Otrzymała ten przydomek nie tyle za otrucie Królewny Śnieżki, ile za próbę przejęcia władzy, która skończyła się inwazją na Krainę Czarów. Czy Milton Grimm nie mógł jednak wykrzesać z siebie mocniejszych zaklęć i uczynić tego więzienia bardziej godnym jej królewskiej osoby? Machnęła na pajęczyny, które zdawały się wyrastać z kątów celi szybciej, niż nadążała je zrywać, choć nigdy nie widziała tu żadnego pająka.

Oparła dłoń o brudnoszarą ścianę. Nie wiedziała, który to już raz.

– Szerzej – szepnęła.

– Dłużej – powiedziała.

– Wyżej! – zawołała i upadła na ziemię przygnieciona bólem. Z trudem wstała i przyłożyła palce do pulsujących skroni. Wiedziała, że ból głowy minie za kilka godzin – wtedy spróbuje ponownie. Cela nie zmieniła rozmiaru, ale czarownica była pewna, że w końcu znajdzie słaby punkt zaklęcia antymagicznego i uda jej się powiększyć więzienie, a może nawet je opuścić.

Nagle rozległ się trzask i po ścianach pomieszczenia przemknęła zygzakiem fioletowa błyskawica. Zła Królowa uniosła dłonie, gotowa do ataku, ale światło znikło równie szybko, jak się pojawiło. Pociągnęła nosem. Coś się zmieniło. Wyprostowała palce, ustawiła je w kształt prostokąta i zaczęła nucić:

Wytężam wzrok i widzę szczelinę, Przez którą czystą myślą przepłynę. Nie szukam – żądam! Niech się ukaże To, co mi inne miejsca pokaże!

Gdy ból przeszył skronie Królowej, wędrując przez brzuch do dużego palca lewej stopy, na jej czole pojawiły się krople potu. Na ścianę naprzeciwko padł prostokąt jasnego światła. Gdy przygasło, ukazała się na niej niewielka drewniana rama.

– Ha! – ucieszyła się czarownica.

A więc rzuciła zaklęcie. Zabezpieczenie antymagiczne wciąż działało, jednak wyraźnie słabło.

Kobieta znów zaczęła cicho śpiewać. Jedwabiste jęzory mgły wiły się po ciemnej podłodze i wspinały w górę ścian. Rozległ się przedziwny chrzęst – który opisać można chyba tylko jako dźwięk przeciwny do brzęku tłuczonego szkła – i drewniana rama wypełniła się srebrzystą materią. Prawdziwe lustro, nareszcie! Królowa uważnie przyglądała się swojej twarzy. Dostrzegła kilka siwych włosów. Skrzywiła się z niesmakiem, stwierdzając jednak z satysfakcją, że nawet nadąsana wciąż jest bardzo piękna.

Kilka tajemnych słów i machnięcie dłonią (okupione pulsującym bólem głowy) pozwoliło jej poszerzyć możliwości zwierciadła. Obserwowała teraz dziedziniec baśnioceum Ever After High. Czyżby to stamtąd pochodziła tajemnicza fioletowa błyskawica?

Tłum na dziedzińcu był wyraźnie poruszony. Na twarzach uczniów i nauczycieli malowało się przerażenie. Królowa uśmiechnęła się mimowolnie. Tego rodzaju sceny bawiły ją ogromnie. Na podwyższeniu dojrzała swoją córkę, Raven. Zaintrygowana dotknęła powierzchni lustra.

– Odwróć, zawiń, już! – rozkazała. Obraz zastygł i ruszył wstecz, jakby ktoś przewijał taśmę filmową. – Stop, stój, pokaż! – szepnęła kobieta, a w zwierciadle pokazały się sceny sprzed kilku minut. Raven podchodziła właśnie do wielkiej księgi.

– Ach, to pewnie Ceremonia Dziedzictwa – zauważyła Zła Królowa i przewróciła oczami z niesmakiem. Dzieci baśniowych postaci czeka ten sam rytuał przejścia: każde z nich składa podpis w Księdze Legend i zobowiązuje się tym samym do odegrania roli swoich rodziców. Oczywiście Królowa chciała, by jej córka stała się zła i poszła w jej ślady. Wiedziała jednak, że prawdziwe zło polega na robieniu tego, czego się chce, i to wyłącznie dla własnych korzyści. Szopka, którą odstawiał Grimm, służyła mu wyłącznie do utrzymania kontroli. Jemu i tylko jemu.

Oto jednak Raven odmówiła podpisania Księgi Legend i wyrwała swoją kartę. Czujnym oczom Królowej nie umknął fioletowy błysk magicznej energii, który towarzyszył darciu papieru. Jedna tajemnica została rozwiązana: moc, którą wyzwoliła Raven, wyrywając kartkę, wywołała wstrząs, który sięgnął aż do lustrzanego więzienia.

Królowa zatrzymała obraz i nachyliła się nad zwierciadłem. Wszyscy wyglądali na przerażonych. Apple White, córka jej największego wroga, była na skraju płaczu. Tylko Raven, wysoko na podwyższeniu, stała niewzruszona. Silna. Zupełnie jak jej matka.

Czarownica odruchowo ułożyła ręce tak, jakby chciała objąć córkę. Najwyraźniej Raven potrafiła poruszyć Krainą Baśni równie mocno jak jej sławna matka.

Zła Królowa uśmiechała się, coraz szerzej i szerzej, aż w końcu wybuchła niepohamowanym śmiechem.

Krainie Baśni budził się poranek. Wróble ćwierkały, koguty piały, a w Zaczarowanym Lesie szeptały wróżki.

Wschód słońca odbijał się czerwienią na potężnych murach Ever After High. Prawie cała szkoła była jeszcze pogrążona w bezruchu. Tylko na boisku biegało kilku porannych joggerów, za którymi goniła horda wrzaskliwych chochlików. Trener Pierniczek testował najnowszą strategię ćwiczeń, która miała poprawić wyniki drużyny biegaczy.

Apple White obudziła się i przeciągnęła. Na parapecie czekały już drozdy z poranną piosenką. Uśmiechnęła się do nich, ale nie potrafiła zmusić się do zanucenia w odpowiedzi.

Włożyła spódnicę w zgaszonym odcieniu czerwieni, białą bluzkę i najmniej lśniący ze swych złotych pasów. Kątem oka zerknęła na współlokatorkę. Raven Queen siedziała na łóżku z opuszczoną głową. Długie, czarno-fioletowe włosy dziewczyny zasłaniały jej twarz, gdy walczyła ze sznurówkami długich do kolan botków. Sprawiała wrażenie smutnej. Apple odruchowo zaczęła się zastanawiać, jak ją pocieszyć, ale słowa uwięzły jej w gardle.

Poprzedniego dnia Raven zrobiła coś naprawdę okropnego. Zachowała się gorzej niż źle, a teraz jeszcze twierdziła, że wcale nie miała złych zamiarów. Powinna być zła, ale okazała się zwyczajnie samolubna. Gdy odmówiła podpisania Księgi Legend – a co gorsza, wyrwała z niej swoją kartę – poważnie namieszała w przyszłości tylu postaci! Apple i Raven miały dorosnąć do ról Królewny Śnieżki i Złej Królowej i wypełnić przeznaczenie swoich matek. Skoro jednak Raven stanowczo zapierała się przed losem czarnego charakteru, Apple nie będzie miała powodu, by uciec z mrocznego zamku czarownicy, nigdy nie pozna krasnoludków, nie zje zatrutego jabłka i nie zbudzi się od pocałunku księcia.

Jasnowłosa przejrzała się w lustrze. Przed oczami zamajaczyła jej twarz matki mówiącej: „Apple, wypełnisz cały świat swoim blaskiem!”. Niby jak miała teraz tego dokonać, skoro jej przeznaczenie się nie spełni?

Wtem rozległ się trzask.

Apple odwróciła się i ujrzała swój ulubiony fotel tronowy – przywiozła go specjalnie aż z domu – połamany na kawałki. Pośrodku rumowiska siedziała Madeline Hatter. Jej twarz okalała burza niesfornych lawendowo-turkusowych loków. Zmięte warstwy spódnic – koronkowych, w kropki i w paski – nadawały jej wygląd napuszonej kwoki. Kapelusik w kształcie filiżanki wisiał nisko nad uchem.

– Ups – powiedziała Madeline.

– Maddie! – zawołała Raven.

– Nic ci nie jest? – zapytała Apple i obie pomogły dziewczynie wstać.

– Ze mną wszystko w porządku – odparła Madeline i podniosła odłamaną nogę mebla. – W przeciwieństwie do twojego fotela. Niewiele z niego zostało. To się popisałam.

– Nie da się ukryć – przyznała jasnowłosa, zerkając tęsknie na połamany mebel. – Ale w gruncie rzeczy nic się nie stało. Powiedz lepiej, jak…

– Nic się nie stało? – zdziwiła się Maddie. – Mam wrażenie, że stało się bardzo dużo. Czy twój fotel zawsze tak wyglądał?

– Apple chciała powiedzieć, że nie ma ci za złe, że go połamałaś – podpowiedziała Raven i rzuciła współlokatorce niepewne spojrzenie.

– Och, słyszę w twoim głosie jakże charakterystyczne pragnienie! – zmieniła temat kapeluszniczka. – To tęsknota filiżanki za herbatą z miodem, tęsknota białego królika za odpowiednią kamizel…

– Maddie… – Ciemnowłosa spuściła wzrok.

– I moja własna tęsknota za śniadaniem! – zawołała córka Kapelusznika. – Śniadanie jest dobre na wszystko. No, może poza połamanymi fotelami. Tak mi przykro, Apple.

Dziewczyny objęły się na zgodę. Madeline, jedna z najniższych dziewczyn w szkole, musiała stanąć na palcach.

– Później spróbuję go naprawić – oznajmiła – ale teraz czas na wypełnienie żołądka. Co powiecie na wspólne śniadanie?

– Eee… – Apple spojrzała z ukosa na Raven.

– Hmm…. – Raven zerknęła na nią nieśmiało. – Wydaje mi się, że Apple potrzebuje trochę czasu na zastanowienie.

– Że jak? – oburzyła się dziewczyna. – To ty potrzebujesz sobie coś przemyśle…

– Śniadanie! – przerwała im Maddie. – Po jedzeniu odzyskacie dobry humor – zapewniła. Wreszcie podeszła do okna sypialni, przełożyła nogę przez parapet, gotowa do skoku, i zawołała: – Kto ostatni w zamkantynie, ten śmierdzące jajo!

– Ejże! – Apple złapała kapeluszniczkę za ramię. – Co ty wyprawiasz?

– W ten sposób będzie najszybciej – odparła Madeline.

– Ale jesteśmy na wysokości czwartego piętra – zauważyła Raven.

– Przecież wiem – westchnęła Madeline. – Właśnie dlatego wolę skoczyć, niż wspinać się po tych wszystkich schodach.

– Wskoczyłaś do nas prosto ze swojego okna, prawda? – zgadywała ciemnowłosa.

– Masz mnie. – Maddie wyszczerzyła zęby w uśmiechu. – Nie byłam w stanie do końca przewidzieć, gdzie wyląduję, i dlatego rozwaliłam fotel.

– Wiem, że potrafisz robić rzeczy niemożliwe, kiedy jeszcze nie wiesz, że są niemożliwe – zaczęła Raven – ale tego rodzaju skoki właśnie do takich rzeczy należą. Apple i ja skończyłybyśmy jak ten nieszczęsny fotel.

– Rozpłaszczone jak żaby – przyznała kapeluszniczka. – W porządku, czyli wygląda na to, że to był mój ostatni skok. Warto było!

Apple zaburczało w brzuchu.

– Aaa! – krzyknęła Maddie i odskoczyła od niej jak oparzona.

Jasnowłosa wybuchła śmiechem.

– Spokojnie, po prostu jestem głodna – wyjaśniła.

– Wiem! Dlatego właśnie krzyknęłam! Nie godzi się nie jeść tak długo, żeby żołądek musiał na ciebie warczeć. Chyba nie pomyślałaś, że uwierzyłam, że w twoim brzuchu mieszka potwór? Nie bądź głuptaskiem! – zażartowała kapeluszniczka, po czym nachyliła się do Raven i teatralnym szeptem zapytała: – Czy może jednak?…

– Nie – zaśmiała się ciemnowłosa.

– W takim razie koniecznie musimy zająć się żołądkiem Apple. Dziewczyna umiera z głodu! – zaordynowała Madeline i chwyciła koleżanki za ręce.

We trzy wyszły z sypialni i ruszyły po schodach. Na kamienne ściany padało ciepłe światło, gęste i żółte niczym świeże masło, ale Apple wciąż czuła się przybita. Co było z nią nie tak?

Gdy znalazły się przed wejściem do zamkowej stołówki, drzwi otworzyły się z hukiem. Wypadł z nich jeden z chłopaków z Wesołej Kompanii Sparrowa Hooda. Z głową całą w owsiance.

– Maseczka na włosy? – spytała Madeline, ale w odpowiedzi usłyszała niezrozumiałe burknięcie.

– Ciekawe, o co poszło – zastanawiała się Apple.

– Może Maddie ma rację – odparła Raven. – Tucker panicznie boi się, że wyłysieje, zupełnie jak ojciec.

Dziewczyny weszły do zamkantyny i szybko zrozumiały, że się mylą.

Uczniowie baśnioceum stali podzieleni pod dwiema przeciwległymi ścianami. Atmosfera była tak gęsta, że można ją było kroić nożem. Po jednej stronie tłoczyli się Royalsi, czyli Szlachetnie Urodzeni – przyjaciele Apple i pozostali, którzy chcieli wypełnić swoje baśniowe przeznaczenie. Po drugiej zgromadzili się Rebelsi, czyli buntownicy popierający Raven i ci wszyscy, którzy chcieli napisać swoją historię samodzielnie i na nowo, niezależnie od baśniowego dziedzictwa rodziców. Podłoga była cała w owsiance.

Apple odważnie stanęła pomiędzy nimi.

– Co tu się dzieje? – zapytała i uruchomiła lawinę krzyków po obu stronach. – Nie wszyscy naraz! – poprosiła. – Cedar, może ty?

Cedar Wood również stała pośrodku. W rękach trzymała tacę z talerzem zielonej sałatki z żołędziami. Jej ciemne włosy i haftowana sukienka z dzianiny nie miały na sobie śladów owsianki, lecz na jej twarzy malował się przykry grymas, jakby miała ochotę się rozpłakać.

– Nie wiem, co robić – jęknęła. – Czy mam usiąść razem z przyjaciółmi, jak gdyby nigdy nic? Czy posłuchać własnych pragnień i na tej podstawie wybrać stronę? Nie jestem Szlachetnie Urodzona, ale mimo to chcę zostać prawdziwą dziewczyną, tak jak obiecuje to moja opowieść. Z drugiej strony uważam, że jeśli komuś nie podoba się jego przeznaczenie, powinien mieć prawo do wybrania swojej drogi… Nic już nie wiem!

– Briar, co tu się wydarzyło? – zapytała Apple.

Briar Beauty opuściła talerz, którym jak tarczą osłaniała twarz. Jej falujące, kasztanowe włosy i różowa, krótka sukienka również uniknęły spotkania z owsianką.

– Zaczęli rzucać w nas jedzeniem, musieliśmy się jakoś bronić. Tyle emocji! – tłumaczyła.

– To oni pierwsi w nas rzucili – przerwał jej Sparrow Hood z drugiej strony sali. Owsianka skapywała z jego zielonego kapelusza prosto na kołczan ze strzałami, który miał na plecach.

– Kłamczuch! – zawołała Duchess Swan, a jej blada twarz poczerwieniała z gniewu. Łabędzie pióra jej czapki i baletowej spódniczki nastroszyły się, zupełnie jakby strój dziewczyny był równie poirytowany jak ona sama. Złapała kiść bananów i wzięła zamach, gotowa do rzutu.

– Po co te nerwy, spokojnie – powiedziała Raven i stanęła obok Apple. Na jej widok kilkoro Royalsów zaczęło buczeć z niezadowoleniem.

– Przez ciebie Ceremonia Dziedzictwa była kompletną klapą – syknął Daring Charming i oparł nogę na ławce w dumnej pozie. Jego złota czupryna lśniła w porannym słońcu tak jasno jak jego biała kurtka.

– Nie wspominając nawet o balu! – dodała z goryczą Briar. – Wyszła stypa, a miała być bombowa impreza. Tyle się nad nią napracowałam.

– Zrobiłaś to, na co miałaś ochotę, kompletnie nie biorąc pod uwagę innych, prawda? – dodał Daring.

– Wszystko wyszło zupełnie na opak – stwierdziła Blondie Lockes i przygarbiła się smutno. Z jej wspaniałych, złotych loków zwisały kleksy owsianki. – Nic nie poszło tak, jak trzeba.

– A ja… ja uważam, że Raven postąpiła bardzo odważnie – wtrąciła Cedar i zrobiła krok w stronę stolika Rebelsów.

– Nie chce być czarnym charakterem, czy to coś bardzo… złego? – dodała Maddie.

– W żadnym razie – powiedział Dexter Charming i uśmiechnął się ciepło do ciemnowłosej. Daring, jego brat, odchrząknął znacząco, więc chłopak spuścił wzrok i poprawił okulary w czarnych oprawkach. – Chciałem powiedzieć, że jej uczynek stawia nas przed frapującym problemem natury filozoficznej. Wybór Raven wpłynął nie tylko na jej przeznaczenie, ale na losy wszystkich postaci z baśni o Królewnie Śnieżce. Dlatego właśnie…

– Na każdego z nas czeka jakaś historia – przerwała mu Briar. – Skoro mnie czeka stuletni sen Śpiącej Królewny, Raven też mogłaby zacisnąć zęby i po prostu odegrać rolę Złej Królowej.

– Właśnie, pamiętajmy o tym, co się stało, kiedy jej matka postanowiła zmienić scenariusz! – przypomniał Hopper Croakington. Jego lśniące od brokatu burgundowe wdzianko było całe powalane owsianką. Piegowata twarz i włosy uniknęły ataku. – Przejęła inne baśnie i całą Krainę Czarów. To było naprawdę p-p-przerażające.

Hopper zaczął trząść się ze strachu i nagle – puf! – zmienił się w żabę.

– Jesteś po prostu niebezpieczna, Raven! – rzuciła Faybelle Thorn. Miała na sobie ulubiony strój cheerleaderki. Włosy, granatowe niczym nocne niebo, spięła w wysoki kucyk. – Trzymaj się z dala od mojej baśni, bo pożałujesz!

– Dość już tego prychania i pogróżek – odezwała się niespodziewanie Cerise Hood, do tej pory schowana głęboko w cieniu jednego z drzew podtrzymujących sklepienie zamkantyny. Miała na sobie, jak zawsze, czerwoną pelerynę z kapturem.

– Zmusisz mnie? – prychnęła Faybelle. – No, dawaj.

Cerise poprawiła kaptur i wróciła do cienia.

W tej samej chwili z gałęzi drzewa sfrunęła Amora. Poprawiła ułożenie różowych włosów i stwierdziła prosto:

– Raven postąpiła tak, jak dyktowało jej serce. Radziłabym wszystkim zrobić to samo.

– Nie bądź naiwna – żachnęła się Faybelle. – Zła Królowa, która odmawia odegrania swojej roli co do linijki scenariusza, oznacza jedno: kłopoty. Bardzo poważne kłopoty. Jej matka postanowiła się zbuntować i okradła moją mamę z postaci czarnego charakteru w baśni o Śpiącej Królewnie. I co, teraz wydaje ci się, że przez swój żałosny sprzeciw nie zostaniesz zła? Ha! Prawda jest taka, Raven Queen, że odmawiasz podążenia w ślady twej złowieszczej mamusi, odmawiasz trzymania się scenariusza. Skąd mamy wiedzieć, co właściwie zamierzasz?

– Ja… ja… – jąkała się córka Złej Królowej.

– Zrób, co do ciebie należy! – zawołała Lizzie Hearts, wymachując berłem w kształcie flaminga. – I… ściąć ci głowę! – dodała szybko. Jej złota korona i czarne włosy były czyste i lśniące, ale czerwone serce, które zwykła malować sobie wokół jednego oka, było rozmazane – najpewniej od wytartej naprędce owsianki.

– Przyjaciele – zwróciła się Apple do Szlachetnie Urodzonych, otwierając ramiona. – Postarajcie się opanować emocje. Nie zniżajmy się do ich poziomu.

– Do naszego poziomu? Co to niby ma znaczyć? – wycedziła Raven i zrobiła krok w stronę Royalsów. Duchess zamachała groźnie kiścią bananów.

– Zostań tam, gdzie stoisz. Po stronie złych postaci! – zagroziła.

Apple zrobiła krok i zasłoniła Raven własnym ciałem.

– „Zły” to bardzo mocne określenie, nie wiem, czy pasuje do wszystkich – powiedziała, wskazując na stolik Rebelsów; Cedar właśnie stawiała swoją tacę na blacie. – Bo czy ktokolwiek z nas mógłby faktycznie powiedzieć, że Maddie jest zła? Szalona, owszem, ale…

– O, jak miło! Dziękuję! – ucieszyła się Madeline i usiadła po turecku na stole.

– …zła? Nie. A Hunter? Wszyscy kochają Huntera Huntsmana.

Nie wiedzieć czemu, z gardła Ashlynn Elli wyrwał się cichy szloch. Dziewczyna pochyliła głowę, pozwalając jasnym włosom opaść na twarz. Hunter podniósł się z krzesła. Miał podgolone na krótko boki fryzury, a długie włosy zostawione pośrodku zwykle opadały mu swobodnie; dziś jednak, usztywnione owsianką, stały jak rasowy irokez.

– Jest jeszcze Cerise… – Apple zawiesiła głos. Trudno jej było odgadnąć, co właściwie działo się w głowie dziewczyny wiecznie skrytej w cieniu własnego kaptura. – Ekhm. No i Cedar. Cedar nie jest zła, to najmilsza marionetka, jaką kiedykolwiek znałam.

– To nieco obraźliwe określenie – mruknął Nathan Nutcracker, który siedział na brzegu stołu i machał drewnianymi nogami.

– Nie chciałam nikogo urazić, Nate – przeprosiła Apple. – Chciałam powiedzieć, że jest najmilszą drewnianą osobą, jaką znam.

– Co z tego, skoro ona jest zła – wtrąciła się Blondie i wskazała na Raven.

– I taka właśnie ma być – odparowała Apple. – A przynajmniej się starać. To niepoważne, że tak bardzo złościmy się na kogoś, kto zwyczajnie popełnił błąd. Szlachetnie Urodzeni nie są ani mściwi, ani złośliwi, prawda?

Duchess opuściła banany, a Briar pokręciła przecząco głową.

– Mam przeczucie, że w głębi serca żadne z nas nie jest tak naprawdę na nikogo złe – ciągnęła jasnowłosa. – Martwimy się po prostu o to, co będzie teraz, skoro Raven nie podpisała Księgi Legend.

– Zepsuła Ceremonię Dziedzictwa! – zawołała Blondie.

– Nieprawda! – broniła ciemnowłosej Cedar. – A ja nie potrafię kłamać!

– Raven popełniła błąd. – Apple ze spokojem wskazała na córkę Złej Czarownicy. – To zrozumiałe, że jej przyjaciele będą ją wspierać. Sądzę jednak, że w końcu się opamiętają i wrócą na ścieżkę przeznaczenia.

– Chwila – odezwała się ciemnowłosa. – Czy właśnie tak uważasz? Że to był impuls? Że… przez przypadek wybrałam własną drogę i lada moment zmienię zdanie?

– Właśnie tak! – Apple rozpromieniła się w uśmiechu i zwróciła do Buntowników: – Jako przewodnicząca Królewskiej Rady Uczniów, to jest… współprzewodnicząca… – stropiła się i uśmiechnęła do Maddie, która odwzajemniła uśmiech. Dwie dziewczyny zostały wybrane na to samo stanowisko, ale jasnowłosa jeszcze nie zdążyła się z tym oswoić. Do tej pory rządziła sama. – Chciałabym oznajmić tak zwanym Buntownikom, że wciąż są dla nas wszystkich w Ever After High bardzo ważni – dokończyła i otworzyła ramiona w szerokim, zapraszającym geście. – Słyszycie mnie? Nie nienawidzimy was! Ani odrobinki! Będziemy cierpliwie czekać, aż zmienicie zdanie i postanowicie wrócić na ścieżkę przeznaczenia!

– Ja nie zamierzam – odparła Raven i skrzyżowała ramiona. – Przecież o to właśnie chodziło. Dobrze wiesz, że to nie fair. Nie możecie mnie zmusić do odegrania roli czarnego charakteru.

– Ale taka rola jest ci pisana – zaprotestowała Apple.

– Tylko że ja chcę sama napisać swoją rolę – odparowała ciemnowłosa.

Pomruki niezadowolenia po obu stronach przerodziły się w krzyki.

Coś tu nie grało. Apple zachowywała się całkiem rozsądnie. Tryskała dobrocią i słonecznym blaskiem jak nigdy, lecz mimo to atmosfera w zamkantynie gęstniała od złości. Było jeszcze gorzej niż przed jej przybyciem. Nie chciała nagonki Szlachetnie Urodzonych na Buntowników, ale nie dało się ukryć, że decyzje tych drugich były niebezpieczne. Zagrażały całemu baśniowemu porządkowi: zniknąć mogło przecież to, co dobre, czarodziejskie i pełne nadziei w Krainie Baśni – opowieści, wyznaczone role, magiczne pocałunki i Szczęśliwe Zakończenie. To wszystko mogło się po prostu nie wydarzyć.

– Cisza, posłuchajcie! – spróbowała Apple. – Osobiście wciąż was szanuję, pomimo błędu, który popełniliście…

Porcja owsianki wystrzeliła z miejsca, w którym stał Sparrow Hood, i z głośnym plaśnięciem wylądowała na policzku dziewczyny.

Jasnowłosą zatkało z wrażenia. W całej zamkantynie zapadła martwa cisza.

Briar wyprostowała się i zakasała rękawy.

– No, to czas na akcję poza scenariuszem.

– Zobaczymy, na co was stać – syknęła groźnie Cerise.

Rozpętała się prawdziwa bitwa. W ruch poszedł cały bufet, nie tylko miski z owsianką. Jedzenie było absolutnie wszędzie.

– Juhu! – wołała Maddie, łapiąc za sernik na zimno. – To dopiero impreza!

Duchess trafiła kiścią bananów prosto w Cedar. Cerise Hood odpowiedziała kanonadą ptysiów tak szybką, że Apple nawet nie próbowała się bronić.

Cheerleaderka Faybelle zaczęła skandować zaklęcie, które unosiło jedzenie z jej tacy i rzucało nim w przeciwników:

– I raz, i dwa, ktoś tutaj pecha ma. I trzy, i cztery, nie ze mną te numery. I pięć, i sześć…

Ktoś trafił ją w głowę zawartością miski z piklami.

W powietrzu śmigały kajzerki i jajka na twardo, uderzając zarówno w Rebelsów, jak i Royalsów. Maddie stała na stole i zanosiła się śmiechem. Stanowiła łatwy cel, więc całe jej ubranie wręcz ociekało dżemem i fasolką w pomidorach.

– Jak to się… co się właściwie stało? – zastanawiała się na głos Apple, zbyt oszołomiona, by się poruszyć.

– Możliwe, że to nasza wina – odparła Raven.

Jasnowłosa skinęła głową. Nim weszły do zamkantyny, sytuacja była może nieco napięta i trochę owsianki poszło w ruch, ale obecność dziewczyn podziałała na zwaśnione strony niczym płachta na byka.

– Musimy coś zro… – zaczęła córka Złej Królowej, ale usta zamknął jej pocisk z twarożku.

– Kociołek! – zawołała Apple.

Na środku sali stał nietknięty potężny kocioł potrawki z groszku. Potrawka miała ponoć dziewięć dni, ale nikt w to nie wierzył. Musiała być dużo, dużo starsza. Jasnowłosa pociągnęła Raven za sobą i obie schowały się w jego cieniu, oblepione śniadaniową papką. Straty po obu stronach nie były jednak równe. Córka Złej Królowej miała na sobie tyle przecieru z morwy i budyniu dyniowego, że przypominała bagiennego goblina. Apple miała tylko delikatny ślad po owsiance na policzku, który zaraz otarł skrzydłem uczynny drozd.

– Sytuacja wymknęła się spod kontroli – zauważyła Raven, wydłubując z uszu gęstą papkę.

– Nie da się ukryć – odparła Apple. – Musisz z nimi porozmawiać.

– Ja?! – zdziwiła się ciemnowłosa. – Nie jestem niczyim szefem.

– Buntownicy uważają inaczej po tej szopce, którą odstawiłaś w Dniu Dziedzictwa. Mogę się założyć, że tylko czekają, aż obejmiesz dowodzenie.

– Kiedy ja tego nie potrzebuję. Chciałam tylko nie być zmuszaną do odegrania roli złej postaci. A oni mogą robić, co im się żywnie podoba. Poza tym to ty jesteś współprzewodniczącą Królewskiej Rady Royalsów! Sama z nimi pogadaj!

Apple uchyliła się przed nadlatującą babeczką.

– Ja już próbowałam. Efekt był taki, że dostałam owsianką w twarz.

– „Kochamy was, chociaż jesteście głupi”, tyle zapamiętałam z twoich prób. Nie stać cię na więcej?

– Nie nazwałam nikogo głupim. To byłoby nieuprzejme.

– Uprzejmym jest za to mówienie komuś, że go nie nienawidzisz?

– A nie? Lepiej by było, gdybym przyznała się, że kogoś nie lubię? Przecież to bez sensu.

– Wręcz przeciwnie. Tylko… ty i tak nie zrozumiesz – westchnęła Raven.

– A tak bardzo się staram – odparła Apple. – Trudno mi zachować uśmiech i pozytywne nastawienie, kiedy widzę, jak pewne osoby postanawiają zniszczyć cudze opowieści i nadają im Nieszczęśliwe Zakończenia.

– Przecież ja nic takiego… ARGH!

Ciemnowłosa ukryła twarz w dłoniach i skuliła się pod kotłem pełnym groszku.

– Auć, gorące – syknęła.

Apple słyszała, że niektórzy lubią groszek na gorąco, a inni na zimno, choć osobiście nie znała reprezentanta żadnej z tych grup. Zastanawiało ją jedno: jak można lubić groszek, który siedzi w kotle od dziewięciu dni?

Szybko odsunęła od siebie rozważania na temat groszku. Wszystko było nie tak. Zwykle kiedy pojawiał się jakiś problem, jasnowłosa przemawiała, uczniowie baśnioceum słuchali i problem sam się rozwiązywał. Może to, co zrobiła Raven podczas Ceremonii Dziedzictwa, zmieniło nie tylko ich wspólną opowieść? Może Apple również uległa zmianie? Może to, kim była, i to, co potrafiła robić, po prostu… znikło?

Ostrożnie wyjrzała znad kotła. Hunter Huntsman zwykł trzymać się z Royalsami. Odgrywał wszak rolę w baśni o Królewnie Śnieżce i dzielił pokój z Dexterem Charmingiem. Dziś jednak zajął miejsce wśród Rebelsów.

– Przeznaczenie to więzienie! – wołał, ciskając sojowymi pasztecikami na drugą stronę sali.

Trafił Ashlynn Ellę. Prosto w twarz. Dziewczyna spojrzała na niego oczami pełnymi łez. Pasztecik powoli zsuwał się po jej policzku. Hunter zrobił krok do tyłu. Był przerażony.

– Ash, przepraszam, nie chciałem…

Usta dziewczyny zadrżały. Uciekła, zanosząc się łkaniem. Hunter rzucił się za nią i w tej samej chwili oberwał jagodowym plackiem w tył głowy. Apple krajało się serce, gdy słyszała szlochanie Ashlynn i wołania Huntera.

Niespodziewanie przy kotle pojawiła się Maddie. W jej miętowo-lawendowych włosach tkwiły dojrzałe czereśnie.

– Czemu się chowacie? – spytała. – Chodźcie, jest pyszna zabawa!

– Nie ma w tym nic z zabawy. Wszyscy są na siebie źli, a my nie wiemy, co z tym zrobić.

– Nie przesadzajmy – odparła Madeline. – W Krainie Czarów bitwy na jedzenie odbywały się regularnie. Powiem więcej: jeśli na proszonym obiedzie goście na koniec nie obrzucali się potrawami, gospodarz mógł się poczuć urażony. Odkąd jestem w Krainie Baśni, nie brałam udziału w żadnej jedzeniowej bitwie i już zaczynałam sądzić, że brak wam dobrych manier – dodała. – Zaczekajcie na mnie! – zawołała radośnie i rzuciła się w wir walki, momentalnie trafiona kaszką manną.

Maddie piszczała z zachwytu, ale krzyki, jęki i warknięcia pozostałych wcale nie były radosne. Niektórzy płakali.

Apple poczuła, jak jej twarz wykrzywia się w nieznanym wcześniej grymasie. Zawiniła. Obiecała dyrektorowi Grimmowi, że przekona Raven do złożenia podpisu. Nie udało jej się. Zawiodła całą szkołę.

Jako przyszła Królewna Śnieżka pewnego dnia jasnowłosa miała objąć panowanie w królestwie swojej matki – oczywiście jeśli w ogóle zostanie Królewną Śnieżką. Czuła, że najpierw musi znaleźć sposób na zjednoczenie uczniów baśnioceum i udowodnić samej sobie, że nadaje się do roli władczyni. Wstała. Nagle przestało ją obchodzić, czy zostanie trafiona owsianką albo purée ziemniaczanym. Musiała zrobić, co do niej należało… nawet jeśli miała się przy tym ubrudzić. Tak postąpiłby odpowiedzialny władca.

Apple wyszła zza kotła z groszkiem. W tej samej chwili w zamkantynie zapadła zaskakująca cisza.

Owsianka, przeciery, pasztet, ciastka i kiełbaski zatrzymały się w powietrzu, zawieszone między rzucającymi a ich celem. Szlachetnie Urodzeni i Buntownicy patrzyli po sobie niepewnie. Zawieszone w powietrzu kawałki jedzenia zaczęły kumulować się w jednym punkcie, formując pływającą kulę.

Jedzenie przyklejone do ubrania i skóry Raven odrywało się od niej i łączyło z kulą niczym opiłki żelaza przyciągane przez magnes. Wszystkie kawałki jedzenia w zamkantynie zachowywały się podobnie: sunęły, płynęły i ślizgały się w kierunku rozrastającej się jedzeniowej kuli.

– Co się dzieje? – szepnęła Blondie. – Raven, czy to twoja sprawka? Wygląda mi to na czarną magię.

– Nie mylisz się – syknęła Baba Jaga, która wyrosła jak spod ziemi tuż obok jasnowłosej dziewczyny.

Blondie krzyknęła zaskoczona. Szkolna szefowa katedry czarnoksięstwa była niska, odziana w łachmany, a w długich, siwych, potarganych włosach miała pojedyncze warkoczyki i ptasie kości.

– Koniec rzucania jedzeniem – oznajmiła i zaskrzeczała: – Wszyscy mają karę! – po czym z całą mocą stuknęła laską w podłogę. Z laski dobył się błysk – a raczej jego przeciwieństwo – ciemna, drżąca fala. Baba Jaga zniknęła, a sterta jedzenia zaczęła bulgotać, falować, dzielić się i wreszcie przeistaczać w trzy jedzeniowe kule na kurzych nogach.

– Golemy jedzeniowe! – pisnął syn Małgosi, Gus. Był przerażony i jednocześnie absolutnie zachwycony.

– Ja, masz raczję – stwierdziła córka Jasia, Helga. – To golemy jedzeniowe. Tylko czy powinniszmy je zjeszcz, czy raczej przed nimi uczekacz?

Stwory zaczęły kroczyć w stronę rodzeństwa.

– Eee… ja wybieram ucieczkę – powiedziała Briar.

Ale jedzeniowe kurczaki zaczęły już zaganiać uczniów w zbite stadko i wypychać przez drzwi zamkantyny.

– Ale… przecież… jestem Apple White. – Księżniczka nie była w stanie opanować drżenia w głosie. – Nikt mnie jeszcze nigdy nie ukarał. Co na to powie moja mama?

Golemy pozostały obojętne. Nie pomogła nawet grupa bojowo nastawionych kosów, które przyleciały na ratunek swojej ukochanej pani. Dziobały golemy w oczy z pomidorków koktajlowych i skubały je w skrzydła z płatków owsianych, ale stwory nieubłaganie przepychały Apple razem z innymi w stronę klasy do sztuki nikczemności.

Zimny podmuch przyprawił Apple o gęsią skórkę. Słynni złoczyńcy – królowie piratów, złe wróżki, smoki, ogry i Król Bagien – zerkali złowieszczo z portretów rozwieszonych na ścianach sali. Krzesła były pomalowane na czarno i najeżone kolcami. W rogu na specjalnym haku wisiał szkielet. Nagle uniósł kościstą rękę i zamachał do dziewczyny.

Apple usiadła w ławce i ukryła głowę w ramionach. W piersi czuła dojmującą pustkę. Kiedyś, niczym serce, biła w tym miejscu pewność Szczęśliwego Zakończenia.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Z prawdziwą przyjemnością wróciłam do Ever After High! Uściski godne ogra należą się ekipie kreatywnej z firmy Mattel, która powołała do życia ten wspaniały świat. Cindy Lederman, Laro Dalian, Emily Kelly, Christine Kim, Robercie Rudmanie, Julio Phelps i Talio Rodgers – bardzo dziękuję, że mogę go współtworzyć z wami.

Kłaniam się w pas i jednocześnie puszczam oko do członków zespołu Little Brown: Erin Stein, Connie Hsu, Andrew Smitha, Melanie Chang, Victorii Stapleton, Christine Ma, Christine Quintero, Tima Halla, Mary Lander, Jenn Corcoran i Jonathana Lopesa. To dopiero grupa, prawdziwy sabat!

Książka nie powstałaby, gdyby nie Dean Hale, mój nikczemnie utalentowany partner w zbrodni, karze, opowiadaniu i wszystkim innym. Wszystkie najlepsze fragmenty to twoje dzieło, kochanie.