Wydawca: Bukowy Las Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 234 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ever After High. Kraina Czarów - Shannon Hale

KTO ROZWIĄŻE TĘ ZAGADKĘ?

Od uczniów baśnioceum Ever After High oczekuje się, że bez dyskusji podpiszą Księgę Baśni, przyrzekając tym samym posłuszeństwo przeznaczeniu, które dostają w spadku od baśniowych rodziców. Gdy na scenę wkracza Raven Queen, oczekiwania te przestają być oczywiste. Nikt już nie ma pewności, co go czeka - nawet najszlachetniejsza ze wszystkich szlachetnie urodzonych dam, Apple White.

Sprawy poważnie komplikuje tajemniczy stwór z Krainy Czarów, który zaraża Ever After High szaloną magią. Baśniowa kraina pogrąża się w chaosie. Lizzie Hearts, przyszła królowa Krainy Czarów, Cedar Wood, drewniana córka Pinokia, i Madeline Hatter, dziedziczka Zaczarowanej Herbaciarni Szalonego Kapelusznika, jako jedyne nie tracą głowy. Zagrożona jest szkoła i jej uczniowie - to od dziewczyn zależy, czy uda się uchronić Krainę Baśni przed bardzo nieszczęśliwym zakończeniem.

Trzecia książka o dzieciach bajkowych postaci, które uczęszczają do baśnioceum Ever After High

Książki Ever After High są ściśle powiązane ze światem zabawek firmy Mattel, który z powodzeniem zadebiutował w Polsce

Ciesząca oko, wysmakowana oprawa graficzna, dobry poziom literacki i współczesne, pomysłowe podejście do klasycznych baśniowych motywów tworzą z tej serii nową klasykę dla czytelniczek w wieku 8-12 lat

Opinie o ebooku Ever After High. Kraina Czarów - Shannon Hale

Fragment ebooka Ever After High. Kraina Czarów - Shannon Hale

TYTUŁ ORYGINAŁU: Ever After High. A Wonderlandiful World

Copyright © 2014 by Mattel, Inc. All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Ever After High oraz powiązane znaki towarowe i wizerunek handlowy są własnością firmy Mattel, Inc.

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o., 2015 Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o., 2015

ISBN 978-83-64481-99-4

ILUSTRACJA NA OKŁADCE: Antonio Javier Caparo PROJEKT OKŁADKI: Tim Hall © 2014 Mattel, Inc. REDAKCJA: Olga Gitkiewicz KOREKTA: Bogusława Otfinowska REDAKCJA TECHNICZNA: Adam Kolenda

WYDAWCA: Wydawnictwo Bukowy Las Sp. z o.o. ul. Sokolnicza 5/76, 53-676 Wrocławwww.bukowylas.pl, e-mail: biuro@bukowylas.pl

WYŁĄCZNY DYSTRYBUTOR: Firma Księgarska Olesiejuk Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Sp.j. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. 22 721 30 11, fax 22 721 30 01 www.olesiejuk.pl, e-mail: fk@olesiejuk.pl

Skład wersji elektronicznej

le lat Dziaberłak spędził w niewielkim szklanym wnętrzu Jhed-No-Roshca? Nie dało się tego ocenić w lśniącej, sennej ciemności więzienia bez pomocniczych wskazań słońca, tykania zegara, liczenia owiec. Głupie, nędzne istotki przypadkowo rozbiły Jhed-No-Roshca i Dziaberłak zbiegł ze swego więzienia.

Stwór zaszył się wysoko w górach i zwinął się w kłębek. Chciał spać jak najdłużej. Pozwolić, by jego straszliwe cielsko znów nabrało mocy.

Przeszkodził mu brzęk tłuczonego szkła.

Nie było to byle jakie szkło ani nawet inny Jhed-No-Roshec. O nie! Pękło magiczne zwierciadło o nadzwyczajnej mocy. Przenikliwy brzdęk przeciął całą Krainę Baśni. Dźwięk poruszył bestię śpiącą głęboko w Górach Mroku. Wyrwał ją ze snu.

Dziaberłak przebudzony, jak na swój gust, zdecydowanie zbyt wcześnie, głośno okazał niezadowolenie. Ryknął tak, że aż zatrzęsły się okoliczne drzewa, przygięły się do ziemi i wreszcie połamały jak zapałki. To było do przewidzenia. Ten świat był normalny, rozsądny i przewidywalny. Poprawka: nudny. Prawidłowy. Potwora doprowadzało to do szału.

„Kraina Baśni jeszcze posmakuje mojego gniewu” – pomyślał sobie. „Odczują go kamienie, morza i ziemie. Dlaczego? Bo nie jest Krainą Czarów”.

Jednak wpierw Dziaberłak musiał się najeść. Był bardzo, bardzo głodny.

siężniczka Lizzie Hearts, córka Królowej Kier, dziedziczka tronu na Zamku Kart w Krainie Czarów, kapitan drużyny krokieta w Ever After High, prywatnie miłośniczka jeży, dzierżyła w dłoni nóż. Nie był ostry, choć pewnie w razie konieczności mogłaby pozbawić nim głowy niewielkiego człowieczka wykonanego z masła (obowiązkowo krzycząc „Ściąć mu głowę!”. Oczywiście gdyby maślane ludziki w ogóle istniały).

– Nie wierzę, że pakujesz nóż do masła – westchnęła Duchess Swan, kręcąc piruety po ich wspólnej sypialni. Duchess, córka Księżniczki Łabędzi, w zasadzie wciąż tańczyła. Nawet przez sen utrzymywała stopy w pozycji baletowej.

Lizzie wepchnęła nóż do kieszeni czerwono-złotej spódnicy w kratę i poczuła, że oblewa ją rumieniec. W Krainie Czarów noszenie tego typu narzędzi miało wiele sensu. Masło mogło się pojawić w każdej chwili i wolała być na to przygotowana. Jednak praktykowanie wielu domowych przyzwyczajeń nie miało żadnego sensu w Krainie Baśni. Lizzie często czuła się tu zagubiona.

– Na wredne wróżki! Przecież jedziemy na szkolną wycieczkę – parsknęła z rozbawieniem Duchess i przykucnęła w kolejnym plié, wkładając do plecaka srebrną tiarę i obszytą piórami suknię. – Nie wiesz, jak się spakować? – dopytywała, dokładając do bagażu parę czarnych, satynowych baletek. – Kiedy to ja po raz pierwszy…

Łabędzia księżniczka paplała radośnie, ale Lizzie przestała jej słuchać. Mama uczyła ją zawsze, że NieSłuchanie to nieodzowna umiejętność każdej królowej. Dziewczyna zanurkowała dłonią głębiej w kieszeni spódnicy i zacisnęła palce na ukochanej talii kart. Dostała ją od matki jeszcze przed ucieczką z Krainy Czarów, w której towarzyszyły jej Kitty Cheshire, Madeline Hatter i kilka innych postaci. Wyjęła jedną z kart i przeczytała:

Robaki mają głos, to akurat prawda,

Lecz nieistotne to dla takich jak Ty czy ja.

Ciągle tylko „błoto, błoto, żarcie”.

Szkoda tutaj słów, to załóż na starcie.

NieSłuchanie robali ćwicz więc od rana!

(Przez robaki rozumiem ludzi).

Na każdej karcie mama wypisała podobne rady dla córki, z nadzieją, że pomogą jej stać się dobrą królową. Poradom często towarzyszyły informacje na temat tego, jak działa świat – a raczej jak powinien działać. Choć Lizzie spędziła w Ever After High już sporo czasu, wciąż nie potrafiła pojąć niektórych zasad i reguł baśnioceum. Przykładowo: nie miała pojęcia, co właściwie warto spakować na szkolną wycieczkę.

– …piórko! Dasz wiarę? – ciągnęła opowieść Duchess, rozczesując swoje długie, biało-czarno-fioletowe włosy. Córka Królowej Kier uniosła dłoń, by uciszyć koleżankę, ale jej gest został zignorowany. – Nie było nawet białe, nie czysto białe! Pomalowano je jakimś dziwnym…

– Ściąć jej głowę! – krzyknęła Lizzie.

Łabędzia dziewczyna zastygła z otwartymi ustami.

– Wyjaśnij mi, na czym polega szkolna wycieczka! – rozkazała jej współlokatorka.

Inna karta z matczynej talii radziła:

Nigdy, przenigdy, za żadne skarby świata nie przyznawaj,

Że czegoś nie wiesz.

Wiesz wszystko.

Co najwyżej mogłaś zapomnieć

Jakiegoś fragmentu wszystkiego.

Do tego też się zresztą nie przyznawaj.

Dlatego dziewczyna szybko dodała: – Nie, żebym nie pamiętała tego, co mówił dyrektor Grimm. Po prostu sprawdzam, czy ty wiesz, gdzie jedziemy, i po co. Bo szkolna wycieczka to przecież nie wycieczka do innej szkoły. Eee… prawda?

Duchess westchnęła.

– To jeden z Wietrznych Wypadów. Co roku odwiedzamy jeden z Czterech Wiatrów. Poprzednio byliśmy u Zachodniego, pamiętasz?

Lizzie doskonale pamiętała ubiegłoroczny wyjazd na plażę, ale wolałaby wyrzucić go z pamięci. Nie przeszkadzał jej sam Wiatr Zachodni, chociaż nadużywał słów „spoko” i „koleś”. Właściwie nie wyglądał wcale jak wiatr: był zwykłym mężczyzną w kąpielówkach, tylko że jego niebieskie włosy powiewały na wietrze, którego nikt poza nim nie odczuwał. Ale wspomnienie tego, co nastąpiło po spotkaniu, przyprawiało dziewczynę o dreszcze. Wspomnienie „części rozrywkowej”.

Uczniowie przywieźli ze sobą sprzęt do pływania. Wbiegali do wody, z pluskiem z niej wybiegali, przerzucali piłki przez siatki, chlapali dookoła, zachowywali się, jakby to było zupełnie normalne. W tym czasie Lizzie siedziała na piasku, pocąc się pod płaszczem wykończonym piórami flaminga. Gdyby zdecydowała się zapytać, co właściwie należy robić na plaży w Krainie Baśni, wyszłoby na jaw, że nie wie wszystkiego, a to z kolei oznaczałoby, że nie jest gotowa zostać Królową Kier. Nie chciała rozczarować matki i zawieść mieszkańców Krainy Czarów. Dlatego siedziała bez ruchu, oblewając się potem i starając się wyglądać możliwie godnie.

Dotknęła ostrożnie pierzastego płaszcza, niepewna, czy powinna spakować go i tym razem.

Duchess nie przestawała nadawać.

– …ma na imię Zefir, wiesz? Jak na Wiatr to strasznie miły gość. Chciałabym, żeby mój książę z bajki nazywał się tak samo. Ewentualnie Ryan.

Lizzie próbowała włączyć tryb NieSłuchania, ale nie miała na to siły.

– Och, chyba słyszę jeża w potrzebie – skłamała szybko. Z miną godną królowej – wyciągając podbródek i zaciskając mocno usta – podeszła do bogato zdobionych drzwi w kształcie serca, umieszczonych w ścianie po czerwono-złotej stronie sypialni. Drzwi miały wysokość Lizzie i tylko ona potrafiła je otworzyć – ku irytacji Duchess. Panna Swan nie mogła jednak głośno narzekać, bo wszystkie magiczne przejścia były montowane za specjalnym zezwoleniem dyrektora Grimma.

– Halo, przepraszam! Ja tu odpowiadam na twoje pytanie! – obruszyła się córka Królowej Łabędzi.

– Przeprosiny przyjęte. Możesz odejść – odparła jej współlokatorka i przeszła przez drzwi, zamykając je za sobą dla pewności.

Z początku czuła tylko chłód. Na jej jasnej skórze pojawiła się gęsia skórka. Czekała, aż zaczną działać czary. Zdążyła nabrać powietrza, gdy wokół niej uniosła się pachnąca miodem mgła, otoczyła ją szczelnie, zawirowała i rozproszyła się w okamgnieniu. Za plecami dziewczyny wciąż było widać drzwi, ale Lizzie nie była już w szkole. Z pomocą magii znalazła się na granicy szkolnych terenów w swoim prywatnym ogrodzie.

Wypuściła powietrze i poczuła, że ciężka złota korona i czerwone buty na masywnych złotych obcasach stają się lżejsze. Powietrze w Zagajniku Czarów, wypełnione aromatem roślin i kwiatów z Krainy Czarów, pachniało gumą do żucia, zimną oranżadą i przeżutymi żelkami. Lizzie ruszyła niespiesznie ścieżką wysypaną kryształowym żwirem, która prowadziła ją między równiutkimi rabatami, perfekcyjnie przystrzyżonymi krzewami i drzewami. Pozwalała palcom ślizgać się po liściach i kwiatach, czule witając rośliny, które sama tu posadziła i o które dbała. W Krainie Baśni ich magia była ograniczona. Żółte, nakrapiane grzyby, które wyrastały między korzeniami drzew, nie miały mocy zmiany wielkości, ale przynajmniej wyglądały i pachniały tak jak w domu. Dziewczyna przymknęła oczy i uśmiechnęła się do siebie. W tym miejscu nie musiała przejmować się spojrzeniami innych. Poza Zagajnikiem czuła się ciągle obserwowana, niepewna, czy zachowuje się jak prawdziwa królowa, którą chciała widzieć w niej matka.

Nagle rozległ się cichy pisk. Lizzie pospieszyła do niewielkiej szopy, w której trzymała narzędzia ogrodnicze, sprzęt do krokieta i kilkaset nowiuśkich talii kart z Krainy Czarów. Jej ulubienica, jeżyca o imieniu Shuffle, jedną drobną łapką rozpaczliwie trzymała się dachu szopy. Lizzie złapała kolczaste, drżące ze strachu stworzonko i pogłaskała je czule.

– A więc wcale nie zmyśliłam tego jeża w potrzebie – mruknęła do siebie. – Jak tyś się tam znalazła, mała?

Jeżyca nie odpowiedziała, bo jeże w Krainie Baśni nie mówią. Właściwie Lizzie nie spotkała jeszcze jeża, który opanowałby tę sztukę na stałe – a w kwestii jeży była przecież prawdziwą specjalistką. W Krainie Czarów zwierzęta te – podobnie jak każde inne – jednego dnia mówią, a drugiego dnia milczą. Nie ma co do tego zasady, ale przynajmniej od czasu do czasu można z nimi porozmawiać. W nowym domu dziewczyny wszystko było ustalone i nie podlegało dyskusji (tak uwielbianej przez Duchess). Mogła więc tylko wyobrazić sobie, jak Shuffle dziękuje jej za ratunek, mówi, że bardzo ją kocha i na końcu dzieli się z nią przepisem na przepyszny placek limonkowy.

– Niach, niach! – powiedziała jeżyca.

– Och, a więc jednak potrafisz mówić! – ucieszyła się Lizzie. – Szkoda, że nie znam tego języka.

– Niach! – pisnęło zwierzątko.

Dziewczyna uśmiechnęła się w odpowiedzi.

– Ja ciebie też niach – szepnęła.

– Ćwir, ćwir! – zaświergotał wróbel, który przycupnął na dachu szopy. Obok niego przysiadła zięba.

– Ćwir, ćwir – odezwała się, a wróbel pokiwał główką z aprobatą.

Dołączył do nich rudzik.

– Ćwir, ćwir – zaćwierkał z powagą.

– Nie umiem ćwierkać, czyrkać, czykczyrikać! – zdenerwowała się córka Królowej Kier.

– ĆWIR, ćwir! – odpowiedziały wszystkie trzy ptaki jednocześnie.

– Sio mi stąd! – Lizzie machnęła na nie ręką.

Wróbel przekrzywił łebek i spojrzał na nią pytająco.

– Nie mam nic przeciwko ptakom – wytłumaczyła dziewczyna – ale mam wrażenie, że w Krainie Baśni wasza obecność zwykle zapowiada, że zaraz coś się wydarzy.

W oddali, na granicy między roślinami z Krainy Czarów a terenem szkoły, rozległo się wołanie.

– Lizzie!

– Właśnie o tym mówię – westchnęła dziewczyna.

Apple White, współprzewodnicząca Królewskiej Rady Uczniów, biegła do niej w wyjątkowo do tego nieprzystosowanych czerwono-złotych szpilkach. Ona też miała zostać królową. Ale Apple była miła, przez co Lizzie czuła się w jej towarzystwie nieswojo. Królowa Kier jasno mówiła przecież, czego oczekuje się po prawdziwej władczyni:

Królowa stoi sztywno i krzyczy w pustej sali,

Bo sama jest swoim echem.

To ona stoi pomiędzy

Tym, co jest, a tym, co widać,

I naciąga granicę między tymi światami.

Królowa to królowa sama w sobie.

Sama stoi na własnych nogach,

Bo to na nich się opiera.

Nóg nie ma czterech. Nie ma też odnóży.

Królowa to również ziemia. Jej kraina. Kraina Czarów.

Nie wiadomo, kim by była, gdyby nie ziemia.

Raczej nie królową.

Podsumowując: Rokazuj. Krzycz. Nie odpuszczaj. Bądź królową.

– Lizzie! – Apple ponowiła wołanie, tym razem dodatkowo machając, choć Lizzie nie widziała w tym wiele sensu. Przecież doskonale wiedziała, jak się nazywa. To musiało być kolejne dziwactwo Krainy Baśni. Stwierdziła, że też spróbuje, choćby z grzeczności wobec jej mieszkańców.

– Apple! – krzyknęła, nie spuszczając wzroku ze zbliżającej się truchtem jasnowłosej koleżanki.

– Cześć! – przywitała się lekko tylko zadyszana dziewczyna, bez kropli potu na czole. Jej loki były idealnie złote, jej policzki rumiane i okrągłe, a uśmiech zniewalał.

– Apple! – powtórzyła Lizzie.

– Hej! – Księżniczka sprawiała wrażenie lekko zdezorientowanej, ale Lizzie nie zwróciła na to uwagi.

– Apple! – zawołała raz jeszcze. „Do trzech razy sztuka” – pomyślała.

– No… cześć. Szukałam cię w pokoju, ale Duchess nie chciała mi powiedzieć, gdzie jesteś – wytłumaczyła córka Śnieżki i wyciągnęła dłoń. Na jej palcu przysiadła zięba, a na ramionach przycupnęły wróbel i rudzik.

– Naprawdę nic ci nie powiedziała? – zdziwiła się Lizzie. – Niesamowite. Przecież ona ciągle mówi, czy tego chcę, czy nie.

Apple zaśmiała się perliście.

– To prawda, ale akurat o tym nie chciała powiedzieć ani słowa. Poza tym niespecjalnie jej słuchałam.

Córka Królowej Kier pokiwała głową ze zrozumieniem. Najwyraźniej koleżanka również odebrała od swojej matki lekcję NieSłuchania. Czyżby miały ze sobą więcej wspólnego, niż myślała?

– Tak czy inaczej, wysłałam moich ptasich przyjaciół na mały rekonesans. Mam dla ciebie propozycję: możesz zaangażować się w życie uczniowskie i przeżyć coś wspaniałego. Twoja pomoc bardzo nam się przyda.

A więc jednak bardzo się różniły. Lizzie od początku to czuła.

– Jestem zajęta – odpowiedziała szybko.

Apple stanęła obok niej i rozejrzała się po Zagajniku.

– Ależ tu fantastycznie! Ile gatunków udało ci się posadzić?

– Dwadzieścia dwa – odparła córka Królowej Kier, łagodniejąc mimo woli. – Jeśli wliczyć w to dwie odmiany zmiennokrzewu, trzy odmiany czarodendronu i kilka podgatunków wróżkołapek z Wenus.

Apple przykucnęła przy zmiennokrzewie, podziwiając mieniące się fantastycznymi kolorami jagody.

– Powinnaś pokazać innym to miejsce. Jestem pewna, że zmieniliby zdanie na twój temat.

– A co myślą teraz? – spytała Lizzie.

– Trudno powiedzieć. Ciągle wysyłasz wszystkich na ścięcie i zazwyczaj zachowujesz się bardzo władczo – odparła jasnowłosa, gładząc fioletowe liście czarodendronu. – Nie wszyscy to rozumieją.

Córka Królowej Kier nie widziała w swoim zachowaniu nic złego. Głośna i apodyktyczna – tak zwykle opisywano jej matkę. Najwyraźniej, mimo obaw, z łatwością wchodziła w jej rolę. Ale jeśli tak było, dlaczego czuła się jak ostatni kociak w wystawionym na ulicy kartonie z napisem „KOTY DO WZIĘCIA”?

– Tylko że ty wcale nie jesteś taka ostra, na jaką wyglądasz – stwierdziła Apple, nachylając się nad kwiatem dzwonka, aby go powąchać. – Musiałaś włożyć wiele serca i cierpliwości w stworzenie tak wspaniałego ogrodu! Mam wrażenie, że to w nim jest zaklęta prawdziwa Lizzie.

„Prawdziwa Lizzie?”. Musiała opuścić gardę zdecydowanie zbyt nisko, skoro ktoś w jej obecności pozwolił sobie na taką uwagę. Poczuła się obnażona i Nie Dość Idealna. Twarz jej stężała: przybrała sztywną maskę królowej.

– Nie mam czasu na żadne akcje społeczne, w które chcesz mnie wciągnąć. Komplementujesz mój ogród, bo próbujesz się podlizać, więc nie myśl, że zmienię  zda…

– Ojej! – zapiszczała Apple. – Jeże! Jakie słodziutkie! Ileż ty ich tutaj masz!

– Sporo – przyznała Lizzie, podniosła jedno ze zwierzątek i zaczęła je głaskać. Nagle przerwała. Nie chciała wydać się zbyt wrażliwa. – To doskonała broń – powiedziała i rzuciła jeżem w ogrodowy domek. Zwinięte w kulkę jeże z Krainy Czarów były praktycznie niezniszczalne, co czyniło z nich świetne piłki do krokieta.

– Och! Biedaczysko! – przeraziła się córka Śnieżki i rzuciła się w stronę szopy. Jeżyk tkwił wbity kolcami w jej drewnianą ścianę. Zamachał do Lizzie porozumiewawczo. Lizzie odmachała. Jak widać, Apple White nie wiedziała wszystkiego o wszystkim, skoro myślała, że jeżowi z Krainy Czarów może zaszkodzić jeden niewinny rzut.

– Nic ci się nie stało, maluszku? – zapytała z troską córka Śnieżki, uwolniwszy stworzonko. Zwierzak zeskoczył na ziemię i spokojnym krokiem oddalił się w stronę najbliższego krzaczka.

– Chyba nic mu nie jest – odetchnęła jasnowłosa. – Jak mogłaś zrobić coś takiego? Ty… – zawahała się. – Cóż, twoim przeznaczeniem jest rola czarnego charakteru, prawda? Nie mogę cię winić za to, że wypełniasz swój los.

– Jeśli jeszcze nie spakowałaś się na wycieczkę, chyba najwyższa pora to zrobić – odparła szybko Lizzie. Czuła się coraz bardziej nieswojo.

– Ach, oczywiście! Wycieczka! – zawołała Apple, strzepując z siebie niewidzialny pyłek. – To w tej sprawie tu przyszłam! Dyrektor Grimm prosi cię do sali Królewskiej Rady Uczniów. Potrzebna jest twoja pomoc.

– Ojej! – Lizzie podbiegła do drzwi w kształcie serca, przez które mogła się dostać z powrotem do sypialni. – Spotkamy się na miejscu.

Jasnowłosa ruszyła za nią.

– Może ja też…

Córka Królowej Kier obróciła się w miejscu.

– Nie ma mowy! – zawołała groźnie. Nikt poza nią nie miał prawa przechodzić przez magiczne drzwi.

Córka Śnieżki otworzyła szeroko oczy. Sprawiała wrażenie przestraszonej. Tego właśnie chciała Lizzie, prawda? Ludzie mieli się jej bać.

Lepiej nosić rękawiczki niż brodę

I lepiej wzbudzać strach niż miłość.

Naciągnęła czarne koronkowe rękawiczki i zrobiła groźną minę.

– Ja idę tędy, a ty idziesz na piechotę. Jak już mówiłam, spotkamy się na miejscu – zarządziła sucho i zatrzasnęła za sobą drzwi.

Matka z pewnością byłaby z niej dumna. Jednak Lizzie poczuła się samotna, a nie silna. Była niczym bezradny jeżyk, który utknął w ścianie szopy. W pobliżu nie było nikogo, kto mógłby przybyć mu na ratunek.

Dziewczyna sztywno przeszła przez korytarz, minęła kolumnowe drzewa i zeszła po kamiennych schodach. Zastanawiała się, czego mógł od niej chcieć dyrektor Grimm. Chyba nie złamała żadnego z punktów szkolnego regulaminu. W tej dziwnej krainie niczego nie mogła być pewna. Miała w pamięci historię Maddie, którą niemal wydalono tylko dlatego, że próbowała świętować. Owszem, figurka Jhed-No-Roshca nieszczęśliwie rozbiła się u jej stóp, ale przecież nie była to wina córki Kapelusznika. Poza tym Baba Jaga sama mówiła, że Dziaberłak z pewnością zaszył się gdzieś w górach i zapadł w wieloletni sen.

Gdy dziewczyna dochodziła do drzwi sali Królewskiej Rady Uczniów, przez okno wleciała Apple. Czy raczej: została wniesiona do środka przez ponad setkę ptaków, które delikatnie postawiły ją obok Lizzie. Skrzydłami i dzióbkami poprawiły jej włosy i odzież, po czym odleciały.

– Dziękuję wam, moi skrzydlaci przyjaciele! – zawołała za nimi jasnowłosa. Uśmiechnęła się do koleżanki tak, jakby nic między nimi nie zaszło, i otworzyła drzwi.

Dyrektor przechadzał się nerwowo po podeście, co rusz sprawdzając godzinę na swoim złotym zegarku. Miał surową minę, stalowoszare włosy i był ubrany w imponujący granitowy garnitur. Cała ta szarość zdawała się mówić: „To poważna sprawa!”. Na stojącym nieopodal biurku pokładał się Daring Charming, od niechcenia przyglądający się odbiciu swoich zębów w klindze miecza. Blond włosy zaczesał na żel. Na podłodze między dyrektorem a Daringiem leżała ubrana na różowo Briar Beauty i chrapała słodko. O co w tym wszystkim chodziło?

Kolejny raz z pomocą Lizzie przyszła karta z matczyną radą:

Gdy masz wątpliwości – krzycz!

– DLACZEGO MNIE PAN WEZWAŁ, DYREKTORZE?! – wrzasnęła dziewczyna.

Grimm zamrugał gwałtownie i potarł uszy.

– Ach, jest i panna Hearts! Potrzebuję twojej pomocy, moje dziecko.

Ha! Krzyk naprawdę pomógł! Mama była geniuszem.

Daring skłonił się po królewsku.

– Serce wyrywa się z mej piersi niespokojne. Stój, szalone! A ty, piękna królewno, witaj! – zawołał dziarsko, o dziwo, patrząc na Lizzie, a nie na Apple. Teksty Daringa przyprawiały dziewczęta z Krainy Baśni o niekontrolowany trzepot rzęs. Lizzie uniosła badawczo brew.

– Gdyby twoje serce zatrzymało się w piersi, byłbyś martwy, panie Charming – zauważyła z przekąsem.

– Że co, proszę? – Daring wyglądał na zmieszanego.

– Powiedziałeś do swojego serca: „Stój, szalone!”. Jeśli jest ci ono posłuszne, spodziewam się, że zaraz padniesz martwy u mych stóp.

Chłopak patrzył na dziewczynę bez słowa. Otworzył usta i – ku własnemu zaskoczeniu – parsknął śmiechem. Lizzie uśmiechnęła się pod nosem. Rzadko kto potrafił rozbawić Daringa Charminga.

W tym czasie Apple wyciągnęła spod śpiącej Briar jakieś papiery i wręczyła je córce Królowej Kier.

– Tragedia Akwilony – przeczytała dziewczyna. – Sztuka autorstwa Miltona Grimma.

– Przedstawienie będzie fantastyczną niespodzianką podczas naszej szkolnej wycieczki do siedziby Wiatru Północnego – oznajmił dyrektor. – Niestety, nasza Akwilona nie przećwiczyła dobrze swojej roli, bo na każdej próbie grająca aktorka… – mężczyzna wskazał na chrapiącą słodko córkę Śpiącej Królewny. – Krótko mówiąc: potrzebne jest zastępstwo.

Dreszcz przebiegł Lizzie po plecach. Miała stanąć na scenie przed zwykłym ludem? Matka nie byłaby zachwycona. To lud powinien występować dla swojej królowej.

Przypomniała sobie radę z matczynej talii kart:

Jeśli chcesz coś zrobić dobrze,

Zrób to sama.

Oczywiście mama musiała rozwinąć to zalecenie:

A więc zawsze osobiście wydawaj rozkazy służącym,

Aby wykonali to, co chcesz, by zostało wykonane.

Pff! W Krainie Baśni nie miała do dyspozycji służby. Wszystko musiała załatwiać samodzielnie. Sama zasiadała na tronie, sama poprawiała poduszki na łóżku, sama rzucała jeżami po ogrodzie.

– Dlaczego ja? – zapytała Lizzie.

– Jesteś Royalsem – odparł dyrektor Grimm. – Do tej roli potrzebny nam ktoś, komu można zaufać.

– Ale wycieczka jest już jutro – zauważyła dziewczyna.

Apple złapała ją za rękę. Córka Królowej Kier instynktownie oswobodziła dłoń z uścisku. Nie przywykła do dotyku. Jasnowłosa wcale się tym nie przejęła.

– Lizzie, co jest napisane na tej małej żółtej tabliczce, którą w zeszłym tygodniu zawieszono przy wejściu do Zamkowej Stołówki? – spytała z niewinną minką.

– Po przekroczeniu progów tego pomieszczenia uczniom zabrania się wszczynania wszelkiego rodzaju konfliktów i walk, szczególnie z wykorzystaniem pocisków – wyrecytowała dziewczyna. – Produkty spożywcze, które znajdą się w powietrzu z pomocą magii lub…

– Łał – westchnął z podziwem Daring.

– Miałaś rację, panno White – przyznał dyrektor szkoły.

– À propos czego? – spytała Lizzie.

– Ciebie – wyjaśniła Apple. – Masz świetną pamięć.

Córka Królowej Kier wzruszyła obojętnie ramionami. To prawda, pamiętała wszystkie pięćdziesiąt dwie rady z talii kart, którą dostała od mamy. Zapamiętywanie innych rzeczy też nie sprawiało jej trudności: znała zasady, wiersze, przepisy na ciasteczka. Dla władcy Krainy Czarów dobra pamięć była niezwykle ważna. W tak pokręconym miejscu ktoś musiał wiedzieć, o co właściwie chodzi, co może być czymś innym, a co czymś innym być nie może.

– Proszę – jasnowłosa wyjęła scenopis z rąk koleżanki i dopisała nową pierwszą linijkę:

AKWILONA: Ściąć im głowę!

– Zacznij od tego miejsca – powiedziała.

A Lizzie się uśmiechnęła. Odrobinkę.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Kraina Baśni jest teraz dla mnie jak drugi dom. (Hej, Narratorze, chętnie jeździłabym tam na wakacje. Sprawdź proszę, co da się zrobić!). Chciałam ogromnie podziękować projektantom i opiekunom świata Ever After High z firmy Mattel: Cindy Ledermann, Larze Dalian, Julii Phelps, Christine Kim, Robertowi Rudmanowi, Nicole Corse, Audu Padenowi i Venetii Davie. Równie wielkie „dziękuję” należy się ekipie z wydawnictwa Little, Brown Books for Young Readers: Erin Stein, Connie Hsu, Andrew Smithowi, Melanie Chang, Victorii Stapelton, Christine Ma, Christinie Quintero, Timowi Hallowi, Marze Lander, Jenn Corcoran i Jonathanowi Lopesowi. Na osobne oklaski zasłużył Barry Goldblatt, prawdziwy rycerz w lśniącej zbroi.

Mój mąż, Dean Hale, zawsze był dla mnie fantastyczną publicznością testową, domowym redaktorem i swoistym „pasterzem pomysłów”. Przy tej książce zaangażował się w cudowny, głęboki sposób. Jesteś głupiogaciem do potęgi entej. Innym niezwykle ważnym głupiogatkom też należą się podziękowania: Dinah, Maggie, Max, Wren – to wasz Czar napędza moje opowieści.

Shannon Hale, autorka bestsellerów „New York Times’a”, już w wieku dziesięciu lat znała swoje przeznaczenie: miała zostać pisarką. Wrażenia z niezliczonych dziecięcych wypraw w baśniowe światy znalazły ujście w zaczarowanych powieściach, takich jak: The Goose Girl, Book of a Thousand Days, Rapunzel’s Revenge czy wyróżniona prestiżową nagrodą Newbery Honor Akademia Księżniczek, wydana również w Polsce. Wespół z dzielnym i szarmanckim pisarzem Deanem Hale’em Shannon jest współautorką czwórki czarujących dzieci, którym wolno samodzielnie odkrywać swoje przeznaczenie. Pod jednym warunkiem: mają leżeć w łóżkach o wyznaczonej porze.