Europa i jej narody - Krzysztof Pomian - ebook
Opis

Nowe, uzupełnione i rozszerzone wydanie. Autor opisuje ponad tysiącletnią historię jednoczenia Europy najpierw przez chrześcijaństwo, następnie przez oświecenie do XX wieku. W tomie zawarte są także artykuły o ostatnim półwieczu integracji europejskiej, konfliktach między dążeniami ku zjednoczeniu i ujednoliceniu Europy a siłami, które ją dzieliły i różnicowały. Książka została poszerzona o cztery rozdziały dotyczące najnowszej historii Europy i problemów integracji europejskiej, a także członkostwa Polski w Unii Europejskiej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 500

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Krzysztof Pomian

Europa i jej narody

Trzecie wydanie polskie dopełnione innymi esejamio Europie, jej historii i jej kłopotach

Przełożyła Małgorzata Szpakowska

Od autora

Kiedy jesienią 1989 roku kończyłem pisać L’Europe et ses nations, która ukazała się po polsku trzy lata później, zamykałem ją przestrogą przed wirusem partykularyzmu narodowego, państwowego, ideologicznego, jako największym niebezpieczeństwem dla trzeciego zjednoczenia europejskiego. Wtedy wydawał się on uśpiony. Dziś – grozi epidemią.

Tak pisałem w 2004 roku, poprzedzając słowem od autora drugie polskie wydanie tej książki. Od tego czasu sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu. Belgia, Katalonia, Liga Północna we Włoszech, Szkocja świadczą pospołu, że tendencje nacjonalistyczne i odśrodkowe nigdy jeszcze nie były w krajach należących do Unii Europejskiej tak groźne, jak obecnie.

Do poprzedniego polskiego wydania dołączyłem cztery z ponad dwudziestu artykułów i odczytów dotyczących historii Europy i problemów integracji europejskiej, a napisanych w ciągu piętnastu lat, które minęły wtedy od daty zakończenia L’Europe et ses nations. Teraz jest ich znacznie więcej. Wznawiając tę książkę w niezmienionej postaci po kolejnych pięciu latach, dołączam cztery następne.

Antony, w sierpniu 2009 roku

K. P.

Przedmowa

Tylko kiepska geografia, nieuwzględniająca upływu czasu, może wpisywać Europę w stałe kontury. Te bowiem ciągle się zmieniały. I tylko historia niepomna własnych założeń może nadawać Europie treść jedyną i niezmienną: religijną czy prawną, gospodarczą, etyczną czy kulturalną. Albowiem Europę zawsze wypełniały treści wielorakie, odmienne, niekiedy niezgodne; ich znaczenia, przejawy i skutki zmieniały się z czasem i różniły zależnie od miejsca.

Historia Europy jest historią jej granic. I historią treści, jakie nadawano jej słowem lub czynem. A także sił, które świadomie lub bezwiednie działały na rzecz zjednoczenia pokawałkowanego zrazu obszaru – i sił przeciwnych, które niszczyły to, co zbudowały tamte. Jest to zatem historia konfliktów. Konfliktów między Europą a tym, co z zewnątrz hamowało ją lub odpychało. I wewnętrznego konfliktu między dążeniami ku zjednoczeniu i ujednoliceniu Europy a tymi, które dzieliły ją i różnicowały. Z takiej właśnie perspektywy dobrałem fakty, które stanowią tkankę tej książki.

Europę spotkałem po raz pierwszy w kwietniu lub w maju 1946. Skład wagonów bydlęcych – lecz dostosowanych do przewozu ludzi – przekraczał Wołgę w drodze z północnego Kazachstanu. Pociąg toczył się wolno po świeżo odbudowanym moście. Dorośli byli wzruszeni. Ktoś powiedział: „wreszcie jesteśmy w Europie”. I zrozumiałem, że przekroczyliśmy rzeczywistą granicę, choć od znacznie trudniejszej do przebycia granicy ZSRR dzieliło nas jeszcze wiele dni drogi.

Europa, którą znalazłem w Warszawie, mym mieście rodzinnym, była jednym zwałem gruzów. Dopiero w Pradze, gdzie nieco później byłem na koloniach, zobaczyłem miasto choć trochę podobne do przedwojennej Warszawy, jaką zachowałem w pamięci: neony na Václavském námesti, natężony ruch uliczny, wystawy pełne przedmiotów, o których nie wiedziałem nawet, że istnieją. Później mieszkałem w Brukseli. Potem znowu i długo w Warszawie. Od szesnastu lat mieszkam w Paryżu. Jako historyk zajmuję się historią społeczno-kulturalną Francji, ale również Polski i Włoch; niekiedy także innych krajów. Europa jest dla mnie fragmentem biografii i przygodą intelektualną.

W książce tej próbuję przedstawić dzieje Europy tak, by można je było ogarnąć jednym spojrzeniem. Nie zamierzam wchodzić w szczegóły. Chcę dać obraz całości. Zaproponować ujęcie, które pozwoli zrozumieć fakty. Dlatego liczbę nazwisk ograniczam do ścisłego minimum i przyjmuję dziesięciolecie jako najmniejszą jednostkę czasu. Ale pewne daty można znaleźć w indeksie, który pełni również funkcję tablicy chronologicznej.

Mam nadzieję, że patrzę tu na historię Europy z punktu widzenia, który nie jest ani polono-, ani frankocentryczny. Z punktu widzenia europejskiego.

Rozdział 1Rzym i barbarzyńcy

Rzym rządził światem otaczającym Morze Śródziemne i bronionym na zewnątrz przez limes. Północna część limesprzechodziła przez Wyspy Brytyjskie i przecinała na dwoje kontynent europejski między Morzem Północnym a Czarnym, z grubsza – wzdłuż Renu i Dunaju. Południe zajmowali Rzymianie. Północ – barbarzyńcy.

Na południu: cywilizacja oparta na rolnictwie, lecz miejska, z kilkoma wielkimi metropoliami i setkami miast różnej wielkości, które miały jednak prawo wybierać swe władze i zarządzać własnymi sprawami, i gdzie życie publiczne rozgrywało się na forum czy na agorze. Również na południu: villae, wielkie posiadłości ziemskie, przeważające nad małymi gospodarstwami rolnymi i często należące do nieobecnych właścicieli; zatrudniano tam siłę roboczą złożoną po części z niewolników, po części z dzierżawców. Jeszcze na południu: wydobywanie, zazwyczaj rękami niewolników, metali i surowców budowlanych, przemysłowa produkcja broni, ceramiki, wyrobów szklarskich i artykułów zbytku; wymiana handlowa na skalę lokalną i między odległymi obszarami; wszędzie takie samo odżywianie się z przewagą pszenicy, wina i oliwy; a także, przynajmniej w miastach, te same ubiory, nawyki higieniczne i sposoby dbania o ciało.

Wciąż na południu: dwa języki, łacina i greka, używane jeden na zachodzie, drugi na wschodzie, w pewnych regionach tylko przez mieszkańców miast, w innych przez całą ludność; pismo, którego powszechną znajomość poświadczają tysiące inskrypcji; kamienna architektura, po której pozostały widoczne do dziś areny i amfiteatry, świątynie i termy, akwedukty, mosty i drogi równomiernie znaczone słupami milowymi, kolumny i posągi. Na południu wreszcie: władza centralna – cesarz ze swymi urzędnikami i legionami – zapewniająca ze zmiennym powodzeniem obronę granic i pokój wewnętrzny, co pozwala podróżować ludziom, krążyć towarom i rozprzestrzeniać się wiarom i modom; pieniądz złoty lub srebrny o stałej wartości na całym terytorium; kalendarz, rachuba czasu i boski kult cesarza nadbudowane nad kalendarzami, rachubami czasu i kultami lokalnymi, podobnie jak prawo rzymskie, pisane i równe dla wszystkich, nadbudowało się nad zwyczajowymi prawami miast i prowincji.

Na północy, w Germanii i Scytii: mieszkańcy lasów i równin, po części koczownicy, po części osiadli w drewnianych wioskach. Rolnictwo na polanach, produkcja rzemieślnicza na miejscowy użytek, handel w stadium wymiennym; w wyżywieniu – żyto, piwo i masło. Wielość plemion mówiących różnymi językami, zawsze gotowych walczyć ze sobą; każde z własnym wodzem, wojownikami i kapłanami, z własnymi zwyczajami, obyczajami i wierzeniami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie przez tradycję wyłącznie ustną. Rzymskie obozy wojskowe, które miały strzec limesi zapobiegać najazdom barbarzyńców, stanowiły w czasach pokoju miejsce spotkania i wymiany między dwoma światami. Nie oznaczało to jednak likwidacji dzielących je różnic – zdaniem Rzymian tak wielkich, że można je było przyrównać do różnicy, jeśli nie między ludźmi a zwierzętami, to przynajmniej między naturą a kulturą. Zarazem jednak limesnigdy nie był szczelny, ani po jednej, ani po drugiej stronie. Południe wysyłało na północ przede wszystkim przedmioty zbytku i wino; wyjątkowo także pszenicę dla zaprzyjaźnionych ludów w potrzebie. Północ płaciła głównie niewolnikami, ale również surowcami i na przykład bursztynem. Wszystko to kształtowało sposób życia ludów bezpośrednio wystawionych na wpływy rzymskie i oddziaływało nawet na znaczną odległość.

U szczytu swej potęgi Rzym rozciągał się na wschodzie aż do Eufratu i dotykał Kaukazu; na południu obejmował Afrykę berberyjską i Egipt. Handlował zarówno z Chinami wzdłuż szlaku jedwabnego, jak z Indiami, a nawet z Indochinami i Sumatrą. Ale ta wymiana, zresztą pośrednia, między cywilizacjami, które nie znały się nawzajem, miała dla każdej z nich tylko uboczne znaczenie i nie naruszała ich stabilności. Z barbarzyńcami było inaczej. Aby otaczać się rzymskim zbytkiem, musieli w zamian dostarczać niewolników, gdyż rzadko dysponowali inną zapłatą. Aby zaopatrywać się w niewolników, musieli prowadzić wojny. Do prowadzenia wojen potrzebowali coraz więcej wojowników i broni; za broń trzeba było płacić, wojowników należało wynagradzać. A dostatecznie napełnić w tym celu skarb pozwalały tylko dwie drogi, niekiedy dopełniające się, niekiedy sprzeczne: albo powiększać nierówności wewnętrzne, albo podbijać obcych, czyli prowadzić wojnę tak, by sama zarabiała na siebie. Toteż choć legiony w bezpośrednim sąsiedztwie limesutrzymywały pokój, dalej srożyła się wojna, wojna endemiczna. Nomadów zmuszała do opuszczania terenów łowieckich. Ludy osiadłe wypędzała z siedzib przodków i zmieniała w bandy błądzące w poszukiwaniu nowego miejsca pobytu. I które tymczasem mogły żyć tylko z wojny.

Światem barbarzyńskim – na północy sięgającym aż oceanu, a na wschodzie Chin, których granica, Wielki Mur, powodowała podobne skutki co limes– wstrząsały okresowo fale wywoływane lokalnymi zaburzeniami równowagi demograficznej, wojnami i głodem oraz nadzieją rzekomo łatwego łupu w krajach cywilizowanych. Takie fale, które wprawiały w ruch spokojne dotąd ludy, nie były same przez się niczym nowym. Jednak pod destabilizującym – tak na wschodzie, jak na zachodzie – wpływem kontaktów z cywilizacją zaczęły stopniowo przybierać na sile. W III wieku zachodnia część Cesarstwa Rzymskiego przeżyła pierwszy poważny alarm. Władza centralna zdołała wówczas przywrócić pokój i przez jakiś czas sprawa wydawała się załatwiona. Ciągle jednak – dotyczy to zwłaszcza tej części limes, która ciągnęła się wzdłuż Dunaju – ludy barbarzyńskie pod naporem innych barbarzyńców uciekały się pod opiekę Rzymu, by uniknąć niewolnictwa, i żądały prawa osiedlania się w Cesarstwie, uprawiania jego ziem i walki w jego obronie. Takie żądania były zarazem ofertą i groźbą. Można je było spełniać i czekać, by romanizacja dokonała swego dzieła, póki władza była silna, a legiony potężne. Ale wobec słabnięcia instytucji państwowych zgoda na osiedlanie się barbarzyńców wystawiała na ryzyko grabieży wnętrze Cesarstwa, które, nawet gdy wszystko szło dobrze, i tak barbaryzowało się coraz bardziej. Otóż w miarę potęgowania się waśni wewnętrznych machina państwowa rozpadała się i malała zdolność Cesarstwa do samoobrony. Równocześnie wzrastał napór z zewnątrz.

Rozdział 2Pogaństwo, chrześcijaństwo, Imperium

Dwa zespoły wierzeń religijnych, dwa sposoby życia indywidualnego i społecznego, dwa typy kultury: konflikt między chrześcijaństwem a pogaństwem, zrazu marginesowy i lekceważony przez elity Cesarstwa, od III wieku wysuwa się na plan pierwszy. Nie jest to jednak zderzenie dwóch jednorodnych bloków. Politeizm, wywodzący się z głębi wieków i przesycony, zwłaszcza w środowisku uczonych, fatalizmem astralnym, przetwarzają dążenia do odnowy duchowej i prądy ezoteryczne; zarazem współzawodniczą z nim nowości, często pochodzenia wschodniego: kult Mitry, manicheizm, gnoza. Co do chrześcijaństwa zaś, które po licznych rozdarciach utwierdziło się w swej odrębności od tradycji żydowskiej, ustalając własny kanon ksiąg objawionych i uznając Ewangelię za dopełnienie Biblii, przekształconej tym samym w Stary Testament, podczas gdy Ewangelia stała się Nowym – co do chrześcijaństwa więc, to z trudem współżyje ono z kulturą pogańską, której duch jest mu głęboko obcy, ale bez której jego adepci nie umieliby się obejść, zwłaszcza jeśli wywodzą się ze środowisk wykształconych. A to dlatego, że retoryka, filozofia, sztuka i cały styl życia wpajany przez tradycyjną pajdeję są dla nich kulturą po prostu: tym, co odróżnia człowieka od zwierzęcia. I także dlatego, że nie umieją intelektualnie przezwyciężyć myśli pogańskiej i rozwiązać problemów, które ich samych nurtują, bez obrócenia przeciw tej myśli jej własnej logiki i dialektyki, i bez przejęcia z nauki dawnych mistrzów – od Talesa do Plotyna – wszystkiego, co by mogło służyć nowej wierze.

Zwolennicy całkowitego zerwania z kulturą pogańską przeciwstawiają się zatem w obrębie samego chrześcijaństwa zarówno tym, którzy pewne jej składniki chcieliby ocalić, choćby jako podporządkowane i w miarę potrzeby okrojone, jak tym, którzy, jeszcze bardziej ugodowo nastawieni wobec dawnych sposobów życia i myślenia, zmieniać by w nich chcieli bardzo mało. Ateny czy Jerozolima: wybór postawy wobec kultury pogańskiej dzieli biskupów, nie zawsze zresztą jednomyślnych, od pustelników, a w przekładzie na prozę codzienności dzieli też wiernych. W rzeczywistości bowiem wybór ten wywiera wpływ na święta i dzień powszedni, na wygląd zewnętrzny i na zakazy żywnościowe, na traktowanie własnego ciała i na stosunki między osobami różnej płci, na postępowanie z noworodkami i na rozrywki dorosłych. Wybór ten ma niekiedy wymiar społeczny, gdy łączy się z uznaniem kultury elit, ich bogactwa i związanego z nim stylu życia za sprzeczne z pogardą dla dóbr doczesnych, jaka winna cechować chrześcijanina, i z prostotą ludu. Zyskuje również wymiar duchowy i egzystencjalny, gdy jednostki przeżywają go jako pokusę, dylemat, rozdarcie.

W IV wieku chrześcijaństwo od dawna już ukonstytuowane jest w Kościół podzielony na wspólnoty lokalne pod władzą biskupów, którzy rządzą duchowieństwem wyodrębnionym z masy wiernych i hierarchicznie zorganizowanym. Niektórym biskupom przypada rola wyróżniona: na zachodzie biskupowi Rzymu, na wschodzie biskupowi Aleksandrii, w Afryce biskupowi Kartaginy, aczkolwiek nie można jeszcze mówić o żadnym ośrodku władzy, który by był uznawany przez wszystkich. Kwestia stanowiska wobec kultury pogańskiej z jednej strony, a z drugiej, choć w znacznie mniejszym stopniu, tradycji żydowskiej nie pozostaje bez wpływu na pojawienie się wewnątrz Kościoła sporów dotyczących zarówno spraw dyscypliny i organizacji, jak poszczególnych punktów doktryny: stosunków między osobami Trójcy, związku między boską a ludzką naturą Chrystusa, wolności człowieka, grzechu pierworodnego czy łaski. Spory te, w których rozbieżności swoiście teologiczne stanowią zarazem ujście dla konfliktów między instancjami kościelnymi i dla niechęci osobistych, kulminują w wybuchach gwałtowności słownej, a nawet przemocy fizycznej, i niekiedy rozdzierają jedność samego Kościoła. Tak właśnie stało się z herezją ariańską – negacją współsubstancjalności Syna z Ojcem – która, chociaż potępiona i przezwyciężona, zdołała rozprzestrzenić się i zakorzenić na długo.

Nawrócenie Konstantyna i uczynienie przeto chrześcijańską samej władzy cesarskiej zmienia charakter podwójnego konfliktu między chrześcijaństwem a pogaństwem z jednej strony i Kościołem a herezjami z drugiej. Kościół osiąga status uprzywilejowany, który, wyjąwszy krótkie intermedia, będzie mu odtąd przysługiwał już na stałe. Do niedawna prześladowane, chrześcijaństwo w ciągu kilku dziesięcioleci przejmuje faktycznie rolę dawnego kultu imperialnego i staje się religią państwową. Koniec IV wieku przynosi oficjalny zakaz kultów pogańskich połączony z zamykaniem lub burzeniem świątyń. Nie spowodowało to bynajmniej ich zaniku. Ale Kościół jest już obecny we wszystkich prowincjach Cesarstwa. Zakorzeniwszy się na trwałe w miastach, może teraz rozpocząć podbój wsi, który zajmie mu całe wieki nawet na ziemiach uważanych za najdawniej schrystianizowane.

Od czasów panowania Konstantyna wewnętrzne konflikty Kościoła stają się sprawami państwa. Toteż właśnie władza cesarska zwołuje sobory powszechne, gdzie zgromadzeni biskupi formułują credoKościoła – system dogmatów, które każdy chrześcijanin obowiązany jest wyznawać pod karą klątwy, i gdzie ustala się między innymi prawowierne rozwiązania spornych problemów Trójcy i natury Chrystusa, co było dziełem soborów ekumenicznych w Nicei i Chalcedonie. Kontestatorów, wykluczonych ze wspólnoty wiernych, zwalczają instancje kościelne; od lat osiemdziesiątych IV wieku karzą ich również władze Cesarstwa. Te ostatnie oddają się przeto w służbę tamtych, zarazem jednak wtrącając się, i to niekiedy bardzo poważnie, w życie Kościoła, który skłonne są traktować jako jeszcze jedno narzędzie swoich rządów. Widać to zwłaszcza w samej stolicy Cesarstwa i w pobliskich prowincjach.

Rozdwojenie funkcji cesarskiej, narzucone przez wzgląd na skuteczność obrony, nadało wymiar polityczno-militarny podwójności Imperium, dotychczas głównie językowej i gospodarczej, bo prowincje greckie odróżniały się swym bogactwem od łacińskich. Choć począwszy od III wieku cesarze opuszczali Rzym, aby znaleźć się w pobliżu granic, gdzie zagrażali barbarzyńcy, było to tylko stanem faktycznym, sytuacją wyjątkową. Przenosząc stolicę nad brzegi Bosforu, Konstantyn pogłębia i utrwala rozdwojenie Cesarstwa. A zarazem na długo pomniejsza rolę polityczną Rzymu, starej stolicy łacińskiej i pogańskiej, na korzyść Konstantynopola, nowej stolicy chrześcijańskiej i greckiej. Pierwsza chyli się ku upadkowi, druga rośnie w chwałę. Obok podziału na Północ i Południe, który przeciwstawia barbarzyństwo cywilizacji, pojawia się zatem w samym łonie cywilizacji rzymskiej podział na Wschód i Zachód.

Pojawia się on także w łonie społeczności chrześcijańskiej, gdzie nowo utworzony patriarchat Konstantynopola staje się szybko rywalem Rzymu, który, jako stolica świętego Piotra, pretenduje do pierwszeństwa – i gdzie mnożą się oznaki odmiennej ewolucji Greków i Łacinników. W takich właśnie warunkach zalążek podziału zmienia się od V wieku w przeciwieństwo losów: Zachód pada łupem Germanów, podczas gdy na Wschodzie, wystawionym na ataki Gotów, Bułgarów i Słowian, Cesarstwo zwycięża pierwszych, pozostałym zaś pozwala osiedlać się w Tracji i Ilirii, odpychając ich od swoich najważniejszych ośrodków, jak odpycha Persów. Dopiero w VII wieku, w następstwie muzułmańskiego najazdu arabskiego, obszar Cesarstwa ulegnie poważnemu okrojeniu po utracie Egiptu, Palestyny i Syrii. Mimo tej klęski, a także wielu następnych, znacznie cięższych, Cesarstwo – wówczas już Bizantyjskie, lecz ciągle powołujące się na Rzym – będzie istniało aż do połowy XV wieku jako cesarstwo greckie, w którym – choć schrystianizowana i przekształcona – przetrwa w zasadzie dawna cywilizacja rzymska wraz z organizacją władzy pochodzącą z czasów Dioklecjana i Konstantyna.

Rozdział 3Nowy obszar łaciński

Na początku V wieku, po sforsowaniu limes, barbarzyńcy zajmują zachodnią część Cesarstwa: Wandalowie podbijają Afrykę, Wizygoci osadzają się w Hiszpanii, Ostrogoci wkraczają do Włoch, Burgundowie i Frankowie zasiedlają Galię, Anglowie i Sasi – Wyspy Brytyjskie. Później przeciągną Hunowie i Alanowie, Longobardowie zaś zawładną znaczną częścią Italii. Wojny, zagrabianie ziemi dawnym posiadaczom (w różnych rozmiarach, zależnie od regionu) przez nowo przybyłych, którzy osiedlają się w zwartych grupach pod komendą swoich wodzów, wprowadzając własne sposoby uprawy gleby i własny typ osadnictwa; złupienie i upadek miast; ogólny regres cywilizacji. Dzieje tej epoki to dzieje nieszczęść.

A także, pośród wszystkich tych nieszczęść, dzieje kształtowania się, na ruinach Cesarstwa, barbarzyńskich królestw; dzieje chrystianizacji barbarzyńców-pogan i nawracania na ortodoksję tych spośród nich, którzy jak Goci, Wandalowie czy Longobardowie z początku przyjęli arianizm; dzieje stapiania się, poczynając od warstw najwyższych, ludności społeczeństw niegdyś wrogich, a teraz zmuszonych żyć razem, oraz rozłożonej na wieki, stopniowej latynizacji najeźdźców w Italii, w Hiszpanii i w Galii (poza Belgią) i równie wielowiekowego zanikania różnic między statusami prawnymi „Rzymian” i zdobywców. Wszystko to toczy się w bardzo zróżnicowanym rytmie, jedne ludy bowiem, na przykład Burgundowie, akceptują romanizację, inne natomiast, jak Longobardowie, stawiają jej opór. Niemniej jednak na początku VIII wieku integracja dawnych i nowych mieszkańców Romanii prawie wszędzie zmierza do końca.

Nowe społeczeństwo, nowa cywilizacja. Cywilizacja zdecydowanie wiejska z nielicznymi miastami, częstszymi w Italii i w Nadrenii niż gdzie indziej, ale i tam będącymi jedynie siedzibami władzy, biskupów lub komesów, o znikomym znaczeniu gospodarczym i bez śladu autonomii wobec swoich panów. Cywilizacja, gdzie produkuje się nie na wymianę, lecz na własny użytek; gdzie pieniądz jest rzadki i ma ograniczony obieg; gdzie ludność jest rozproszona i żyje w małych, zamkniętych wspólnotach. Cywilizacja, gdzie kluczowa rola przypada Kościołowi, jedynej instytucji świata rzymskiego, która dzięki ocaleniu swoich kadr i struktur zdołała zachować ciągłość i może zastępować niesprawne albo zgoła zanikłe instancje świeckie, a także kształcić nowe władze; toteż biskupi doradzają książętom, organizują obronę ludności, zajmują się zaopatrzeniem miast; kultura zwłaszcza stanowi wyłączną domenę kleru, który, jeśli nie liczyć notariuszy w Italii i na południu Galii, monopolizuje znajomość pisma. Albowiem jest to cywilizacja analfabetów: poziom kleru znacznie się obniżył, a rozpad dawnego systemu szkolnego zmusza biskupów do otwierania szkół, by choć księża umieli czytać i pisać. Jest to wreszcie cywilizacja, gdzie pierwsze miejsce w porządku świeckim przypada wojownikom, co oczywiście związane jest z tradycją germańską, ale również z nieustannym niebezpieczeństwem najazdu i ze słabością państwa; w tej sytuacji zbrojna osłona staje się warunkiem koniecznym wszelkiej działalności produkcyjnej i wszelkiego życia społecznego.

Równocześnie z zakładaniem zrębów tej cywilizacji wyłaniają się stopniowo zarysy nowego obszaru łacińskiego, odciętego od Afryki i od Azji Mniejszej przez Arabów, którzy podbili południowe wybrzeże Morza Śródziemnego i prawie całą Hiszpanię. Ograniczony przeto od południa, ograniczony również od południowego wschodu przez Cesarstwo Bizantyjskie – wyzute ostatecznie po długich wojnach ze znacznej części Italii, poza Wenecją, Rawenną, Rzymem i południem kraju – obszar ten otwiera się ku północy, od której nie dzieli go już żadna granica. Cesarstwo Rzymskie zwrócone było ku Morzu Śródziemnemu. Obszar łaciński natomiast, wyłoniony z wędrówki ludów, zwraca się ku Morzu Północnemu i Germanii, skąd mogą nadciągnąć nowe fale napastników.

Ale pod względem kulturalnym obszar ten nadal znajduje się w orbicie Rzymu, który nie tylko pozostał stolicą religijną Zachodu, ale nawet umocnił się w tej roli, i to wbrew wszystkim zaburzeniom wewnętrznym, wbrew zagrożeniom, które wiszą nad miastem, wbrew trudnościom, jakie nastręczają kontakty z nowymi królestwami, choć te, co prawda, zmieniają się zależnie od koniunktur politycznych i militarnych. Nawet z krajów tak odległych jak Anglia i Irlandia przybywają do Rzymu biskupi i pielgrzymi, nierzadko koronowani, a także przyszli misjonarze północnych pogan, spragnieni papieskiego błogosławieństwa. Stąd właśnie wychodzą listy papieskie do królów i dostojników kościelnych; porady, słowa zachęty dla kroczących właściwą drogą, upomnienia, rozwiązania problemów duszpasterskich lub doktrynalnych, przykłady egzegezy biblijnej. To do Rzymu przyjeżdża się po relikwie świętych, i to z Rzymu pochodzą wzory architektury sakralnej i w ogóle sztuki chrześcijańskiej.

W owym obszarze przychodzi na świat nowa kultura i zarysowują się nowe całości polityczne i etniczne zarazem. I z tego też obszaru chrześcijaństwo rozpoczyna ekspansję poza dawne granice Cesarstwa Rzymskiego.

Narodziny nowej kultury to przede wszystkim doprowadzenie do końca latynizacji chrześcijaństwa dzięki wypracowaniu liturgii rzymskiej, która stopniowo stanie się liturgią całego Zachodu. A także dzięki przekładowi Pisma dokonanemu przez świętego Hieronima i dzięki zasymilowaniu przez chrześcijaństwo łacińskie istotnych składników tradycji pogańskiej, w czym szczególnie zasłużyli się święty Augustyn, Boecjusz, Kasjodor i Izydor z Sewilli; pisma tych pięciu autorów stanowić będą przez stulecia zrąb każdej biblioteki i podstawę wszelkiego wyższego wykształcenia. Dochodzi do tego określenie ery chrześcijańskiej i kalendarza chrześcijańskiego z cyklem świąt, których zwieńczeniem jest Wielkanoc; w tych sprawach między Rzymem a Konstantynopolem wystąpią istotne różnice. Kasjodor, a następnie święty Benedykt powołują też do życia instytucję, której celem jest zarazem głoszenie chwały Bożej i dbałość o przekazywanie dziedzictwa kultury w nowych warunkach upadku miast i zniknięcia szkół; chodzi oczywiście o klasztor wraz ze scriptorium. Miejsce pustelników, którzy w imię świętości odrzucali wszelkie związki z ludźmi i wszelką kulturę, zajmują odtąd mnisi, którzy łączą w jednym powołaniu „umiłowanie piśmiennictwa i pragnienie Boga”.

Kolejną wielką innowacją kulturalną epoki, wprowadzoną przez Jordanesa i innych kronikarzy cywilizujących się ludów barbarzyńskich, jest włączanie tradycji etnicznych, właściwych wyłącznie danemu ludowi, przekazywanych w mowie rodzimej i ustnie – w podwójną historię powszechną spisaną po łacinie: to znaczy w historię świętą, zawartą w Starym Testamencie, i w historię świecką, historię Rzymu, uzgodnione ze sobą wcześniej przez świętego Hieronima. Dla każdego ludu tworzy się przeto legendę etnogenetyczną, która ma powiązać jego własne dzieje z obydwoma nurtami dziejów powszechnych, co pozwala pokazać, że ma on swoje miejsce w jednej i w drugiej, że wie, skąd się wywodzi i z kim jest spokrewniony, i że w rzeczywistości nigdy nie zaliczał się do barbarzyńców, ponieważ jego przeszłość jest znana i jest to przeszłość chwalebna, a on sam został powołany do wielkich przeznaczeń. Ten sposób spisywania przez historyka dziejów swego ludu, ważny składnik kształtującej się dopiero kultury, upowszechnia się wraz z nią i z instytucją klasztorną, która ją wytwarza, w zachodniej części dawnego Cesarstwa Rzymskiego, a także w Irlandii, gdzie obie pospołu przeżyją okres wyjątkowego rozkwitu.

Nowe całości zarazem polityczne i etniczne to przede wszystkim królestwa gockie w Italii, Prowansji, Akwitanii i Hiszpanii, frankońskie w Galii, angielskie i saskie na Wyspach Brytyjskich. Pierwsze z nich padły w Italii pod ciosami Bizantyjczyków, których następnie z większej części kraju wyparli Longobardowie; ich potęga została z kolei zniszczona przez Franków, przybyłych w VIII wieku na wezwanie papieża. Królestwa gockie w Hiszpanii unicestwił na początku VIII wieku najazd arabski, lecz pozostały po nich trwałe ślady; królestwa Prowansji i Akwitanii przeszły pod władzę Franków. W Brytanii aż do XI wieku panować będą królowie anglosascy. Co do Galii jednoczonej stopniowo przez Franków, to w wieku VII posłuży ona za odskocznię dla dynastii wywodzącej się z miejscowej arystokracji; dynastia ta w osobie Karola Wielkiego podejmie pierwszą próbę politycznego zjednoczenia obszaru, którego jeszcze, ściśle biorąc, nie można nazwać „Europą”, choć stanie się on jej zaczątkiem.

Rozdział 4Karoliński zaczątek zjednoczenia

Chociaż słowo europeensespojawiło się w ówczesnym tekście jako określenie wojowników chrześcijańskich w bitwie pod Poitiers, obszaru panowania Karolingów nie można nazwać Europą. Poza jego granicami pozostawała duża część Germanii, Skandynawia, kraje Słowian i Bałtów; nie objął on nawet całej łacińskiej społeczności chrześcijańskiej owych czasów: mieszkańców zarówno tej części Hiszpanii, której nie zajęli Arabowie, jak Anglii, Szkocji i Irlandii. Niemniej przeto obszar ten zwiastował już coś, co po mniej więcej czterech wiekach miało się stać Europą. W przeciwieństwie do rzymskiego, nowy obszar otwierał się ku północy i ku wschodowi, i rzeczywiście rozszerzał się w tych kierunkach, zarazem usiłując zjednoczyć wszystkie ziemie, które na zachodzie należały niegdyś do Cesarstwa; dowodem wyprawy do Italii i próby przeniknięcia w głąb Hiszpanii, zakończone klęską, której echo w Pieśni o Rolandzie będzie rozbrzmiewało przez stulecia. Również w przeciwieństwie do rzymskiego, nowy obszar zachowywał podziały wewnętrzne: językowe i etniczne, które wkrótce dadzą znać o sobie i spowodują jego rozpad polityczny, lecz nie naruszą jedności wierzeń religijnych i cywilizacji stanowiącej o jego swoistości i nie osłabią jego zdolności do asymilowania innych ludów. Wszystko to istotnie pozwala uznać obszar karoliński za prefigurację Europy zwiastującą jej przyszłe nadejście. Połączenie pod jednym berłem Galii, części Germanii i północnej Italii, acz bez Wenecji, idące w parze z przywróceniem na Zachodzie tytułu cesarskiego uznanego przez papieży, będzie bowiem miało, z początku tylko dla tych trzech regionów, a potem dla całego kontynentu, doniosłe skutki, zarówno natychmiastowe, jak długotrwałe.

Nim je wskażemy, trzeba jednak wprowadzić na scenę jeszcze jeden twór polityczny, który urodził się po długim okresie inkubacji w tymże VIII wieku – naprawdę wielkim wieku dziejów Europy – kiedy to powstały zarysy przestrzennego układu mocarstw europejskich, obowiązującego, acz ze zmianami, przez następnych tysiąc lat z okładem. Nowy twór polityczny, o którym tu mowa, obejmuje Rzym i przylegające do niego ziemie, ośrodek tego, co później przekształci się w Państwo Kościelne. Jego korzenie sięgają burzliwego okresu, gdy papieże, zmuszeni do wzięcia na siebie odpowiedzialności za byłą stolicę Cesarstwa, zaczęli organizować jej administrację, zaopatrywać ją w żywność, czuwać nad jej gospodarką i troszczyć się o jej obronę. Zabiegi, jakie w tym celu przedsięwziął Grzegorz Wielki, znalazły gorliwych naśladowców w jego następcach, którzy stali się prawdziwymi władcami Rzymu. Niemniej papież nadal pozostawał zależny od basileusa, który zawsze mógł unieważnić jego wybór i którego w Rzymie reprezentował namiestnik, a w Rawennie egzarcha na czele armii.

Od początku VIII wieku te więzi słabną. Pod koniec lat dwudziestych, podczas sporu o kult obrazów – Bizancjum jest wówczas w pełni kryzysu ikonoklastycznego – papież Grzegorz II w odpowiedzi na pogróżki basileusa grozi mu ze swej strony w imieniu całego Zachodu, którego ogłasza się przywódcą duchowym. Mija dziesięć lat: w następstwie osłabienia Bizancjum, które traci Rawennę na rzecz Longobardów, wybór papieża przestaje być zatwierdzany przez basileusa. W dwanaście lat później Stefan II jedzie do kraju Franków, aby wezwać ich do ratowania Rzymu przed zagrożeniem longobardzkim. Czyniąc tak, opowiada się wyraźnie za Zachodem przeciw Wschodowi, za Łacinnikami przeciw Grekom, za nowymi królestwami przeciw staremu Cesarstwu. Frankowie wkraczają wtedy do Italii i zadają klęskę Longobardom, którzy muszą wycofać się z Rawenny. Ale Bizancjum nie odnosi z tego żadnej korzyści, zwycięzcy bowiem „zwracają” swe podboje papiestwu, które zresztą faktycznie weźmie je w posiadanie dopiero wiele wieków później. Regiony sąsiadujące z Rzymem stanowić będą odtąd schedę Piotrową, domenę papieską. Otoczenie papieża zaczyna go traktować tak, jak gdyby był niemal cesarzem Zachodu, zwierzchnikiem nie tylko duchowym, czemu nikt nie przeczy, lecz również doczesnym innych władców. Taki jest rzeczywisty sens Constitutum Constantini, najsłynniejszego fałszerstwa w dziejach Zachodu, którego dokonano zapewne w Rzymie na początku drugiej połowy VIII wieku; przypisuje ono Konstantynowi akt darowizny, mocą którego papież miałby sprawować pełnię władzy nad Zachodem i stać się posiadaczem znacznej części Italii.

Zapoczątkowana przez poprzedników Karola Wielkiego i dokończona przezeń integracja militarna i polityczna krajów umiejscowionych w środku chrześcijańskiej społeczności łacińskiej otwiera okres pokoju, względnej zamożności oraz odbudowy instytucji pomyślanej jako renovatio Imperii Romani i kulminującej w przywróceniu Cesarstwa na Zachodzie. Karol Wielki ogłasza się zatem prawnym spadkobiercą Cesarstwa Rzymskiego i świeckim zwierzchnikiem wszystkich innych tworów politycznych, jakie mogłyby się pojawić na podległych mu ziemiach. Stwierdza przeto, że jest powołany do panowania nad wszystkimi ludami swej połowy świata zamieszkanego – to jest obszaru łacińskiego i Germanii, gdyż drugą połową tego świata włada Bizancjum – i że w tym sensie realizuje posłannictwo uniwersalne: sprawując władzę nad wszystkimi ludami, wykracza poza różnice etniczne, ucieleśnia bowiem rzymskość, czyli ludzkość, i pełni misję opatrznościową, która nadaje mu charakter sakralny. Nowa ambicja pielęgnowana w kurii rzymskiej – na razie tylko skrywane marzenie, które dopiero po jakichś dwustu pięćdziesięciu latach przekształci się w program polityczny – napotyka odtąd przeciwnika ożywionego podobną ambicją, który jednak, w przeciwieństwie do papiestwa, dysponuje środkami pozwalającymi natychmiast przekuć ją w czyn. Tkwi tu zarodek konfliktu, który wybuchnie gwałtownie w XI wieku.

Renovatio Imperii Romani jest faktem nie tylko politycznym. Również kulturalnym. Ma ona oparcie z jednej strony w kancelarii cesarskiej i w szkole przypałacowej, z drugiej zaś – w sieci wielkich opactw benedyktyńskich wyposażonych w scriptoria, którymi kierują opaci pochodzący z wielkich rodów, niekiedy prawdziwi pisarze: poeci, kronikarze, epistolografowie, gramatycy, encyklopedyści. Wyraża się w powrocie po wiekach zapomnienia do literatury antycznej; choć w grę wchodzą tylko dzieła pisane po łacinie, w dodatku tylko pewnych autorów, to nie sposób przecenić ich znaczenia dla przyszłej Europy. Ci bowiem, których przepisywano i przechowywano w bibliotekach klasztornych, byli liczniejsi niż ci, których rzeczywiście czytano. Tylko sporządzenie w wiekach VIII i IX nowych kopii dzieł autorów starożytnych pozwoliło przeto uratować znaczną liczbę tekstów, inaczej skazanych na zagładę. Powrót do literatury antycznej odnowił zarazem w kulturze napięcie między biegunami sakralnym i świeckim, to jest między tradycją chrześcijańską, biblijną i patrystyczną a tradycją pierwotnie pogańską, retoryczną i filozoficzną. Tym właśnie napięciem i wywołanymi przez nie konfliktami będzie się karmiła twórczość kulturalna przynajmniej do połowy XVI wieku. Podobnie odkryto na nowo również sztukę antyczną, co pozostawiło ślady w architekturze, w iluminowaniu rękopisów, w wyrobach z kości słoniowej i w gemmach, i co w wyobrażeniach tworzonych na użytek elit przywróciło tematykę świecką: bogów i herosów pogańskich, pejzaże, alegorie.

Obszar karoliński stał się zaczątkiem Europy nie tylko dlatego, że pod pewnymi względami był jej prefiguracją w miniaturze. Również dlatego, że narzucił jej organizację dwubiegunową, z papiestwem po jednej stronie i z Cesarstwem po drugiej, wyznaczając tym samym główną oś konfliktów, które będą ją rozdzierały w następnych wiekach. A nadto dlatego, że pozostawił jej w spadku dzieła literackie, które doszły do dzieł starożytnych i do twórczości Ojców Kościoła, oraz dzieła sztuki, odblask starożytności, którymi długo będą się żywić powracające fale tęsknoty. I jeszcze dlatego, że zapoczątkowana wówczas integracja Europy pogłębiła przepaść między Bizancjum a Zachodem; ten bowiem w sferze świeckiej nadał sobie taką samą rangę, jaką ono miało od zawsze i jakiej mieniło się jedynym prawowitym posiadaczem, w sferze sakralnej zaś wyzwolił się spod nadzoru cesarzy Konstantynopola, którym nadal podlegały wszystkie patriarchaty Wschodu. I wreszcie dlatego, że wtedy właśnie zrodził się mit politycznej jedności Europy, który przetrwa w legendzie i w historii i przez całe wieki dyktować będzie politykę europejską, rozbudzając konflikty wokół tytułu cesarskiego i skłaniając zwycięzców do podboju Italii, aby móc koronować się w Rzymie.

Rozdział 5Wyłanianie się Europy

Już w VI wieku, podczas pierwszych krótkotrwałych okresów pokoju, Kościół podejmuje próby powrotu na tereny, z których najeźdźcy wyparli chrześcijaństwo. Po umocnieniu się monarchii frankońskiej ekspansja tak misyjna, jak militarna rusza ku ludom pogańskim na północy i na wschodzie: w latach trzydziestych VII wieku Frankowie ścierają się ze Słowianami w Czechach; około sześćdziesięciu lat później zaczyna się chrystianizacja Fryzji; w latach dwudziestych VIII wieku święty Bonifacy jedzie ewangelizować Turyngię. Wyprawy Karola Wielkiego odsuwają zasięg pogaństwa na północy ku granicom Jutlandii, na wschodzie ku granicom Połabii; w centrum, po zajęciu Bawarii, ku granicom Czech. Obszar karoliński nadal jednak narażony jest na ataki, które niszczą i wyludniają całe krainy i którym następcy Karola Wielkiego, często w stanie wojny ze sobą, nie potrafią przeciwstawić się skutecznie. Prawie dwa wieki upłyną jeszcze, nim miecz i słowo wspierane niekiedy męczeństwem zdołają doprowadzić do chrystianizacji Normanów, gdy po stu pięćdziesięciu latach rozbojów stworzyli oni własne księstwo na zachodzie Galii frankońskiej, wszystkich Germanów, w tym Skandynawów, a także Słowian z Czech i Polski oraz Węgrów, którzy dokonywali najazdów we wszystkich kierunkach, aż wreszcie osiedli w Panonii.

Nawrócić jakiś lud na chrześcijaństwo – to zarazem włączyć go w sieć zależności kościelnych, politycznych i kulturalnych. Są dwie takie sieci: rzymska i bizantyjska. Dwie stolice chrześcijaństwa różnią się i przeciwstawiają sobie w wielu punktach. Co do sposobu pojmowania stosunków między porządkiem duchowym a porządkiem świeckim: w Bizancjum pierwszy tradycyjnie podlega drugiemu, na Zachodzie zaś duchowy najpierw domaga się autonomii, a potem, powołując się na Constitutum Constantini, zaczyna jawnie zgłaszać roszczenia do zwierzchnictwa. Również co do roli przypisywanej z jednej strony językowi Kościoła i Cesarstwa – w Rzymie łacinie, w Bizancjum grece – z drugiej zaś językom rodzimym: Zachód usuwa je z liturgii i z kultury kościelnej, Wschód natomiast wyznacza im w jednej i drugiej poczesne miejsce. Co do autorytetu papieża, co do daty Wielkanocy, co do niektórych obrzędów.

Różne zatem, zależnie od tego, czy chrystianizacja przychodzi z Rzymu, czy z Bizancjum, są jej skutki dla ludów, które jej poddano i które zresztą stawiały jej często opór. Wybór zaś jednego z dwóch Kościołów chrześcijańskich był nieuchronny, bo nawet przed wzajemną ekskomuniką na szczycie trwała rywalizacja w terenie, a lokalni dygnitarze kościelni bronili także interesów tego cesarstwa, które było ich protektorem lub mocodawcą. Ukazuje to dobrze walka biskupów bawarskich przeciw misji Konstantyna (Cyryla) i Metodego na Morawach, rozpoczętej wprawdzie pod egidą Bizancjum, ale ponowionej z błogosławieństwem Rzymu, której oryginalne dzieło zostało ostatecznie zniweczone. Otóż skutki obu typów chrystianizacji okazały się trwałe; żaden lud katolicki nie nawrócił się potem na prawosławie, żaden prawosławny – na katolicyzm. Na mapie kontynentu zarysowuje się zatem linia czy granica, która oddzielać będzie dwie społeczności chrześcijańskie, od połowy XI wieku otwarcie wrogie. Ale już wcześniej, wraz z rzymskim chrztem Czech, Polski i Węgier oraz bizantyjskim najpierw Bułgarii, a potem Rusi Kijowskiej, ta granica zyskała przebieg, który – pominąwszy drugorzędne zmiany – będzie jej właściwy po dziś dzień.

Rozpoczęte na gruzach Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego od przemieszania Rzymian z barbarzyńcami, co daje początek nowym grupom etnicznym, wyłanianie się Europy postępuje z Italii przez Galię, Wyspy Brytyjskie i Irlandię ku Germanii, gdzie w VIII wieku oś północ-południe rozszczepia się: jedna jej gałąź zmierza ku Skandynawii, druga – ku Polsce, Czechom i Panonii. Wyłanianie się Europy: to znaczy w tym stadium potrójne nawrócenie – na chrześcijaństwo rzymskie, na łacinę i na pismo – ludów, które żyły na zewnątrz dawnego limes, poczynając od ich książąt, możnowładców i wojowników. Przekreśla ono na zawsze samo rozróżnienie Rzymian i barbarzyńców i jednoczy religijnie wielość ludów, a zarazem wpaja im świadomość wspólnoty pochodzenia, którą winna przedłużyć wspólna przynależność do jednego Kościoła powszechnego i do jednej kultury świeckiej. Zbudowanie tego religijnego fundamentu przyszłych zjednoczeń kulturalnych Europy zajęło około dziewięciu wieków – od wieku V do XIV, gdy dokonała się chrystianizacja Litwinów i Prusów. Znacznie dłużej, niekiedy aż do naszych czasów, trwało w każdym kraju oddzielnie nawracanie całej ludności na chrześcijaństwo, na pismo i na język literacki – od czasu, gdy zajął on w kulturze miejsce łaciny, która w przeciwieństwie do niego była zawsze udziałem mniejszości.

Raz rozpoczęte, nawrócenie na chrześcijaństwo wywoływało rodzaj reakcji łańcuchowej, powodując przewrót w całej organizacji społeczeństwa i w życiu jednostek. Pociągało za sobą zniszczenie dawnych świątyń, miejsc i przedmiotów kultu, skasowanie tradycyjnych świąt, zastąpienie kapłanów pogańskich przez kler chrześcijański, który z początku musiał przybywać z zagranicy. Zabraniało kultywowania pewnych odwiecznych zwyczajów, w tym małżeńskich i pogrzebowych, i narzucało nowe: na przykład posty i wstrzemięźliwość seksualną w niektórych dniach czy porach roku. W nową ramę czasową i przestrzenną wpisywało układ, jeśli nie każdego dnia, to każdego tygodnia i całego życia każdej jednostki.

Powodując przebudowę ogółu wierzeń związanych z tym, co niewidzialne – z zaświatami, przeszłością i przyszłością – nawrócenie przekształcało też imaginacyjne podwaliny autorytetu dynastii panującej: degradowało dawnych bogów, jej rzekomych przodków, do rangi ubóstwionych bohaterów bądź nawet demonów i wiązało nową prawowitość władzy królewskiej z obrzędem koronacyjnym, który mogło odprawiać wyłącznie duchowieństwo. Królewskość zachowywała zatem aurę świętości, choć o innej niż poprzednio naturze, natomiast związane z nią obowiązki były już inne. Albowiem nawrócenie pociągało za sobą konieczność budowy kościołów i klasztorów, którym trzeba było zapewnić środki egzystencji, to znaczy ziemię i niewolników lub poddanych zajmujących się jej uprawą. Pociągało też za sobą uruchomienie nowych obiegów wymiany: z zagranicy trzeba było sprowadzać księży i mnichów, a wysyłać tam młodych ludzi, by zdobywali wiedzę sakralną i świecką, niezbędną do celebrowania kultu boskiego. Trzeba było nadto importować relikwie konieczne przy zakładaniu kościołów oraz księgi i przedmioty kultu, a nawet wino, jeśli w kraju nie uprawiano winorośli.

Nawrócenie obligowało wreszcie królów etnicznych do politycznego samookreślenia się wobec papiestwa i Cesarstwa, instancji, które, często jedna wbrew drugiej, pretendowały do zwierzchnictwa nad wszystkimi książętami chrześcijańskimi i wymuszały jego uznanie; dla nowych królestw katolickich i ich władców miało istotne znaczenie, której z tych instancji zawdzięczali koronę i której składali hołd. Aby więc nie uzależniać się od Cesarstwa, usiłowali pertraktować bezpośrednio ze Stolicą Apostolską. Pozostający w ich służbie duchowni musieli z kolei określić miejsce swych władców i ich ludów w historii świętej, czyli biblijnej, i w historii świeckiej, czyli rzymskiej. Było to przedsięwzięcie zarówno intelektualne, jak polityczne; obierając za punkt wyjścia tradycję plemienną i ustną, odpowiednio przekształconą, zinterpretowaną i okrojoną, oraz adaptując istniejące legendy etnogenetyczne, spisywano po łacinie taką wersję historii danego ludu, którą można było wprowadzić do obu historii powszechnych. Tak oto nawrócenie na chrześcijaństwo oznaczało całkowitą odnowę ram ludzkiej egzystencji i w przeciągu kilku dziesiątków lat przeobrażało życie codzienne, społeczeństwo, politykę i nawet organizację gospodarki.

Rozdział 6Od implozji do ekspansji

Zjednoczenie karolińskie nie przetrwało nawet stu lat. W połowie IX wieku Francia occidentalis, przyszła Francja, oddziela się od Francia orientalis, późniejszych Niemiec, których władca przejmie prawo do tytułu cesarskiego; odtąd, płacąc anachronizmem za zwięzłość, będziemy używać współczesnych nazw tych krajów. Między nimi pojawiają się trzy inne twory, których kontury długo jeszcze będą zmienne: Lotaryngia, Burgundia i Królestwo Italii, nowa mutacja królestwa Longobardów zagarniętego przez Karola Wielkiego; los tych tworów szybko zwiąże się z losami Cesarstwa. Rozbicie obszaru karolińskiego powtarza się i na niższych szczeblach. Władza wszędzie ulega podziałowi, a całości różnego rzędu rodzą się i rozpadają w miarę dziedziczenia, małżeństw i podbojów. Tylko liczba królestw pozostaje na Zachodzie względnie stała. Nowe powstaną dopiero po chrystianizacji Skandynawów (Dania i Szwecja), Słowian zachodnich (Polska) i Węgrów. Przy czym Polska i Węgry zwrócą się o koronę wprost do papieża, by nie popaść, jak Czechy, w zależność od Cesarstwa.

Na wszystkich piętrach społeczeństwa zrodzonego z wędrówek ludów upowszechnia się praktyka, by w zamian za opiekę najsłabsi odstępowali możnym swą wolność osobistą, a bardziej uprzywilejowani jakąś jej część, zobowiązując się do świadczenia określonych usług. Taka praktyka łatwo mogła wejść w zwyczaj dzięki tradycjom zarówno rzymskim, jak galijskim i germańskim. Ale decydujący był tu nacisk warunków: wojen, zamieszek, rozprzężenia władz, które nie były już w stanie bronić ludności. Ze swej strony możni oferujący opiekę potrzebowali sług, zwłaszcza sług zbrojnych. Tym bardziej że zastąpienie piechoty jazdą zmieniło sposób prowadzenia wojen i każdego, kto sprawował władzę, zmusiło do otaczania się zawodowymi wojownikami, bo tylko tacy potrafili opanować nowe techniki walki, dzięki czemu mogli stać się sprawnym narzędziem pacyfikacji wewnętrznej i podbojów na zewnątrz. Ale zawodowi wojownicy nie mogli się obejść bez żywności, zbroi i oręża; ci więc, którzy przyjmowali ich na służbę, musieli nadawać im ziemię wraz z uprawiającymi ją ludźmi.

Spotkanie spontanicznego ruchu społecznego, który tworzył sieci podległości, z wolą polityczną ich wykorzystania dokonało się w czasach Karolingów. Jakoż głównym źródłem sukcesu było tu prawdopodobnie posłużenie się więziami wasalnymi z jednej strony w celu zorganizowania wojska tak, by każdy senior odpowiadał za swych wasali, z drugiej – w celu zarządzania państwem tak, by urzędnicy stali się wasalami monarchy. Gdy to państwo upadło pod naporem ponownie rosnącej presji z zewnątrz oraz wbudowanych w jego organizację sił odśrodkowych, czynniki, które jednych skłaniały do szukania opieki, a drugich do szukania poddanych, znowu zaczęły działać z całą mocą.

Powstał w ten sposób system identycznych stosunków podległości w sferze prywatnej i w instytucjach publicznych, co zatarło różnice między nimi. Król, możnowładca lub biskup, zarządzając czy to państwem lub prowincją, czy to dobrami prywatnymi, opiera się na własnej domenie, która pozwala mu utrzymywać dwór i wojsko, a przeto narzucać swoją wolę wasalom, w razie potrzeby nawet siłą. Ci natomiast otrzymują od seniora ziemię w lenno, w zamian za co składają mu hołd i zobowiązują się do posłuszeństwa oraz do pomocy, zwłaszcza zbrojnej. Wasal z kolei może jakąś część ziemi, którą mu powierzono, oddać swoim własnym wasalom, a ci następnym, i tak dalej. Ponieważ jednak ziemi niepodobna oddzielić od ludzi, których waleczność lub praca stanowią o jej wartości, przeto oddać ją w lenno to udzielić wasalowi jakiejś władzy i jakiejś części wymiaru sprawiedliwości, które będzie on skłonny traktować jako swoją własność, zwłaszcza jeśli może – do czego prędzej czy później dochodzi wszędzie – przekazać je spadkobiercom. Stąd dziedziczenie stanowisk państwowych i kościelnych, uniezależnianie się wasali od seniorów i nieuniknione kawałkowanie władzy. Na niższych szczeblach hierarchii, we włościach senioralnych, ziemię również dzieli się na dwie części, na ziemie dworskie i dzierżawy; produkty ziem dworskich idą na użytek seniora, natomiast wieśniacy robocizną lub świadczeniami płacą za dzierżawione grunty, które uprawiają na własny rachunek. Nie dotyczy to tylko niewolników, ci jednak są gatunkiem ginącym.

Dla współczesnych różnica między lennem a dzierżawą chłopską jest przepastna. Pierwsze, związane z rzemiosłem wojennym, przynosi zaszczyt; drugie zmusza do pracy w polu – zajęcia nikczemnego. Natura wasala i seniora jest taka sama; ich stosunki może zatem regulować umowa, która określa wzajemne zobowiązania oraz warunki ich wygaśnięcia. Chłop natomiast jako poddany zależy jednostronnie od seniora. Są to jednak tylko ogólne zasady, które dopuszczają mnóstwo odmian i wyjątków. Wolni chłopi bowiem nigdy całkiem nie przestali istnieć, podobnie jak włości alodialne niebędące niczyim lennem, i to nawet tam, gdzie system feudalny zakorzenił się najsilniej: w północnej Francji, w Lotaryngii i w Burgundii, a także w Normandii, skąd wraz z podbojami normandzkimi przeszczepiony został do Anglii, na Sycylię i do południowej Italii. Im dalej jednak od dawnego centrum Cesarstwa Karolińskiego, tym system ten stawał się słabszy. Niektóre regiony, jak Skandynawia, Fryzja czy Irlandia, poznały go jedynie w postaci spóźnionej i częściowej. Co do Czech, Węgier i Polski, to po przyjęciu chrztu kraje te żyły nadal w systemie prawa książęcego: niemal całość ziemi należała tam do posiadacza władzy zwierzchniej, któremu podlegała również przeważająca większość ludności wiejskiej i który poświęcał jakąś część pobieranych od niej danin na opłacanie w naturze swej drużyny zbrojnej i swych urzędników. Feudalizm dotarł do tych krajów dopiero w XII wieku, przeważnie jako efekt chrystianizacji: nadając biskupom ziemie wraz z mieszkańcami i immunitetami i wynagradzając tak samo urzędników i wojowników, książęta wprowadzili więzy wasalne i kawałkowanie władzy.

Na zachodzie Europy najazdy kończą się w wieku X. Natomiast Europa Środkowa i Wschodnia będą jeszcze musiały stawiać czoło Mongołom w XIII wieku i od wieku XIV Turkom. W nowych warunkach, znacznie spokojniejszych niż poprzednio, następuje coś, co umożliwia wszystkie inne zmiany: wzrost demograficzny trwający aż do początku XIV wieku. Potem przyjdzie zahamowanie, a następnie spadek liczby ludności w wyniku epidemii dżumy. Ale czarna śmierć spustoszy Europę już przeobrażoną pod każdym względem i spadek zaludnienia nie pociągnie za sobą ogólnego regresu.

Między XI a XIII wiekiem dokonano bowiem w Europie największego w jej dziejach poszerzenia areału ziem uprawnych, ściśle związanego z ruchami migracyjnymi, w wyniku których znaczne niekiedy grupy ludności osiedlały się z dala od swych krajów macierzystych. Doprowadziło to do powstania sieci wiosek gęstszej i bardziej regularnej niż przedtem. Zwiększona ruchliwość ludzi i wzrost roli pieniądza ułatwiły wszędzie, choć w różnym stopniu i w różnym czasie, kurczenie się zasięgu pańszczyzny, erozję poddaństwa i przyznanie wspólnotom wiejskim prawa do pewnych form samorządu. Kolonizacji dotychczasowych nieużytków towarzyszy powrót do życia dawnych miast rzymskich, spustoszonych przez najazdy, oraz przekształcanie się w miasta osiedli otaczających siedziby biskupów i zamki lub tych, których lokalizacja – na przykład na skrzyżowaniu dróg – utworzyła korzystne warunki do organizowania jarmarków. Rozwój handlu – od małych jarmarków lokalnych do wielkich targów międzynarodowych – czyni miasta źródłem poważnych zysków; stąd nieuchronność konfliktu między seniorami, którzy z miast właśnie czerpią dochód, a mieszczanami dążącymi do niezależności.

Również między XI a XIII wiekiem kształtuje się w Europie pasmo miejskie, które przetrwa aż do rewolucji przemysłowej. Od Brugii i Gandawy, którym po drugiej stronie kanału La Manche odpowiadają miasta angielskie z Londynem na czele, wiedzie ono przez miasta nadreńskie, południowe Niemcy, Szwajcarię i region wielkich jezior włoskich ku Genui, Florencji i Wenecji. Z Nadrenii jedno odgałęzienie prowadzi na północ do miast hanzeatyckich (Hamburg, Brema, Lubeka, Gdańsk), drugie zaś na południe, przez Paryż, Dijon i dolinę Rodanu ku Marsylii, Barcelonie i Walencji, trzecie wreszcie na wschód, przez Niemcy, w stronę Pragi, Krakowa, Lwowa, Wiednia i Budy.

I jakby tego nie wystarczało, Europa rozszerza również swe granice. Na południowym zachodzie, w Hiszpanii, gdzie od XI wieku chrześcijanie zdołali odbić znaczną część kraju, podzieloną odtąd między królestwa Portugalii, Kastylii, Nawarry i Aragonii, i gdzie w XIV i XV wieku Arabowie zachowają już tylko emirat Grenady. Na północnym wschodzie, gdzie w XIV wieku dochodzi do chrztu ostatnich pogan w Prusach, które zajmie Zakon Krzyżacki, oraz na Litwie i Żmudzi. Nawet na dalekiej północy, gdzie Wikingowie kolonizują Islandię i zapuszczają się aż na Grenlandię. Równocześnie zaś od XI wieku trwają krucjaty: na szlaki lądowe południowo-wschodniej Europy oraz na szlaki morskie wschodniej części Morza Śródziemnego wyruszają armie krzyżowców, by zdobyć Jerozolimę i Ziemię Świętą, gdzie następnie utworzą państwo łacińskie; na początku XIII wieku krzyżowcy podbiją nawet Konstantynopol i ustanowią tam stolicę Wschodniego Cesarstwa Łacińskiego, obejmującego także Grecję i jej wyspy – ale już pod koniec XII wieku zostaną wyparci z Palestyny, a na początku lat sześćdziesiątych XIII wieku również z Bizancjum.

Rozdział 7Od feudalizmu do społeczeństwa stanowego

Mieszanie się ludów; otwarcie na zewnątrz; szybsze i rozszerzające swój zasięg krążenie ludzi, towarów, dzieł sztuki i rękopisów; rozwój targów; wielkie spółki handlowe i ubezpieczeniowe; powrót do bicia monet o znacznej wartości, najpierw srebrnych, potem również złotych, co w ślad za Genuą, Florencją i Wenecją nastąpi we wszystkich krajach od południa ku północy i od zachodu ku wschodowi – długi okres wzrostu demograficznego i ekspansji terytorialnej nada obszarowi europejskiemu granice, które pozostaną niezmienione aż do XVIII wieku, wiele instytucji gospodarczych, które długo jeszcze będą w dziejach Europy odgrywały rolę integrującą, oraz układ wewnętrzny – drogi, miasta – który w zasadniczym zarysie przetrwa po dziś dzień.

Z tego samego okresu Europa odziedziczy też, poza instytucjami politycznymi – państwem jako organizmem administracyjno-militarnym i zgromadzeniami przedstawicielskimi – nowe struktury społeczne, czyli stany: i jedne, i drugie przetrwają do końca ancien régime’u. Zapewne w społeczeństwie, które zaczyna się tworzyć w XI wieku, wiele pozostałości feudalnych zachowuje żywotność. Ale system feudalny przestaje powoli ogarniać całokształt stosunków społecznych. Jego zmierzch zaczyna się w Kościele, gdzie od X wieku, podsycana eschatologicznymi oczekiwaniami i apokaliptycznym lękiem, uzewnętrznia się dążność do wyzwolenia duchowości spod władzy doczesności; wyrażają to reformy klasztorne najpierw w Cluny, potem w Cîteaux oraz próby ustanowienia pokoju w społeczeństwie opanowanym przez wojowników. Te dążenia zbiegają się ze zmianami na szczycie hierarchii: wraz z powierzeniem wyboru papieża wyłącznie kardynałom papiestwo wyzwala się spod nadzoru arystokracji rzymskiej i cesarzy, staje się potęgą i wraca do żywionych niegdyś ambicji.

Spotkanie spontanicznego ruchu chrześcijan z polityczną wolą papieży powoduje w połowie XI wieku zerwanie z Kościołem wschodnim, „reformę gregoriańską” – zespół norm wprowadzonych przez Grzegorza VII, w tym obowiązek celibatu księży – a wreszcie walkę o inwestyturę; wraca też na scenę, by pozostać tam na długo, Constitutum Constantini. Konflikt między papiestwem a Cesarstwem, niekiedy zbrojny, niekiedy utajony, przetrwa do XIV wieku, gdy Francja uwięzi papieża w Awinionie, co rozpęta wielką schizmę zachodnią. Właśnie w toku tych starć z mocarstwami świeckimi uwyraźnia się powoli, mgliste uprzednio, odróżnienie kleru od laikatu, określony zostaje tryb życia osób duchownych i ich przywileje, hierarchia zawłaszcza wyłączne prawo do decydowania o sprawach kościelnych. Duchowieństwo przemienia się w stan.

Jako ciało mistyczne Chrystusa, Kościół różni się w swej istocie od instytucji ziemskich; jest to podstawa jego autonomii i jego nadrzędności. Taką doktrynę wypracowali teologowie w służbie papieskiej w toku walki o wyrwanie duchowieństwa spod władzy systemu feudalnego, z którym zawrą później kompromisy, obowiązujące niekiedy aż po wiek XIX. Monarchie, którym ogólna poprawa pozwala przystąpić do odzyskiwania dawnych prerogatyw władzy zwierzchniej, przywłaszczonych sobie przez wasali, występują z podobnymi doktrynami; dwa ciała króla we Francji i w Anglii, translatio imperii w Niemczech, Wenecja jako Republika świętego Marka, Corona Regni Poloniae: wszystkie takie teorie i pojęcia starają się uczynić pojmowalną i przekonywającą nową ideę istotowej odrębności państwa od jednostek, które je uosabiają, a tym bardziej od tych, które mu służą. Przypisują one państwu status bytu zarazem niewidzialnego, trwałego i skutecznego w działaniu, sankcjonując przeto autonomię, którą zdobywa sobie administracja. Uzasadnieniu takich poglądów służy też prawo rzymskie, odkryte ponownie pod sam koniec XI wieku.

Wobec podporządkowanej sobie ludności państwo stara się teraz usytuować jako coś zewnętrznego. Po licznych perypetiach uda mu się to w Anglii i we Francji, w Kastylii i Aragonii, w Danii i Szwecji. W Italii będzie tak z Państwem Kościelnym, z Wenecją oraz z Królestwem Neapolu i Sycylii, pomimo zmiany sycylijskiej dynastii panującej. Po kryzysie XII wieku Cesarstwo, osłabione walką z papiestwem i szarpaniną wewnętrzną, nie jest już w stanie narzucać swojej woli wszystkim księstwom na swoim terytorium; toteż dzielą one między siebie obszar prawnie podległy jego zwierzchnictwu, a niektóre same stają się państwami, jak Bawaria, Saksonia czy Czechy wyniesione do rangi królestwa. W Czechach jednak, podobnie jak w Polsce i na Węgrzech, po okresie świetności szanse działania władzy królewskiej wewnątrz kraju będą coraz bardziej ograniczone.

Państwo, gdy uzyska swobodę ruchów, staje się potężnym czynnikiem przemian społecznych. Nie żeby miało być demiurgiem. Ale w takiej mierze, w jakiej kanalizuje, ogranicza regulacjami prawnymi i wykorzystuje we własnym interesie te tendencje, które już w społeczeństwie działają. Na drugą połowę XI wieku przypadną początki przeobrażania się wojowników w rycerstwo z właściwymi mu rytuałami inicjacyjnymi oraz wykluczania z niego wszystkich, którzy nie urodzili się z ojca rycerza. Tej szlachcie de facto, stanowiącej wytwór ruchu społecznego, państwo w trybie przepisów prawnych narzuca ograniczenia i kryteria przynależności, nadaje status formalny określający przywileje, jakie przysługują jej z mocy prawa – przekształca ją w stan szlachecki. Wytycza też drogi akcesu do tego stanu, zawłaszczając, gdy mu się to udaje, monopol czynienia nieszlachcica szlachcicem, przeważnie za opłatą. Zarówno te ograniczenia, jak drogi akcesu bywają bardzo różne w różnych krajach, zależnie od stosunku sił między państwem a szlachtą, którą państwo współkształtuje, ale której naciskowi samo podlega. W Anglii, gdzie państwo jest silne, by zostać szlachcicem, wystarcza w praktyce być bogatym. Na przeciwnym biegunie, w Polsce, w miarę jak szlachta coraz bardziej ujarzmia państwo, przynależność do niej, przynajmniej w teorii, staje się przywilejem, który daje wyłącznie urodzenie.

Dla króla jako wodza naczelnego szlachcic jest wasalem lub wasalem jego wasala: łączy ich kontrakt feudalny, który daje wasalowi prawo wymówienia posłuszeństwa, jeśli suzeren uchybi swym obowiązkom, przy czym jest tak nawet w krajach, gdzie więzy wasalne nigdy się w pełni nie rozwinęły. Dla króla jako władcy formującego się państwa szlachta stanowi natomiast wojskowy składnik aparatu państwowego, uzupełniający, choć z prawem pierwszeństwa, kancelarię, skarb państwa i wymiar sprawiedliwości, czyli wszystkie dziedziny, które reguluje prawo rzymskie. Te dwa powody, tradycyjny i funkcjonalny, sprawiają, że monarchia nie może się obyć bez szlachty. Ale też nie potrafi zaspokoić wszystkich jej żądań. Po pierwsze dlatego, że poza wspólnym jądrem, obejmującym przywileje i zwolnienie od wszelkich podatków, są to żądania często niespójne: najwięksi feudałowie współzawodniczą z monarchią, natomiast drobna szlachta oczekuje od niej obrony przed ich arbitralnością, a zarazem szuka u niej wsparcia we własnej rywalizacji z oligarchiami miejskimi. A nadto dlatego, że ustępując szlachcie i zubożając środki działania, pozostające w jej wyłącznej dyspozycji, monarchia ryzykuje, że traktowana będzie jako zakładniczka – jak ten król czeski, którego baronowie w XIV wieku wsadzili do więzienia i uwolnili dopiero wtedy, gdy uzyskali, czego chcieli.

Stosunki monarchii ze szlachtą, tak wielką, jak drobną, stoją więc pod podwójnym znakiem przymierza i napięć wybuchających niekiedy otwartym konfliktem. Każda monarchia musi to brać pod uwagę przy prowadzeniu swej polityki; musi również uwzględniać związki szlachty z duchowieństwem – władcą słów brzemiennych czynami – a także wojsko, miasta, które zasilają skarb państwa i dostarczają schronienia, a wreszcie nacisk z zewnątrz. Można uznać za regułę, że im bardziej ten nacisk przybiera na sile, tym koncesje na rzecz szlachty są ceteris paribus poważniejsze. W czym, biorąc z grubsza, tkwi uzasadnienie ich rozmiarów w różnych krajach i dat ich przyznawania. I co tłumaczy, dlaczego na wschodnich rubieżach chrześcijaństwa łacińskiego monarchowie przyznawali szlachcie przywileje, jakich ta nigdy nie zdołała uzyskać w Europie Zachodniej.

Druga połowa XI wieku to także okres politycznego przebudzenia miast. Jedne występują przeciw uciskowi seniorów. Inne dążą do zniesienia lub wykupienia ciążących na nich serwitutów. Jeszcze inne upominają się o prawo wybierania własnych urzędników, zarządzania swoimi sprawami, powoływania milicji dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa, organizowania wymiaru sprawiedliwości i panowania nad okolicznymi ziemiami. Wcześniej jeszcze na północy Italii miasta zaczęły przekształcać się w suwerenne państwa: Genua i Wenecja zachowają taki status do XVIII wieku, Florencja do XVI, kiedy stanie się stolicą Wielkiego Księstwa Toskanii. Tymi włoskimi miastami-państwami z reguły targają gwałtowne konflikty między starymi rodami, których bogactwo płynie z posiadłości wiejskich, a nowymi rodzinami kupieckimi i rzemieślniczymi; konflikty takie kończy zazwyczaj ustanowienie trwałej lub przejściowej tyranii. Tylko Wenecja uniknie podobnej ewolucji.

Wyjąwszy jednak włoskie republiki miejskie, los miast decyduje się w rozgrywce, w której uczestniczy troje partnerów: samo miasto, a ściśle – jego oligarchia lub patrycjat; senior kościelny lub świecki; monarchia, czyli państwo. W Królestwie Neapolu, w Hiszpanii na ziemiach odzyskanych, w południowej Francji, w Anglii, w Normandii i w Akwitanii rolę decydującą odgrywa państwo, które niekiedy z własnej inicjatywy przyznaje miastom pewną autonomię, zawsze jednak ograniczoną. W północnej Francji i we Flandrii, przeciwnie, inicjatywa należy do samych miast, z których wiele domaga się prawa do utworzenia komuny, stowarzyszenia mieszczan związanych przysięgą wzajemnej pomocy; ich walka przeciw seniorom, wspierana niekiedy przez króla, kończy się na ogół kompromisem: dla miasta komuna z samorządem, dla seniora zwierzchnictwo wojskowe, sądownictwo, zamek i podatki. Miasta królewskie najczęściej uzyskują jedynie ulgi podatkowe. W Niemczech niektóre miasta Nadrenii i Wybrzeża Bałtyckiego upodobniają się pod pewnymi względami do republik miejskich i rosną w potęgę, nadal jednak zachowując zależność od cesarza; inne pozostają pod panowaniem cesarskim, książęcym lub biskupim, im dalej na wschód, tym silniejszym. Podobnie dzieje się w Czechach, natomiast miasta węgierskie i polskie zaczną ubiegać się o autonomię dopiero w XIV wieku.

Niezależnie od swego statusu i od ustroju politycznego miasta europejskie stosują te same reguły zagospodarowania przestrzeni wewnętrznej; ślady, jakie na niej odcisną, zaczną się zacierać dopiero w XVIII wieku. Przestrzeń miejska, otoczona murami o równomiernie rozmieszczonych wieżach i bramach zamykanych na noc, ma zawsze dwa ośrodki: duchowy, ucieleśniony w katedrze, i świecki, przybierający czasem postać zamku, a później pałacu, czasem zaś ratusza, wyposażonego w komunach miejskich we własną wieżę, symbol wolności. Od XII wieku, najpierw w Île-de-France, a następnie, choć z ociąganiem i opóźnieniami, we wszystkich siedzibach diecezji chrześcijaństwa łacińskiego, katedra zaczyna robić się coraz większa, nadal jednak zachowując wysmukłą sylwetkę. Wystrzela coraz wyżej dzięki mistrzowskiemu wykorzystaniu krzyżujących się ostrołuków, a okna umieszczone wysoko i często ozdobione witrażami wpuszczają smugi barwnego światła, wędrujące po całym wnętrzu. Katedra tłumaczy na język architektury odnowę teologiczną, unaoczniając zarazem rosnące znaczenie miast, ogrom zgromadzonych tam bogactw i wzrost potęgi biskupów. A przede wszystkim świadczy o pobożności mieszkańców, królów i kupców, dla których egzystencja ziemska jest tylko wędrówką ku żywotowi wiecznemu. Utrzymują oni darami i jałmużną tę zbiorową modlitwę przekuwaną w kamień, która ciągle pozostaje w budowie, jakby jej wieczna niedokończoność miała świadczyć, że dzieła ludzkie nie mogą osiągnąć doskonałości.

Wewnętrzna organizacja katedry, jak każdego kościoła – a tych miasto średniowieczne liczy dziesiątki – odtwarza podziały społeczeństwa stanowego: jest tu miejsce i dla duchownych, i dla laikatu, a w tym oddzielnie dla szlachty, mieszczan i plebsu. I jak każdy kościół, tak i katedra otwarta jest dla wszystkich, dla ogółu wiernych przenoszących Chrystusa na drugi brzeg czasu, co często obrazuje gigantyczny święty Krzysztof namalowany przy wejściu. Jako miejsce kultu, lecz zarazem miejsce par excellence publiczne, katedra przeciwstawia się zatem zarówno zamkowi czy pałacowi, będącemu siedzibą seniora, jak ratuszowi, gdzie zasiadają dygnitarze miejscy i gdzie plebs wdziera się tylko podczas tumultów. Rozmiary wszystkich tych budowli pozwalają zresztą od razu dostrzec hierarchię władzy i pretensje kleru do zwierzchnictwa, podobnie jak domostwa osób prywatnych swymi rozmiarami odzwierciedlają hierarchię społeczną, widoczną także w strojach, które od pierwszego rzutu oka pozwalają rozpoznać, kto jest kim.

W społeczeństwie feudalnym stosunki między jednostkami były ze swej istoty hierarchiczne; równość pojawiała się tylko na samym dole drabiny społecznej, wśród ludzi, których nie rozróżniano, ponieważ się w ogóle nie liczyli. Nowe społeczeństwo, w którym wyodrębniło się już duchowieństwo i szlachta i w którym na scenę publiczną wkraczają miasta, składa się natomiast z hierarchii stanów; dwa z nich, szlachta i mieszczaństwo, dzielą się dodatkowo na warstwy złożone z równych sobie jednostek. Oczywiście, stosunki feudalne wcale jeszcze nie znikły, trwa też przekonanie o wzajemnych zobowiązaniach seniora i wasala, a więc i o prawie drugiego do wypowiedzenia posłuszeństwa pierwszemu, jeśli ten pogwałci warunki umowy. Jednak pojawienie się warstw złożonych z równych sobie osobników jest niewątpliwie nowością. Towarzyszy temu zmiana stosunków podporządkowania w łonie Kościoła: odtąd dotyczyć one będą nie osób fizycznych, lecz ról lub pozycji w hierarchii. Tak samo jest z rodzącą się administracją państwową. Wszystko to czyni możliwym powstanie instytucji przedstawicielskich.

Od XIII wieku w kolejnych krajach Europy zwołuje się okresowo zgromadzenia wielkich feudałów, tak świeckich, jak kościelnych. Opierając się na feudalnym prawie do przeciwstawiania się poczynaniom korony, gdy wykraczają poza jej tradycyjne uprawnienia, zgromadzenia te wyrażają zgodę na pobieranie przez skarb królewski takiego czy innego podatku jedynie za cenę ustępstw lub przywilejów, których zakres zależy od stosunku sił. Do zgromadzeń tych dołączą później zgromadzenia przedstawicieli szlachty i miast, wybierane przez szlachtę i mieszczan w celu obrony własnych interesów, którym możnowładcy często zagrażają bardziej niż monarchia. Takie są początki dwuizbowych lub trójdzielnych instytucji przedstawicielskich, których prerogatyw, a nawet samego istnienia, przyjdzie długo bronić przed zakusami państwa. Konflikt między potencjalnie demokratycznymi instytucjami przedstawicielskimi, ucieleśniającymi zasadę wyboru, a wszczepioną w sam kościec państwa zasadą kooptacji, z istoty hierarchiczną, będzie odtąd – aż po dziś dzień – wyznaczał główną oś życia politycznego krajów europejskich.

Rozdział 8Pierwsze zjednoczenie europejskie

Począwszy od XII wieku Europa jest rzeczywistą jednością o zasięgu współrozciągłym z chrześcijańską społecznością łacińską. Ale ta jedność, bardzo świeżej daty, nie obejmuje polityki. Obszar łaciński pozostaje mozaiką jednostek terytorialnych różnej wielkości i poddanych władzy o różnej randze, łączących się lub dzielących w wyniku kombinacji dynastycznych i których wzajemnych stosunków nie można ująć w żadną formułę ogólną. Wchodzą one często ze sobą w otwarty konflikt. Przez długi czas życie międzynarodowe ukierunkowują powtarzające się starcia Cesarstwa z papiestwem i wojny między Cesarstwem a Francją; później przyjdą niekończące się wojny francusko-brytyjskie, w których uczestniczy także Burgundia. Ekspansja królestwa Czech kieruje się ku Austrii, skąd po ciężkiej klęsce zwróci się w stronę Polski. Na Morzu Śródziemnym Genua walczy na śmierć i życie z Wenecją. Równolegle wybuchają i gasną niezliczone wojny o zasięgu lokalnym.

A przecież od czasu pierwszej krucjaty ducha europejskiego ożywia mit wspólnego działania przeciw niewiernym. Że jednak każda monarchia chciałaby obrócić odzyskanie Ziemi Świętej na własną korzyść, planowane wyprawy nigdy nie dochodzą do skutku. Ostatnie wspólne przedsięwzięcie Europejczyków, zdobycie Konstantynopola, zaowocuje natychmiast, ale na lat sześćdziesiąt zaledwie, utworzeniem wschodniego Cesarstwa Łacińskiego, a na długą metę – nienawiścią chrześcijan prawosławnych do katolików, która przetrwa wieki i przekreśli wszelkie późniejsze próby zjednoczenia, oraz osłabieniem Bizancjum, niezdolnego już dłużej opierać się nawale tureckiej. Turcy najeżdżają więc Bałkany, w ostatniej dekadzie XIV wieku podbijają Serbię, która czterdzieści lat wcześniej zdradzała nawet ambicje imperialne, niszczą Bułgarię, zajmują Bośnię i Albanię i narzucają swe panowanie rumuńskim księstwom Mołdawii i Wołoszczyzny. W połowie XV wieku Europa dowie się ze zgrozą o upadku Konstantynopola. W ciągu pierwszego trzydziestolecia XVI wieku Turcy w wyniku głośnego zwycięstwa zajmują Węgry, oprócz zachodniej części kraju, która przypadnie Habsburgom, i Siedmiogrodu, który zachowa niezależność, ale przy ograniczonej suwerenności. Wszystko to bezpośrednio zagraża północnym Włochom, Austrii i Polsce. Ale ani natarczywe wezwania papieży, ani broszury publicystów, ani wysiłki dyplomacji weneckiej wspomaganej przez polską i habsburską nie zdołają zjednoczyć Europejczyków przeciw Turkom, zwłaszcza gdy odnowi się konflikt między Francją a Cesarstwem, który za sprawą małżeństw i sukcesji przybierze od XVI wieku postać wojen między Francją a Hiszpanią, nowym mocarstwem na scenie światowej.

Z tymi podziałami politycznymi i z tym permanentnym stanem wojny uderzająco kontrastuje niewątpliwa jedność religijna, społeczna i kulturalna łacińskiej społeczności chrześcijańskiej. Jedność wierzeń i instytucji kościelnych, liturgii, kalendarza i świąt. Jedność stanowej organizacji społeczeństwa i podobieństwo instytucji reprezentujących stany wobec państwa, skrojonych na tę samą modłę, wyjąwszy kilka republik miejskich. Jedność pisma i języka używanego przez ludzi wykształconych, jedność nauczania i wiedzy świeckiej, jedność architektury i sztuk plastycznych, choć te wykazują pewne odrębności lokalne. Cały obszar europejski ujęty jest w sieć diecezjalną, której oczka zbiegają się wokół miast biskupich wyposażonych w katedry, biblioteki i szkoły, oraz w sieć parafialną, znacznie gęstszą, która warunkuje organizację nauczania podstawowego. Obie dostosowują się stopniowo do rozwoju miast i migracji wewnętrznych.

Obszar ten ma swoje centrum duchowe – Rzym, siedzibę papiestwa, Rzym, który nawet pozbawiony tej roli przez blisko siedemdziesiąt lat niewoli awiniońskiej, zachowuje jednak swą unikalną pozycję w Europie jako miasto cezarów i świętego Piotra, punkt przecięcia obu historii powszechnych, świeckiej i świętej. Obszar ten ma również swe szczególnie czcigodne miejsca kultu, które, jak Święty Jakub z Komposteli, przyciągają tłumy pielgrzymów. Ma swe stolice intelektualne – Paryż czy Bolonię – i swe ośrodki uniwersyteckie, mnożące się w wieku XIII i XIV; wiele z nich – jak Montpellier, Oksford, Padwa, Salamanka, Praga, Kraków, Heidelberg – promieniuje daleko poza granice własnego kraju. Uniwersytety, zorganizowane według tych samych zasad i gdzie komentuje się te same teksty tych samych, przez wszystkich cenionych autorytetów – przyciągają studentów licznych nationes, często zmieniających podczas studiów jeden ośrodek na inny. Także profesorowie są różnej narodowości. Uniwersytety kształtują zatem elitę europejską, której członkowie, nawet studiując w odległych miastach, przerabiają ten sam program właściwy wybranej dyscyplinie, czytają tych samych autorów i nabywają tych samych przyzwyczajeń umysłowych. Podobnie w nauczaniu podstawowym szkoły używają tych samych podręczników i ten sam zestaw dzieł można znaleźć we wszystkich bibliotekach podobnej klasy. Od Portugalii po Polskę i od południowych Włoch po Norwegię kroniki wszystkich ludów wywodzą je od Jafeta i od Trojan, co każdemu z nich zapewnia miejsce w obu historiach powszechnych.