Euforia - Sylvia Day - ebook
Opis

Gry i gierki… Mój kochanek Jax jest w nich mistrzem, nazwanie go genialnym strategiem nie byłoby przesadą. Pociąga za sznurki w waszyngtońskich kręgach władzy, wie, jak załatwiać sprawy za zamkniętymi drzwiami gabinetów. Niemal zniszczył moją karierę. Ale nie ma pojęcia, że kiedy nie podobają mi się zasady, tworzę własne. Tym razem nie dopuszczę, by wywinął się bez kary. W ogóle nie pozwolę mu się wywinąć. Kocham go zbyt mocno, by poddać się bez walki.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 170

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Sylvia Day

Euforia

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Facet jest naprawdę przystojny. W każdej chwili może przyjąć moje zamówienie.

Rozpakowując kosmetyki, spojrzałam ponuro na telewizor w hotelowym pokoju. Diabli wiedzą, po co włączyłam popołudniowy talk-show, ale nawet do głowy mi nie przyszło, że na ekranie zobaczę ukochanego mężczyznę i będę słuchać pięknych prezenterek rozpływających się nad jego urodą.

– Może wstawi kabiny do głosowania w każdej finansowanej przez Pembry’ego restauracji – dodała druga.

Kręcąc głową, ruszyłam do łazienki. Inwestycja Jaxa w Pembry Ventures nadal bolała. Nie byłam pewna, czy kiedykolwiek mu wybaczę, że tak mnie załatwił. Może nie powinnam brać tego do siebie, może chodziło wyłącznie o interesy, jednak są rzeczy, których nie robi się ukochanej osobie, a sabotowanie jej pracy, i to na dodatek uwielbianej, należy do tej listy.

Postanowiłam odkryć, dlaczego to zrobił, a potem się zemścić, i nawet miłość do Jaxa nie mogła tego zmienić. Zresztą akurat jeśli chodzi o ten szczególny przypadek miłości, to nie byłam pewna, czy w ogóle cokolwiek zmienia.

Właśnie wieszałam na haczyku kosmetyczkę, gdy zadzwonił telefon. Rozpakowywałam się pewnie dłużej niż Chad, więc uznałam, że jest już gotów, by udać się na plac budowy i przyjrzeć się, jak powstaje jego restauracja. A powstawała w hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Atlanta Mondego zmieniało się w supermodny lokal, czego wkrótce miał dowieść pył na podeszwach moich butów od Jimmy’ego Choo.

Chwyciłam słuchawkę w łazience, przycisnęłam policzkiem do ramienia i powiedziałam:

– Cześć. Już się rozgościłeś?

– Gia, do cholery, włącz komórkę!

Głęboki seksowny głos wdarł się w moje zmysły, przywołując gorące i bardzo mi drogie wspomnienia. Przeszył mnie dreszcz, że Jax zadał sobie tyle trudu, aby mnie odszukać. Jackson Rutledge był zapracowanym facetem, do tego wybrednym, jeśli chodziło o kobiety. Tropienie mnie po całym kraju było niepotrzebne i bardzo mi pochlebiało.

Oparłam się o ladę w łazience i oznajmiłam:

– Mam dla ciebie nowinę. Unikam cię.

– No to powodzenia.

Zacisnęłam zęby. I co z tego, że był nienasycony w łóżku? I co z tego, że ucieszył mnie jego telefon? Wciąż byłam na niego wściekła.

– Odkładam słuchawkę.

– Nie możesz przede mną uciekać – wycedził. – I nie możesz wciskać mi tego kitu, który wciskałaś mi wczoraj. Musimy pogadać.

– Zgadzam się, ale gdy rozmawiamy, często powtarzasz, że jestem i będę dla ciebie tylko koleżanką do pieprzenia i nie raczysz mi nic wyjaśnić. Naprawdę nie mam ochoty ani cierpliwości kręcić się w kółko. Jeśli nie zamierzasz odpowiedzieć na moje pytania, nie poświęcę ci więcej czasu.

– Poświęcisz mi znacznie więcej niż czas, Gia.

Przeszył mnie dreszcz. Znałam ten ton. Takim tonem faceci zapowiadają ostre pieprzenie.

– Chciałbyś – wycedziłam.

– Zaraz wyląduję, Gia. Za niespełna godzinę będę w hotelu, a ty się ze mną zobaczysz.

– Co takiego? – Mój zdradziecki puls przyśpieszył. Byłam pobudzona, odkąd rozstałam się z Jaxem poprzedniej nocy. Marzyłam o tym, żeby iść na całość. – Nie wierzę, że poleciałeś za mną aż do Atlanty. Skąd, do cholery, wiesz, gdzie jestem?

– Od twojej bratowej.

No to mam do pogadania z Denise. Była wprowadzona w sytuację, co oznaczało, że doskonale wiedziała, co robi, i zrobiła to celowo.

– No to zawróć i leć do domu – poradziłam mu. – Pracuję, Jax, a w sprawach zawodowych to już w ogóle nie mam do ciebie zaufania – dokończyłam zjadliwie.

Jego syknięcie podpowiedziało mi, że trafiłam w czuły punkt.

– Świetnie – rzucił ze złością. – Wyślę po ciebie samochód. Spotkamy się u mnie w hotelu.

– Nic z tego. Mam dużo roboty. Dam ci znać, jeśli będę wolna i znajdę neutralne miejsce na spotkanie.

Może bar, a może centrum handlowe. Niestety, nie mogłam ufać sobie samej, gdy już wiedziałam, co do mnie czuł.

– U mnie w hotelu, Gia – powtórzył. – Publiczne miejsce nic ci nie da. Gdziekolwiek wylądujemy, i tak będziemy się pieprzyć długo i ostro. Więc lepiej, żebyśmy nie trafili do więzienia ani na pierwsze strony brukowców, nie sądzisz?

– Naprawdę powinieneś popracować nad swoim ego – pośpieszyłam z poradą.

– Mała, jeśli to konieczne, będę pełzał przed tobą na czworakach.

Teraz ja ze świstem nabrałam powietrza. Wiedział, jak mnie podejść, jak skłonić, żebym się otworzyła, jak przełamać moje opory, żebym nie mogła się bronić.

Więc spróbowałam tego samego:

– Powiedz, że mnie kochasz, Jax.

Na chwilę zapadła cisza, po czym usłyszałam:

– Miłość między nami nie stanowi problemu.

Odłożył słuchawkę. Jak zwykle to ja usłyszałam sygnał przerwanej rozmowy.

– Nareszcie zaczyna nabierać kształtów – powiedział Chad, rozglądając się po placu budowy.

– I dobrze – poparłam go z uśmiechem.

Uścisnął moją dłoń. Miał na sobie rozpiętą pod szyją elegancką koszulę, którą wsunął w luźne dżinsy. Kasztanowe włosy były nieco za długie, a grzywka opadała na czoło tuż nad nieprawdopodobnie zielonymi oczami. Nie ulegało wątpliwości, że Chad Williams to kawał przystojniaka.

Idąc tutaj, zwrócił na siebie uwagę wielu kobiet, które jednak kompletnie zignorował. Liczyłam, że tak będzie przynajmniej do otwarcia pierwszej restauracji. Widziałam już niejednego szefa kuchni, któremu woda sodowa uderzyła do głowy i w rezultacie ucierpiały na tym interesy.

– No i co dalej? – spytał, odwracając się ku mnie.

– Mondego czekało z rozpoczęciem poważnych robót na podpisanie umowy – wyjaśniłam. – Architekci przerobią wstępny projekt, aby pomieścić trzech szefów. Kiedy ustalimy, czy ci to pasuje, podpiszemy papiery i zabiorą się do pracy.

– Boże. – Uśmiechnął się szeroko. – Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę te plany.

– Jutro się im przyjrzymy, co powinno nam uzmysłowić, jak będzie wyglądała całość. Po powrocie do Nowego Jorku spotkamy się we czworo, ty, Inez, David oraz ja, i podyskutujemy o menu na pojedynek szefów kuchni. Dobrze byłoby wymyślić regionalne odmiany w oparciu o lokalizację hoteli.

– No tak… – Chad pokiwał głową. – Ile Inez i David będą mieli do powiedzenia w tym całym procesie?

– W kwestii menu bardzo dużo – odparłam szczerze. – Wybraliśmy ich ze względu na talent i muszą pokazać, z czym sobie radzą najlepiej. Ale poza tym ostatnie słowo należy do ciebie. Ty jesteś w tym gronie najsłynniejszym szefem kuchni, a oni przynamniej na razie grzeją się w cieple twojej sławy.

– Mam nadzieję, że nie wynikną z tego żadne problemy. – Uśmiechnął się niewesoło.

– Moim zdaniem to będzie łatwiejsze niż praca z twoją siostrą.

– Ha! Bez wątpienia.

Żartował, ale dostrzegłam przygnębienie w jego oczach. Wszystko układałoby się lepiej, gdyby Stacy podjęła się tego przedsięwzięcia razem z nim. Jax dołożył się do ostatecznego rozłamu między rodzeństwem, co zakrawało na ironię, biorąc pod uwagę, jak wiele robił dla własnej rodziny.

– Dzwoniłeś do niej, odkąd rozeszły się wieści o Rutledge Capital i Pembry Ventures? – spytałam spokojnie, bez emocji.

– Po co? – odparł ze złością. – Żeby mogła triumfować?

– Żebyś mógł jej pogratulować. Wiesz, wyciągnąć gałązkę oliwną.

– Miałaby to gdzieś.

– Może. – Położyłam mu dłoń na ramieniu. – Ale lepiej się poczujesz, jeśli to zrobisz. A potem, kiedy już Stacy ochłonie, będziesz mógł to wykorzystać przeciwko niej.

– Aha… – Zaśmiał się cicho. – Pomyślę o tym.

– Jesteś głodny?

– Jak wilk. Zjedzmy coś. – Wyciągnął do mnie rękę. – W tych okolicach jest mnóstwo lokali ze świetnym smażonym kurczakiem i goframi.

– Gofry i smażony kurczak? – przeraziłam się. – Jednocześnie?

– To fantastyczna kombinacja, skarbie. Dopóki tego nie spróbujesz, nie masz prawa mówić, że naprawdę żyjesz.

– Dziwne, bo mam wrażenie, że to mnie zabije. A przynajmniej dołoży kolejnych pięć kilo, których nie potrzebuję.

Chad podniósł moją rękę do ust, ucałował palce, po czym zaproponował:

– W takim wypadku pomogę ci je zrzucić.

– Jesteś bardzo niegrzeczny, Chadzie Williamsie – oznajmiłam z uśmiechem.

Ten niegroźny flirt stanowił miły kontrast z zachowaniem Jaxa, który był niebezpieczny pod każdym względem.

Jakby czytając w moich myślach, Chad powiedział:

– Nie wiem, czy to prawda, ale Lei wspomniała, że coś cię łączy z Jacksonem Rutledge’em.

Zamarłam, ale już po chwili uświadomiłam sobie, że Lei postąpiła słusznie. Lepiej było porozmawiać o tym teraz, niż dopuścić do tego, aby Chad dowiedział się później i uznał, że celowo to przed nim zataiłyśmy.

– Spotykałam się z nim krótko kilka lat temu – odparłam.

– A teraz? – Zerknął na mnie. – To on przysłał ci kwiaty?

– Tak. Teraz… – Pomyślałam o tym, że leciał za mną prywatnym odrzutowcem, bo chciał się ze mną spotkać, czy też, mówiąc dokładniej, przespać się ze mną. – Znowu wrócił do mojego życia i miesza się do mojej pracy, co mi się nie podoba.

– Ale co ci się nie podoba? Jego obecność w twoim życiu czy mieszanie się do pracy? A może jedno i drugie?

– Praca to moje życie – oznajmiłam, gdy wyszliśmy na podjazd i zamachaliśmy, żeby przywołać taksówkę. – Jackson Rutledge nie narobi ci problemów. Ty, Inez i David jesteście związani z Mondego. Ruszyliśmy z miejsca, stoicie na twardym gruncie.

– A ty możesz mieć przez niego problemy? – zaniepokoił się.

– O mnie się nie martw.

Objął mnie ramieniem i przytulił.

– Oczywiście, że będę się o ciebie martwił – szepnął. – Jesteś moją przepustką.

– Do czego? – Trąciłam go biodrem.

– Jakbyś nie wiedziała, kochanie. Do sławy i pieniędzy.

Musiałam przyznać, że smażony kurczak i gofry okazały się wyborne. Zjadłam więcej, niż powinnam, i miałam wrażenie, że nie tyle wróciłam, co dotoczyłam się do hotelu. Chętnie bym się zdrzemnęła, ale o wpół do czwartej mieliśmy spotkanie z kierownikiem, a nie chciałam być zaspana. To nie było nic ważnego, tylko grzecznościowe powitanie przy kawie, ale w interesach zawsze trzeba dbać o takie detale.

Otworzyłam laptop i usiadłam za biurkiem, po czym zaczęłam przeglądać mejle. Od razu odpowiedziałam na jeden od Lei na temat Davida Lee, a potem otworzyłam drugi, od Deanny Johnson, który rzucił mi się w oczy w chwili otwarcia skrzynki. Wyjęłam telefon z torebki, włączyłam go i wystukałam numer komórki podany w podpisie mejla. Zignorowałam komunikaty o wiadomościach w poczcie głosowej i o SMS-ach od Jaxa, natomiast po chwili usłyszałam:

– Deanna Johnson.

– Witam, tu Gianna Rossi – odparłam.

Jej profil na LinkedIn był otwarty w jednym z okienek mojej przeglądarki. Przełączyłam się na niego, przyglądając się uważnie zdjęciu. Była ładną brunetką o długich włosach i ciemnych oczach. Gdy spotykała się z Vincentem, tworzyli uroczą parę, bo pasowali do siebie wizualnie. Jednak długo ze sobą nie byli, ale nic w tym dziwnego, bo Vincent, jeśli chodzi o związki, należał do krótkodystansowców. Owszem, chciałby mieć dziewczynę na stałe, niestety był marnym partnerem, bo koszmarnie dużo czasu pracował U Rossich.

– Witaj, Gianna – oznajmiła. – Jak się masz?

Oparłam głowę o zagłówek, wyciągnęłam nogi i zrzuciłam szpilki.

– W porządku, a ty?

– Jak zwykle szukam ciekawej historii. – Jej głos się zmienił, spoważniał. – Vincent mówił, że chciałaś, abym coś sprawdziła. Nic nie pokręcił?

– Nie, nic. Chodzi o Jacksona Rutledge’a.

– No właśnie, Jackson Rutledge. – Odetchnęła głęboko. – Dowiem się, dlaczego mam go dla ciebie prześwietlić?

– Bo… bo się widujemy.

– Enigmatyczny milioner, który ma więcej tajemnic niż dolarów? – Deanna zaśmiała się cicho. – Skąd ja znam takich facetów? No, znam.

Uszczypnęłam grzbiet nosa, świadoma, że byłoby dla mnie lepiej, gdybym dała sobie z tym spokój. A także świadoma, że tego nie zrobię.

– Po prostu chcę go rozgryźć. – Westchnęłam, nie zdołałam się powstrzymać. – Muszę wiedzieć, czy jak głupia nie tracę czasu, próbując zrobić, co się da, żeby to wypaliło.

– Pewnie tracisz – odparła bez ogródek. – A czego konkretnie szukasz? Nie jestem prywatnym detektywem, a na temat rodziny Rutledge’ów i jej poszczególnych członków znajdziesz wiele książek. Z kolei do poszukiwania byłych dziewczyn może posłużyć ci Google.

– Nie, to mnie nie interesuje. Może faktycznie nie zdołasz mi pomóc. Może szukam czegoś, co tylko on może mi wyjawić. – Znów westchnęłam. – Nie rozumiem, dlaczego jest gotów zrobić wszystko dla swoich bliskich, skoro tak bardzo ich nie lubi. Wielokrotnie ostrzegał mnie przed nimi. Początkowo myślałam, że to taki wybieg, że tak naprawdę ukrywa mnie jak wstydliwy nałóg, ale teraz mam wrażenie, że chroni mnie przed nimi.

– Jeśli zależy mu na tobie, to faktycznie może tak być. Musisz zrozumieć, że Rutledge’owie są jak żarłacze tygrysie. Zżerają się nawzajem, aż zostanie najsilniejszy.

Zamarłam, przypominając sobie, co Jax powiedział do mnie wczoraj: „Pływasz z rekinami, a zachowujesz się, jakbyś była na wakacjach”.

– W porządku – oznajmiłam ostrożnie, myśląc o ojcu Jaxa. – Wobec tego kto w tej rodzinie jest przywódcą stada? Parker Rutledge?

– Bez wątpienia.

Jax wspominał, że jego rodzice pobrali się z miłości, a potem wzajemnie się unieszczęśliwili.

– Co wiesz o mamie Jaxa? – zapytałam.

– Leslie Rutledge to prawdziwa zagadka. Pięć lat przed śmiercią w ogóle przestała pojawiać się publicznie, a już wcześniej robiła, co mogła, żeby unikać rozgłosu.

– Jax nie chce o niej rozmawiać.

– Spróbuję popytać, może coś wyjdzie na jaw, ale to trochę potrwa. Za każdym razem, gdy tkniesz się spraw Rutledge’ów, pojawia się ich ochrona.

Westchnęłam ciężko. Chyba mi odbiło, skoro liczyłam na normalne życie z Jaxem.

– Będę wdzięczna za wszystko, co znajdziesz. I oczywiście zapłacę – zapewniłam solennie.

– No ja myślę.

Usiadłam i poruszyłam ramionami, by choć trochę się rozluźnić. Owszem, zamierzałam spytać Jaxa o rodzinę, ale co szkodzi przygotować plan B, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak układało nam się dotychczas.

– Dziękuję, Deanna – powiedziałam.

– Uważaj na siebie, dobrze? Tacy faceci naprawdę potrafią załatwić dziewczynę, jeśli nie jest ostrożna.

– Wiem, wiem… Dzięki. Ty też na siebie uważaj.

Rozłączyłyśmy się, a ja położyłam smartfona na biurku. Miałam wrócić do mejla, kiedy nagle komórka pisnęła, oznajmiając otrzymanie SMS-a, jak się okazało, od Jaxa. Wystukałam stopami zwycięski taniec na dywanie, zanim uświadomiłam sobie, co robię.

SMS miał taką treść:

„Wiem, że o mnie myślisz”.

– No i dobra – prychnęłam, wpatrując się w ekran.

Po czym odpisałam:

„Najwyraźniej to ty myślisz o mnie”.

„Śniłaś mi się”.

Uśmiechnęłam się do siebie, bo sama niemal nieustannie śniłam o Jaksie.

I wystukałam złośliwie:

„Mam nadzieję, że śnił ci się koszmar o tym, jak ci zdmuchnęłam interes sprzed nosa”.

Po minucie przyszła odpowiedź:

„To był sen erotyczny o tym, jak mi dmuchałaś interes”.

Wybuchnęłam śmiechem. Jak widać, Jax zmienił taktykę. Przestał odgrywać trudnego do zdobycia i po prostu otwarcie ze mną flirtował. Dobrze wiedział, kiedy dana strategia nie odnosi skutku i nastał czas, by zastąpić ją inną.

Zaczęłam pisać odpowiedź, ale Jax mnie uprzedził i zadzwonił telefon. Odebrałam, jednak zanim zdążyłam się przywitać, usłyszałam:

– Tak dobrze mi obciągnęłaś, mała, że nie mogłem oddychać. Twoje usta doskonale pasują do mojego kutasa, językiem wyprawiasz cuda. Szybko doszedłem, a ty wszystko połknęłaś, Gia. Do ostatniej kropelki.

Przez chwilę nie miałam pojęcia, co powiedzieć. Mój umysł zalały obrazy przedstawiające to, o czym mówił. Uwielbiałam brać go do ust, uwielbiałam jego smak i zapach. Co więcej, uwielbiałam to, jak się zatracał. Był zupełnie bezwstydny w swojej rozkoszy. W takich chwilach czułam między nami tę bliskość, której zazwyczaj mi brakowało.

– Zawsze lubiłaś mi obciągać – dodał z rozmarzeniem. – A ja najchętniej spędziłbym w twoich ustach każdą wolną minutę.

W końcu odzyskałam mowę:

– Samolubny sukinsyn.

– Jeśli chodzi o ciebie, to i owszem. – Podsumował to westchnieniem, które zarazem było wstępem do kolejnych słów: – Leżę w łóżku nago, stoi mi i się zastanawiam, dlaczego cię tu nie ma.

– Nie powinieneś czymś się zająć? – spytałam kąśliwie.

– Tobą.

Usłyszałam w tle dźwięk nadchodzącego mejla i zachichotałam.

– Kłamca. Pracujesz.

Dawniej lubiliśmy nakręcać się przez telefon, co wielokrotnie kończyło się jednoczesnym szczytowaniem. Przepadałam za tym, jak wypowiadał moje imię, kiedy dochodził.

– Winny – przyznał bez cienia skruchy. – Próbowałem nie myśleć o tobie, ale jakoś mi nie wyszło.

– Może dlatego, że pracujesz nad umową, którą mnie załatwiłeś.

– Obiecałaś mi rundkę pełnego złości seksu – mruknął cicho. – Nadal na to czekam, mała.

– Raczej nie powinieneś narażać penisa na bliskość moich zębów, kiedy czuję do ciebie to, co w tej chwili.

Jax roześmiał się, a ja skuliłam palce u stóp. Miał cudowny śmiech, głęboki i donośny.

– Nawet groźby cielesne nie działają na moją erekcję. Przyjedź, Gia.

– Nie mogę. Niedługo mam spotkanie. – Wstałam i podeszłam do okna. Byłam niespokojna. Odsunęłam zasłonę i spojrzałam na panoramę Atlanty. Gdzie był Jax? To pytanie zadawałam sobie codziennie przez ostatnie dwa lata. On jednak nie musiał o nic pytać, bo przecież kazał mnie śledzić. – Poza tym czy nie wspomniałeś, że musimy porozmawiać? Bardzo wątpię, czy byśmy rozmawiali, gdybym się tam znalazła.

Przez chwilę milczał, a potem oświadczył, zupełnie zmieniając temat:

– Masz fantastyczną rodzinę. Przy nich zawsze wiedziałem, na czym stoję, nawet kiedy mieli do mnie pretensję. Mówią prawdę prosto w oczy i nie tracą czasu na pierdoły. To dobrzy ludzie.

– Dzięki… – Wzruszyły mnie te słowa. Byłam dumna, że należę do rodziny Rossich.

– Moja rodzina jest inna, Gia. Nie daj się zwieść urokowi Parkera. Poświęca czas jedynie tym ludziom, którzy są dla niego użyteczni.

– Jax, przecież ja nic nie mam.

– Masz mnie – powiedział ponuro.

– Chcesz powiedzieć, że twój ojciec użyje mnie przeciwko tobie?

– To całkiem możliwe. A może po prostu cię użyje i kropka. Może wykorzystać cokolwiek. Wierz mi, że w tym kryje się jakiś haczyk.

Zastanawiałam się nad tym przez chwilę, próbując zrozumieć relacje łączące ojca i syna, którzy nie ufali sobie nawzajem.

– Jax, czy właśnie dlatego unikałeś mnie przez ostatnie dwa lata?

– Unikałem cię, bo tak było najlepiej dla ciebie.

Ta niejasna odpowiedź mnie wkurzyła.

– A jednak tu jesteś. Podaj mi dobry powód, dla którego powinnam się z tobą spotkać – powiedziałam podniesionym tonem.

– Chcesz tego – odparł natychmiast.

– Sugeruję, żebyś się bardziej postarał.

Jax westchnął ciężko, po czym oznajmił:

– Bo ja tego chcę. Bo pragnę spędzać z tobą czas. Bo przy tobie czuję się jak człowiek, a nie jak kompletny dupek.

Zamknęłam oczy i położyłam rękę na sercu, próbując pozbyć się bólu. Chciałam wiedzieć, dlaczego zawsze odnosił się do siebie z taką pogardą, dlaczego uważał, że nie jest dla mnie dość dobry. Musiałabym się mocno poświęcić, gdybym naprawdę pragnęła poznać odpowiedzi na te pytania. Mimo to odrzekłam szczerze:

– Przy tobie czuję się samotna. Przypominam sobie wtedy, dlaczego potrzebuję stabilnego związku z kimś, na kim mogę polegać.

– Chciałbym być tym facetem – powiedział cicho.

– Też bym tego chciała, Jax.

Tytuł oryginału: Aftershock

Pierwsze wydanie: Harlequin COSMO, 1994

Opracowanie graficzne okładki: Robert Dąbrowski

Redaktor prowadzący: Grażyna Ordęga

Opracowanie redakcyjne: Władysław Ordęga

Korekta: Małgorzata Narewska

Aftershock – 2014 by Sylvia Day LLC

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieł w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B. V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin jest zastrzeżony.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-0981-6

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com