Elita. Eagle Elite. Tom 1 - Rachel Van Dyken - ebook

Elita. Eagle Elite. Tom 1 ebook

Rachel Van Dyken

4,5
26,90 zł

lub
Opis

Początek gorącej serii pełnej tajemnic i niebezpiecznych mężczyzn!

Tracey Rooks wygrywa stypendialną loterię, dzięki czemu może rozpocząć naukę w prestiżowej prywatnej szkole. W Eagle Elite trafia na wszystko, czego nie znała: przepych, luksus oraz nienawiść. Dlaczego ta zwykła dziewczyna z farmy przyciąga same kłopoty?

Nixon to przywódca najpotężniejszej grupy w szkole. Na Elektów nie wolno patrzeć, nie wolno do nich mówić, nie wolno nawet oddychać w ich towarzystwie. Chyba że na to pozwolą.

Pomiędzy Tracey i Nixonem zaczyna iskrzyć, chociaż ciężko im się ze sobą dogadać. Są jednak osoby, którym się to nie podoba i zrobią wszystko, aby dziewczyna nie poznała prawdy. Czy Eagle Elite jest miejscem dla niej?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 308

Popularność




Elita

„To jak na razie najlepsza książka tej autorki”. 

– Book-Whisperer.blogspot.com

„Dobrze się zapowiada, więc na razie 4 gwiazdki!

To bardzo świeża, szalona i zabawna książka, po prostu inna. Nie mogę się doczekać, by przeczytać następną część

pod tytułem Elect… Sądząc po pierwszej części,

kolejne będą fantastyczne”. 

– NewAdultAddiction.com

Elect

„Sekrety, poświęcenia, krew, strach, oddanie…

Ta książka ma wszystko, co kocham! Rachel Van Dyken

to wspaniała autorka!” 

– GirlBookLove.com

„Ta książka zabierze cię na przejażdżkę emocjonalnym

rollercoasterem. Opowiada o jednej z najlepszych

historii miłosnych. Nixon oczywiście trafił na moją listę

książkowych chłopaków”. 

– SoManyReads.com

The Bet

„Już dawno nie śmiałam się tak bardzo przy książce.

The Bet to ciepła, czasami komiczna historia.

Tak naprawdę przeczytałam ją dwukrotnie”. 

– RecommendedRomance.com

The Wager

„Rachel Van Dyken szybko stała się jedną

z moich ulubionych autorek i nie mogę się doczekać,

by zobaczyć, co szykuje dla nas w przyszłości.

The Wager to książka, którą muszą poznać wszyscy ci,

którzy kochają historie miłosne z humorem.

Po przeczytaniu tej pozycji jeszcze długo będziecie pod wrażeniem, a uśmiech nie zejdzie Wam z twarzy”. 

– LiteratiBookReviews.com

Prolog

Nie wiem, kto mi powiedział, że życie jest proste, ale wiem, że kłamał. Życie jest trudne. Jest do kitu. A najśmieszniejsze jest to, że nikt nie ma na tyle odwagi, by to przyznać. Każdy, dosłownie każdy, ma jakiś sekret. Każdy ma historię, którą należy opowiedzieć. Cierpienie jest wszędzie; jako ludzie praktycznie toniemy w jego esencji, a jednak wszyscy udajemy, że nie istnieje. Wierzymy, że wszystko jest w porządku, chociaż tak naprawdę wszystko w nas krzyczy w gniewie. Nasza dusza błaga nas, żebyśmy chociaż raz byli w życiu szczerzy. Błaga nas, żebyśmy zwierzyli się chociaż jednej osobie. Zmusza nas, żebyśmy obnażyli się przed nią, a gdy tylko to robimy, wszystko staje się lepsze.

Przez chwilę życie nie jest tak skomplikowane, jak się wydaje. Jest łatwe. A potem gilotyna opada.

Kiedy poznałam Nixona, nie miałam jeszcze pojęcia, co szykuje dla mnie los. Nawet w najśmielszych marzeniach sobie tego nie wyobrażałam.

– Wszystko… – Przełknął głośno ślinę i na chwilę odwrócił wzrok, a potem ujął moją dłoń i ją pocałował. – Wszystko się zmieni.

Rozdział 1

– Czuję twój oddech na karku, Trace. – Dziadek ścisnął kierownicę i uśmiechnął się do mnie słabo, a potem poklepał mnie po dłoni.

Tak, poklepał mnie po dłoni.

Jakby to miało mnie uspokoić.

Zamknęłam oczy i odetchnęłam głęboko kilka razy, próbując się skoncentrować na ekscytacji, a nie strachu. Nie chciałam się bać, tylko dlatego że ta sytuacja była dla mnie nowa.

Jasne, do wczoraj nigdy nie leciałam samolotem, ale przecież ja wcale nie panikowałam… A w każdym razie jeszcze nie.

Tęskniłam za moimi psami i za wszystkim, co znajdowało się na naszym ranczu w Wyoming. Kiedy moja schorowana babcia zasugerowała, bym wzięła udział w konkursie, zgodziłam się, żeby ją uszczęśliwić – zrobiłabym wszystko, by chociaż przez chwilę nie skupiała się na swojej chorobie. Poza tym każdy marzy o studiach w Eagle Elite, jednak szanse na to, że się tam dostaniesz, są niemal równe zeru – jakaś firma przeprowadziła badanie i przedstawiła wniosek, że szansa na to jest tylko odrobinę większa niż na to, że twoje ciało zmieni się w ciało wieloryba.

Chyba wychodzi więc na to, że jestem wielkim, ogromnym, grubym wielorybem, bo się dostałam. Jestem całkiem pewna, że ta firma przeprowadziła to badanie w ramach żartu, ale co z tego. Spośród miliona aplikujących wyciągnięto mój numer, moje imię. Więc strach… tak, w tej chwili nie był opcją. Studiowanie na pierwszym roku w Eagle Elite oznaczało, że będę ustawiona do końca życia. Będę miała szansę na karierę, a także wszelkie środki, by osiągnąć sukces. Dostałam szansę, o której inni mogą tylko pomarzyć.

Niestety, w tym świecie liczy się to, kogo znasz, a mój dziadek, chociaż to cudowny człowiek, zna się tylko na tym, jak prowadzić ranczo i być dobrym dziadkiem. Więc zrobię to. Zrobię to dla siebie i dla niego.

– Czy to już? – Dziadek wskazał na coś, przerywając moją wewnętrzną przemowę motywacyjną. Opuściłam szybę i wyjrzałam na zewnątrz.

– Eee… Na bramie jest napisane E.E. – wymamrotałam, wiedząc doskonale, że patrzę na żelazną bramę, z której byłoby dumne każde więzienie.

Mężczyzna wyszedł z małej budki znajdującej się niedaleko wejścia i pomachał do nas. Kiedy się pochylił przy samochodzie, zobaczyłam broń ukrytą pod jego kurtką. Po co mu broń?

– Nazwisko – zażądał.

Dziadek się uśmiechnął. Oczywiście. Pokręciłam głową, gdy przygotował się, by wygłosić przed ochroniarzem przemowę, tę samą, którą przedstawiał od kilku miesięcy wszystkim naszym sąsiadom.

– Widzi pan, moja wnuczka, Trace – wskazał na mnie, a ja zagryzłam wargę, by się nie uśmiechnąć – dostała się do tej elitarnej szkoły, bo wygrała coroczną loterię Elite! Da pan wiarę? Właśnie ją przywiozłem. – Jak to możliwe, że dziadek zawsze był taki opanowany? Może dlatego, że też zawsze miał przy sobie broń. On i babcia byli najfajniejszymi dziadkami, nie mogłabym prosić o lepszych.

Przełknęłam palące mnie w gardle łzy. Babcia i dziadek powinni mi tu towarzyszyć razem, ale ona zmarła na raka jakieś pół roku temu, tydzień przed tym, kiedy dowiedziałam się o wygranej.

Dziadkowie byli całym moim światem. Wychowali mnie. I to wcale nie jest takie złe, a przynajmniej wtedy, gdy ma się takich dziadków jak ja. Dziadek nauczył mnie, jak jeździć konno i doić krowy, a babcia piekła najlepszą szarlotkę w stanie. Wygrywała nagrodę za to ciasto na każdym stanowym kiermaszu.

Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy byłam bardzo mała. Nie pamiętam wiele poza tym, że tej nocy, gdy zmarli, poznałam również swoich dziadków. Miałam wtedy sześć lat. Dziadek był ubrany w garnitur. Przyklęknął przede mną i powiedział coś po włosku, a potem on i babcia zabrali mnie do swojego czarnego mercedesa. Dla mnie zmienili całe swoje życie – mówili, że mała dziewczynka nie powinna mieszkać w wielkim mieście. Chicago nie wydawało mi się takie złe, przynajmniej tak wynika z moich wspomnień, których było niewiele.

Uśmiechnęłam się do dziadka przez łzy, a on wyciągnął rękę i złapał moją dłoń w swoją – dużą i zniszczoną. Poświęcił dla mnie wszystko, a ja zamierzałam pójść do tej szkoły dla niego. I dla babci. Może to brzmi głupio, ale jako jedynaczka czułam tę przemożną potrzebę, by zadbać o niego teraz, gdy babci już nie było, i mogłam to zrobić tylko przez znalezienie dobrej pracy, dzięki której będzie ze mnie dumny. Nie wiedziałam, czy utrzyma się dzięki emeryturze, czy w inny sposób, ale chciałam o niego zadbać tak, jak on zadbał o mnie. Był moją opoką i teraz ja musiałam nią być dla niego.

Dziadek puścił do mnie oko i uścisnął moją dłoń. Był również bardzo spostrzegawczy. Wiedział, że myślałam o babci, bo pokiwał głową i wskazał na moje serce, potem na swoje, jakby chciał powiedzieć: „Nosisz ją w swoim sercu. A ja w swoim”. Wszystko będzie dobrze.

– Nie jesteś stąd, prawda? – Mężczyzna przerwał nam, kierując pytanie do mnie.

– Nie, proszę pana.

Zaśmiał się.

– Proszę pana? Hmm… Podoba mi się, jak to brzmi. No dobra, masz pozwolenie. Jedźcie prosto przez dwa kilometry i czterysta metrów. Parking znajduje się po prawej stronie, a akademiki są naprzeciwko niego. Może ją tam pan wysadzić.

Klepnął w dach samochodu, a brama otworzyła się przed nami.

Serce podeszło mi do gardła. Mijaliśmy duże drzewa rosnące wzdłuż drogi, gdy jechaliśmy wypożyczonym samochodem w stronę akademików.

Nic mnie nie przygotowało na to, co zobaczyłam. Budynki były ogromne. Wszystko zostało zbudowane ze starego kamienia i cegły. Oczywiście, widziałam zdjęcia, ale zupełnie nie oddawały rzeczywistego stanu. Akademiki wyglądały jak luksusowe hotele.

Kolejny ochroniarz podszedł do samochodu i nakazał dziadkowi zgasić silnik. Otworzyłam usta ze zdziwienia i odchyliłam głowę, by przyjrzeć się jedenastopiętrowemu budynkowi.

– Przyjechała nowa. – Usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i szczęka znowu mi opadła.

– Taka czysta i niewinna. Jak mała owieczka, prawda, Chase? – Chłopak przekrzywił głowę. Ciemne włosy opadały mu na czoło. Miał kolczyk w wardze, a ubrany był w podarte dżinsy i obcisłą koszulkę.

Cofnęłam się jak mała owieczka – a tak naprawdę wieloryb, którym byłam.

Mój dziadek podszedł do mnie, jak zawsze był opiekuńczy, i sięgnął do kurtki, pewnie po broń, którą zawsze tam nosił. Byłam pewna, że tylko chciał nastraszyć tych chłopaków.

– Komitet powitalny? Co za miłe miejsce. 

Wszyscy wiedzieli, że chłopcy stojący przed nami nie przyszli nas przywitać i na pewno nie byli częścią komitetu powitalnego, ale dziadek chciał tylko coś im wytknąć, pokazać, że mnie chroni. Stanęłam za nim i przełknęłam ślinę, chociaż gardło miałam suche.

– Jakiś problem? – zapytał dziadek, podwijając rękawy. Wow. Czy mój siedemdziesięciodwuletni dziadek zamierzał się bić?

Chłopak z przebitą wargą zrobił krok w przód i zmrużył oczy, przyglądając się dziadkowi.

– Czy my się znamy?

Dziadek się zaśmiał.

– A znasz jakiegoś farmera z Wyoming?

Chłopak podrapał się po głowie, przez co jego koszulka podciągnęła się i odsłoniła cudowne mięśnie brzucha i opaloną skórę. Przełknęłam ślinę i złapałam dziadka za ramię.

Chłopak o imieniu Chase prychnął i uderzył w plecy tego drugiego, który zgromił mnie spojrzeniem, a potem podszedł bliżej, dotknął mojego podbródka i zamknął mi buzię.

– Teraz lepiej – wyszeptał. – Nie chcielibyśmy, żeby nasza biedna przybłęda zadławiła się robakiem pierwszego dnia szkoły. – Zerknął na dziadka, potem na mnie i odszedł.

Kolega dołączył do niego i obaj zniknęli w akademiku. Czułam, że twarz mi płonie ze wstydu. Nie miałam zbyt dużego doświadczenia z facetami. Okej, mogę przyznać, że pierwszy pocałunek dzieliłam z Chadem Thomsonem i było okropnie. Ale pomimo braku doświadczenia czułam, że z tymi nowymi chłopakami będą problemy.

– Nie podobają mi się ci chłopcy. Przypominają mi o… Cóż, to nie ma znaczenia. – Dziadek podrapał się po głowie, a potem podszedł do bagażnika samochodu i zaczął wyciągać moje rzeczy. Wciąż próbowałam przeboleć fakt, że się zbłaźniłam, gdy nagle ktoś do nas podszedł, trzymając podkładkę z klipsem.

– Rodzinom nie wolno wchodzić do akademików. Przepraszam. Takie są zasady. – Dziewczyna zrobiła balona z gumy i puściła oko dziadkowi. Czy ona z nim flirtowała? Co to, do cholery, za szkoła? Faceci nosili kolczyki i traktowali ludzi jak śmieci, a dziewczyny flirtowały ze starszymi ludźmi.

Dziadek posłał mi zmartwione spojrzenie i westchnął, opierając dłonie o wynajęty samochód, jakby próbował przygotować się na burzę emocji.

– Jesteś pewna, że sobie poradzisz?

Westchnęłam ciężko i spojrzałam na przerażający budynek. Musiałam to zrobić dla niego, dla nas. To dlatego w ogóle wzięłam udział w rekrutacji.

Odetchnęłam głęboko, odeszłam od niego i uśmiechnęłam się, siląc się na pewność siebie.

– Dam sobie radę, dziadku, ale będę bardzo tęsknić. – Ciepłe łzy szybko spływały po mojej twarzy, gdy podeszłam do niego, by się przytulić.

– Mam coś dla ciebie. Wiem… – Zakaszlał i otarł kilka łez. – Wiem, że ona by chciała, żebyś je miała, Trace.

Bez słowa odszedł ode mnie i wyciągnął z tylnego siedzenia samochodu małe pudełko, a potem odwrócił się i mi je podał.

– Otwórz je dopiero gdy znajdziesz się w swoim pokoju. Będę za tobą bardzo tęsknił.

Znowu go przytuliłam i zamknęłam oczy, zapamiętując to, jak bardzo jego korzenny zapach przypominał mi o domu.

– Ja będę bardziej.

– Niemożliwe – powiedział zachrypniętym głosem. – To niemożliwe, skarbie.

Wypuścił mnie i wcisnął mi trochę gotówki w dłoń. Spojrzałam na zaciśnięte palce i zauważyłam kilka studolarowych banknotów zwiniętych gumką w rolkę.

– Nie mogę tego przyjąć. – Próbowałam oddać mu pieniądze, ale uniósł dłonie i zaśmiał się.

– Nie, twoja babcia przewróciłaby się w grobie, gdyby wiedziała, że przywiozłem cię do jakieś elitarnej szkoły bez pieniędzy na czarną godzinę. Zatrzymaj je. Ukryj w poduszce czy gdzieś, okej?

– Dziadku, już nie żyjemy w czasach wielkiego kryzysu. Nie muszę chować pieniędzy pod materacem lub w poduszce.

Zmrużył oczy i zaśmiał się.

– Po prostu trzymaj je w bezpiecznym miejscu.

Przytuliłam go po raz ostatni. Dziadek westchnął ciężko w moje ramię.

– Uważaj na siebie, dziadku. Nie wypuszczaj krów i dój kozy. Naprawdę będę tęsknić.

– I ja za tobą też… Ale zrób coś dla mnie. – Odsunął się i spojrzał mi w oczy, a ja skinęłam głową. – Bądź ostrożna. Są na świecie ludzie, którzy… – Zaklął. Dziadek rzadko przeklinał.

– O co chodzi? – Okej, teraz zaczęłam się bać.

Spojrzał za mnie i zacisnął usta sfrustrowany.

– O nic. Nieważne. Po prostu uważaj na siebie, okej, kochanie?

– Okej. – Pocałowałam go w policzek.

Dziadek uśmiechnął się i wsiadł do samochodu. Pomachałam mu, gdy odjeżdżał, a potem odwróciłam się do dziewczyny z podkładką z klipsem.

– Okej. – Odetchnęłam dla uspokojenia i postanowiłam stawić czoła przyszłości. – A więc dokąd mam iść?

– Nazwisko? – zapytała znudzonym głosem.

– Trace Rooks.

Dziewczyna parsknęła śmiechem i pokręciła głową, jakby moje nazwisko było najzabawniejszą rzeczą, jaką dzisiaj usłyszała. Czy wszyscy tutaj byli tacy nieprzyjemni?

– To twój szczęśliwy dzień – oznajmiła, wskazując na budynek. – Trafiłaś do Stanów Zjednoczonych.

Rozejrzałam się tak na wszelki wypadek, żeby sprawdzić, czy nikt mnie nie wkręca.

– Eee, tak, wiem. Jestem Amerykanką.

– Jezu. – Włożyła końcówkę długopisu w usta i westchnęła ciężko. – Nie wiedziałam. Wyglądasz, jakbyś przyjechała z daleka. Przypomnij mi, skąd jesteś? Wyoming? Czy tam w ogóle macie prąd?

Otworzyłam usta, by powiedzieć coś na swoją obronę, ale ona mi przerwała… znowu.

– Wiem, gdzie się znajdujemy, Nowa. Pokoje są nazywane jak kraje. Ty trafiłaś do pokoju Stany Zjednoczone. Rozgość się tam. Och, i witamy w Elite. – Dwukrotnie obrzuciła mnie spojrzeniem od stóp do głów, a potem odwróciła się i skierowała w stronę szkoły.

Jak ja miałam wnieść swoje rzeczy do budynku? Nie otrzymam żadnego pakietu powitalnego czy chociaż wskazówek?

Przypomniałam sobie o informacjach zawartych w liście, który dostałam tydzień temu. Była tam legitymacja studencka i inne rzeczy. Przejrzałam torebkę w poszukiwaniu pliku kartek, a potem próbowałam znaleźć plan zajęć.

– Zgubiłaś się? – Odezwał się za mną głęboki głos. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z tym samych chłopakiem, którego widziałam wcześniej. Tylko tym razem towarzyszyło mu trzech kolegów, nie jeden. Szczęściara ze mnie.

– Nie. Najwyraźniej mieszkam w Stanach Zjednoczonych. – Posłałam mu uśmiech i spróbowałam podnieść ciężką walizkę wolną ręką. Ani drgnęła, a ja niemal się przewróciłam. Super.

– Jestem Nixon. – Stanął przede mną. Jego lodowate spojrzenie sprawiało, że z moim ciałem działy się dziwne rzeczy. Jestem całkiem pewna, że doświadczałam ataku paniki. Każda część mnie najpierw się rozgrzewała, a potem marzła i czułam się, jakbym w każdej chwili miała eksplodować.

– Tracey. Ale wszyscy mówią do mnie Trace. – Wyciągnęłam rękę.

Popatrzył na nią jak na skażoną.

Szybko ją cofnęłam i wytarłam o spodnie.

– Zasady.

– Co? – Zrobiłam krok w tył.

Facet o imieniu Chase opuścił grupkę i zbliżył się do nas.

– On ma rację. Jesteś słodka, Farmerko, ale ktoś musi przedstawić ci zasady.

– Możecie to zrobić szybko? – zapytałam, czując ogarniającą mnie irytację. Byłam zmęczona po podróży samolotem i czułam, że za chwilę znowu się rozpłaczę. Nigdy nie chodziłam do publicznej szkoły, a tym bardziej do elitarnej prywatnej, w której chłopcy byli wytatuowani, z kolczykami i wyglądali lepiej niż modele Abercrombie.

– Słyszałeś to, Chase? – zaśmiał się Nixon. – Ona lubi na szybko.

– Jaka szkoda. – Chase puścił oko. – Chętnie wziąłbym ją powoli.

Przełknęłam ślinę. Dwóch chłopaków za nimi zaśmiało się histerycznie i przybiło piątki.

– Zasady. – Chase zaczął powoli mnie okrążać, a ja poczułam się jak padlina, którą pożywiały się sępy. Fantastycznie.

– Nie wolno odzywać się do Electów, chyba że ktoś udzieli ci pozwolenia.

– A kim są…

– Nie. Już złamałaś tę zasadę. Ja teraz mówię, Nowa. – Chase uśmiechnął się kpiąco. – Jezu, Nixon, tej się nie da tak łatwo ustawić.

– Wszystkie takie są – odpowiedział Nixon, unosząc dłonią mój podbródek. – Ale z tą będzie mi się podobało.

Okej. To jasne, że ktoś wysłał mnie do horroru i zaraz będę martwa.

– Jeśli Elect się do ciebie odezwie, nie możesz nawiązać kontaktu wzrokowego. Bo tak naprawdę nie istniejesz. Jesteś tylko żałosnym człowiekiem, a w tej szkole uchodzisz za prawdziwą tragedię. Widzisz, któryś z Electów będzie kiedyś kandydował na prezydenta i rządził wolnym światem, a ty będziesz mieć szczęście, jeśli znajdziesz posadę w jednej z naszych firm. Masz trzymać się zasad, to może rzucimy ci jakiś ochłap.

Wściekła zgromiłam go wzrokiem, ignorując drugą zasadę.

– Czy to wszystko?

– Nie – odpowiedział Nixon w stronę Chase’a. Tym razem delikatnie przesunął dłonią po moim ramieniu. Próbowałam się wyrwać. Jego twarz rozjaśnił uśmiech i miałam wrażenie, że patrzę na upadłego anioła. Nixon był boski. Był też dupkiem, ale za to ładnym dupkiem. – Czujesz to? – Przesunął rękę wyżej, aż do szyi i musnął kciukiem moją drżącą wargę. – Zapamiętaj to teraz, bo od tej chwili nie możesz nas dotknąć. Jesteśmy nietykalni. Jeśli chociaż kichniesz w naszą stronę, jeśli w ogóle będziesz oddychać tym samym powietrzem, to zmienię twoje życie w piekło. Ten dotyk to jedyny raz, gdy poczujesz kogoś tak potężnego jak ja. Jak już mówiłem, poczuj to, zapamiętaj, a może pewnego dnia twój mózg wyświadczy ci ogromną przysługę i zapomnisz, jak to jest być dotykaną przez kogoś takiego jak ja. Wtedy, i tylko wtedy, poczujesz się szczęśliwa z jakimś przeciętnym chłopakiem w swoim żałosnym życiu.

Kilka łez spłynęło po moim policzku, zanim je powstrzymałam. Wiedziałam, że przy Chasie i Nixonie muszę udawać silną. Po prostu… nie miałam tego w sobie, nie wtedy, gdy mówili mi takie okrutne rzeczy. Zaszlochałam i wbiłam wzrok w ziemię, próbując powstrzymać łzy. Nie obchodziło mnie, kim są ci chłopcy. Nie mieli prawa mnie tak traktować. To zabolało. Tak rozpaczliwie chciałam się tu wpasować.

Gwałtownie odsunął rękę od mojej twarzy.

– Żałosne. Będziesz płakać? Poważnie? – Nixon spochmurniał i wyciągnął rękę w stronę Chase’a, który podał mu żel antybakteryjny.

– Nie chcę mieć zarazków z farmy na dłoniach, sama rozumiesz. – Uśmiech Nixona był tak podły, że dosłownie musiałam zacisnąć ręce w pięści, żeby nie uderzyć go w twarz, bo wtedy wyrzucono by mnie z tej szkoły.

– Nawet o tym nie myśl, Nowa. Dotkniesz mnie, a ja powiem dziekanowi, który jest przy okazji ojcem Phoenixa. Tutaj my kontrolujemy nauczycieli. A wiesz dlaczego? Bo mój ojciec za wszystko płaci. A teraz, jeśli masz jakieś pytania co do tego, o czym mówiliśmy przed chwilą, proszę, zwróć się z nimi do Texa i Phoenixa, okej?

Dwóch chłopaków stojących za nami pomachało mi, a potem pokazało mi środkowy palec.

– W ten sposób się witają – wyjaśnił Nixon. – No dobra, Chase, chyba skończyliśmy na dzisiaj. Och, i jeszcze jedno, Farmerko. Nie zapomnij, że lekcje zaczynają się jutro. Witamy w piekle.

Rozdział 2

Cztery łzy. Policzyłam je. Pozwoliłam spłynąć tylko czterem łzom, co było całkiem dobrym wynikiem, wziąwszy pod uwagę okoliczności.

Zostawiłam walizkę na zewnątrz i modliłam się, by nikt mi jej nie ukradł, nie przejechał po niej czy cokolwiek. Weszłam do budynku z prezentem od babci.

Moja torebka obijała się o pudełko, przez co zawartość się przewracała. Próbowałam wziąć wszystko w jedną rękę, by przesuwać palcem po mapie i dotrzeć do celu. Pokój Stanów Zjednoczonych znajdował się na drugim piętrze, w prawym skrzydle.

Świetnie. Schody.

Rozejrzałam się za windą, ale nie dostrzegłam ani żadnego znaku, ani miejsca, w którym miałaby ona stać. Dmuchnęłam, by odgarnąć włosy z twarzy, i popchnęłam drzwi do klatki schodowej, po czym powoli ruszyłam na drugie piętro.

Kiedy dotarłam na górę, wiedziałam już trzy rzeczy. Po pierwsze, miałam kiepską kondycję. Po drugie, mogłam zjeść coś rano. A po trzecie, najwyraźniej byłam jedyną, która się tu dzisiaj wprowadziła. Nie zobaczyłam nikogo innego. Może już byli w swoich pokojach?

Szarpnięciem otworzyłam drzwi na szczycie schodów, znowu trzymając wszystko w jednej ręce, i ruszyłam w stronę prawego skrzydła.

Drzwi od klatki schodowej trzasnęły za mną i powoli ludzie zaczęli wychodzić ze swoich pokojów. Dziewczyny, które bardziej przypominały moje lalki Barbie niż prawdziwych ludzi, gapiły się na mnie otwarcie. Ktoś zaklął w moją stronę, a inne laski tylko prychały, jakby znały jakiś sekret, a ja nie.

Patrzyłam prosto przed siebie, chociaż wiedziałam, że wyglądam strasznie. Pociłam się, włosy opadały mi na twarz, a dłonie ślizgały się na kartonie.

W końcu zobaczyłam przed sobą znak z napisem „Stany Zjednoczone”.

– Dzięki Bogu – wyszeptałam pod nosem.

Postawiłam pudełko na podłodze, a obok odłożyłam swoją torebkę.

Dziewczyny rzuciły pod moim adresem kolejne deprecjonujące słowo i teraz przyglądały mi się tak, jakby miało się stać coś strasznego.

Dobry Boże, proszę, obiecaj, że w mojej szafie nie kryje się jakiś okropny klaun. Bo wtedy pewnie wyskoczę przez okno i się zabiję.

Sięgnęłam do drzwi i przekręciłam klamkę. Nic się nie stało.

Popchnęłam je.

Znowu nic się nie stało.

W końcu z całej siły uderzyłam ciałem w drzwi. Otworzyły się, a ja się przewróciłam.

Moja głowa wylądowała na parze drogich, błyszczących butów. Męskich butów. Od razu znienawidziłam te buty, bo z jakiegoś powodu wiedziałam, że należą do chłopaka. I jeśli jakikolwiek chłopak czekał na mnie w moim pokoju, to musiał być Elect, który pragnie zamienić moje życie w piekło.

A skoro o tym mowa – skąd, do diabła, wzięli się tu tak szybko?

Dziewczyny zachichotały za mną, a ja powoli podniosłam się na kolana i spojrzałam w górę… na doskonałą twarz Nixona.

Oczywiście, że to był Nixon.

Zaoferował mi dłoń, ale zanim to zrobił, włożył rękawiczkę.

– Zarazki, sama rozumiesz. – Puścił do mnie oko.

Może to dlatego, że byłam zmęczona. Może odbiło mi z powodu stresu, ale zamiast ująć jego dłoń, uderzyłam w nią i odsunęłam od siebie, po czym wstałam bez jego pomocy.

Ludzie za mną sapnęli.

Mięsień drgnął na szczęce Nixona.

– Zostawcie nas – warknął.

Dźwięk zatrzaskiwanych za mną drzwi był jak gwóźdź do mojej towarzyskiej trumny. Raz, dwa, trzy, sześć… Zamknęłam oczy i czekałam.

Moje drzwi zamknęły się jako ostatnie, ale nie ja to zrobiłam. To był Nixon, który teraz stał za mną.

– Nie spodobały ci się zasady, co, Nowa? – wyszeptał mi do ucha. Nie dotykał mnie, ale moje ciało i tak zadrżało mimowolnie. Zdradliwe hormony. – Oto ostatnia zasada. – Nixon stanął przede mną.

– Co? – Mój głos brzmiał odważniej, niż się czułam.

Zmniejszył dystans między nami. Cofnęłam się, on zrobił krok do przodu.

Dotknęłam plecami chłodnych metalowych drzwi i zadrżałam. Pot spłynął mi po skórze i teraz byłam zupełnie przerażona.

– Przysługuje ci prawo do tego, co my mamy. Windy są zamknięte. Członkowie Elect mają kopie karty dostępu. Baseny, siłownie, wszystko, do czego masz dostęp, nawet jedzenie, wymaga karty.

Sięgnął do kieszeni i wyciągnął niebieską kartę, którą pomachał mi przed nosem.

– Podziękuj.

– Za co? – Nie będę płakać. Nie będę!

– Za to, że pozwalam ci jeść.

– Co?

– Jeszcze nie skończyłem mówić – odparł gładko. – Klucz daje ci dostęp do windy raz w tygodniu, a do stołówki – dwa razy dziennie. Nie trzy. Nie chcemy przecież, żebyś przytyła. Używaj jej mądrze, jeśli chcesz mi zaimponować swoją umiejętnością słuchania rozkazów, to może dam ci więcej wolności. Ale do tego czasu… – Wzruszył ramionami i odchrząknął. – Rusz się.

Nie mogłam. Czułam się jak w koszmarze. Kim, do cholery, jest ten facet i kto go mianował prezydentem tej szkoły? Bałam się z kimkolwiek rozmawiać. Bałam się zrobić cokolwiek poza staniem tam i gapieniem się na kartę w dłoni. Widziałam na niej napis „Własność E.E.”, ale równie dobrze mogło to być „własność Nixona”.

– Rusz się – powtórzył Nixon, tym razem przez zaciśnięte zęby. Uniosłam głowę i spojrzałam na niego. Tak naprawdę mu się przyjrzałam. Miał oczy w kolorze przejrzystego błękitu, jakby ognie piekielne zamarzły i to lodowate spojrzenie było wynikiem powoli gasnących pomarańczowych płomieni. Jego twarz była doskonale symetryczna, jakby jakaś znana supermodelka i aktor postanowili spłodzić dziecko. Jego włosy opadały na czoło w nieładzie.

Nixon uderzył dłonią o drzwi nad moją głową.

Okej, dość tego.

Jestem w stanie znieść groźby. A nawet nabijanie się ze mnie. Bo przecież nie jestem nikim ważnym… Ale grożenie mi przemocą? Twarzą w twarz? Szczególnie, gdy robił to jakiś facet, który najpewniej coś wziął? Nie ma mowy.

Coś we mnie pękło. Odepchnęłam go. Zachwiał się, a jego mina przestała wyrażać gniew i zmieniła się w niedowierzanie.

– Czy ty mnie właśnie dotknęłaś?

– Groziłeś mi.

– Ja grożę wszystkim.

– W takim razie jesteś tyranem.

Otworzył usta, a potem je zamknął. Na jego wargach pojawił się złowieszczy uśmieszek.

– A więc chcesz mnie dotknąć?

– Nie. Chcę, żebyś zostawił mnie, do cholery, w spokoju.

– Powiedz „proszę”.

– Proszę? – rzuciłam błagalnym tonem, patrząc prosto w jego bezdenne, bezduszne oczy.

– Cholera. Nie – wyszeptał, a potem minął mnie i szarpnął za klamkę. Na zewnątrz czekała jakaś dziewczyna. Wrócił do mojego pokoju i znowu zamknął drzwi.

– Myślałam, że wychodzisz.

– Zmiana planów – wymamrotał, a potem podszedł do okna i je otworzył.

– Co, zamierzasz zsunąć się po rynnie? – zażartowałam nerwowo. Jeśli ten facet zostanie tu odrobinę dłużej, to zabiję go własnymi rękami.

– Nixon, otwórz te cholerne drzwi! – krzyknęła dziewczyna z korytarza.

Zaśmiał się i wszedł na parapet.

– Czy ty oszalałeś? – krzyknęłam i złapałam go za koszulkę. Nie będę patrzeć na jego śmierć, chociaż sobie na to zasłużył.

– Zabieraj łapy – warknął, a potem rzucił się z parapetu. Jasna cholera, przeze mnie popełnił samobójstwo.

– Nixon! – krzyknęłam i wyjrzałam przez okno. Na trawie była rozciągnięta ogromna plandeka. Nixon wylądował na niej, a potem zeskoczył na ziemię. Posłał mi całusa i uciekł. Po raz pierwszy zauważyłam kilka namiotów i plandek rozstawionych przed akademikiem. Jak na festynie.

Dziewczyna zaczęła walić do drzwi. Pobiegłam je otworzyć. Minęła mnie.

– Co za sukinsyn! – krzyknęła przez okno. – Nixon, przysięgam, zabiję cię, gdy cię zobaczę!

– Już cię lubię – oznajmiłam.

– Skrzywdził cię? – Dziewczyna ze zdenerwowaniem przełknęła ślinę i zlustrowała mnie od stóp do głów, zatrzymując wzrok na szyi i ramionach.

– Eee… Nie?

– To diabeł wcielony – mruknęła.

– A ty kim jesteś?

Uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę.

– Monroe. Jestem siostrą tego diabła.

Rozdział 3

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Prolog
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25

TYTUŁ ORYGINAŁU:

Elite

Redaktor prowadząca: Marta Budnik

Redakcja: Aleksandra Zok-Smoła

Korekta: Jolanta Olejniczak-Kulan

Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © Alex Volot (Shutterstock.com)

Copyright © 2013 by Rachel Van Dyken

Copyright © 2019 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Sylwia Chojnacka, 2019

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2019

ISBN 978-83-66436-00-8

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek