Dziwna literatura - Danielo Clarissa - ebook
Opis

Książka „Dziwna literatura” jest krótkim zbiorem opowieści o przyszłości ludzi, techniki i społeczeństwa. W mniej lub bardziej racjonalny sposób stara się odpowiedzieć na pytanie „Co by było gdyby”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 88

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Danielo Clarissa

Dziwna literatura

© Danielo Clarissa, 2019

Książka „Dziwna literatura” jest krótkim zbiorem opowieści o przyszłości ludzi, techniki i społeczeństwa. W mniej lub bardziej racjonalny sposób stara się odpowiedzieć na pytanie „Co by było gdyby”

ISBN 978-83-8189-389-3

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Od autorki: Tę książkę dedykuję wszystkim ludziom, którzy borykają się z utratą motywacji oraz katastrofalnymi myślami na temat przyszłości. Tak właśnie było w moim przypadku. „Dziwna literatura” powstała z potrzeby gdybania nad tym, co może być i dlaczego oraz jak przerażająco wpłynie to na nasze życia.

„Za dużo myślisz” — mówili mi ludzie i uparcie twierdzili, że właśnie tak zaczyna się samoistne wynajdywanie sobie problemów. Postanowiłam więc, że przynajmniej spróbuję zmienić tę wadę w zaletę i pomyślę trochę za dużo.

Historia w minutę

☺♪⚤

Necter czuła na sobie wzrok tysięcy ludzi, ale prawda była taka, że w tym momencie patrzył na nią tylko Jacques. Jego migdałowate oczy w kolorze ciemnej czekolady i spojrzenie pełne pasji, w przyjemny sposób wywiercały dziurę w jej czaszce.

Patrzył na nią tak, jak gdyby naprawdę był w niej zakochany po uszy. Necter nie dziwiła mu się zbytnio. W tym stroju i tym domu...czuła się najpiękniejszą i najbardziej zmysłową kobietą na całym świecie.

Miała na sobie długą do ziemi, ale zwiewną sukienkę z białej krynoliny. Bufiaste rękawy zasłaniały jej chude, blade ramiona. Liczne falbany sukni nadawały jej rozłożystości, a wepchnięty pod spód ciasny gorset i stelaż sprawiały, że jej szczupłe ciało nabrało prawdziwie kobiecych kształtów.

Dziś rano, gdy po raz pierwszy zobaczyła strój, w którym ma wystąpić przed Jacquesem, bała się, że będzie wyglądać zwyczajnie grubo. Jak wstrętna, spasiona krowa. Przeżarta mięsem i ciastami.

Na jej dłoniach spoczywały jedwabne rękawiczki, które w jej osobistym odczuciu były najbardziej niewygodnym i drażniącym elementem stroju. Zsuwały się delikatnie, gdy spuszczała ręce po bokach ciała, a więc polecono jej, aby trzymała je delikatnie uniesione, co po dłuższym czasie zaczynało zwyczajnie męczyć.

Poza tym, wystarczyło aby przez przypadek przejechała opuszkami palców po zakurzonym parapecie lub bibelocie, a musiałaby wymienić je na nową, śnieżno-białą parę.

W niemieckim Zuruck dbano o szczegóły i poprawność historyczną, więc nie oszczędzono jej nawet wysiłku wciągnięcia na siebie delikatnych pończoch tak, aby ich przypadkiem nie podrzeć. Przy jej pazurzastych stopach wydawało się to wyczynem wprost niemożliwym, ale przy pomocy swoich wiernych dziewczyn, dała radę.

Równo o godzinie szóstej z rana, charakteryzatorki rzuciły się na nią, aby uczynić Necter prawdziwą kobietą obyczaju. Misternie upięte włosy z ozdobną spinką z pękiem suszonych kwiatów i pierzem. Wybielona twarz, zaróżowione policzki i usta. Skrupulatnie dobrana biżuteria. Pomogły jej nawet założyć soczewki kontaktowe, bo z tego co powiedział główny charakteryzator, dawniej kobiety miały oczy w kolorze brązu tak jak Jacques, lub niebieskie czy zielone. A źrenice i tęczówki koniecznie idealnie okrągłe.

Mutacja genetyczne pojawiły się dopiero całe wieki później, a więc nawet jej oczy o źrenicach w kształcie idealnych kresek, musiały zostać odpowiednio ucharakteryzowane.

Ale czego się nie robi dla sztuki. Każdy szort trwał dokładnie jedną minutę, a więc Necter mogła się na tyle poświęcić. Gdyby kazali jej nosić to wszystko dłużej, szybko by się pewnie zbuntowała i zaczęła narzekać.

Niezachwiana niemiecka precyzja nie mogła pozwolić także na zaniedbanie wystroju wnętrza. Pokój był jasny i przestronny. Ściany bielone, podłoga pokryta drewnem ale i licznymi dywanikami które już z daleka sprawiały wrażenie tak miękkich, że kobieta pragnęła się do nich czule przytulić.

Z karniszy zwieszały się ciężkie, krezowane firany w kolorze złota a przez szyby zaglądały ciepłe promienie letniego słońca, sztucznie wytworzone przez bardzo mocne, studyjne reflektory.

Aby pobudzić zmysły bohaterów, zadbano nawet o symulację zapachową. Aby wprowadzić ich w radosny, lekki nastrój, rozpylono zapach kwiatów, miodu i ciasta. Wszystko, aby upewnić się, że aktorzy będą odpowiednio zmotywowani do dobrej, sielankowej gry.

Necter mogłaby wręcz przysiąc, że woń słodkości pochodzi z kuchni a zapach kwiatów z parapetu, gdzie w doniczkach misternie ułożono sztuczne, polne rośliny.

Dziś Necter grała młodą żonę, Marię, a Serwan jej wysoko postawionego w rządzie męża, Jacquesa.

„Historia w minutę” była cyklem krótkich, sielankowych szortów. Miały one umilać ludziom czas i w sposób przyjemny, delikatny, przekazywać wiedzę na temat życia dawnych pokoleń. „Pokazać ludziom cudowny świat”, takie było właśnie główne przesłanie niemieckiego Zuruck. Studia filmowego.

Nikt już w końcu nie miał ochoty oglądać historii o wojnie, śmierci, przemocy i wszystkich tych depresyjnych rzeczach. W rzeczywistości wyeksploatowanego świata, w którym wielkie miasta kryją się przed kwaśnymi deszczami i hiper burzami pod żelaznymi kopułami, uczucie błogości i nieprzywiązania do niczego było na wagę złota.

Kinematografia miała być ulotna i eteryczna. Jak sen. Sen na jawie. Miała porywać ludzi w najdelikatniejszy możliwy sposób i sprawiać, że zapomną na chwilę o problemach współczesnego świata.

Zarówno aktorzy, scenarzyści, charakteryzatorzy jak i pomocnicy z Zuruck ciężko pracowali, aby stworzyć odpowiedni klimat i osiągnąć narzucony sobie cel.

Bez przymusu rozumienia skomplikowanych motywów, bez podstępu zasadzki i jadu. Bo kiedy telewizja zaczyna pokazywać ból i przemoc, staje się ciężka do przyswojenia. A współczesny film miał służyć przede wszystkim lekkoduchom.

Necter ukłoniła się i delikatnie zatrzęsła falbanami stroju. Postępując lekko z nogi na nogę, podeszła do Jacquesa, który lekko objął ją w pasie i przytulił blisko do siebie po chwili. Dotknął jej chudych ramion, mnąc materiał bufu i spojrzał jej głęboko w oczy.

Serwan miał naturalnie bardzo piękne tęczówki. Były okrągłe jak u dawnych ludzi i zawsze tak wspaniale błyszczały. Kobieta czuła, że mogłaby się w nich prawdziwie zakochać, gdyby tylko wszystko było teraz mniej nieprawdziwe. Sztuka, gra aktorska.

Złapała go delikatnie za dłoń, uważając aby jedwabna rękawiczka przypadkiem się nie zsunęła i poprowadziła go na ogromną, pięknie wyglądającą sofę salonową.

Mężczyzna usiadł wygodnie a Necter nieśpiesznym krokiem wyszła do kuchni, która w rzeczywistości była pustą częścią planu filmowego. Zeszła na deski, ominęła kilka kabli i w zupełnie niekobiecy już sposób odebrała od jednej z dziewczyn swój rekwizyt, czyli tacę z ciastem miodowym i parującą filiżanką herbaty.

W ten czas z głośników puszczono odgłosy krzątania się po kuchni. Wyjmowania porcelanowego talerzyka i filiżanki z kredensu, nalewania płynu i kobiecego nucenia które bynajmniej należało do Necter.

Trzydzieści pięć sekund szortu już za nimi, jak pokazywał wielki, elektroniczny zegar zwieszający się gdzieś wysoko z sufitu.

„Ale pewnie i tak będziemy dogrywać sceny, gdyby chcieli coś zmienić”, pomyślała aktorka i wkroczyła z powrotem na właściwy plan. Uśmiechnęła się słodko i niczym prawdziwa pani domu zaszła najpierw męża od tyłu, czule ucałowała go w policzek po czym zawinęła szybką rundę wokół sofy, pozwalając aby falbany krynoliny zawirowały lekko i posunęła srebrną tacę po stole, tuż pod nos mężczyzny.

Następnie delikatnie przycupnęła obok niego, z nogami złączonymi ciasno jak dama i dłońmi położonymi elegancko na udach. Przymknęła oczy jakby rozkoszując się samą obecnością Jacquesa.

Wyglądała tak niewinnie, iż można by posądzić ją o to, że nigdy, przenigdy nie miała w swoim życiu nieczystych myśli. Chociaż przy charakteryzatorach i scenarzyście starała się tego nie okazywać, podobała jej się dzisiejsza rola.

Delikatna kobieta o lekkim życiu. Bez własnych poglądów, problemów, ważnych przemyśleń natury egzystencjalnej. Całkowicie oddana życiu dla swojego ukochanego. Może było to delikatnie uprzedmiotowiające, ale wciąż tak bardzo urocze.

Jacques odchrząknął i poprawił żabot przy fraku. Wyciągnął z kieszeni złoty zegarek na łańcuszku. Był zwykłą atrapą więc wskazówki nawet nie poruszały się z miejsca, ale aby wprowadzić widzów i aktorów w odpowiedni rytm wydarzeń, z głośników zaczął wydobywać się cichutki odgłos tykania.

— Niedługo minie południe — powiedział a w tym samym czasie scenarzysta dyskretnie pokazał Necter, że minęło już czterdzieści pięć sekund szortu.

Serwan w roli jej ukochanego, uniósł filiżankę niczym prawdziwy dżentelmen i upił pojedynczy, maleńki łyk, pozornie rozkoszując się smakiem herbaty. W rzeczywistości aktorka grająca Marię wiedziała doskonale, że jego rasa zdecydowanie bardziej preferuje wyskokowe trunki takie jak dobre whisky lub wódka.

Odłożył porcelanę z powrotem na tacę i chwycił filmową Marię za jej chudą dłoń. Rzucił jeszcze jedno, tęskne spojrzenie w kieszonkowy zegarek, po czym całkowicie zatopił się w oczach ukochanej.

— Jak późno… — wymruczał pod nosem Jacques.

— Jak późno… — powtórzyła za nim maślanym tonem Maria.

Sekundę później zawył dzwonek, obwieszczający wszystkim, że nagrywanie zakończyło się. Wyłączono kamery, głośniki i zraszacze do mgiełki zapachowej. Necter i Serwan momentalnie się od siebie odsunęli. Dziewczyny rzuciły się na plan aby zabrać tacę z herbatą a całe studio natychmiastowo wypełniło się rozmaitymi rumorami i brzęczeniem maszyn.

Ściany pięknego domu zaczęły powoli rozjeżdżać się po szynach, chowając się z czasem gdzieś za kulisami, a dwójka aktorów została siedząc na wielkiej sofie niczym na wyspie pośrodku niczego.

Dzisiejszym tematem historii w minutę był dawny bidermeier, czyli prawdziwa sielanka ogniska domowego. Nic dodać, nic ująć. Przyjemne życie.

— Piętnaście minut przerwy i robimy dogrywki! — krzyknął gość z za kamery, a Necter przeklęła w myślach fakt, że jeżeli chce więc skorzystać w czasie przerwy ze studyjnego poczęstunku, będzie musiała mocno uważać na białą krynolinę.

Kobieta ściągnęła rękawiczki i przewiesiła je swobodnie przez oparcie sofy, a mężczyzna zdjął perukę i zrobił z nią dokładnie to samo. Jego rzeczywiste włosy bardziej przypominały niedźwiedzie futro uczknięte w ciasny pęk na samym czubku jego głowy. Boki nosił wygolone. Miał nawet tatuaż na szyi w kształcie rozwartych, rekinich szczęk, które aktualnie zakrywał postawiony kołnierz koszuli i fraka.

Necter również chciałaby móc wypiąć sobie z włosów doczepy które przedłużały jej naturalne włosy i nadawały im bardziej słoty wygląd, ale z czystej grzeczności zdecydowała się tego nie robić. Charakteryzatorki miały rano mnóstwo problemów z przypięciem tych wszystkich pojedynczych pasemek do jej krótkich, słomianych kłaków tak, aby wyglądało to naturalnie.

— Idę po coś do jedzenia. Chcesz coś? — zapytała swojego przyjaciela z planu.

— Whisky — odparł krótko, nawet na nią nie patrząc.

Kobieta nie była pewna, do jakiej rasy należał Serwan, ale nawet wypicie kubka czystego spirytusu pomiędzy scenami, nie robiło na nim najmniejszego wrażenia. Zupełnie jak gdyby mógł pić i pić bez końca.

Aktorka tylko wzruszyła ramionami, złapała materiał sukni podciągając go lekko do góry, aby było jej łatwiej ominąć leżące wszędzie kable, zwoje i rekwizyty, po czym ruszyła szybkim krokiem do studyjnego bufetu.

Ona i Serwan jako dwójka głównych aktorów Zurucka, mogła spokojnie żywić się tam za darmo, podczas gdy wszyscy inni zmuszeni byli zapłacić nawet za zwykłą wykałaczkę.

W końcu tworzyli sztukę. To oni sprawiali, że ludzie przed telewizorami w całych Niemczech rozluźniali się, patrzyli w tafle wyświetlaczy przez całą minutę i tylko i wyłącznie marzyli. A przynajmniej to Necter lubiła sobie wyobrażać, kiedy przychodziło jej czasem zastanawiać się nad istotą jej pracy.

W tych czasach niezwykle trudno było przyciągnąć uwagę ludzi, więc każdy milion wyświetleń na pojedynczym szorcie, był dla Zurucka małym zwycięstwem.

Kiedy tylko pojawiła się w przytulnym i klimatycznie wyglądającym pomieszczeniu, od razu usłyszała niezadowolone mamrotanie i pomrukiwanie ze strony mniej ważnych pracowników studia nagrań.

Oczywiście podchodziła do lady bez kolejki i brała na co tylko miała ochotę. Była w końcu zajętą kobietą, nie miała czasu na stanie i czekanie. W tym przypadkiem biedermeier z planu trwał jeszcze przez moment dłużej. Wygodne życie.

— Co dla pani? — zapytał Gordio, mężczyzna obsługujący zamówienia, kelner i barman w jednym.

— Kanapka z tuńczykiem i duża whisky — powiedziała, uśmiechając się słodko.

To było ich standardowe zamówienie. Rzadko kiedy zdarzało się, aby brali cokolwiek innego, więc przynajmniej cała kolejka mogła odetchnąć ze świadomością, że to nie zajmie zbyt długo. Co innego gdyby Necter lubowała się w bardziej wyrafinowanych daniach, takich jak homary z cieśniny japońsko — rosyjskiej lub pieczone kaczki. Całe szczęście, jej wystarczyło trochę zmielonej ryby pomiędzy dwoma plastrami chleba.

Po nie więcej niż pięciu kolejnych minutach, kobieta dostała do rąk plastikową tackę ze zgrabnie owiniętą w bibułkę spożywczą, ładnie wypieczoną kanapką i wysokim, blaszanym kubkiem z zimną whisky. Na kilometr pachniało od niej alkoholem.

Gdy wróciła na plan, Serwan od razu ściągnął z tacy metalowe naczynie i jednym duszkiem wychłeptał wszystko do dna. W ogóle nie przejął się faktem, że kilka kropel płynu spłynęło mu po brodzie i skapnęło na żabot.

— Cholera, ale mi się chciało pić — powiedział wzdychając.

— Nadal nie mam pojęcia jak wy to robicie… — przyznała Necter, biorąc mały gryz i przeżuwając go powoli.

— To po tatusiu — zażartował mężczyzna, wyszczerzając do niej rząd idealnie prostych i białych zębów.

Lubiła kiedy się uśmiechał. Wyglądał wtedy dość atrakcyjnie. Nie żeby od razu chciała się z nim umówić na randkę lub uprawiać seks. Po prostu skrycie lubiła od czasu do czasu na niego zerkać.

— Zostało pięć minut! — krzyknął ktoś i od razu na planie zrobiło się dwa razy bardziej gwarno niż wcześniej.

Aktorka szybko dokończyła jedzenie, oddała tacę i blaszany kubek swoim dziewczynom i przepłukała usta przyniesioną przez nie wodą mineralną. Wsunęła dłonie w rękawiczki, Serwan nałożył z powrotem perukę i poprawił kołnierz, upewniając się, że jego tatuaż na pewno nie jest widoczny.

Już po chwili ściany pięknego biedermeierowskiego domu wysunęły się ponownie z za kulis i przyjechały na miejsce, łącząc się ze sobą w idealną całość.

— Zaczynamy za trzy...dwa...jeden!

Dograli tylko kilka krótkich scen. Moment w którym Jacques łapie Marię za dłoń, rzut na jej rozgwieżdżone oczy i powtórka z pocałunku w policzek. Żadne z ujęć nie trwało nawet trzech sekund, co było w zasadzie dość absurdalne, biorąc pod uwagę ile pieniędzy zgarniali za każdy pojedynczy szort.

Kiedy skończyli, główny scenarzysta powiedział, że na dziś już koniec i aktorzy mają wolne. Wobec tego, obydwoje ruszyli bez słowa do swoich garderob gdzie pomocnicy pomogli im zamienić kostiumy na normalne, codzienne ubrania.

Z Serwanem rzecz jasna skończyli dość szybko, ponieważ nie trzeba było mu pomagać w zdjęciu sukni na metalowym stelażu, z milionem warstw falban czy wypinać pojedynczych złotych pasemek z włosów ani też zdejmować bardzo delikatnych pończoch. Poza tym, musiała jeszcze zmyć bielenie twarzy, makijaż i wyjąć soczewki.

Po skończonej przemianie, Necter w niczym nie przypominała już pięknej Marii. Jej skóra nie była porcelanowa a trupio blada, alabastrowa i niemal przezroczysta. Pod oczami zwieszały jej się ciemne wory, wypłowiałe blond włosy były krótkie i cienkie a bez sukni i gorsetu straciła swoje kobiece kształty.

W zasadzie zawsze uważała, że na żywo jest dość byle jaka. Właśnie dla tego nieco się zdziwiła, gdy mimo to, po wyjściu zobaczyła Serwana stojącego przy drzwiach jej garderoby. Stał oparty plecami o ścianą i uśmiechał się miło, tak jak zawsze.

— Zastanawiałem się, czy chcesz dzisiaj wyskoczyć na drinka albo dwa.

— Przecież dopiero co piłeś — zauważyła Necter, na co Serwan tylko niewinnie wzruszył ramionami.

— Chcesz czy nie?

— Możemy iść.

Nie żeby w ogóle miała cokolwiek lepszego do roboty po pracy. Żadnej rodziny, żadnych przyjaciół, obowiązków czy nawet zwierzątek domowych. Wiodła bardzo samotnicze życie w swoim mieszkaniu.

Poza tym, odkąd tylko się dziś obudziła, była w takim nastroju, że sama chętnie napiłaby się czegoś mocniejszego. Na planie po prostu trzymała fason. Nie lubiła zbędnych pytań na temat swojego samopoczucia, w szczególności ze strony ludzi których ze wzajemnością miała gdzieś.

Skoro udawała przed kamerami, że jest Marią, Violet czy inną szczęśliwą nowobogacką panią domu, to czemu nie miałaby udawać w pracy, że jest okej? Brała z rana swoje antydepresanty i wszystko jakoś leciało.

— Poczekaj tylko chwilę aż się ubiorę — poleciła, po czym zgarnęła wszystkie swoje drobiazgi do skórzanej torebki, włożyła buty na wysokim obcasie i zarzuciła sobie na ramiona drogi, beżowy płaszcz.

Co do Serwana, był on nie tylko wytrzymały w piciu ale i dość gruboskórny, więc wyglądało na to, że zamierzał wyjść na miasto tak jak stał. W krótkiej, czarnej koszulce z krótkim rękawem odsłaniającej jego umięśniony brzuch, dżinsach i butach do biegania.

„Miejski drapieżnik” — pomyślała Necter, gdy zlustrowała go wzrokiem od góry do dołu.

Wyszli z Zurucku razem. Mężczyzna o dziwo otworzył jej nawet drzwi i puścił przodem, co nie zdarzyło mu się jeszcze nigdy przedtem. Był miły, ale nie należał do grona prawdziwych dżentelmenów. Zwykle jeżeli dotarł do drzwi pierwszy, to zamierzał przez nie przejść pierwszy i już.

Zastanawiała się, dlaczego dziś było inaczej i nie mogła pozbyć się wrażenia, że kumpel z planu zwyczajnie czegoś od niej chce. Szli niby razem, ale wątła kobieta musiała zadać sobie sporo wysiłku, aby nadążyć za jego zwykłym tempem.

— To gdzie? — zapytała.

— Zobaczysz. Znam fajne miejsce w okolicy. Dużo osób tam przychodzi.

Ręce miał wsadzone ciasno w przednie kieszenie dżinsów i szedł zgarbiony robiąc duże kroki. Wyglądało to trochę idiotycznie, ale w końcu zawsze lubiła w Serwanie jego nietuzinkowość i to, że kompletnie nie obchodziło go, co też myślą sobie o nim inni.

Wkrótce rzeczywiście dotarli do rozbuchanego muzyką i różnymi innymi odgłosami klubu. Już z daleka po oczach raziły lasery neonowego światła, grunt pod nogami drżał lekko od basów. Słyszała masę wrzasków różnej natury.

Szyby były przyciemniane a cała przednia ściana pokrywała się kolorowymi graffiti. Niektóre z nich delikatnie połyskiwały w ciemnościach wieczoru w takim zaułku.

To zdecydowanie nie był typ imprez Necter. W sumie to w ogóle nie przywykła do tego, aby na jakiś bywać. Nie miała z kim i po co tam być. Zwykle po prostu spędzała podobne wieczory w swoim wielkim apartamencie z puszką piwa truskawkowego i jakimś dobrym jedzeniem na dowóz.

Ale dziś miała ze sobą Serwana. Mimo to, czuła się lekko niepewnie wchodząc do środka. Kiedy już kilkukrotnie ktoś potrącił ją w bark już na kilka kroków od przejścia przez próg, poczuła potrzebę przylgnięcia do swojego towarzysza tak blisko, jak to możliwe. Co też uczyniła. Tak tylko dla bezpieczeństwa.

— Wyluzuj. Nikt cię tu nie zje — powiedział beztrosko, samemu spychając sobie jakiegoś chłopaka z drogi — Są tylko trochę naćpani.

To jej wcale nie uspokoiło, ale odsunęła się odrobinę. Nie chciała aby zrobiło się niezręcznie. Podeszli do baru a stojąca przy nim kobieta momentalnie posłała mężczyźnie jedno z tych spojrzeń które najprościej było odczytać jako „Siema! Zaraz podejdę!”.

To kompletnie nie była jej sprawa, ale Necter od razu zaczęła się zastanawiać, czy ta kobieta jest jego przyjaciółką. Miała lekko ciemną cerę, piękne, lśniące, czarne włosy uczesane w wysoki kucyk, obcisłą sukienkę i oczy podobne do jej własnych, ale wydawały się jakby pełniejsze wyrazu. Coś w tym stylu.

— Co dla ciebie? — zapytała, po czym stanęła na palcach i podciągnęła się na blacie, aby pocałować wysokiego mężczyznę w policzek.

Dokładnie tak samo, jak Necter zrobiła to dziś na planie. „To na pewno nie jest tylko przyjaciółka” — pomyślała płowowłosa i automatycznie zrobiło jej się delikatnie dziwnie, że w ogóle tam dziś z nim jest.

Ale to przecież nie miało żadnego znaczenia, skoro i tak na nic z nim nie liczyła.

— Tym razem dla nas — poprawił ją i delikatnie objął Necter ramieniem.

— Chcecie stolik, czy będziecie pić przy ladzie?

— Bierzemy lożę — wraz z tymi słowami Serwan uniósł kciuk na którym zaraz pod skórą zaświeciła się błękitna kontrolka i przystawił go do czytnika.

Po chwili urządzenie wydało z siebie piknięcie, sygnalizując, że płatność została dokonana.

Loże w barach zawsze były drogim wydatkiem i mało kto się na nie decydował. W końcu ludzie przychodzili do takich miejsc aby rozerwać się na parkiecie i poznać nowe osoby, a nie żeby za dodatkowe pieniądze izolować się zamkniętym pokoju.

Ale w końcu było ich stać i przyszli tam tylko dla swojego wzajemnego towarzystwa. „Czemu nie?” — pomyślała.

— Ile mam ci za to oddać?

— Nic a nic.

— Jesteś pewien?

— Ta. Luz. W końcu to ja cię tu zaprosiłem.

— Jak chcesz.

Nie protestowała. Po prostu pozwoliła poprowadzić się do loży na piętrze. Po tak obskurnym lokalu nie spodziewała się w zasadzie wiele, ale wygląd pomieszczenia pozytywnie ją zaskoczył.

Drzwi były szczelne a ściany obłożono wyciszającą pianką w kolorze czerwonym. W centralnej części pokoju znajdowała się czarna kanapa i duży stół zdolny pomieścić dość sporą grupę imprezowiczów.

Na samym środku miał on wbudowany tablet do zamawiania drinków i mały mikrofon, w razie gdyby ktoś zdecydował się na coś z poza oferty.

Oświetlenia nie było za dużo. Tylko kilka małych lampek zwieszających się z sufitu, które rzucały miękkie, lekko pomarańczowe światło na wszystko w ich zasięgu. Przez ściany wciąż przebijała głośna choć stłumiona muzyka, a wszystko od ścian po podłogę pachniało alkoholem. Ale mimo to, aktorka musiała przyznać, że było tam nawet przyjemnie.

Usiedli i zaczęli wybierać pierwsze drinki. Lista Necter była rzecz jasna o wiele krótsza niż Serwana, ponieważ nie chciała za szybko upić się zmuszając kolegę do tego, aby ją wyprowadził i zabrał do domu którego za pewne po pijaku nawet nie umiałaby wskazać.

Poza tym, po alkoholu zawsze za dużo gadała, a nie lubiła sprawiać ludziom problemu.

Za drinki każdy płacił z własnej kieszeni, za pomocą specjalnych czipów powiązanych z kontem w banku. Serwan miał swój w kciuku a ona w środkowym palcu.

Przez chwilę siedzieli w kompletnej ciszy, przerywanej tylko uderzeniami basu z głównej sali, ale mężczyzna zdecydował się w końcu sam zacząć rozmowę.

— Nieźle dzisiaj grałaś.

Standardowa gatka na temat szortów. Nikt z aktorów nie lubił przez to przechodzić, ale tak się zawsze zaczynało. Taka niepisana zasada. W końcu doskonale wiedziała, że nieźle grała, skoro dostała się do Zurucka.

— Dzięki. Ty też. Ale ten strój mnie wykończył — powiedziała, przejeżdżając dłońmi po swojej talii — Gdyby tylko nie ten przeklęty gorset. Myślałam, że jeszcze chwila i zmiażdży mi organy na miejscu.

— Wyglądałaś w nim całkiem ładnie — przyznał jej towarzysz, wciąż jeszcze obrzucając wzrokiem alkoholową ofertę klubu.

— Dzięki… — rzadko ktoś jej to mówił, ponieważ nie ukrywając, nie należała do najbardziej urodziwych kobiet na świecie.

Wiecznie wyglądała na zmęczoną i niedożywioną, pomimo iż przez dziewięćdziesiąt dziewięć procent swojego wolnego czasu tylko spała i jadła kaloryczne, kupne żarcie. „Kupa gówna…” — pomyślała, przypominając sobie swoją codzienną rutynę życia.

Tylko charakteryzatorki z Zurucka potrafiły przeobrazić ją w prawdziwe cudeńko, za pomocą makijażu i odpowiedniego kostiumu.

Aktorka