Dziura w gazecie - Anita Głowińska - ebook + książka

Dziura w gazecie ebook

Anita Głowińska

4,7

Opis

Czy surowe śledzie chronią przed szkołą? Dlaczego dwa stare kapsle mogą doprowadzić do wojny? Czy babcia może zostać kulinarną szantażystką? Jak katapultą nauczyć ludzi sprzątania po czworonogach? I co takiego widać przez dziurę w gazecie?

Kiedy ma się głowę pełną szalonych pomysłów, łatwo wpaść w niezłe tarapaty. Kajetan i jego kumple coś o tym wiedzą.

Druga część bestsellerowej książki Do czego służy kotlet?, a w niej kolejne zwariowane przygody szkolnej paczki urwisów, którzy nigdy się nie nudzą.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 54

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,7 (13 ocen)
10
2
1
0
0

Popularność




Redakcja: Aleksandra Golecka-Mazur

Projekt okładki: Sławomir Kilian

Skład: Kamila Kwiek

Wersja elektroniczna:

Wydawca: Wydawnictwo Adamada

al. Grunwaldzka 411, 80-309 Gdańsk

www.adamada.pl

ISBN EPUB 978-83-7420-895-6

ISBN MOBI 978-83-7420-896-3

Gdańsk 2017. Wydanie pierwsze

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Spis treści

Rozdział 1. Kto włożył te czapki?

Rozdział 2. Zmiana planu

Rozdział 3. Czasem siostry bywają cudowne

Rozdział 4. Wielkie rozczarowanie i Ona

Rozdział 5. Największy wróg

Rozdział 6. Ważna rozmowa

Rozdział 7. O co chodzi tym dorosłym?

Rozdział 8. Wysoka kultura

Rozdział 9. Prawdziwe nieszczęście

Rozdział 10. Ale dzień!

Fajnie jest mieć kumpli w szkole. Kajetan zawsze tak uważał, a odkąd Tolek pogodził się z Karolem – jest jeszcze fajniej. Tolek i Karol są jego najlepszymi przyjaciółmi. Wcześniej było tak, że gdy Kajetan bawił się z Karolem, to Tolek im dokuczał, a gdy bawił się z Tolkiem – to Karol szedł bawić się z innymi. Najczęściej z Damianem albo z Idzim i Bartkiem. A jeśli czasem się zdarzyło, że robili coś wspólnie, zawsze kończyło się to wielką awanturą. Na szczęście chłopaki już się lubią i teraz nie ma problemu. Od jutra razem będą wracać ze szkoły. Bez rodziców. Tak, tak! Mama dogadała się z mamą Tolka i mamą Karola. Stwierdziła, że są już duzi i sobie poradzą. Oczywiście Kajetana rozpierała duma. Dlatego, kiedy odwiedziła ich babcia, dopadł ją w drzwiach i zamiast się przywitać, zawołał:

– Jutro będę wracać ze szkoły z Karolem i Tolkiem!

– Ho, ho! Mama będzie musiała wziąć ze sobą gwizdek, żeby was uciszać po drodze – zażartowała babcia.

– Coś ty! Mamy z nami nie będzie!

– Jak to nie będzie? A kto was odprowadzi? Która z mam taka odważna? – zapytała babcia.

– Babciu – Kajetan spojrzał babci prosto w oczy i powiedział poważnie: – Będziemy wracać sami.

– Słucham? – babcia osłupiała. – Chyba nie mówisz serio? – zapytała i zaraz zwróciła się do mamy: – Nie sądzisz, że trochę na to za wcześnie?

Mama wzruszyła ramionami i stwierdziła optymistycznie:

– Przecież to duże chłopaki. Szkoła niedaleko, nie muszą przechodzić przez ruchliwą ulicę. Ty mnie nie odprowadzałaś. Sama zasuwałam już od pierwszej klasy.

Babcia się nadęła.

– No wiesz! Wtedy były inne czasy. Ja pracowałam od rana do wieczora. Nikt mi nie pomagał.

– A ja pracuję tylko w sobotę – mruknęła mama.

Kajetan bardzo się zdziwił.

– Mamusiu, przecież ty pracujesz codziennie! – zawołał.

– Oczywiście, oczywiście – powiedziała szybko babcia. – Mama dużo pracuje, a teraz sobie zażartowała.

Kajetan nie zrozumiał żartu, ale zrozumiał coś innego: babcia myśli, że jest maluchem, a mama traktuje go jak dorosłego. Był za to mamie bardzo wdzięczny, zwłaszcza gdy zaczęła uspokajać babcię.

– Nic się nie martw. To są naprawdę mądre chłopaki. Wiedzą, co należy robić, i świetnie znają drogę.

Babcia westchnęła.

– A kto będzie w domu? Przecież wy pracujecie.

– Jest świetlica, poza tym Majka dwa razy w tygodniu kończy lekcje dość wcześnie.

– Ale nie jutro! – wtrącił Kajetan. – Jutro Majka ma dentystę i pozwoliłaś mi wrócić do domu, mimo że jej nie będzie.

Mama spiorunowała Kajetana wzrokiem, a babcia aż czknęła z przerażenia.

– Sam?! Masz być w domu sam?! To ja przyjdę. Ugotuję obiadek i będę czekać z gorącą zupką. Zresztą mogę nawet pójść po ciebie do szkoły.

– Nie, babciu! – zaprotestował Kajetan. – Będę wracać z chłopakami.

– Będzie wracać z chłopakami – potwierdziła mama.

– Zgódź się chociaż na obiadek… Zrobię kopytka i mogę upiec placek z jabłkami – zaproponowała babcia z nadzieją w głosie.

Kajetan zmarszczył czoło w sposób, który świadczył, że się nad czymś zastanawia.

– No dobrze – odparł po chwili. – Placek może być. Ale z cukrem pudrem. I jeszcze chciałbym galaretkę.

– Zrobię wiśniową! – zawołała babcia. Nieco się uspokoiła i rozmowa potoczyła się dalej gładko na zupełnie inny temat.

Następnego dnia w szkole chłopcy nie mogli się doczekać końca lekcji. Byli poruszeni swoim pierwszym samodzielnym powrotem do domu. Ani razu się nie pokłócili, a Tolek ani razu nie powiedział: „beznadzieja” albo „ohyda”, chociaż od zawsze to były jego ulubione słowa. Za to Karol swoje ulubione słowo powtarzał co chwilę: „Czadowo, czadowo!”. Oczywiście dostał uwagę od pani Polanki, bo stwierdziła, że przeszkadza. Ale ich wychowawczyni nie miała przecież pojęcia, dlaczego Karol tak mówił. Może gdyby wiedziała, inaczej spojrzałaby na całą sytuację? Na szczęście Karol aż tak bardzo uwagą się nie przejął. Miałby wtedy zły humor, a wcale nie jest fajnie mieć zły humor. Samodzielne powroty do domu powinny przebiegać w humorze dobrym. I tak się stało.

Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę, wybiegli z klasy. Do szatni wpadli z prędkością odrzutowca, przebrali się z prędkością rakiety, a potem, pusząc się jak pudelki na konkursie psich piękności, wyszli ze szkoły. W tempie umiarkowanym. Nawet się nie pożegnali z Idzim, Bartkiem i Damianem. A przecież to kumple z ich paczki.

Wracając do domu, gadali jak najęci. Planowali właśnie założenie tajnego klubu, gdy nagle Kajetan zauważył cień, który przemykał między drzewami. Zwolnił, aby się przyjrzeć, ale cień zniknął. Kajetan pomyślał, że pewnie mu się wydawało. Jednak od tej chwili ostrożnie rozglądał się wokoło. Nie zrobił jeszcze pięciu kroków, kiedy znowu coś wzbudziło jego podejrzenia. Kucnął, jakby chciał zawiązać but. Zerknął dyskretnie do tyłu i… No nie! Babcia! Tak. BABCIA. Normalnie za nimi szła!Na dodatek w narciarskiej czapce i z gazetą, którą zasłaniała sobie twarz. Wyglądała dziwacznie.

Kajetan bardzo się zdenerwował i już chciał głośno zawołać: „Widzę cię!”, gdy nagle babcia ukryła się za kioskiem z warzywami, a zza drzewa naprzeciwko wychyliła się głowa w czapce pilotce. Mimo że głowa natychmiast się cofnęła, Kajetan zdążył zauważyć jasne kosmyki, które wysuwały się spod czapki. Spostrzegł również czubki czerwonych butów wystające zza pnia. Dodajmy – buty były damskie.

Co jest grane? Kto to?… Buty, buty… Skąd zna te buty? I te jasne włosy… Czyżby mama Tolka?… W pilotce? Nieee. To do niej niepodobne… Pani Emilia nigdy by nie założyła pilotki. Ona tak dba o swój wygląd, a o włosy najbardziej. Chyba codziennie siedzi u fryzjera. Tolo mówi, że jego tata lubi, kiedy mama jest zrobiona na błysk. Kajetan jeszcze raz przyjrzał się butom. Nie ma wątpliwości. Buty pani Emilii. Tylko ona nosi takie czerwone lakierki. Ha! – nagle doznał olśnienia.

Już wiedział, co się dzieje, i wiedział, co robić. Wpadł na genialny pomysł, którym natychmiast postanowił podzielić się z chłopakami.

– Coś wam powiem… Tylko się nie oglądajcie i zachowujcie się jakby nigdy nic!

Tolek i Karol byli bardzo ciekawi, o co chodzi. Obiecali, że nawet nie mrugną, gdy usłyszą, co Kajetan ma im do powiedzenia.

– Ktoś nas szpieguje – szepnął.

Tolek aż podskoczył.

– Mówiłem, żebyś się nie zdradzał – syknął Kajetan.

– Dobra, dobra – uspokoił się Tolek. – Mów. Kto? Jak?

– Szpiegują nas twoja mama i moja babcia.

– Co!? – Tolek ryknął na całą ulicę. Karol jednak natychmiast zatkał mu buzię i nie pozwolił już nic więcej powiedzieć.

Kajetan podziękował przyjacielowi wzrokiem i poinstruował:

– Tolo, bądź cicho. Idź spokojnym krokiem. Nie oglądaj się. Teraz słuchajcie… Moja babcia ukrywa się za warzywniakiem. Ma narciarkę na głowie. Twoja mama stoi za drzewem. W pilotce. Pewnie założyły je dla zmyły, bo nas szpiegują. Od samej szkoły.

– Nie żartuj. – Tym razem Tolek uważał, aby nie podnosić głosu. – Ja nie mogę! Co za beznadzieja…

– Musimy je zgubić – stwierdził Karol.

– Mam inny pomysł – powiedział Kajetan i zrobił przy tym chytrą minę. – Zrobimy im kawał.

Chłopcy spojrzeli