Dzikie pragnienie. Bracia Warner. Tom 1 - Jay Crownover - ebook

Dzikie pragnienie. Bracia Warner. Tom 1 ebook

Jay Crownover

4,4

107 osób interesuje się tą książką

Opis

Ognista miłość na Dzikim Zachodzie

Załamana po burzliwym rozstaniu Leo daje się namówić przyjaciółce na szaloną wycieczkę za miasto. Pobyt na ranczu blisko natury jest tym, czego teraz potrzebuje.

Nikt jej jednak nie ostrzegł, że będzie miała do czynienia nie tylko z żywiołami ziemi, ale także z niemożliwym do zniesienia, lecz zachwycająco silnym i seksownym przewodnikiem. Wyprawa w nieznane przeradza się w walkę o życie i… serce.

Zazwyczaj Leo jest specjalistką od uciekania przed własnymi uczuciami, ale w obliczu prawdziwego zagrożenia okazuje się, że wcale nie jest dziewczyną, która łatwo się poddaje.

___

O autorce

Jay Crownover – amerykańska autorka powieści New Adult. Jej książki zostały przetłumaczone na wiele języków i zyskały miano bestsellerów zarówno w USA jak i w Europie. Czytelnikom znana z serii Naznaczeni, Niepokorny, Wierny czy Asa. W swoich powieściach nie boi się poruszać ciężkich tematów, z których również składa się prawdziwe życie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 458

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Książkę tę dedykuję wszystkim, którzy powiedzieli, że przeczytaliby listę zakupów, gdybym ją napisała.

Wprowadzenie

Prosto z nadaktywnego mózgu Jay Crownover

Drapiecie się zakłopotani w głowę i zastanawiacie, skąd, u diabła, wzięła się ta książka? Wciąż z niedowierzaniem czytacie tekst na okładce i usiłujecie zrozumieć, o co tu chodzi? Cóż, nie obawiajcie się, moi przyjaciele, gdyż w bardzo typowy dla mnie sposób, czyli bezpośrednio i bez ogródek, wyjawię wam wszystko, co powinniście wiedzieć, zanim przejdziecie do lektury.

Jeżeli kupiliście tę książkę właśnie dlatego, że to ja ją napisałam, dziękuję wam za zaufanie i wiarę we mnie. A jeśli zainteresowaliście się nią, bo spodobała się wam okładka, zaintrygował was opis książki lub po prostu sięgnęliście po nią dla czystej przyjemności, to również się cieszę. Musicie jednak wiedzieć, że nie jest to „kopiuj-wklej” ze wszystkiego, co wcześniej stworzyłam, więc jeśli się spodziewacie tatuażystów, piosenkarzy heavymetalowych lub złodziei samochodów, będziecie rozczarowani. Ponadto klimat tej powieści przypomina klasyczny romans połączony z powieścią sensacyjną. A zatem główni bohaterzy tradycyjnie działają sobie na nerwy i iskrzy między nimi, ale w pewnym momencie pojawiają się czarne charaktery, które znacząco utrudniają wszystkim życie. Muszę jeszcze dodać, że napisałam tę książkę z perspektywy głównej bohaterki, a więc to nasza mała lwica przeprowadza nas przez najważniejszy tydzień w jej życiu. Miałam powody, żeby napisać tę powieść w ten sposób, o czym krótko wspomnę.

Skąd się wzięło Dzikie pragnienie?

To proste, a zarazem skomplikowane. Pod koniec dwa tysiące piętnastego i na początku dwa tysiące szesnastego roku męczyłam się z uporczywym i obezwładniającym bólem po nieprawidłowo wykonanej ekstrakcji zęba, zakończonej infekcją. W rezultacie musiałam przejść kolejny zabieg, po którym znów dostałam zakażenia – i tak to się ciągnęło. To było okropne. Czułam się strasznie. Poza tym przez cztery miesiące byłam naszpikowana lekami przeciwbólowymi, przez co nie mogłam się w ogóle skoncentrować, nie mówiąc już o pisaniu. Miałam poczucie, że jestem zupełnie bezużyteczna. Z powodu tego wymuszonego przestoju w pracy spędziłam sporo czasu przed telewizorem. Obejrzałam hurtem na Netflixie wszystkie sezony Longmire oraz serial Ashtona Kutchera The Ranch, a także Nienawistną ósemkę, Niepokonaną Jane i inne westerny oraz programy telewizyjne w tym klimacie.

Na pewno się zastanawiacie dlaczego. Być może myśleliście, że oglądam tylko takie filmy, jak Szklana pułapka i seriale w stylu Bob’s Burgers, ale niestety… Dorastałam w małym górskim miasteczku pełnym kowbojów i farmerów. Chłopcy, z którymi chodziłam do liceum, wozili strzelby w swoich pikapach i nosili wranglery, a nie spodnie od Dickies. Gdy byłam nastolatką, mój najlepszy przyjaciel pracował na ranczu obok posiadłości mojej babci na wzgórzach. Spędziłam mnóstwo weekendów na czekaniu, aż wróci do domu z pokazów bydła, rodeo lub przejażdżki po okolicy, żeby go ubłagać, by zabrał mnie ze sobą następnym razem. (Nigdy do końca nie załapałam jazdy konnej, chociaż potrafię się utrzymać na grzbiecie konia).

Pod wpływem choroby i okropnego bólu przeniosłam się w wyobraźni do czasów błogiego dzieciństwa, kiedy to opiekowała się mną mama, a ja nie miałam nic innego do roboty poza namawianiem Jessego na konne przejażdżki. Wspominanie tego okresu swojego życia wprawiło mnie w bardzo nostalgiczny nastrój. W rezultacie postanowiłam napisać książkę o czymś, co znałam, zanim jeszcze zostałam pisarką. Zapragnęłam wrócić do miejsca, które już mi co prawda nie odpowiada, ale o którym wciąż przypominają mi stare rzeczy upchnięte gdzieś na dnie szafy.

Zdecydowałam się umiejscowić akcję powieści w górach, na ranczu prowadzonym przez facetów, którzy nie do końca są kowbojami. Bez przesady… Chyba nie myśleliście, że wyskoczę nagle z mnóstwem kowbojskich kapeluszy i butów z ostrogami? Na pewno nie. Zbyt dobrze mnie znacie!

Innymi słowy: postanowiłam umiejscowić swój typ bohaterów w scenerii Dzikiego Zachodu i zobaczyć, jak sobie poradzą. Moim zdaniem odnaleźli się tam kapitalnie! Ale musicie przeczytać tę książkę i poznać braci Warnerów, żeby to ocenić.

A dlaczego narracja jest prowadzona tylko z perspektywy głównej bohaterki? Odpowiedź brzmi: to jej historia, jej podróż i jej tydzień, który potoczył się fatalnie, chociaż tak bardzo się starała robić wszystko dobrze. Myślę, że mój fizyczny ból przełożył się na tę opowieść o kobiecie, która cierpiała podobnie jak ja, chociaż ona emocjonalnie. W mojej głowie nie było miejsca na narrację z perspektywy głównego bohatera, ponieważ byłam zbyt pochłonięta przekształcaniem wszystkich swoich paskudnych odczuć w opowieść mojej bohaterki. Aby stworzyć postać, muszę słyszeć, jak do mnie mówi. Cy milczał, ale Leo miała wiele do powiedzenia.

Podejrzewam, że z początku może was ona nieco irytować, ale dajcie jej szansę. Potrzeba czasu, aby się zagoiły piekące i palące rany po zdradzie.

W każdym razie tak właśnie powstała ta książka. Jest zupełnie inna od tego, co dotychczas napisałam, ale zaskakująco podobna do powieści, które sama uwielbiam czytać. Nie będziecie jej mogli porównać do mojej wcześniejszej twórczości, ale mam nadzieję, że dacie jej szansę i przyjmiecie ją taką, jaka jest – bez oczekiwań ani odgórnych założeń.

Jak zawsze dziękuję wam, że jesteście… I za to, że mogę być tu dla was.

Miłej lektury!

Jay

Rozdział 1

Niezupełnie prawdziwy kowboj

Nawet nie wyglądają jak prawdziwi kowboje – wymamrotałam pod nosem, na tyle cicho, aby tylko moja najlepsza przyjaciółka mogła mnie usłyszeć.

Odwróciła głowę w moją stronę i spojrzała na mnie wymownie, dając mi do zrozumienia, że ma dość mojego nieustannego marudzenia i uszczypliwych komentarzy. Wstałyśmy wcześnie rano na lot z San Francisco do Billings w stanie Montana, gdzie wskoczyłyśmy do małego prywatnego samolotu lecącego do miasta Sheridan w stanie Wyoming. Po całym dniu podróży mój sarkazm i zgryźliwość sięgnęły zenitu, po części dlatego, że tak naprawdę wcale nie chciałam tam być, ale przede wszystkim z tego powodu, że przez ostatnie kilka miesięcy byłam chodzącym nieszczęściem i nie umiałam zmienić swojego negatywnego nastawienia, nawet gdy się starałam. Moja przyjaciółka miała już tego dość i szczerze mówiąc, nie dziwiłam się jej.

– To, że nie mają kowbojskich kapeluszy i skórzanych czapsów, nie oznacza, że nie są kowbojami – odparła. – Przecież nie masz nawet najmniejszego pojęcia, jak wygląda prawdziwy kowboj. Byłaś kiedyś na jakimś ranczu? Wyjeżdżałaś gdzieś dalej niż do Las Vegas? Kilka lat temu pojechałyśmy na koncert Gartha Brooksa[1] i to był jedyny raz, kiedy zobaczyłaś kogoś, kto trochę przypomina kowboja. Obiecałaś, że zachowasz otwartość, ale jak na razie dajesz ciała.

Westchnęłam i odsunęłam się od niej. Przeszyła mnie dramatycznym spojrzeniem, jakby zaglądała głęboko do mojego wnętrza, a ja nie potrzebowałam, żeby wzbudzała we mnie poczucie winy. Czułam się już wystarczająco żałośnie. Skierowałam uwagę z powrotem na trzech mężczyzn, którzy stali przed nami, i niechętnie przyznałam w myślach, że dwóch z nich można by uznać za seksowne, starannie dopracowane wersje country prawdziwego kowboja. W obcisłych dżinsach z pewnością mogliby konkurować wyglądem z Lukiem Bryanem[2]. Mieli czapeczki moro z daszkiem i umieszczonym z przodu logo rancza i z tego, co zauważyłam, byli nieprzeciętnie atrakcyjni.

Kiedy się przedstawili, okazało się, że mają prawdziwe kowbojskie imiona: Sutton i Lane. Nie byłam pewna, który z nich to Sutton, a który Lane, bo całą moją uwagę przyciągnął trzeci członek tego niezbyt serdecznego komitetu powitalnego. To właśnie on zupełnie nie przypominał kowboja. Wydawał się nie pasować do tego rancza gdzieś na kompletnym odludziu w stanie Wyoming. Obserwował mnie równie bacznie, jak ja jego. Na imię miał Cyrus… Być może było ono kowbojskie, ale dla mnie brzmiało bardziej jak imię władcy jakiegoś starożytnego królestwa. Właściwie to znacznie bardziej pasowałby do Sparty niż do rancza. Zachichotałam na tę przewrotną myśl, a Em dała mi kuksańca w bok, chociaż nic nie powiedziałam.

Mężczyzna, który z całą pewnością nie wyglądał jak kowboj, nie miał kapelusza na głowie, więc dobrze widziałam, jak wpatruje się we mnie zwężonymi oczami. Miał ciemne włosy i modną fryzurę, którą najwyraźniej ustylizował w umiejętny sposób za pomocą odpowiednich specyfików, co zupełnie nie kojarzyło mi się z prawdziwym kowbojem. Na jego skroniach, tuż nad idealnie równo przyciętymi bokobrodami, widać było ślady siwizny, a jednak wyglądał na zaledwie trzydzieści parę lat. Nie sprawiał wrażenia przedwcześnie postarzałego mężczyzny – raczej dystyngowanego twardziela, a gdyby był ubrany w coś innego niż znoszone lewisy i wyblakłą koszulkę z jackiem daniel’sem, spokojnie mógłby konkurować z dyrektorami generalnymi w kwestii zastraszania ludzi milczeniem.

Musiałam jednak przyznać, że nigdy nie pracowałam z tak przystojnym mężczyzną jak on. Bawełniana koszulka przylegała do jego szerokiej klatki piersiowej. Niecierpliwie przenosił ciężar ciała z jednej nogi na drugą, a dżinsy uwypuklały miejsce, na które nie powinnam patrzeć. Już miałam go zapytać, dlaczego ma na sobie buty, które pasowały raczej do jazdy harleyem niż na koniu, ale ostatecznie zachowałam swoje refleksje dla siebie, bo nie chciałam dostać kolejnego mocnego kuksańca od Em.

Nie, mężczyzna o imieniu Cyrus nie pasował do moich wyobrażeń. Zupełnie czegoś innego się spodziewałam, godząc się na szalony plan Emrys. Gdyby ten facet nie wyszedł nas powitać razem z dwoma pozostałymi mężczyznami, kiedy dojechałyśmy na miejsce vanem z lotniska, automatycznie założyłabym, że jest jednym z turystów, a nie przewodników górskich. Nie wyglądał na człowieka doskonale zaznajomionego z niegościnnym i słabo zamieszkanym terenem stanu Wyoming. Pod wpływem jego szorstkiego wyglądu i uporczywego spojrzenia znów zaczęłam się zastanawiać, dlaczego dałam się namówić przyjaciółce na urlop, który wydawał się raczej karą niż jakąkolwiek formą zabawy.

Gdy tak staliśmy, wpatrując się w siebie, poczułam jeszcze większy opór przed wyprawą w zalesione góry. Odwrócenie wzroku nie wchodziło w grę, gdyż w moim odczuciu oznaczałoby pewnego rodzaju przegraną. Nie byłam pewna, o co chodzi w tej bitwie, którą z nim toczyłam, ale źle znosiłam porażki, a wziąwszy pod uwagę fakt, że nigdy wcześniej nie czułam się tak podle, nie zamierzałam pierwsza przerwać kontaktu wzrokowego. Kochałam swoją najlepszą przyjaciółkę, ale w tamtym momencie miałam ochotę udusić ją za to, że namówiła mnie na tę tygodniową „babską wycieczkę”, która miała nas oderwać od cywilizacji i odświeżyć.

– Przybyłyście, panie, jako ostatnie. Wszyscy są już na miejscu. Damy wam trochę czasu na ulokowanie się w waszym domku, a potem spotkamy się z wami w głównym budynku na kolacji. Porozmawiamy o tym, czego się możecie spodziewać w tym tygodniu.

Tymi słowami zwrócił się do nas facet stojący w środku, najniższy z całej trójki i jedyny, który zdawał się zdolny do uśmiechu. Tamten muskularny mężczyzna z gniewną miną wciąż mi się przyglądał, a trzeci wyglądał raczej na znudzonego i poirytowanego – najwyraźniej witanie dziewczyn z miasta nie należało do jego ulubionych zajęć. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że ta mała wycieczka kosztowała mnie i Em majątek, ci niezupełnie prawdziwi kowboje mogliby przynajmniej urządzić przedstawienie powitalne i udawać zadowolonych na nasz widok. Zapłaciłyśmy im za niezapomniane wrażenia i jak dotąd rzeczywiście nam ich dostarczali, ale nie tak, jak się spodziewałam.

Zesztywniałam i zmrużyłam oczy. Niestety nie miałam żadnych szans na zrobienie groźnego wrażenia, głównie dlatego, że byłam ubrana w wygodne legginsy i zbyt luźną męską koszulkę, którą ukradłam swojemu byłemu. Mój strój świetnie nadawał się na podróż, ale nie wyglądałam w nim wystarczająco poważnie, żeby zbić z tropu zblazowanego mężczyznę, który mnie zaintrygował, a który miał być odpowiedzialny za moje życie i zdrowie przez następne siedem dni. Nie zamierzałam jednak puszczać mu płazem jego jawnie wrogiej postawy.

Byłam jedną z tych nieco zaniedbanych i nieporządnych kobiet, które zwykle muszą się trochę postarać, żeby wyglądać ładnie i elegancko. Każdego ranka przed pracą toczyłam bitwę z samą sobą. Potrafiłam wyglądać ślicznie przy minimalnym wysiłku, ale uzyskanie bardziej profesjonalnego i szykownego wyglądu w moim przypadku wymagało nieco więcej czasu i konkretnych umiejętności. Tamtego dnia wstałam o świcie i nie miałam na sobie swoich najlepszych ubrań, fryzury ani makijażu. W pełni zdawałam sobie sprawę, że z niesfornymi blond lokami w truskawkowym odcieniu, ściągniętymi niedbale w kucyk, wyglądam bardziej jak Raggedy Ann[3] niż odnosząca sukcesy inteligentna analityczka rynkowa, będąca również zaradną i niezależną kobietą. A przynajmniej byłam taka do czasu, kiedy się zakochałam w niewłaściwym facecie, który udowodnił mi, że wcale nie jestem tak bystra, jak myślałam.

Jedyny sympatyczny członek trio znów się do nas uśmiechnął i skinął głową w kierunku bagażu leżącego u naszych stóp. Kiedy Em rezerwowała tę wycieczkę, dali nam jasno do zrozumienia, że będzie to przygoda na świeżym powietrzu. Mieliśmy wyjechać konno w góry, zostawiając za sobą wszelką cywilizację i technologię. Dostałyśmy ścisłe instrukcje dotyczące tego, co powinnyśmy spakować, a w rezultacie moja torba była pełna nowych i nigdy nienoszonych ubrań przeznaczonych na górskie wycieczki. To były rzeczy, które potem miały trafić na dno szafy, a po latach do jakiejś organizacji charytatywnej, ponieważ do niczego by mi się nie przydały w moim codziennym życiu w Bay Area.

– Zaniesiemy z Suttonem wasze walizki i pokażemy wam, gdzie spędzicie noc – powiedział uśmiechnięty mężczyzna. – Macie, panie, jakąś godzinę do kolacji, więc możecie się odprężyć i odświeżyć.

To zabrzmiało świetnie. Miałam nadzieję, że gdy tylko nałożę trochę różu na policzki i podkreślę brwi, Pan Mądraliński, któremu zwrócę uwagę, że jego zabójcze spojrzenie i zachowanie są niedopuszczalne, potraktuje mnie poważnie.

Najwyraźniej tamten znudzony facet nazywał się Sutton, ponieważ zrobił krok naprzód i pochylił się, żeby podnieść torbę Emrys. Wydawało mi się, że usłyszałam jej westchnienie, ale może to był tylko świst powietrza.

Mężczyzna, który wyglądał, jakby zupełnie nie pasował do tego miejsca – często nazywanego „kowbojskim stanem” – zbliżył się do mnie o kilka kroków. Nie miałam innego wyjścia, jak tylko podnieść głowę i spojrzeć mu prosto w oczy. Wstrzymałam oddech, gdy okazały się najjaśniejszymi i najbardziej nieskazitelnymi szarymi oczami, jakie kiedykolwiek widziałam. Miały kolor dymu oraz srebra i przeszywały mnie niczym ostrza. Cyrus zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów. Palce u stóp podwinęły mi się z zaskoczenia w moich superwygodnych uggsach. Obuwie to świetnie się sprawdziło podczas podróży, ale na pewno nie pomogło mi wywrzeć na nim imponującego wrażenia.

Cy przemówił głębokim i chrapliwym głosem, który brzmiał tak, jakby rzadko go używał i potrzebował czasu, żeby wydusić coś z siebie. To był głos prawdziwego kowboja.

– To nie jest spa ani urlop all-inclusive, podczas którego każda pani zachcianka zostanie zaspokojona, pani Connor. To Dziki Zachód, a jeśli nie będziecie, panie, słuchały chłopców i zwracały uwagi na to, co mówią, w mgnieniu oka sprawy mogą się bardzo skomplikować.

Naturalnie miało to zabrzmieć jak surowe ostrzeżenie, a jednak z jakiegoś powodu wyobraziłam sobie ciepłe wieczory przy ognisku i jeszcze gorętsze w sypialni. Jego głos przywodził mi na myśl ostry seks i sprawne dłonie, którym bym nie odmówiła.

– Sutton i Lane dobrze sobie radzą z dziewczynami z miasta, które chcą się pobawić w kowbojki, ale odradzam wam patrzeć na nich, jakby się nie nadawali nawet do noszenia waszych bagaży albo nie spełniali waszych wysokich standardów.

Wprawdzie Cy miał wspaniały głos, ale jego osobowość pozostawiała cholernie wiele do życzenia.

Okazało się więc, że uśmiechnięty facet to Lane, a zrzędliwy to Sutton. Emrys przeczytała mi broszurę reklamową co najmniej dwadzieścia razy, kiedy próbowała mnie przekonać, że potrzebujemy wakacji i naprawdę musimy dokądś uciec. W ten sposób dowiedziałam się, że właściciele rancza, a zarazem organizatorzy wypraw, są braćmi. Po zdecydowanej postawie Cyrusa, jego atrakcyjnej siwiźnie we włosach i sposobie, w jaki próbował przywołać mnie do porządku, domyśliłam się, że to on był najstarszym bratem. Zresztą był nie tylko najstarszy, ale też największy. Naprawdę d u ż y. Ja mieściłam się w normie ze swoim metrem siedemdziesiąt, ale tamten facet górował nade mną i zastraszanie innych najwyraźniej przychodziło mu z wielką łatwością. Nie podniósł nawet głosu ani nie przybrał groźnej pozy. Po prostu stał przede mną, a jego słowa, wypowiedziane spokojnym, chrapliwym i niskim głosem, wystarczyły, żebym zadrżała ze strachu.

– Wiem, że to nie spa ani odosobnienie medytacyjne, panie… – Zarumieniłam się i umilkłam, gdyż zdałam sobie sprawę, że byłam zbyt zajęta ocenianiem jego wyglądu i zdolności utrzymania mnie przy życiu w nadchodzącym tygodniu, żeby zwrócić uwagę na to, jak się przedstawił.

– Warner, ale mówią na mnie Cy – mruknął.

Odchrząknęłam i niechętnie wyciągnęłam rękę, by uścisnąć jego dłoń.

– W porządku, Cy, nie patrzyłam na żadnego z was w niewłaściwy sposób – powiedziałam. – Zastanawiałam się tylko, czy na pewno macie odpowiednie kwalifikacje, aby utrzymać przy życiu sporą grupę ludzi podczas wyprawy w dzicz. Wydaje mi się zrozumiałe, że się o to martwię. Być może powinniśmy zacząć od początku?

Takie starcia zdarzały się często przy moim bezpardonowym zachowaniu i nadmiernej szczerości. Nie byłam dobra w trzymaniu języka za zębami, co znów obróciło się przeciwko mnie.

– Jestem Leora, ale większość moich przyjaciół nazywa mnie Leo – dodałam.

Moja ręka zawisła między nami niezręcznie, ale jej nie uścisnął, więc w końcu ją opuściłam. Cyrus nie spuszczał ze mnie wzroku. Emrys się poruszyła i nagle uświadomiłam sobie, że mamy widzów, którzy obserwują nasze starcie. Jego bracia stali kilka kroków dalej i przyglądali się z ciekawością naszej pełnej napięcia interakcji. Obiecałam swojej najlepszej przyjaciółce, że podejdę do tej przygody z otwartym umysłem, że będę gotowa na zmianę scenerii i zrobię, co w mojej mocy, aby się dobrze bawić. Ostatnio byłam beznadziejną przyjaciółką, więc zamierzałam dotrzymać obietnicy, nawet jeśli ten mężczyzna, który był niezupełnie prawdziwym kowbojem, za wszelką cenę starał się mi udowodnić, że miałam rację i ta podróż naprawdę była pomyłką.

– Sutton i Lane utrzymają was przy życiu, bo takie jest ich zadanie. Zadbają także o to, żeby wasza wyprawa okazała się warta każdego wydanego centa, ponieważ nasza reputacja jest dla nas niezwykle ważna na tym konkurencyjnym rynku. Na szczęście dla ciebie oni naprawdę lubią swoją pracę. Ich kwalifikacje są przedstawione we wszystkich naszych materiałach i na naszej stronie internetowej. To, że w twoich oczach nie wyglądają na wykwalifikowanych przewodników po dzikich terenach, nie czyni ich mniej kompetentnymi.

Bum! Ten facet był jeszcze bardziej bezpośredni i bezceremonialny niż ja. W głębi duszy szanowałam go za to, a jednak włosy zjeżyły mi się na karku, a plecy wyprostowały ze złości. Zaczęłam się zastanawiać, czy takie właśnie odczucia wzbudza w ludziach moja brutalna szczerość, gdy puszczają mi hamulce i przestaję być miła.

Zrobiłam krok do tyłu i otworzyłam usta z zamiarem powiedzenia, że to właśnie on, a nie jego niewątpliwie atrakcyjni bracia, był tym, który nie wyglądał na wystarczająco doświadczonego, aby poprowadzić nas w las i przez góry. Miałam zamiar stawić czoła temu wielkiemu, nieprzyjemnemu mężczyźnie, skrytykować go za jego niegrzeczność i nietakt, a następnie zażądać zwrotu pieniędzy. Ale zanim mój wrodzony irlandzki temperament zdążył przejąć dowodzenie nad zdrowym rozsądkiem, Emrys zainterweniowała i położyła dłoń na moim przedramieniu.

Jak zwykle, kiedy byłam już cała rozemocjonowana i gotowa palnąć kolejne głupstwo, Em wtrąciła swoje trzy grosze i ugasiła ogień, który we mnie zapłonął.

– Proszę wybaczyć mojej przyjaciółce, panie Warner. Urodziła się i wychowała w mieście i myślę, że po prostu czuje się trochę niepewnie w tej głuszy, na świeżym powietrzu. Zapewniam jednak, że obie jesteśmy ogromnie wdzięczne za wasz czas i cieszymy się, że tu jesteśmy. Nie możemy się doczekać, aż zobaczymy, co ten cudowny stan ma nam do zaoferowania.

Znów wbiła mi łokieć w bok, a ja spojrzałam na nią spode łba.

– Prawda, Leo? – zapytała.

Przewróciłam oczami i popatrzyłam na swoją niemal idealną najlepszą przyjaciółkę, zastanawiając się, jak to możliwe, że wygląda tak świeżo i nieskazitelnie po całym dniu podróży. W porównaniu z Emrys Santos wypadałam dość przeciętnie pod wieloma względami. Em była wysoka – miała blisko metr osiemdziesiąt wzrostu, i to w butach na płaskich obcasach. Jej lśniące kruczoczarne włosy nigdy się nie elektryzowały i były doskonale proste, jakby wykazywały jakąś niezwykłą odporność na wilgoć, a ciemne oczy, które obecnie błagały mnie o przyzwoite zachowanie, były lekko skośne, co podkreślało jej egzotyczną i niezaprzeczalną urodę. Byłaby właściwie idealna, gdyby nie wtrącała nosa w nie swoje sprawy i nie domagała się, aby wszystko układało się po jej myśli. Poza tym była świetna we wzbudzaniu poczucia winy.

Wiedziała, że jest mi ciężko po rozstaniu. Doskonale zdawała sobie też sprawę z tego, że mam problemy w pracy, która wymyka mi się spod kontroli, chociaż wcześniej zawsze była jedynym stabilnym obszarem w moim życiu. A jednak naciskała i błagała, aż w końcu zgodziłam się spędzić z nią tydzień na łonie natury, chociaż nigdy tego nie robiłam. Jakaś część mnie miała ochotę jej wygarnąć, żeby wreszcie pogodziła się z tym, że nie jestem podekscytowana tą wyprawą, ale wiedziałam, że ona tylko stara się mi pomóc i sprowadzić mnie z powrotem na właściwe tory. Poskromiłam zatem swój buntowniczy temperament i ugryzłam się w język, poprzestając jedynie na sztywnym skinieniu głową w jej stronę. Oczy Cyrusa rozbłysły rozbawieniem i mogłabym przysiąc, że doskonale zdaje sobie sprawę, iż zmuszam się do poprawnego zachowania.

– Tak jak powiedziałam, może powinniśmy zacząć od początku? – wycedziłam przez zęby z tak fałszywym uśmiechem, że aż rozbolała mnie od niego twarz.

Ale on tylko mruknął coś pod nosem i skierował uwagę na dwóch pozostałych mężczyzn, którzy celowo ignorowali zaciętą dyskusję między mną a ich starszym bratem. Co więcej, oboje odsunęli się nieco, jakby wiedzieli, że jego gniew jest ogniem, który może spalić wszystko, czego się dotknie.

– Idźcie je ulokować, a ja pójdę do domu i powiem Brynn, że wszyscy już są – warknął szorstko.

Tak oto zostałyśmy bezceremonialnie odprawione, a Cy odwrócił się na pięcie w swoich zupełnie niekowbojskich butach i ruszył w stronę ogromnego, rozległego budynku wzniesionego w całości z bali. Przypominał on bardziej rustykalną górską rezydencję, ale domyśliłam się, że lepiej nie wspominać o tym na głos, skoro w tak krótkim czasie już zdążyłam się narazić.

Lane, który nie miał problemu ze szczerzeniem się do nas, podniósł moją torbę z ziemi i obdarzył mnie uroczym uśmiechem, z którym już zaczynałam go kojarzyć.

– Nie przejmujcie się zbytnio Cyrusem – uspokoił nas. – On tylko dużo szczeka, ale rzadko gryzie, a po dzisiejszym wieczorze raczej nie będziecie miały z nim do czynienia. Zjawia się na szlaku tylko wtedy, kiedy musi.

Z jakiegoś powodu moje ciało przeszył dreszcz na myśl o zostaniu ugryzioną przez Cyrusa. Poszłam za Lane’em i Emrys, którzy ruszyli w stronę drewnianych domków, znajdujących się w odległości kilkuset jardów od gigantycznego głównego budynku.

– Jeśli do wszystkich zwraca się w ten sposób, to wątpię, abyście mieli wielu stałych gości – skomentowałam.

Roześmiał się, a ja zapragnęłam odwzajemnić jego uśmiech. Wyglądało na to, że był najfajniejszy z nich wszystkich i natychmiast zdecydowałam, że lubię go najbardziej.

– To przez to kwestionowanie, czy jesteśmy prawdziwymi kowbojami – odparł. – Coraz bardziej drażnią go ludzie z miasta, którzy mają swoje z góry przyjęte wyobrażenia o tym, jak wygląda Dziki Zachód i co trzeba zrobić, żeby przetrwać w górach. Odwiedza nas sporo takich weekendowych wojowników, którzy myślą, że świetnie poradzą sobie w dziczy, a potem marudzą przez całą drogę. Cy chroni naszą ziemię i styl życia, więc nie jest mu łatwo wpuszczać tu obcych, chociaż w ten sposób zarabiamy na chleb. Nie wszyscy kowboje noszą kowbojskie kapelusze i mają wąsy w stylu Sama Elliotta[4]. Cy nigdy tak się nie ubierał, nawet gdy byliśmy młodsi. Wierz mi, nie jesteś pierwszą osobą, która po przyjeździe tutaj okazała rozczarowanie, że wyglądem nie przypominamy bohaterów Nienawistnej ósemki.

Westchnęłam i spojrzałam na niego kątem oka.

– Nie wiedziałam, że to usłyszałeś – powiedziałam.

Byłam pewna, że wyszeptałam te słowa na tyle cicho, żeby tylko Emrys mogła mnie usłyszeć.

– Jesteś przyzwyczajona do miejskiego zgiełku i kakofonii odgłosów w zatłoczonych miejscach, które tłumią wszelkie szepty – odrzekł. – Na otwartej przestrzeni nic nie zagłusza dźwięku, który niesie się daleko. Tutaj przyzwyczajasz się do mówienia tego, co myślisz, i szybko się uczysz, że nie można cofnąć wypowiedzianych słów. Możesz spróbować, ale ślad po nich i tak pozostanie.

– Zapamiętam to sobie – odparłam.

Przechyliłam głowę na bok i zapytałam:

– Jeśli to ty i Sutton jesteście przewodnikami, to czym się zajmuje Pan Mądraliński? Poza zastraszaniem i besztaniem gości, którzy mu płacą?

Nie rozumiałam, dlaczego tak intryguje mnie ten najbardziej nieprzyjemny z braci, ale musiałam się wręcz powstrzymać od zarzucenia Lane’a pytaniami na jego temat.

Znów się roześmiał i tym razem ja także uśmiechnęłam się do niego. Z bliska, gdy rondo kapelusza nie zakrywało mu twarzy, mogłam wyraźnie zobaczyć jego przystojną twarz. Był dużo młodszy od swojego najstarszego brata, a jego oczy miały niebieski odcień. Wydawał się bardziej atrakcyjny i sympatyczny niż Cy, mimo że ich szczęki i kości policzkowe były podobne. Lane Warner miał również uśmiech z jednym dołeczkiem, przez co natychmiast uznałam go za absolutnie czarującego. Nie wiedziałam, czy prawdziwi kowboje mają dołeczki, ale pomyślałam sobie, że wszyscy powinni je mieć, jeśli mieliby wyglądać równie dobrze, jak on. Ten przystojniak mógłby się spodobać każdej kobiecie, podczas gdy jego starszy brat charakteryzował się specyficznym, ponurym i surowym wyrazem twarzy, który mógłby przemówić raczej do kobiet pragnących czegoś wyjątkowego, niezapomnianego i niemożliwego do przeoczenia.

– Pan Mądraliński… – Lane się roześmiał. – Cy wpadłby w szał, gdyby się dowiedział, że tak go nazywasz. To właśnie dlatego zwykle unika gości. Pojawia się tylko, żeby ich przywitać i upewnić się, że wszyscy słuchają uważnie, jak omawiamy zasady i reguły postępowania w trakcie wyprawy, ale potem wraca do prowadzenia rancza i innych swoich interesów. Razem z Suttonem wykonujemy brudną robotę, ale to Cy jest naszym mózgiem. Przejął ranczo kilka lat temu, kiedy nasz staruszek zaczął podupadać na zdrowiu. To on wpadł na pomysł organizowania wycieczek i wakacji z przygodami. Kiedy był w college’u, wszyscy jego kumple zjeżdżali się tutaj w wakacje, żeby pojeździć konno i obozować w lesie. Cy wykorzystał coś tak prostego, jak spędzanie czasu z przyjaciółmi na łonie natury, i przekształcił to w biznes. Zapłaciłaś, żeby się tu znaleźć, więc wiesz, jak dochodowe jest dla nas to przedsięwzięcie. Cy uratował ranczo i pomógł tacie, dzięki czemu staruszek nie musiał się niczym martwić przez kilka ostatnich lat życia.

Powiedział mi więcej, niż się spodziewałam usłyszeć, ale były to cenne informacje na temat mężczyzny, który zdołał tak szybko mnie zirytować, a jednocześnie zaintrygować. Lane mówił o swoim starszym bracie z nieskrywaną dumą, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Ale uśmiech ten szybko zgasł, gdy doszliśmy do chatki i jego zrzędliwy brat (mniej podobny do tego, który tak mnie zafascynował) otworzył drzwi i bezceremonialnie rzucił torbę Emrys na podłogę.

Sutton uniósł wysoko brodę, ominął nas i zszedł po schodach. Był wysoki i szeroki w barach jak jego starszy brat, ale miał zielone oczy, bez odrobiny błękitu czy szarości. Z powodu opadniętych kącików ust i bruzdy między oczami sprawiał wrażenie nadąsanego i markotnego, a nie ponurego i poważnego jak Cy. Nie ulegało wątpliwości, że również był skandalicznie atrakcyjnym młodym mężczyzną. Emrys najwyraźniej też to zauważyła, bo nie odrywała od niego wzroku. Ja jednak miałam dość własnego wewnętrznego chaosu i sama przypominałam chodzącą chmurę gradową, więc nie byłam zainteresowana jego zgorzkniałym usposobieniem ani tym, z czego ono wynika.

Lane położył moją torbę ze znacznie większą delikatnością, po czym obdarzył mnie smutnym uśmiechem i czubkiem palca dotknął daszka swojej czapki.

– Trzeba przyznać, że praca z rodziną nigdy nie jest nudna – powiedział. – Będziecie miały wspaniałą wycieczkę. Zadbam o to.

Wyszedł, a Emrys zamknęła drzwi, obróciła się do mnie, zarzucając tymi swoimi doskonałymi włosami, i popatrzyła na mnie zwężonymi, urzekającymi, ciemnymi oczami.

– Zdajesz sobie sprawę z tego, że przeginasz, prawda? – zapytała.

Była wkurzona i nie dziwiłam się jej.

– Przepraszam – odparłam. – Naprawdę nie sądziłam, że ktoś oprócz ciebie mnie usłyszy, a tym bardziej nie spodziewałam się, że moje obserwacje zostaną potraktowane jako atak.

Tupnęła nogą obutą w odpowiednie skórzane sztyblety do jazdy konnej i sapnęła zirytowana.

– Wiem, że nie chciałaś, żeby cię usłyszeli, ale nie o to chodzi – wyjaśniła. – Po tym, jak cię potraktował Chris, ciągle podejrzewasz ludzi, że udają kogoś, kim nie są. I wszyscy na tym cierpią.

Chris to mój były chłopak. Myślałam, że spędzę z nim resztę życia, że czeka nas szczęśliwa przyszłość i że wspólnie będziemy wychowywać nasze dzieci. Zwykle trzymałam mężczyzn na dystans, ale on wydawał się tak doskonały, że mu zaufałam. Byłam przekonana, że jesteśmy idealnie do siebie dopasowani. Nasza relacja była łatwa i nieskomplikowana. Nie wymagała ode mnie żadnego wysiłku. Chris stanowił ucieleśnienie mojego wymarzonego mężczyzny, dopóki nie dowiedziałam się, że to jedno wielkie kłamstwo.

Nic, co mi powiedział o swojej przeszłości, przyszłości i o tym, czym się zajmuje, nie było prawdą. Okłamał mnie co do tego, kim był i kim ja byłam dla niego. Wciąż częstował mnie kłamstwami, a gdy przyłapałam go na nieuczciwości, powiedział tylko, że sama tego chciałam. Stwierdził, że bardzo łatwo było mnie okłamywać, bo nigdy nie prosiłam o prawdę. Zarzucił mi, że sama ignorowałam wszystkie oczywiste znaki ostrzegawcze, które świadczyły o tym, że jestem oszukiwana. Zabolało mnie to, ponieważ rzeczywiście przymykałam oczy, gdy coś wydawało się nie tak – było to dla mnie łatwiejsze niż dociekanie prawdy i ryzykowanie, że zostanę zraniona.

Zerwałam z nim ponad trzy miesiące temu i wciąż lizałam rany. Nie mogłam uwierzyć, że byłam na tyle głupia, aby się zakochać w kimś tak zakłamanym i fałszywym. To właśnie rozpad naszej relacji poskutkował moją nienawiścią do siebie i ogólną mizantropią. Prześladowały mnie jego kłamstwa i moja łatwowierność. Miałam poczucie, że nie mogę już ufać własnym osądom ani decyzjom. Zawsze byłam taka ostrożna i nieufna, a jednak pozwoliłam, aby Chris przedarł się przez moje mechanizmy obronne, i czułam się z tego powodu okropnie naiwna i żałosna. W rezultacie odbudowałam mur wokół siebie, z tym że tym razem był tak wysoki i nieprzenikniony, że nawet moja najlepsza przyjaciółka nie miała już do mnie dostępu.

Jedyna osoba w moim życiu, która nie była ze mną spokrewniona i której całkowicie ufałam, to właśnie kobieta stojąca naprzeciwko mnie. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, że w ostatnich miesiącach ciągle sprawiałam jej zawód. Kiedy byłam z Chrisem, uparcie ignorowałam jej ostrzeżenia, gdy mówiła, że coś jej nie gra w jego opowieściach. Namawiała mnie, żebym zobaczyła, gdzie mieszka, poznała jego przyjaciół i rodzinę, argumentując, że przecież spotykam się z nim już ponad pół roku. Po zerwaniu z nim znów ją zawiodłam. Zamknęłam się w sobie i skupiłam na swoim cierpieniu. Udawałam, że ostatnia połowa roku nie zniszczyła doszczętnie mojego poczucia własnej wartości. Nie byłam dziewczyną, która zwykła stawiać wszystko na jedną kartę, a gdy tak postąpiłam, zniszczyło mnie to. Emrys zasłużyła na lepszą przyjaciółkę, ale nigdy ze mnie nie zrezygnowała, nawet kiedy byłam zajęta swoimi głupimi problemami.

Wyciągnęłam ręce i położyłam dłonie na jej ramionach. Musiałam podnieść głowę, żeby spojrzeć jej w oczy.

– Spędzimy tu wspaniały tydzień – obiecałam szczerze. – Przyrzekam, że nie będę sprawiać problemów. Wsadzę mordę w kubeł w temacie facetów, którzy nie są do końca kowbojami. Rozchmurzę się i będę się delektować tym obrzydliwie czystym, nieskażonym powietrzem oraz niezakłóconym spokojem. Spróbuję nawet naprawić stosunki z Panem Mądralińskim, jeśli cię to uszczęśliwi. Dobrze?

Pokręciła głową, ale na jej ustach, które nie potrzebowały szminki ani konturówki, żeby przypominać doskonały łuk Kupidyna, zakwitł niepewny uśmiech. Gdyby nie była moją najlepszą przyjaciółką i gdybym nie wiedziała, że ma wielkie, bezgranicznie hojne i życzliwe serce, prawdopodobnie wcale bym za nią nie przepadała. Miałabym jej za złe, że wydaje się tak zwyczajnie nieskazitelna. Na szczęście poznałyśmy się na długo przed tym, zanim Chris zamienił mnie w podejrzliwego dupka, który wszystko podważał i nikomu nie ufał. Utrata przyjaźni Emrys byłaby dla mnie największą życiową tragedią właśnie dlatego, że moja przyjaciółka była tak onieśmielająco doskonała.

– Chcę, żebyś się zresetowała i naładowała akumulatory, Leo. Chcę, żebyś sobie przypomniała, że jesteś najmądrzejszą i najzdolniejszą kobietą, jaką znam. To, co zaszło z Chrisem, nie definiuje cię w żaden sposób. Wybrałaś się na przejażdżkę z czarującym przystojniakiem i teraz ponosisz tego konsekwencje, ale to nie koniec świata. Nie jesteś pierwszą kobietą, której się to przydarzyło. I na pewno nie ostatnią. Chcę, żebyś zostawiła przeszłość za sobą i wróciła do bycia tą, która zawsze była moją najlepszą przyjaciółką.

Powiedziała to z takim smutkiem i bezradnością, że aż żołądek zacisnął mi się w ciasny węzeł. Potrząsnęła lekko głową i rzuciła mi spojrzenie, pod którego wpływem zakłuło mnie w sercu.

– Bo ta kobieta… – Skinęła na mnie, patrząc na koszulę, którą miałam na sobie. Wiem, że powinnam była ją spalić, kiedy powiedziałam mu, że nie chcę go już więcej widzieć, a jednak tego nie zrobiłam. – Jakoś za nią nie przepadam.

Ja też nie byłam fanką tej kobiety, którą się stałam, ale nie miałam pojęcia, jak się jej pozbyć. Właściwie to zaczynałam się zastanawiać, czy może właśnie taka mam już teraz być, ale ta myśl straszliwie mnie przygnębiała.

– Zostawiam to za sobą, Em – powiedziałam i zdjęłam dłonie z jej ramion. Schyliłam się, żeby podnieść swoją torbę i zanieść ją na jedno z małych podwójnych łóżek z uroczymi rustykalnymi ramami. Musiałam niechętnie przyznać, że ktoś się bardzo postarał, aby wystrój wnętrza pasował do klimatu rancza. Efekt był naprawdę czarujący i odpowiedzialne za niego osoby najwyraźniej odwaliły kawał dobrej roboty, żeby zbadać, jakie rozwiązania najbardziej spodobają się klientom. Sama zajmowałam się analizowaniem tego, na co ludzie chcą wydawać pieniądze, więc potrafiłam docenić, gdy jakaś firma podjęła dodatkowe kroki w celu zrozumienia rynku i swoich klientów.

Usłyszałam za sobą ciche westchnienie Emrys.

– W czasach zanim poznałaś Chrisa, nigdy nie zarzuciłabyś tym facetom, że nie są prawdziwymi kowbojami. Byłabyś zbyt zajęta podziwianiem ich seksownych tyłków w tych dżinsach, żeby się zastanawiać, czy są wystarczająco „kowbojscy”.

Niestety miała rację.

Wydobyłam z siebie stłumiony chichot i spojrzałam na nią przez ramię.

– Ich tyłki rzeczywiście wyglądają fenomenalnie w dżinsach – przyznałam.

Zwłaszcza tyłek Cyrusa, gdy się odwrócił i odmaszerował pewnymi, długimi krokami, zaraz po tym, jak mnie zbeształ. Sprawiał wrażenie mężczyzny zdeterminowanego w dążeniu do celu. Poruszał się tak, jakby nic nie miało prawa stanąć mu na przeszkodzie, a to, co zamierzał zrobić, było najważniejsze na świecie. Zawsze wyobrażałam sobie, że prawdziwy kowboj porusza się w ten sposób, chociaż moja wybujała wyobraźnia podsuwała mi jeszcze obraz lekko pałąkowatych nóg, dla bardziej dramatycznego efektu.

Emrys się roześmiała i kamień spadł mi z serca, dzięki czemu zrzuciłam z niego odrobinę tego ciężaru, który mnie tak przytłaczał.

– Po prostu bądź miła dla wszystkich przez ten tydzień, Leo. Tylko o to cię proszę.

– To mogę ci obiecać.

Nie prosiła o wiele i wiedziałam, że dam radę spełnić jej życzenie, o ile najstarszy Warner będzie się trzymał ode mnie z daleka. Przyjechałam tam, aby spędzić wspaniale czas z przyjaciółką i podarować sobie oraz swojemu zmaltretowanemu sercu tak bardzo potrzebną przestrzeń. Straciłam zaufanie do siebie i świata, ale liczyłam na to, że gdy pozostawię za sobą wszystko, co znam, otaczająca mnie cisza uzdrowi otwarte, głębokie rany, które zadał mi Chris razem ze swoimi kłamstwami.

Byłam gotowa zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby zaufać tym niezupełnie prawdziwym kowbojom, że nie tylko przeprowadzą nas przez góry, ale także w jakiś magiczny sposób przybliżą mnie do osoby, którą byłam, zanim mnie złamano.

[1] Garth Brooks – amerykański piosenkarz country (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

[2] Luke Bryan – amerykański piosenkarz country.

[3] Raggedy Ann – szmaciana lalka o rudych włosach z książek dla dzieci autorstwa Johnny’ego Gruelle’a.

[4] Sam Elliott – amerykański aktor z charakterystycznymi wąsami.

Rozdział 2

Niecodzienna rozmowa w porze kolacji

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Wprowadzenie
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16

TYTUŁ ORY GINAŁU:

Retreat (Getaway #1)

Redaktor prowadząca: Ewelina Sokalska

Redakcja: Ewa Kosiba

Korekta: Ewa Popielarz

Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © Ollyy; © Konstanttin (Shutterstock.com)

Retreat Copyright © 2016 by Jennifer M. Voorhees.

All rights reserved.

Copyright © 2019 for the Polish edition

by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Karolina Bochenek, 2019

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2019

ISBN 978-83-66338-93-7

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek