Opis

Tytułowe „Dzikie gęsi”, to osoby transseksualne, które nie mogą odnaleźć się w swojej biologicznej płci. Autorka, przedstawiona w książce jako główna bohaterka – Paula, opisuje historię swego życia. Z niezwykłym realizmem ukazuje problemy, z jakimi boryka się osobą próbująca odnaleźć swoją tożsamość. Są to problemy nie tylko finansowe, czy prawne ale przede wszystkim emocjonalne. Związane z trudnością odnalezienia akceptacji w rodzinie oraz społeczeństwie i traktowaniem takich osób instrumentalnie. Wszystkie te problemy nawarstwiają się i zamieniają życie w codzienną walkę. Matka wciąż zwraca się do niej "Wojtek", była żona unika spotkań, a dzieci całkowicie się od niej odcięły. Wstydzą się. Marianna rozumie ich reakcje, żale i lęki. Tylko jej nie rozumie nikt.

Wydanie książki zbiegło się w czasie z dyskusją na temat zawetowanej przez Prezydenta Andrzeja Dudę, przyjętej przez parlament w sierpniu Ustawy o uzgodnieniu płci. Książka nie jest głosem w tej sprawie ale może przybliżyć czytelnikom z jakimi problemami borykają się osoby chcące wyzwolić się z „nie swojego ciała”. Ustawa o uzgodnieniu płci miała uprościć procedurę zmiany płci wpisanej m.in. w akt urodzenia, jeśli nie odpowiada ona płci odczuwanej przez daną osobę. Ustawa dotyczy wyłącznie procedur prawnych a nie dotyka kwestii medycznych.

Warto też wspomnieć, że Autorka książki jest bohaterką nagrodzonego choćby na 55. Krakowskim Festiwalu Filmowym czy na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Locarno, dokumentu Karoliny Bielawskiej „Mów mi Marianna” będącym opowieścią o transseksualizmie, wykluczeniu i nadziei. Wielkie, piękne kino.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 238

lub

Marianna Klapczyńska

Dzikie gęsi

Copyright © Marianna Klapczyńska; 2015 Copyright © Wydawnictwo Witanet; 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone

Skład tekstu, projekt okładki i opracowanie graficzne: Ryszard Maksym

Fotografia na okładce: © by ImageDJ

ISBN: 978-83-64343-88-9

Wydawca:

Wydawnictwo WITANET

tel.: #48 601 35 66 [email protected]

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Książka ani żadna jej część nie mogą być publikowane ani w jakikolwiek inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.

Skład wersji elektronicznej:

Patronat:

Nie pytaj mnie mamo czy wierzę

Czy Bóg istnieje i gdzie

Czy myślisz o mnie

I gdzie będziesz, jak już nie będzie mnie.

A jeśli, mój Boże, istniejesz

I o mnie wiesz,

To czy o mnie pamiętasz i wiesz,

Przez co przeszłam?

A może już zapomniałeś mnie.

I może ja sama jedynie to wiem i myślę czasem nad sensem, wszystkiego. Czy jest?

Czy już nie ma nikogo kto podniesie mnie?

Bo po co to wszystko?.

I czy w ogóle coś ma jakiś sens?

Czy jest jedynie gorycz? Czy może? Czy? Czy może?

Może tylko pozostają łzy?

Rozdział 1

Paulina

Otworzyła oczy i zobaczyła podsufitkę swojego samochodu.

Obudziła się w swoim samochodzie. Nie po raz pierwszy w ostatnim czasie. Usiłowała usiąść lecz nie mogła ruszyć nogą. Spała zwinięta w kłębek na tylnym siedzeniu. Cała była zdrętwiała. Zaczęła gorączkowo ją rozcierać. Po chwili zaczęło wracać jej czucie. Popatrzyła przez szyby na zewnątrz. Wokół leżał śnieg. Była zima i to na całego. Paulina popatrzyła smutno. Na co mi przyszło – pomyślała. Spojrzała na zegarek. Dochodziła piąta rano. Jeszcze mam trochę czasu. O siódmej zaczynała pracę. Ile bym dała żebym mogła położyć się w normalnym, ciepłym łóżku. Poczuła narastające parcie w pęcherzu. Chcąc nie chcąc muszę się ruszyć. Popatrzyła z niechęcią na zewnątrz. Wzięła torebkę i wysiadła. Przed sobą miała ogromną elewację hipermarketu TESCO. Ilekroć musiała nocować w aucie, parkowała tutaj, bo w TESCO była całodobowa toaleta. Ponadto można było się chwilę ogrzać. Wpadła w pół biegiem do ubikacji przyparta nagłą potrzebą. Rozejrzała się wokół. Nie było nikogo. Zdecydowanym krokiem podeszła do najbliższego pisuaru. Podciągnęła spódniczkę do góry. A co ja będę się chrzaniła. Pomyślała przewrotnie. Wszystko dla ludzi. Szybko i sprawnie się wysiusiała. Wyszła z ulgą, stanęła przy umywalce i zmyła twarz. Wyjęła z torebki kosmetyczkę i umalowała się. Popatrzyła w lustro zadowolona z efektu. Poprawię jeszcze oko. Stwierdziła i sięgnęła po eyeliner. Lubiła ostatnio mocniej się pomalować. Wejdę jeszcze na sklepu. Pomyślała. Poczuła się bardzo głodna. Poszła do działu ze słodyczami i kupiła pączki. Wzięła całe opakowanie – 10 sztuk. Za kasami usiadła na ławeczce i je wyjęła. Zaczęła zajadać. Jednego za drugim. To był wypróbowany już przez nią sposób. Ilekroć była naprawdę głodna, tak oszukiwała głód. Przekonała się że to rzeczywiście przynajmniej na pewien czas działa. Paulina żyła tak już od miesiąca. Od chwili, kiedy matka wyrzuciła ją z domu.

Dwa tygodnie później.

Przeszła koło hotelu Merkury i zapuściła się w śródmiejskie ulice. Wyjęła z torebki zapisany na kartce adres i stanęła przed bramą jednej z kamienic. No, to chyba tutaj. Pomyślała i weszła na klatkę. Na drugim piętrze stanęła przed ogromnymi drzwiami i zastukała. Po chwili otworzył jej młody chłopak.

– Cześć. Przywitał się z nią.

– Ty do nas? – zapytał. Z głębi dobiegł ją gwar rozmów.

– Chyba tak. Ja na grupę wsparcia dla trans.

– A, to wchodź. Skinął ręką otwierając szerzej.

Spojrzał na nią uważniej.

– Ty pierwszy raz? – spytał.

– Tak – nieśmiało powiedziała Paulina.

– Nic się nie bój. Tutaj wszyscy są przyjaźni i wyrozumiali. Ja jestem Marcin i... chyba łączą nas wspólne problemy – powiedział domyślając się po co przyszła.

– Ja jestem Paulina. Tak nazywają mnie w pracy. Bo naprawdę... to wiesz... – przedstawiła się ze wstydem. Marcin wziął ją za rękę.

– Spokojnie – powiedział uspokajająco. – Tutaj wszyscy to rozumieją. Ja naprawdę to jestem Renatą i wszyscy mówią mi Marcin. Nikt nie będzie cię o takie rzeczy dopytywał. Zobaczysz. Chodź dalej, poznasz wszystkich.

Weszli do dużej Sali, w której na środku stał stół. Paulina usiadła na wolnym krześle. Obok niej usiadł Marcin.

– Spokojnie – szepnął do niej – Wyluzuj i mów spokojnie wszystko, co leży ci na sercu. Jesteś wśród przyjaciół.

Paulina zerknęła ukradkiem na niego. Jaka fajna, sympatyczna osoba – pomyślała. Głos zabrał dobrze zbudowany chłopak.

– Ja jestem Heniek – powiedział. Większość z was już dobrze się zna. Widzę nowe osoby więc przedstawimy się sobie kolejno – zarządził. Wszyscy zaczęli kolejno się przedstawiać. Jak doszli do Pauliny, odezwała się zawstydzona:

– Ja jestem Paulina i jestem teską M/K. Prawdziwego imienia nie chcę mówić bo go się wstydzę i w ogóle nie cierpię.

– Spokojnie, tego mówić nie musisz. Dla nas będziesz odtąd Pauliną – uspokoiła Paulinę siedząca razem z nimi kobieta w średnim wieku.

Popatrzyła na Paulinę przyjaźnie i spytała:

– A może opowiedz nam trochę o sobie, Paulinko?

Paulina zaczęła mówić. O sobie i swoim życiu. O dzieciństwie i teraźniejszej sytuacji. Otworzyła się przed nimi. Aż jej ulżyło.

– Tak jak widzicie zostałam teraz bezdomna. Zakończyła.

– A teraz gdzie nocujesz? – zapytał Heniek.

– No wiesz, gdzie się uda. Ostatnio najczęściej w samochodzie – przyznała się – Już czuję się brudna i śmierdząca. Wstydziłam się przez to do was przyjść.

– Nie martw się i nie wstydź. Tutaj jest dużo takich osób po przejściach – powiedziała tamta kobieta – Ja jestem Teresa – przedstawiła się wyciągając do Pauliny rękę.

Kolej przyszła na Marcina.

– Ja jak już w większości wiecie jestem Marcin – przedstawił się – I jestem transem K/M.

Tak jak Paulina, opowiedział o sobie, o swoich problemach i relacjach z rodzicami.

W sumie jesteśmy bardzo do siebie podobni. Stwierdziła w myślach Paulina. Różni nas jedynie odczuwana przez nas płeć.

Spotkanie przeciągnęło się do późnego wieczora, skończyło się dopiero o dwudziestej pierwszej trzydzieści. Wyszli wszyscy razem na ulicę. Paulina rozejrzała się chcąc zorientować się, w którą stronę ma iść. Jej auto stało kilka ulic stąd. Znowu przede mną noc. Pomyślała smutno. Podszedł do niej Marcin.

– A ty co zrobisz? Masz dokąd iść? – spytał z troską.

– Mam tutaj niedaleko samochód – odpowiedziała – Wsiądę i jakoś do rana przetrzymam.

– Ja też jeszcze nie wiem gdzie pójdę. Jestem z Lublina i jutro mam tutaj w Warszawie sprawę do załatwienia – przyznał się.

– Ale jak to? Chcesz całą noc przeczekać na ulicy? Przecież jest tak zimno.

– Jak trzeba będzie to co zrobić? Takie jest życie.

Paulina zmartwiła się na poważnie. Pomyślała chwilę.

– Wiesz co?... To chodź ze mną do mojego auta – zaproponowała – Włączymy sobie ogrzewanie i zastanowimy się. 

Marcin zawahał się.

– To chodź – podchwycił – Rzeczywiście jest zimno, a we dwoje raźniej.

Szybkim krokiem poszli do samochodu Pauliny. Paulina uruchomiła silnik i po paru chwilach zaczęło robić się ciepło.

– Ale fajnie. Cieplutko i przytulnie – powiedział Marcin zadowolony.

Zaczęli rozmawiać.

– Zobacz Marcin. Piętnaście minut drogi stąd mieszka moja mama. I na pewno nie marznie. – powiedziała Paulina z goryczą.

– Też, jak słyszałaś, nie mam z rodzicami lekko – powiedział Marcin – Ale mam chociaż mieszkanie w Lublinie.

– Ja mogę o takim czymś tylko pomarzyć. Mogłabym mieć swój dom wszędzie. Nawet na końcu świata. Byle tylko mieć.

Marcin zamyślił się głęboko.

– To wiesz co? – powiedział zdecydowanie – To jedź ze mną do Lublina. U mnie jest ciepło i dobrze. Wykąpiesz się, odpoczniesz.

– Co to mamy dzisiaj?... piątek. Zastanowiła się na głos Paulina. Ja w poniedziałek do pracy. Jakbyśmy pojechali moim samochodem to bym zdążyła. – Dla Pauliny propozycja wydała się bardzo kusząca. Nadchodząca noc wydawała się jej przerażająca.

– A dużo masz paliwa? Zapytał Marcin.

– Jeszcze trochę jest. – Odpowiedziała. Nieźle zarabiała, na tyle dobrze, że pieniądze nie stanowiły dla niej specjalnego problemu.

– No, ale ty miałeś jutro tu sprawę – Przypomniała trzeźwo.

– Nieważne. Teraz ty jesteś w potrzebie i chcę ci pomóc. W takim razie dawaj. Od razu jedźmy – żywiołowo powiedział Marcin.

Paulina w tym momencie podjęła decyzję, która miała być dla niej przełomową. Było już dobrze po północy gdy znaleźli się na szosie wylotowej prowadzącej do Lublina.

Rozdział 2

Dwa lata później.

Życie

Silnik autobusu mruczał przyjemnie, a ciepło ogrzewało jej miło nogi. Bała się zimna. Panicznie. Zostało to jej z okresu, kiedy w jej życiu nie było tak dobrze. Już od pewnego czasu lubiła swój poranny autobus, którym codziennie dojeżdżała do pracy. Codziennie ten sam. Te same twarze współpasażerów zerkające ukradkiem na nią. Paulina czuła, że akceptują ją. Wreszcie. Po kilku latach. Po tylu staraniach i walce o siebie. Nikt już jej nie wytykał palcami i się nie śmiał. Dla ludzi była swoją. Nareszcie. Naraz kątem oka zauważyła, że mężczyzna siedzący obok zaczął się jej uważnie przyglądać. Spojrzała na swoje nogi. Na sobie miała dzisiaj króciutką czarną spódniczkę. Założyła nogę na nogę. Trochę zawadiacko. Ostatnio bawiło ją zainteresowanie ze strony mężczyzn. Wiedziała, że się podoba. Dowartościowywało to ją. Paulina zatopiła się we własnych myślach. Autobus wjechał na most Poniatowskiego. W tym momencie siedzący z boku mężczyzna ożywił się. Przysunął się do niej i wyciągnął ciastka.

– Proszę się poczęstować – powiedział grzecznie.

– O, bardzo dziękuję – wzięła herbatnika i zaczęła powili go pogryzać – Jest pan bardzo miły, ale czy ja wyglądam na głodną, że pan mi się tak przyglądał?

– Na piękną kobietę zawsze miło popatrzeć – odpowiedział zdecydowanie.

Paulina trochę się zmieszała. Nie czuła się zbyt pewnie.

Mężczyzna przedstawił się:

– Jestem Adam. A pani?

– Ja? Ja jestem Paulina – odpowiedziała grzecznie.

– Ale mam dzisiaj szczęście. Spotkać taką śliczną dziewczynę.

Uśmiechnął się.

– Niech mi pani koniecznie zostawi swój numer telefonu. Bardzo proszę, inaczej nie wypuszczę pani – zażartował.

No nie. Paulina trochę się zlękła. A niech tam. Potem pomyślę, co z tym zrobić. Inaczej się przecież ode mnie nie odczepi. Wyciągnęła z torebki telefon i podyktowała numer. Oddzwonił na jej komórkę.

– Muszę mieć pewność, że mnie pani nie oszukuje – powiedział.

– No, ja już tutaj wysiadam – powiedziała i wstała z siedzenia. Wysiadł za nią.

– Odprowadzę panią.

– Ale ja się śpieszę do metra bo jadę do pracy.

– A ja też, i też jadę metrem.

Wziął ją za rękę i zeszli do zejścia podziemnego. Przed bramkami Paulina powiedziała:

– No ja już muszę iść. Było mi miło.

– W takim razie do widzenia i do następnego spotkania.

Pocałował jej dłoń. Poczuła się trochę dziwnie. Pierwszy raz w życiu ktoś pocałował ją w rękę. Wbiegła na peron gdy akurat wjeżdżał pociąg. Wsiadła i usiadła na wolnym miejscu. Zaczęła myśleć o sytuacji sprzed chwili.

Nie powinnam się z nim spoufalać – pomyślała Z tego mogą wyniknąć tylko kłopoty. Facet będzie oczywiście chciał mnie bzyknąć. I jak co do czego to się rypnie, kim jestem. Oj, to się kiedyś dla mnie źle skończy. A co tam, zobaczymy, może nie będzie tak źle? A właściwie? Przecież niczego złego nie robię. Ale dzisiaj zimno. Zrobię sobie w pracy gorącą czekoladę z mleczkiem. Paulina usiadła wygodnie i z przyjemnością jechała. Pociąg szybko przemierzał tunel. Właściwie już była w pracy. Te pociągi były jej pasją. Fascynowały ją, od zawsze była kolejarą. Wtedy, jak zatrudniała się w metrze, zrobiła to z zamiłowania, chciała robić to co uwielbia. A w metrze zajmowała się bezpieczeństwem ruchu pociągów. Pracę swoją i obowiązki traktowała bardzo poważnie. Po czasie zaczęli ją tu doceniać. Zyskała uznanie i akceptację i zaczęła nieźle zarabiać. Wypracowała sobie poczucie stabilizacji i sukcesu. Zmieniła nawet ostatnio auto, którym czasem dojeżdżała do pracy. Najczęściej wtedy, kiedy po pracy miała jechać do następnej. Paulina dorabiała od pewnego czasu.

Pociąg dojechał do końcowej stacji. Paulina wysiadła i podeszła do służbowych drzwi. Otworzyła sobie kartą magnetyczną i weszła do długiego korytarza. Weszła do swojego pokoju.

– Cześć chłopaki – przywitała się z siedzącymi w pomieszczeniu dwoma chłopakami. Obaj ubrani byli w przepisowe, służbowe i oznaczone emblematami Matra drelichy – Jak było w nocy? Nie mieliście żadnych awarii?

– A, cześć Paula – odpowiedział Artur, odwracając głowę od komputera – No jak Paula, miałaś dzisiaj jakiegoś popychacza? No, przyznaj się, swędzi cię tyłek, co? – Artur lubił jej podokuczać. Czerpał z tego dziką satysfakcję.

– Oj Artur, daj sobie spokój. Przecież dokładnie wiesz, że nie lubię tego. Myślisz, że nie jest mi przykro?

Paulinie naprawdę zrobiło się przykro. Usiadła na krześle i zaczęła zmieniać buty. Zacisnęła powieki. Czuła jak łzy cisną jej się do oczu. Nie chciała dawać mu powodu do satysfakcji. Nieraz wyżywał się na niej. W końcu zaczęła go się bać.

– A co Paula, nie jest tak? Przyznaj się. Lubisz to, co? – Artur nie dawał za wygraną – A w ogóle zapamiętaj sobie, że ostatni raz byłaś do awarii w torach w tych twoich szpileczkach.

– Ale Artur, przecież to było nagle. Nie miałam czasu zmieniać butów. Paulina usiłowała się bronić.

– Nie pieprz, Paula. A kamizelkę ostrzegawczą chociaż założyłaś?

– Założyłam – odpowiedziała trochę roztrzęsiona.

– No to teraz cały dzień siedziała będziesz w roboczych ciuchach. Dama się znalazła. A w ogóle zbieraj się. Trzeba jechać na dwójkę do roboty.

– A co tam na dwójce jest do roboty?

– Pojeździsz na szmacie. Zrobisz nasze pomieszczenia na błysk.

– Ale dlaczego zawsze ja? – Zaprotestowała Paulina z buntem w głosie. Usiadła w kącie. Zakryła rękami twarz. Łzy pociekły jej po twarzy. Nie była już w stanie opanować tego. Rozpłakała się na dobre.

– Jak zaraz nie przestaniesz, to ci zasadzę kopa – warknął Artur.

Paulina siedziała na krześle w rogu pomieszczenia. Twarz trzymała w dłoniach. Ryczała.

Wszystko ją przerastało. Nie chcę z nim w ogóle rozmawiać. I pomyśleć, za co on mnie potępia. No i dobrze. Jestem kurewką. Ale mimo wszystko mam własną godność i on nie ma prawa tak mnie traktować.

Do popołudnia przesiedziała na tym krześle bojąc się nawet drgnąć. Arturowi trochę przeszło, Paulina też trochę ochłonęła. Mieli spokojny dzień, nic się nie działo.

Rozdział 3

Fart

Przed trzecią zaczęła szykować się do wyjścia. Stanęła przed lustrem, żeby się podmalować.

Znienacka zadzwonił telefon. Odebrał Artur. Chwilę rozmawiał. Rzucił słuchawkę trochę zirytowany.

– Kurcze, Paula, mamy jeszcze robotę.

– A co tam jeszcze się urodziło? – Spytała Paulina.

– Podobno maszyniści krzyczą, że na czwórce są jakieś iskrzenia jak pociąg przejeżdża po rozjazdach.

– Ech, zawsze coś musi wyskoczyć na koniec dnia – powiedziała Paulina poirytowana.

– Tylko ubierz się po ludzku, idziemy w tory – powiedział Artur zmieniając buty – weź, Paula, latarki z warsztatu. No ruchy, ruchy Paula!

Poszli na peron i wsiedli do pociągu.

– Zobacz Artur, znowu się na mnie gapią – powiedziała Paulina lekko zirytowana.

– Kładź mniej tapety na twarz, to nie będą – od niechcenia odpowiedział Artur.

Zatrzęsło wagonem, jechali po rozjazdach przed czwórką. W tym momencie ciemność tunelu za oknem rozświetlił nagły błysk, posypały się iskry i usłyszeli głuchy trzask.

– To coś w rozjeździe. Może to tylko z odbieraka? – zastanowiła się głośno Paulina.

– Ech, Paula... zawsze przy tobie musi się coś dziać. Jesteś niefartowna. No, chodź, wysiadamy.

Poszli na koniec peronu. Zgłosili się przez radio służbowe, zameldowali do dyspozytora, że schodzą na podtorze. Przeszli po peronie technologicznym i po schodkach na poziom podtorza. Paulina wyciągnęła służbowy radiotetelefon i krzyknęła:

– Dyżurny A4, zgłoś się!

– Słucham – odezwała się dyżurna stacji.

– Poprosimy światło na południowej głowicy! – krzyknęła Paulina do radia.

Szli chwilę przez ciemność przyświecając sobie latarkami. Zamigało światło i świetlówki rozświetliły ciemności tunelu. Ostrożnie przeszli po torach, obok trzeciej szyny, która znajdowała się pod napięciem. Z głębi tunelu dobiegł ich głuchy odgłos nadjeżdżającego pociągu.

– Uważaj, Paula, na pociąg. Odsuń się trochę! – krzyknął na Paulinę Artur.

Z tunelu wyłonił się pociąg świecąc oślepiająco reflektorami. W momencie przejazdu przez jeden z rozjazdów spod spodu trzasnął oślepiający błysk. Jak ze spawarki. Paulina odruchowo odwróciła głowę. Przez chwilę widziała przed oczyma jedynie mroczki.

Artur ostrożnie podszedł do tego rozjazdu i uważnie poświecił latarką. Po chwili wrócił do Pauliny.

– Kurcze, Paula. Całe izolacje pod napędem są wypalone. Chodź, zbieramy się stąd, teraz nic z tym nie zrobimy. Do wieczora jak nie będą tej zwrotnicy przestawiać, to mogą po niej jeździć. W nocy będzie trzeba tutaj przyjechać. Artur był mocno wkurzony.

– E… Wiesz, co Paula? Dzisiejsza noc będzie cała zawalona. Paula, ty to naprawdę przynosisz pecha, jesteś normalnie jak oko cyklonu.

– Czasem to już sama jestem skłonna uwierzyć, że moja kochana mamusia rzuciła na mnie jakąś klątwę.

– Całkiem możliwe, ja tam w takie rzeczy wierzę – powiedział z powagą Artur.

– Najgorzej że nie wiadomo jak takie coś odczynić.

– A, chrzań ich wszystkich. Żyj po swojemu, przecież i tak ze wszystkim musisz radzić sobie sama. Ja swoje problemy też rozwiązuję tylko sam – powiedział pocieszająco.

Wyszyli ponownie na peron.

– Idź Paula do dyżurnej, ja skoczę jeszcze do sklepu po pieczywo a potem dojdę.

Skierował się do schodów. Paulina poszła do pomieszczenia dyżurnych ruchu.

Siedziała tam dyżurna Kasia.

– O cześć, dawno cię nie było – przywitała Paulinę.

– A wiesz, ciągle jest coś do roboty, nawet dzisiaj nie dało się spokojnie zakończyć dnia.

– A co się tam w końcu stało? – sytała Kasia.

– Spaliły się izolacje pod napędem. Chłopaki mają chyba całą noc roboty przed sobą, bo żeby to zrobić, to trzeba podnieść cały napęd. Dobrze, że nie mam dzisiaj nocy – podsumowała Paulina.

– To siadaj i opowiadaj, jak tam u ciebie – powiedziała Kasia wskazując wolny fotel.

– A chętnie bo tak już bolą mnie nogi – Paulina usiadła z ulgą – Powiem ci, że czasem to już mam wszystkiego szczerze dość – powiedziała Paulina trochę zgaszonym głosem.

– A co? Wciąż ci dokuczają? – spytała Kasia.

– Tak... i to bardzo. Staram się jak mogę ale ciągle za wszystko obrywam. Kasia, przecież wiesz, że w pracy radzę sobie ze wszystkim. Z każdą awarią. Nie było chyba jeszcze takich sytuacji, w których nie poradziłabym sobie.

– A który z nich jest dla ciebie taki najgorszy? – spytała Kasia.

– Wiesz jaki jest Artur. Nieraz ostatnio płakałam przez niego.

– Nie przejmuj się, po prostu rób swoje. Ty jesteś w porządku. W ogóle mają cię jedną, to powinni cię szanować. W ogóle wiedz, Paulina, że wielu z nas naprawdę cię podziwia. Wielu nie potrafiłoby radzić sobie w życiu tak jak ty.

– No wiesz, życie mnie zahartowało. Uodporniłam się już.

Otworzyły się drzwi i wszedł Artur.

– O jesteś jeszcze, Paula. Dobra, zwijaj się i jedź na jedynkę i możesz jechać do domu.

– No dobrze, już dawno po piętnastej. To cześć wam, do jutra – Paulina zerknęła w monitor sytuacji ruchowej – Lecę, bo wjeżdża dla mnie pociąg.

Pobiegła na peron.

Rozdział 4

Życie

Paulina wysiadła z metra w centrum. Wyszła na górę na gwarną ulicę. Spacerowym krokiem doszła do przystanku autobusowego. Spojrzała za siebie i zobaczyła swój autobus na skrzyżowaniu. Wyjęła z torebki bilet miesięczny i podeszła bliżej krawężnika. Wsiadła do autobusu, a kierowca ukłonił się jej i przywitał. Ostatnio kierowcy z tej linii rozpoznawali ją już z daleka. Przeszła na sam koniec autobusu i usiadła wygodnie. Przyzwyczaiła się, że z tyłu lepiej działało ogrzewanie. Autobus jechał przez most na Wiśle. W dali widać było budowany stadion. Co tam się będzie działo jak go otworzą – pomyślała. Strach będzie przejść obok. Dobrze, że nie interesuję się wcale tymi meczami. Paulina oparła się wygodnie i zaczęła przysypiać. Po takim ciężkim dniu była bardzo zmęczona. Poczuła naraz, że dzwoni jej telefon. Wyjęła go z torebki i odebrała.

– Witam piękną panią – usłyszała w słuchawce. W pierwszej chwili nie poznała kto to jest.

– A kto mówi? – spytała grzecznie.

– Poznaliśmy się dzisiaj rano, pamięta pani? – wreszcie skojarzyła poranną sytuację.

– Czy to Adam? – spytała.

– Miło mi usłyszeć cię znowu. A jak minął ci dzień? Czy już po pracy?

– Dzień miałam bardzo męczący. Jadę teraz do domu.

– Pani Paulino, myślę wciąż o Pani. Czy pani mieszka w Otwocku? Bardzo chciałbym się z tobą spotkać. Chętnie przyjadę do ciebie.

No, nie pamiętam żebyśmy byli na ty – pomyślała Paulina. W autobusie było pełno ludzi i znalazła się w niezbyt zręcznej sytuacji. Nie chciała żeby inni przysłuchiwali się o czym mówi.

– Panie Adamie, teraz nie bardzo mogę rozmawiać. Może zdzwonimy się troszkę później? – zaproponowała Paulina. Później chociaż nie będzie tylu wścibskich uszu wokół – pomyślała.

– A, rozumiem. W takim razie odezwę się wieczorem – powiedział Adam – Tylko na pewno odbierz. To na razie, już nie mogę się doczekać, Paulinko.

Paulina wyłączyła komórkę i schowała ją do torebki. Ale mi się trafił namolny – pomyślała – potem na spokojnie pomyślę, jak z nim rozmawiać. No i nie będzie wokół tych wszystkich ludzi – myślała próbując trochę wyluzować. Paulina nigdy w takich sytuacjach nie wiedziała za bardzo jak się zachować. Choć z zewnątrz dla ludzi wyglądała jak zwyczajna dziewczyna to wewnątrz miała swoją głęboko skrywaną tajemnicę. Jej koleżanki i ona we własnym środowisku nazywały się wzajemnie teskami. To taki skrót od słowa: transseksualistka czyli w skrócie TS-ka. Paulina była jedną z nich. Wciąż brała regularnie hormony. Terapia ta zdążyła już dokonać w jej ciele istnych cudów. We własnym mniemaniu wyglądała już tak dobrze, że ludzie odbierali ją jak zwyczajną kobietę, a w przeszłości bywało z tym jeszcze różnie. Paulina mogła się teraz pochwalić całkiem wydatnym biustem, z którego była dumna. Kiedy tylko miała okazję to zakładała bluzki z głębokim dekoltem, chwaląc się tym, co miała najlepszego. Miała również świadomość, że podoba się niektórym kolegom w pracy. Nawet Artur coraz częściej dawał jej do zrozumienia, że go kręci. Kiedyś zaproponował Paulinie, żeby poszła z nim na imprezę i przystawiał się tam do niej natrętnie.

Wysiadła z autobusu. Idąc chodnikiem zastanawiała się, co zrobić dzisiaj na obiad.

Chyba usmażę sobie frytki – pomyślała – No ale chyba nie mam już w domu oleju. Weszła po drodze do osiedlowego marketu. Przeszła przez stoisko z zabawkami i zainteresowała się lalkami. Zaczęła oglądać lalki Barbie. Jak była mała, to o takiej lalce marzyła. Kiedyś jak poprosiła rodziców w sklepie, żeby jej kupili, to jej tato strasznie ją skrzyczał, że to tylko dla dziewczyn, a nie chłopaków. Postanowiła wtedy, że jak dorośnie to sama sobie taką lalę kupi. Wzięła do ręki Barbie syrenkę. Przytrzymała ją z wahaniem nie wiedząc czy włożyć ją do koszyka. Pomyślała, że to niepoważne i odłożyła ją z powrotem na półkę. No nic, kiedyś sobie jeszcze ją kupię – pomyślała i przeszła do działu spożywczy po olej.

Jak weszła na klatkę schodową, usłyszała głośne miauczenie dochodzące z góry. Oho, Mizia już się stęskniła.Zajrzała po drodze do skrzynki i weszła po schodach. Za drzwiami słychać było zniecierpliwioną kotkę. Paulina otworzyła drzwi.

– O, cześć Miziunia, czekałaś na mnie? – schyliła się i zaczęła głaskać swoją kotkę. Ta zaczęła ocierać się o jej nogi i mruczeć.

– Chodź, Mizia, dam ci dobrego jedzonka. Kupiłam ci coś dobrego.

Paulina wyjęła z torby puszkę z karmą dla kotów i otworzyła. Mizia natychmiast podbiegła do swojej miseczki. Paulina włożyła jej świeżego mięska a Mizia natychmiast zabrała się do pałaszowania. Odkąd była z Pauliną, nieraz musiała przesiedzieć cały dzień sama. Paulina traktowała kotkę jak własne dziecko. Były razem, odkąd tutaj sama zamieszkała. Od początku, gdy to wszystko zaczęło się z nią dziać.

Paulina zdjęła i powiesiła kurtkę i wskoczyła w cieplutkie kapcie. Włączyła telewizor i usidła z ulgą na kanapie. No nie, wstanę bo inaczej na pewno zasnę. Wstała i wyjęła ziemniaki. Zabrała się za ich obieranie i krojenie na frytki. Miała swojskie ziemniaczki przywiezione od swojej najlepszej przyjaciółki Renaty spod Lublina. Tej samej, którą zapoznała kiedyś na spotkaniu dla trans, i która ją wówczas przygarnęła. Od tamtej pory trzymały się razem, a Paulina często do niej jeździła czując się, jakby zyskała nową rodzinę. Wstawiła patelnię na kuchenkę i wskoczyła w międzyczasie do łazienki pod prysznic. Jak wyszła, wyciągnęła jeszcze odkurzacz i odkurzyła swoje malutkie mieszkanko. Akurat na patelence dochodziły smakowicie frytki. Włożyła sobie na talerzyk porcję frytek z sałatką i zabrała się z przyjemnością za jedzenie.

Chyba dzisiaj położę się wcześniej – Paulina była bardzo zmęczona. Czuła w nogach to dzisiejsze bieganie po torach. Po obiedzie pościeliła łóżko i weszła pod kołderkę. W tym roku kupię sobie chyba na zimę grzejnik olejowy bo znowu będzie zimno i pewnie znów nie będą dogrzewać. Wyjrzała przez okno, właśnie zaczął sypać śnieg. Podeszła do szafy i przygotowała sobie ciepłe ubranie na rano. Przykryła się szczelnie kołdrą i wzięła ze stolika swój zeszyt z notatkami z matematyki. Zaczęła powtarzać i rozwiązywać zadania z macierzy. Ostatnio załapała nawet o co w tym chodzi. Bardzo się z tego cieszyła i zawzięcie ostatnio się uczyła. Paulina w październiku dostała się na Politechnikę, zaocznie na Wydział Transportu. Myślała, że jak uzyska tytuł inżyniera to jej notowania w pracy wzrosną i może nawet będzie miała szansę na awans. Gdy Paulina już przysypiała, zadzwonił telefon

– Dobry wieczór, Paulinko –odezwał się poranny znajomy Adam. Trochę Paulinę zaskoczył i rozbudził.

– A, witam, miłego pana – odpowiedziała Paulina lekko ochrypłym głosem.

– No i jak, Paulinko, umówisz się ze mną? Bardzo proszę – powiedział Adam.

– Wiesz, Adam, ostatnio jestem trochę zapracowana i jak wracam do domu, to marzę tylko żeby się położyć – powiedziała Paulina.

– Ale ja mogę przyjechać do Ciebie – powiedział Adam pewnym głosem.

Paulinę zbiło to trochę z tropu.

– Słuchaj, Adam, to nie jest takie proste. Jesteś bardzo miły, ale ja choćbym chciała, to nie powinnam chyba się z tobą spotykać.

– Ale dlaczego? Chyba się mnie nie boisz? – zdziwił się – Nie zrobię ci niczego złego.

– Adam, posłuchaj, ty mnie nie znasz i obawiam się, że bardzo się rozczarujesz.

– Posłuchaj, Paulinko, naprawdę bardzo mi się podobasz. Jesteś piękną kobietą

– No właśnie, nie zawsze taką byłam – Paulina już prawie płakała – Adam, ja jestem hermafrodytą – krzyknęła wreszcie. W słuchawce nastała chwilowa cisza.

– A co to jest? – spytał Adam.

– No wiesz… Nie zawsze byłam dziewczyną. Kiedyś byłam kimś pomiędzy płciami.

Adama trochę zatkało.

– Ale jak to?... Jesteś mężczyzną? – przestraszonym głosem spytał Adam

– Już od dawna jestem taka jak teraz – powiedziała Paulina przestraszonym głosem.

– Ale przecież wyglądasz jak kobieta – powiedział zaintrygowany – ale... jesteś chłopakiem i się przebierasz? – Dopytywał.

– No, nie zupełnie. Jestem teraz kobietą i tak się czuję i jestem z tym szczęśliwa. Jeszcze trochę walki o siebie przede mną ale jestem zdeterminowana doprowadzić wszystko do końca. No widzisz, tak wygląda prawda o mnie. Musiałam ci to powiedzieć, żebyś wiedział z kim masz do czynienia – powiedziała Paulina z ulgą w głosie.

– A możesz współżyć z mężczyzną? – kontynuował Adam.

No nie. Ale napalony – pomyślała Paulina trochę już zniesmaczona.

– To jest już trochę bardziej skomplikowane. I prawdę powiedziawszy ja teraz boję się trochę tego. Widzisz, ja trochę przeszłam w życiu. A teraz doceniam prawdziwą przyjaźń, a jeśli już związek, to bardziej takie braterstwo dusz.

– Mimo wszystko, bardzo chciałbym bliżej cię poznać. Podaj mi swój adres to przyjadę do ciebie. Nawet zaraz – powiedział zdecydowanie.

– Adam, wiesz, ja dzisiaj to już właściwie śpię, a jutro skoro świt muszę się zerwać do pracy – zaspanym głosem powiedziała Paulina – Jak chcesz to umówmy się tak, że pod koniec tygodnia zdzwonimy się i w weekend umówimy się gdzieś. Wtedy siądziemy i więcej o wszystkim porozmawiamy, dobrze? – zaproponowała Paulina.

– Ale na pewno?

– Ja jak coś mówię, to tak robię. Nie lubię ściemniać. A ty pomyśl spokojnie, czy chcesz spotkać się z taką dziwną dziewczyną jak ja. Ok?

– Paulinko, bardzo chcę. Bardzo mi się podobasz.

– No to zadzwoń do mnie w piątek, dobrze?

– W takim razie do piątku. I nie przejmuj się. Ja zawsze chciałem poznać taką osobę jak ty. A ty jesteś bardzo miła i taka ładna.

– Bardzo mi miło. Ty też jesteś bardzo miły – odpowiedziała Paulina.

Po takim komplemencie poczuła się szalenie dowartościowana.

– Dobrej nocy, Paulinko. Całuję cię gorąco. Naprawdę bardzo się cieszę, że cię dzisiaj poznałem. Pa.

No to ładnie. Ciekawe co z tego wyniknie? A może będę miała swojego faceta? – pomyślała Paulina i wtuliła się znów w poduszkę.

Poczuła wskakującą jej na nogi Mizię. Odkryła kawałek kołdry i zawołała swoją ulubienicę. – Kici, kici. No chodź do mnie Miziunia.

Kotka wślizgnęła się do niej pod kołdrę i zaczęła cichutko i kojąco mruczeć. Paulina uwielbiała zasypiać razem ze swoją podopieczną. Przytuliła się do niej mocno i spokojnie zasnęła.

Siedziała wygodnie w fotelu w swoim pokoju w pracy. Drzemała sobie wygodnie. Miała dzisiaj dniówkę i była sama na dyżurze. Dzień mijał spokojnie więc mogła sobie pozwolić na chwilę relaksu. Była spokojna, że w razie gdyby coś się działo to powinna zawsze sobie samodzielnie poradzić. W swojej firmie uchodziła za zaradną i odważną, nie bojącą się wyzwań. Lubiła te samotne dyżury, kiedy w razie czego mogła się sprawdzić i wykazać. Lubiła, siedząc w fotelu, słuchać dudnienia pociągów jeżdżących za ścianą Teraz, po latach pracy, uspokajało to ją. Drzemała sobie spokojnie gdy wybił ją dzwonek jej telefonu. Sięgnęła po niego i spojrzała kto dzwoni. O, Zbyszek się odezwał – pomyślała z niechęcią i odebrała trochę się ociągając.

– Słucham? – spytała trochę opryskliwie.

– Cześć Paula. Co tam u ciebie? – spytał Zbyszek.

– A, jakoś leci. Ostatnio dużo pracuję – odpowiedziała Paulina

– A dalej ci tak dokuczają w robocie?

– No tak. Westchnęła. czasem mam już tego szczerze dość.

– No to mam dla ciebie robotę. Pokazywałem ostatnio twoje zdjęcie znajomemu i bardzo chce cię poznać.

– Ale w jakim charakterze? – spytała Paulina – Wiesz, Zbyszek, ja już jestem tym wszystkim naprawdę zmęczona. Chciałabym zacząć wreszcie normalnie żyć.

– No wiesz... sama chciałaś żeby ci pomóc. Pamiętaj o tym – powiedział Zbyszek twardym głosem. – A właśnie. A dalej chciałabyś stąd gdzieś wyjechać?

– Chciałabym, jasne, tylko nie mam za bardzo kasy a na dokładkę nie znam języka. Chociaż ostatnio, powiem ci, że zaczęłam uczyć się angielskiego.

– Mam jedną znajomą w Irlandii. W Belfaście Ma tam dom. Mieszkają u niej takie dziewczyny jak wy – powiedział Zbyszek.

– A jak tam jest z pracą?

– Wszystkie pracują.

– ... bo ja chciałabym żyć tak zwyczajnie. Mieć pracę taką zwyczajną. Ja naprawdę z tym co teraz bardzo źle się czuję. – Paulina zaczęła się zwierzać.