Wydawca: Edipresse Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Dziewczyna na miesiąc. Styczeń - luty - marzec ebook

Audrey Carlan

3.85416666666667 (48)
Bestseller

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 410 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dziewczyna na miesiąc. Styczeń - luty - marzec - Audrey Carlan

Mia Saunders potrzebuje pieniędzy, dużo pieniędzy.

Ma rok na spłacenie długu, który zaciągnął jej ojciec.

Teraz przestępcy grożą jej rodzinie, bo chcą odzyskać kasę.

Przecież chodzi o milion dolarów.

Mia Saunders to młoda buntowniczka, która próbuje swoich sił

jako aktorka. Niespodziewana wiadomość odmienia jej życie - jej

ojciec pożyczył dużo pieniędzy i naraził się byłemu chłopakowi Mii,

jednemu z licznego grona niewiele wartych facetów, dla których

dziewczyna straciła niegdyś głowę. Żeby pomóc ojcu i uratować swoją rodzinę, Mia musi spłacić dług, zatrudnia się więc jako ekskluzywna dziewczyna do towarzystwa w firmie ciotki, aby co miesiąc dokonywać spłat. Wystarczy, że spędzi miesiąc z bogatym facetem, z którym nie musi uprawiać seksu, aby mieć na kolejną ratę. Łatwizna?

Pierwsze trzy miesiące – Styczeń, luty, marzec – spędza kolejno

w Malibu, w Seattle i w Chicago. mężczyźni, którzy płacą za jej czas,

są znani i bogaci. Weston Charles Channing Trzeci – scenarzysta i reżyser znanej serii filmów – zatrudnia Mię, aby strzegła go przed zakusami młodych kobiet gotowych na wszystko, byle tylko trafić do świata show biznesu. W lutym jest muzą znanego francuskiego malarza Aleca Dubois i pozuje do obrazów, w marcu zamieszkuje z Anthonym Fasano i jego partnerem Hectorem. Tym razem Mia wciela się w rolę narzeczonej Anthony’ego – boksera i spadkobiercy bogatej włoskiej rodziny, który pilnie strzeże swojego sekretu przed najbliższymi .

Opinie o ebooku Dziewczyna na miesiąc. Styczeń - luty - marzec - Audrey Carlan

Fragment ebooka Dziewczyna na miesiąc. Styczeń - luty - marzec - Audrey Carlan

Okładka

Strona tytułowa

DEDYKACJE:

Styczeń:

Ginelle Blanch

Byłaś ze mną od samego początku… Dzięki swoim pierwszym czytaniom wielokrotnie uchroniłaś mnie przed wpadką. Dziękuję za to, że wierzysz w moje historie i kochasz je tak, jak ja kocham ciebie. Namaste, przyjaciółko.

Luty:

Jeananna Goodall

Rok temu wydałam moją pierwszą powieść. Od tego czasu jesteś moją cheerleaderką, jedną z pierwszych czytelniczek i fanką numer jeden. Teraz jestem zaszczycona, mogąc nazywać cię przyjaciółką. Kochasz moje postacie jak własne i jesteś związana z nimi emocjonalnie. Masz mnóstwo talentów i darów, jestem niezmiernie wdzięczna, że się nimi ze mną dzielisz. Miłość i światło.

Marzec:

Heather White

Mia znalazła się w Chicago dzięki tobie, ty również porzuciłaś to, co znajome, i udałaś się w podróż.

W tym miesiącu okazuje się, że podejmowanie ryzyka może być niesamowite. Czasami można w ten sposób zmienić całe swoje życie, odwrócić koleje losu. Podejmowanie ryzyka przeważnie się opłaca. Jesteś piękna, kocham twoją obecność w moim życiu. BESOS, kochana.

STYCZEŃ

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Prawdziwa miłość nie istnieje, choć przez wiele lat byłam przekonana, że tak. Właściwie to wydawało mi się, że ją znalazłam. Dokładniej rzecz ujmując, nawet cztery razy.

A zatem był:

Taylor. Sympatia z liceum. Spotykaliśmy się przez całą szkołę. Grał w najlepszej baseballowej drużynie w historii naszego liceum. Był wielki, miał więcej mięśni niż mózgu i kutasika wielkości fistaszka. To pewnie przez te wszystkie sterydy, jakie przyjmował za moimi plecami. Rzucił mnie w wieczór po rozdaniu świadectw w ostatniej klasie. Nawiał z moim dziewictwem i liderką drużyny cheerleaderek. Słyszałam, że wywalili go ze studiów i skończył jako mechanik w jakiejś mieścinie. Ma dwoje dzieci i żonę, która przestała go już dopingować.

Potem był pomocnik wykładowcy z pierwszych zajęć z psychologii w college’u w Las Vegas. Miał na imię Maxwell. Żywiłam przekonanie, że ten młody chłopak był cudotwórcą. I miałam rację – udało mu się podbić moje serce i jednocześnie zaliczać dziewczyny z każdej klasy, w której pełnił funkcję PN. W jego wypadku skrót należało rozwijać jako Przelecę cię Natychmiast. W porządku. Skończyło się na tym, że jednocześnie zaszły z nim w ciążę dwie dziewczyny i został wyrzucony z college’u za niedozwolone kontakty z uczennicami. Jako dziewiętnastolatek musiał płacić alimenty na dwoje dzieci z różnymi kobietami. Był w tym jakiś ostateczny romantyzm. Dzięki Bogu zawsze upierałam się, żeby zakładał gumkę.

Kiedy miałam dwadzieścia lat, zrobiłam sobie przerwę w nauce i przez cały rok pracowałam jako kelnerka w MGM Grand przy Las Vegas Strip. To właśnie tam dopisało mi szczęście i spotkałam numer trzy, Benny’ego. Tyle że ani ja nie byłam szczęśliwa, ani on. Zajmował się liczeniem kart w kasynie, cały czas powtarzał, że wyprzedaje akcje, rozpracowuje kasyna i uwielbia grać w pokera. Mieliśmy burzliwy romans, który nie miał nic wspólnego z romantyzmem. Odnoszę wrażenie, że większość czasu spędziłam pijana i pod nim, ale niestety wierzyłam w jego gorące uczucie. Cały czas mnie o nim zapewniał. Piliśmy bez przerwy przez dwa miesiące; pływaliśmy w basenie hotelowym i pieprzyliśmy się co noc w jednym z pokoi, który udało mi się załatwić u kolegi na recepcji. Serwowałam darmowe drinki w barze jemu i jego znajomym, a on wieczorami dawał mi klucz do któregoś z pokoi. Działało. Do czasu. Benny został przyłapany na oszustwie i zniknął. Przez pierwszy rok jego nieobecności szalałam z rozpaczy. Potem dowiedziałam się, że ciężko go pobito i ledwo uszedł z życiem. Przez cały czas leżał w szpitalu, a potem uciekł z miasta, nie zaszczyciwszy mnie ani jednym słowem.

Moim ostatnim błędem był ktoś, kogo można określić mianem kropli, która przelała czarę goryczy. To przez niego nabrałam przekonania, że prawdziwa miłość to coś, na czym zbijają kasę producenci kartek pocztowych, autorzy romansów i scenariuszy komedii romantycznych. Nazywał się Blaine, ale na drugie z pewnością miał Lucyfer. Był wygadanym biznesmenem. Biznesmenem w szerszym tego słowa znaczeniu, bo tak naprawdę to zajmował się lichwą. To ten sam mężczyzna, który pożyczył mojemu ojcu więcej pieniędzy, niż ten kiedykolwiek byłby w stanie oddać. Najpierw zainteresował mnie, potem zainteresował jego. Byłam wtedy pewna, że nasza miłość jest niczym bajka. Blaine obiecywał niebo, a zgotował mi piekło na ziemi.

– I właśnie dlatego uważam, że powinnaś przyjąć propozycję pracy u ciotki i zakończyć to, co robisz teraz.

Moja najlepsza przyjaciółka, Ginelle, żuła gumę tak głośno, że słyszałam to w słuchawce. Odsunęłam ją od ucha.

– Mio, to naprawdę jedyny sposób. Jak inaczej chcesz wyciągnąć ojca z tego bagna i pozbyć się Blaine’a i jego zbirów?

Napiłam się wody z butelki, w której tańczyły promienie kalifornijskiego słońca.

– Gin, nie wiem, co robić. Nie mam takich pieniędzy. W ogóle nie mam żadnych pieniędzy. – Moje westchnienie zabrzmiało głośno i dramatyczne, nawet w moich uszach.

– Posłuchaj. Zawsze byłaś zakochana w miłości…

– Już nie! – przypomniałam swojej najlepszej przyjaciółce.

Słyszałam w słuchawce odgłosy Vegas. Ludzie myśleli, że na pustyni jest cicho. Na pewno nie na Strip. Niezależnie od tego, gdzie jesteś, dobiega cię monotonny brzęk i dzwonienie automatów do gry. Nie da się od tego uciec.

– Wiem, wiem. – Przełożyła słuchawkę do drugiego ucha, przez co u mnie rozległ się trzask. – Ale przecież lubisz seks, prawda?

– Gin, ja nie jestem Barbie. I lubię matematykę. Nie zadawaj mi więc durnych pytań. Ja tutaj umieram. Albo raczej: jeśli nie skołuję miliona dolarów, to tym, który spojrzy śmierci w oczy, będzie mój ojciec.

Ginelle jęknęła i wróciła do głośnego żucia gumy.

– Chodzi mi o to, że jeśli przyjmiesz pracę luksusowej panienki do towarzystwa, to będziesz musiała ładnie wyglądać i dużo się pieprzyć, prawda? Nie bzykałaś się od kilku miesięcy. Równie dobrze możesz to teraz nadrobić, co nie?

Zdaniem Ginelle bycie luksusową call girl to praca marzeń.

– To nie jest Pretty Woman, a ze mnie żadna Julia Roberts.

Podeszłam do swojego motocykla Suzuki GSXR 600, który nazywałam po prostu Suzi. Był jedyną wartościową rzeczą, jaką posiadałam. Wsiadłam na motocykl, włożyłam telefon w uchwyt i włączyłam głośnik. Podzieliłam swoje długie czarne włosy na trzy pasma i zaplotłam gruby warkocz.

– Posłuchaj, wiem, że chcesz dobrze, a ja naprawdę nie wiem, co robić. Nie jestem dziwką. Przynajmniej nie chcę nią być. – Na samą myśl o tym czułam ogromne przerażenie. – Ale przecież muszę coś wykombinować. I zarobić dużo i szybko.

– Tak, wiem. Daj mi znać, jak było na spotkaniu w Luksusowych Przyjaciółkach. Jak będziesz mogła, to zadzwoń jeszcze dzisiaj. Kuźwa, spóźnię się na próbę, a jeszcze muszę się przebrać.

Nagle jej głos się zmienił i wiedziałam, że właśnie bieg­nie przez kasyno, by przygotować się do pracy, i przyciska do ucha telefon, nie zwracając uwagi na ludzi, którzy patrzą na nią jak na szurniętą. I to właśnie dlatego była taka wyjątkowa. Zawsze się tak zachowywała. Zawsze. Tak jak ja.

Ginelle pracowała w Dainty Dolls Burlesque Show w Vegas. Moja najlepsza przyjaciółka była drobna, urocza i doskonale wiedziała, jak potrząsać tyłkiem. Mężczyźni z całego świata przyjeżdżali, by obejrzeć pikantne show na Strip. Mimo wszystko nie zarabiała tyle, by móc wpłacić pieniądze za mnie lub mojego staruszka – i nigdy jej o to nie pytałam.

– W porządku, kocham cię, moja ty zołzo – powiedziałam słodko i wsunęłam warkocz za kołnierz skórzanej kurtki, tak że opadł między łopatkami.

– Ja ciebie bardziej, poczwarko.

Przekręciłam kluczyk, zwiększyłam obroty i założyłam kask. Schowałam telefon do wewnętrznej kieszeni kurtki, dodałam gazu i pomknęłam w stronę niechcianej przyszłości, której nie mogłam uniknąć.

* * * *

– Mia! Moja kochana dziewczynka! – ucieszyła się ciotka, obejmując mnie chudymi rękami i przyciskając do piersi. Jak na taką drobną kobietę miała zadziwiającą siłę. Ciemne włosy upięła w eleganckiego banana. Tego dnia założyła białą bluzkę, delikatną niczym jedwab – pewnie dlatego, że to był jedwab. Oprócz tego miała na sobie seksowną ołówkową spódnicę z czarnej skóry i wysokie szpilki z czerwonymi podeszwami, o których tyle czytałam, przeglądając najnowszego „Vogue’a”. Wyglądała przepięknie. Mało tego – wyglądała drogo.

– Ciociu Millie, jak dobrze ciocię wi… – zaczęłam, ale na moich ustach spoczęły dwa palce o paznokciach pomalowanych lakierem w kolorze krwistej czerwieni, i zamilkłam.

Krzyknęła z dezaprobatą:

– Ach, tutaj musisz się do mnie zwracać per pani Milan!

Wywróciłam oczami, w odpowiedzi ona zmrużyła swoje.

– Laluniu, po pierwsze, nie wywracamy oczami. To niegrzeczne i nie przystoi damie. – Zacisnęła usta w wąską kreskę. – Po drugie…

Ciotka oglądała mnie jakbym była dziełem sztuki, posągiem. Czymś zimnym i niedostępnym. Może tak właśnie było. Trzymała w dłoni mały koronkowy wachlarz, który rozkładała i składała, a potem uderzyła nim w otwartą dłoń.

– …nigdy nie mów do mnie „Millie”. Tamta kobieta nie istnieje już od dawna, odeszła, gdy pierwszy mężczyzna, któremu zaufała, wyrwał jej serce i nakarmił nim swoje psy.

Przed oczami stanęła mi straszliwa wizja, ale ciocia Millie była szczera.

– Broda do góry.

Złapała mnie pod brodę i zmusiła do wykonania polecenia. Potem zabrała się do wrażliwego miejsca na dole kręgosłupa, w którym moja obcisła koszulka z koncertu nie dotykała zafarbowanych dżinsów wręcz uwielbianych przeze mnie. Natychmiast się wyprostowałam i wypchnęłam klatkę piersiową. Czerwone usta rozchyliły się w uśmiechu, ukazując idealnie wybielone proste zęby. Zęby były najlepszą rzeczą, jaką można było kupić za pieniądze, tak więc bogate dziewczyny tutaj w Los Angeles często wydawały na nie majątek. Nie dało się splunąć na dwa metry bez trafienia w kogoś, kto chodzi do dentysty częściej, niż wynikałoby to z potrzeb zdrowotnych, ale mimo wszystko o wiele rzadziej niż do dermatologa na comiesięczne wstrzykiwanie botoksu. Ciocia Millie najwyraźniej często odwiedzała dobrego i drogiego dentystę. Dobiegała już pięćdziesiątki, a mimo to wciąż była atrakcyjna.

– Tak, z pewnością jesteś cudowna. Ubierzemy cię porządnie i zrobimy próbne zdjęcia.

Wzięła do ręki mój warkocz i skrzywiła się.

Cofnęłam się i wpadłam na stojący za mną skórzany fotel.

– Jeszcze się na nic nie zgodziłam.

Zmrużyła oczy.

– A nie mówiłaś przypadkiem, że potrzebujesz dużo pieniędzy, i to jak najszybciej? Nie wspominałaś do tego o swoim bezwartościowym ojcu, który leży w szpitalu? I ma kłopoty? – Powoli usiadła, skrzyżowała nogi i oparła ręce na białych skórzanych podłokietnikach.

Ciocia Millie nigdy nie lubiła mojego ojca. Co było niesprawiedliwe z jej strony, ponieważ jako samotny ojciec dwoił się i troił, zwłaszcza gdy jej siostra, a moja matka, porzuciła swoje dwie córki. Miałam wtedy dziesięć lat. Madison zaledwie pięć i nie zachowała ani jednego wspomnienia o matce.

Przygryzłam wargę i spojrzałam w jasnozielone oczy ciotki. Byłyśmy do siebie takie podobne. Odnosiłam wrażenie, że patrzę w lustro i widzę w odbiciu siebie za dwadzieścia pięć lat. Miała takie same jasnozielone, niemal żółte oczy jak ja, którymi przez całe życie zachwycali się ludzie. Są jak zielone ametysty, mawiali. Jak rzadkie zielone diamenty. Nasze włosy miały dokładnie ten sam odcień, tak czarny, że gdy padały na nie promienie słońca, można byłoby przysiąc, że są granatowe.

Oparłam się na niewygodnym fotelu i nabrałam powietrza.

– Tak, tata wpakował się w wielkie kłopoty z Blaine’em.

Millie zamknęła oczy i pokręciła głową. Przygryzłam wargę na wspomnienie bladego, wychudzonego i strasznie posiniaczonego taty, leżącego bez życia w szpitalu.

– Jest teraz w śpiączce. Cztery tygodnie temu bardzo mocno go pobito. Do tej pory się nie obudził. Lekarze podejrzewają uszkodzenie mózgu, ale jeszcze przez jakiś czas nie będą mogli tego potwierdzić. Ma połamane kości. Nadal jest w gipsie – zakończyłam.

– Jezu Chryste. Co za zwyrodnialcy – szepnęła i sięgnęła ręką, by zaczesać za ucho niesforne pasemko włosów i się uspokoić. Widziałam, jak robiła to już wcześniej. Millie była mistrzynią manipulacji i potrafiła kontrolować emocje lepiej niż ktokolwiek, kogo znałam. Zazdrościłam jej tego talentu. Bardzo go potrzebowałam.

– Tak. I w zeszłym tygodniu, gdy czuwałam przy łóżku ojca, przyszedł do mnie jeden ze zbirów Blaine’a. Bezczelnie wyraził ubolewanie, że coś takiego spotkało tatę. I dodał, że jeśli nie dostaną z powrotem pieniędzy, to go zabiją, a potem przyjdą do mnie i do Maddy. Nazwał to „długiem ocalałych”. Nieważne. W każdym razie muszę szybko skołować milion dolarów.

Ciocia Millie zacisnęła usta i pstryknęła palcami. Poczułam, że za chwilę trafi mnie szlag. Jak mogła być taka spokojna i nieczuła? Na szali leżało życie taty, moje i mojej młodszej siostry. Ojciec jej nie obchodził, ale zawsze miała słabość do mnie i Maddy.

Spojrzała na mnie oczami błyszczącymi z ekscytacji.

– Da się to zrobić, ale w rok. Myślisz, że daliby ci tyle czasu na spłatę długów?

Uniosła brwi i popatrzyła na mnie wyczekująco.

Włoski na moich ramionach stanęły dęba, wyprostowałam się. Pokręciłam głową.

– Nie wiem. Blaine z pewnością chce odzyskać pieniądze, a ponieważ kiedyś coś nas łączyło, może uda mi się go ubłagać. Ten chory, sadystyczny popapraniec zawsze lubił, jak błagałam go na kolanach.

– Laluniu, opisy seksualnych wybryków zachowaj dla siebie. – Uśmiechnęła się szelmowsko. – Wygląda na to, że natychmiast musimy przyjąć cię do pracy. Tylko dla najbogatszych klientów. Musimy działać, jutro rano przyjdź na sesję zdjęciową. To potrwa cały dzień. Zrobimy fotki w różnych pozach, nagramy kilka filmików. Potem moi chłopcy umieszczą je na bezpiecznej stronie.

Wszystko działo się tak szybko. Słowa „da się to zrobić” zdały mi się liną ratowniczą, rzuconą do wody pełnej rekinów, ale wciąż unoszącą się na powierzchni.

– Ale czy będę musiała z nimi sypiać? To znaczy, są różne rodzaje dziewczyn do towarzystwa…

Zamknęłam oczy i po chwili poczułam, jak moich dłoni dotyka coś ciepłego. Ciotka przykryła moje dłonie swoimi.

– Laluniu, nie musisz robić tego, czego nie chcesz. Jednakże w celu zarobienia takich pieniędzy powinnaś rozważyć tę możliwość. Mam niepisaną umowę z klientami. Jeśli dziewczęta z nimi sypiają, to dostają dwadzieścia procent więcej. Te dwadzieścia procent otrzymują w gotówce. Ponieważ w Kalifornii prostytucja jest nielegalna, pieniądze te nie trafiają ani do mnie, ani do mojej firmy. – Dotknęła brody palcem wskazującym. – A moje dziewczęta powinny zarabiać więcej za takie usługi, prawda?

Mrugnęła do mnie. Pokiwałam lekko głową, nie wiedząc, co o tym myśleć. Stwierdziłam, że na razie nie będę się nad tym zastanawiać.

– Będę wynajmować cię na miesiąc. To jedyny sposób, by w każdym miesiącu na czeku znalazła się kwota sześciocyfrowa. – Popatrzyła na mnie wesoło swoimi jasnymi oczami.

Niemal uwierzyłam, że jeśli będę mieć otwarty umysł, wszystko pójdzie gładko.

– Będziesz robić to, czego akurat potrzebuje klient. Ale ja nie sprzedaję seksu. Jeśli będziesz z nim sypiać, to dlatego, że tego chcesz. Jestem przekonana, że gdy zobaczysz niektórych mężczyzn z mojej listy, sama wskoczysz im do łóżka i zapomnisz o dodatkowej prowizji. – Ciotka uśmiechnęła się szeroko, wstała i usiadła za szklanym biurkiem, a potem odwróciła się do komputera i całkiem o mnie zapomniała.

Miałam wrażenie, że przykleiłam się do fotela. Nie byłam w stanie się ruszyć. Cały czas myślałam, jak u diabła to zrobię, ale nagle moje myśli zaczęły zagłuszać moje zasady moralne.

– Zrobię to – usłyszałam swój szept.

– Oczywiście, że zrobisz. – Spojrzała na mnie znad komputera i uśmiechnęła się krzywo. – Jeśli chcesz ocalić życie ojca, to musisz to zrobić.

* * * *

Następnego dnia wszystkich ogarnął szał. Czułam się jak postać grana przez Sandrę Bullock w Miss Agent. Popędzano mnie, peelingowano, woskowano i oskubywano z dotychczasowego życia. Czułam się jak ludzka poduszeczka na igły i niemal przywaliłam konsultantce urodowej, którą Millie zatrudniła do „naprawienia” mnie. To jej słowa, nie moje. Nie mogłam powiedzieć, że wysiłek się nie opłacił. Po wszystkim ledwo poznałam siebie w lustrze. Moje długie czarne włosy, błyszczące bardziej niż kiedykolwiek, opadały pięknymi falami na plecy i ramiona, a skóra cudownie odbijała każdy promień słońca. Opalenizna, nad którą pracowałam przez tyle tygodni spędzonych w Kalifornii, połyskiwała jak miód i podkreślała mocne strony mojej urody. Sukienka, jaką kazano mi założyć, była koloru lawendy, wygodna i obcisła. Idealnie pasowała do każdej krągłości i świetnie pełniła swoją funkcję. Wyglądałam w niej seksownie i szczupło. Kiedy fotograf posadził mnie na zimnej białej marmurowej ławce, przypominałam mrocznego anioła. Kazał mi się przesuwać to w jedną, to w drugą stronę i wkrótce siedziałam z wydętymi wargami i patrzyłam w dal niewidzącym, pozbawionym emocji wzrokiem. Taka właśnie miałam być. Pozbawiona emocji.

Po sesji zdjęciowej, gdy przebrałam się w moje codzienne ubranie, czyli dżinsy i obcisłą koszulkę, udałam się z powrotem do Millie, czyli pani Milan.

– Laluniu, te zdjęcia są rewelacyjne! Zawsze wiedziałam, że idealnie nadajesz się na modelkę. – Zaczęła klikać w kolejne fotki, a ja obeszłam biurko i spojrzałam na to, czym tak się zachwycała. Kiedy zobaczyłam siebie na fotografiach, zaparło mi dech w piersiach.

– To niesamowite. – Na chwilę odebrało mi mowę. Nie mogłam uwierzyć, że to ja. Kręciłam głową, gdy na stronie internetowej Luksusowych Przyjaciółek pojawiały się kolejne zdjęcia. Gdybym nie wiedziała, że to ja, w życiu bym w to nie uwierzyła.

Ciotka uśmiechnęła się leniwie.

– Jesteś przepiękna. – Popatrzyła na mnie tymi swoimi jasnymi oczami. – Taka podobna do…

– Nieważne. – Pokręciłam głową i oparłam się biodrem o szklane biurko. Nie chciałam, żeby mówiła o tym, jak bardzo jestem podobna do matki. – Co dalej? – spytałam, skrzyżowawszy ręce na piersi w poczuciu, że muszę się chronić przed tym, co teraz nastąpi.

Oparła się na skórzanym fotelu i puściła do mnie oko.

– Chcesz zobaczyć swojego pierwszego klienta?

Poczułam przerażenie, ale wyprostowałam się i popatrzyłam na nią obojętnie.

– Zaczynamy grę.

Millie zachichotała, a potem kilka razy kliknęła coś w przeglądarce internetowej i pokazała mi zdjęcie jednego z najobrzydliwiej przystojnych facetów, jakich w życiu widziałam. Nic nie mogło odwrócić uwagi od jego uroku. Nawet na zwykłym firmowym zdjęciu jego włosy koloru ciemnego blondu, zielone oczy i silna szczęka były czymś, o czym można byłoby pisać listy do domu. Miał długie pofalowane włosy i ten niedbały, acz perfekcyjny styl, za którym teraz wszyscy tak szaleli. Ale coś mi się nie zgadzało. Ten facet nie mógł mieć więcej niż trzydzieści lat. I nie był typem faceta, który musi wynajmować kobietę do towarzystwa. Wyglądał tak, że laski z pewnością same się na niego rzucały i traciły dla niego głowę.

– Nie rozumiem. Dlaczego on – wskazałam uśmiechniętego przystojniaka na zdjęciu – miałby potrzebować kogoś takiego jak ja?

Ciotka oparła się, splotła ręce na podołku i zaczęła się śmiać.

– Bo cię wybrał.

Musiałam wyglądać na zaskoczoną, bo szybko mi wyjaśniła.

– Osobiście wysłałam kilka pierwszych zdjęć testowych do niego i jego matki. Z jego matką łączy mnie długa współpraca. W każdym razie przystał na tę propozycję. Jutro rano przyśle po ciebie samochód, będziesz musiała zostać w jego rezydencji przez kolejne dwadzieścia cztery dni.

Poczułam się, jakbym dostała obuchem w głowę.

– Dwadzieścia cztery dni! Oszalałaś? Jak u diabła będę przyjmować zlecenia i stawiać się na castingi? – Moja kariera aktorki rozwijała się niezbyt szybko, miałam jednak tanią agentkę, która od czasu do czasu przysyłała mi jakieś oferty pracy. A wieczorami pracowałam w restauracji.

Millie popatrzyła na mnie, jakby nagle wyrosła mi druga głowa. Zacisnęła usta i brzydko zmarszczyła nos.

– Mio, na kolejny rok musisz zrezygnować ze wszystkich innych form zarobkowania. Od teraz opłaca cię firma Luksusowe Przyjaciółki. Twoje zlecenia będą trwać od jednego do dwudziestu czterech dni, w zależności od wymagań klienta. Ponieważ chcesz zarobić jak najwięcej pieniędzy w bardzo krótkim czasie, musisz brać duże zlecenia. Po dwudziestu czterech dniach będziesz mogła odpocząć w domu, zrelaksować się i ewentualnie poprawić urodę. Pod koniec każdego miesiąca otrzymasz kolejne zlecenie.

– Nie mogę w to uwierzyć! – Zaczęłam chodzić po jej gabinecie, czując się nagle jak zwierzę w klatce, które musi wydostać się na wolność. Właśnie uświadomiłam sobie, że moje dawne życie się skończyło. Skończyło się chodzenie na zwykłe randki – chociaż ostatnio u mnie była posucha. Żadnych castingów i przesłuchań, przez co moja raczkująca kariera aktorki miała stać się mglistym wspomnieniem, bardzo mało czasu na spotkania z tatą, Maddy czy Ginelle.

– To lepiej w to uwierz, dziewczyno. To nie są żarty. Decyzję tę podjęli twój ojciec i były facet, nie masz żadnego wyboru. Ciesz się, że w ogóle cię przyjęłam. Nie zachowuj się jak ignorantka. A teraz usiądź i się zamknij! – mówiła do mnie zupełnie innym tonem niż zwykle – nie było w nim ciepła, lecz chłód zdeterminowanej bizneswoman.

– Przepraszam. – Próbowała mi pomóc, ale to wszystko działo się tak… nagle.

Niesamowite. Opadłam na krzesło przed biurkiem ciotki i oparłam głowę na rękach. Kręcenie nią niczego nie zmieniało. Od tej chwili byłam dziewczyną do wynajęcia. W każdym miesiącu zostanę przypisana do jakiegoś mężczyzny, a jeśli się z nim prześpię, otrzymam dwadzieścia procent więcej w gotówce.

Pokręciłam głową i zaczęłam się śmiać. Śmiechem wariatki. Oparłam głowę o chłodną skórę fotela i spojrzałam na biały sufit. Po chwili powzięłam postanowienie i uspokoiłam się. To właśnie musiałam zrobić. Pozwolę więc, żeby ten seksowny facet zabierał mnie na nudne kolacje biznesowe i w inne miejsca, jakie sobie wymyśli. Nie musiałam z nim sypiać i, co najważniejsze, nie było szans, żebym się w nim zakochała. Miesiąc to za mało, bym wpadła po uszy, tak jak to bywało w przeszłości. Kto powiedział, że muszę porzucić karierę aktorki? Przecież odgrywanie roli, jaką narzucą mi klienci, było idealną szkołą aktorstwa. A potem, kiedy skończy się miesiąc, zostanę kimś innym, aż wreszcie zapewnię ojcu bezpieczeństwo. To może się udać, o ile przekonam Blaine’a do tego, żebym mogła spłacać dług w ratach.

Nabrałam głęboko powietrza, wstałam i wyciągnęłam rękę do ciotki. Uśmiechnęła się szelmowsko, ale nadal seksownie. Była świetna w swoim fachu.

– W porządku, pani Milan – powiedziałam, akcentując jej fałszywe nazwisko, by wiedziała, że w to wchodzę. – Wygląda na to, że jestem pani nową dziewczyną do wynajęcia na miesiąc.

ROZDZIAŁ DRUGI

Weston Charles Channing III. Wpatrywałam się w ten napis, zastanawiając się, dlaczego ktokolwiek chciałby stawiać rzymską cyfrę po nazwisku. Mogłam się założyć, że był pretensjonalnym bogatym chłoptasiem, którego mamusia nie chciała czuć zażenowania dziwkami z Hollywood, przyprowadzanymi przez niego na wystawne przyjęcia. Było to dla mnie jedyne sensowne wytłumaczenie tego, że ktoś tak szalenie przystojny potrzebował wynająć kobietę do towarzystwa. Serfowałam po różnych stronach internetowych, aż dostałam listę zasad od „pani Milan”.

1. Zawsze wyglądaj najlepiej, jak się da. Nie możesz dopuścić do tego, by klient zobaczył cię nieprzygotowaną. Zawsze masz mieć makijaż, ułożone włosy, pomalowane paznokcie i nienaganne, wyprasowane ubranie. Klient zapewni ci takie stroje, jakie uzna za stosowne. Osobiści styliści tych mężczyzn otrzymali twoje wymiary.

Wywróciłam oczami i popatrzyłam tęsknie na dżinsy w szafie. Osobisty stylista? Jeeezu, ci ludzie naprawdę mieli za dużo forsy. Czy wybranie sobie odpowiedniej odzieży jest takie trudne? Wysłano im moje wymiary? Rewelacja. W takim razie ten facet wiedział już, że powinnam zrzucić kilka kilo. Miałam metr siedemdziesiąt pięć, dzięki czemu wyglądałam na szczuplejszą niż w rzeczywistości, wiedziałam jednak, że moja ciotka wolała dziewczyny w rozmiarze trzydzieści cztery. Natomiast ja nosiłam seksowne trzydzieści sześć, a nawet trzydzieści osiem, jeśli mam być szczera. W świecie modelek prawdopodobnie byłabym już plus size...

To on cię wybrał. Przypomniałam sobie, pakując niezbędne rzeczy do niewielkiego plecaka. Balsam do ciała, kosmetyki do makijażu, perfumy, Kindle, torebeczka z ulubioną biżuterią. Nie było tam nic cennego, ale ta biżuteria należała do mnie, przecież musiałam być choć trochę sobą. Zabrałam również nowy dziennik i spersonalizowaną papeterię. Stwierdziłam, że skoro to doświadczenie ma trwać cały rok, to może powinnam spróbować wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Do diabła, pewnego dnia mogłabym nawet nakręcić o tym film.

Rzuciłam plecak na wyściełane krzesło w mieszkaniu, które wynajmowałam za taniochę, i zerknęłam na resztę listy.

2. Cały czas się uśmiechaj. Nigdy nie bądź zdenerwowana, smutna ani nie okazuj innych emocji. Mężczyźni nie wynajmują kobiet po to, by przejmować się ich problemami emocjonalnymi. Wynajmują je po to, żeby tego nie robić.

Pozbawiona emocji. Jestem na dobrej drodze, by osiągnąć ten stan. Po spotkaniu z Millie i przyjęciu jej propozycji urządziłam sobie pogadankę i zmieniłam nastawienie.

3. Nie mów, dopóki nie zostaniesz o to poproszona. Masz być ładna i czarująca na zawołanie. Przed każdym spotkaniem biznesowym czy towarzyskim omów z klientem swoje zadania, tak byś spełniła jego oczekiwania.

Serio? I komu to mówisz? Mam być niczym lalka Barbie. Rozumiem. To bardzo proste.

4. Masz być cały czas dostępna. Jeśli klient chce gdzieś zostać, ty zostajesz razem z nim. Zachowuj się z szacunkiem, wykazuj nienaganne maniery i słuchaj wskazówek klienta. Jeśli szuka towarzystwa, zaakceptuj przytulenie. Seks nie jest konieczny.

Ona chce, żebym przytulała faceta, który chce się pieprzyć? Wybuchłam głośnym śmiechem. To będzie bardzo interesująca odmiana. „Ej, stary, chcesz się ze mną poprzytulać?”. Gdy zaczęłam czytać kolejny punkt, uśmiech zniknął mi z twarzy.

5. Umowa nie obejmuje seksu z klientem. Jeśli zgodzisz się na stosunek seksualny, to twój wybór i firma Luksusowe Przyjaciółki nie bierze za to odpowiedzialności. Wymagamy jednak, by wszystkie nasze dziewczęta stosowały wybraną formę antykoncepcji i w każdej chwili mogły to udowodnić. Może wystąpić konieczność zrobienia badań krwi.

Skąd ona to wytrzasnęła? To jest na serio? Kto chciałby zajść w ciążę z dopiero co poznanym i w dodatku niekochanym facetem? Ach tak, bogaci mężczyźni i głupie kobiety. Mieszanka wybuchowa. No cóż, w takim razie nie jestem taką kobietą. Gdy ojciec będzie już bezpieczny, a dług zostanie spłacony, wrócę do starego życia. Niezależnie od tego, co to oznacza.

Spojrzałam na zegarek i uświadomiłam sobie, że pora się zbierać. Chociaż Millie chciała, żebym pojechała którąś z jej limuzyn, uparłam się, że sama dotrę na spotkanie z klientem. To był jeden z moich warunków. Jeśli ten pierwszy raz będzie w porządku, to zgodzę się, żeby później odbierali mnie klienci. Na razie jednak byłam nieufna i miałam zamiar pojechać swoim motorem, chociaż obiecałam jej, że wezmę taksówkę. I tak się o tym dowie.

Założyłam najbardziej seksowne czarne dżinsy, czarną obcisłą siatkową koszulkę, krótką skórzaną kurtkę i zamszowe kozaki do kolan. Wiedziałam, że na widok tego stroju Millie by mnie zabiła, potrzebowałam jednak elementu zaskoczenia, żeby sprawdzić reakcję Westona Charlesa Channinga Trzeciego, zanim dobrowolnie zgodzę się na zostanie jego towarzyszką na kolejne cztery tygodnie.

Wreszcie otrzymałam esemesa. Z nieznanego numeru.

Do: Mia Saunders

Od: Nieznany numer

Nie mogę się doczekać spotkania. Plaża El Matador. Betonowe schody na plażę. Do zobaczenia.

Jaki on tajemniczy. Chce, żebym spotkała się z nim na plaży o ósmej rano? Szybko spytałam Siri o drogę i zauważyłam, że jest już siódma. Komputerowy głos pokazał mi plażę i poinformował, że znajduje się ona dziesięć kilometrów na północny zachód od Malibu. Pewnie blisko domu klienta, bo z mojego mieszkania w centrum Los Angeles była to godzina jazdy motorem. Moje mieszkanie było niewielkie, trzydzieści kilka metrów kwadratowych, gdzie futon, który kupiłam na wyprzedaży za pięćdziesiąt dolców, był dwa razy większy niż sofa i łóżko, ale tylko na tyle mogłam sobie pozwolić. Rozejrzałam się i stwierdziłam, że uczyniłam to mieszkanie tak przytulnym, jak tylko się dało. Pomalowałam ściany na jasny beż i chociaż każdy mebel był z innej parafii, pod pewnymi względami wszystko do siebie pasowało.

Było to pierwsze miejsce, które mogłam nazwać moim. A teraz musiałam je opuścić. Wzięłam butelkę z blatu i wylałam resztkę wody do bambusa stojącego w kuchni. Dbanie o kwiaty nie za bardzo mi wychodziło, ale przecież on miał być szczęśliwą roślinką[1]. Miałam nadzieję, że przetrwa. Gdy wychodziłam z mieszkania z plecakiem przerzuconym przez ramię i kaskiem w dłoni, uświadomiłam sobie, jak wiele wspólnego mieliśmy ze sobą – mój bambus i ja. Miałam nadzieję, że ja również przetrwam.

* * * *

Spod kół Suzi strzelały kamienie i żwir, gdy zaczęłam hamować i zatrzymałam się dosłownie kilka centymetrów przed metalowym dźwigarem, za którym znajdował się już tylko skalisty klif. Z tego miejsca wyraźnie widziałam betonowe schody. Ta część plaży była niewielka i ustronna. Owego chłodnego poniedziałkowego poranka na parkingu znajdował się tylko jeden samochód, pewnie dlatego, że o ósmej rano w dzień roboczy normalni ludzie są w pracy. Nie wiedziałam, co sądzić o spotkaniu w tym miejscu, ale bardzo mi się tu podobało. Rozpościerał się stąd niesamowity widok, plaża była piękna. Niebieskie spienione fale mknęły ku niej i rozpryskiwały się na piachu. W sumie odkąd przeprowadziłam się tutaj pół roku temu, plażowałam zaledwie kilka razy. Przez większość czasu próbowałam wedrzeć się do świata filmu. Miejsce nie miało większego znaczenia, po prostu musiałam jak najszybciej wyrwać się z pustyni. Ocean był przeciwieństwem suchego i upalnego Vegas i już sam ten kontrast podnosił mnie na duchu.

Na wodzie zobaczyłam samotnego surfera. Patrzyłam, jak profesjonalnie bierze każdą falę i zanurza długą żółtą deskę. Nie zauważyłam nikogo innego na plaży. Na parkingu nie było żadnego pojazdu poza jednym jeepem i moim motocyklem. Może jeszcze nie przyjechał?

Przez chwilę patrzyłam na surfera, który dopłynął do plaży. Zeskoczył lekko na brzeg. Sądząc po umiejętności utrzymania równowagi i sile, pewnie surfował od dawna. Może nawet był tutaj instruktorem, chociaż nie zauważyłam na plaży żadnego budynku czy choćby baraku. Mężczyzna potrząsnął włosami i odpiął od kostki pasek z przypiętą deską. Z oddali nie widziałam twarzy. Jakby w zwolnionym tempie surfer spojrzał w moim kierunku. Nie wiedział, kim jestem, bo wciąż miałam na sobie kask. Podniosłam blendę, żeby lepiej widzieć, i patrzyłam, jak odpina kombinezon, ukazując górę mokrych, mocnych i opalonych mięśni. Wyjął ręce i zostawił kombinezon wiszący w talii, wziął deskę w jedną rękę i zaczął biec plażą.

Kompletnie zafascynowana patrzyłam, jak się porusza. Jego widok był ucztą dla oczu. Nadawał zupełnie nowe znaczenie słowu „ciacho”. Cały czas się do mnie przybliżał, z każdą chwilą każdy opalony mięsień był lepiej widoczny. Na seksownym pasie skóry, który tworzył cudowne V, mieszały się piasek i woda oceanu. Zaczęłam się zastanawiać, jak by to smakowało. Woda w połączeniu z jego naturalnym smakiem.

Gdy wchodził po schodach, zrobiło mi się gorąco. Usłyszałam dudnienie, tak jakby ocean ryczał w ograniczonej przestrzeni mojego hełmu. To tak, jak masz zamknięte wszystkie okna w samochodzie, i nagle ktoś jedno otwiera. Natychmiast zostajesz zalana zniekształconym dźwiękiem, który rozprzestrzenia się w uchu niczym coś fizycznego i wali w błonę bębenkową.

Powoli zdjęłam kask, odchyliłam głowę, żeby rozrzucić włosy. Nabrałam ze świstem powietrza, gdy mężczyzna, na którego czekałam, stanął na górze schodów i się na mnie gapił. Intensywnie i pożądliwie. Duże krople wody z jego włosów kapały na szerokie ramiona i spływały po klacie, która równie dobrze mogłaby zostać wyrzeźbiona przez bogów.

Przyjrzał mi się od stóp do głów, aż wreszcie popatrzył mi w oczy.

– Jakie to miłe zaskoczenie. – Uśmiechnął się szeroko.

– Tak, zaskoczenie. – Oblizałam spierzchnięte nagle usta i przygryzłam wargę. Z gracją przeszedł do szarego jeepa wranglera 4 x 4. Nie był to drogi samochód, chociaż sprawiał wrażenie zadbanego. Nie miał dachu, pewnie dlatego, żeby właściciel mógł bez problemu wrzucić na tył wielką deskę surfingową. Czy takie coś było ciężkie? Pewnie tak, ale on zachowywał się, jakby ważyła tyle co nic. Mięśnie w jego rękach napinały się, gdy ustawiał deskę we właściwej pozycji, a ja, obserwując go, odczuwałam podniecenie w każdej komórce swego ciała.

– Ty jesteś Mia? – spytał, gdy zsiadłam z motoru i ruszyłam w kierunku nieznajomego, pamiętając o kołysaniu biodrami. W jego oczach mignęło uznanie i zainteresowanie.

– Tak, to ja. A ty jesteś Weston Charles Channing Trzeci? – Podniosłam trzy palce, a drugą dłoń oparłam na biodrze.

Zaśmiał się i oparł o boczne drzwi jeepa, dzięki czemu miałam lepszy widok na nagą klatę. Cholera, ależ ten facet był przystojny. Patrzył na mnie ciemnozielonymi oczami.

– Trzeci – powtórzył po mnie gest. – Przyjaciele mówią do mnie Wes – dodał od niechcenia.

– A czy ja należę do ich grona? – zapytałam zalotnie.

– Nie wiem, proszę pani, ale proszę nie tracić nadziei. – Puścił do mnie oko, a następnie podszedł do bagażnika, wyjął z niego białą koszulkę i szybko ją założył, zakrywając to piękne ciało. Niemal podziękowałam mu za umożliwienie mi skupienia się. Durna Barbie natychmiast zniknęła, a w jej miejsce pojawiła się inteligentna Mia.

– Gotowa?

– To twoja kasa, więc to ty mówisz, gdzie i kiedy – odparłam.

Oblizał usta, spojrzał na mnie raz jeszcze, uśmiechnął się i pokręcił głową.

– Podrzuciłbym cię, ale wygląda na to, że masz własny środek transportu.

– Tak. Pojadę za tobą.

* * * *

W trakcie jazdy do jego domu w Malibu udało mi się uspokoić libido, chociaż byłam przekonana, że wkrótce znowu zacznie szaleć. Brama się otworzyła i ruszyłam za samochodem wąskim krętym podjazdem aż pod dom, który raczej ogląda się w górach. Nie został wybudowany z bali, ale z wielkich kamieni i drewna. Ze wszystkich stron otaczała go bujna roślinność, dzięki czemu wyglądał, jakby był ukryty w tajemniczym ogrodzie.

Zdjęłam kask i wzięłam plecak, a następnie poszłam za nim po kamiennych schodach. Otworzył przede mną drzwi, które wcale nie były zamknięte na klucz. Pewnie gdy się mieszka w Malibu i ma się dom otoczony wysokim płotem, nie trzeba tak bardzo martwić się o bezpieczeństwo. A może gdzieś była ochrona.

Weszliśmy do wielkiego pokoju o ciemnych drewnianych belkach na suficie, które stykały się na środku. Podłogi zostały wykonane z pięknego wiśniowego drewna. Chodniki w ciemnych prostych kolorach leżały przed wygodnymi burgundowymi kanapami, które wyglądały na wyjątkowo miękkie. Pokój był jasny i przestronny, z mnóstwem okien. Na całej jednej ścianie znajdowały się półki i wnęki z książkami oraz bogata kolekcja płyt DVD. Ściany oklejono tapetami w żywych kolorach. Wszędzie stały rośliny i dzieła sztuki. Nie tego spodziewałam się po mężczyźnie przed trzydziestką czy tuż po trzydziestce. Zapamiętałam sobie, żeby dowiedzieć się, ile ma lat i czym się zajmuje. Żeby mieć takie antyki, trzeba być albo cwanym, albo bardzo bogatym.

– Niesamowite miejsce – powiedziałam i podeszłam do otwartych drzwi, prowadzących na drewniany balkon z kutą żelazną balustradą. Rozpościerał się z niego widok na góry i otwartą przestrzeń, która zdawała się ciągnąć aż po horyzont. Mieszkałam w centrum Los Angeles, nie miałam zatem zbyt dużo okazji do podziwiania takich krajobrazów.

Uśmiechnął się i złapał mnie za rękę. Miał ciepłą i miękką dłoń. Był nieskrępowany.

– Chodź. Pokażę ci, co przyciągnęło mnie do tego miejsca. – Zaprowadził mnie na drugą stronę wielkiego domu.

Gdy wreszcie tam dotarliśmy, widok zaparł mi dech w piersiach.

– O mój Boże – szepnęłam z zachwytem. Ścisnął moją dłoń, wysyłając do mojego karku impulsy elektryczne. Przede mną rozpościerał się Pacyfik. Otaczał całą połowę domu. Wes przysunął się do mnie i szepnął, wskazując piaszczysty teren poniżej skał:

– To plaża El Matador. – Poczułam, jak wydychane przez niego powietrze muska mi policzek. Z tarasu widziałam miejsce, w którym wcześniej surfował.

– To jest… – nie potrafiłam znaleźć słów.

– Niesamowite. Wiem – dokończył, ale bez cienia próżności w głosie. Sam zdawał się zdumiony urodą tego miejsca, co mnie zaskoczyło. Przecież facet tutaj mieszkał, widział to codziennie i nadal się zachwycał. I wtedy zrozumiałam, że być może wcale nie był młodym, przemądrzałym i bogatym dzieciakiem. Zobaczyłam w jego oczach coś starszego, nieodpowiadającego jego wiekowi. Złapał mnie za rękę i pociągnął do domu.

– Pokażę ci pokój.

Ruszyłam za nim. Te kilkaset metrów kwadratowych domu pokonaliśmy za szybko, żeby się wszystkiemu przyjrzeć. Cały czas trzymał mnie za rękę, pomyślałam, że to dziwne, ale nie odezwałam się, żeby mnie nie puścił. Uścisk jego dużej ciepłej dłoni był bardzo przyjemny. Dawno nie czułam się tak bezpiecznie.

Zaprowadził mnie pod podwójne drzwi. Wreszcie puścił mnie i otworzył obie pary drzwi naraz.

– To będzie twój dom przez kolejne dwadzieścia cztery dni. – Uśmiechnął się, gdy weszłam do środka.

Pokój był biały. Zupełnie biały. Białe meble, narzuta na łóżku, nawet dzieła sztuki były w odcieniach bieli z niewielką tylko domieszką koloru. Pomieszczenie to bardzo kontrastowało z bogactwem kolorów w salonie. Nieświadomie zmarszczyłam brwi.

– Nie podoba ci się? – Opuścił ręce po bokach. Przeszedł przez pokój i otworzył kolejne podwójne drzwi. W garderobie wisiało mnóstwo ubrań we wszystkich kolorach i teksturach. To miejsce zdecydowanie bardziej przypadło mi do gustu. Postanowiłam, że wprowadzę się do garderoby, wyglądała na dostatecznie dużą. Przejechałam palcami po wiszących ubraniach, na każdym z nich wciąż wisiała metka.

– Są piękne, dziękuję. Opowiedz mi proszę trochę o tym, dlaczego tutaj jestem – poprosiłam, wychodząc z garderoby. Po chwili usiadłam na łóżku.

Wes był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną, ale nie nabitym. Miał ponad metr osiemdziesiąt wzrostu i silne ciało pływaka, który z pewnością spędził mnóstwo godzin w siłowni, podnosząc ciężary. Nabrał powietrza, oparł rękę na podłokietniku fotela i położył na niej głowę.

– Moja matka – zaczął, jakby miało to wyjaśnić wszystkie tajemnice wszechświata. Uniosłam brew, a on pokręcił głową. – W ciągu najbliższych tygodni będę musiał wziąć udział w kilku oficjalnych imprezach. Kobieta u mego boku pomoże powstrzymać wszystkie natrętne harpie, które z reguły zabiegają o moją uwagę, i dzięki temu będę mógł nawiązać niezbędne kontakty biznesowe.

– Czyli potrzebujesz ochrony przed sępami? – Zaśmiałam się, skrzyżowałam nogi, zdjęłam jednego kozaka, wyciągnęłam drugą nogę i ściągnęłam drugiego.

Pokiwał głową, a potem z niespotykaną uwagą zaczął wpatrywać się w moje skarpetki. Spojrzałam w dół i natychmiast zrozumiałam, dlaczego zakrył usta dłonią i próbował powstrzymać się od śmiechu. Założyłam skarpetki, które dostałam na Boże Narodzenie. Podkolanówki w zielono-czerwone paski uświadomiły mi, że właśnie popełniłam modowe samobójstwo. Nie wspominając już o tym, że złamałam jedną z zasad Millie, mówiącą o tym, że dziewczyna do towarzystwa nie może zakładać brzydkich skarpetek, nawet pod długie buty. Przygryzłam wargę, podjęłam ryzyko i zerknęłam na Wesa – ale on nadal patrzył na mnie wzrokiem, jakim wygłodniały kot obdarza tłustego kanarka.

Przewróciłam oczami i prychnęłam:

– Ubierałam się w ciemności.

– Najwyraźniej. – Zaśmiał się. – To urocze.

– Urocze? Mnie bardziej przypomina to pocałunek śmierci. – Zmrużyłam oczy. – Myślisz, że jestem urocza? Nic z tego, mój drogi, reklamacji nie uwzględniamy. Sam powiedziałeś, że mam tu zostać przez dwadzieścia cztery dni. Zwrotów nie przyjmujemy! – Wstałam i złapałam się pod boki.

Oparł się i skrzyżował w kostkach nagie nogi. Och, wcześniej nie zwróciłam uwagi na jego stopy. Były długie, szczupłe i bardzo zadbane. Trochę zapiaszczone. Libido, które dostało ode mnie w brzuch i schowało się w głębokiej norze, nagle się z niej wychyliło i zaczęło przyglądać się wszystkim szczegółom wyglądu siedzącego przede mną mężczyzny. To nie w porządku. Gość miał seksowne nawet stopy.

– Proszę się uspokoić, pani Mio. Powiedziałem, że twoje skarpetki są urocze, nie chodziło mi o panią. Wręcz przeciwnie: prawdopodobnie jesteś najpiękniejszą i najbardziej powalającą kobietą, na jaką miałem przyjemność patrzeć. Nie mogę się doczekać, gdy zobaczę cię nagą. – Uśmiechnął się uwodzicielsko, w jego oczach pojawił się błysk pożądania.

Nabrałam powietrza i patrzyłam, jak Wes wstaje z miejsca. Wytrzymaliśmy swoje spojrzenia i miałam wrażenie, że przyglądaliśmy się sobie przez kilka minut.

– No cóż, cieszę się, że uważasz mnie na tyle ładną, bym tu zamieszkała. Jak wiesz, będę z tobą przez miesiąc i… chwileczkę. – Coś zaskoczyło mi w głowie. – Słucham? Nie możesz się doczekać, aż zobaczysz mnie nagą? – rzuciłam bez ładu i składu. – Tego nie ma w umowie.

– Doskonale wiem, co jest w umowie – stwierdził, podszedł do mnie, złapał w pół i przyciągnął do siebie. Westchnęłam, poczuwszy na brzuchu bardzo dużą i sztywną erekcję. Przyjrzał się mojej twarzy i pochylił się tak bardzo, że czułam jego oddech na moich gorących ustach. – Jeśli się rozbierzesz, to nie dlatego, że ci za to zapłacę. – Jego wargi dotknęły miejsca za moim uchem i złożyły delikatny pocałunek. Stałam spokojnie, czując, jak do każdej kończyny napływa obezwładniająca przyjemność, a każdy nerw czeka na kolejny dotyk. Swoją szorstką brodą potarł moją gładką skórę, posyłając dreszcze w dół kręgosłupa i między uda. – Rozbierzesz się dla mnie, gdy będziesz gotowa. Nawet nie będę musiał o to prosić – szepnął, a następnie delikatnie pocałował kąciki moich ust.

Odsunął się. Jego zielone oczy błyszczały od powstrzymywanego podniecenia.

– Muszę popracować w moim gabinecie. Możesz rozejrzeć się po całym domu, poopalać się, popływać w basenie. Masz być gotowa na piątą, załóż sukienkę koktajlową. Idziemy na kolację biznesową. – Po raz ostatni uścisnął moje biodro, odwrócił się i wyszedł. Cały czas czułam jego dotyk na skórze.

– Szlag! – zaklęłam oszołomiona po tym, jak przez tyle czasu wstrzymywałam oddech. Gdy dotknął ustami skóry za moim uchem, zapomniałam, jak się oddycha. – Będę mieć z nim same kłopoty.

Przypisy

[1]Lucky bamboo.

Strona redakcyjna

Tytuł oryginału: Calendar Girl Volume One

Copyright © 2016 Waterhouse Press, LLC

Opublikowano w porozumieniu z Bookcase Literary Agency, USA

and Book/lab Literary Agency, Poland.

Copyright for the Polish Edition © 2017 Edipresse Polska SA

Copyright for the Polish translation © 2017 Edipresse Polska SA

All rights reserved.

Edipresse Polska SA

ul. Wiejska 19

00-480 Warszawa

Dyrektor ds. książek: Iga Rembiszewska

Redaktor inicjujący: Natalia Gowin

Produkcja: Klaudia Lis

Marketing i promocja: Renata Bogiel-Mikołajczyk

Digital i projekty specjalne: Katarzyna Domańska

Dystrybucja i sprzedaż: Izabela Łazicka (tel. 22 584 23 51),

Beata Trochonowicz (tel. 22 584 25 73), Andrzej Kosiński (tel. 22 584 24 43)

Zdjęcie na okładce: Conrado/Shutterstock.com

Redakcja: Anna Godlewska

Korekta: Bożena Hulewicz

Projekt graficzny okładki i stron tytułowych: Magdalena Zawadzka

Skład i łamanie: Graph-Sign

Biuro Obsługi Klienta

www.hitsalonik.pl

mail: bok@edipresse.pl

tel.: 22 584 22 22

(pon.-pt. w godz. 8:00-17:00)

www.facebook.com/edipresseksiazki

Druk i oprawa: Zapolex, Toruń

ISBN: 978-83-7945-757-1

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych w całości lub w części tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.