Dziesięć godzin polowania - Juliusz Verne - ebook

Dziesięć godzin polowania ebook

Juliusz Verne

0,0
12,49 zł

lub
Opis

Dziesięć godzin polowania” to nowela Juliusza Verne’a,  uznanego za jednego z pionierów gatunku science fiction.


“Znajdują się ludzie, którzy nie lubią polowania i po części może mają słuszność.

Czyliżby dlatego, że każdy szlachetny pan czuje wstręt do zabijania zwierzyny, jaką mu później podadzą na stół?

A być może dlatego, że zwykle panowie myśliwi opowiadają dowolnie ubarwione własną fantazją epizody polowania, często o wiele przenoszące istotną prawdę.

Mnie samemu nie bardzo się to podoba.

Otóż przed dwudziestu laty ja sam popadłem w ten błąd i polowałem! Tak jest polowałem! Za to też postanowiłem się ukarać i opowiedzieć wam moje przypadki na wyprawie łowieckiej.

Gdybyż przynajmniej to szczere i proste opowiadanie mogło wywołać wstręt w moich bliźnich do przebiegania pól w towarzystwie psa, z torbą przez plecy, z ładownicą u pasa i z fuzją na ramieniu, ale jednak wątpię. Mimo to zaczynam moją opowieść.”


Fragmenty z książki: Juliusz Verne. „Dziesięć godzin polowania

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 21




Juliusz Verne

Wydawnictwo Avia Artis

2020

ISBN: 978-83-8226-205-6
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

I

Znajdują się ludzie, którzy nie lubią polowania i po części może mają słuszność. Czyliżby dlatego, że każdy szlachetny pan czuje wstręt do zabijania zwierzyny, jaką mu później podadzą na stół?  A być może dlatego, że zwykle panowie myśliwi opowiadają dowolnie ubarwione własną fantazją epizody polowania, często o wiele przenoszące istotną prawdę.  Mnie samemu nie bardzo się to podoba.  Otóż przed dwudziestu laty ja sam popadłem w ten błąd i polowałem! Tak jest polowałem! Za to też postanowiłem się ukarać i opowiedzieć wam moje przypadki na wyprawie łowieckiej.

 Gdybyż przynajmniej to szczere i proste opowiadanie mogło wywołać wstręt w moich bliźnich do przebiegania pól w towarzystwie psa, z torbą przez plecy, z ładownicą u pasa i z fuzją na ramieniu, ale jednak wątpię. Mimo to zaczynam moją opowieść.

II

Jakiś fantasta filozof raz wyrzekł: Nie miej nigdy ani domu na wsi, ani powozu, ani koni i nie oddawaj się polowaniu, bo się zawsze znajdą przyjaciele, którzy się sami tem przysłużą tobie.  Skutkiem tego aksyomatu i ja zmuszony byłem polować czyli uczynić pierwszy krok jako myśliwy na gruntach, należących do departamentu Somme jakkolwiek nie byłem ich właścicielem.  Działo się to, jeżeli się nie mylę, w miesiącu sierpniu 1859 r. Dekret prefektury właśnie na dzień jutrzejszy naznaczał początek otwarcia sezonu myśliwskiego.  W naszem miasteczku Amiens nie było nawet najuboższego sklepikarza, ani najnędzniejszego rzemieślnika, któryby nie posiadał broni i nie wybiegał z nią na przedmieście, nic więc dziwnego, że co najmniej od sześciu tygodni z wielką niecierpliwością wyczekiwano uroczystego dnia.  Sportsmani z profesji, którzy twierdzili, że przecież kiedyś nadejdzie ta chwila, jak równie strzelcy trzeciej i czwartej klasy, tudzież biegli w tej sztuce, którzy to zabijają nie mierząc i profani, którzy znowu mierzą a nie zabijają, jednem słowem wszyscy, mający pretensyą do nazwy myśliwych, gotowali się, zbroili, czynili zapasy, unosząc się zachwytem, marząc o przepiórkach, myśląc o zającach, rozprawiając o kuropatwach! Kobiety, dzieci, rodzina, przyjaciele, wszyscy byli zapomnieni. Polityka, sztuka, literatura, rolnictwo, handel, wszystko ustąpiło wobec zajęcia się owym wielkim dniem, w którym miała nastąpić ilustracja owej, jak ją nazywał nieśmiertelny Józef Prudhome, „barbarzyńskiej zabawki”. Owoż tedy zdarzyło się, że między moimi przyjaciółmi w Amiens, był jeden, strzelec zapamiętały, ale przystojny chłopak, chociaż urzędnik. Udało mu się dziwnym zbiegiem okoliczności uzyskać pod pretekstem reumatyzmu, urlop ośmiodniowy w chwili rozpoczęcia się pory polowania.  Nazywał się Bretignot.  Na kilka dni przed pamiętną erą, Bretignot przybył do mnie, do mnie com nigdy nie żywił żadnych okrutnych usposobień.  — Ty nigdy nie polowałeś? — zapytał mnie z pewną wyższością.  — Nigdy