Wydawca: Muza Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 555 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dziennik z Guantanamo - Muhamedou Ould Slahi, red. Larry Siems

Mohamedou Ould Slahi urodził się w Mauretanii. W wieku 18 lat po uzyskaniu stypendium wyjechał z kraju na studia do Niemiec. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku przerwał naukę i udał się do Afganistanu, aby w oddziałach Al-Kaidy walczyć (przy akceptacji Amerykanów) z popieranym przez Związek Radziecki rządem w Kabulu. W 1992 roku wrócił do Niemiec, gdzie ukończył studia inżynierskie. Mieszkał i pracował najpierw w Niemczech, a potem przez kilka miesiącu w Montrealu w Kanadzie. W listopadzie 2001 roku został aresztowany przez jordańską jednostkę do zadań specjalnych, a następnie był trzymany w izolacji i przesłuchiwany przez następne siedem i pół miesiąca, do momentu kiedy Jordańczycy uznali, że nie jest zaangażowany w spisek milenijny. Niemniej jednak przejął go zespół CIA i 5 sierpnia 2002 roku przewiózł do Guantanamo i tam uwięził. Mimo że został oczyszczony z podejrzeń przez liczne sądy i rządy krajów trzecich, w dalszym ciągu pozostaje w więzieniu. Nigdy nie oskarżono go o jakiekolwiek przestępstwo. 

Książka ta jest zredagowaną wersją 466-stronicowego manuskryptu, który Mohamedou Ould Slahi napisał odręcznie w swojej celi więziennej w Guantanamo. Nie wprost mówi o tym, co go spotkało w Guantanamo. 

Dziennik został zredagowany przez władze Stanów Zjednoczonych, które wprowadziły ponad 2500 zaciemnień w postaci czarnych pasków, cenzurując w ten sposób rękopis Mohamedou, który nie mógł reagować na wprowadzane zmiany.

Opinie o ebooku Dziennik z Guantanamo - Muhamedou Ould Slahi, red. Larry Siems

Fragment ebooka Dziennik z Guantanamo - Muhamedou Ould Slahi, red. Larry Siems

Tytuł oryginału: Guantanamo Diary

Redaktor prowadzący: Bożena Zasieczna

Redakcja techniczna: Karolina Bendykowska

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Zespół

Okładka wg projektu z wydania anglojęzycznego autorstwa Keitha Hayesa

© Diary and Annotated Diary Copyright © 2015 by Muhamedou Ould Slahi

© Introduction and Notes Copyright © 2015 by Larry Siems

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-7758-795-9

MUZA SA

Warszawa 2015

Wydanie I

FRAGMENT

Mohamedou chciałby zadedykować ten dokument pamięci swej zmarłej matki, Maryem Mint El Wadia, i chciałby również podkreślić, że gdyby nie Nancy Hollander i jej współpracowniczki Theresa Duncan oraz Linda Moreno,

Chronologia wydarzeń

luty 2000 Po 12 latach spędzonych za granicą, kiedy to uczył się, mieszkał i pracował głównie w Niemczech, a także przez krótki czas w Kanadzie, Mohamedou Ould Slahi postanawia wrócić do swej ojczyzny, Mauretanii. Po drodze zostaje dwukrotnie zatrzymany na rozkaz Stanów Zjednoczonych – najpierw przez policję senegalską, a następnie przez władze Mauretanii – i przesłuchiwany przez agentów amerykańskiego FBI w związku z nieudanym zamachem bombowym na lotnisko międzynarodowe w Los Angeles w ramach tak zwanego spisku milenijnego (Millennium Plot). Po uznaniu przez władze, że nie ma żadnych podstaw, aby uważać, iż był on zamieszany w spisek, 14 lutego 2000 roku zostaje wypuszczony na wolność.

2000 – jesień 2001 Mohamedou mieszka z rodziną i pracuje jako inżynier elektryk w stolicy Mauretanii, Nawakszut.

29 września 2001 Mohamedou zostaje aresztowany; przez dwa tygodnie jest przetrzymywany przez władze mauretańskie i ponownie przesłuchiwany przez agentów FBI w sprawie spisku milenijnego. Po wypuszczeniu Slahiego na wolność władze mauretańskie zaświadczają publicznie o jego niewinności.

20 listopada 2001 Policja mauretańska wchodzi do domu Mohamedou i żąda, aby udał się z policjantami na kolejne przesłuchanie. Mohamedou podporządkowuje się dobrowolnie i prowadząc swój samochód, jedzie na posterunek policji.

28 listopada 2001 Specjalny samolot CIA przeznaczony do transportu więźniów przewozi Mohamedou z Mauretanii do więzienia w Ammanie, stolicy Jordanii, gdzie jest przesłuchiwany przez siedem i pół miesiąca przez jordańskie służby wywiadowcze.

19 lipca 2002 Kolejny samolot CIA do transportu więźniów zabiera Mohamedou z Ammanu; konwojenci rozbierają go do naga, zawiązują mu oczy, wkładają pieluchę, zakuwają w kajdany i przewożą do amerykańskiej bazy lotniczej Bagram w Afganistanie. Od tej właśnie sceny zaczyna się Dziennik z Guantanamo.

4 sierpnia 2002 Po dwóch tygodniach przesłuchań w Bagram Mohamedou zostaje załadowany do samolotu transportowego wraz z 34 innymi więźniami i przewieziony do Guantanamo. Na miejsce przybywają 5 sierpnia 2002 roku i zostają przyjęci do więzienia zgodnie z obowiązującymi procedurami.

2003–2004 Śledczy wywiadu wojskowego USA stosują wobec Mohamedou „specjalny plan przesłuchań” osobiście zaaprobowany przez sekretarza obrony Donalda Rumsfelda. Tortury, którym go poddają, to m.in. miesiące kompletnej izolacji, cała litania fizycznych, psychicznych i seksualnych upokorzeń, grożenie więźniowi śmiercią, groźby pod adresem jego rodziny, a także upozorowanie porwania i kolejnego transferu.

3 marca 2005 Mohamedou pisze odręcznie podanie o możliwość skorzystania z przywileju habeas corpus, zgodnie z którym powinien zostać doprowadzony do sądu w celu stwierdzenia legalności aresztowania.

lato 2005 W swej więziennej izolatce w Guantanamo Mohamedou pisze odręcznie 466 stron, które tworzą tę książkę.

12 czerwca 2008 Sąd Najwyższy USA rozpatrujący sprawę Boumediene przeciwko Bushowi stosunkiem głosów 5 : 4 orzeka, że osoby więzione w Guantanamo mają prawo zakwestionować swe zatrzymanie, powołując się na habeas corpus.

sierpień– grudzień 2009 Sędzia sądu okręgowego James Robertson rozpatruje podanie Mohamedou o skorzystanie z habeas corpus.

22 marca 2010 Sędzia Robertson przyznaje Mohamedou prawo do habeas corpus i nakazuje zwolnienie go z więzienia.

26 marca 2010 Administracja Obamy wnosi apelację.

17 września 2010 Sąd Apelacyjny dystryktu Kolumbii kieruje sprawę Mohamedou o habeas corpus z powrotem do sądu okręgowego w celu ponownego rozpatrzenia. Sprawa ciągle jest w toku.

Obecnie Mohamedou wciąż przebywa w Guantanamo, w tej samej celi, w której miały miejsce liczne wydarzenia opisane w tej książce.

Uwagi redaktora o tekście, ingerencji cenzury i przypisach

Książka ta jest zredagowaną wersją 466-stronicowego manuskryptu, który Mohamedou Ould Slahi napisał odręcznie w swojej celi więziennej w Guantanamo latem i jesienią 2005 roku.

Pamiętnik został zredagowany dwukrotnie: najpierw przez władze Stanów Zjednoczonych, które wprowadziły ponad 2500 zaciemnień w postaci czarnych pasków, cenzurując w ten sposób rękopis Mohamedou, a następnie przeze mnie. Mohamedou w obu wypadkach nie mógł uczestniczyć w redagowaniu tekstu ani reagować na wprowadzane zmiany.

Niemniej zawsze miał nadzieję, że jego manuskrypt dotrze do czytelnika – jest zaadresowany wprost do nas, a w szczególności do czytelników amerykańskich – i bez zastrzeżeń autoryzował publikację w zredagowanej formie, wykazując zrozumienie sytuacji i wyrażając nadzieję, że procedura redakcyjna zostanie przeprowadzona tak, aby wiernie przekazać treść i zachować przekaz zawarty w oryginale. To zadanie powierzył mnie, a ja starałem się jak najlepiej z niego wywiązać, przygotowując manuskrypt do druku.

Mohamedou Ould Slahi napisał swoje wspomnienia po angielsku; to jego czwarty język, a uczył się go głównie w amerykańskim areszcie, o czym pisze, często dość zabawnie, w różnych miejscach książki. To przedsięwzięcie dużej wagi, a jednocześnie osiągnięcie niezwykłe samo w sobie. To również wybór, który pozwolił uzyskać istotne efekty literackie lub przyczynił się do ich stworzenia. Według moich obliczeń Mohamedou wykorzystuje prawie 7000 słów – słownictwo w przybliżeniu tak bogate, jak to, które nadaje moc homeryckim eposom. A posługuje się nim w taki sposób, że czasami przypomina to właśnie tamte eposy, na przykład kiedy powtarza utarte zwroty, opisując powracające zjawiska i wydarzenia. I podobnie jak twórcy tychże eposów jest w stanie rozwinąć niesłychanie bogatą akcję i przekazać niezwykle szeroki zakres uczuć. Redagując tekst, starałem się przede wszystkim zachować tę atmosferę i uhonorować dokonanie autora.

Manuskrypt, który Mohamedou zdołał napisać w swej celi w 2005 roku, jest zarazem niekompletnym i czasami fragmentarycznym szkicem. W niektórych częściach język wydaje się bardziej podszlifowany, pismo robi wrażenie mniejszego i bardziej pedantycznego, co sugeruje możliwość istnienia wcześniejszych wersji; gdzie indziej wyczuwa się jakby większą zamaszystość i pośpiech typowe dla wersji roboczej. Występują istotne różnice w sposobie opowiadania, narracja ma mniej linearny charakter we fragmentach przedstawiających najświeższe wydarzenia – czego należałoby się spodziewać, biorąc pod uwagę intensywność przeżyć i bliskość opisywanych postaci. Nawet całościowy układ pracy nie jest w pełni przemyślany; na końcu książki znalazł się załącznik z szeregiem retrospekcji, wspomnień o wypadkach poprzedzających główną opowieść.

Chcąc sprostać tym wyzwaniom, jak każdy redaktor starający się spełnić oczekiwania autora, czyli zminimalizować ilość błędów i efektów roztargnienia, a jednocześnie wyostrzyć głos i wizję narratora, redagowałem manuskrypt na dwóch płaszczyznach. Linijka po linijce, co oznaczało głównie uporządkowanie czasów gramatycznych, zmianę szyku wyrazów w zdaniu czy poprawienie kilku niezgrabnych zwrotów i czasami, dla przejrzystości, połączenie lub przestawienie fragmentów tekstu. Ponadto wplotłem retrospekcje z aneksu do głównej opowieści oraz uprościłem i wygładziłem cały manuskrypt, dzięki czemu opracowanie liczące około 122000 słów ma ich w obecnej wersji nieco poniżej 100000. Wszystkie te decyzje redakcyjne były wyłącznie moje i mogę tylko mieć nadzieję, że spotkałyby się one z akceptacją Mohamedou.

W trakcie pracy zetknąłem się z szeregiem wyzwań wyraźnie związanych z wcześniejszą redakcją manuskryptu, to znaczy z cenzurą rządową. Ingerencja ta to zmiany w tekście wymuszone przez ten sam rząd, który wciąż ma władzę nad losem autora i który od ponad trzynastu lat posługuje się tajemnicą jako podstawowym narzędziem tej władzy. Czarne paski na stronie służą więc za sugestywne, wizualne przypomnienie obecnej sytuacji autora. Jednocześnie, bez względu na to, czy było to celowe, czy nie, ingerencja cenzury często przeszkadza w zrozumieniu sensu narracji, rozmazuje kontury postaci i zagłusza otwarty, przystępny ton głosu autora.

Jako że proces redagowania wymaga wyjątkowo wnikliwego czytania, w wypadku tekstu ocenzurowanego będzie się to wiązało z próbą dojrzenia tego, co znajduje się pod czarnym paskiem, co zostało zamazane. Przypisy na dole strony w różnych miejscach książki są swojego rodzaju zapisem tychże wysiłków.

Komentarze te to spekulacje powstałe w związku z ingerencją cenzury, oparte na kontekście, w jakim występują czarne paski, na informacjach pojawiających się gdzieś indziej w manuskrypcie, a także na publicznie dostępnych niezliczonych materiałach źródłowych na temat ciężkich doświadczeń Mohamedou Ould Slahiego oraz incydentów i wydarzeń, które opisuje on w swej książce. Te źródła to między innymi dokumenty rządowe odtajnione na podstawie Ustawy o wolności informacji (Freedom of Information Act, FOIA) po złożeniu odpowiedniego wniosku lub w wyniku sporu sądowego, relacje prasowe oraz wcześniej opublikowane prace licznych pisarzy i dziennikarzy śledczych, a także raporty z szeroko zakrojonych dochodzeń Departamentu Sprawiedliwości i Senatu USA.

W swych komentarzach nie zamierzałem odtwarzać oryginału ocenzurowanego tekstu ani ujawniać materiałów tajnych. Próbowałem tylko, najlepiej jak potrafiłem, zaprezentować informacje, które najprawdopodobniej znajdowały się w miejscach wstawek cenzury, kiedy takie informacje zostały już podane do publicznej wiadomości albo ewidentnie wynikają z uważnej lektury manuskryptu, a także wtedy, kiedy moim zdaniem jest to istotne ze względu na czytelność tekstu i siłę jego oddziaływania. Jeżeli te spekulacje są błędne, winę ponoszę wyłącznie ja. Żaden z adwokatów Mohamedou Ould Slahiego posiadających certyfikat bezpieczeństwa nie analizował materiałów wprowadzających ani przypisów, nie miał na nie jakiegokolwiek wpływu, nie potwierdził znajdujących się tam moich spekulacji ani im nie zaprzeczył. Również żadna inna osoba, która miała dostęp do nieocenzurowanego manuskryptu, nie analizowała materiałów wprowadzających ani przypisów, nie miała na nie jakiegokolwiek wpływu, nie potwierdziła znajdujących się tam moich spekulacji ani im nie zaprzeczyła.

Wyzwania redaktorskie związane z przygotowaniem tej niezwykłej pracy do druku są w dużej mierze bezpośrednim rezultatem faktu, że rząd Stanów Zjednoczonych wciąż przetrzymuje autora pracy, jak do tej pory bez żadnego zadowalającego wyjaśnienia, pod reżimem cenzury, który uniemożliwia mu udział w procesie redakcyjnym. Czekam niecierpliwie na dzień, kiedy Mohamedou Ould Slahi odzyska wolność i będziemy mogli przeczytać tę pracę w całości, w takiej formie, w jakiej on chciałby ją opublikować. Tymczasem mam nadzieję, że zdołałem uchwycić w tej wersji sens oryginału, mimo że niemal na każdej stronie przypomina się nam o tym, jak wiele jeszcze musimy się dowiedzieć.

Wstęp

Mohamedou Ould Slahi napisał odręcznie 466-stronicową wersję roboczą swej książki – w sumie 122000 słów – w odizolowanym domku z pojedynczą celą w Camp Echo w Guantanamo latem i wczesną jesienią 2005 roku.

Pisał ją etapami; zaczął wkrótce po uzyskaniu długo wyczekiwanego pozwolenia na spotkanie z Nancy Hollander i Sylvią Royce, dwiema adwokatkami z zespołu prawnego świadczącymi usługi pro bono. Zgodnie z surowym protokołem radykalnego reżimu cenzury, któremu poddani są więźniowie Guantanamo, każda napisana przez niego strona była uważana za tajną w momencie powstania i każda kolejna część była przekazywana władzom USA do kontroli.

Trzy miesiące po opatrzeniu ostatniej strony manuskryptu podpisem i datą, 15 grudnia 2005 roku Mohamedou przerwał swoje zeznania podczas przesłuchania przed Administracyjną Komisją Weryfikacyjną (Administrative Review Board, ARB) w Guantanamo, aby powiedzieć przewodniczącym jej oficerom:

Chcę tylko napomknąć, że napisałem ostatnio książkę, siedząc w więzieniu, tutaj, ostatnio, i opowiedziałem całą swoją historię, okej? Wysłałem ją do dystryktu Kolumbii do publikacji i kiedy zostanie wydana, radzę wam ją przeczytać. Taka mała reklama. To bardzo ciekawa książka, tak sądzę.(i)

Ale manuskrypt Mohamedou nie został wydany. Ostemplowano go pieczęciami „TAJNE” – to kategoria przydzielana informacjom, które, gdyby zostały ujawnione, mogłyby poważnie zagrozić bezpieczeństwu narodowemu – i „NOFORN” (No Foreign Nationals) – co oznaczało, że nie wolno dzielić się tymi materiałami z jakimikolwiek obcokrajowcami lub służbami wywiadowczymi. Rękopis został zdeponowany w zabezpieczonym obiekcie niedaleko Waszyngtonu i dostęp do niego miały tylko osoby posiadające pełny certyfikat bezpieczeństwa albo oficjalny dokument „need to know” upoważniający do wglądu w akta tajne potrzebne do działania w danej chwili. Adwokaci Mohamedou przez ponad sześć lat prowadzili spór sądowy i negocjacje w sprawie uzyskania pozwolenia na opublikowanie manuskryptu.

W ciągu tych lat, głównie w następstwie postępowań sądowych o dostęp do informacji rządowej (opierając się na FOIA), które inicjowała American Civil Liberties Union, organizacja walcząca o ochronę swobód obywatelskich, rząd Stanów Zjednoczonych został zmuszony do udostępnienia tysięcy tajnych dokumentów opisujących traktowanie więźniów przebywających w amerykańskich aresztach śledczych od czasu ataków terrorystycznych z 11 września 2001 roku. W wielu tych materiałach wspomina się o gehennie Mohamedou, kiedy trafił najpierw w ręce CIA, a następnie armii USA w Guantanamo, gdzie zespół do realizacji „projektów specjalnych” („Special Projects Team”) poddał go wyjątkowo zajadłym, rozmyślnym i okrutnym przesłuchaniom. W kilku dokumentach znajdujemy coś jeszcze: intrygujące próbki tego, co ma do powiedzenia sam Mohamedou.

Jeden z nich został napisany przez niego własnoręcznie, po angielsku. W krótkim pisemku z 3 marca 2005 roku czytamy: „Ja, Mohamedou Ould Slahi, przetrzymywany w GTMO, numer identyfikacyjny 760, składam niniejszym prośbę o możliwość skorzystania z prawa habeas corpus”. List kończy się w prosty sposób: „Nie popełniłem żadnego przestępstwa przeciwko Stanom Zjednoczonym, a jednocześnie Stany Zjednoczone nie oskarżyły mnie o jakiekolwiek zbrodnie, a zatem wnoszę o natychmiastowe zwolnienie. Jeżeli chodzi o dalsze szczegóły mojej sprawy, z chęcią stawię się na wszelkie przyszłe przesłuchania”.

Kolejny napisany odręcznie dokument, również po angielsku, to list do adwokata, Sylvii Royce, z 9 listopada 2006 roku, w którym Mohamedou pozwolił sobie zażartować: „Prosiła mnie Pani, żebym napisał o wszystkim, co powiedziałem przesłuchującym. Chyba Pani oszalała? Jak mam opisać nieprzerwane przesłuchanie trwające od siedmiu lat? To jakby spytać Charliego Sheena, z iloma kobietami się spotykał”. Mohamedou kontynuował:

Ale wszystko to (prawie) zamieściłem w swojej książce, do której władze odmawiają Pani dostępu. Zamierzałem bardziej wejść w szczegóły, ale potem pomyślałem, że nie ma to sensu.

Krótko mówiąc, może Pani podzielić moją odsiadkę na dwa wielkie etapy.

(1) Przed torturami (to znaczy tymi, których nie mogłem wytrzymać): powiedziałem im prawdę o tym, że nie zrobiłem niczego przeciwko waszemu krajowi. Ten okres trwał do 22 maja 2003.

(2) Okres po torturach: wtedy puściły mi hamulce. Przytakiwałem bez względu na to, co zarzucali mi przesłuchujący. Nawet niechlubnie przyznałem się na piśmie, że planowałem zamach na CN Tower w Toronto, usłuchawszy rady SSG (sierżanta sztabowego) █­█­█­█­█­█­█. Chciałem po prostu, żeby te małpy się ode mnie odczepiły. Wszystko mi jedno, jak długo pozostanę w więzieniu. Wiara dodaje mi otuchy.(ii)

W dokumentach znalazły się także dwa zapisy złożonych pod przysięgą zeznań Mohamedou przed komisjami weryfikacyjnymi w Guantanamo. Pierwszy – a zarazem pierwsza znaleziona w dokumentach próbka tego, co ma do powiedzenia – jest fragmentem przesłuchania przed Trybunałem ds. Weryfikacji Statusu Bojowników (Combatant Status Review Tribunal, CSRT); data 8 grudnia 2004 świadczy o tym, że miało ono miejsce kilka miesięcy po zakończeniu tak zwanego przesłuchania specjalnego. Znajduje się tam między innymi następująca wymiana zdań:

Pytanie: Czy zatrzymany może odnieść się do podstawowego zarzutu, a mianowicie, że należy do talibów lub do Al-Kaidy?

Odpowiedź: Talibowie, nie mam z nimi absolutnie nic wspólnego. Al-Kaida, byłem jej członkiem w Afganistanie w 91 i 92 roku. Po wyjeździe z Afganistanu zerwałem z nimi wszelkie stosunki.

P: I nigdy od tamtej pory zatrzymany nie dostarczał im pieniędzy ani nie udzielał jakiegokolwiek poparcia?

O: Nic absolutnie.

P: Czy zatrzymany kiedykolwiek dla nich werbował?

O: Nie, nigdy; nie próbowałem dla nich werbować.

P: Zatrzymany powiedział, że pod presją przyznał się do udziału w spisku milenijnym, tak?

O: Tak.

P: Przed kim zatrzymany się przyznał?

O: Przed Amerykanami.

P: A co zatrzymany rozumie przez presję?

O: Wysoki Sądzie, nie chciałbym mówić, na czym polegała ta presja, jeżeli nie muszę.

P: Nie musi pan; chcemy tylko upewnić się, że pana nie torturowano ani nie wymuszano zeznań, które nie były prawdą. Dlatego zostało zadane to pytanie.

O: Uwierzcie mi po prostu, że nie byłem zamieszany w ten straszny zamach; tak, przyznaję, że byłem członkiem Al-Kaidy, ale nie chcę o tym rozmawiać. Przyszli do mnie mądrzy ludzie i przeanalizowali to, i poznali prawdę. Dobrze, że mogłem powiedzieć prawdę i informacja ta została zweryfikowana. Powiedziałem, że nie miałem z tym nic wspólnego. Poddałem się badaniu wykrywaczem kłamstw i zdałem egzamin, i oni powiedzieli, że nie muszę już więcej o tym mówić. Powiedzieli: proszę nie mówić na ten temat nigdy więcej. I nie wrócili do tego tematu od roku.

P: A zatem żadne władze USA nie znęcały się nad zatrzymanym w jakikolwiek sposób?

O: Nie chcę odpowiadać na to pytanie; nie jestem do tego zobowiązany, chyba że mnie zmusicie.(iii)

Drugi zapis dotyczy przesłuchania przed Administracyjną Komisją Weryfikacyjną w 2005 roku, podczas którego Mohamedou oznajmił, że napisał książkę. Od przesłuchania przed CSRT minął rok, kiedy to pozwolono mu w końcu spotkać się z adwokatami i kiedy on jakimś sposobem nabrał dystansu do całej sprawy i znalazł w sobie siłę, aby opisać swe przeżycia. Tym razem swobodnie opowiada o swej odysei, już nie w strachu czy gniewie, lecz głosem odmienionym, w którym słychać ironię i dowcip. „Był bardzo głupi – mówi Mohamedou, wypowiadając się na temat jednej z gróźb przesłuchującego go oficera – ponieważ powiedział, że sprowadzi Czarnych. Nie mam nic przeciwko Czarnym, połowa ludzi w moim kraju to Czarni!”. Inny śledczy z Guantanamo, znany jako Mr. X, miał ciało zakryte od stóp do głów, całe, „tak jak w Arabii Saudyjskiej, tak jak zakrywają się tam kobiety”, a „na rękach rękawiczki, rękawiczki takie jak O.J. Simpson”. Mohamedou udziela odpowiedzi z wielką dbałością o szczegóły, rzetelnie, tak żeby móc uzyskać zamierzony efekt. „Proszę was – mówi do członków komisji – chcę, żebyście dobrze zrozumieli moją opowieść, bo naprawdę wszystko mi jedno, czy mnie wypuszczą, czy nie, chcę tylko, żeby moja historia została zrozumiana”.(iv)

Nie mamy pełnego zapisu tego przesłuchania, podczas którego Mohamedou próbował opowiedzieć swą historię komisji weryfikacyjnej. Kiedy przystępuje do opisywania tego, co przeżył w Guantanamo latem 2003 roku, „urządzenie nagrywające zaczęło szwankować”, informuje tłustym drukiem przerywnik w raporcie. W miejsce utraconego fragmentu, w którym „zatrzymany mówi o tym, że był torturowany, przebywając tu, w Guantanamo, przez kilku osobników”, dokument proponuje „ogólny opis tego, co komisja zapamiętała z zeznań niezarejestrowanych na taśmie ze względu na błąd techniczny”:

Zatrzymany zaczął od omawiania rzekomego znęcania się nad nim przez przesłuchującą go kobietę, którą znał jako █­█­█­█­█­█­█. Zatrzymany starał się opisać komisji działania █­█­█­█­█­█­█, ale był ewidentnie zmieszany i zdenerwowany. Wytłumaczył, że był molestowany seksualnie i że chociaż lubi kobiety, nie podobało mu się to, co robiła mu █­█­█ █­█. Przewodniczący zauważył zdenerwowanie zatrzymanego i powiedział, że nie musi opowiadać tej historii. Zatrzymany był bardzo wdzięczny i postanowił nie wchodzić w szczegóły rzekomego napastowania ze strony █­█­█­█­█­█­█.

Zatrzymany przekazał szczegółowe informacje dotyczące rzekomego znęcania się nad nim przez █­█­█­█­█­█­█­█­█ i █­█­█­█­█­█­█­█­█. Zatrzymany stwierdził, że █­█­█­█­█­█­█ i █­█­█­█ weszli do pokoju z zakrytymi twarzami i zaczęli go bić. Bili go tak mocno, że zdenerwowała się tym █­█­█­█­█. █­█­█­█­█­█ nie podobało się takie traktowanie zatrzymanego i zaczęła mu współczuć. Według zatrzymanego █­█­█­█­█­█­█­█­█­█ płakała i prosiła █­█­█­█­█­█­█ i █­█­█­█­█­█­█­█, żeby przestali bić więźnia. Zatrzymany chciał pokazać komisji blizny i miejsca po ranach, ale komisja odmówiła oględzin. Komisja uważa, że jest to uczciwa rekapitulacja zniekształconego fragmentu taśmy.(v)

Jesteśmy w posiadaniu tych zapisów tylko dlatego, że wiosną 2006 roku nakazał podać je do publicznej wiadomości sędzia federalny prowadzący proces sądowy w sprawie wolności informacji wytoczony przez Associated Press. Ponadto proces ten ostatecznie zmusił Pentagon do opublikowania, cztery lata po otwarciu Guantanamo, oficjalnej listy ludzi przetrzymywanych w tym zakładzie. Po raz pierwszy więźniowie mieli imiona, a imiona miały głos. Z protokołów tajnych przesłuchań dowiadujemy się, że wielu więźniów opowiadało historie, które podważały twierdzenia, jakoby w obozie na Kubie znajdowali się „najgorsi z najgorszych”, ludzie tak niebezpieczni, że próbowali „gryźć przewody hydrauliczne w tylnej części C-17, żeby strącić samolot na ziemię”, jak powiedział w swym sławnym oświadczeniu generał nadzorujący placówkę, kiedy pierwsi więźniowie lądowali w obozie w 2002 roku.(vi) Kilku zatrzymanych, tak jak Mohamedou, poruszyło sprawę traktowania ich w amerykańskim areszcie.

Pentagon trwał przy swoim stanowisku. „Zatrzymani w Guantanamo to ludzie szkolący terrorystów, producenci bomb, potencjalni zamachowcy-samobójcy i inni niebezpieczni osobnicy”, ponownie zapewnił rzecznik armii, kiedy protokoły zostały podane do wiadomości publicznej. „I wiemy, że są specjalnie szkoleni, żeby umieć tak kłamać, aby wzbudzać współczucie dla ich sytuacji i wywierać presję na władze USA”.(vii) Kiedy rok później armia udostępniła zapisy przesłuchań przed Administracyjną Komisją Weryfikacyjną w Guantanamo z 2006 roku, wśród ujawnionych dokumentów nie znalazł się protokół zeznań Mohamedou. Wciąż jest utajniony.

Manuskrypt Mohamedou został w końcu dopuszczony na publikacji i latem 2012 roku członek jego zespołu prawnego wręczył mi go na dysku opatrzonym napisem „Manuskrypt Slahiego – wersja odtajniona”. Ale wtedy Mohamedou przebywał w Guantanamo już dziesięć lat. Dwa lata wcześniej sędzia federalny przyznał mu prawo do habeas corpus i nakazał zwolnienie go z więzienia, ale władze USA wniosły apelację, a sąd apelacyjny odesłał jego podanie z powrotem do okręgowego sądu federalnego w celu ponownego rozpatrzenia. Sprawa wciąż jest w toku.

Mohamedou przebywa do dziś w tej samej odizolowanej celi, w której napisał Dziennik z Guantanamo. Sądzę, że przeczytałem na temat jego sprawy wszystko, co podano do publicznej wiadomości i ciągle nie rozumiem, dlaczego w ogóle znalazł się w Guantanamo.

* * *

Mohamedou Ould Slahi urodził się 31 grudnia 1970 roku w Rosso, wówczas małym miasteczku, a teraz sporym mieście nad rzeką Senegal na południowej granicy Mauretanii. Miał ośmioro starszego rodzeństwa; po nim urodziła się jeszcze trójka dzieci. Rodzina przeprowadziła się do stolicy kraju, Nawakszut, kiedy Mohamedou kończył szkołę podstawową. Wkrótce potem zmarł jego ojciec, wędrowny handlarz wielbłądami. Jego śmierć w tym właśnie momencie, jak również oczywiste talenty Mohamedou, musiały przyczynić się do uświadomienia sobie przez chłopca jego roli w rodzinie. Ojciec zaznajomił go z Koranem, którego już jako nastolatek Mohamedou nauczył się na pamięć. W szkole średniej radził sobie dobrze, a w szczególności wykazywał uzdolnienia matematyczne. Artykuł w magazynie „Der Spiegel” z 2008 roku opisuje go jako powszechnie lubianego chłopca, miłośnika piłki nożnej, a zwłaszcza niemieckiej drużyny narodowej – właśnie to zamiłowanie doprowadziło do złożenia przez Mohamedou podania o stypendium Carla Duisberga; kiedy mu je przyznano, podjął studia w Niemczech. Dla całej rodziny był to olbrzymi skok cywilizacyjny, o czym doniósł „Der Spiegel”:

Slahi wsiadł do samolotu lecącego do Niemiec pod koniec lata 1988 roku, w piątek. Był pierwszym członkiem rodziny, który miał studiować na uniwersytecie – na dodatek za granicą – i pierwszym, który podróżował samolotem. Pożegnanie z matką, zrozpaczoną z powodu wyjazdu ukochanego syna, było tak łzawe, że Mohamedou przez chwilę wahał się, czy wejść na pokład. W końcu reszta rodziny przekonała go, żeby jechał. „Miał nas poratować finansowo”, mówi dziś jego brat Jahdih.(viii)

W Niemczech Mohamedou uczył się na wydziale inżynierii elektrycznej, mając nadzieję na karierę w telekomunikacji i branży komputerowej, ale przerwał studia, aby przystąpić do sprawy, która przyciągnęła wówczas młodych mężczyzn z całego świata: postanowił wziąć udział w powstaniu przeciwko komunistycznemu rządowi Afganistanu. W tamtych czasach nie było żadnych ograniczeń ani zakazów, jeżeli chodzi o tego rodzaju działalność i młodzi ludzie, tacy jak Mohamedou, wyjeżdżali do Afganistanu jawnie; była to sprawa, którą kraje zachodnie, a Stany Zjednoczone w szczególności, aktywnie popierały. Aby przystąpić do walki, trzeba było odbyć szkolenie, tak więc na początku 1991 roku przez siedem tygodni Mohamedou uczestniczył w obozie szkoleniowym al-Farouq w mieście Chost, gdzie złożył przysięgę na wierność Al-Kaidzie, która prowadziła obóz. Przeszedł szkolenie w zakresie używania broni lekkiej i moździerzy; broń była głównie produkcji radzieckiej, a pociski moździerzowe amerykańskiej, jak zauważył podczas przesłuchania w sprawie weryfikacji statusu bojowników.

Po szkoleniu Mohamedou wrócił na studia, ale na początku 1992 roku, kiedy rząd komunistyczny był bliski upadku, pojechał z powrotem do Afganistanu. Wstąpił do jednostki dowodzonej przez Dżalaluddina Hakkaniego, która oblegała miasto Gardez. Padło ono, nie stawiwszy większego oporu, trzy tygodnie po przybyciu Mohamedou. Wkrótce potem padł również Kabul i jak wyjaśnił Mohamedou na przesłuchaniu przed CSRT, sprawa bardzo szybko stała się niejasna:

Zaraz po upadku komunistów sami mudżahedini zaczęli prowadzić dżihad jedni przeciwko drugim, żeby rozstrzygnąć, kto będzie u władzy: różne frakcje zaczęły walczyć ze sobą. Postanowiłem wrócić, bo nie chciałem walczyć przeciwko innym muzułmanom i nie widziałem żadnego powodu, żeby to robić; tak jak i dzisiaj nie widzę powodu, żeby walczyć o to, kto zostanie prezydentem czy wiceprezydentem. Moim celem była tylko i wyłącznie walka z agresorami, głównie z komunistami, którzy zabraniali moim braciom wyznawać ich religię.

Oznaczało to, uparcie powtarzał Mohamedou, koniec jego zobowiązań względem Al-Kaidy. Oto, co powiedział przewodniczącej CSRT w trakcie przesłuchania:

Szanowna Pani, wiedziałem, że walczę dla Al-Kaidy, ale wówczas Al-Kaida nie prowadziła dżihadu przeciw Ameryce. Kazali nam walczyć razem z naszymi braćmi przeciwko komunistom. W połowie lat dziewięćdziesiątych postanowili prowadzić dżihad przeciw Ameryce, ale ja osobiście nie miałem z tym nic wspólnego. Nie wstąpiłem do tej organizacji z takim zamysłem; to ich problem. Jestem całkowicie poza tym, co dzieje się na linii Al-Kaida–USA. Sami muszą rozwiązać ten problem; nie jestem w żaden sposób związany z tym problemem.(ix)

Po powrocie do Niemiec Mohamedou zaczął prowadzić takie życie, jakie on i jego rodzina planowali jeszcze w Nawakszut. Ukończył studia i uzyskał dyplom inżyniera elektryka na uniwersytecie w Duisburgu. Wkrótce przyjechała do niego jego młoda żona, Mauretanka, i przez większą część lat dziewięćdziesiątych oboje mieszkali i pracowali w Duisburgu. W tym czasie pozostawał wszakże w przyjacielskich stosunkach albo przynajmniej w kontakcie z kolegami poznanymi w trakcie afgańskiej przygody; część z nich wciąż utrzymywała więź z Al-Kaidą. Był również bezpośrednio związany z ważnym członkiem Al-Kaidy, Mahfouzem Ould al-Walidem, znanym też jako Abu Hafs al Mauritani, który był członkiem Szury, organu doradczego Al-Kaidy, i jednym z czołowych doradców teologicznych Osamy bin Ladena. Abu Hafs jest dalekim krewnym Mohamedou, a także szwagrem przez małżeństwo z siostrą jego żony. Kiedy Mohamedou mieszkał w Niemczech, kontaktowali się telefonicznie od czasu do czasu – rozmowę z Abu Hafsem prowadzoną przez telefon satelitarny bin Ladena w 1999 roku namierzył niemiecki wywiad – a ponadto Mohamedou dwukrotnie pomógł Abu Hafsowi przelać 4000 dolarów na konto jego rodziny w Mauretanii w czasie ramadanu.

W 1998 roku Mohamedou wraz z żoną udał się do Arabii Saudyjskiej, aby odbyć hadż, pielgrzymkę do Mekki. W tym samym roku, nie będąc w stanie uzyskać prawa stałego pobytu w Niemczech, Mohamedou skorzystał z rekomendacji przyjaciela, wystąpił o status stałego rezydenta Kanady i w listopadzie 1999 roku przeniósł się do Montrealu. Przez jakiś czas mieszkał z byłym kolegą z klasy, a następnie w wielkim meczecie Al-Sunna w Montrealu, gdzie jako hafiza, czyli kogoś, kto zna na pamięć Koran, poproszono go o prowadzenie modłów podczas ramadanu, kiedy imam był w podróży. Niespełna miesiąc po przyjeździe Mohamedou do Montrealu został aresztowany algierski imigrant i członek Al-Kaidy, Ahmed Ressam; zatrzymano go, kiedy wjeżdżał do Stanów Zjednoczonych samochodem wyładowanym materiałami wybuchowymi z planem zamachu bombowego na międzynarodowe lotnisko w Los Angeles w pierwszy dzień nowego roku w ramach spisku nazwanego później milenijnym. Ressam mieszkał i działał w Montrealu. Opuścił miasto, zanim Mohamedou tam przyjechał, ale wcześniej chadzał do meczetu Al-Sunna i utrzymywał kontakty z kilkoma, jak ich nazwał Mohamedou podczas przesłuchania przed CSRT, „złymi przyjaciółmi” jego kolegi z klasy.

Aresztowanie Ressama zapoczątkowało szeroko zakrojone śledztwo w sprawie społeczności imigrantów muzułmańskich w Montrealu, a w szczególności tych związanych z meczetem Al-Sunna. Po raz pierwszy w życiu Mohamedou był wypytywany o ewentualne powiązania z terrorystami. Jak zeznał przed Administracyjną Komisją Weryfikacyjną w 2005 roku, „przyszła do mnie i przesłuchiwała mnie” Kanadyjska Królewska Policja Konna.

Byłem piekielnie wystraszony. Zapytali mnie, czy znam Ahmeda Ressama, powiedziałem „nie”, a potem zapytali, czy znam tego faceta i powiedziałem „nie, nie”. Byłem tak przerażony, że cały się trząsłem… nie byłem do tego przyzwyczajony, po raz pierwszy mnie przesłuchiwano i myślałem tylko, żeby nie wpakować się w tarapaty i koniecznie mówić prawdę. Ale oni przyglądali mi się w bardzo paskudny sposób. Okej, można być obserwowanym, ale to nie w porządku, żeby widzieć ludzi, którzy cię obserwują. To takie toporne, ale oni chcieli mi przekazać wiadomość, że patrzą.

Rodzina Mohamedou w Mauretanii była zaniepokojona. Pamiętał, że pytali go, co tam robi w tej Kanadzie. „Powiedziałem, że nic, że szukam pracy. I moja rodzina postanowiła, że mam wrócić do Mauretanii, ponieważ «ten facet musi być w bardzo złym środowisku i trzeba go ratować»”. W imieniu rodziny zatelefonowała do Mohamedou jego teraz już była żona, żeby poinformować o chorobie jego matki. Jak opisał to przed komisją weryfikacyjną:

Zadzwoniła do mnie, płakała i powiedziała: „Albo sprowadzisz mnie do Kanady, albo wracasz do Mauretanii”. „Ej, spokojnie”, odparłem. Nie podobało mi się życie w Kanadzie, nie mogłem cieszyć się wolnością, nie jest fajnie być obserwowanym. Nie cierpiałem Kanady i powiedziałem, że praca tutaj jest bardzo ciężka. Wyjechałem w piątek 21 stycznia 2000 roku; poleciałem z Montrealu do Brukseli, a stamtąd do Dakaru.(x)

Od tego lotu zaczyna się odyseja Mohamedou, która stała się jego Dziennikiem z Guantanamo.

Zaczyna się ona od tego właśnie lotu, ponieważ od tej pory jedna tylko siła decyduje o losie Mohamedou: Stany Zjednoczone. Z geograficznego punktu widzenia w trakcie, jak to nazywa, „niekończącej się wędrówki po świecie”, której trasę wyznaczały kolejne zatrzymania i przesłuchania, przemierzył w ciągu kolejnych osiemnastu miesięcy ponad 32000 kilometrów – zaczęło się od tego, co miało podobno być powrotem do domu, a zakończyło na porzuceniu go prawie 6500 kilometrów od domu na karaibskiej wyspie. Po drodze był przetrzymywany i przesłuchiwany w czterech krajach, często z udziałem Amerykanów, a zawsze na zlecenie Stanów Zjednoczonych.

Oto jak przebieg pierwszego z tych zatrzymań został opisany przez sędziego sądu okręgowego Jamesa Robertsona w jego odtajnionym orzeczeniu z 2010 roku, w którym przyznał Mohamedou prawo do habeas corpus:

styczeń 2000

Przyleciał z Kanady do Senegalu, gdzie czekali na niego bracia, aby zawieźć go do Mauretanii; razem z braćmi został pojmany przez █­█­█­█­█­█ władze i przesłuchany w sprawie spisku milenijnego. Pojawił się jakiś Amerykanin i zrobił mu zdjęcia; następnie ktoś, jego zdaniem Amerykanin, zawiózł go samolotem do Mauretanii, gdzie był ponownie przesłuchiwany w sprawie spisku milenijnego przez władze mauretańskie.

luty 2000

14.02.2000

Przesłuchiwany przez █­█­█­█­█­█­█ w sprawie spisku milenijnego. █­█­█­█ – wypuścił go, stwierdziwszy, że nie ma podstaw podejrzewać, iż był zaangażowany w spisek.

„Mauretańczycy powiedzieli: «Już cię nie potrzebujemy, możesz odejść. Nie interesujesz nas»”, wspominał Mohamedou podczas przesłuchania przed ARB, opisując tamto zwolnienie. „Zapytałem ich, co z Amerykanami? Powiedzieli: «Amerykanie wciąż mówią, że jesteś łącznikiem, ale nie dają nam żadnego dowodu, to co mamy robić?»”.

Ale, jak zapisał w swej kronice wydarzeń sędzia Robertson, władze mauretańskie ponownie wezwały Mohamedou, na prośbę Stanów Zjednoczonych, wkrótce po zamachach terrorystycznych z 11 września:

21.09.2001

Aresztowany w Mauretanii; władze powiedziały mu █­█­█­█­█­█­█­█­█­█­█­█­█­█­█­█­█ aresztować, ponieważ Salahi[*] był rzekomo zamieszany w spisek milenijny.

12.10.2001

Kiedy przebywał w areszcie, agenci przeszukali jego dom i skonfiskowali taśmy i dokumenty.

15.10.2001

Zwolniony przez █­█­█­█­█­█ władze.(xi)

Między tymi dwoma aresztowaniami mauretańskimi, w trakcie których ponownie przesłuchiwali go agenci FBI, Mohamedou pędził niezwykle zwyczajne i jak na standardy jego kraju udane życie, zajmując się komputerami i sprzętem elektronicznym, najpierw z ramienia przedsiębiorstwa prowadzącego dostawy sprzętu medycznego i świadczącego również usługi internetowe, a następnie rodzinnej firmy importowej o podobnym charakterze. Teraz jednak odczuwał obawy, mimo że był wolny i „wrócił do swojego normalnego życia”. Tak oto wyjaśnił to, zeznając przed ARB:

Sądziłem, że mogę mieć problem ze swoim pracodawcą, że mój pracodawca nie będzie chciał mnie przyjąć z powrotem, bo jestem podejrzany o terroryzm, ale powiedzieli, że się tym zajmą. Na moich oczach, kiedy [tam] siedziałem, najwyżej postawiony facet z wywiadu w Mauretanii zatelefonował do mojego pracodawcy i powiedział mu, że jestem dobrym człowiekiem, że „nie mamy z nim żadnego problemu i aresztowaliśmy go z ważnego powodu. Musieliśmy go przesłuchać i go przesłuchaliśmy, i jest w porządku, jest wolny, więc może pan go z powrotem przyjąć do pracy”.(xii)

Szef przyjął go i tuż po upływie miesiąca praca zawiodła Mohamedou do mauretańskiego pałacu prezydenckiego, gdzie przez cały dzień przygotowywał ofertę na zmodernizowanie sieci telefonicznej i komputerowej prezydenta Ould Taji. Kiedy wrócił do domu, ponownie pojawiła się policja narodowa i funkcjonariusze oświadczyli, że ma się stawić na jeszcze jedno przesłuchanie. Poprosił, żeby poczekali i pozwolili mu wziąć prysznic. Ubrał się, wziął klucze – uzgodnił z policją, że pojedzie na posterunek dobrowolnie, prowadząc własny samochód – i powiedział matce, żeby się nie martwiła, i że niedługo wróci do domu. Tym razem jednak zniknął.

Przez niemal rok rodzinie Mohamedou dawano do zrozumienia, że przebywa on w mauretańskim areszcie. Jego najstarszy brat Hamoud regularnie odwiedzał więzienie o zaostrzonym rygorze, dostarczając czyste ubrania i pieniądze na posiłki. Tymczasem tydzień po tym, jak Mohamedou oddał się w ręce policji, CIA przewiozła go potajemnie specjalnym samolotem transportowym do Jordanii; po kilku miesiącach Stany Zjednoczone zabrały go z Ammanu i dostarczyły do bazy lotniczej Bagram w Afganistanie, a po kilku tygodniach do Guantanamo. Przez cały ten czas rodzina płaciła na utrzymanie Mohamedou w więzieniu w Nawakszut i przez cały ten czas urzędnicy więzienni chowali pieniądze do kieszeni, nic nie mówiąc. Aż wreszcie 28 października 2002 roku najmłodszy brat Mohamedou Jahdih, który przejął po nim obowiązki europejskiego żywiciela rodziny, kupił bieżący numer tygodnika „Der Spiegel” i przeczytał, że jego brat „siedzi od wielu miesięcy w klatce z siatki drucianej w amerykańskim obozie w Guantanamo”.

Jahdih był wściekły – nie, jak wspomina, na Stany Zjednoczone, lecz na lokalne władze, które zapewniały rodzinę, że trzymają Mohamedou u siebie i że jest bezpieczny. „Ci policjanci to źli ludzie, to złodzieje!”, wrzeszczał do telefonu, kiedy zadzwonił do domu, żeby przekazać wiadomość. „Nie mów tak!”, spanikowali jego bliscy i odłożyli słuchawkę. Zadzwonił powtórnie i zaczął od nowa. Znowu się rozłączyli.

Jahdih wciąż mieszka w Düsseldorfie. Umówiłem się z nim parokrotnie na obiad w marokańskiej restauracji przy Ellerstrasse, miejscu spotkań północnoafrykańskiej społeczności tego miasta. Jahdih przedstawił mnie kilku swoim znajomym, głównie młodym Marokańczykom – wielu z nich, podobnie jak Jahdih, jest już obywatelami Niemiec. Rozmawiali ze sobą po arabsku, francusku i niemiecku, a ze mną, znów podobnie jak Jahdih, dzielnie próbowali porozumiewać się po angielsku, śmiejąc się ze swych błędów. Jahdih opowiedział klasyczny imigrancki kawał o egzaminie z angielskiego dla ubiegających się o pracę w hotelu; opowiedział go po arabsku swoim kolegom, a potem przetłumaczył dla mnie. „Co należy powiedzieć, kiedy chcemy kogoś do siebie przywołać?”, pytają aspiranta. „Zachce pan do mnie podejść”, odpowiada egzaminowany. „A kiedy chcemy, żeby wyszedł?”. Kandydat zastanawia się i wreszcie twarz mu się rozjaśnia. „Wychodzę na ulicę i wtedy mówię: «Zechce pan do mnie podejść!»”.

W Düsseldorfie spędziliśmy kiedyś z Jahdihem cały wieczór, porządkując podczas posiłku i opisując zdjęcia rodzeństwa, szwagrów i bratowych, siostrzeńców i bratanków, siostrzenic i bratanic – wielu z nich mieszka wspólnie w Nawakszut, tworząc wielopokoleniową rodzinę. W czasie przesłuchania przed CSRT w 2004 roku Mohamedou, tłumacząc swój brak zainteresowania Al-Kaidą po powrocie do Niemiec, powiedział: „Miałem do wykarmienia wielką rodzinę, miałem do wykarmienia 100 gąb”. Była to przesada, ale być może nie do końca. Obecnie dużą część odpowiedzialności za rodzinę ponosi Jahdih. Ponieważ w Mauretanii aktywność polityczna może być zajęciem ryzykownym, to on w imieniu rodziny zabiega o uwolnienie Mohamedou. W czasie naszego ostatniego spotkania przy obiedzie oglądaliśmy na YouTube wideo z demonstracji przed pałacem prezydenckim, którą pomógł zorganizować w Nawakszut w zeszłym roku. Jahdih zwrócił moją uwagę na to, że mówca pokazany na filmie to członek parlamentu.

Kilka dni przed moim spotkaniem z Jahdihem pozwolono Mohamedou na rozmowę telefoniczną z rodziną, jedną z dwóch, jakie wolno mu odbyć w ciągu roku. Rozmowy są organizowane pod patronatem Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK) i łączą Mohamedou z domem rodzinnym w Nawakszut i z Jahdihem w Niemczech. Jahdih powiedział mi, że niedawno wystąpił do Czerwonego Krzyża z prośbą o zwiększenie liczby rozmów do trzech.

Pierwsza z tych rozmów miała miejsce w 2008 roku, sześć i pół roku po zniknięciu Mohamedou. Świadkiem tej sceny był reporter „Der Spiegel”.

W czerwcowy piątek 2008 roku, w południe, rodzina Slahich zbiera się w biurze Międzynarodowego Czerwonego Krzyża (MCK) w stolicy Mauretanii, Nawakszut. Matka Mohamedou, jego bracia, siostry, bratankowie i siostrzeńcy, bratanice i siostrzenice, a także ciotki, wszyscy ubrani są w powłóczyste stroje, w jakie normalnie wystroiliby się na rodzinne przyjęcie. Przyszli tu, żeby porozmawiać przez telefon z Mohamedou, utraconym synem. Zgodę wydały Połączone Siły Operacyjne Guantanamo (Joint Task Force), a MCK grał rolę pośrednika. W siedzibie MCK na kamiennej podłodze leżą grube dywany, a w oknach wydymają się firanki w jasnych kolorach.

„Synu, synu, jak się czujesz?”, pyta matka. „Jestem taki szczęśliwy, że cię słyszę”. Kobieta wybucha płaczem, słysząc jego głos po raz pierwszy od ponad sześciu lat. Starszy brat Mohamedou rozmawia z nim przez 40 minut. Slahi mówi bratu, że czuje się dobrze. Chce się dowiedzieć, kto się z kim ożenił, jak się ma jego rodzeństwo i komu się urodziły dzieci. „To był mój brat, takiego go znam. Nie zmienił się”, stwierdza po zakończeniu rozmowy Hamoud Ould Slahi.(xiii)

Z tego, co mówi Jahdih, po pięciu latach rozmowy są ciągle mniej więcej takie same, choć zmieniły się dwie rzeczy. Teraz łączą się przez Skype’a, dzięki czemu widzą się nawzajem. I nie ma już matki Mohamedou i Jahdiha. Zmarła 27 marca 2013 roku.

* * *

koniec darmowego fragmentu zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Przypisy do wstępu

(i) Transcript, Administrative Review Board Hearing for Mohamedou Ould Slahi, 15 grudnia, 2005 r., str. 18. Protokół przesłuchań przed ARB jest dostępny na stronie http://www.dod.mil/pubs/foi/operation_and_plans/Detainee/csrt_arb/ARB_Transcript_Set_8_20751–21016.pdf.ADNOTACJA REDAKTORA O WSTĘPIE: Żaden z adwokatów Mohamedou Ould Slahiego posiadających certyfikat bezpieczeństwa nie analizował tego wstępu, nie miał nań jakiegokolwiek wpływu, nie potwierdził niczego ani niczemu nie zaprzeczył. Również żadna inna osoba, która miała dostęp do nieocenzurowanego manuskryptu, nie analizowała wstępu, nie miała nań jakiegokolwiek wpływu, nie potwierdziła niczego ani niczemu nie zaprzeczyła.

(ii) List do adwokatki, Sylvii Royce, 9 marca, 2006 r., dostępny na stronie http://online.wsj.com/public/resources/documents/couch-slahiletter-03312007.pdf.

(iii) Transcript, Combatant Status Review Tribunal Hearing for Mohamedou Ould Slahi, 8 grudnia, 2004 r., str. 7–8. Protokół przesłuchań przed CSRT jest dostępny na stronie http://online.wsj.com/public/resources/documents/couch-slahihearing-03312007.pdf.

(iv) Protokół ARB, s. 14, 18–19, 25–26.

(v) Protokół ARB, s. 26–27.

(vi) Department of Defense News Briefing (odprawa informacyjna w Departamencie Obrony), sekretarz Rumsfeld i generał Myers, 11 stycznia, 2002 r., dokument dostępny na stronie http://www.defense.gov/transcripts/transcript.aspx?transcriptid=2031.

(vii) Komunikat prasowy Departamentu Obrony, 3 kwietnia, 2006 r., dostępny na stronie http://www.defense.gov/news/newsarticle.aspx?id=15573.

(viii) John Goetz, Marcel Rosenbach, Britta Sandberg, Holger Stark, FromGermany to Guantanamo: The Career of Prisoner No. 760, „Der Spiegel”, 9 października 2008, artykuł dostępny na stronie http://www.spiegel.de/international/world/from-germany-to-guantanamo-the-career-of-prisoner-no-760-a-583193–2.html.

(ix) CSRT, s 3–4.

(x) ARB, s. 15–16.

(xi) Orzeczenie (memorandum order) w sprawie Mohammedou Ould Salahi v. Barack H. Obama, No. 1:05-cv-00569-JR, na stronie 13–14. Dokument dostępny na stronie https://www.aclu.org/files/assets/2010–4-9-Slahi-Order.pdf.

(xii) ARB, s. 19.

(xiii)From Germany to Guantanamo: The Career of Prisoner No. 760, „Der Spiegel”, 9 października 2008.

[*] Jest to druga wersja jego nazwiska używana w dokumentach sądowych – przyp. tłum.

MUZA SA

ul. Marszałkowska 8

00-590 Warszawa

tel. 22 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: 22 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz