Wydawca: Sonia Draga Kategoria: Sensacja, thriller, horror Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 332

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Dzień 7 - Kerry Drewery

Pełne napięcia, ekscytujące dopełnienie Celi 7. Martha Honeydew wydostała się wprawdzie z przerażającej Celi 7, ale skorumpowany wymiar sprawiedliwości wciąż śledzi każdy jej krok. A Isaac, jedyny zaufany przyjaciel dziewczyny, przebywa w tym samym siedmiodniowym więzieniu, w którym do niedawna siedziała ona. Przedtem on uratował ją, teraz ona powinna zrobić to samo dla niego. Skoro jednak Marthę nieustannie ktoś ma na celowniku, jej szanse na uratowanie przyjaciela wydają się nikłe. Dziewczyna zaczyna się zastanawiać, czy uwolnienie się od nadzoru władz jest w ogóle możliwe. Czy Martha i Isaac znów kiedyś będą razem? Czy doczekają się życia w lepszym świecie? „Emocjonująca kontynuacja, wypakowana adrenaliną jak jej poprzedniczka, wśród niesamowitych zwrotów akcji prowadzi czytelnika do wielkiego finału trylogii”. – The Sun

Opinie o ebooku Dzień 7 - Kerry Drewery

Fragment ebooka Dzień 7 - Kerry Drewery

Tytuł oryginału: DAY 7

Copyright © Kerry Drewery, 2017

Originally published in the English language as Day 7 by Hot Key Books,

an imprint of Bonnier Zaffre Limited, London.

The moral rights of the author have been asserted.

Copyright © 2018 for the Polish edition by Wydawnictwo Debit, Młody Book

Copyright © 2018 for the Polish translation by Wydawnictwo Debit, Młody Book

Projekt okładki: Rachel Lawston

Zdjęcia na okładce © Shutterstock.com

Redakcja: Jolanta Olejniczak-Kulan

Korekta: Marta Stasińska, Alicja Kaszyńska

Cytat z Long Walk to Freedom Nelsona Mandeli wykorzystano za zgodą Little, Brown Book Group.

Niniejsza powieść jest fikcją literacką. Imiona, nazwiska, postaci, miejsca i wydarzenia są wytworem wyobraźni autorki bądź zostały użyte w fikcyjnym kontekście. Jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistych osób, żyjących lub zmarłych, jest całkowicie przypadkowe.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A jeśli ją kopiujesz, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

ISBN 978-83-8057-249-2

Wydawnictwo Debit Sp. z o.o.

ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

email:mlodybook@soniadraga.com.pl

www.mlodybook.com.pl

www.facebook.com/BookMlody

www.instagram.com/mlodybook

E-wydanie 2018

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Dla Baronów:

Janet, Jacka, Helen i Paula,

a także ku pamięci

Edwarda, Prince’a i Rocky’ego,

który lubił mówić „jazda!”

W czasach powszechnego oszustwa mówienie prawdy urasta do rangi rewolucji.

ANONIM

Prolog

Powinnam być martwa.

Powinnam

być

martwa.

Czuję zimne powietrze w płucach.

Ktoś trzyma mnie za rękę.

Słyszę krzyki.

„Martho, co…?”

„Martho, kiedy…”

„Martho, jak…?”

Za głośno.

Za głośno!

Zamknijcie się. Błagam.

Światła.

Białe światła.

Światełka z telefonów obserwują.

Wielkie kamery oślepiają.

Fotografują.

Cyk, cyk, cyk.

Nie komentuję.

Idę.

Idę przed siebie, trzymając pierścionek, który mi dałeś.

Oddalam się od ciebie. I tak mi przykro.

Tak przykro.

Rozpadam się.

Część mnie zostaje przy tobie.

I jeśli umrzesz, ta część umrze wraz z tobą.

DZIEŃ 1

STUDIO TELEWIZYJNE10.30. Na ekranie napisy początkowe nowego programu Dzwoń po Sprawiedliwość

W głębi szerokiego studia na trybunach zasiada publiczność. Na pierwszym planie, po prawej stronie sceny, stoi platforma z błyszczącym czarnym stanowiskiem dla świadka, otoczonym w górnej części ochronną szybą. Na ścianie z lewej strony widnieje duży ekran.

Między sceną a trybunami przy długim stole siedzi troje jurorów. Przed każdym znajduje się przesadnie wielki niebieski przycisk, a nad każdym wisi trójwymiarowe logo przedstawiające lekko podświetlone, mrugające powoli oko – symbol programu Dzwoń po Sprawiedliwość.

Żwawa muzyczka cichnie i na scenę wkracza gospodyni programu, Kristina, w obcisłym szarym prążkowanym kostiumie ze spodniami i jasnoniebieskiej bluzce z głębokim dekoltem. Uśmiecha się i odrzuca na bok kręcone blond włosy. Aplauz powoli milknie.

KRISTINA: Witam w kolejnym wydaniu programu Dzwoń po Sprawiedliwość, w którym zaprezentujemy fascynujące materiały dotyczące przestępstw, kłamstw i wyroków, cichej niewinności i hałaśliwej winy. Spodziewajcie się łez, wyznań i wybuchów szału!

Publiczność klaszcze i wiwatuje.

KRISTINA: Nie traćmy czasu i przejdźmy do meritum: przed państwem nasi dzisiejsi jurorzy, którym przypadła w udziale niewiarygodna szansa ferowania wyroków. Panie i panowie, pamiętajcie, że potrzeba jedynie większości głosów: do skazania oskarżonego wystarczą dwa przyciśnięte dzwonki, dwa głosy oznaczające „winny”!

Kristina milknie, światła nad gośćmi jaśnieją.

KRISTINA: Powitajmy gromko jurorkę numer 1 – Avę, emerytkę z Camden, która od dziecka marzyła o występie w telewizji.

Najazd kamery na rozradowaną Avę, machającą jak szalona. Po chwili kamera przesuwa się na drugiego z gości.

KRISTINA: Powitajmy Sadiqa, naszego drugiego jurora. Pochodzi z niewielkiej wioski w hrabstwie Derbyshire i marzy o karierze w branży muzycznej.

Sadiq uśmiecha się ciepło.

KRISTINA: I na sam koniec trzeci z dzisiejszych jurorów – Candice z Birmingham. Candice pragnie zostać aktorką. Powitajmy ją brawami!

Kamera pokazuje Candice, która przyjmuje dramatyczną pozę, odrzuca włosy do tyłu i uśmiecha się od ucha do ucha.

KRISTINA: Cóż za inspirującą grupę poszukiwaczy sprawiedliwości dziś gościmy! Czas na pierwszego przestępcę, kogoś, kogo wielu z państwa może już dobrze znać. Z pewnością znam go ja – to były więzień celi śmierci i niedawny gość programu Sprawiedliwością Jest Śmierć. Przed nami Gus Evans we własnej osobie!

Gra muzyka. Reflektory krążą po studiu i w końcu zatrzymują się na wychodzącej zza kulis szczupłej, potarganej postaci w wyblakłych i podartych dżinsach oraz pomiętej koszulce. Prowadzony przez ochroniarza Gus ze spuszczoną głową wchodzi na podest i staje w budce dla świadka. Strażnik przekręca klucz, zamykając Gusa w środku. Muzyka cichnie, światła zastygają w miejscu.

KRISTINA: Wspaniale cię znowu widzieć, Gus. Ile to minęło… Tydzień?

Śmieje się. Gus kiwa powoli głową.

KRISTINA: Nie wiem jak inni, ale ja nie mogę się doczekać opowieści o tym, co porabiałeś przez tych siedem dni i co cię tu przywiodło. Przyjrzyjmy się temu bez zbędnych ceregieli.

Odwraca się do ekranu wyświetlającego wczorajszy obraz z monitoringu słynnego bloku śmierci. Monumentalnej, przytłaczającej fasady pozbawionego sumienia wymiaru sprawiedliwości, w którym za nowoczesnymi drzwiami i lśniącą elewacją codziennie odbywa się bolesna wędrówka więźniów ku celi śmierci, a neonowe oko i jego obietnica rozrywki dla wszystkich, którzy włączą program, przysłaniają brutalną rzeczywistość wyroków ferowanych za pomocą publicznego głosowania w siódmym dniu udręki.

Obraz na ekranie koncentruje się na Gusie. Mężczyzna stoi w pewnej odległości od tłumu demonstrantów trzymających transparenty z napisami: „Życie za życie” i „Żądamy bezpieczeństwa na ulicach”. Gus trzyma plakat z napisem: „Jedna osoba, jeden głos”. Porusza ustami, wykrzykując jakieś hasła, przestępuje z nogi na nogę, by uchronić się przed zimnem, po czym wymachuje pięścią w powietrzu.

Obok zatrzymuje się samochód. Gus puszcza plakat i ucieka. Tłum rzuca się na samochód, popycha go i kołysze, ale kamera wycofuje się, zgubiwszy Gusa w tłumie. Samochód przewraca się na bok, potem na dach. Szkło rozsypuje się po jezdni, następuje cięcie, a po nim niewyraźne zbliżenie na płaczącą na ziemi młodą kobietę oraz siedzącego na poboczu starszego mężczyznę ze szmatką przytkniętą do zakrwawionego czoła. Znów cięcie i na ekranie pojawia się Gus z wykrzywioną gniewem twarzą. Trzyma dłonie na przewróconym samochodzie.

Kristina patrzy na niego i kręci głową.

KRISTINA: Chyba mogę w imieniu nas wszystkich powiedzieć, że jesteśmy odrobinę wstrząśnięci twoim zachowaniem. Zachowaniem, które spowodowało obrażenia niewinnych cywilów, wśród nich młodej kobiety i starszego pana widocznych na filmie.

Odwraca się z powrotem do ekranu.

KRISTINA: Zobaczmy, o co dokładnie jesteś oskarżony.

Obraz Gusa przesuwa się na prawą stronę ekranu, a po lewej pojawia się świecący niebieski napis: „PRZESTĘPSTWO”. Pod nim mrugają rzędy diod, budując napięcie. W końcu rozbrzmiewa głośny brzęk i mruganie ustaje, a z liter tworzy się napis: „ZAKŁÓCENIE MIRU, WSZCZYNANIE BURD, WYWOŁANIE ZAMIESZEK”.

Publiczność mamrocze.

Przy pulpicie Gus podnosi rękę i otwiera usta, ale do uszu słuchaczy nie dociera żaden dźwięk. Ochroniarz odczepia od pasa pałkę i ostrzegawczo postukuje nią w szkło.

KRISTINA: Trzy przestępstwa przeciwko porządkowi publicznemu. Trzy! Szanowni państwo, jakie jest państwa zdanie na ten temat?

Na sali rozbrzmiewają odgłosy niezadowolenia.

KRISTINA: Czy chcemy, by ktoś taki chodził po naszych ulicach? Ktoś, komu daliśmy szansę, a on cisnął ją nam prosto w twarz? Ktoś, kto udawał przyjaciela naszego siostrzanego programu Sprawiedliwością Jest Śmierć, a w rzeczywistości nadal zadawał się z przestępcami? Ktoś, komu podaliśmy rękę, choć był nędzarzem z Rises, a on nie docenił naszego gestu? Czy chcemy go widzieć na naszych ulicach?

Publiczność buczy.

KRISTINA: Osobiście wolałabym nie, ale nie ode mnie to zależy. To wasz kraj, wasze zasady i wasza demokracja. Wy tu rządzicie. Decyzja spoczywa w rękach tych trojga przedstawicieli, którzy dzielnie zgłosili się do jej podjęcia i wyłożyli sporo z własnej kieszeni w zamian za zaszczyt i odpowiedzialność reprezentowania opinii publicznej. Najpierw jednak dowiedzmy się, jaki wyrok otrzyma Gus Evans, jeśli nasi jurorzy uznają go za winnego.

Ponownie obraca się do ekranu. Pod listą przestępstw ukazuje się słowo „SUMA”, a obok niego mruga rząd diod, by ostatecznie zatrzymać się z brzękiem, tworząc napis: „7 LAT”. Kristina wydaje przeciągły gwizd.

KRISTINA: Uzbierałeś sobie spory wyroczek, Gus. Nieprawdaż, moi drodzy? A niech to! Spory, ale muszę przyznać, że zasłużony. I rzecz jasna, stanowiący poważne ostrzeżenie dla każdego, kto chciałby zakłócać istniejący porządek.

Idzie przez studio w stronę Gusa.

KRISTINA: Oczywiście w prawdziwej demokracji nie możemy pozwolić, by nasi jurorzy wydali werdykt bez wysłuchania oskarżonego.

Zatrzymuje się przy budce dla świadka. Światełka nad nią i Gusem jaśnieją.

KRISTINA: Gus, masz trzydzieści sekund na wygłoszenie mowy. Czas…

Na ekranie za nimi widok Gusa na miejscu przestępstwa zastępuje duży stoper pokazujący :30. Mikrofon Gusa włącza się z charakterystycznym pyknięciem.

KRISTINA: …start!

Liczba na ekranie natychmiast przechodzi w :29.

GUS: Yyy…

KRISTINA: Nie marnuj cennych sekund, Gus! Masz szansę przekonać nas o swojej niewinności!

GUS: Ja… yyy… ja tylko…

KRISTINA: Może uznałeś, że najlepszą strategią będzie szczerość. Tak czy owak muszę cię ostrzec, że w odróżnieniu od poprzedniego wymiaru sprawiedliwości, nasz nie wchodzi w żadne układy!

Śmieje się.

KRISTINA: Wierzymy w uczciwe i sprawiedliwe karanie za przestępstwa, a nie w pobłażanie komuś tylko dlatego, że przyznał się do czegoś, co i tak było oczywiste.

Stoper pokazuje :16.

GUS: Nic nie zrobiłem! Nie wsz…wsz…cząłem żadnych burd! Nie wywołałem zamieszek ani nic! To jakieś pier…

Mikrofon milknie w pół słowa. Stoper pokazuje :00. Gus nadal porusza ustami, pluje na szybę i uderza dłońmi w szkło, które zachodzi parą.

Kamera obraca się ku uśmiechniętej Kristinie.

KRISTINA: Twój czas się skończył, Gus. Przejdźmy teraz do naszych jurorów. Czy podobnie jak zgromadzona tu publiczność i widzowie zgromadzeni przed telewizorami i ekranami komputerów uważacie, że sprawiedliwość jest ważna?

Stukocząc wysokimi obcasami, zmierza w stronę trojga sędziów. Oświetlenie znów się zmienia: reflektory rozjaśniają Avę, Sadiqa i Candice. Trójwymiarowe oczy nad nimi trzaskają jak iskry i każda z tęczówek robi się lodowatoniebieska.

Stoper na ekranie ponownie pokazuje :30.

KRISTINA: Jako pierwsza głos zabierze Ava. Avo, widziałaś video i słyszałaś mowę obronną Gusa. Masz trzydzieści sekund na ogłoszenie swojej decyzji.

Stoper zaczyna odliczać. Starcza dłoń Avy zawisa nad przyciskiem.

KRISTINA: Avo, muszę cię pogonić. Jeśli uznajesz Gusa za winnego i zalecasz wysłanie go na siedem lat do więzienia, masz na to jeszcze…

Zerka na ekran.

KRISTINA: …dziesięć sekund. Pamiętaj, naciskasz przycisk, jeśli jest winny, a nie naciskasz, jeśli jest nie…

Ava uderza w przycisk obiema dłońmi. Oko nad jej głową jaśnieje, trzaska głośniej i świeci bardziej niebiesko.

KRISTINA: Raz! Zostały nam dwa głosy. Potrzebna jest większość. Gus, jeśli Sadiq uzna cię za winnego, natychmiast będziesz mógł rozpocząć odsiadywanie wyroku. Sadiqu, oddaję ci głos.

Ekran ponownie rozpoczyna odliczanie. Sadiq trzyma dłonie na stole po obu stronach przycisku, w który wbite jest jego spojrzenie. Światło niebieskiego oka pada na niego. Dłonie mężczyzny drżą.

KRISTINA: Zostało piętnaście sekund.

Sadiq unosi obie dłonie nad przyciskiem.

KRISTINA: Dziesięć.

Z każdą sekundą ekran pulsuje. Publiczność odlicza głośno. Sadiq zerka na Gusa, krzyżuje ręce na piersi i kręci głową.

KRISTINA: Pięć. Wciąż masz czas. Trzy. Dwa. Jeden.

Oko nad Sadikiem gaśnie i mężczyzna znika w mroku.

KRISTINA: Panie i panowie oraz widzowie przed telewizorami, cóż za niespodzianka! Sądziłam, że sprawa jest jednoznaczna. Gus, wygląda na to, że rzucono ci koło ratunkowe. Czy uda się ciebie wyciągnąć? O tym przekonamy się za chwilę.

Podchodzi do trzeciej osoby.

KRISTINA: Candice, decyzja należy do ciebie! Los Gusa jest w twoich rękach. Ale czy te ręce są gotowe wymierzyć sprawiedliwość? Miejmy taką nadzieję. Naciśnij ten guzik, a Gus Evans, były więzień celi śmierci, obecnie oskarżony o trzy – trzy! – przestępstwa przeciw porządkowi publicznemu, wskutek których ranne zostały setki niewinnych cywilów, pójdzie na siedem lat do więzienia. Rób, co ci serce dyktuje, Candice! Masz trzydzieści sekund… czas start!

Stoper zaczyna odmierzać. Każda sekunda migocze na niebiesko w przyciemnionym studiu.

Candice w udawanym przerażeniu obejmuje dłońmi policzki. Publiczność wykrzykuje rady. Dziewczyna obraca się i patrzy na nią. Niektórzy kierują kciuki w dół, inni kręcą głową.

CANDICE (krzyczy): Co robić? Co robić?

Wzrusza ramionami, wyciąga obie dłonie i kładzie je na przycisku. Drżą. Publiczność wiwatuje, lecz kiedy Candice zerka na Gusa, ich spojrzenia się krzyżują. Mężczyzna rzuca jej przelotny uśmiech. Dziewczyna cofa dłonie.

Widownia buczy i gwiżdże.

KRISTINA: Piętnaście sekund, Candice! Zadaj sobie pytanie, czy chciałabyś się znaleźć w środku zamieszek wywołanych przez tego człowieka? A gdyby tam była twoja matka? Babcia? Co podpowiada ci serce? Dwanaście sekund!

CANDICE (krzyczy): Nie wiem!

Stoper odlicza: 10, 9…

Candice znów zerka na widownię. Jakiś mężczyzna wpatruje się w nią intensywnie.

KRISTINA: Siedem sekund, Candice. Sześć. Nie trać czasu!

Mężczyzna mówi coś bezgłośnie. Candice sięga do kieszeni. Kamera tego nie wyłapuje, ale dziewczyna wyjmuje wizytówkę, na której nabazgrano jakiś adres i słowa: „Jeśli go skażą, zapraszam jutro na próbę”.

KRISTINA: Trzy. Dwa.

Candice patrzy na mężczyznę, a potem na przycisk.

KRISTINA: Jeden.

Candice obiema dłońmi uderza w przycisk. Oko ponad jej głową jaśnieje, rzucając na nią fosforyzujący niebieski blask.

Na platformie Gus zatacza się przy pulpicie i przeczesuje palcami włosy. Jego usta bezgłośnie wypowiadają jakieś słowa. Publiczność wiwatuje. Kristina się uśmiecha.

KRISTINA (przekrzykując publiczność): Panie i panowie, telewidzowie, jury wydało werdykt! Słuszny, jak sądzę. Dzięki niemu będziemy się czuć bezpieczniej. Gus, choć nie przyznajesz się do winy, sprawiedliwość zwyciężyła. Lud przemówił. Zostajesz skazany!

Wszystkie reflektory włączają się i pląsają po studiu, w którym rozbrzmiewa triumfalna melodia. Ochroniarz przekręca klucz i otwiera budkę.

KRISTINA: Gusie Evans, od tej chwili rozpoczynasz odbywanie wyroku. Łączna kara za ciężkie przestępstwa, których się dopuściłeś, wynosi siedem lat więzienia bez możliwości ułaskawienia lub zwolnienia warunkowego.

Część publiczności wstaje i zaczyna miarowo klaskać, gdy ochroniarz prowadzi przez scenę Gusa ze skutymi na plecach rękami, lecz podniesioną głową.

GUS (krzyczy): To jakaś kpina! Szwindel! Nikogo nie interesuje prawda, więc wymyślają bzdury! Obudźcie się, debile! Obudźcie się!

KRISTINA: Dziękujemy wszystkim widzom za udział i uwagę, a jurorom za sprawiedliwy werdykt.

Ochroniarz prowadzi Gusa przez scenę. Gdy zbliżają się do stołu jurorów, z cienia wyłania się niewidoczny dla kamery mężczyzna, ten sam, który wcześniej patrzył na Candice.

MĘŻCZYZNA: Ostrzegaliśmy cię, Gus. Trzeba było posłuchać. Teraz widzisz, jaką mamy władzę. Szkoda, że o tym zapomniałeś.

Znika w ciemnościach. Gus idzie dalej, już z pochyloną głową.

Isaac

Nigdy nie zaznałem takiej ciszy. Słyszę ruch własnych powiek i przelewanie się śliny w ustach. Mój oddech niemal ogłusza. Nie pozwolili mi wygłosić przemówienia: stwierdzili, że musi wystarczyć to, co powiedziałem wczoraj. Pytali, czy jestem idiotą. „Co ci odbiło? Bierzesz na siebie winę, żeby ochronić tę szmatę?”

Nie odpowiadałem. Milczałem i starałem się nie myśleć, gdy golili mi głowę, rozbierali mnie do naga i wkładali mi więzienny drelich.

„Nie zniżaj się do ich poziomu” – powtarzałem sobie.

Teraz siedzę w Celi 1.

Przede mną jeszcze sześć cel i sześć dni. Parodia wymiaru sprawiedliwości, system karmiący się kłamstwami i sensacją, nagłówkami i plotkami zamiast uczciwości i prawdy. System, w którym oszukana, omamiona publiczność na podstawie propagandy i dezinformacji decyduje o tym, kto będzie żył, a kto umrze.

Wszystko musi być czarne lub białe. Winny – niewinny. Nie ma miejsca na odcienie szarości ani na przyczyny. Tak lub nie – zero wyjaśnień.

„Oko za oko” – głosi prawo.

Wiedziałem o tym. Wiedziałem, kiedy pociągałem za spust i zabijałem człowieka, który nazywał siebie moim ojcem.

To, że gdybym tego nie zrobił, Martha by zginęła, nie ma znaczenia w systemie, w którym brak miejsca na rozum.

Fakt: zabiłem go.

Fakt: jestem winien.

Fakt: umrę.

Martha

Chcę jeść, bo mówili, że mi to pomoże. Oni, to znaczy Eve, Cicero i Max.

Chcę, ale nie mogę.

Leżę na łóżku, bo mówili, że jeśli się wyśpię, poczuję się lepiej i rano coś wymyślimy. Ale jak mogłabym zasnąć?

Mam przed oczami twoją twarz, Isaacu.

Czuję twoją dłoń na swojej.

I słyszę twój szept.

Nie mogę

spać.

Nie mogę

jeść.

Nie mogę

zaakceptować świata, w którym ciebie nie ma.

Kręci mi się w głowie.

Próbuję złapać oddech.

Napieram na drzwi sypialni i biegnę przez korytarz do kuchni, do salonu, dławiąc się niechcianymi łzami.

Czuję mdłości.

I mrowienie w rękach.

Mocuję się z zamkiem i otwieram drzwi na taras.

Zimno uderza we mnie jak kamień.

Budzi mnie.

Zmusza do zaciągnięcia się lodowatym powietrzem.

Lód skrzypi pod butami, gdy przedzieram się przez ogród i padam w trawie.

Tęsknię za tobą, Issacu.

I przykro mi.

Tak cholernie mi przykro.

Przewracam się na plecy.

Wieje wiatr. Drżę. Gapię się w blade niebo, żałując, że jest dzień i nie widać gwiazd.

Naszych gwiazd.

One nie znają winy ani niewinności.

Czy wyglądasz teraz przez to maleńkie okienko i podobnie jak ja patrzysz w niebo?

Wypieram rzeczywistość i wyobrażam sobie, że jesteś tu ze mną. Naprawdę czuję dotyk twojej dłoni.

Isaac

„Idź w zaparte” – wbijał mi do głowy człowiek, który nazywał siebie moim ojcem.

Było to wtedy, gdy mu powiedziałem, że na egzaminie odpisywałem od siedzącego obok chłopaka. Z płonącymi ze wstydu policzkami wymamrotałem, że wpadłem w panikę i nie wiedziałem, jak zrobić wykres, a chłopak zauważył, że od niego ściągam, i powiedział o tym nauczycielowi.

Jackson mnie wyśmiał.

„Miej jaja, chłopie!”

Wtedy do kuchni weszła Patty, moja macocha, i zobaczyła nas stojących razem. Rzadki widok. Jackson z dezaprobatą pokręcił głową i opowiedział jej, co się stało.

„Powiedziałem mu – rzekł, wskazując mnie – że niczego nie mogą mu udowodnić. Wystarczy, że zaprzeczy, a nie będzie miał powodu do obaw”.

Tyle że ja chciałem zostać ukarany. Należało mi się. Dzięki ściąganiu dostałem szóstkę i znalazłem się wśród najlepszych, choć na to nie zasłużyłem. W oczach Jacksona widziałem jednak dumę zamiast rozczarowania.

„Wykorzystałeś okazję – powiedział. – Dobra robota”.

„Niczego ci nie udowodnią – przytaknęła Patty. – Mają tylko słowo przeciwko słowu. Nauczyciel nic nie widział, prawda? Tylko ten chłopak”.

„Właśnie – dodał Jackson. – Jeśli chcesz coś osiągnąć w życiu, bierz przykład ze mnie i idź po trupach. Ty tylko wykazałeś się inicjatywą”.

„Nie – szepnąłem. – Oszukałem”.

Patty patrzyła na mnie jak na głupka.

„Jest równie naiwny jak ty, kiedy się poznaliśmy – burknęła do Jacksona, po czym zrobiła krok w moją stronę. – Nikt ci nie pomoże, jeśli sam sobie nie pomożesz. Spójrz na ojca: jak twoim zdaniem dotarł tam, gdzie dziś jest? Wykorzystując sytuacje, które stwarzało mu życie. – Zrobiła retoryczną pauzę. – Ja go tego nauczyłam”.

Jackson nie odpowiedział. Wychodził już z pokoju.

Następnego dnia w szkole, stojąc przed wychowawcą i odpowiadając na zarzuty, nie potrafiłem się zmusić do kłamstwa i wyznałem wszystko. Kiedy Patty usłyszała, że za karę muszę przez tydzień zostawać dłużej po lekcjach, nazwała mnie idiotą, ale Jackson tylko uniósł gazetę. Na pierwszej stronie widniał nagłówek Isaac Paige ambasadorem nastoletnich przestępców i moja własna twarz, która zdawała się ze mnie szydzić.

Wtedy nie miałem argumentów. Byłem winny i wiedziałem o tym, kiedy zaglądałem w kartkę tamtemu chłopakowi. Teraz też nie mam nic na swoje usprawiedliwienie: jestem winny i wiedziałem o tym, że będę winny, gdy pociągałem za spust. A jednak to zrobiłem.

Oko za oko.

Przysuwam łóżko do okna. Skrzypi niemiłosiernie, ale nikt nie przychodzi. Nade mną rozpościera się rześki zimowy błękit nieba. Naszego nieba, Martho. I naszych gwiazd. One wciąż tam są, choć niewidoczne w świetle dnia.

Przekręcając głowę tak, że jest mi niewygodnie, widzę ścieżkę, którą szedłem na dziedziniec. Rośnie tam drzewo. Wygląda dziwnie, jakby ktoś zasadził je stanowczo zbyt blisko budynku.

Jego konary są nagie. Czekają na wiosnę, która na powrót tchnie w nie życie.

A jednak ono wciąż tam jest. Widzę ptaka na gnieździe. Ciekawe, czy przetrwa zimę. Może ktoś go karmi i dogląda. Mam taką nadzieję.

Czy ty też go widziałaś, gdy tu byłaś, Martho?

Szkoda, że nie mogliśmy przynajmniej porozmawiać po tym, jak opuściłaś Celę 7.

Szkoda, że nie mogłem spędzić z tobą więcej czasu. Trzymać cię w ramionach, mówić ci, że cię kocham i że przyjaźń z tobą napawa mnie dumą.

Przed siedmioma dniami przebywałaś w tym miejscu, leżałaś na tym łóżku, wśród tych samych białych ścian.

Czas pędzi tak szybko. Nie czeka na nic i na nikogo.

Ty i ja walczyliśmy, by odmienić wymiar sprawiedliwości, oczyścić go z korupcji i sprawić, by był uczciwy. Nadal walczymy. Ale nawet jeśli zwyciężymy, czy wciąż będzie stosowana kara śmierci? Czy obywatele naszego kraju tego chcą?

A jeśli tak, czy to czyni ją sprawiedliwą?

Premier

Prywatny odrzutowiec stoi na płycie lotniska pod pogodnym listopadowym niebem.

Drzwi otwierają się i ze środka wychodzi premier w otoczeniu dwóch ochroniarzy. U szczytu metalowych schodów przystaje, by poprawić okulary lustrzanki połyskujące w promieniach zimowego słońca. Z uśmiechem odsłaniającym oszałamiająco białe zęby zbiega rączo po stopniach i robi kilka zamaszystych kroków w kierunku czekającej prasy i widzów.

Unosi obie ręce w prośbie o spokój, omiata wzrokiem twarze i kamery. Czeka, aż zrobi się cicho jak makiem zasiał, i dopiero zaczyna przemówienie.

– Panie i panowie, dziękuję za to gorące powitanie po tak długiej nieobecności, zwłaszcza że sam dzień jest raczej chłodny.

Publiczność chichocze, a on znów się uśmiecha.

– Błękit nad nami nieco zakłamuje fakt, że ostatnimi czasy było tu raczej burzliwie. Przebywając poza granicami, obserwowałem rozwój naszego wymiaru sprawiedliwości, a w szczególności z wielkim zainteresowaniem oraz najwyższą troską przyglądałem się niektórym więźniom cel śmierci.

Przerywa, wypina pierś i unosi podbródek.

– Mamy obowiązek pamiętać, że nasz system jest nowatorski, przodujący i inspirujący. Nie możemy dopuścić, by zaburzyły go jakieś nieprzemyślane reakcje. Naszym obywatelskim obowiązkiem jest ochrona systemu przed manipulatorami, którzy pragną mu zaszkodzić.

– Zadajmy sobie pytanie: jaki inny kraj na świecie pozwala każdemu obywatelowi być sędzią w dowolnej sprawie? Znają państwo odpowiedź?

Ze stoickim spokojem rozgląda się po twarzach. Nikt się nie odzywa.

– A wiedzą państwo, dlaczego jej nie znają? Bo taki kraj nie istnieje. Jesteśmy ikoną, pionierami, siłą, do miana jakiej inni mogą jedynie dążyć. Nie zapominajmy o tym ani na chwilę. Dziękuję.

Zaczyna się oddalać.

– Panie premierze! – woła jeden z dziennikarzy. – A co z Marthą Honeydew? Była niewinna. Jak to świadczy o naszym wymiarze sprawiedliwości?

Premier się zatrzymuje.

Przez chwilę stoi bez ruchu. Potem odwraca się i kiwa głową.

– W życiu, także w życiu przywódcy, często pojawia się konieczność zakwestionowania znaczenia oraz społecznych oczekiwań wobec tego, co nazywają niewinnością. To jeden z tych przypadków.

– Panie premierze, ona ośmieszyła ten system! – woła inny dziennikarz.

Premier uśmiecha się i kręci głową.

– Wierząc w to, ośmiesza pan jedynie siebie – mówi. – Gdyby wszyscy wysuwający takie oskarżenia przyjrzeli się sposobowi działania naszego wymiaru sprawiedliwości, zobaczyliby jak na dłoni, że możliwość wpłynięcia na decyzje dotyczące winy lub niewinności osób osadzonych w celi śmierci jest praktycznie żadna.

Ponownie próbuje odejść, lecz atakuje go seria pytań, mikrofonów i dyktafonów wycelowanych w twarz. Premier robi nonszalancki krok w tył i uśmiecha się do tłumu.

Jedno z pytań rozbrzmiewa głośniej niż pozostałe.

– A co z korupcją?

Premier unosi okulary słoneczne.

– Co z nią? – pyta niewinnie.

– Wczoraj padło wiele oskarżeń. Młody Paige dysponował mnóstwem dowodów i wysuwał poważne zarzuty. Twierdzi, że to jego ojciec, Jackson, zabił matkę Marthy Honeydew. Jeśli to prawda, to stracony za to młody człowiek był niewinny, a wideo pokazuje…

Premier podnosi rękę.

– Pozwoli pani, że przerwę. Tego rodzaju bezzasadne zarzuty są wyłącznie amatorską próbą podważenia wszystkiego, czym szczyci się ten kraj. Nie mogę się zgodzić…

– Przecież one nie były bezzasadne! Chłopak miał dowody. A dokumenty, które wyniósł z gabi…

Premier parska śmiechem.

– Właśnie tego najbardziej się obawiam i przeciwko temu musimy się zjednoczyć. Ludzie rzucający takie oszczerstwa próbują zniszczyć to, o co ten kraj przez tyle lat zabiegał i na co zasługuje: pokój i bezpieczeństwo.

– Nie zapominajmy, jak diametralnie spadła liczba przestępstw z użyciem przemocy, odkąd wprowadziliśmy Głosowanie dla Wszystkich. Czy chcą państwo wyrzucić całe to bezpieczeństwo przez okno? Wątpię. Takie oskarżenia nie są niczym więcej niż właśnie oskarżeniami i nie zasługują na nasze zainteresowanie. Przecież jednym z powodów, dla których rozwiązano sądy, było ciągłe zagrożenie korupcją, często uniemożliwiającą wymierzenie winnym sprawiedliwości. Dilerzy narkotykowi dostawali niższe wyroki za to, że wsypywali wspólników, morderców sądzono za nieumyślne spowodowanie śmierci, jeśli przyznali się do winy i w ten sposób zaoszczędzili sądowi wydatków, policjantom odpuszczano, jeśli godzili się przymykać oko na cudze grzechy. To musiało się skończyć! – Unosi dłoń. – I się skończyło. Dzięki wam! Błagam więc, bądźcie dumni ze wszystkiego, co wspólnie osiągnęliśmy. Nie ryzykujcie utraty tego z powodu plotek i bujd. Wy, ja i mój rząd przysięgaliśmy, że nie będziemy sankcjonować żadnej formy korupcji. Że będziemy ją zwalczać. Panie i panowie, z dumą oświadczam, że obstajemy przy tym! Potraktowaliśmy zarzuty Paige’a poważnie. Zgodnie z wytycznymi, które wydałem przed wyjazdem na wakacje, policja kryminalna dokładnie zbadała materiał, skrupulatnie go przeanalizowała i uznała, że jest fałszywy. Dokumenty zabrane rzekomo z gabinetu Jacksona Paige’a oraz domniemany film z monitoringu nie były niczym innym, jak tylko starannie sfabrykowaną mistyfikacją.

Milknie na chwilę i rozgląda się po zgromadzonych.

– Bądźmy dumni z naszych standardów moralnych i bądźmy silni. Nie pozwólmy, by widzimisię słabszych zdyskredytowało to, co nam jest drogie.

Kamery błyskają, mikrofony wyciągają się ku niemu, w powietrzu rozbrzmiewają gniewne pytania, gdy tymczasem spokojnie podchodzi do niego młoda kobieta.

– Chodźmy już, panie premierze – szepcze.

Nie przestając się uśmiechać, premier kiwa głową, macha do tłumu, oddala się i wchodzi do terminala.

Sofia idzie za nim w bezszelestnym obuwiu, spodniach i eleganckim sweterku, z naręczem dokumentów i notatnikiem na czubku sterty. Wtapia się w tło, lecz jej oczy czujnie obserwują wszystko i wszystkich.

Po przejściu przez płytę lotniska wchodzą do budynku i znikają z oczu publiczności i dziennikarzom. Uśmiech natychmiast znika z twarzy premiera. Z wykrzywionymi gniewem rysami mężczyzna obraca się na pięcie, podpiera pod boki i spaceruje w tę i we w tę.

– Do diabła!– wykrzykuje. – Co ta cholerna dziewucha nawyprawiała! Musimy natychmiast zrobić z tym porządek! – Zatrzymuje się i potrząsa głową. – Do jasnej cholery! – Wydyma policzki. – Sofio, co mamy dzisiaj w planach?

– Wiele osób prosiło o rozmowę z panem – odpowiada kobieta, zaglądając do notesu. – „National News” chciałoby zrobić wywiad, Sprawiedliwością Jest Śmierć zaprasza do uczestnictwa w programie w roli gościa specjalnego albo do połączenia na żywo, jest też zaproszenie do talk-show i prośba magazynu „Celebrity Now!”…

Premier gestem nakazuje jej milczenie.

– Nic z tych rzeczy. Chcę porozmawiać z Patty Paige. Ściągnij ją.

Przed blokiem śmierci

Martha siedzi na tylnym fotelu samochodu, postukując palcami w zakurzony plastik drzwi.

Eve przekręca kluczyk w stacyjce i silnik milknie. Zmęczone niebieskie oczy patrzą w lusterko.

– Moim zdaniem to zły pomysł – mówi kobieta.

– To podsuń mi lepszy – prycha Martha. – Odkąd się poznałyśmy… kiedy to było, przed tygodniem?… co chwila zasypujesz mnie genialnymi pomysłami.

Siedzący w fotelu pasażera Cicero obraca się do niej i unosi brwi.

– Żyjesz, nie? – fuka. – Jak myślisz, co by się stało, gdyby Eve nie była twoją doradczynią więzienną?

Eve kręci głową.

– To nie ma znaczenia.

– Jak to nie ma? – Cicero uderza pięścią w fotel. – Martho, narażaliśmy dla ciebie życie! Max także. Co by było, gdyby władze się dowiedziały, że to on włamał się do systemu i pokazał ludziom, że nie ty zabiłaś Jacksona? Albo gdyby się zorientowały, że to ja dzwoniłem do programu i zniekształconym głosem wstawiałem się za tobą? Albo że Eve przenosiła grypsy między tobą i Isaakiem? – Patrzy na nią surowo i kręci głową.

Martha zapada się głębiej w fotel.

– Myślałaś o konsekwencjach? – łagodniejszym tonem pyta Cicero.

Eve kładzie mu dłoń na kolanie.

– Nie teraz – szepcze.

Cicero wzdycha i odwraca się.

Przez chwilę wszyscy milczą.

Martha podnosi rękę, wyciera parę z szyby i wygląda na zewnątrz. Zgromadzeni na chodniku reporterzy wpatrują się w samochód.

– Przepraszam – mówi dziewczyna. – Masz rację. Wszyscy pomogliście mi się stąd wydostać. Dzięki.

– Każdy zrobił swoje – mówi Eve. – Ale to nie my tam siedzieliśmy.

Martha wzrusza ramionami.

– Ludzie muszą mnie wysłuchać – mówi cicho.

Eve rozpina pas, odwraca się do dziewczyny i przez chwilę patrzy na nią.

W końcu Martha podnosi wzrok.

– Rozumiem. Ale chcę, żeby wiedzieli, że nie jestem potworem. I jak bardzo… – Urywa, głośno przełyka ślinę, po czym bierze głęboki oddech. – Jak bardzo… Isaac… to co… – Odwraca wzrok i ociera twarz rękawem.

– Chcesz, żebym poszła z tobą? – pyta Eve.

Martha kręci głową.

– Dam radę. Ale… – urywa i bierze głęboki oddech – …będziecie tu na mnie czekać?

Eve uśmiecha się nieznacznie i kiwa głową.

– Jasne.

18.30. Czołówka programu Sprawiedliwością Jest Śmierć

Na granatowym ekranie migoczą i trzaskają białe iskierki. Pośrodku pojawia się ogromne oko z lodowatoniebieską tęczówką. Gdy mruga, wokół czarnej źrenicy krążą słowa: „Oko za Oko za…”

MĘSKI GŁOS ZZA KADRU: Wytwórnia Oko za Oko zaprasza…

Słowa przestają krążyć, ponownie rozbrzmiewają trzaski, gładkie litery stają się poszarpane. Oko czerwienieje i zamyka się.

MĘSKI GŁOS ZZA KADRU: …na dzisiejsze wydanie programu Sprawiedliwością Jest Śmierć, które poprowadzi…

Granatowy kolor jaśnieje i w kiczowatym studiu zapalają się światła, odbijane przez srebrnoniebieską podłogę. Po prawej stronie widać wielki ekran z logo w kształcie oka – słowa powoli się kręcą, a oko mruga – zaś po lewej lśniący stół w kształcie rogala z wysokimi połyskującymi stołkami rozmieszczonymi w głębi i po bokach, przodem do skrytej w mroku publiczności.

MĘSKI GŁOS ZZA KADRU: …Joshua Decker!

Reflektor oświetla Joshuę stojącego przed stołem. Mężczyzna ma na sobie ciemnogranatowy dopasowany garnitur i wyprasowaną białą koszulę. Jego wzorzysty krawat odbija światło. Joshua robi kilka kroków po studiu, stukocząc butami. Zatrzymuje się i mruga do wiwatującej publiczności.

JOSHUA: Witam publiczność zgromadzoną w studiu i widzów przed telewizorami! Dziękuję za kredyt zaufania! To niesamowita radość znów być z państwem w tym kultowym programie!

Publiczność wiwatuje jeszcze głośniej.

JOSHUA: Jak może państwu wiadomo, nasza droga Kristina Albright przeniosła się na inne poletko. Prowadzi teraz program Dzwoń po Sprawiedliwość. Jeśli jeszcze go nie oglądaliście, zaklinam was, żebyście jak najszybciej zaczęli! Cóż za kaskada rozrywki! Sprawiedliwość podawana na żywo, werdykty wydawane przez jurorów wybieranych spośród zwykłych śmiertelników, takich jak państwo! Wystarczy unieść dłoń, pomyśleć, że ktoś jest winien, i bęc, naciskasz niebieski guzik i czekasz, by się dowiedzieć, czy większość zagłosowała tak jak ty! Chcą państwo w tym uczestniczyć?

Publiczność milczy.

JOSHUA: Pytam, czy chcą państwo w tym uczestniczyć?

WIDOWNIA: Taaak!

JOSHUA: W takim razie proszę wejść na stronę www.wytworniaokozaoko.com, zajrzeć do zakładki Dzwoń po Sprawiedliwość u góry ekranu i zapisać się do kolejki po bilety! By zasiąść na widowni, wystarczy 99 funtów. Tyle co nic! 499 funtów zapłacą państwo za zostanie jednym z wszechpotężnych jurorów osądzających nie jednego, lecz wszystkich winnych przedstawianych w danym wydaniu! Jakież inne społeczeństwo stwarza każdemu z nas możliwość zostania najwyższym sędzią? Ekscytujące, prawda? Uzbierała nam się już pokaźna lista, więc niech państwo nie zwlekają i zarejestrują się już dziś! Wróćmy jednak do dzisiejszego programu…

Milknie na moment. Światła przygasają. Joshua podchodzi bliżej publiczności.

JOSHUA: Sam nie mogę uwierzyć, że prowadzę ten program! Dziękuję wszystkim za entuzjastyczne przyjęcie. Czuję się zaszczycony i uprzywilejowany.

Publiczność wiwatuje.

JOSHUA: A skoro o tym mowa… trudno sobie wyobrazić kogoś bardziej uprzywilejowanego niż ostatni nabytek celi śmierci, Isaac Paige. Jakąż przyszłość miał przed sobą ten młody człowiek i jak lekkomyślnie ją przekreślił! Tak było? Co o tym myślicie?

Publiczność szemrze.

JOSHUA: Wielu sądzi, że zmarnował sobie życie. Ale może miał dobre intencje? Może zrobił to z miłości? Czy była to zbrodnia w afekcie? A co wy, drodzy widzowie, zrobilibyście dla kogoś, kogo kochacie najbardziej w świecie?

Publiczność milczy. Joshua krzywi się lekko i gwałtownie podnosi dłoń do ucha. Opanowuje się i mówi dalej.

JOSHUA (swobodnym tonem): A może, jak twierdzą niektórzy, został wmanewrowany w całą tę sytuację i w sfałszowanie tego, co nazywa dowodami korupcji? Trudno to jednoznacznie ocenić.

Zatrzymuje się blisko pierwszego rzędu i uśmiecha do siedzącej tam kobiety. Ta chichocze, a wśród publiczności rozlega się pomruk. Joshua mruga, po czym obraca się do kamery.

JOSHUA: Być może nieco światła rzuci na tę sprawę nasz dzisiejszy gość. Tak, drodzy państwo, tego wieczoru będziecie mieli okazję powitać naprawdę wyjątkowego gościa. Być może jedyną osobę, która jest w stanie nam to wszystko wyjaśnić! Z pewnością nie sądzili państwo, że to kiedykolwiek nastąpi, ale oto przed nami dopiero co zwolniona z celi śmierci… Martha Honeydew! Powitajmy ją brawami!

Muzyka dudni, światła pląsają i zza kulis wychodzi Martha. Publiczność klaszcze skąpo, gdy dziewczyna podchodzi do stojącego przy stoliku Joshuy. Gospodarz programu uśmiecha się i chce ją objąć, lecz ona odsuwa się sztywno.

Muzyka cichnie, światła nieruchomieją, Joshua i Martha zajmują miejsca.

JOSHUA: Miło cię widzieć, Martho.  N i e z w y k l e  miło. Czujemy niewysłowioną ulgę, że jesteś wolna.

MARTHA: Dziękuję.

JOSHUA: Nasi reporterzy donoszą, że mieszkasz obecnie ze swoją doradczynią… a raczej eksdoradczynią… Eve Stanton. To prawda?

MARTHA (kiwa głową): Tak.

JOSHUA: Na razie.

MARTHA: Słucham?

JOSHUA: Eve  n a   r a z i e  pozwala ci mieszkać u siebie.

MARTHA: Nie rozumiem.

Joshua śmieje się i rzuca spojrzenie na milczącą chłodno widownię.

JOSHUA: Wiadomo ci, co powiedział wczoraj po twoim zwolnieniu detektyw inspektor Hart z wydziału kryminalnego?

Martha gapi się na niego.

MARTHA: N…nie.

Zapada cisza. Joshua spogląda na publiczność.

JOSHUA: Ojej. Cóż, moi drodzy, wygląda na to, że ta wiadomość spadnie na naszą drogą Marthę jak grom z jasnego nieba. Patrz, Martho.

Logo przesuwa się na prawą stronę ekranu, a na lewej pojawia się obraz inspektora Harta w mundurze obwieszonym medalami odbijającymi światło reflektorów.

Film rusza. Martha zastyga wpatrzona w ekran.

DI HART (na filmie): Cała ta sprawa to jeden wielki szwindel. Od początku mówiłem, że chodzi o coś więcej, i niestety miałem rację. Honeydew ośmieszyła władze, ofiarę, Isaaca Paige’a, policję i społeczeństwo. Jako obywatel i wyborca jestem oburzony, że wykorzystała zwykłych, niewinnych i wrażliwych ludzi. Obiecuję wam, że to się nie powtórzy. Nie będziemy jej sądzić za marnowanie czasu policji. Wkrótce zostanie wysłana na gruntowne badanie zdrowia psychicznego, a do tej chwili będzie pod baczną obserwacją. Być może nie popełniła konkretnej zbrodni, za którą osadzono ją w celi śmierci, lecz nie oznacza to, że może swobodnie chodzić po ulicach. Bezpieczeństwo publiczne zawsze będzie dla nas priorytetem.

Obraz jego wykrzywionej twarzy zastyga na ekranie. Martha nie odrywa od niego wzroku.

JOSHUA (łagodnie): Jak się z tym czujesz?

Martha kołysze się na krześle, zamyka oczy i zaciska palce na brzegu stołu.

JOSHUA: Martho, jak się z tym czujesz?

Dziewczyna otwiera oczy i znów wpatruje się w ekran.

MARTHA: Niedobrze mi.

JOSHUA: Przykro mi to słyszeć. Mówię szczerze. Zeszły tydzień był dla ciebie straszny, prawda?

MARTHA: Nie bardziej niż dla innych w tym miejscu. Ale co miał na myśli Hart, gdy mówił…?

JOSHUA: No tak, tak, tyle że ty…

MARTHA: Możecie to puścić jeszcze raz? Dlaczego on mówi, że oszukałam Isaaca?

JOSHUA (z troską): Wrócimy do tego, Martho. Jak już wspomniałem, przeżyłaś ciężkie chwile. A przecież byłaś niewinna.

Martha przenosi na niego wzrok.

MARTHA: Podobnie jak inni. Na przykład Oliver Barkova.

JOSHUA: Cóż, ty tak twierdzisz, ale…

MARTHA: Przecież to już wiadomo. Prawda?

Zwraca się do widowni.

MARTHA: Wiecie, że nie zabił mojej matki, bo zrobiła to ta menda Jackson Paige. Zgadza się?

Publiczność milczy.

JOSHUA: Martho, muszę cię prosić, żebyś nie używała takich słów.

MARTHA: Ale wiesz, że on to zrobił? Wszyscy już wiedzą. Widzieliście film z monitoringu, słyszeliście nagranie, czytaliście materiały znalezione przez Isaaca…

Publiczność pomrukuje i szepcze. Kilka osób, słuchając jej słów, z niedowierzaniem i dezaprobatą kręci głową. Martha obserwuje ich reakcję, marszczy brwi i znów patrzy na Joshuę.

Joshua zaciska zęby. Przez chwilę wygląda tak, jakby chciał powiedzieć coś innego, ale się rozmyśla.

JOSHUA (cicho): Chodzi o to nagranie?

Detektyw znika z ekranu i pojawia się na nim ziarnisty obraz z monitoringu. Na zbliżeniu Isaac celuje z pistoletu do Jacksona. Martha jest poza kadrem. Pistolet wypala, widać rozbłysk, Jackson pada. Akcja się cofa, scena jest odtwarzana po raz drugi, a potem trzeci. I tak w kółko.

Publiczność się wzdryga. Film zatrzymuje się w momencie upadku Jacksona. Kamera w studiu kieruje się z powrotem na Joshuę i Marthę.

MARTHA: Tu nie ma wszystkiego! Nie widać, że Jackson mi groził! Ktoś to pociął. To oszustwo! A co z…

KTOŚ Z WIDOWNI (krzyczy): Isaac musi umrzeć! Oko za oko!

Publiczność wiwatuje.

MARTHA: Ale… to nie tak… Nie wiecie, jak było naprawdę. On to zrobił, żeby mnie uratować!

GŁOS Z WIDOWNI (krzyczy): Zrobił to, bo jest samolubnym, niewdzięcznym gnojkiem! Jackson dał mu szansę, zabrał go ze slumsów, a on co! Tak mu się odwdzięczył!

Martha wstaje tak energicznie, że przewraca krzesło.

MARTHA (krzyczy): Nieprawda!

Obchodzi stół i celuje palcem w publiczność.

MARTHA: A co z ludźmi, którym płacił Jackson? Co z łapówkami i zatuszowanymi przestępstwami? Widzieliście to nagranie. Jackson zaciskał mi wtedy pasek na szyi, do cholery! Chciał mnie zabić! Gdyby nie Isaac…

JOSHUA: Martho, przykro mi to mówić, ale władze uważają, że sfałszowałaś…

GŁOS Z WIDOWNI: Ty kłamliwa dziwko!

MARTHA: Co? Przecież to widzieliście! Wszyscy to widzieliście, gdy ja siedziałam w Celi 7! Pokazali to w telewizji!

Obraca się do Joshuy, który siedzi spokojnie przy stole.

MARTHA: Powiedz coś! Przecież to leciało w tym cholernym programie! Tak czy nie?

Oczy zachodzą jej łzami.

JOSHUA (cicho): Usiądź, Martho. Takie nagranie nie istnieje.

GŁOS Z WIDOWNI: Kłamliwa franca! Sławy jej się zachciało! Masz nierówno pod sufitem, kobieto! Powinni cię zamknąć!

JOSHUA: Proszę o spokój.

MARTHA (krzyczy): Pieprzyć spokój! On zabił mi matkę. Celowo ją przejechał. Mieliśmy to na filmie z monitoringu! Isaac pokazał to na żywo w telewizji!

Głos jej się łamie. Publiczność wybucha drwiącym śmiechem.

MARTHA (krzyczy przez łzy): Mieliśmy dowody korupcji! Listy, dokumenty! Nazwiska przekupionych policjantów! Wszystkie kłamstwa czarno na białym!

Śmiech się wzmaga. Martha wpatruje się w publiczność. Po twarzy płyną jej łzy. Kamera odjeżdża. Joshua staje obok dziewczyny i kładzie dłoń na jej ramieniu, lecz Martha ją strząsa.

JOSHUA (cicho): Martho, usiądź. Nie pomagasz sobie.

Martha ignoruje go i biegnie w stronę publiczności.

MARTHA: Otwórzcie oczy! Ślepi jesteście, do cholery? Naprawdę myślicie…

Część publiczności wstaje i krzyczy. Dwaj ochroniarze wchodzą na scenę, chwytają Marthę i odciągają ją od widowni. Joshua wyjmuje z kieszeni chusteczkę i ociera pot z czoła.

Publiczność nadal krzyczy. Kolejne osoby wstają. Ktoś rzuca butem, a ten przelatuje nad Joshuą i trafia Marthę. Joshua uchyla się przed kolejnym.

Ochroniarze ciągną Marthę, Joshua dotyka ucha, uspokaja się i z uśmiechem spogląda w kamerę.

JOSHUA: Ach, te emocje! Sprawiedliwością Jest Śmierć nie może się bez nich obyć! I publiczność, i panna Martha rozgrzani do czerwoności! A co państwo o tym myślą? Jakie jest państwa zdanie w sprawie aresztowania Isaaca Paige’a? Uruchamiamy telefony i czekamy na opinie! Proszę także nie zapominać, że trwa głosowanie. Wystarczy zadzwonić pod 0909 87 97 77 i dodać 7, jeśli uważają go państwo za winnego, lub 0, jeśli za niewinnego. Można również głosować esemesowo, wysyłając na numer 7997 SMS ze słowem ŚMIERĆ lub ŻYCIE, albo przez naszą stronę www.wytworniaokozaoko.com, klikając na zakładkę „Isaac Paige – nastoletni morderca” u szczytu strony. Połączenia telefoniczne są naliczane według taryfy premium, więc należy koniecznie poprosić o pozwolenie osobę opłacającą rachunki. SMS kosztuje 5 funtów plus standardowa opłata operatora, głosowanie internetowe także 5 funtów, a opłata za rejestrację na stronie 20 funtów. Regulamin znajdą państwo na naszej stronie internetowej. Wracamy po krótkiej przerwie na wiadomość od naszego sponsora, Cyber Secure.

Następuje najazd kamery na ekran, na którym pojawia się logo Cyber Secure w postaci pierzastej chmurki ze złotą kłódką zatrzaskującą się w lewym dolnym rogu i strumieniem informacji – nazwisk, adresów, e-maili, dokumentów – wpływającym do chmurki.

KOBIECY GŁOS ZZA KADRU: Cyber Secure – trzymamy pod kluczem najważniejsze dane w tym kraju.

Patty i premier