Dziedzictwo smoka - Klara Miszczyk - ebook

Dziedzictwo smoka ebook

Klara Miszczyk

4,0

Opis

Klara od zawsze czuła, że nie pasuje do swojego świata. Odkąd sięga pamięcią, targała nią tęsknota, której nie potrafiła wyjaśnić. Pewnego dnia otrzymuje od losu szansę poznania swojego prawdziwego pochodzenia.

Zanim jednak dowie się, jakie jest jej przeznaczenie, będzie musiała stanąć przed śmiertelnym niebezpieczeństwem i walczyć o tych, których kocha. Przyjdzie jej również na nowo poznać siebie i dowiedzieć się rzeczy, o których nie odważyłaby się śnić.

Co zwycięży: miłość czy śmierć?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 361

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




ROZDZIAŁ 1

Na pewno czuliście się kiedyś zupełnie zagubieni. Jakbyście byli puści w środku, jak gdyby nie istniał cel ani nic wartego wiary i dodającego sił do dalszej drogi. By rano wstać i przeżyć jeszcze jeden dzień, a potem przespać jeszcze jedną noc. Wszystko wydawało się wam za trudne i beznadziejne, bo nie wiedzieliście, dokąd zmierza. Bo nie wiedzieliście, kim jesteście. Straciliście nadzieję, że to może się wyjaśnić, przynosząc ulgę i spokój.

Jeżeli tak, to na pewno odnajdziecie w tej historii szczyptę własnej.

Ja sam nieraz się tak czułem, chociaż od zawsze wiedziałem, kim jestem. Tylko dzięki tej opowieści udało mi się zrozumieć swoje przeznaczenie i pojąć, jakim człowiekiem trzeba być. Niemniej historia ta nie jest o mnie.

Opowiem wam o dziewczynie podobnej do wielu z nas.

Miała na imię Klara i była zwykłą nastolatką. Każdy czasem czuje to, co ona – jakbyście byli zamknięci w klatce, a na szyi nosili pętlę, która z każdą chwilą mocniej się zaciska. Wasze serce robi się wtedy ciężkie i nie macie siły oddychać. Klara czekała jednak na zmianę cierpliwie, bo od zawsze wierzyła, że wydarzy się coś niezwykłego.

Dzień, w którym upomniało się o nią przeznaczenie, w końcu nadszedł.

Tamtego popołudnia jak co dzień siedziała w klasie, wpatrując się w okno, i czekała na dzwonek. Mimo uszu puszczała rozmowy przyjaciół, wsłuchana jedynie w szum wiatru. Był chłodny i przyjemny – wiosna miała się zacząć lada chwila.

Po lekcjach Klara pożegnała się z przyjaciółmi i ruszyła do domu. Tego dnia wybrała dłuższą drogę, bo chciała mieć więcej czasu na przemyślenia, a po powrocie czekały na nią tylko praca domowa i sprzątanie.

Spojrzała w niebo i wzięła głęboki oddech. Poczuła się nieswojo, gdy zerwał się silniejszy i chłodniejszy wiatr. Usłyszała szelest liści i trzask łamanych gałęzi. Odwróciła się powoli. Za nią znajdował się zagajnik, z którego droga prowadziła do lasu. Klara zmrużyła oczy i zrobiła kilka kroków. Nagle ujrzała coś w gęstwinie – wielkie stworzenie przypominające wilka. Rozszerzyła oczy z przerażenia i rozejrzała się, ale w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby jej pomóc. Stała twarzą w twarz z bestią. Trudno było jej myśleć trzeźwo, ale przypomniała sobie, że w takich sytuacjach nie należy panikować i uciekać. Wtem ogarnęła ją senność. Nie miała siły ustać na nogach i osunęła się na ziemię. Ogarnął ją mrok. Poczuła tylko przeraźliwy chłód i wreszcie zasnęła.

Wilk podszedł do niej, chwycił zębami za ubranie i, unosząc ją, zniknął wśród gęstych drzew. Nad jej głową unosił się czarny lśniący pył.

*

Gdy się obudziła, była już noc, a ona leżała na brzegu strumienia, nie wiedząc, gdzie jest ani ile czasu minęło, odkąd straciła przytomność. Usiadła, oparła się o skałę i bezradnie spojrzała w rozgwieżdżone niebo. Księżyc był w pełni, ale spowijał go cień. Klara wzięła głęboki oddech, starając się opanować. Bała się. Było zimno, cicho, a przed dziewczyną rozciągał się gęsty i ciemny las.

Nagle poczuła na ramieniu coś ciepłego i lepkiego. Dotknęła mazi i powoli spojrzała w górę. Zamarła z przerażenia. Na skale stał ten sam wilk, którego pamiętała z zagajnika. Stworzenie szczerzyło kły, a z rozwartego pyska kapała ślina. Oczy bestii wyglądały jakby płonęły – były czerwone i lśniące. Klara nigdy nie widziała takiego zwierzęcia.

Nie wiedziała, co powinna zrobić. Mogła tylko siedzieć i czekać, bać się i zastanawiać, czy wielki wilk ją zabije.

Po chwili bestia zeskoczyła ze skały i podeszła do niej powoli. Serce dziewczyny biło ze strachu jak szalone. Zamknęła oczy i czekała na śmierć, ściskając w ręce krzyżyk wiszący na jej szyi. Nagle poczuła na policzku coś mokrego. Otworzyła oczy zdziwiona i spojrzała na wilka. Lizał ją po twarzy! Siedział przed nią, merdając ogonem. Była w szoku. Niepewnie wyciągnęła rękę i pogłaskała stwora. Zaczął trącać jej rękę nosem i przewrócił się na plecy. Dziewczyna wiedziała już, że nie ma się czego bać i zaczęła głaskać go po brzuchu.

W końcu wilk wstał. Klara przyjrzała mu się uważniej. Mógł mieć około dwóch metrów w kłębie, a jego futro było bardzo ciemne i gęste.

Zaczął iść wzdłuż strumienia.

– Chodź za mną, pani – powiedział.

Klara podskoczyła z zaskoczenia.

– Ty… ty mówisz? – wyjąkała.

– Tak, pani. Wiem, że to dla ciebie nienaturalne zjawisko, ale ja nie jestem zwykłym zwierzęciem. – Pokręcił łbem.

– Nie jesteś? – Szła za nim. – To w takim razie, czym jesteś?

Wilk odwrócił się do niej.

– Wiem, że zwierzęta nie mówią, ale tutaj to jest codzienność – powiedział.

Klara rozejrzała się.

– Gdzie jestem? – szepnęła i podeszła na skraj urwiska.

– Wszystko ci wyjaśnię, ale nie teraz. Musimy iść.

– Ale… – Otworzyła oczy szeroko. – To nie jest mój dom, to nie jest miejsce, w którym mieszkam. – Patrzyła na rozciągającą się aż po horyzont krainę porośniętą gęstymi lasami. W dolinach długie rzeki wiły się niczym granatowe węgorze. – Co to za miejsce?

Wilk podszedł do niej.

– Obiecuję, że wszystkiego się dowiesz, ale teraz musimy iść.

Klara odwzajemniła jego spojrzenie.

– A ty? – spytała. – Kim jesteś i dlaczego mówisz do mnie „pani”?

– Mam na imię Kordar – odparł. – Jestem królewskim doradcą.

– Królewskim doradcą?

– Tak – pokiwał głową. – Oraz twoim opiekunem.

– Moim opiekunem?! Jak to? Przecież ja cię nie znam.

– Znasz mnie, odkąd byłaś małą dziewczynką – uśmiechnął się.

– Musisz mi to wszystko wyjaśnić, bo zaraz oszaleję. – Klara złapała się za głowę.

– Niestety nie moja rzecz ci to wyjaśnić. Chodźmy już, musimy się spieszyć.

Wilk ruszył w głąb lasu, a po chwili zaczął biec.

– Zaczekaj! – zawołała za nim dziewczyna. – Dlaczego biegniesz?

W oddali zauważyła wśród drzew ciemną postać. Wilk odwrócił się i zagarnął Klarę na swój grzbiet.

– Trzymaj się mocno! – zawołał.

Biegł szybko, przedzierając się przez las. Dziewczyna odwróciła się i ujrzała lecące ostrze, które wbiło się w drzewo tuż obok nich. Wilk przyspieszał i przyspieszał. Goniąca ich zakapturzona postać trzymała w rękach dwa krótkie miecze.

– Nie odwracaj się! – zawołał wilk.

Klara wtuliła twarz w futro zwierzęcia i zamknęła oczy.

– Pani, na mój znak zeskoczysz z mojego grzbietu.

– Co?!

– Nie martw się i zaufaj mi.

– Ale…

– Spokojnie, będziesz bezpieczna. Wpadniesz do podziemnej jaskini i tam znajdziesz kryjówkę. Nie wychodź stamtąd, dopóki po ciebie nie przyjdę albo kogoś nie poślę. Skacz! – zawołał Kordar, przeskakując nad jamą, a Klara zsunęła się z jego grzbietu, wpadając pod ziemię.

Usłyszała, że kroki goniącego ich człowieka, oddalają się od jej kryjówki. Drżała na całym ciele. Przysiadła na stopniach, po których spływała struga wody. Ten człowiek musiał być niebezpieczny, skoro Kordar kazał się jej schować. Poza tym był uzbrojony i zaatakował ich.

Klara rozejrzała się po jaskini. Stwierdziła, że jest tu sama i poczuła narastający strach. Było jej zimno, a ubrania miała przemoczone. Wstała i zaczęła powoli schodzić ze stopni. Podążała wzdłuż strumienia, który prowadził do ruin jakiejś budowli. Stanęła jak wryta, widząc budynek znajdujący się przed nią. Nigdy wcześniej nie widziała tak pięknego miejsca. Ruiny były porośnięte mnóstwem korzeni, mchów, kwiatów i pnączy. Dało się słyszeć śpiew ptaków i szum kilku niewielkich wodospadów. Klara ruszyła w tamtą stronę. Poczuła się bardzo zmęczona i senna. Usiadła na schodach i oparła się o nie. Wiedziała, że nie wygra ze zmęczeniem, ale bała się usnąć. Rozmyślała o swoim domu. Zastanawiała się, co teraz robi jej mama. Była pewna, że jej szuka i odchodzi od zmysłów, ale nie mogła nic na to poradzić. Schowała twarz w dłoniach.

Jej mama – Hana wracała z pracy późno, więc dopiero niedawno dowiedziała się, że jej córka nie dotarła jeszcze do domu. Zadzwoni na policję i będą jej szukać. Powiedzą jej przyjaciółkom, a może nawet wywieszą ogłoszenia.

Klara westchnęła głęboko. Tak bardzo się bała i tak za nimi tęskniła. Znajdowała się w miejscu, w którym działy się rzeczy absurdalne i szokujące.

Po dłuższym czasie pogrążyła się we śnie, a obudziła dopiero nad ranem. Promienie słońca wpadały do jaskini przez szpary w jej sklepieniu. Wstała i przeciągnęła się czując silny ból pleców spowodowany nocą spędzoną na kamiennej podłodze. Z poprzedniego dnia pamiętała kręte schody prowadzące w górę. Wydostała się po nich z jaskini. Obiecała Kordarowi, że stąd nie wyjdzie, ale nie mogła siedzieć bezczynnie i czekać. Ruszyła w głąb lasu. Bała się, ale wiedziała, że musi wziąć się w garść.

Szła tak dłuższą chwilę. Może minęła godzina, a może dwie. Klara zatrzymała się zmęczona marszem. Usiadła na dużym głazie i zaczęła masować obolałe łydki. Nagle usłyszała głośny dźwięk rogu. Po chwili dołączył do niego hałas dochodzący z lasu. Dziewczyna oparła się o drzewo i wzięła głęboki oddech. W końcu z lasu wybiegło stworzenie, które miało nogi i ciało brązowego konia oraz tors człowieka – centaur. Klara otworzyła oczy szeroko. Niejednokrotnie słyszała o tych istotach i czytała o nich w książkach, ale nigdy nie wierzyła, że istnieją naprawdę. Centaur uśmiechnął się, ukłonił nisko i podszedł do niej.

– Witaj, moja pani – powiedział przyjaźnie.

Klara wpatrywała się w niego z niedowierzaniem.

– Jesteś… Jesteś centaurem? – wydukała. – Stworzeniem z baśni i mitów? To niemożliwe – Pokręciła głową.

– Tak – uśmiechnął się. – Mam na imię Sar, pani. Przysłał mnie Kordar.

– Kordar?! Gdzie on jest?

– Jest w zamku. Mam cię do niego zabrać.

– Do zamku? – zdziwiła się dziewczyna.

– Niebawem to zrozumiesz.

Klara wsiadła na grzbiet centaura i razem ruszyli w głąb lasu. Trzymała się mocno torsu Sara. Wyglądał na młodego mężczyznę. Na głowie nosił wianek z trawy. Miał kasztanowe, gęste włosy i był umięśniony, ale tylko Bóg wie, ile lat tak naprawdę mógł mieć lat. Wydawał się wesoły i rozmawiał z Klarą, ciągle żartując. Ona jednak nie podzielała dobrego nastroju. Powróciły do niej myśli o człowieku, który gonił ją i Kordara.

Kim był i czego chciał?, zastanawiała się.

Sar nie mógł być świadom tamtego zajścia, inaczej śpieszyłby się i byłby podenerwowany.

Świeciło słońce, a na niebie prawie nie dało się dostrzec chmur. Wiał delikatny, ciepły wiatr.

– Dlaczego zwracasz się do mnie „pani”? – spytała nagle dziewczyna. – Kordar też tak mówił.

– A jak miałbym mówić? – zdziwił się centaur.

– Mam na imię Klara. Po prostu mów mi po imieniu.

Sar się zatrzymał się i spojrzał na nią.

– Ty jeszcze nie wiesz, prawda?

– Ale czego? Nikt nic mi nie wyjaśnił!

– Będzie lepiej, jeśli jak najszybciej dostaniemy się do zamku. Najszybciej, jak to możliwe. – odparł Sar. Klara wiedziała, że nie ma sensu pytać dalej, bo i tak niczego się nie dowie. Nie była pewna, czy dobrze robi, ufając tym istotom, ale wszystko wskazywało na to, że i tak nie ma wyjścia.

– Za chwilę będziemy w zamku – powiedział wesoło centaur.

Klara pokiwała głową. Po chwili jej oczom ukazały się wieże wielkiego, pięknego zamku, a potem duże miasto. Pola, sady, młyny i pastwiska otaczały podgrodzie. Klara otworzyła oczy szeroko. Zamek miał białe mury, od których odbijało się światło. Miasto było wielkie, pełne monumentalnych budowli głównie z metalu i szkła. Wyglądało jak jedna z metropolii z jej kraju – Japonii, gdzie miasta były podobne do tego, w którym się właśnie znajdowała. A jednak powietrze tutaj sprawiało wrażenie cięższego niż to, które pamiętała, a niebo bardziej błękitnego. Słońce świeciło jaśniej i zdawało się, że jest dużo cieplej. Sar zbliżał się już do miasta.

– Witaj w domu, pani. – Uśmiechnął się do niej.

Z domów zaczęli wychodzić mieszkańcy. Dzieci biegały, rzucając kwiaty na ulice. Wszyscy wiwatowali i skandowali imię Klary.

– O co z tym chodzi? – spytała. – Nic nie rozumiem.

– Widać, że Felicja powiadomiła wszystkich o twoim przybyciu.

– Kim jest Felicja?

– Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.

Wreszcie stanęli przed wejściem do zamku, a po minięciu bramy, byli już na dziedzińcu. Na schodach zamku stały uroczyście wystrojone kobiety. Wszyscy klaskali, uśmiechając się serdecznie. Na środku stopni czekała dama ubrana w długą, granatową suknię. Miała jasnobrązowe włosy związane w kok oraz ciemnoniebieskie oczy i bladą skórę. W rękach trzymała wianek z białych lilii. Klara nie wiedziała, jak powinna się zachować. Była onieśmielona. Nagle brawa ucichły i wszyscy pokłonili się dziewczynie. Teraz poczuła się jeszcze bardziej zdezorientowana. Po chwili kobieta zaczęła schodzić w kierunku Klary. Dziewczyna zeskoczyła z centaura, a nieznajoma zatrzymała się przed nią z szerokim uśmiechem.

– Klaro, moja pani – zaczęła drżącym głosem. – Witaj w domu. – Wskazała ręką na zamek.

Wszyscy ponownie zaczęli klaskać i wiwatować. Kobieta włożyła wianek na głowę Klary, wzięła ją pod rękę i ruszyła w stronę zamku, ciągnąc dziewczynę za sobą. Ta nie wiedziała, co powiedzieć. Zabrakło jej słów.

Czy to mi się śni?, pomyślała.

Kobieta spojrzała na nią.

– Rozumiem twoje zakłopotanie, pani, ale wszystko ci wyjaśnię. Nie musisz się bać. – Uśmiechnęła się.

– Tak, ale…

– Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Musisz być bardzo zmęczona, więc zaprowadzę cię do twojej komnaty.

Po niedługim czasie dotarły do pomieszczenia, o którym mówiła kobieta. Ściany wykonano z jasnego kamienia, naprzeciwko wejścia stało duże, małżeńskie łoże z czarnego drewna, a nad nim wisiał baldachim. Pościel była śnieżnobiała, a po całej komnacie porozstawiano wazony z jasnymi kwiatami. Tymi, które Klara uwielbiała najbardziej. Na prawo od łóżka znajdował się wielki balkon zaś na lewo od drzwi toaletka z lustrem, świecznik i szafa. Klara usiadła na łóżku i westchnęła głęboko. Kobieta natomiast od razu skierowała się w stronę szafy i wyjęła z niej długą bordową suknię z jedwabiu.

– Pani?

– Dlaczego nie mówisz mi po imieniu?

– Ponieważ mój stan mi tego zabrania.

– Twój stan? – Klara zmarszczyła brwi.

– Tak, pani – pokiwała głową kobieta. – Mój stan społeczny.

– Nie rozumiem. – Dziewczyna wzruszyła ramionami i wstała.

Felicja podeszła do niej i wręczyła jej suknię.

– Mam nadzieję, że jest odpowiednia – uśmiechnęła się.

– Jest piękna. Nigdy czegoś takiego nie widziałam – odparła zachwycona Klara.

– Kamień z serca – uśmiechnęła się Felicja. – Zaczekam na ciebie w ogrodzie, pani.

– Felicjo. – Dziewczyna złapała ją za rękaw.

– Tak?

– Mów do mnie po imieniu. Po prostu „Klara”, dobrze?

– Cóż… jeżeli tego właśnie chcesz.

– Tak, właśnie tego chcę.

Felicja pokiwała głową i wyszła. Klara stała przez chwilę, wpatrując się w dwuskrzydłowe drzwi. Chwilę później była już przebrana i stała na balkonie, opierając się o barierkę. Nie mogła oderwać wzroku od rozległych równin i lasów. Chłodny wiatr rozwiewał jej włosy. Z uśmiechem obserwowała mieszczańskie życie. Miejsce było zaawansowane technologicznie. Budynki wznoszono tu bardzo wysokie i surowe, ale między nimi dziewczyna dostrzegła mnóstwo kwiatów, fontann i pomników. Widziała samochody, motory, konie i latające maszyny. Ludzie nosili ubrania jak w jej świecie, ale niektóre z nich były dużo ładniejsze. Niby to miejsce niczym nie różniło się od tego, co znała, ale ona czuła się jakby wszystko było inne.

Co to?, pomyślała.

W środku tej betonowej dżungli stał jej zamek. Nie był jednak podobny do średniowiecznych budowli. Sale i korytarze zostały zbudowane z granitu, innych kamieni i kryształu.

W dole panowało spore zamieszanie. Na głównym placu miasta umieszczono długie stoły uginające się pod mnóstwem jedzenia i butelek, zapewne z trunkami. Młodzi mężczyźni budowali również wielki stos. Rozwieszono flagi i rozstawiono mnóstwo pochodni.

Dziewczyna w końcu opuściła komnatę i odnalazła wyjście z zamku. Po chwili dotarła do ogrodu. Felicja siedziała na trawie, wpatrując się w niebo. Klara spoczęła naprzeciwko niej i uśmiechnęła się niepewnie.

– Felicjo, niewiele rozumiem z tego wszystkiego. Wyjaśnij mi to, proszę.

– Cóż, dla mnie to spełnienie marzeń. Tak długo mieliśmy nadzieję. – Kobieta spojrzała na Klarę.

– Nie rozumiem – pokręciła głową dziewczyna. – Co ja tu w ogóle robię? – rozłożyła ręce bezradnie.

Przez chwilę siedziały w milczeniu. W końcu Felicja spojrzała ponownie w niebo i uśmiechnęła się.

– To działo się dawno temu – zaczęła. – Miała się odbyć koronacja nowego króla naszej krainy. Do tronu było dwóch kandydatów. Królem został człowiek imieniem Miroto. – Umilkła na chwilę. – Był wspaniałym władcą. Za jego rządów kraina cieszyła się pokojem, a tamte lata do dziś pamiętamy jako czas świetności. Drugi kandydat, Altaros, nie mógł jednak pogodzić się z porażką i opuścił nasze miasto. Udał się na północ krainy i zamieszkał w swoim zamku. Tam zaczęło powstawać jego mroczne imperium. Wszyscy wiedzieliśmy, jak jest niebezpieczny i że nie odpuści tak łatwo. Miroto zaczął działać, nim było za późno. Chciał mieć kogoś, kto obejmie po nim tron. Nie miał żony i był bezdzietny, więc wysłał Kordara do twojego świata. O północy blask księżyca miał wskazać mu drogę. Odnalazł małe dziecko, dziewczynkę. Kordar rozsypał pył, który ją uśpił, wziął dziecko na grzbiet i zabrał do naszej krainy. I tak Miroto miał już dziedziczkę. Król postanowił, że nada dziecku znak, dzięki któremu będzie można rozpoznać je, gdy nadejdzie czas. Na jej nadgarstku wyciął sztyletem krzyż. Jeszcze tej samej nocy ogłosił to całemu królestwu. Kordar odniósł dziecko z powrotem do domu. Miroto rządził jeszcze przez parę lat, ale któregoś dnia zaginął, po prostu zniknął. Poszukiwania trwały bardzo długo, ale na próżno. Pogodziliśmy się z myślą, że… – głos Felicji zadrżał. – Z myślą, że nie żyje. Wtedy nadszedł czas. Kordar wyruszył na poszukiwania dziecka ze znakiem. – Kobieta spojrzała na Klarę.

Ta wpatrywała się w nią z niedowierzaniem i przerażeniem. Felicja uniosła jej rękę – na jej nadgarstku widniała blizna w kształcie miecza.

– To… – zaczęła dziewczyna drżącym głosem. – To niemożliwe.

– Nie, Klaro. – Felicja chwyciła ją za ręce. – To jest prawda. Dzieckiem, które wtedy wybrał Miroto, jesteś ty. Klara Evangelina Asenta. Dokładnie takie nosisz imię.

Klara wstała, trzęsły jej się ręce. Felicja ścisnęła jej dłonie mocniej i próbowała ją uspokoić.

– Co, do cholery?! Jakim cudem?! – krzyczała dziewczyna.

– Klaro, ja wiem, że to dla ciebie szok, ale…

– Dziedziczką tronu? – przerwała Felicji. – Jestem zwyczajną nastolatką! Czy ja śnię? Chcę się już obudzić!

– To nie jest sen, Klaro! – wołała bezradnie Felicja. – Jeżeli nie ty, to nikt nie ocali tego królestwa. – Jeżeli nie powstrzymamy Altarosa – z oczu Felicji spłynęły łzy, co Klara zauważyła, kiedy na nią spojrzała – to kraina pogrąży się w mroku. Nie będzie już naszych miast, lasów i rzek, bo wszystko pochłonie mrok. Ten, który jest złym czarnoksiężnikiem, zaćmi nawet błękitne niebo i już nigdy, przenigdy nie będzie pokoju! – Kobieta wybuchła płaczem.

Klara opuściła głowę.

Pokój to coś, co na pewno musi mieć swoje miejsce, nie odchodzić, ale trwać, pomyślała.

Wstała, wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się smutno.

– Wygląda więc na to, że nie mogę odejść – stwierdziła. – Nie jestem pewna, na co się właściwie godzę, ale… ale nie mogę tak po prostu stąd odejść. Nie chcę pozwolić na takie zło. Nie mogę tchórzyć. Nieważne, jak się boję, muszę być odważna. – Otarła łzy Felicji i pomogła jej wstać. – Weź mnie do Kordara – powiedziała stanowczo.

Kobieta pokiwała głową i zaprowadziła Klarę do pomieszczenia znajdującego się za kuchnią. Na podłodze leżał Kordar. Był okryty kocem i oddychał ciężko. Jego brzuch obwiązano bandażem. Klara podbiegła do wilka, usiadła przy nim i ścisnęła jego łapę.

– Kordar! – zawołała.

Wilk otworzył powoli oczy, a dziewczyna położyła mu dłoń na czole.

– Moja pa…

– Mów mi Klara – przerwała.

– Ja … ja wyjdę z tego – mówił z trudem.

– Ale co się stało? Kto cię zranił? – dopytywała dziewczyna.

– Klaro, czy poznałaś już prawdę o sobie?

– Tak – przytaknęła. – Felicja mi wszystko opowiedziała. Wiem o Altarosie, o moim dziedzictwie i o królu Miroto.

Wilk spojrzał na dziewczynę z czułością.

– Pamiętam, gdy pierwszy raz cię ujrzałem – powiedział. – Byłaś wtedy malutka, wpatrywałaś się w niebo, gaworząc pod nosem. Od tamtej pory miałem być twoim opiekunem. Twoim obrońcą.

– I stąd ta rana – przytuliła go.

– Klaro, wiesz już o Altarosie. On nie jest jednak sam.

– Nie jest sam? – spojrzała na niego zdziwiona. – Nie rozumiem – pokręciła głową.

– Ten, który mnie zranił.

– Ten, który nas gonił? – spytała.

– Tak – pokiwał głową. – Ten chłopak jest synem Altarosa. Żyje pod rządami ojca wraz z czterema innymi.

– Czterema innymi? – Klara zmarszczyła brwi. – O kim ty mówisz?

– Altaros jest czarnoksiężnikiem, ale potrzebował swoich ludzi, asystentów, uczniów. Obiecał im potęgę magii.

– Jakiej magii?

– To magia czterech żywiołów. Znam ich bardzo dobrze, bowiem każdy z nich był kiedyś tutaj.

– Gonili za mocą?

– Niestety – szepnęła Felicja i spuściła głowę.

Wilk uniósł się z trudem do pozycji siedzącej.

– Gdy ich spotkasz, będzie ci trudno z nimi walczyć – powiedział.

– Jeszcze do niedawna nie wiedziałam, że magia w ogóle istnieje. – Klara wzruszyła ramionami z uśmiechem, który Kordar odwzajemnił.

– Nie mamy wyboru – pokręcił głową. – Musisz stawić im czoła.

– Wiem, masz rację – przytaknęła.

– Zapamiętaj ich imiona.

– Dobrze.

– Ashio to żywioł wody. Ker jest żywiołem ziemi, Erion to ogień, i… – ucichł.

– I? Kto włada powietrzem? – spytała Klara.

Kordar opuścił łeb.

– Tego nie wiemy.

– Rozumiem – dziewczyna westchnęła. – A jego syn? Kim on jest?

– Ten chłopak ma na imię Dash. Jego moc to zdolność władania błyskawicą. Sprowadzania burzy pełnej niszczycielskich piorunów.

– Jak to możliwe?!

– To właśnie jest magia.

– Ale ja nie umiem czarować! Jak mam z nim walczyć?! – zirytowała się Klara.

– Rozumiem twój lęk – odparł Kordar uspokajającym tonem. – Dzięki tej mocy jest najprawdopodobniej najniebezpieczniejszy z całej piątki.

Siedzieli przez chwilę w milczeniu.

– Klaro… – podjął znów Kordar. – Oni szykują się do walki.

Dziewczyna wstała.

– Wszystko, tylko nie wojna – stwierdziła stanowczo. – Jeżeli przyjdzie mi walczyć, zrobię to, ale żadnej wojny nie będzie! – Uderzyła pięścią w ścianę, a wilk spojrzał na nią szeroko otwartymi oczyma. – Nie boję się.

– Nie musi dojść do wojny, ale obawiam się, że to pojedynek na śmierć i życie. Altaros się nie podda – ostrzegł Kordar.

– Ja też się nie poddam. Nie wiem, czy to ja powinnam tu być, ale nie mogę stąd odejść. Jeżeli to naprawdę mnie wybrano. Jeżeli ten człowiek jest zły, to nie mogę dopuścić do tego, by przejął tu władzę. Ci wszyscy ludzie we mnie wierzą i nie mogę ich zostawić. – Klara zacisnęła pięści. – Nawet jeśli ja sama w siebie nie wierzę – szepnęła drżącym głosem.

Zapadła cisza.

– Moja królowo – zaczęła niepewnie Felicja – jedno twoje słowo i Kordar zabierze cię z powrotem do twojego świata.

Klara spojrzała na kobietę i uśmiechnęła się.

– Nie, Felicjo – pokręciła głową. – Nigdzie się nie wybieram. Jednak potrzebuję waszej pomocy.

– Czyli ty… ty zostaniesz?

– Tak – przytaknęła z uśmiechem.

– Kamień z serca! – Felicja rzuciła się Klarze na szyję, a ta zaczęła się śmiać. – Kochana, dzisiaj wszyscy będą świętować twoje przybycie. Tej nocy odbędzie się twoja koronacja.

– Koronacja? Tej nocy?!

– Tak – uśmiechnęła się kobieta.

– A potem? – spytała Klara.

Felicja spojrzała na wilka.

– Potem będziemy musieli się dowiedzieć, co dokładnie planują nasi wrogowie – powiedział.

Klara opuściła głowę.

– Rozumiem… – szepnęła.

Pożegnała się z Kordarem i wróciła z Felicją do komnaty. Ta zaczęła przygotowywać ją do uroczystości. Najpierw uszykowała jej piękną suknię z czarnego tiulu. Gdy dziewczyna była już przebrana, Felicja zaczęła rozczesywać jej włosy.

Po pewnym czasie, Klara stała już przed lustrem, uważnie się sobie przyglądając. Na szyi miała kryształową kolię, a we włosach srebrne ozdoby.

– Jesteś bardzo piękna, Klaro – powiedziała Felicja z uśmiechem, komentując jej szmaragdowe oczy okolone długimi, czarnymi rzęsami i usta pomalowane bordową szminką.

– Felicjo…

– Podoba ci się, moja droga?

– Ja… ja nie wiem, co powiedzieć. Nigdy nie wyglądałam piękniej. – Klara spojrzała na kobietę. – Dziękuję.

– To ja dziękuję – ukłoniła się Felicja. – Za to, że zgodziłaś się zostać i być naszą królową. Klaro, zaczekaj tutaj, aż po ciebie przyjdę. – Po tych słowach wyszła.

Dziewczyna usiadła na łóżku. Miała w głowie tyle myśli. Czy na pewno zdawała sobie sprawę z ciężaru tego, co właśnie wzięła na swoje barki? Nie wiedziała, czy podoła. W jej świecie nie było magii, czarnoksiężników, latających maszyn takich jak w tym mieście ani ludzi, którzy mogą władać żywiołami. Nie wiedziała, co zrobi, gdy przyjdzie jej walczyć z czymś podobnym.

Pod wieczór do komnaty wróciła Felicja.

– Już czas – powiedziała.

Klara uśmiechnęła się niepewnie.

Obie zeszły po ozdobnych stopniach. W holu stało mnóstwo ludzi, którzy zaczęli klaskać, gdy tylko ukazały się ich oczom. Od schodów do wielkiej sali stały ustawione świece i kwiaty. Prowadził tam czerwony dywan. Klara poczuła się jak prawdziwa księżniczka. Dopiero do niej docierało, że nie jest księżniczką. Jest królową.

Szła za Felicją. Gdy wkroczyły do sali, rozbrzmiała uroczysta muzyka. Klara ujrzała stoły zastawione jedzeniem, kosztowną zastawą oraz winem. Naprzeciwko, przed wielkim oknem witrażowym, znajdował się tron. Po jego obu stronach siedzieli starzy ludzie. Garbili się, ich twarze były pomarszczone, mieli długie, szare brody. Obok tronu pozostało jedno wolne miejsce. Oprócz świec i kwiatów niesamowite wrażenie robiły też kolorowe lśniące motyle fruwające pod sufitem. Klara spojrzała na nie. Wzięła głęboki oddech i cały stres ją opuścił. Ci wszyscy ludzie pokładali w niej nadzieję. Na pewno się bali, dlatego tak cieszyli się, wiedząc, że została. Gdy obie usiadły, brawa ucichły.

– To rada starszych – szepnęła Felicja do Klary, wskazując głową na starców. – To twoi doradcy.

– Rozumiem.

Kobieta zaczęła przemawiać. Gdy obwieściła decyzję Klary i plan stawienia oporu Altarosowi, wiwatom i brawom nie było końca. Najstarszy z rady wstał, a następnie, podnosząc koronę leżącą przed nim, podszedł do Klary. Ta zaś powtarzała słowa królewskiej przysięgi. W końcu starzec włożył koronę na jej głowę. Poddani ponownie zaczęli klaskać i wiwatować, a dźwięk głośniej muzyki rozchodził się po całym mieście. Wszyscy zaczęli tańczyć i wznosić toasty za urodę i odwagę nowej królowej. Usiadła, a po chwili zaczęli podchodzić do niej doradcy. Przedstawiali się i dziękowali. Czuła się niezręcznie, gdy się jej kłaniali.

– Wiesz, Klaro – zaczęła Felicja szeptem. – Mamy taką tradycję.

– Jaką? – zaciekawiła się królowa.

– Na koronacji przysługuje ci tylko jeden taniec.

– Jeden taniec?

– Mam bystre oko – zachichotała Felicja. – Wielu młodzieńców nie może oderwać od ciebie wzroku. – Klarę oblał rumieniec. – Ten, który jako pierwszy poprosi cię do tańca, będzie tej nocy jedynym szczęściarzem, jakiego obdarzysz tym zaszczytem. – Kobieta mrugnęła porozumiewawczo.

Dziewczyna spojrzała na tłum. Rozglądała się uważnie po sylwetkach zebranych. Widziała kilku interesujących mężczyzn, ale żaden nie miał dość odwagi, by poprosić ją do tańca. Westchnęła głęboko, czując, że nie zatańczy tej nocy. Nagle zauważyła kogoś, kto przykuł jej uwagę. Szedł w długiej, czarnej szacie, z kapturem na głowie, a jego usta były zakryte kawałkiem czarnego płótna. Widziała tylko jego oczy. Podszedł, odsłonił twarz i poprosił Klarę do tańca. Na sam dźwięk jego głosu się wzdrygnęła. Podała mu jednak rękę i ruszyła za nim. Biło od niego zimno. Gdy zaczęli tańczyć, znaleźli się przy sobie tak blisko, że oddech Klary zamarzał. Dłonie mężczyzny okazały się równie zimne, co spojrzenie błyszczących, ciemnych oczu. Trzymał ją w pasie, mocno przyciskał do siebie. Jego włosy były kruczoczarne, a skóra blada jak śnieg. Był dużo wyższy od Klary. Oboje milczeli. Dziewczyna czuła tajemniczość i wciąż bijący od partnera chłód. Krążyli po sali, przyciągając spojrzenia innych. Przez moment dziewczyna zapomniała o nich i zapatrzyła się na jego pozbawione wyrazu, obojętne oblicze. Te oczy, choć puste, wyglądały na bardzo skupione. Wyglądał, jakby chciał zachować czujność. Klara tłumaczyła to sobie tym, że jest speszony, ale wcale na takiego nie wyglądał. Nie wiedziała, czy spytać go o imię. Nagle poczuła na ramieniu czyjąś rękę. Odwróciła się i ujrzała za sobą Felicję.

– Klaro, wybacz, ale Kordar prosi, byś przyszła teraz do niego. Jeżeli możesz.

– Zaraz będę – odparła z uśmiechem.

Odwróciła się, ale tajemniczego chłopaka już nie było. Nie wiedziała nawet, kiedy puścił jej dłonie. Szła, przez chwilę próbując wypatrzeć go w tłumie, ale nigdzie go nie widziała. W końcu ruszyła do wilka.

– Kordar – powiedziała, siadając obok niego w pomieszczeniu za kuchnią. – Lepiej się czujesz, prawda?

– Tak, o wiele lepiej – przytaknął. – Ważniejsze jest jednak, jak ty się czujesz. Jesteś już naszą królową.

– Tak i chciałabym jak najszybciej działać.

– Wiem i rozumiem, ale musimy to rozegrać z rozwagą. Na razie liczy się twoje bezpieczeństwo.

– Masz rację – opuściła głowę. – Na razie jestem raczej niegroźna – stwierdziła smutno.

– Na wszystko jest czas, moja droga – powiedziała Felicja, kładąc jej rękę na ramieniu.

– Ale nie możemy czekać, aż nasi wrogowie wykonają pierwszy ruch.

– Jesteś bardzo odważna, a to dobry początek – uśmiechnął się Kordar. – Klaro, obiecuję ci, że zajmiemy się tym od razu po koronacji.

– Dobrze – przytaknęła. – Jestem zmęczona – uśmiechnęła się przepraszająco do Felicji i wstała. – Pójdę się położyć.

Pożegnała się z Kordarem i ruszyła do swojej komnaty. Wilk spojrzał na Felicję.

– Mam wyrzuty sumienia – powiedziała cicho.

– To dla jej dobra. Musisz ukrywać prawdę tak o niej, jak i o Dashu.

*

Klara czuła się zmęczona. Wyszła na balkon, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Noc była ciepła, ale i głośna z powodu celebrowania koronacji. Nagle dziewczyna usłyszała łoskot na korytarzu. Odwróciła się i zaczęła iść w kierunku drzwi, gdy za nią rozległ się hałas. Spojrzała w górę i zobaczyła przeskakującego nad jej głową człowieka. Wylądował tuż przed nią i wyciągnął w jej stronę nóż.

– Spokojnie – powiedział.

Klara nie była w stanie wydusić z siebie słowa. Nagle do komnaty weszła Felicja. W ręku trzymała koronę Klary.

– Klaro, zapomniałaś ko… – umilkła, stając jak wryta.

Klara nie zorientowała się nawet, kiedy chłopak znalazł się za jej plecami, z nożem przystawionym do jej gardła.

– Nie skrzywdzę cię – powiedział.

Dziewczyna wzięła głęboki oddech. Serce waliło jej z przerażenia. Przyciągnął ją do siebie, obejmując mocno w pasie.

– Kim jesteś? – spytała drżącym głosem.

– To nieistotne. Odwróć się powoli.

Klara przełknęła ślinę i wykonała polecenie. Dopiero teraz, gdy stała tak blisko, rozpoznała go. To był ten, z którym przed chwilą tańczyła. Tak lodowatych oczu i dłoni nie można zapomnieć.

– Pójdziesz ze mną – powiedział, chwycił ją na ręce i zeskoczył z balkonu.

– Klaro!!! – wrzasnęła Felicja ze łzami w oczach.

ROZDZIAŁ 2

–Puść mnie, słyszysz?! – krzyczała Klara, próbując się wyrwać.

– Uspokój się, nic ci nie zrobię.

– Kim ty, do cholery, jesteś?! – pytała. Chłopak jednak milczał. – Odpowiedz mi!

– Skoro już musisz wiedzieć, mam na imię Dash – odparł w końcu nieznajomy.

Klara zamarła z przerażenia.

Syn Altarosa…, pomyślała. To niemożliwe…

Dash biegł nadzwyczaj szybko, skacząc po poręczach i dachach. Tak jakby Klara nic nie ważyła. Była noc, a mieszkańcy zmęczeni, śpiący i pijani. Królowa krzyczała i wołała o pomoc, ale na próżno. Wreszcie opuścili teren miasta i znaleźli się w gęstym lesie. Dash zatrzymał się dopiero po dłuższym czasie koło strumienia. Skrępował Klarze ręce.

– Oszalałeś?! – krzyknęła i zaczęła się szarpać.

– Ostrożności nigdy za wiele – odparł i zaczął układać leżące wokoło patyki na jednym miejscu.

Wyjął z kieszeni zapalniczkę i rozpalił ognisko. Klara usiadła na ziemi i oparła się o drzewo.

– Nie rozumiem cię – powiedziała.

Spojrzał na nią z pytaniem.

– Właśnie porwałeś człowieka i prowadzisz go na śmierć. W moim świecie to nazywałoby się współudziałem w zabójstwie.

Dash zmarszczył brwi.

– Jakbyś nie zauważyła, to nie jesteśmy już w twoim świecie – rzekł.

Klara zacisnęła dłonie w pięści.

– To tylko kolejny rozkaz Altarosa.

– To znaczy twojego ojca.

– Tak – Dash pokiwał głową. – Muszę je wykonywać bez względu na wszystko. Nie mam wyboru.

– Bez względu na wszystko? – zdziwiła się Klara. – Zawsze jest wybór! – krzyknęła.

Milczeli przez chwilę, aż wreszcie dziewczyna westchnęła i spytała:

– Jak długo będziemy tam iść?

– Dosyć długo.

– To znaczy?

– Jeżeli nie będzie opóźnień, to około trzech miesięcy.

– Aż tyle?! – zdziwiła się.

– Zamki są od siebie bardzo oddalone. Po drodze miniemy wiele miast i pamiętaj, że nikt nie może wiedzieć, że jesteś królową. Nikt nie może cię rozpoznać, rozumiesz? – Dash mówił surowym, zimnym tonem.

– Ktoś mógłby próbować mnie ratować… – szepnęła Klara.

– Wtedy ja musiałbym tę osobę zabić – warknął chłopak.

Dziewczyna wiedziała już, że nie może czuć się bezpiecznie. Widząc go, czuła, że jest inteligentny, silny i odważny. Ona nie umiała walczyć. Nie miałaby z nim szans. Czuła się senna, a jej powieki wydawały się takie ciężkie. Dash spojrzał na nią tuż przed tym, jak zasnęła, i wpatrywał przez całą noc.

*

Gdy dziewczyna się obudziła, nastał już ranek. Wstała z trudem, bo jej ręce wciąż były związane. Rozejrzała się, ale nie zobaczyła Dasha.

Gdybym spróbowała uciec, mogłoby mi się udać, ale na pewno nie trafię z powrotem do miasta, pomyślała. Ale może spotkam jakieś przychylne stworzenie. Z drugiej strony, co, jeśli spotkam kogoś gorszego niż Dash?! Nie, nie mogę ryzykować.

Z oddali dobiegał do niej huk wodospadu. Była bardzo spragniona, więc ruszyła w stronę, z której dochodził odgłos. W końcu dotarła nad nieduże jezioro, do którego wpadał mieniący się tysiącem kolorów wodospad. Woda wydawała się czysta jak łza. Dziewczyna mrużyła oczy od słońca, ale dostrzegła tam ludzką postać. Rozpoznała ją – to był Dash. Woda spływała po jego umięśnionym, smukłym i bladym ciele. Kiedy wyszedł z wody i zaczął się wycierać, Klara musiała powstrzymać chichot. Wiedziała, że byłby bardzo zły, gdyby wiedział, że ogląda go nagiego.

Bardzo jej się podobał i nie mogła oderwać od niego wzroku. Nagle zauważyła na jego plecach dwie szerokie i głębokie blizny. Znajdowały się w okolicach łopatek. Po chwili Dash był już suchy i ubrany. Dziewczyna przyjrzała się bliżej jego broni – przy jego boku wisiała pochwa, a w niej miecz. Chłopak nosił czarną bluzkę na suwak. Na rękach miał karwasze, nogi ochraniały nagolenniki, przy pasku wisiał łańcuch, a plecy okrywał długi płaszcz. Cały jego strój był czarny, choć szyję zdobiło wiele srebrnych wisiorków. Kiedy się na niego patrzyło, wydawał się niebezpieczny.

Klara wstała i po cichu wróciła do ogniska. Po chwili Dash również wrócił.

– Wyspałaś się? – spytał, stając naprzeciwko niej.

– Tak, a ty?

– Ja nigdy nie śpię dobrze. – Klara zmarszczyła brwi. Mogłam się po nim spodziewać takiej odpowiedzi, pomyślała. – Gotowa? – spytał. – Czas ruszać.

Wstała i bez słowa podążyła za chłopakiem. Szli długo w milczeniu. Nagle dziewczyna zakasłała i poczuła, że nie może złapać tchu. Chwiała się na nogach. Oparła się o drzewo, a po chwili poczuła, że upada. Czyjeś ręce złapały ją za talię. To był Dash.

– To już? Myślałem, że wytrzymasz trochę dłużej.

– Co masz na myśli? – Klara ledwo mogła mówić.

– Nie jesteś przyzwyczajona do tego powietrza. W tej części krainy jest jeszcze bardziej zanieczyszczone. Za jakiś czas odzyskasz siły. – Wziął ją na ręce, a ona po chwili straciła przytomność.

Gdy się obudziła, nadal była niesiona przez Dasha. Czuła jego zimny dotyk, kiedy mocno przyciskał ją do swojej piersi. Nie patrzył na nią, tylko szedł przed siebie. Nie chciała dać znaku, że jest już przytomna, bo dobrze się czuła w jego ramionach. Po chwili jednak uniosła głowę.

– Lepiej się czujesz? – usłyszała pytanie.

– Tak – potwierdziła. – Już mogę normalnie oddychać.

– To dobrze. Musimy tu stanąć.

Dash odstawił Klarę na ziemię i położył się na trawie z rękoma pod głową. Zamknął oczy.

– Długo szliśmy? – spytała dziewczyna, przyglądając mu się.

– Dosyć długo.

– Jak długo?

– Pół dnia.

– Pół dnia? – Klara wzdrygnęła się ze zdziwienia.

Dash pokiwał głową.

– Wiesz… jestem wysoką, nielekką dziewczyną. To nie lada wyczyn nieść mnie pół dnia. Dziękuję. – Odwróciła się.

On przez chwilę milczał.

– To nic takiego – odparł w końcu. – To tylko część mojego zadania.

Klara uśmiechnęła się smutno.

No tak, racja, pomyślała.

Ruszyła w stronę rozległej polany nieopodal miejsca ich postoju. Wszędzie fruwały motyle, a ciepły, delikatny wiatr szumiał wśród wysokich traw. Uniosła głowę ku niebu. Zastanawiała się, co tu w ogóle robi i czy dobrze wybrała.

Dlaczego właśnie ja?, pomyślała.

Nie była gotowa na tak wielką odpowiedzialność.

Nie wiedziała, ile czasu tak siedzi zamyślona, gdy nagle poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciła się.

– Musimy już iść – powiedział Dash.

Wstała i minęła go bez słowa. Szli długo w milczeniu. Chłopak co jakiś czas tylko zerkał na dziewczynę.

Nagle usłyszeli w głębi lasu hałas – rżenie i tętent kopyt. Dash doskoczył do Klary i zasłonił swoim ciałem, wyciągając miecz. Po chwili z pomiędzy drzew wybiegł biały jednorożec. Stanął dęba i zaczął wierzgać tyłem do Klary, jakby chciał obronić ją przed Dashem. Chłopak cofnął się i przewrócił. Klara próbowała uspokoić stworzenie, ale jednorożec dotknął rogiem jej czoła i od razu usnęła. Zabrał ją na grzbiet, a następnie ruszył galopem w las. Dash dobył miecza i rzucił się w pogoń za nimi. Biegł, aż stracił ich z oczu. Podniosła się gęsta mgła i uniemożliwiła mu dalsze poszukiwania.

– Cholera! – wrzasnął, rozglądając się bezradnie.

*

Gdy Klara się ocknęła, już się ściemniało. Powoli otworzyła oczy i przypomniała sobie, co zaszło. Nadal siedziała na jednorożcu.

– Ty… – zaczęła niepewnie. – Ty jesteś jednorożcem! – zawołała zszokowana.

Zwierzę zatrzymało się i odwróciło łeb.

– Tak, pani – powiedziała łagodnym głosem klacz.

– Wiesz, kim jestem?

– Oczywiście. Felicja mnie wezwała i opowiedziała o wszystkim. Miałam cię odszukać. Jednorożca praktycznie nie da się wyczuć. Nie wiedział o mojej obecności. Sądził, że waszym śladem nikt nie podąża.

– Rozumiem – pokiwała głową Klara. – Jestem wdzięczna.

– Niedługo dojedziemy do zamku.

*

W końcu zapadł zmrok. Klacz zatrzymała się przy niewielkiej budowli znajdującej się tuż przy moście nad wodospadem. Klara zeskoczyła z jednorożca, a ten przeciął rogiem więzy na jej nadgarstkach. Dziewczyna podziękowała i pocałowała go w czoło. Rozejrzała się.

– Gdzie jesteśmy? – spytała.

– W krainie jest mnóstwo budowli, których nikt nie zamieszkuje. Służą właśnie tym, którzy nie mają swoich domów lub są wędrowcami i potrzebują schronienia na noc.

– Więc zostaniemy tu?

– Tak, pani. Zostaniemy tu do rana, a potem od razu ruszymy w drogę.

Obie weszły do kamiennej budowli.

W nocy dziewczyna nie mogła spać. Wsłuchiwała się we wszystkie odgłosy – szum wody i wiatru. W jej głowie kotłowało się za dużo myśli, których nie potrafiła pozbierać. Miała wrażenie, że noc ciągnie się w nieskończoność.

Wreszcie jednak nastał ranek. Kiedy jednorożec się obudził, Klara stała przed budynkiem, wpatrując się w niebo. Było ciemne i spowite szarymi chmurami. Klacz podeszła do Klary.

– Słychać grzmoty – powiedziała dziewczyna.

– Tak – potwierdziła klacz. – Musimy ruszać. – Trąciła jej dłoń pyskiem.

Klara uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku mostu. Zatrzymała się, gdy poczuła, że blask słońca zniknął i uniosła głowę. Nagle w most uderzył piorun. Klacz odskoczyła, ale Klara nie zdążyła. Most zaczął się walić, a ona straciła równowagę. Ucieczka była niemożliwa. Po chwili wszystko runęło do wody. Klara spadła w głębiny wzburzonej rzeki. Załamany jednorożec wpatrywał się w nurt, jednak nie mógł nigdzie jej dostrzec – wszędzie były kamienie i konary drzew. Ruszył więc galopem w stronę zamku. Musiał jak najszybciej zawiadomić o tym Felicję. Bał się najgorszego, ale nawet, jeśli Klara jakimś cudem by przeżyła, i tak będzie przecież bezbronna, poturbowana i nie znajdzie drogi powrotnej. Nie miała broni ani jedzenia. Klacz czuła się winna i była zła na siebie, że nie mogła niczego zrobić.

*

Kiedy jednorożec galopował w stronę zamku, Klara leżała pośrodku lasu na brzegu rzeki. Była wycieńczona i zaczęła kasłać. W jej drogi oddechowe wlało się trochę wody. Całe ciało bardzo ją bolało. Rozejrzała się, zebrała w sobie siły, by wstać.

– Gdzie ja jestem? – szepnęła do siebie, idąc wzdłuż rzeki.

Bała się. Była sama i bezsilna. Gdyby ktoś lub coś ją teraz zaatakowało, nie umiałaby się obronić.

Nagle zatrzymała się, słysząc jakieś uderzenie. Czuła, jak trzęsie się pod nią ziemia. Po chwili spomiędzy drzew wyszło stworzenie przypominające drzewo. Miało jednak mądre, brązowe oczy i twarz. To był ent. Klara przełknęła ślinę ze strachu. Ent zrobił dwa kroki i ukucnął przed dziewczyną.

– Witaj – powiedział niskim, basowym głosem. – Co taka młoda, piękna kobieta robi sama w środku lasu? – spytał.

Klara uśmiechnęła się, bo ent przypominał jej dziadka. Znała tę istotę z baśni i legend, ale nigdy nie myślała, że mogłaby spotkać ją w prawdziwym świecie.

– To bardzo długa historia – westchnęła.

– Kim jesteś, panienko?

– Cóż, mam na imię Klara. Jestem dziedziczką króla Miroto.

Ent, słysząc to, pokłonił się.

– Najmocniej przepraszam, moja królowo! – zawołał. – Nie miałem pojęcia, że mogę cię tu spotkać, pani.

– Cóż, to prawda, że nie powinno mnie tu teraz być – uśmiechnęła się. – Nie mam pojęcia, jak wrócić do zamku.

– Nie musisz się o to martwić. To będzie zaszczyt dla mnie, jeżeli będę mógł cię tam zabrać.

Już po chwili Klara siedziała wśród gałęzi. Szli przez gęsty i stary las. Dziewczyna głaskała skaczące po encie wiewiórki i słuchała jego opowieści z czasów, gdy był młody. Czyli gdy miał „tylko” czterysta lat. Nagle ent wrzasnął i upadł na kolano. W jego nodze utkwiła srebrna strzała.

– Co się stało?! – krzyknęła Klara.

– Zajmę ich, pani! Proszę uciekać!

– Nie, nie zostawię cię!

– Uciekaj! – Ent zrzucił dziewczynę.

Poderwała się i zaczęła biec w głąb lasu. Słyszała tylko męskie wołania. W końcu zatrzymała się z wycieńczenia. Wciąż jeszcze była obolała po upadku do rzeki. Schowała się za drzewem. Nagle usłyszała, jak ktoś z niego zeskakuje, próbowała, ale nie zdążyła się odwrócić. Napastnik zakrył jej usta i wciągnął na drzewo. Myślała, że serce ze strachu wyrwie się z jej piersi. Czuła, że ktoś przyciska ją do siebie. Cała drżała i nie mogła się ruszyć. Po chwili pod drzewo podbiegło czworo młodych mężczyzn. Tajemnicza osoba odsłoniła jej usta i uwolniła z uścisku. Klara wzięła głęboki oddech i odwróciła się powoli. To był Dash! Wziął ją na ręce i zeskoczył z drzewa.

Co to do cholery ma znaczyć?!, pomyślała.

Zdawało jej się, że chce jej pomóc, a on po prostu ją schwytał. Cała czwórka podeszła do nich i zaczęła przyglądać się dziewczynie. Dash postawił ją na ziemi. Klara bała się, a zawsze, gdy odczuwała strach, zaciskała pięści i wpatrywała się w kogoś lub w coś morderczym wzrokiem dzikich, szmaragdowych oczu.

– Ociągałeś się, Dash – powiedział jeden z nich.

– No proszę, proszę – powiedział drugi z zadziornym uśmiechem. – Nikt nie mówił, że będzie taka piękna.

– Tak, to królowa. Ma na imię Klara i mamy ją bezpiecznie dostarczyć do zamku. Ojciec chce ją dostać żywą, zrozumiano?

Klara jeszcze mocniej zacisnęła pięści. Teraz była już pewna, że to o nich mówił jej Kordar. Ten, który odezwał się jako pierwszy, miał rozczochrane szkarłatne włosy. Jego oczy były w tym samym kolorze i błyszczały. Pod lewym widniały niewielkie kamienie ozdobne. Ogień, pomyślała. Ten, który nazwał ją piękną, miał również niebanalnie ułożone, jasnoniebieskie włosy i granatowe oczy. Kolejny z nich nosił długi warkocz spleciony z jasnozielonych kosmyków i takie same tęczówki. Czwarty stanowczo się wyróżniał. Srebrno-białe włosy wiązał w kucyk sięgający samych kostek, a na twarz opadała długa grzywka. Oczy miał intensywnie fiołkowe. Jemu Klara przyglądała się najdłużej. Wiedziała, że włada powietrzem, ale nie znała jego imienia.

Dash ponownie związał jej ręce.

– Nie martw się – mrugnął do niej ten o niebieskich włosach. – Jesteśmy w porządku.

Zgodnie z opowieścią Kordara, powinien mieć na imię Ashio, pomyślała. Ten z warkoczem – Ker, czerwonowłosy – Erion, a imienia srebrnowłosego nie mogła znać. Otoczył ją szerokim ramieniem i uśmiechnął się. Klara westchnęła. Byli odrobinę inni od Dasha i o wiele przystojniejsi niż ich sobie wyobrażała. Ashio i Ker mówili najwięcej i najczęściej się uśmiechali. Wydawali się być weseli. Erion też czasami wtrącał coś do rozmowy, ale był ponury i miał zacięty oraz wrogi wyraz twarzy. Czwarty z nich, ten, którego nie znała, nie odezwał się nawet słowem. Jego spojrzenie było równie zimne, co Dasha. Mimo wszystko Klara przestała się bać. Przynajmniej na tę chwilę. Dali jej jeść i pić. Ker przeczesał nawet palcami jej włosy, powąchał je i stwierdził, że mają woń lawendy. Dash uderzył go po tym w rękę i stwierdził, że ma jej nie dotykać.

Gdy zapadł zmrok, zatrzymali się i rozpalili ognisko.

– Opowiedz coś o swoim świecie – powiedział Ashio, ziewając.

– Cóż, co tu dużo opowiadać? Nie ma tam żadnej magii, gadających stworzeń ani złych czarnoksiężników – odparła Klara szyderczo.

– Nie bądź taka oschła! – zaśmiał się Ker.

– A jaka mam być? Co będzie, gdy już dotrzemy na miejsce?

– Sami nie wiemy – Ashio wzruszył ramionami. – Mamy tylko rozkaz dostarczenia cię do zamku w jednym kawałku.

– A co, jeśli ucieknę wam albo zginę?

– Nie dopuścimy do takiej sytuacji – powiedział srebrnowłosy.