Wydawca: WAB Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2011

Dziecko w lustrze. Świat dziecka od narodzin do trzech lat ebook

Charles Fernyhough

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dziecko w lustrze. Świat dziecka od narodzin do trzech lat - Charles Fernyhough

 

Jak wygląda świat z perspektywy dziecka? Jak postrzega ono siebie i innych ludzi? Co rozumie, zanim zacznie na ten temat mówić?

Dziecko w lustrze to zapiski naukowca i przesycone czułością uwagi świeżo upieczonego taty, zafascynowanego tym, w jaki sposób jego córka odbiera rzeczywistość.

Trzy pierwsze lata to czas najszybszego rozwoju w życiu człowieka. Czas, który potem zupełnie umyka naszej pamięci. To wtedy bezład dźwięków zamienia się w porządek języka, a nieopanowane odgłosy stają się wyrazami coraz swobodniej układanymi w zdania. Chaos otoczenia przekształca się w powtarzalny i coraz łatwiej rozpoznawalny świat. Własne ciało przestaje być czymś obcym i wreszcie udaje się je choć trochę opanować. Wszystko jest jednak zaskakujące i niespodziewane, każdy zmysł nieustannie bombardują setki nowych bodźców. Jak wygląda wtedy rzeczywistość z perspektywy dziecka? Jak postrzega ono siebie i innych ludzi?

Charles Fernyhough, specjalizujący się w psychologii rozwojowej, podejmuje się odpowiedzi na te i inne pytania. W swojej książce połączył on rzetelną, ale przystępnie przedstawioną wiedzę pełnego pasji naukowca z uważnymi, nasyconymi czułością spostrzeżeniami świeżo upieczonego taty, zafascynowanego tym, jak rzeczywistość może odbierać jego córka. Athena już od pierwszych chwil życia staje się obiektem badań - Fernyhough, przyglądając się jej, próbuje odrzucić utrwalone spojrzenie dorosłego człowieka i przyjąć perspektywę dziecka. A tak naprawdę analizuje on również swoje uczucia, oczekiwania i wrażenia. Dziecko w lustrze to nie tylko zaproszenie do podróży w niezwykły świat, lecz także zachwycający portret ojcostwa. Lektura obowiązkowa dla wszystkich rodziców!

Opinie o ebooku Dziecko w lustrze. Świat dziecka od narodzin do trzech lat - Charles Fernyhough

Fragment ebooka Dziecko w lustrze. Świat dziecka od narodzin do trzech lat - Charles Fernyhough

Tytuł oryginału:Baby in the Mirror

Originally published in English by Granta Publications 

under the titleThe Baby In The Mirror: A Child's World From Birth To Three

Copyright © Charles Fernyhough 2008 

Charles Fernyhough assets the moral right to be identyfied as the author of this work

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2011

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2011

Wydanie I

Warszawa 2011

Przekład: Małgorzata Glasenapp

Redaktor prowadzący: Adam Pluszka

Konsultacja: Tomasz Szlendak

Redakcja: Beata Słama

Korekta: Małgorzata Kuśnierz, Mariola Hajnus

Redakcja techniczna: Anna Hegman

Projekt okładki i stron tytułowych: Joanna Rusinek

Fotografia wykorzystana na I stronie okładki: © VEER

Fotografia autora: © LANN

Wydawnictwo W.A.B.

02-386 Warszawa, ul. Usypiskowa 5

tel./fax (22) 646 01 74, 646 01 75, 646 05 10, 646 05 11

wab@wab.com.pl

www.wab.com.pl

ISBN 978-83-7747-294-1

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.

virtualo.eu

Charles Fernyhough (ur. 1968) – doktor psychologii rozwojowej, wykładowca uniwersytecki. Poza licznymi pracami naukowymi opublikował powieśćThe Auctioneer(1999), opowiadania i poezje. Jako recenzent współpracuje m.in. z „The Guardian”, „Financial Times” czy „The Sunday Telegraph”. Prowadzi również zajęcia z kreatywnego pisania i psychologii twórczości. Prawa do publikacjiDzieckawlustrzekupiły wydawnictwa z Włoch, Niemiec, Korei, Holandii i Grecji.

Pasjonująca podróż w czasie: eksploracja pierwszych trzech lat życia, przedstawionych z punktu widzenia dziecka.
„The Guardian”
Fascynująca książka o pamięci, utraconym czasie i trudnym do opisania procesie nabywania przez dzieci zdolności językowych, samoświadomości oraz orientacji w przestrzeni.

„Time Out”

Najbardziej poetycka książka popularnonaukowa roku…
„The Sunday Telegraph”

Dedykacja

Dla Squiggle

i dla Cherry

I To jest tak

Nie wiedziałem, od czego zacząć, więc postanowiłem ją zapytać.

– Athena?

Karmiła mnie właśnie resztkami kawy, po łyżeczce. Był czerwiec, chłodny, jasny poranek, i w centrum Sydney można było spotkać głównie półetatowych ojców i spieszące się sekretarki. Siedzieliśmy w kawiarni na pierwszym piętrze Queen Victoria Building, owiewani zimnym powietrzem z szybu pobliskiej windy. Moja córka miała już prawie trzy lata.

– Pamiętasz, jak byłaś małą dzidzią?

– Nie.

– A pamiętasz cokolwiek z tamtych czasów?

– Nie.

Dalej skrobała łyżeczką w filiżance.

– Chcesz jeszcze? Jeszcze? – zapytała. – Dam ci? Pochyliłem się posłusznie. Podzwoniła łyżeczką i podała mi kolejną porcję metalicznie smakujących fusów.

– Jak to było, kiedy byłaś takim malutkim dzieckiem?

– Nie wiem. Nie wiem jeszcze.

Jeszcze. Czyżby miała sobie kiedyś przypomnieć?

– A pamiętasz, co wtedy robiliśmy?

– Ojej, ty ci ą g l e o tym mówisz – westchnęła.

Opadłem na krzesło trochę zaskoczony tonem córki. Przyglądałem się, jak pracowicie, lekko zezując, grzebie w filiżance, i zastanawiałem się, czy naprawdę już ją o to pytałem. Na pewno pytałem o różne rzeczy podobnie dziwaczne i podobnie niemożliwe.

– Bo mnie to interesuje.

– Dlaczego?

– Bo to ciekawe. Bo ty jesteś ciekawa.

Wreszcie rzuciła łyżeczkę na spodek.

– Teraz ty będziesz klaskał, a ja będę świnką!

– To co, pamiętasz?

– Klaskać! Musisz klaskać!

Zacząłem więc klaskać. Mijały nas spieszące się urzędniczki, niosące kawę w kubkach z przykrywkami, rozbawione tym aplauzem w Old Vienna Coffee House.

– Athena, a jak byłaś malutka, to w co się bawiliśmy?

– No – odpowiedziała poważnie – chyba w berka.

– A kiedy jeszcze nie umiałaś biegać, jak jeszcze byłaś całkiem mała? Pamiętasz, jak to było?

Wyciągnęła słomkę ze swojej szklanki i zatrąbiła, opryskując mnie sokiem pomarańczowym. Ogarnęło mnie znajome poczucie bezradności.

– Pamiętasz, kto się tobą opiekował, gdy byłaś malutka?

– Mama.

– I kto jeszcze?

Popatrzyła na mnie, wciąż trzymając słomkę w zębach.

Pasemka blond włosów zawijały jej się przy oczach. Błękitne tęczówki były duże i przejrzyste. Moje pytania jakby się od niej odbijały; kolejny krzyżowy ogień, przy którym trzeba robić uniki albo jakoś go przetrzymać. Ale ja potrzebowałem odpowiedzi. Coś niezwykłego spotkało naszego płaczącego noworodka prawie trzy lata temu, a ona była jedynym wiarygodnym świadkiem. Obserwowałem jej przemianę, dokumentowałem przekształcanie się w tę oscylującą, migotliwą świadomość, z którą dzięki małym zachętom i przekupstwom mogłem teraz nawiązać rozmowę. Ale tylko ona przeżyła to naprawdę. Ja miałem swoje notatki, zapiski i teorie, ale nie mogłem przekroczyć granicy obserwacji. Potrzebowałem prawdziwych wspomnień.

Wtedy się uśmiechnęła. Lubię myśleć, że się uśmiechnęła.

– Tato – powiedziała.

Teraz widzę, że dużo wymagałem od tak małego dziecka. Ja sam, tak jak każdy dorosły, któremu zadano podobne pytania, nie mogłem przypomnieć sobie nic z pierwszych dwóch czy trzech lat życia. Choćbyśmy pytali na najróżniejsze sposoby, nikt nie ma prawdziwych wspomnień z tak wczesnego dzieciństwa. Wydaje się, że małe dziecko nie jest po prostu czystą tablicą,tabula rasa– to raczej tablica, na której nic się nie trzyma, doświadczenia życiowe ześlizgują się po niej. Jak zauważył kiedyś Zygmunt Freud, jesteśmy zdziwieni tym faktem, ale nie tak bardzo, jak by należało.1

Od jakiegoś czasu psychologowie zaczynają rozumieć, dlaczego najwcześniejsze wspomnienia nie zostają z nami przez całe dzieciństwo i dłużej. O pamięci wiemy na pewno, że różne rodzaje informacji są w niej układane na rozmaite sposoby: informacje dotyczące faktów zapisywane są w jednym systemie, nazywanym pamięcią semantyczną, a informacje dotyczące naszych przeżyć (wiedza „autobiograficzna”) trafiają do innego obiegu. W wieku prawie trzech lat Athena umiała już posługiwać się różnymi danymi na temat otaczającego świata: znała swoją datę urodzin, wiedziała, że pierwszy przystanek po Harbour Bridge to Wynyard, ale jej umiejętność organizowania wiedzy o własnych przeżyciach dopiero zaczynała się rozwijać. Nie znała jeszcze swojej biografii. Jej własne losy nie były dla niej przedmiotem rozważań.

Być może dlatego, że zbieranie informacji o tym, co nam się w życiu przydarza, wymaga czegoś więcej niż tylko magazynowania obiektywnych danych. Żeby posiadać semantyczną wiedzę na temat, powiedzmy, stolicy jakiegoś państwa, wystarczy nam znajomość odpowiednich faktów – nie musimy pamiętać okoliczności, w jakich te fakty stały się nam znane. Gdy jednak chodzi o wydarzenia z naszego życia, ten osobisty, subiektywny wymiar jest esencją zapamiętywania. To nie tak, że Athena nie potrafiła przetwarzać informacji o własnej przeszłości. Doskonale zapamiętywała przeróżne autobiograficzne informacje, na przykład obietnice czynione przez nas w chwilach słabości albo ubrania, jakie miała na sobie, gdy byliśmy w tym czy tamtym miejscu. Nie potrafiła jednak odtworzyć samego pobytu, nie umiała umiejscowić siebie samej w środku wspomnienia. Badacze pamięci twierdzą dzisiaj, że ten specyficzny, subiektywny wymiar pamięci zaczyna rozwijać się dopiero w połowie trzeciego roku życia.2 Jeżeli to prawda, mielibyśmy wyjaśnienie, dlaczego najwcześniejsze dzieciństwo pozostaje dla większości z nas białą plamą. W początkach życia nie pamiętamy samych siebie. Żyjemy, ale nie potrafimy przeżywać powtórnie.

– Co piszesz? – zapytała.

Podniosłem głowę znad gęsto zapisanych stron notatnika. Zdałem sobie sprawę, że znowu obserwacje odwróciły moją uwagę od samego obiektu zainteresowania.

– Zapisuję to, co mówisz. Zapisuję różne takie rzeczy, od kiedy byłaś malutka.

– Dlaczego? – spytała, jakby zdumiona.

– Bo tym tata się zajmuje. Stara się zrozumieć, jak myślą małe dzieci. To jego praca.

Roześmiała się. Tatusiowie wpatrujący się przez pół dnia w pustą kartkę, a potem idący na długi spacer, podczas którego mówią do siebie. W ten sposób z pewnością nie można zrozumieć niczego.

– Wiesz co? – powiedziała uprzejmie. – Jak byłam malutka, to bardzo świeciło słońce.

Pokiwałem głową, starając się wydobyć z niej coś więcej. Podejrzewałem, że słoneczne wspomnienia dotyczyły zeszłorocznych wakacji, ale równie dobrze mogło to być echo familijnych filmów, które ostatnio oglądaliśmy. Athena jeszcze niepewnie posługiwała się pamięcią, co było zrozumiałe. Jeżeli zaczęła umieszczać siebie we własnych wspomnieniach dopiero w wieku dwóch i pół lat, to pięć szóstych jej życia było dla niej pogrążonych w niepamięci. Jakie to uczucie, nie wiedzieć nic o tak wielkiej części własnej przeszłości? Czy życie wydaje się wtedy rozbuchanym, wibrującym chaosem, nieznanym filmem, w którym dopiero co zaczęło się grać?3 Jak ona to odczuwała?

Bardzo interesowała mnie odpowiedz na to pytanie. Poznawałem psychologię rozwojową z bezpiecznego naukowego dystansu, najpierw jako student, potem wykładowca. Wiedziałem, że w każdym niemal wymiarze ludzkiej psychiki podczas pierwszych trzech lat życia zachodzą zasadnicze zmiany. W ciągu kilku lat od przyjścia na świat mały człowiek musi z chaosu skonstruować umysł, przejąć kontrolę nad własnymi działaniami, zyskać umiejętność rozmawiania o swoich przeżyciach i zlokalizować siebie samego jako podmiot tych przeżyć. Chociaż dziecko rodzi się z wieloma złożonymi i wyspecjalizowanymi talentami, mogą one tylko trochę pomóc mu w wykonaniu ogromnej, czekającej go pracy. Psychologia rozwojowa poszukuje odpowiedzi na wiele najważniejszych pytań psychologii w ogóle: w jaki sposób istoty ludzkie budują swoją świadomość wewnętrzną i społeczną; czy posługiwanie się językiem to umiejętność jak każda inna, czy dostępna tylko dla wybranych przez biologię; jak różne barwy świadomości zakorzeniają się w mózgu, który początkowo stanowi surową, rozrastającą się materię? Gdy przyjrzymy się uważnie rozwijającemu się umysłowi – mówiłem swoim studentom – możemy dowiedzieć się o człowieczeństwie wszystkiego.

Teraz te pytania zaczęły dotyczyć mnie osobiście. Wraz z pojawieniem się Atheny fascynujące zjawisko, które znałem tylko z teorii, znalazło się tuż przed moimi oczami. Pośród wielu uczuć w intensywnych dniach wczesnego rodzicielstwa odczuwałem także coś w rodzaju zaskoczenia, jak wtedy, gdy okazuje się, że twoim najbliższym sąsiadem jest twój szef, więc żegnajcie czasy nieprzynoszenia pracy do domu i opalania się nago na balkonie. Athena stawiała mi wymagania nie tylko w życiu prywatnym, ale też zawodowym. „Przyniosła” moją pracę do domu. Przez ostatnie trzy lata obserwowałem ten cud z bliska, oglądając fundamentalne przemiany wczesnego dzieciństwa u własnej pierworodnej córki. Przez ten krótki tysiąc dni mały noworodek zamienił się w osobę – rozwiniętą społecznie, posiadającą moralność, inteligentną i umiejącą wyrażać swoje myśli. W tym czasie, nawet jeśli akurat nie zdawałem sobie z tego sprawy, widziałem formowanie się świadomości.

Na każdym etapie rozwoju Atheny rozmyślałem nad tym, jak znane mi teorie pasują do rzeczywistości, której byłem świadkiem i zastanawiałem się nad subiektywną stroną całego procesu. Chciałem zrozumieć, jak to jest posiadać umysł, który każdego dnia się zmienia, którego samoświadomość tak szybko ewoluuje. Znalazłem bardzo niewiele danych z pierwszej ręki, zarówno w tekstach naukowych, jak i w literaturze, gdzie nikt nie opisuje doświadczeń z tak wczesnego okresu życia. Choć powieściopisarze i poeci potrafią dogłębnie analizować życie wewnętrzne dorosłych bohaterów, nie bardzo interesuje ich świat wrażeń trzylatka. Cóż za zaniedbanie, zważywszy na to, że wszystkie nasze odkrycia naukowe dotyczące wczesnodziecięcego umysłu pokazują, że to bardzo interesująca kraina.

Poza normalnymi radościami ojcostwa czas spędzony z Atheną dawał mi szansę na zyskanie głębszego wglądu w umysł małego dziecka. Uruchomiwszy trochę wyobraźnię, mógłbym do naukowych podstaw dodać nieco subiektywnych szczegółów. Jak to jest być noworodkiem, potem maluchem właśnie opanowującym język, wreszcie zawzięcie samodzielnym dwu – i trzylatkiem?4 Czy dokładne obserwacje i pytania, razem z wynikami najnowszych badań, pozwolą mi opisać te dziecięce doświadczenia? Jak dzieci pojmują własną świadomość, własną obecność w centrum swoich barwnych, chaotycznych doznań? Jak można pojmować własną jaźń, skoro ta jaźń nie ma ciągłości w czasie? Takie pytania sprawiły, że zająłem się psychologią rozwojową, a teraz ojcostwo pozwalało mi je zadać na nowo. Odpowiedzi, jeśli w ogóle jakieś uzyskam, nie sprawią, że będę lepszym ojcem, ale pozwolą mi dowiedzieć się czegoś więcej o córce.

Następnego dnia po naszej wizycie w Old Vienna Coffee House przeglądałem niektóre filmy z czasów, gdy Athena była niemowlęciem. Kopiowałem nagrania do komputera i wspólnie oglądaliśmy je co rano, gdy Athena schodziła na dół w piżamie, jeszcze trochę potargana i oszołomiona snem. U dziecka, które siedziało teraz obok mnie, niemowlę na ekranie nie wywoływało nawet najmniejszego impulsu samorozpoznania. Ja sam ledwo rozpoznawałem moją córkę w dwumiesięcznym dzidziusiu o okrągłej buzi, który patrzył na nas z ekranu komputera – przez ostatnie trzy lata Athena wszechstronnie się rozwijała, zacierając po drodze ślady swoich wcześniejszych „ja”. Potrzebowaliśmy wszystkich moich zapisków i wielogodzinnych nagrań, jeśli mieliśmy kiedykolwiek zrozumieć to niemowlę zagubione w przeszłości.

Athena przyszła i wdrapała mi się na kolana. Na ekranie też była ona, w wieku dziewięciu i pół tygodnia, ubrana we wzorzyste śpioszki. Powiększyłem obraz, tak że jej twarz wypełniała cały ekran. Prawie trzyletnia Athena patrzyła na Athenę dziewięciotygodniową i Athena dziewięciotygodniowa odwzajemniła jej spojrzenie. Obraz powiększył się jeszcze bardziej, aż na moment stracił ostrość. Teraźniejsza Athena patrzyła zafascynowana, jak dawna Athena otworzyła szeroko oczy i uniosła w uśmiechu kąciki ust. Zwolniłem film i kamera pokazywała kolejno oczy, rozszerzony nosek, delikatne wargi z małym dzióbkiem, łagodne zaokrąglenie policzka, miniaturowe rzeźbione ucho. Oglądaliśmy niemowlęcą Athenę w największym możliwym zbliżeniu, jakbyśmy filmowali z helikoptera ogromny posąg Buddy. Wreszcie obraz zatrzymał się na lewym oku. Powieka zaginała się doskonałym łukiem, rzęsy były długie i jedwabiste, tęczówka stanowiła ciemny okrąg, niemal w całości wypełniony czarną źrenicą. Wtedy nastąpił dla mnie dziwny moment rozpoznania, jakbym przestał wyglądać przez okno i dostrzegł odbijające się na jego powierzchni przedmioty. Na lśniącej źrenicy Atheny widać było ludzką postać, odbicie sylwetki. Zobaczyłem samego siebie patrzącego na nią, uchwyconego w lustrze jej rogówki: oko w jej oku, wierny obserwator.

II Założenia

Gdybym chciał wybrać jakiś początek, Dzień Pierwszy nadawałby się całkiem nieźle: niedziela w szpitalnej sali porodowej, gdy zegar zaczął odmierzać czas życia Atheny. Dwadzieścia pięć minut po dziesiątej, gorący, pochmurny, lipcowy poranek. W radiu powtórka audycjiArcherstrwała już prawie pół godziny. Według dawnych wierzeń, w których bogowie tygodnia decydowali o charakterze nowo narodzonego dziecka, los mojej córki został przesądzony. Śliczna i słodka, dobra i wesoła. Pierwsze urodziny: wyznaczona w każdym roku data, którą będzie świętowała w gronie rodziny i przyjaciół przez resztę życia. Ten pierwszy haust powietrza miał być iskrą, która obudziła jej duszę. Prezenty, kwiaty i różowe kartki z życzeniami wkrótce oznajmią światu: oto się zaczęło.

Według dawniejszej wiedzy o rozwoju człowieka taki właśnie jest początek istnienia umysłu i duszy. Książki, z których uczyłem się na studiach, rozpoczynały się od szczęśliwych scenek na oddziale położniczym, a kończyły na wieku dojrzewania – stadium, w którym według takich mistrzów jak

Jean Piaget, człowiek staje się pełnoprawnym członkiem społecznościHomo sapiens.Jednak obydwa te momenty jako granice wyznaczające początek i koniec rozwoju człowieka zostały źle wybrane. Dzisiaj psychologowie badają ludzkie myślenie i zachowania długo po tym, gdy badani osiągnęli dorosłość, ponieważ uważa się, że rozwój umysłowy trwa przez całe życie. Zmieniło się też podejście do początków życia: mózg nie wyskakuje przecież jak diabełek z pudełka, w chwili gdy jego właściciel wykona pierwszy samodzielny oddech. Narodziny Atheny rozpoczęły nowy rozdział dla mnie, ale dla niej w dniu przyjścia na świat nie zaczęło się nic nowego. System nerwowy działał, przygotowując wszystkie mięśnie do pracy, na długo przed tym, nim dostały pierwsze zadania już na naszym świecie. Mając do dyspozycji najnowsze technologie obrazowania ultrasonograficznego, psychologowie mogą dzisiaj obserwować zachowanie płodów niemal tak samo jak zachowanie noworodków. Dojrzewanie dziecka w macicy nie jest już dla nas tajemnicą – możemy je śledzić niemal z taką samą dokładnością jak każde inne stadium ludzkiego trwania. Jeżeli nasz rozwój rzeczywiście trwa przez całe życie, to jego początek należy wyznaczyć w chwili poczęcia, nie urodzenia.

Zabrzmi może trochę dziwnie, jeśli powiem, że możemy cofnąć się jeszcze bardziej. Jeżeli chodzi o wyposażenie genetyczne, nasz los jest przesądzony w momencie, gdy DNA naszych rodziców weźmie udział w loterii rozmnażania płciowego – jednak nie tylko geny dziedziczone po rodzicach mają wpływ na nasz charakter. Jeszcze przed dobraniem chromosomów w embrionie ojciec i matka zaczynają formować przyszłe potomstwo na różne sposoby. Rodzice mają w stosunku do dzieci oczekiwania wypracowane już na wiele lat przed ich poczęciem. Życie naszej córki rozpoczęło się, zanim jeszcze jej serce zabiło po raz pierwszy; stało się to wtedy, gdy przestaliśmy stosować antykoncepcję i jednocześnie zaczęliśmy obdarzać nasze hipotetyczne dziecko wszystkimi naszymi ambicjami i niespełnionymi marzeniami. Tworzymy nasze dzieci na długo przed ich urodzeniem. Są w drodze, jeszcze zanim objawią się błyskiem w naszych oczach.

Wszystkie te oczekiwania znajdują wyraz w tym, jak ludzie mówią i myślą o swoich nienarodzonych dzieciach. W dzieciństwie zostaliśmy wyposażeni w psychologiczny bagaż, który wpływa później na nasze własne rodzicielstwo – matka może pamiętać własną matkę jako osobę chłodną i zdystansowaną albo wysyłającą sprzeczne i wzbudzające obawę sygnały w reakcji na zachowanie dziecka. Albo – przy odrobinie szczęścia – może wspominać ją jako kobietę ciepłą, kochającą i wspierającą córkę. Wyniki badań pokazują, że jeśli pamiętamy nasz związek z matką jako emocjonalnie bezpieczny, mamy większe szanse na to, że podobny związek stworzymy z własnym dzieckiem. Wprawdzie nie potrafimy jeszcze dokładnie wyjaśnić, jak wzorce miłości i obcości przenoszą się między pokoleniami, ale ma to na pewno związek z rodzicielskimi wyobrażeniami na temat mających się narodzić dzieci.5 W jednym z badań psychologowie poprosili ojców i matki w trzecim trymestrze ciąży, by opowiedzieli, jakie będzie ich dziecko w wieku pół roku. Naukowcy nie sprawdzali przy tym, czy rodzicielskie przewidywania się spełniły – interesowało ich raczej, czy w ogóle były formułowane. Mówienie o dziecku jak o realnej osobie, na długo zanim pojawi się na świecie, oznacza, że traktujemy tę osobę poważnie. Zgodnie z oczekiwaniami w trakcie obserwacji okazało się, że rodzice, którzy więcej opowiadali o swoich przyszłych pociechach, pół roku po urodzeniu dziecka byli bardziej skłonni traktować je jako niezależne istoty ludzkie, posiadające własną osobowość.6

My po prostu nadaliśmy imię naszej nienarodzonej jeszcze córce. Być może najlepszym dowodem na to, że traktowaliśmy ją jak istotę ludzką, jest fakt, że daliśmy tej istocie nazwę. Imię Athena pojawiło się stosunkowo późno. Gdy była jeszcze w brzuchu, mówiliśmy o niej Tygrys, po tym, jak na USG wykonanym w dwunastym tygodniu ciąży zobaczyliśmy na łukowatym polu szarości cień ruszającego się płodu i z broszurki dowiedzieliśmy się, że powinien być akurat wielkości krewetki tygrysiej. Tak więc w brzuchu skradała się i mruczała. Miała przyjść na świat skokiem, jak Tygrysek zKubusia Puchatka,i przetoczyć się po pokoju jak żywy kłębek. Można było ją sobie wyobrazić, że pcha się do wyjścia łokciami i kolanami, ożywiając napięty brzuch Lizzie energicznymi kopnięciami i wymachami rąk. Już po narodzeniu te rączki i nóżki nie dawały nam spać przez parę tygodni. Ćwiczyła mięśnie, a nam się wydawało, że manifestuje też swoją osobowość. Ponosiła nas fantazja, ale mieliśmy pojęcie o charakterze naszej córki na długo przed tym, zanim sama mogła go nam pokazać.

Nasze wyobrażenia kształtowały nasze reakcje. Mieliśmy w głowach określony obraz i zgodnie z nim postępowaliśmy. Mówiliśmy do niej, czytaliśmy jej, pocieszaliśmy i wspieraliśmy duchowo w trudnym dziele budowania umysłu. Czuliśmy się winni, że nie potrafimy jej pomóc podczas ataków płodowej czkawki. Czasami zastanawialiśmy się, czy ktoś w ogóle nas słyszy, czy rozwijający się system nerwowy Atheny może odbierać nasze szeptane zaklęcia: „zdrowa dzidzia, szczęśliwa dzidzia, mądra dzidzia…” – wszystkie te rzeczy, których dla niej chcieliśmy, wszystkie pomyślne wyroki losu, które moglibyśmy dla niej wymodlić, jeśli tylko będziemy się starali. Żeby te zaklęcia miłości mogły przynieść jakiś skutek, musiałaby je słyszeć. A czas pokaże, czy coś z nich zapamiętała.

Jak się okazuje, używanie głosu było dobrą metodą komunikacji. Spośród różnych bodźców docierających do mięsistego schronu macicy dźwięk należy prawdopodobnie do najintensywniejszych. Łono matki nie jest tak skutecznie izolowane od hałasu jak od innych form energii, na przykład światła.7 Badania, w których używano mikrofonów umieszczonych wewnątrz pęcherza płodowego, wykazały, że natężenie dźwięku może tam sięgać dziewięćdziesięciu pięciu decybeli, co da się porównać do hałasu głośnego odkurzacza. Dźwiękowa przepuszczalność kobiecego łona pozwala psychologom sprawdzić, czy dziecko uczy się czegoś w życiu płodowym – eksperymenty w tej dziedzinie pokazały, że dzieci jeszcze w brzuchu matki mogą nauczyć się rozpoznawania jej głosu i po narodzeniu odróżniać go od głosów innych ludzi.8 Potrafią też rozpoznać muzykę słyszaną wielokrotnie w życiu płodowym. Pamięć z okresu przed narodzeniem bada się za pomocą metody nazywanej uczeniem przez ekspozycję.9

Niemowlęta, które w życiu płodowym poddawano działaniu danego bodźca, wkrótce po urodzeniu wystawia się na jego ponowne działanie. Jeżeli go pamiętają, wykazują oznaki zainteresowania: zaczynają słuchać, przestają się poruszać, ich tętno zwalnia. W jednym z eksperymentów noworodki pamiętały motyw muzyczny z serialu telewizyjnegoNeighbours,który ich matki oglądały, będąc w ciąży.10 Reagowały na dźwięki tej muzyki, odtwarzanej pomiędzy drugim a czwartym dniem po urodzeniu, przy czym nie wykazywały zainteresowania innymi, niesłyszanymi wcześniej melodiami. Noworodki w grupie kontrolnej, których matki nie oglądały serialu, nie reagowały na odtwarzaną muzykę. Jedynym wyjaśnieniem tego zjawiska jest stwierdzenie, że noworodki znające melodię zNeighbourssłyszały ją w życiu płodowym.

Chociaż tego typu ślady pamięciowe zanikają po paru tygodniach życia, widać jednak, że podstawowe mechanizmy zapamiętywania działają już przed narodzinami człowieka.11 Aby to było możliwe, system nerwowy Atheny musiał być wystarczająco rozwinięty, by przetwarzać i przechowywać nowe informacje. Gdybym tego popołudnia w pracowni USG mógł obejrzeć mózg mojej córki pod odpowiednio silnym mikroskopem, zobaczyłbym, jak nowe komórki nerwowe tworzą się w nim z prędkością dziesięciu tysięcy na sekundę. Ze stu miliardów neuronów, które budować będą jej dorosły mózg, większość powstaje przed ukończeniem trzeciego trymestru ciąży.12 Jednak te miliardy neuronów nie są jeszcze na tyle rozwinięte, by spełniać podstawową funkcję komórek nerwowych, czyli tworzyć połączenia (synapsy) z innymi komórkami. Połowa neuronów wytworzonych w trakcie początkowych tygodni ciąży zginie. Dzięki temu procesowi redukcji neuronów tylko te komórki, które zdołały wytworzyć właściwe połączenia, staną się budulcem mózgu.13 Jego rozwój opiera się w równej mierze na likwidacji, jak i na bujnym wzroście.

Neurony ludzkiego embrionu powstają w zwiniętej warstwie komórek nazywanej cewą nerwową. Powstawanie neuronów, najintensywniejsze pomiędzy drugim a czwartym miesiącem od poczęcia, odbywa się w strefie przykomorowej, w warstwie komórek wyścielających tę prymitywną strukturę. Wytworzone tu neurony migrują na swoje docelowe pozycje szlakami wyznaczonymi przez komórki glejowe, które niczym olinowanie rozchodzą się we wszystkich kierunkach embrionalnego mózgu. Badania najczęściej koncentrują się na korze nowej, silnie pofałdowanej zewnętrznej warstwie mózgu, wykształconej podczas milionów lat ewolucji. Najpierw powstaje obszar zwany płytką korową, który stanowi rusztowanie dla formującej się kory. Kolejne neurony, migrując wzdłuż glejowych szlaków, tworzą nowe warstwy, coraz bliższe powierzchni mózgu. W rezultacie powstaje struktura kolumnowa, w której każda kolumna składa się z sześciu warstw, różniących się gęstością bądź typem komórek. Przez pierwsze miesiące rozwoju mózgu w procesie masowej migracji neuronów tworzy się pół miliona takich kolumn, każda o średnicy około milimetra, składających się z mniej więcej sześćdziesięciu tysięcy komórek. Są to podstawowe jednostki funkcjonalne kory mózgowej. Na przykład w korze wzrokowej, znajdującej się w tylnej części mózgu, każda kolumna reaguje na konkretny bodziec wzrokowy, powiedzmy promień światła padający pod określonym kątem. Pomiary za pomocą elektrod wykazały, że podobną specjalizację wykazuje także kora słuchowa, położona w płatach skroniowych znajdujących się nad uszami, oraz kora czuciowa, zlokalizowana na szczycie mózgu, która przetwarza wrażenia dotykowe i ruchowe.

Kiedy neurony znajdą już przeznaczone sobie miejsce, mogą przystąpić do pracy, czyli tworzenia połączeń z innymi neuronami.14 Robią to, wykształcając wypustkę neuronalną, która może następnie zamienić się w akson (dłuższe włókno, przenoszące impulsy elektryczne w kierunku innych neuronów) lub w dendryt (krótsze, mocno rozgałęzione włókno, przekazujące otrzymane impulsy do neuronu). Żeby dosięgnąć komórek, z którymi chcą się połączyć, wypustki podążają za śladami chemicznymi, czasami pozostawionymi przez poszukiwane neurony. Na ten proces może wpływać także elektryczna aktywność neuronów.15 Chociaż rozwój mózgu odbywa się w większości według planu zapisanego w genach, niemałe znaczenie mają też warunki środowiskowe. Mózg nie rozwija się jak kwiat, według niezmiennego projektu – raczej przystosowuje się do panujących warunków, jak rozbudowujące się miasto. Stymulacja z innych rejonów układu nerwowego jest konieczna, by pobudzić neurony do współpracy z innymi neuronami – inaczej czeka je zagłada w procesie redukcji. Niczym w gęsto zaludnionej metropolii, komórki nerwowe, by przeżyć, potrzebują pracy. Te, które nie potrafią znaleźć sobie zajęcia, giną.

Środowisko impulsów elektrycznych ma także wpływ na specjalizację różnych obszarów mózgu – przystosowanie do funkcji takich jak widzenie, słyszenie czy odczuwanie dotyku.

Jedna z teorii głosi, że specjalizacja konkretnych części kory mózgowej zależy od docierających do niej bodźców zmysłowych.16 Kora wzrokowa adaptuje się do swojej roli, ponieważ odbiera informacje płynące z naszych oczu; w innym przypadku przystosowałaby się do wykonywania innych zadań. Chociaż ilość bodźców zmysłowych odbieranych w życiu płodowym jest o wiele mniejsza niż po urodzeniu, to jest tam wystarczająco dużo dźwięków, zapachów, smaków i dotyku, by rozpoczął się proces różnicowania. Co więcej, zdolność mózgu do dostosowywania się do zjawisk zachodzących w innych częściach układu nerwowego oznacza, że pozostaje on plastyczny jeszcze długi czas po przyjściu dziecka na świat. Dlatego w przypadku uszkodzenia jakiejś części kory mózgowej inne obszary mogą przejąć jej funkcję. Na przykład u dzieci z wrodzoną ślepotą, kora wzrokowa może zostać zatrudniona do przetwarzania informacji dotykowych. Wprawdzie neurony migrujące do określonych miejsc w korze mózgowej często są przystosowane do wykonywania konkretnych zadań, ale i tak plastyczność ludzkiej kory mózgowej jest niezwykła. Przemiany rozwojowe w jednym obszarze pociągają za sobą zmiany w obszarach sąsiadujących; gdy jedni awansują, inni nie pozostają w tyle. Dzisiaj często mówi się, że nasze obwody są „wbudowane”, ale to tylko część prawdy – jesteśmy plastyczni, wrażliwi na zakłócenia i uszkodzenia na wszystkich etapach rozwoju, a przy tym wyjątkowo zdolni do samonaprawy dzięki możliwościom naszego aparatu neurologicznego.

Rozwijający się system nerwowy wkrótce zaczyna dawać oznaki życia. Po prawie ośmiu tygodniach od poczęcia odpowiednio czuła elektroda mogłaby wychwycić pierwsze przejawy aktywności elektrycznej w malutkim mózgu Atheny. Mniej więcej w tym samym czasie badanie USG wykazałoby pierwsze ruchy jej ciała, takie jak odruch strachu w odpowiedzi na głośny hałas. Nowe metody obrazowania posługujące się ultrasonografią pozwalają nam obserwować złożoność zachowań płodów ludzkich ze zdumiewającą dokładnością.17 Po upływie dziesięciu tygodni od poczęcia zobaczyłbym Athenę dotykającą twarzy palcami, które już wtedy zaczynają poruszać się niezależnie od siebie. Po czterech miesiącach poruszałaby się na mniej więcej piętnaście różnych sposobów, takich jak kroczenie czy kręcenie głową, a wszystko to, zanim jeszcze Lizzie poczuła pierwsze kopnięcia.18 Niedługo potem Athena zaczęła otwierać oczy i rozglądać się po swoim podwodnym świecie. Znajdowała się w ciemnościach. Jeżeli interpretowałem jej ruchy jako próby komunikacji, zademonstrowania rozwijających się umiejętności, była to tylko jedna z rodzicielskich fantazji. Ona ćwiczyła mięśnie, a ja myślałem, że starała się coś przekazać. Moja nowa sąsiadka wydawała mi się zniecierpliwiona. Umiała już tyle rzeczy – może chciała się nimi pochwalić?

Na razie byliśmy rozdzieleni powłokami brzusznymi Lizzie i przepaścią komunikacyjną. Byliśmy zamknięci w osobnych przestrzeniach, świadomi nawzajem swojej obecności, ale niezdolni do porozumienia. Jeżeli Athena mogła mnie słyszeć mimo hałasu generowanego przez układ krążenia matki, to tylko dlatego, że jej słuch był dostrojony do akustyki ludzkiego głosu. Tkanki ciała i płyn owodniowy przepuszczają jedynie najniższe częstotliwości. Athena słyszała świat jak nurek – stłumione dźwięki, głucho brzmiące stąpanie, ciągłe bicie serca Lizzie. Głosy, mój czy Lizzie, brzmiały jak wołanie z łodzi. Chociaż w jej podwodnej grocie nie było światła, w pełni wykształcony układ przedsionkowy, położony w uchu wewnętrznym, pozwalał jej orientować się w przestrzeni. Od mniej więcej piątego miesiąca ciąży wiedziała, gdzie jest góra, a gdzie dół.

Czy Athena miała świadomość? Jakie to uczucie być małą pływającą istotą z luką czasową w głowie? Tym pytaniem, niegdyś rozważanym przez teologów i filozofów, dzisiaj zajęła się neurobiologia rozwojowa.19 Od samych zainteresowanych niczego się oczywiście nie dowiemy, ale możemy przyjrzeć się elektrycznej aktywności ich mózgów, obserwować, jak reagują na bodźce i sprawdzić, czy ich komórki nerwowe wytworzyły wystarczającą liczbę połączeń, by świadomość w ogóle była możliwa. Jeżeli spojrzymy na zapis EEG mózgu płodu, zobaczymy obraz aktywności elektrycznej w korze mózgowej nieróżniący się specjalnie od obrazu otrzymanego podczas badania człowieka dorosłego w stanie pełnej świadomości. Niemniej jednak te elektryczne ślady mogą być mylące. W badaniach ludzi znajdujących się w śpiączce również otrzymuje się „świadome” zapisy, choć nie nazwalibyśmy badanych osobami świadomymi. Wyciąganie wniosków tylko na podstawie behawioralnej reakcji na bodźce także może być obarczone błędem. Obserwowane u płodów odruchy strachu są prawdopodobnie właśnie tylko odruchami, które nie mają nic wspólnego ze świadomością. Pokazują, że niektóre szlaki odczuwania zmysłowego zostały już wykształcone, co nie znaczy, że pojawiło się także czucie subiektywne, podobnie jak odruch kolanowy nie oznacza zamiaru poruszenia nogą. Medycyna szczególnie interesuje się reakcjami na bodźce zmysłowe, ponieważ chce ustalić, czy płody odczuwają ból. Jak dotąd, po starannej analizie danych, lekarze skłaniają się ku poglądowi, że odczuwanie bólu wymaga czegoś więcej niż zdolności reagowania na nieprzyjemne doznania. Jak stwierdziło wielu filozofów, ból pojawia się wtedy, gdy jest odczuwany jako ból: czujemy wyraźnie ból zęba w zębie, a ból żołądka w brzuchu. Ból musi mieć swoją specyfikę, swój charakter. Zachowanie takie, jakby nas coś bolało, nie jest równoznaczne z odczuwaniem bólu. Inne podejście w przypadku płodu oznaczałoby przypisywanie mu zbyt dużej świadomości.

Od kiedy neurobiologia wie coraz więcej o biologicznych podstawach świadomości, zawężono kryteria przypisywania jej płodom. Badania pacjentów poddanych operacjom neurochirurgicznym wykazały, że najbardziej rozwinięta część mózgu, kora nowa, nie utrzymuje świadomości samodzielnie. Nawet podczas rozległych zabiegów na korze mózgowej wielu pacjentów pozostaje świadomych. Wygląda na to, że świadomość zależy od połączeń pomiędzy warstwami kory mózgowej a bardziej prymitywnymi strukturami podkorowymi, takimi jak wzgórze, obszar przekazujący bodźce zmysłowe do kory. Wytworzenie tych połączeń wymaga czasu. Pierwsze neuronalne związki wzgórza i płytki korowej powstają po upływie blisko osiemnastu tygodni od poczęcia. Nie wiadomo, czy te nowo sformowane szlaki umożliwiają odczuwanie bólu, ale wydaje się to mało prawdopodobne, ponieważ przeżywanie bólu zależy od różnych nabytych doświadczeń. Nie można jednak wykluczyć, że płody posiadają już w mózgu struktury konieczne do wytworzenia świadomości mniej więcej w połowie drugiego trymestru ciąży.

To nie wystarczy – należałoby jeszcze wykazać, że te struktury w odpowiedni sposób funkcjonują. Wczesne zapisy EEG mogą wyglądać jak zapisy dokonane u świadomych dorosłych, ale zazwyczaj są to przelotne, krótkie momenty zorganizowanej aktywności. Trzeba czegoś bardziej stabilnego i ciągłego, aktywności skoordynowanej w regularnych cyklach, by udowodnić, że system działa prawidłowo. Jednym z czytelnych wskaźników posiadania świadomości jest zjawisko jej utracenia, czyli zapadanie w sen. Na początku trzeciego trymestru mózg Atheny był wystarczająco dobrze rozwinięty, by zaczęła wchodzić w sen fazy REM, czyli marzeń sennych. U dorosłych sen tego typu trwa co noc przeciętnie godzinę lub dwie, płody natomiast śnią w ten sposób cały czas.20 Według niektórych teorii sen REM stanowi metodę przygotowania rozwijającego się mózgu na mnogość bodźców zmysłowych po urodzeniu. Jeżeli to prawda, marzenia senne u dorosłych byłyby pozostałościami po płodowym procesie mózgowej konfiguracji. Gdy śnimy, nasze mózgi zostają zalane bioelektrycznymi impulsami z „dołu”, z pnia mózgu, a „wyższe” ośrodki korowe starają się całą tę aktywność zinterpretować, jakby wróżyły z fusów – docierają do nich pierwotne, przypadkowe układy impulsów, „przeświecające” przez układ nerwowy, a one z całych sił usiłują nadać im znaczenie. Dane z innych dziedzin psychologii, na przykład badających wzrok, dowodzą, że takie kompulsywne poszukiwanie znaczeń jest dla układu nerwowego rodzajem odruchu, nad którym nie mamy praktycznie żadnej kontroli. Kora mózgowa to największy oszust – przypisze znaczenie czemukolwiek do tego stopnia, że damy sobie za to rękę uciąć. Taka jest rola mózgu: szukanie porządku w chaosie. Robi to bardzo przekonująco, czego dowodem jest realność naszych snów.

Athena w życiu płodowym znała sny. Tkwiła na drugim brzegu rzeczywistości i nie sposób było jej dosięgnąć. W jej dojrzewającym pniu mózgu wybuchały fajerwerki, które urzekały jej młody mózg. Nie mogłem wiedzieć, czego się tam uczyła. Istnieje teoria głosząca, że śmierć łóżeczkowa nie jest powodowana przez poduszki, kołderki czy inne potencjalnie duszące akcesoria, ale przez sny.21 Noworodek wchodzi w fazę REM, i nie mając żadnego doświadczenia w świecie zewnętrznym, śni tylko o życiu płodowym. A w życiu płodowym nie trzeba oddychać. Dziecko śni więc, że jest płodem, i zapomina o oddychaniu. Do tej pory nikt nigdy nie sugerował, że sny mogą być śmiertelnie niebezpieczne. Mogą podobno zwiastować śmierć, ale nie stawać się jej przyczyną. Jeśli okaże się, że ta teoria jest prawdziwa, maluchy będą musiały uważać – znajdują się bowiem o włos, a raczej o jedno małe zapomnienie, od śmierci. Na szczęście nasz mechanizm przetrwania jest o wiele bardziej stabilny i o oddychaniu przypomina nam cały zespół podkorowych procedur bezpieczeństwa. Ciało ma swoją własną pamięć, dzięki której nieprzerwanie bije serce i odbywa się proces przemiany materii. Nasze świadome, a nawet nieświadome myśli nigdy nie dałyby sobie rady z tak odpowiedzialnym zadaniem.

Nie mogliśmy więc wiedzieć, jak to jest. W nocy, gdy Lizzie i ja spaliśmy przytuleni do siebie, nasz Tygrys spał między nami, wiercąc się i śniąc swoje istnienie. Jednak jej rozbrzmiewające, czerwono zabarwione sny nie były podobne do magicznych przygód, jakimi bywają marzenia senne dorosłych. Dla nas sen jest często szansą wyrwania się, choćby na chwilę, z okowów rzeczywistości, a Athena nie miała jeszcze z czego się wyrywać. Na zewnątrz czekał wielki świat, gotowy zalać ją hałasem i światłem, i już niedługo będzie musiała stawić mu czoło. Przez kilka cienistych, podwodnych miesięcy jej system nerwowy szykował się do działania i wkrótce nadejdzie czas, by wypróbował swoje umiejętności. Czy życie poza brzuchem matki będzie kontynuacją płodowego snu, równie oderwanego od rzeczywistości jak wcześniej? A może będzie trudną lekcją? Świat czekał na nią i lada dzień wszystko miało stać się jasne.

III Rozkwit, życie

Zazwyczaj wyobrażamy sobie przejście z ciemności w światło, z ciszy w hałas, z ciepła w chłód. Narodziny to atak na zmysły, szok dla całego systemu nieporównywalny z niczym innym. Stres tak wielki, iż niektórzy psychologowie twierdzą, że możemy pamiętać go przez całe życie.22 Przerażający musi być nie tylko nawał doznań, ale też brutalny fakt własnego obiektywnego istnienia, zajęcia miejsca jako rzecz materialna w materialnym świecie. To, co dotąd było migoczącym snem, teraz stało się ciałem: ciężkim, niezdarnym, potrzebującym kąpieli. Narodziny to szok dla człowieka, ponieważ jego zmysły są skrajnie pobudzone, ale też dlatego, że wszystkie te bodźce otrzymały nagle zmaterializowany cel oddziaływania. Nie można uciec od własnej cielesności, nawet jeśli waży się zaledwie kilka kilogramów.

W przypadku Atheny miało być inaczej. Planowaliśmy poród w wodzie i teraz, po paru godzinach zanurzenia, woda o temperaturze ciała przynosiła efekty. Lizzie zaczęła wydawać dziwne, głębokie, erotyczne jęki, niczym mityczna syrena. Zebrały się położne, ciekawe, jak wszystko się potoczy. Idea takiego porodu polega na tym, by ułatwić dziecku przejście z macicy do świata zewnętrznego, zapewnić mu spędzenie pierwszych chwil życia w środowisku jak najbardziej zbliżonym do matczynego łona. I napędzić strachu zamożnym rodzicom z upodobaniem do „naturalnych” rozwiązań.

– Czy ona się nie utopi? – pytaliśmy, wiedząc skądś, że to będzie ona. Bez obaw. To zmiana temperatury otoczenia daje dziecku impuls do zaczerpnięcia pierwszego oddechu. Nie można odmawiać mu powietrza przez dłuższy czas, ale kilka chwil nie stanowi problemu. Dzięki zmniejszeniu stresu porodowego „wodne” dziecko jest mniej oszołomione i może pozostać bardziej przytomne przez pierwszą godzinę po przyjściu na świat, gdy noworodki są najbardziej pobudzone. Inaczej byłoby to tak, jakby przyjść na imprezę, będąc już pijanym – a tutaj trzeba spotkać się z ważnymi osobami i naprawdę się postarać.

Niestety, nie udało się. Po trzech godzinach w basenie rodząca zaczęła słabnąć. Położne sprawdzały tętno po każdym skurczu, żeby się upewnić, że z dzieckiem wszystko jest w porządku. Tętno Atheny w trakcie skurczów spadało, co jest naturalne, ale potem przestało wracać do normy tak szybko, jak powinno. Trzeba było się wynurzyć i wspomóc grawitacją. Nasza córka miała urodzić się na stałym lądzie, jak większość dzieci. Jeżeli rzeczywiście istnieją jakieś duchowe korzyści narodzin w wodzie, będzie musiała się bez nich obejść, jak inni.

A więc z ciemności w światło, z ciszy w hałas. Czy aby na pewno? Athena musiała słyszeć nasze głosy rozbrzmiewające w głębinach pęcherza płodowego wystarczająco często, by je zapamiętać; zapamiętać raczej rytm niż tonację czy konkretne dźwięki. Jej najbardziej rozwiniętym zmysłem był teraz dotyk.23 Płody usunięte z macicy w trzecim miesiącu ciąży potrafią reagować na dotknięcie ludzkim włosem w okolicy ust. Dzieci urodzone trzy miesiące przed terminem są na tyle wrażliwe, że reagują na dotknięcie włosem na całej powierzchni ciała. Czy przy tak rozwiniętym zmyśle dotyku przeciskanie się przez kanał rodny musi być koszmarnym przeżyciem? Naukowcy, którzy zajmują się tym tematem, twierdzą, że nie. Płody reagują wprawdzie na dotyk włosa, ale niekoniecznie odczuwają go jako coś nieprzyjemnego. Dopóki nie wytworzą się odpowiednie połączenia pomiędzy wzgórzem a korą mózgową, co następuje około osiemnastu tygodni od poczęcia, prawdopodobnie wcale nie potrafią interpretować bodźców dotykowych. Nawet gdy rozwój płodowy jest zakończony, należałoby zachować ostrożność, określając dziecięce doznania porodu jako ból. Ból jest także reakcją wyuczoną, odpowiedzią ciała na odstępstwo od znanego wzorca pobudzenia zmysłowego. Gdy więc organizm doznaje szoku totalnego, nie ma go z czym porównać – dlatego na przykład żołnierze na polu bitwy mogą stracić rękę czy nogę i nic nie czuć jeszcze przez kilka godzin. Noworodki są w podobnej sytuacji: nie mają pojęcia, jak powinno wyglądać życie, nie wiedzą zatem, czy przeżywany akurat fragment istnienia jest bolesny, czy nie.24

Co nie oznacza, że nasz noworodek nic nie czuje. Athena z pewnością odczuwała ciasnotę kanału rodnego, a zimne powietrze sali porodowej musiało być dla niej wstrząsem. Gdy położono ją na brzuchu matki, by zapoznała się z piersią, odczucie nagim ciałkiem bezmiaru matczynej skóry musiało być jak zatopienie się w czymś. Skóra jest największym organem ludzkiego ciała. Coś, co przez kilka miesięcy było chronione w ciepłej wodzie, nagle wystawione zostało na powietrze i cudzy dotyk. Wprawdzie po miażdżącym kości przeciskaniu się przez kanał rodny to doświadczenie zapewne nie było już tak dojmujące, jednak rozpoczęła się nauka bycia istotą materialną. Nasza córka uzyskała substancjalność. Spadła na twardą ziemię.

Oprócz tego światło: jak je rozumieć? Na krótkim filmie nakręconym pięć minut po porodzie jej oczy są podpuchnięte i zaczerwienione, ale z całą pewnością otwarte. Jej widzenie było nieostre, ale krótkowzroczność nie chroni przed oślepieniem. Filozofia zadaje pytanie, czy ktoś, kto nigdy nie doświadczył jakiegoś świadomego doznania, na przykład nie ujrzał koloru czerwonego, może kiedykolwiek pojąć jego naturę?25 To samo odnosi się do każdego subiektywnego odczucia. Czy można zrozumieć, czym jest światło, jeśli nigdy nie widziało się światła? Dla nas byłoby to jak nabycie jakiegoś nowego zmysłu, który z trudem możemy sobie wyobrazić bez porównywania do innych zmysłów, jakie posiadamy. Jednak tego typu porównania są nieskuteczne. Światło nie jest do niczego podobne. Albo się je widziało, albo nie.

Athena widziała twarz matki, inne twarze dookoła, fragmenty łóżka, wnętrze szpitalnej sali. Po kilku miesiącach życia płodowego świat wreszcie się pojawił. Oto jej pierwsza lekcja rzeczywistości, choć prawdopodobnie była zbyt oszołomiona, żeby na niej uważać. Fizyczny stres porodowy, szczególnie niedobór tlenu podczas przesuwania się w kanale rodnym, spowodował u niej lekką hipoksję, coś podobnego do euforii doświadczanej po intensywnym biegu. Mogła też czuć lekki ból głowy. Noworodkową hipoksję interesująco opisali Daphne i Charles Maurerowie, porównując ją do długiego i szybkiego biegu wzdłuż ruchliwej, jasno oświetlonej ulicy: hałas pobudza zmysły, a niedotlenienie powoduje lekki odlot.26 To jak koniec szalonej całonocnej zabawy – wydaliśmy nawet pieniądze przeznaczone na taksówkę, więc wracamy na piechotę. Zwiedziliśmy prawie wszystkie kluby w mieście. Spotkaliśmy super dziewczynę – na imię jej Ma – która jest tak samo wstawiona jak my. Jak wrócimy do domu, nie wstaniemy z łóżka przez trzy dni. Zgubiliśmy płaszcz i jest strasznie zimno, ale co tam, to była niesamowita zabawa, wspaniały show. Co za noc.

Przez jakąś godzinę po porodzie noworodek jest najbardziej ożywiony. Podobnie jak matka, przeszedł granicę zmęczenia i wkroczył do tej chwiejnej krainy, w której trzeźwiejące nastolatki roztrząsają zagadnienia filozoficzne i oglądają wschód słońca. Kiedyś mówiło się, że to najlepszy moment na tworzenie więzi, randka wyznaczona przez naturę, by matka i dziecko mogli dobrze zacząć wspólne życie. Tymczasem prawdopodobnie jest to tylko przypadkowy skutek uboczny porodowego pobudzenia zmysłowego, adrenalinowy haj bez większego znaczenia. Tak czy siak „hipoteza więzi” została obecnie zdyskredytowana i rodzicom mówi się, by cieszyli się wspólną magiczną pierwszą godziną bez poczucia, że powinni robić coś szczególnego. W niektórych szpitalach muszą jeszcze opędzać się od naukowców, którzy także chcą skorzystać z tych pierwszych momentów ożywienia. W badaniach takich jak wspomniany wcześniej eksperyment z motywem muzycznym serialuNeighbourspsychologowie muszą mieć pewność, że wszystkie obserwowane reakcje nie mogły zostać nabyte już po narodzeniu. Dlatego wiele wydziałów psychologicznych ma swoje placówki w szpitalach położniczych, żeby świeżo upieczone noworodki mogły wypełnić zobowiązania wobec nauki tak szybko, jak to możliwe. Najmłodszy uczestnik klasycznego badania mechanizmów naśladowczych u dzieci miał zaledwie czterdzieści trzy minuty – i nawet on wykazywał pewne zdolności do naśladowania wyrazów twarzy, z czego można wnioskować, że ta umiejętność jest wrodzona, a nie wyuczona już po przyjściu na świat.27

Na razie kariera Atheny jako uczestniczki eksperymentów psychologicznych jeszcze się nie zaczęła. Kilka godzin później obserwowałem ją, śpiącą głęboko w inkubatorze ogrzewanym przez skomplikowane elektryczne urządzenia. Jak to się zdarza u wielu noworodków, jej temperatura po porodzie znacznie spadła. Gdyby się teraz obudziła, mogłaby usłyszeć ruch na korytarzu, głosy lekarzy i pobrzękiwanie wózków rozwożących obiad, może nawet oddech śpiącej nieopodal matki. Wcześniejżadne wyższe tony do niej nie docierały, przefiltrowane przez wody płodowe i matczyne tkanki, i dopiero teraz zaczęła słyszeć je wyraźnie. Musiał to być dla niej dość hałaśliwy świat do spania. Patrzyłem, jak oddycha, zastanawiając się, jak długo będzie jej się udawać ta nowa sztuczka – kiedy będę musiał nacisnąć przycisk alarmowy na ścianie, przybiegną ludzie i okaże się, że tylko udawała, odgrywała rolę żywej dziewczynki, istoty oddychającej, jednej z nas. Zapomniałem jednak, że wcześniej trenowała – przez ostatnie trzy miesiące coraz częściej „oddychała”, wciągając do płuc płyn owodniowy.28 Jej mięśnie oddechowe były teraz w pełni gotowe do pracy i wysiłku przez następne dziesiątki lat. Przeciskanie się przez kanał rodny pomogło jej pozbyć się płynu z płuc, a teraz musiała tylko pamiętać, że jej świat się zmienił i to, co wcześniej ćwiczyła, zaczęło się na poważnie. Na szczęście pamiętała.

Nie było przebudzeń w obcym pokoju i zastanawiania się, skąd się tu wzięłam. Prawie w ogóle nie było przebudzenia. Noworodki przesypiają zazwyczaj jakieś szesnaście-osiemnaście godzin na dobę i tylko niewielką część pozostałego czasu spędzają w stanie prawdziwej czujności. Ale ten maraton snu w pierwszych tygodniach życia nie jest wcale zapadaniem w nieświadomość, jak by to było w przypadku dorosłego. W naszych mózgach cykle świadomości i snu regulowane są przez wzgórze, które wyłącza obwody w korze mózgowej, kierując się bodźcami zmysłowymi. Chociaż niezbędne połączenia między wzgórzem a korą istnieją u płodu już od połowy ciąży, to aktywność samej kory po urodzeniu nadal pozostaje nieuporządkowana. Większość rzeczy, które Athena umiała robić – oddychanie, ssanie, inne odruchy – pozostawała pod kontrolą podkorowych ośrodków mózgu i wcale nie angażowała kory mózgowej. Na razie kora nie robiła niczego szczególnie pożytecznego, więc to, że wyłączała się na czas snu, nie miało większego znaczenia.29