Dzieciństwo? Czyli byłam molestowana seksualnie - Milena Kamińska - ebook

Dzieciństwo? Czyli byłam molestowana seksualnie ebook

Milena Kamińska

3,5

Opis


„Dzieciństwo ? Czyli byłam molestowana seksualnie” Mileny Kamińskiej przedstawia historię młodej dziewczyny, która od najmłodszych lat była ofiarą molestowania seksualnego. Doświadczyła tego ze strony ojca, a także starszego od niej chłopaka podczas wakacyjnego obozu. Jako dwunastolatka nie miała pojęcia czy wolno wobec niej tak postępować, wewnętrzny ból wobec takich sytuacji podpowiadał jej jednak, że nie. Jako ofiara wieloletniego poniżania już jako nastolatka chciała skończyć z własnym życiem, okaleczając się, by ulżyć w cierpieniu. Przez wiele lat pozostawała sama z balastem, pod którym ugiął by się niejeden dorosły. Brak wsparcia ze strony najbliższych, wytykanie palcami w szkole, brak zaufania do mężczyzn, brak komunikacji w domu, ciągłe awantury i życie w strachu – taka przez wiele lat była jej rzeczywistość.

Książka „Dzieciństwo ? Czyli byłam molestowana seksualnie” powstała z potrzeby podzielenia się przeżyciami, ale także obnażenia tematu tabu – jakim jest molestowanie w domu czy przez starszych kolegów na obozach, koloniach, w szkole. Jest ona także dowodem na to, jak ważna jest rola komunikacji w relacji rodzic – dziecko, dziecko – terapeuta. Pokazuje także, że z każdego kryzysu można wyjść. Wymaga to jednak odpowiedniego podejścia, zrozumienia i wsparcia. Bohaterka książki wygrała tę walkę. Choć jej życie nie jest jeszcze do końca takie, jak być powinno, znalazła w sobie siłę, by walczyć i przetrwać.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 218

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,5 (14 ocen)
6
2
1
3
2
Sortuj według:
agnieszka3201

Nie oderwiesz się od lektury

To poruszająca, autobiograficzna pozycja. Autorka zdecydowała się szczerze opowiedzieć swoją historię. Lektura tej książki poruszy nas, uświadamiając, jak nieodwracalne szkody wyrządza przemoc seksualna. Tę książkę, która wyczuli nas na zjawisko przemocy seksualnej, trzeba przeczytać.
00

Popularność




Milena Kamińska
Dzieciństwo? Czyli byłam molestowana seksualnie

Milena Kamińska „Dzieciństwo? Czyli byłam molestowana seksualnie”

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z  o.o. 2015 Copyright © by Milena Kamińska, 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Jacek Antoniewski

Projekt okładki: Robert Rumak

Korekta: Paulina Jóźwiak

Ilustracje na okładce: @ laciatek – Fotolia.com

ISBN: 978‒83‒7900‒379‒2

Wydawnictwo Psychoskok sp. z  o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-500 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 665-955-131

wydawnictwo.psychoskok.pl

Opowieść

dziecka

pozbawionego

prawa do dzieciństwa…

Długo myślałam nad tą książką. Zastanawiałam się bez końca, czy wolno mi to powiedzieć. Aż wreszcie po 14 latach znalazłam rozwiązanie, znalazłam sposób na życie bez lęku... Nauczyłam się go. Tak, powiem o  tym, bo przecież to nic wstydliwego – a  nawet jeśli komuś może się tak wydawać, to należy o  tym mówić…Wyjść z  cienia milczenia.

To może pomóc wielu ludziom... Chciałabym, by Ci, którzy stracili wiarę i  siłę do walki, uwierzyli, że jednak się da. Postarali się zrobić krok do wyjścia z  cienia milczenia... lub po prostu poczuli, że nie są sami. A  osoby, których nie dotyczą osobiście te sytuacje, spróbowały zrozumieć, dlaczego niektórzy zachowują się tak, a  nie inaczej... Zobaczyli tę drugą stronę życia...

Czasem cofnięcie się do tych najboleśniejszych wspomnień jest jedyną metodą na otworzenie przed skrzywdzoną osobą nowych drzwi do bezbolesnego i  spełnionego życia.

Wymaga to czasu...

To właśnie dzisiaj postanowiłam, że wydam tę książkę TERAZ; że w  tym momencie żadna inna praca nie przyniesie mi więcej satysfakcji niż napisanie książki i  jej wydanie – z  nadzieją myśląc o  tym, że być może komuś ona pomoże. To odpowiedni moment, moje życie wciąż posuwa się do przodu, realizuję swoje zamierzenia, dążę do celu... choć niestety jest trudno, bo jeszcze nie wszystko jest tak, jak być powinno; istnieją w  moim życiu czynniki, które uniemożliwiają mi swobodne, spełnione życie; a  co najważniejsze – spokojny powrót na studia i  bycie na nich sobą oraz wykazanie się właściwymi i  prawdziwymi umiejętnościami intelektualnymi i  wszystkimi innymi, które posiadam. Jeden jedyny czynnik, którego nie udało mi się jeszcze zmienić, to środowisko – miejsce, w  którym mieszkam, ludzie, z  którymi mieszkam... to kiedyś mnie zniszczyło, w  każdym szczęśliwym momencie mojego życia podcinało skrzydła; w  każdym momencie kiedy byłam sobą, nakazywało zamknąć usta, spuścić głowę w  dół i  zniknąć... tak, by nikt mnie nie zauważył. Teraz staram się robić wszystko, by zmienić to środowisko; bo jak osoby do niego należące mówią – nie zmienią się... czyli nigdy nie zrozumieją, że krzywdzą i  nie chcą tego zmienić; mnie już to nie rani, jednak utrudnia w  znacznym stopniu życie i  bycie prawdziwą sobą, którą przez ostatnie 20 lat być nie mogłam. Mam 22 lata...

Najważniejsze jest dla mnie to, że poczułam siłę mówiącą: Nie muszę być najlepsza na świecie, ale mogę być najlepsza dla świata. Więc na co jeszcze czekam? Czas działać! Realizować się... realizować plan swojego serca... potrzeby własnego serca... własne potrzeby, nikogo innego.

To uczucie jest bardzo silne – indywidualne, niepowtarzalne, znane wyłącznie mnie... tej, która przeżyła nieprzeżywalne...

Przeżyliśmy razem cały wiek...

To było dzieciństwo...

moje stracone dzieciństwo.

Trwało tak krótko, a  ciągnęło się całe wieki...

--------------

Wszędzie i  ciągle był tylko on…

Zakradał się po cichu…

Nagle – był tam, gdzie nie powinno go być.

Wypełniał każdą sekundę mojego życia… czy tak naprawdę ciągle mnie śledzisz?

To niemożliwe – ciebie tu nie ma…

Widziałam go. To nie był on – prawda?

W życiu bywamy poniewierani, deptani, upokarzani i  obrażani, a  mimo to wciąż jesteśmy tyle samo warci…

Dlaczego milczysz?

Dzień dobry!

Przepraszam, jeśli mówię za głośno, ale… ale nie potrafię inaczej. Tamta Pani po drugiej stronie tej szyby poprosiła mnie, abym się przedstawiła i powiedziała coś o sobie... musiałam jej posłuchać, nie chciałam zostać ukarana, nie chciałam zrobić jej przykrości. Nigdy nikomu starałam się jej nie sprawiać, nigdy nie chciałam, żeby ktoś mnie ranił…

Wracając do wcześniejszej kwestii – kim jestem?

Mam dziesięć lat, jestem złotowłosą dziewczynką o niebieskich oczach, każdego dnia, jak patrzę w lustro, mam wrażenie, że są smutne… Lubię śpiewać, podobno jestem dobra z wf-u, staram się dobrze uczyć i raczej mi to wychodzi. Mam jedną przyjaciółkę, lepszy kontakt z kolegami z klasy, z dziewczynami też się dogaduję, ale… jesteśmy różne.

Rzecz, którą najbardziej lubię to… nic nie przychodzi mi do głowy…

Rzecz, której najbardziej nie lubię to… boję się o tym mówić, nie lubię tego mieszkania, nie lubię tych krzyków, nie lubię patrzeć, jak się kłócą, nie lubię patrzeć, jak mamusia płacze…

Najbardziej nienawidzę własnego domu, w którym nie mam spokojnego kąta dla siebie… i w ogóle miejsca, w którym czułabym się bezpiecznie…

Dlaczego go nienawidzę?

To długa historia…

Chciałabym nie pamiętać, chciałabym zapomnieć… chciałabym… tak bardzo bym chciała, żeby to nie miało miejsca w moim życiu… żeby się nie wydarzyło, zniknęło i już nigdy nie wróciło.

Urodziłam się jako wcześniak, przez większą część mojego…? Trzy kropki, znak zapytania, tam dalej chyba powinno znajdować się słowo życie, ale… nie, nie wiem – niech to będzie większa część mojego metaforycznego życia, życio-śmierci; największa część mojego życia to właśnie stanie na granicy życia i śmierci, to się powinno tam znaleźć. Mówiono mi, że miałam dużą niedowagę, byłam malutka i nie oddychałam. Nie mogłam umrzeć, zostałam podłączona do respiratora i tam po jakimś czasie odżyłam. Czy było warto walczyć? Było ciężko… bardzo ciężko.

Przecież mogłam się po prostu nie narodzić, albo od razu umrzeć… lub urodzić się martwą. Poddać się i nie walczyć, przeżyłam zbyt duży szok, wychodząc na powierzchnię… na świat.

Potem, jak się okazało, byłam nieproszonym gościem nie tej płci, dla ludzi noszących miano pseudorodziców. Było mi smutno… miałam nazywać się Maciuś… miałam być zupełnie inna. „Inna”, czyli taka, którą by akceptowali, a raczej powinnam być innym, który za to –y na końcu, zostałby przyjęty w progi, może wtedy rodziny?

Dalej nie wiem… znaczy wiem, co było, ale to mało istotne. Parę razy trafiałam do szpitala… nie lubiłam tam jeździć, nie lubiłam patrzeć na to, jak inne dzieci mają kochających rodziców, jak inne dzieci mają rodziców… a nie tak, jak ja. Nie wiem, czym jest rodzina… ciągle wokół słyszę krzyki i bardzo mi się to nie podoba, bardzo boli, często płaczę. Tylko muszę starać się robić to tak, żeby nikt nie usłyszał… najczęściej, jak już ktoś zobaczy, mówi mi, żebym przestała albo że płakać nie wolno. Przez to wszystko co mówią, czuję się naprawdę źle.

Jak się czujesz?

Czuję wstyd… wstydzę się tego, że płaczę, bo ona ciągle powtarza, że nie wolno, że to źle.

Czasem, jak idę do szkoły, mówi, żebym nikomu nie mówiła o tym, co się dzieje w domu i żebym o tym pamiętała, że nie wolno mi mówić.

Zdarzają się momenty, kiedy jest trudno… chciałam wstać z ławki, podejść do wychowawczyni… mówiła, że w razie gdyby coś się działo, żebyśmy jej mówili. Inni uczniowie tak robili. To był czwartek, każdy po kolei podchodził i pokazywał usprawiedliwienie lub załatwiał jakieś inne sprawy. Mojego nazwiska nie wyczytała… przecież codziennie chodzę do szkoły, jestem na każdej lekcji… więc najwidoczniej nie miała ku temu powodu. Chciałam wstać, podejść, bez zeszytu, ale ze łzami w oczach i powiedzieć wychowawczyni, że już nie mam siły, nie chcę wracać do domu, bo tam jest strasznie i… bardzo, ale to bardzo chciałam poprosić kogoś o pomoc. Potrzebowałam wtedy z kimś o tym porozmawiać. Wtedy… jak jeszcze potrafiłam mówić. Wokół nikt nie zauważał problemu, bo właściwie żadnego nie było. Nie wiem jak podchodzili do tego sąsiedzi, ale ściany są cienkie i mają uszy, a idę o zakład, że było słychać przez nie kłótnie i wrzaski rodziców. Może ktoś usłyszał, że płaczemy? Albo że to ja płaczę?

I tak nigdy nikt nie przyszedł.

Czasem budziłam się ze spuchniętymi oczami, ale zawsze można było powiedzieć, że jestem niewyspana. Nikt nigdy nie podejrzewał, że coś mogłoby być nie tak. Żeby nie słyszeć tego, co dzieje się wokół, zatracałam się w nauce… a raczej siedziałam nad książkami i zeszytami. Czasem nie potrafiłam czegoś zrobić, ale nie lubiłam dostawać innych buziek niż wesołe słoneczka i dlatego bardzo się starałam. Jedyne co mogłam usłyszeć, to pytanie: Czy lekcje są już odrobione?

Zawsze odpowiadałam, że tak, taka też była prawda, ale w rzeczywistości nikt nie sprawdzał tego, czy zrobiłam to, co powinnam zrobić. Liczyło się jedno zdanie: Lekcje są odrobione.

Później… przestało mieć to znaczenie… Choć zawsze były zrobione i zawsze zapisana w mojej głowie była kolejność… wracam z treningu do domu, w autobusie zaczynam się uczyć, w domu zjadam lub też nie obiad, uczę się dalej, idę do szkoły, uczę się, uczę, wykonuję swoje obowiązki, zdobywam najlepsze oceny, biorę udział w przeróżnych konkursach – wygrywam je… uczę się, uczę i właściwie – co z tego? Stypendium, stypendium, stypendium, czerwony pasek, wyróżnienie, dyplom… nie jeden, ale całe mnóstwo. Teraz właściwie można by było zapytać, po co? A raczej dlaczego? Czy jako mała dziewczynka, później trochę większa, naprawdę uczyłam się, bo chciałam? Bo wolałam zrezygnować z kontaktów z rówieśnikami i żyć w świecie książek?

Wiesz… zgadza się, walczyłam o swoją przyszłość – ale to dopiero przyszło później, a co się działo wcześniej?

Po wielu latach nastąpił dzień, kiedy postanowiłam zawalczyć ponownie o własne, ale tym razem o godne i sprawiedliwe, życie… takie, o które już nigdy więcej nie będę musiała toczyć bitwy z nieznanym mi rezultatem…

To był taki normalny dzień… obudziłam się ze łzami w oczach, choć tak naprawdę nie przywiązywałam do tego dużej wagi. Byłam pozytywnie nastawiona do tego, że dzisiaj pójdę do szkoły, w której będę mogła się uczyć i w której będzie leżał dziennik, w którym przy moim imieniu i nazwisku zostanie wpisane ładne „5”. Z drugiej strony byłam ciekawa, co się stanie później… tak, to później miało być początkiem tej walki, o której nie wiedziałam nic – a nawet nie wiedziałam, z kim przyjdzie mi współdzielić ten ciężar. Trochę się obawiałam, byłam w bojowym nastroju, ale z drugiej strony jednak się bałam – nie wiedziałam gdzie jadę, nie wiedziałam, co kryje się za tymi drzwiami… Pomimo tego postanowiłam, że nie będę o tym myślała. Gdy będę na miejscu i okaże się co, jak i kim jest ta tajemnicza osoba, zadecyduję, w jaki sposób rozpocząć te rozgrywkę. A raczej myślenie o grach nie wchodziło w rachubę… to był mój pierwszy samodzielny, poważny krok. Krok, którego nie żałuję…

Kilka lat później… a może miesięcy, dni, tygodni?

– Czy próbujesz mi powiedzieć, że ktoś cię zgwałcił?             – Nie, naprawdę NIE! – powiedział zewnętrzny głos.             – Niieeee… TAK, ale nie mogę powiedzieć – dodał głos wewnętrzny w trakcie .  ---- CISZA ----  

Właśnie nastąpił moment, w którym nie potrafię mówić; głos zewnętrzny musiał z tego sprytnie wyjść. Jeszcze nie potrafię, właściwie to przecież wszystko jedno czy to prawda, czy nie i tak nic już tego nie zmieni. Raczej, nie… a może? Nie… nie wiem tego.

Ale... jak było naprawdę?

(Nie wyciągaj pochopnych wniosków, przeczytaj dokładnie.)

Opisałam swoje doświadczenia, ich kolejność miejscami zmieniłam, a czasem wyostrzyłam charakter zdarzeń, by lepiej wyrazić to, co wydaje mi się najważniejsze; jednak wszystkie opisane zdarzenia są prawdziwe. To moja przeszłość…

–        Może i WIDZIAŁAM/nie widziałam gwałciciela, na pewno widziałam oczy, które posiada osoba, która zrobiła komuś coś bardzo złego…

–        Ktoto jest?

–        Nie wiem, znam tylko oczy.

–        Czy widziałaś je u kogoś?

–        Tak.

–        U kogo?

–        Miały je trzy osoby – mój eks, on, lekarz…

–        Czy coś Ci zrobili?

–        Tak. Dwóch z nich.

–        Co Cizrobili?

–        Skrzywdzili mnie.

–        W jaki sposób?

–        Nie chcę o tym mówić. To trudne, o tym wszystkim napisałam w tej książce… (ta książka to słowa, które tak długo nie przechodziły mi przez krtań, kiedyś...)

Pamiętasz? Zbliżały się te dni, ten czas, do którego odliczałam godziny, minuty a nawet sekundy. Chciałam opuścić ten świat, by móc być wśród tych, z którymi czuję się dobrze – być wśród przyjaciół, którzy niestety mieszkają daleko ode mnie. Ale ta więź jest tak silna…, że nic jej nie rozerwie, taką mam nadzieję. Może uda mi się poznać nowych ludzi? Właściwie poznaje ich ciągle, nie umiem bez tego żyć… nowe kontakty są mi potrzebne, one nadają inny obraz mojemu życiu… Dzięki nim ma więcej kolorów i brzmień.

I

 27. 06. 2005

            Po raz kolejny słyszę ten dźwięk, znajomy – oznacza on, że trzeba wstawać. Budzik, budzik, budzik do zabawy dzieci budzi... najpierw wyłączyć, potem wstać. Zakładam białą bluzkę, spódniczkę, myję zęby, makijaż i BÓSTWO! A przynajmniej tak mi się wydaje. Zastanawiam się nad tym, czy nie mam przypadkiem zbyt dużego dekoltu? Może tak jest? A zresztą… to nie jest ważne. Kierunek – kuchnia, lodówka. Sałata, chleb, masło, szynka... szybkie śniadanie, zjadłam, pyszne było! Kwiaty w rękę, zakładam buty i wyruszam w drogę, nie zapominając o najważniejszym – muzyce. Idę w kierunku przystanku, przyjechał autobus – jak zawsze wcześniej, musiałam podbiec. Zmęczyłam się, usiadłam na jednym z nowych siedzeń w autobusie i godzinę drogi spędziłam w strasznej duchocie. Okna są zablokowane, autobus jest klimatyzowany, przeczytałam w pewnym momencie. To było ciekawe, potrzebowałam więcej powietrza!  Mimo niewygody, dzisiaj wyjątkowo mi się opłacało to przetrwać – nareszcie skończy się ten koszmar... czas wysiadać, od razu spotykałam koleżanki. Jak zawsze przeszłyśmy przez kładkę obok szpitala wzbudzającego we mnie grozę. Pokonałyśmy przejście dla pieszych, przeszłyśmy 100 metrów i weszłyśmy do szkoły. Dzisiaj chcę z niej wyjść jak najszybciej. Nie skupiam uwagi na tym, co się dzieje i tak zawsze znaczyłam nic. Byłam czasem najlepszą zawodniczką na boisku, ale to się liczyło tylko podczas meczu. Jestem kroplą wody i tak szybko, jak ona paruje, chciałabym wyparować ze szkoły.

Rozdanie świadectw – bez rewelacji, biało-czerwony pasek to coś niemożliwego (podświadomość: a to się jeszcze okaże!). Musiałam pamiętać, że w tym momencie należy włączyć uśmiech i udawać szczęśliwego człowieka. Opłacała się zabawa w aktorkę, przynajmniej dlatego, bo za chwile miałam opuścić progi tej koszmarnej instytucji!! Wyszłam, nie zwracając na nic uwagi, szłam w stronę przystanku. Widzę znajome twarze... normalne udają, że mnie nie widzą... – ja ich nie chcę widzieć, nie były nic warte. Tak, było zawsze.             WAKACJE! To jest w tym momencie najważniejsze, nareszcie odpocznę. Kolejną godzinę spędziłam w autobusie, włączyłam muzykę i myślałam. A może by tak poznać kogoś na obozie? Jak to jest mieć chłopaka, tak na serio? Rozmarzyłam się... będzie co będzie. Byłam już w domu, czekały na mnie pyszne lody, tylko jeszcze musiałam dojść do lodówki. Wzięłam całe opakowanie, rozkoszowałam się ich smakiem – wspaniałe. Czas się pakować, jutro wyjazd. Wyciągnęłam torbę, torebki... ubrania – bielizna, kostium, spodenki, koszulki, ręczniki, kosmetyczka, klapki, okulary...

Ale tego wszystkiego dużo wyszło, pomyślałam. Nie jest wcale takie ciężkie, to najważniejsze. Jutro o 12.30 jest autobus do babci, wybiła 21, najwyższy czas się położyć. Sama ciągle sobie tłumaczę, że decyzja, którą podjęłam jest i będzie dobra. Wybrałam obóz, na którym byłam w tamtym roku, chciałam przeżyć to jeszcze raz! Super atmosfera sprawiła, że zapragnęłam tam wrócić. Zrezygnowałam z wyjazdu, na którym powinnam być obowiązkowo. Upiecze mi się? Chcę tylko odpocząć, choć na chwilę od codziennych treningów, ciężkiej, wyczerpującej rutyny… Zasnęłam, jak zabita. Sny – uwielbiałam je! Przenoszę się wtedy zupełnie gdzieś daleko od rzeczywistości. A może to sny prorocze? A może kogoś poznam? Będziemy żyć długo i szczęśliwie, jak w bajce, pięknej bajce. Będzie, co będzie. Lepiej dmuchać na zimne.

II

28.06.2005

            Wzięłyśmy walizki, dobry humor i wyruszyłyśmy w drogę... Ale na szczęście ja tego nie niosłam. Przyjechał autobus, jak zwykle dużo ludzi... a wszyscy szli na dworzec, bo jakby mogło być inaczej. Znalazłyśmy trzy wolne miejsca, usiadłyśmy, chciałam być jak najszybciej u babci.  Wysiadłyśmy, trzeba było przejść na stanowisko, z którego odjeżdża autokar. Ilu tam ludzi – więcej was być nie mogło? Wsiadłyśmy, miejsca miałyśmy pośrodku, czekały mnie 4 godziny jazdy. Oczywiście, jak zawsze w podróży, miałam przy sobie moją ulubioną gazetę ”13–nastkę”, ciekawych rzeczy można się dowiedzieć. HA! A może zrobiłam coś niedozwolonego, czytając ją? Ja nie miałam jeszczetrzynastu lat, ale wyglądałam na trzynastolatkę. Minęła godzina. Kierowca włączył radio, a ja poszłam spać, żeby szybciej minął czas… WrrrWrrrBrrBruu... wibrował mój telefon, siostra dzwoniła.             – Halo.             – Halo, halo... o której będziecie? Jest 15.30.             – Mamo, o której dojedziemy?             – Korki są, tak na siedemnastą – powiedziała.             – Na siedemnastą, bo korki są – powtórzyłam siostrze.        Koniec rozmowy.             Czytałam gazetę, spałam, grałam na komórce, spałam... Mama mnie obudziła, za chwilę miałyśmy wysiadać. Czekali na nas na przystanku. Doszliśmy do domu babci.         – Cześć babciu! Milion słodkich buziaczków, jak zawsze.         – Zjedz coś dziecko!      Tak, to było danie popisowe babci. Zawsze wszystkim smakuje, ciepła herbatka i rodzinka w komplecie.        Przynajmniej nie ma tu tego, ojca... pomyślałam. Dostałam SMS-a o treści: Przyjechałaś już? Odpisałam: Tak, do zobaczenia jutro.   Rodzinka w komplecie, ciekawie się zapowiadało. Czas iść spać.

III

29.06.2005

            Wrrrwrrwrrrwrrr... słyszałam szum suszarki, ktoś suszył głowę, dobra pobudka.  Trzeba wstawać, kolejka do łazienki, kto pierwszy ten lepszy, siostra chciała się wepchnąć przede mnie:

– Jestem starsza i nie masz, co gadać – mówiła.

Jej starość mnie powalała,14 lat, tak. Skończyło się na tym, że poszła spać, a łazienkę zajęłam ja. Tylko co założyć? Miałam wytrzymać osiem godzin w autokarze, a na zewnątrz był taki ukrop. Trudno, założyłam pomarańczowe, krótkie spodenki i turkusową bluzkę na ramiączkach, wzięłam na wszelki wypadek polar. Rano było troszkę chłodno.       Wyszliśmy, poszłyśmy na miejsce zbiórki, autokar już czekał... i ferajna małych istot też. Widziałam moją najlepszą przyjaciółkę - Olę! Rodzice pakowali jej torbę do bagażnika. Zaczęliśmy wsiadać do pojazdu.

– Ja, przy oknie! – wykrzykiwałam.

Wybrałyśmy miejsca z tyłu po prawej stronie. Na samym końcu usiadły dziewczyny, które były ze sobą wyjątkowo zaprzyjaźnione.             – Słuchajcie, zatrzymamy się za jakieś pół godziny po drugą grupę uczestników obozu, ogłosiła opiekunka. Ruszamy. Dojechaliśmy... dzieci wsiadały, znowu same maluchy – cicho szeptałyśmy. Ale na końcu wsiedli oni – wyróżniali się, widać było, że są starsi. Trzej jakże przemili chłopcy. Zrobili obchód wzdłuż korytarza autobusu, usiedli niedaleko nas, ten jeden ciągle się na mnie patrzył. Dziwnie się czułam. A może jest ich dwóch? Bracia bliźniacy? Wystarczyło to, że bracia robili wrażenie. I co? Czy teraz będą się do nas zalecać? Jeden do Oli, ona tego nie zauważała, ja, jak najbardziej. Ten drugi patrzy na mnie, ma niebieskie oczy. Przerwa, wreszcie! Wysiedliśmy z pojazdu, to był nasz pierwszy słowny kontakt. A co mi szkodzi poznać nowego człowieka, chyba nic… myślałam. Wsiedliśmy z powrotem, jechaliśmy dalej, mijaliśmy piękne krajobrazy. Byłam z nim już na ty, pierwszy kontakt mieliśmy już za sobą. Gdy spytałam go, ile ma lat, odpowiedział, że siedemnaście. Czyli jest o pięć lat starszy. Tylko nie zapytał, ile ja mam lat, ciekawe dlaczego? Mimo różnicy wieku, całkiem nieźle nam się rozmawia. Może coś z tego będzie?

IV

 30.06.2005

            Nadszedł czas, by wstawać! Był piękny, słoneczny dzień. Nowy dzień, z nowymi ludźmi, w nowym otoczeniu, pierwsza noc w nie swoim łóżku. Ach wakacje – W A K A C J E!!!

Tylko, gdzie ja właściwie byłam? Pamiętam, że było tak...             – Cześć, cześć, dzień dobry! O 9 zbiórka na śniadanie.

Wszyscy są w szoku, trzeba się przestawić na inny sposób odżywiania albo... jeść to, co jest, można przytyć, można stracić na wadze. Nieważne to jest przecież. Jemy… to nie dobre, co to jest? Nie przeżyje na takim jedzeniu. Wracamy do pokoju.             – Jak ci się tu podoba? – zapytała koleżanka.             – Jak na razie jest dobrze. Wiesz, że ten chłopak, brat... hm... tego najstarszego, cię podrywa?             – Tak?  Zawsze widziałam to, czego inni nie widzieli. Ktoś zapukał.             – Proszę!             – Zbiórka o jedenastej, idziemy na boisko a po drodze do sklepu.             – Hura!!! Sklep! Nareszcie!             – Kupmy sobie farbę do włosów – zaproponowała Ola.             – Ok. Ale jaką? Może blond?              – Niech będzie, tylko jasny.  Wchodzimy do sklepu, mnóstwo rzucających się w oczy słodyczy – czekolad, cukierków różnego rodzaju.             – W Polsce takich nie ma! Bierzesz coś?             – Może tę czekoladę, albo nie, nie mam ochoty na słodycze.             – Dobrze, przecież przyjechałaś tu schudnąć – mówi głos wewnętrzny.  Idziemy dalej, kosmetyki – bierzemy farbę, płacimy, pełno śmiechu przy kasie, niestety my nie znamy takiego języka, po dziesięciu minutach w końcu nas zrozumieli. Poszłyśmy w stronę autokaru, nie ma nikogo, usiadłyśmy na krawężniku. Minęło pięć, dziesięć, piętnaście minut.             – Ale słońce piecze, co dziewczyny?             – Trochę gorąco, ale można się przynajmniej opalać.             – No, to bluzki w górę! – powiedział.  

Śmiech, nie rozpędzaj się tak koleś, pomyślałam. Takie ładne niebieskie oczy masz, oddaj mi je, po raz kolejny moja dusza się rozmarzyła.  Przyciągnęły go też moje, podobno błyszczące źrenice – ehm... mówią mi to wszyscy, jak do mnie startują. Do przeuroczo pięknej dwunastoletniej dziewczynki. Która... PO PIERWSZE nie wygląda na tyle lat.  PO DRUGIE, jest bardziej rozwinięta psychicznie od swoich rówieśników.             – Wsiadać do autokaru! – słychać donośny głos opiekunki naszej grupy.             – Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć... dwadzieścia siedem – jednej osoby brakuje!  Bob biegnie ze słodyczami.

– Wsiadaj i nie spóźniaj się następnym razem – upomniała go opiekunka.  Wszyscy grzecznie usiedliśmy, lecz nie tak jak zawsze. On usiadł ze mną, a jego brat usiadł z Olą.             – Ładna z nich para, pomyślałam.  Ale chyba nie tylko oni się dopasowali, bo... on... to... MY? Razem?  Nie, raczej nie.  Coraz bliżej podróży do zamku strachów. Nasz prowadząca zaczęła mówić:             – Dalsza część dnia zapowiada się bardzo atrakcyjnie, choć nie tylko dnia, bo i nocy...             – Hura!!! – Usłyszeć można było głosy dobiegające od uczestników obozu siedzących na samym końcu autokaru. A była to najstarsza grupa. Zaraz, zaraz on ciągle się na mnie patrzy.             – Co oni planują? – zastanawiała się opiekunka.             – Ta młodzież, oni zawsze coś wymyślą – odpowiedziała starsza przełożona.  Po chwili usłyszeliśmy komunikat:             – Uwaga! Pamiętajcie, że z tego względu, iż nikt z was nie jest pełnoletni, alkohol, który zakupiliście dla rodziców, macie obowiązek zwrócić nam, a my do czasu wyjazdu z ośrodka zaopiekujemy się nim. Dobrze?             – Tak! – krzyknęła większość grupy.             – Yhm – odrzekli siedzący na tylnich siedzeniach.  Dalsza cześć rozmowy odbyła się szeptem, niezwykle cichym.             – Schowamy piwa między ubrania w szafkach. Nie będą przecież nas przeszukiwać – powiedział jeden z braci.             – Tylko mamy tego strasznie dużo.             – To ja wezmę część do siebie.             – A jutro zaszalejemy sobie!             – Ej, dziewczyny trzeba zaprosić.             – Przyjdą, o to się już nie martw – zakończył niebieskooki.

V

            18...19...20... za pół godziny wchodzimy do zamku, strasznego zamku.  Jedna z uczestniczek zaczęła panikować. Ale, ale... one się boją, one mają ich, a ja? – pomyślałam. Jest on, trzyma mnie za rękę... idziemy!  Coraz węższe korytarze, a my... coraz bliżej siebie.             – Boisz się? – zapytał.             – Nie, przy Tobie nie – odpowiedziałam.  Zimno, jest okropnie zimno. To trzecia godzina zwiedzania, jest przyjemnie, ale...             – Zimno, zimno, zimno, bardzo mi zimno – mówiłam.             – Masz moją kurtkę, będzie ci cieplej – powiedział.             – Jeść, jeść! Jestem głodny – narzekał Bob.             – Było się trzeba najeść podczas obiadu – powiedziała opiekunka.                

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok