Dziecinna gra - Danielle Steel - ebook + książka

Dziecinna gra ebook

Danielle Steel

4,0

Opis

Lekcje, jakich uczą nas dzieci, są najtrudniejsze. Co robimy, gdy nasze dzieci nie spełniają naszych nadziei i chcą iść swoją własną drogą?

Kate Morgan, starszy partner w prestiżowej kancelarii prawnej w Nowym Jorku, jest dumną matką trojga dorosłych dzieci. Tamara, Anthony i Claire ukończyli świetne szkoły, wybrali wspaniałe ścieżki kariery i byliby chlubą ich ojca. Po śmierci męża Kate przez lata samotnie stara się trzymać w garści życie rodzinne, swoją karierę, a nawet emocje, ani razu nie zadając sobie pytania, czy naprawdę zna swoje dzieci… ani czy nadzieje, jakie w nich pokłada, są odpowiednie i pokrywają się z tym, czego pragną one same. Niebawem ma się o tym przekonać…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 334

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Korekta

Barbara Cywińska

Małgorzata Denys

Opracowanie graficzne okładki

Renata Ulanowska

Zdjęcia na okładce

© vladibulgakov/Shutterstock

© bubutu/Shutterstock

Tytuł oryginału

Child’s Play

Child’s Play

Copyright © 2019 by Danielle Steel

All rights reserved

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2019 by Wydawnictwo Amber Sp. Z o.o.

ISBN 978-83-241-7143-9

Warszawa 2019. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. Z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Moim wspaniałym, ukochanym dzieciom

Beatrix, Trevorowi, Toddowi, Nickowi, Samancie, Victorii, Vanessie, Maxxowi i Zarze.

Podejmujcie mądre decyzje, wybierajcie kochających, troskliwych partnerów, którzy dobrze was traktują, zapewniają bezpieczeństwo i chronią.

Sprawiają, że się uśmiechacie i podzielają Wasze marzenia,

i dla wszystkich nas, rodziców, nieustannie zaskakiwanych przez nasze dzieci!

Dziękuję za

(…) Człowiek nierozsądny dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki.

(…) Człowiek roztropny

1

To był jeden z pierwszych naprawdę ciepłych czerwcowych dni. Kate Morgan spoglądała na starannie ułożone stosy akt na biurku. Lubiła, jak wszystko wokół było jasne i przejrzyste, a jej życie – uporządkowane. Przeżyła niespodziewany wstrząs, gdy dziewiętnaście lat temu zmarł jej mąż, a ona musiała opanować chaos. Jej dzieci, Tamara, Anthony i Claire, miały wtedy trzynaście, dziesięć i siedem lat. Ona sama miała trzydzieści pięć i nigdy nie przypuszczała, że owdowieje w tym wieku.

Jej mąż, Tom Morgan, był uwielbianym kongresmenem. Poznali się, gdy Kate uczyła się w college’u, a on studiował prawo, i pobrali się, kiedy dostała dyplom. On marzył, żeby zająć się polityką, ona – żeby pójść na studia prawnicze, ale zamiast tego trwała przy nim lojalnie jako idealna żona polityka, wychowując troje ich dzieci. Tom zginął w wypadku helikoptera w czasie burzy, gdy wizytował dotknięty powodzią region na północy stanu Nowy Jork. W mediach zrobiono z niego współczesnego świętego. Przyjazny, otwarty i przystępny cieszył się popularnością, odkąd po raz pierwszy go wybrano. Kate i dzieci były zdruzgotane, a ona próbowała na nowo nadać sens życiu bez niego. Był wspaniałym ojcem i dobrym, kochającym mężem przez większość ich wspólnego życia. Teraz, dziewiętnaście lat później, dzieci nadal darzyły go ogromnym szacunkiem, bo Kate zadbała o to, żeby ich wspomnienia o ojcu były nieskazitelne.

Pieniądze z ubezpieczenia, jakie zostawił, zapewniły im wygodne życie, choć z całą pewnością nie dostatnie, a przed Kate otworzyły możliwości, jakich wcześniej nie brała pod uwagę. Rok po śmierci Toma rozpoczęła studia prawnicze na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Godzenie nauki z wychowywaniem dzieci wymagało ogromnego wysiłku, ale zatrudniła gosposię i pomagała jej też matka. W wieku trzydziestu sześciu lat była najstarsza w swojej grupie, a studia ukończyła z wyróżnieniem, gdy miała lat trzydzieści dziewięć.

Pracowała w Berringan Feldman i McCarthy od piętnastu lat, odkąd dostała się do palestry, i obecnie była starszym wspólnikiem. Specjalizowała się w prawie spółek handlowych, była zdolną prawniczką procesową i prowadziła jedne z najważniejszych spraw kancelarii.

W najbliższych miesiącach czekały ją trzy procesy, o ile wcześniej nie dojdzie do ugody. Była twardą negocjatorką i silną osobą, a w życiu prywatnym – oddaną matką i łagodną kobietą. Odkąd została prawniczką, jej życie zyskało całkiem nowy wymiar. Kochała swoją pracę, a dzieci przystosowały się do rozkładu jej zajęć, gdy jej kariera rozwijała się w zawrotnym tempie. Były z niej tak samo dumne, jak ona z nich. Pracowała ciężko i była dla nich autorytetem. Teraz, gdy były już dorosłe, miała więcej czasu i pracowała jeszcze intensywniej. Gdy były młodsze, musiała się nagimnastykować, żeby pomagać im co wieczór przy lekcjach, zawozić na zajęcia sportowe i szkolne przedstawienia, ale poradziła sobie. Oczekiwała od nich doskonałości i wysoko stawiała poprzeczkę dzieciom i sobie. Rezultaty były imponujące – troje porządnych, rozsądnych, zrównoważonych emocjonalnie dzieci, które dobrze się uczyły, a potem podjęły wymarzoną pracę. Nigdy nie miała z żadnym z nich poważniejszych problemów, co wydawało jej się normalne, choć czasem przyznawała, że jej się poszczęściło.

Namawiała dzieci, żeby karierę zawodową wybrały zgodnie z zainteresowaniami. Śmierć ojca nie odcisnęła na nich widocznych śladów – obyło się bez problemów z narkotykami czy alkoholem, bez złych stopni, bez problemów z prawem. Żadna z córek nie zaszła w przypadkową ciążę. Przyjaciele zazdrościli Kate. Wszyscy troje wyrośli na miłych ludzi, ukończyli dobre szkoły i uniwersytety. A pełna sukcesów kariera Kate stanowiła znaczące dopełnienie ubezpieczenia Toma. Uwielbiała spędzać czas z dziećmi i cieszyły ją wspólne chwile, choć wszystkich pochłaniała wymagająca praca.

Żadne z dzieci nie założyło rodziny, ale Anthony zaręczył się sześć miesięcy temu. Kate uważała, że jego narzeczona jest dla niego idealna. Anthony miał dwadzieścia dziewięć lat, Amanda – dwadzieścia osiem. Jej ojciec był bankierem inwestycyjnym, mieszkał w Bronxville i świetnie mu się powiodło. Amanda poszła na renomowaną uczelnię, ale zrezygnowała z nauki na rzecz posady asystentki redaktora w „Vogue’u”. Pracowała dla redaktorki działu urody i sama była olśniewająco piękna, z blond włosami i niebieskimi oczami, jak Kate. Obie były wysokie. Amanda mogłaby zostać modelką, a swój debiut przeżyła dziesięć lat temu na balu kotylionowym w Nowym Jorku. Jej rodzice, bardzo mili ludzie, cieszyli się wysoką pozycją społeczną. Kate zachwycała myśl, że Anthony poślubi dziewczynę taką jak Amanda, i wizja życia, jakie będą wiedli.

Anthony ukończył Instytut Techniki w Massachussets i uchodził za geniusza informatycznego. Był też projektantem graficznym – projektował gry wideo dla największego producenta na świecie. Był przystojny, sympatyczny i zdolny, ale czasem brakowało mu obycia, a Kate wiedziała, że dzięki Amandzie pozna porządnych przyjaciół z dobrych kręgów społecznych, nie tylko maniaków komputerowych, z którymi pracował. Liczyła na to, że przy Amandzie jego horyzonty rozszerzą się poza ekran komputera, który na ogół hipnotyzował go na tyle, że zapominał o wszystkim innym.

Zabierała go na przyjęcia i od czasu do czasu trafiali do plotkarskiej kolumny „New York Post”, co cieszyło Kate. Była pewna, że Amanda będzie wspaniałą żoną. Nie miała wielkich ambicji w „Vogue’u”, ale lubiła swoją pracę. Bardziej interesowało ją małżeństwo niż kariera.

Przez ostatnich sześć miesięcy ona i jej matka zajmowały się każdym detalem związanym ze ślubem. Suknię ślubną kupiła w tym samym tygodniu, w którym się zaręczyli, co siostry Anhony’ego uznały za głupotę, ale Kate uważała, że to urocze. Poznali się zeszłego lata na weselu wspólnej koleżanki w Martha’s Vineyard, a zaręczyli w Boże Narodzenie. Ślub zaplanowano na grudzień i zostało do niego już tylko sześć miesięcy.

Kate zostawiła swój gabinet w idealnym porządku i długim, pełnym wdzięku krokiem skierowała się do windy. Nie wyglądała na swoje pięćdziesiąt cztery lata, ale znacznie młodziej, z długimi blond włosami, które nosiła związane. Ciało miała szczupłe i wysportowane. Trzy razy w tygodniu ćwiczyła pod okiem trenera, który do niej przychodził. Uśmiechała się, idąc do francuskiej restauracji oddalonej o dziesięć minut od jej kancelarii przy Park Avenue i Wschodniej Pięćdziesiątej Czwartej ulicy, żeby spotkać się z najmłodszą córką, Claire. Wyglądała zupełnie jak jej ojciec, miała ciemne włosy i ciemne oczy. Była niższa od matki i w naturalny sposób seksowna, z czego nie zdawała sobie sprawy. Przed rokiem skończyła prawo na Uniwersytecie Nowojorskim i pracowała jako radca prawny dla konkurencyjnej kancelarii, podążając śladami matki.

W wieku dwudziestu sześciu lat Claire znajdowała się na idealnej ścieżce kariery, co cieszyło jej matkę, i często pytała Kate o radę. Czekała przed restauracją w krótkiej czarnej spódniczce i w szpilkach, z ciemnymi upiętymi wysoko włosami. Kate rozpromieniła się na jej widok. Kancelaria Claire znajdowała się nieopodal i Kate uwielbiała spotykać się z córką na lunch. Była pełna energii, zabawna, młoda i bezgranicznie romantyczna. Angażowała się w krótkie związki przed studiami, na uczelni i później. Nie trwały dłużej – były intensywne i szybko się wypalały, a ona wiązała się z kolejnym chłopakiem. Nigdy nie była sama zbyt długo. W jej życiu nie brakowało mężczyzn, inaczej niż w przypadku jej starszej siostry Tammy, wiceprezes do spraw marketingu Chanel, która nigdy nie miała czasu na randki. Mówiła, że o związkach pomyśli później. Szybko awansowała, kosztem życia osobistego, które zaniedbywała, podobnie jak jej matka. Claire udawało się łączyć jedno z drugim, ciężką pracę z randkowaniem, a żaden mężczyzna nie był w stanie się jej oprzeć.

Kate pocałowała córkę i weszły do restauracji, a wszystkie głowy zwróciły się w ich stronę. Claire już jako nastolatka miała wygląd, który przyciągał mężczyzn, a Kate była piękną kobietą. Główny kelner ucieszył się na ich widok i posadził je przy ich ulubionym stoliku w rogu.

– Wyglądasz na szczęśliwą – zauważyła Kate, jak tylko usiadły, a Claire uśmiechnęła się promiennie i kiwnęła głową.

– Dali mi trzy nowe sprawy do rozpoznania. Bardzo ciekawe. – Nigdy nie wyjawiała matce poufnych informacji, ale uwielbiała rozmawiać z nią na tematy zawodowe i poznawać przepisy i precedensy istotne dla spraw, nad którymi pracowała.

– To powinno utrzymać cię z dala od kłopotów – zażartowała Kate. Zamówiły sałatkę z homara i płynnie przechodziły z tematu na temat. – Widziałaś się ostatnio z bratem? – spytała ją Kate, kiedy skończyły sałatkę i poprosiły o kawę.

– Oj, już go nie widuję. Rzadko odpisuje na esemesy. Rozmawialiśmy przez FaceTime w zeszły weekend, był w Bronxville u rodziców Amandy. Zawsze jest z nią. Chyba lubi ich basen. Czuję się, jakby porwali go kosmici. Lubiłam się z nim spotykać. Ale teraz nie ma czasu dla nikogo poza Amandą.

– Są zaręczeni. To chyba normalne, że spędzają razem dużo czasu – odpowiedziała spokojnie Kate. Wiedziała, że poglądy Claire na ten temat diametralnie różnią się od jej własnych.

– Ona w kółko gada o ślubie. O sukni, butach, sukniach druhen, kwiatach. W rok zanudzi go na śmierć. On zasługuje na coś lepszego, mamo, i ty o tym wiesz.

– Jest dla niego idealna – upierała się Kate, jak zawsze, kiedy poruszały ten temat. – Pochodzi z dobrej rodziny. Ma miłych rodziców. I dobre wykształcenie.

– Które rozmienia na drobne, wybierając szminki, o których ktoś ma napisać w „Vogue’u”. Anthony przez nią zwariuje. Nie bądź taką snobką, mamo. Nikogo nie obchodzi, że miała „debiut”. Potem wszystko zacznie się kręcić wokół dzieci, a ona stanie się jeszcze nudniejsza. Anthony nie jest gotowy na dzieci. Pewnie nawet nigdy nie widział dziecka, chyba że w grze komputerowej. Amanda wymusiła na nim te zaręczyny.

– On ją kocha, Claire – odpowiedziała Kate z poważną miną. – Nawet jeśli tobie nie mieści się to w głowie.

– Tak? Wygląda jak oślepiony światłami jeleń za każdym razem, jak ich widzę, a ona nigdy nie pozwala, żebym spotkała się z nim samym. To mój brat, do cholery. Kiedyś świetnie się bawiliśmy w swoim towarzystwie, a teraz on robi się tak samo nudny jak ona. Żałosne.

– Pomyślą o innych sprawach, jak już się pobiorą. W tej chwili najważniejszy jest ślub – stwierdziła stanowczo Kate.

– Jasne, najważniejszy dla niej, nie dla niego. Dlaczego nie chcesz dla niego czegoś więcej, kogoś bystrzejszego albo ciekawszego czy bardziej ekscytującego?

– Przy niej się ustatkuje. Tego mu potrzeba. Inaczej na dobre przepadnie w tym swoim wirtualnym świecie. To najlepsze, co go w życiu spotkało.

– Nie mogę uwierzyć, że naprawdę tak uważasz. Gdybym ja znalazła sobie pracę taką jak ona, zabiłabyś mnie.

– Ty to co innego – skwitowała Kate.

– Babcia jest tego samego zdania co ja – powiedziała Claire, jakby to ostatecznie rozstrzygało sprawę. Matka Kate była drugą najważniejszą osobą w życiu jej dzieci i bardzo liczyły się z jej zdaniem. Kate zwykle słuchała tylko jej, ale nie tym razem. Margaret Chapman, matka Kate, miała siedemdziesiąt sześć lat, była energiczna i pełna życia i trzy lata wcześniej zakończyła pracę zawodową jako psycholog i terapeutka małżeńska i rodzinna. Kate i Margaret były nie tylko matką i córką, ale też od zawsze się przyjaźniły.

– W tej kwestii obie się mylicie, uwierz mi – zawyrokowała Kate bez wahania na temat narzeczonej syna. – Gdyby ożenił się z maniaczką komputerową taką jak on, nigdy nie połapaliby się, jak ugotować obiad, ani nawet jak trafić do kuchni, i siedzieliby głodni.

– Myślisz, że Amanda umie gotować? Proszę cię. Co wieczór go zmusza, żeby wychodzili na miasto.

– I bardzo dobrze. Gdyby nie ona, siedziałby w pracy do drugiej w nocy. Uzupełniają się. – Kate stanowczo broniła związku, którym od samego początku była zachwycona.

– Nie cierpię jej – oznajmiła Claire z ponurą miną, ale po chwili uśmiech znów zakradł się na jej twarz, a matka przyglądała jej się uważnie i z radością zmieniła temat. Tej sprzeczki nie miała szans wygrać żadna z nich.

– Dlaczego mam wrażenie, że jesteś szczęśliwa nie tylko z powodu tych trzech spraw, które ci przydzielono? – Claire wyglądała w doskonale znajomy sposób, jak zawsze, kiedy ktoś ją zauroczył. Kate dobrze znała swoje dzieci. – Nowy mężczyzna? – Claire była zwykle dość otwarta wobec matki. Nie miała tajemnic, a jeżeli nawet czasem się tak zdarzyło, nie potrafiła ich długo skrywać. Była rodzinną romantyczką.

– Hm… Możliwe – odparła oględnie, gdy kelnerka postawiła przed nimi parzoną filtrowaną kawę, a Claire uśmiechnęła się do matki rozmarzona, zupełnie zmieniając ton. – Poznałam kogoś, mamo. Jest niesamowity. Nigdy wcześniej nie trafiłam na nikogo takiego jak on. – Kate nie przypomniała córce, że mówiła to już setki razy, ale Claire dostrzegła to w jej oczach. – Poważnie, mówię serio. On jest dojrzały, mamo. To prawdziwy mężczyzna. – Na ogół zakochiwała się w nieodpowiedzialnych chłopakach. I choćby nie wiem jak fascynujący był początek, nigdy nie przykuwali jej uwagi na długo.

– Punkt dla niego. Jak go poznałaś? – spytała, modląc się, żeby tylko nie przez Internet. Kate miała silną awersję do znajomości zawieranych w sieci i często o tym mówiła. Uważała, że w ten sposób najprościej trafić na socjopatów i oszustów, i uznawała je za bardzo ryzykowne.

– W pracy – odpowiedziała Claire tajemniczo.

– Jest początkującym prawnikiem, jak ty? – zgadywała Kate. Wielu atrakcyjnych młodych mężczyzn zaczynało pracę w kancelariach prawnych, więc może to nie byłoby takie złe. Claire pokręciła głową, a Kate uniosła brew. – Wspólnikiem? – To byłoby dziwne, zwłaszcza jakby za młodą dziewczyną uganiał się starszy wspólnik, a jeszcze gorsze, gdyby był żonaty. Kate miała nadzieję, że tak nie jest. Claire znów pokręciła głową. – Dobra, nie zniosę tego suspensu. Asystent? Portier? Goniec? – droczyła się z nią.

– Klient – odpowiedziała Claire z rozmarzoną miną, a jej matka zmarszczyła czoło.

– Rany, mogą być z tego spore kłopoty. Wie o tym wspólnik, dla którego pracujesz?

Claire pokręciła głową.

– Zabrali mnie na spotkanie w sprawie ugody, żebym robiła notatki. Kiedy wszyscy już wyszli, porozmawiał ze mną kilka minut. Jak tylko na mnie spojrzał, wiedziałam, że to jest to.

Kate omal nie jęknęła, gdy tego słuchała. Już to przerabiały. Ale z klientem kancelarii Claire ryzykowała posadę. Powinna im przynajmniej powiedzieć. Zdaniem Kate uczciwość wymagała, żeby Claire poinformowała o tym w pracy.

– Kiedy to się stało? – Kate wyglądała na oszołomioną.

– Dwa miesiące temu. Od tamtej pory widujemy się w zasadzie codziennie.

– Jest żonaty? – Nigdy wcześniej nie zadawała takich pytań.

– Skąd! Nie miał czasu się ożenić. Ciągle pracuje. Mamo, wiem, że to zabrzmi jak szaleństwo, ale wiem, że to ten jedyny. On mówi to samo. Uznaliśmy, że to przeznaczenie, jak tylko się poznaliśmy.

Kate miała ochotę rozpłakać się nad naiwnością córki.

– Nie możesz tak mówić po dwóch miesiącach, to za wcześnie. Poza tym jesteś za młoda. – Wiedziała jednak, że ten argument nigdy nie przemawiał do jej córki, jak już się z kimś związała.

– Ty w moim wieku byłaś mężatką i miałaś dwoje dzieci – odpowiedziała Claire, wytrącając matce argument z ręki.

– To co innego. W tamtych czasach ludzie wcześniej się pobierali, a twój ojciec i ja spotykaliśmy się o wiele dłużej niż dwa miesiące, zanim nabraliśmy pewności, że to jest to. Przede wszystkim powinnaś powiedzieć w kancelarii. Nie mogą ci zabronić się z nim spotykać, ale powinni wiedzieć. Nie możesz już się zajmować jego obsługą prawną.

– Już po problemie. Podpisali ugodę.

– Mimo wszystko powinnaś powiedzieć, żeby sprawa nie wyszła później. Skarbie, musisz być ostrożna. Nie możesz tracić głowy dla każdego klienta.

– Nie tracę. Tylko dla niego. – Wyglądała jak dziecko, gdy to mówiła. Była bardziej niedojrzała niż jej starszy brat i siostra i, jako najmłodsza z rodzeństwa, nieco rozpieszczona. Wszystko uchodziło jej na sucho. Nieraz całymi tygodniami dąsała się, żeby dostać to, czego chciała.

– Jak się nazywa? – spytała Kate, nadal zaniepokojona. Z tego, co mówiła Claire, wynikało, że to coś poważnego. Jak zawsze, i rzeczywiście dla niej takie było.

– Reed Bailey. – Kate milczała przez chwilę. Znała to nazwisko. Wszyscy je znali. Chodziło o jednego z robiących największą karierę młodych inwestorów z Nowego Jorku. Wcześniej pracował dla dużej firmy z Doliny Krzemowej, a do Nowego Jorku wrócił, żeby założyć własną, która okazała się wielkim sukcesem. Kate zastanawiała się, czy on po prostu nie zabawia się Claire. Wydawało jej się nieprawdopodobne żeby mając pod czterdziestkę, był nią zauroczony tak samo jak ona nim, choć bez wątpienia była piękną dziewczyną. Kate nie słyszała nic o jego reputacji, jedynie o sukcesach biznesowych. Reed Bailey rzeczywiście był w teorii imponującym mężczyzną. Ale Kate wydawało się nieprawdopodobne, że miałby być „tym jedynym” w życiu Claire. Mógł mieć każdą kobietę, jaką tylko chciał, a nie zwykłą młodą prawniczkę, którą poderwał w kancelarii.

– Ile ma lat?

– Trzydzieści dziewięć. Nigdy nie był żonaty. Marzy, żeby się ustatkować i mieć dzieci. Po prostu nie miał na to czasu albo nie znalazł tej odpowiedniej kobiety. – Kate widziała, że jak świat światem właśnie tak tłumaczą się mężczyźni, którzy się nie ożenili.

– Ale ty nie jesteś gotowa na to, żeby mieć dzieci. – Claire, pod wieloma względami, sama jeszcze była dzieckiem. – Angażujesz się w poważny związek. On ma o wiele większe doświadczenie niż ty.

– Wiem o tym, mamo. Ale szalejemy za sobą. Wiem, że to jest to. On mówi, że widzi we mnie matkę swoich przyszłych dzieci. Nigdy wcześniej nikomu tego nie powiedział. – Jak już wystartowała, pędziła na złamanie karku.

– Możesz lekko przystopować? Jeżeli to coś poważnego, przetrwa, a wy zdążycie się lepiej poznać. Nie powinniście składać takich deklaracji ani podejmować decyzji w tej chwili. To tylko chemia. Jesteś piękną młodą kobietą. Jesteś inteligentna i miło się z tobą przebywa. Nie powinnaś się spieszyć. Żadne z was nie powinno. Życie jest bardzo długie, Claire. Jeżeli to jest to, poczeka.

– Nie chcemy czekać, mamo. Zaproponował mi, żebym się do niego wprowadziła. – Kate zamarło serce, gdy usłyszała te słowa. Za dużo się działo, za szybko. Pośpiech nigdy nie kończył się dobrze.

– Bądź rozsądna. Spotykaj się z nim, umawiaj, poznaj go. Nie rezygnuj ze swojego mieszkania ani nie przeprowadzaj się do niego. Czułaś to już wcześniej – przypomniała, a Claire wyraźnie dotknęły te słowa.

– Nie, nie czułam. To co innego. Nie rozumiesz.

– Owszem, rozumiem. Ale musisz być rozważna. W tej chwili wydaje ci się, że to ideał, ale tak naprawdę go nie znasz. Daj sobie trochę czasu.

– To ten jedyny, mamo. Wiem to.

Kate miała ochotę nią potrząsnąć, ale nie mogła. Mogła tylko się modlić, żeby Claire przystopowała. Jednak tym razem chodziło o dojrzałego mężczyznę i Kate nie miała pojęcia, czy dla Reeda Baileya to tylko zabawa, czy coś poważnego. Wiedziała tylko, że Claire zakochała się w nim po uszy i że odrzucała rady matki. Jak zawsze. A Kate po prostu nie chciała, żeby jej córkę ktoś zranił. Reed Bailey składał jej naprawdę poważne deklaracje. Była pijana od jego słów i zachłyśnięta miłością.

– Porozmawiajmy o tym za jakiś czas, niedługo. Postaraj się zwolnić i poznać go lepiej. Mam o trzeciej spotkanie, nie mogę się spóźnić. – Wstały od stolika, gdy Kate zapłaciła, i natychmiast poczuła, że homar, którego zjadła, stanął jej na żołądku. Tak trudno było przemówić Claire do rozsądku, kiedy znajdowała się w takim stanie. Była najbardziej upartym ze wszystkich dzieci Kate, której nie pozostało nic innego, niż zdać się na los, jak zawsze, i trzymać rękę na pulsie. Chciała opowiedzieć o tym matce. Tego wieczoru miały zjeść razem kolację.

Pocałowała Claire na pożegnanie i wróciła do kancelarii. Mało nie zderzyła się z dwojgiem pieszych, tak była pochłonięta rozmyślaniem nad wyznaniami Claire. Nigdy wcześniej nie narobiła sobie kłopotów ani nie cierpiała przez poprzednie związki, ale Reed Bailey był wpływowym mężczyzną i Kate nie miała pojęcia, jakie pobudki nim kierują. Nie mogła uwierzyć, żeby po dwóch miesiącach uważał, że Claire też jest „tą jedyną”. Weszła do biura, marszcząc czoło. Jeden ze wspólników zajrzał do niej przed spotkaniem w sali konferencyjnej.

– Złe wieści w sprawie? – Wyglądał na zaniepokojonego, ale Kate pokręciła głową.

– Nie. Przepraszam. Chodzi o coś innego. Właśnie zjadłam lunch z córką.

– A, to już wszystko jasne. – Adam Berrigan się roześmiał. – Moja właśnie rzuciła studia. Chce się wyprowadzić do Florencji i zostać artystką.

Żadne z dzieci Kate nigdy nie zrobiło czegoś podobnego. Zawsze zachowywały się rozsądnie – koniec końców, Claire także.

Wzięła akta z biurka i poszła za Adamem na spotkanie z klientem, wrogo nastawionym przeciwnikiem, i jego prawnikiem. Zapowiadało się długie popołudnie. Zmartwienia z powodu Claire i Reeda Baileya będą musiały poczekać. Ich zakochanie to pewnie tylko spadająca gwiazda i przeminie równie szybko. W tej chwili może jej się wydawać, że to „ten jedyny”, ale Kate była pewna, że nie zagości w jej życiu dłużej niż inni. Wszystkie jej związki, jak dotąd, były krótkie i czasami wcale nie takie słodkie.

2

Gdy Kate wyszła z kancelarii o siódmej, nadal było tak ciepło, że dwadzieścia przecznic dzielących ją od mieszkania matki przy Park Avenue przeszła pieszo i na miejsce dotarła punktualnie o siódmej trzydzieści. Margaret czekała na nią w dużym pokoju, który wykorzystywała jako pracownię, w której malowała olejne obrazy – temu hobby oddawała się od pięćdziesięciu lat, a teraz mogła poświęcać mu więcej czasu. W swoje prace wkładała wiele wysiłku i pracy i nadal chodziła na zajęcia w Art Students League, żeby doskonalić warsztat. Miała talent i wygrała kilka konkursów. Jej obrazy były bardzo sugestywne, a ona uwielbiała je malować. Gdyby nie odkryła swojej pasji i predyspozycji do zajmowania się psychologią, pewnie zostałaby zawodową artystką, i to dobrą. Stała z kieliszkiem białego wina w dłoni i przyglądała się najnowszemu płótnu, gdy Kate otworzyła sobie drzwi swoim kluczem, podeszła do matki i ją uściskała.

– Ładny, mamo – skomplementowała. Najnowsze dzieło matki robiło wrażenie i intrygowało. Margaret malowała teraz codziennie, a jeżeli była skłonna rozstać się ze swoimi obrazami, sprzedawała je za pośrednictwem galerii z centrum. Margaret malowała dla przyjemności, nie dla pieniędzy. Przez całe życie ciężko pracowała, rozsądnie inwestowała swoje pieniądze, a zmarły mąż pozostawił jej środki na dostatnie życie. Teraz mogła cieszyć się owocami swojej pracy.

– Dziękuję. Poczułam dziwną ochotę, żeby namalować coś bardziej współczesnego. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, ale wydaje mi się, że jestem gotowa na coś nowego. – Margaret uśmiechnęła się do córki.

Wyglądały bardzo podobnie, a różniło je tylko to, że Margaret miała kiedyś włosy rude, a nie blond. Teraz zjaśniały i przybrały odcień bladego truskawkowego blondu. Podobnie jak Kate, miała młodzieńczy wygląd i wysportowane ciało. Dwa razy w tygodniu chodziła na jogę. Nie wyglądała na swój wiek, a poglądy miała często bardziej nowoczesne i była bardziej wyrozumiała niż córka. Czytała zachłannie i cechowała ją otwartość.

Kate w każdej kwestii kierowała się ściśle określonymi zasadami. Była tyranem dla samej siebie, a czasem także dla innych. Perfekcjonistką. Jej matka do wielu spraw podchodziła z większym dystansem. Margaret była skłonna rozważyć inne opcje i przeanalizować odmienny punkt widzenia, dzięki czemu łączyła ją szczególna więź i porozumienie z wnukami. Była dla nich powierniczką i kołem ratunkowym, kiedy dorastały bez ojca. Wprowadzała do ich życia równowagę, a jej wykształcenie psychologa i terapeutki przydawało się im wszystkim po śmierci Toma. Oparcie znalazła w niej wtedy również Kate, która nie wiedziała, jak przeżyje pierwsze ekstremalnie bolesne miesiące. To Margaret zachęciła ją do podjęcia studiów prawniczych. Zawsze o tym marzyła, a teraz, kiedy zabrakło Toma i miała pomoc przy dzieciach, nadarzyła się okazja. Była to najlepsza rada, jaką otrzymała w całym życiu.

– Jak tam w pracy? – zagadnęła Margaret, uśmiechając się do córki, i przysiadła na wysokim stołku w pochlapanych farbą dżinsach i starej koszuli, w której Kate po inicjałach rozpoznała koszulę ojca. Była zniszczona i mocno znoszona, daleka od nieskazitelnego stanu, w jakim musiała się znajdować, gdy nosił ją ojciec. Jej ojciec był bankierem, dyrektorem jednego z najstarszych nowojorskich banków. W przeciwieństwie do żony, którą cechowało nowoczesne podejście do życia, był bardzo konserwatywnym dżentelmenem starej daty, zakochanym w swojej żonie do ostatniego tchu. Ich dom był szczęśliwy, spokojny i taki sam Kate starała się stworzyć swoim dzieciom.

Margaret po śmierci męża zachowała stos jego eleganckich koszul. Uwielbiała je wkładać do malowania. Ojciec Kate zmarł przed dziesięcioma laty, dziewięć lat po śmierci Toma. Obie zostały wdowami, i to również je łączyło.

Małżeństwo rodziców Kate było wyjątkowe, a miłość jej matki do męża trwała długo po tym, jak go zabrakło. To on zachęcał ją, żeby zrobiła doktorat z psychologii, gdy Kate poszła do szkoły, a później, żeby otworzyła własną praktykę, która zapewniała jej satysfakcjonującą karierę przez ponad czterdzieści lat.

Margaret nigdy nie spojrzała na innego mężczyznę i zawsze mówiła, że nie chce się z nikim wiązać, choć nadal była bardzo atrakcyjna. Kate po śmierci Toma przeżyła parę związków, ale żaden z nich nie okazał się poważny. Mężczyzn, z którymi się spotykała, nie przedstawiała swoim dzieciom. Żaden z nich nie zauroczył jej na tyle, żeby chciała za niego wyjść. Od czasu Toma nigdy nie oddała nikomu serca i nie chciała ponownie zostać mężatką. Lubiła mieć u boku mężczyznę, ale przekonała się, jaki ból trzeba znieść, gdy związek się kończy, i jak się cierpi, gdy traci się kogoś, kogo się kocha. Nie miała ochoty zbyt mocno się angażować. Długo debatowały nad tym z matką. Margaret rozumiała, dlaczego jej córka czuje to, co czuje, ale żałowała, że postanowiła więcej nie ryzykować serca.

Przez sześć ostatnich lat Kate spotykała się z senatorem z Massachusetts. Miał pięćdziesiąt dziewięć lat, był rozwiedziony, miał zgorzkniałą byłą żonę i czworo dorosłych dzieci. On też nie był zainteresowany małżeństwem. Wolałby częściej widywać Kate, ale oboje byli zapracowani. Przylatywał z Waszyngtonu spotkać się z nią raz czy dwa razy w miesiącu, a ona twierdziła, że to jej wystarcza. Wychodzili na kolację, do teatru czy na balet i spędzali spokojne wieczory w jej mieszkaniu. Stał się znajomą postacią u niej w apartamentowcu, inni mieszkańcy rozpoznawali go i dyskretnie uśmiechali się do niego w windzie, ale nikt nie robił wokół niego szumu. Matce było żal Kate. Chciała, żeby córka znów się zakochała albo odnalazła prawdziwą namiętność, ale Kate lubiła układ, jaki mieli z Bartem, choć zdaniem jej matki nie był dobry. Jednak Kate obecny stan rzeczy odpowiadał. Tego lata zamierzali spędzić dwa tygodnie w Shelter Island, w domu, który Bart co roku wynajmował. Margaret uważała, że powinni wybrać się do Włoch czy do Hiszpanii albo w jakieś inne romantyczne miejsce. Kate na tym etapie życia nie chciała namiętności. Już raz się przez nią sparzyła. Mężczyźni, z którymi się spotykała, zawsze okazywali się mniej ekscytujący niż Tom. Mąż szalał na jej punkcie, ale ona nie chciała już więcej tego doświadczyć. Miły spokojny związek oparty na partnerstwie, taki jak ten z Bartem, w zupełności jej wystarczał. Kate zawsze zachowywała bezpieczny dystans wobec mężczyzn, z którymi się umawiała.

– Mamy pełno roboty z fuzjami i przejęciami i parę dużych procesów. – Kate opowiedziała matce o pracy. – Jeden paskudny właśnie się toczy. – Oczy się jej rozpromieniły i wypiła łyk wina, którego wcześniej sobie nalała. – Wygląda na to, że w końcu znów wrócę do sądu. Nie wydaje mi się, żeby mój klient podpisał ugodę. Jesteśmy gotowi na ostrą walkę. Przypuszczam, że wygramy, więc nie namawiam go do ugody.

Margaret się uśmiechnęła.

– Kto by pomyślał, że zostaniesz gwiazdą sali sądowej – powiedziała Margaret z uznaniem, gdy wchodziły do kuchni. Gosposia zostawiła im pieczonego kurczaka, jarzyny i sałatkę i nakryła dla nich stół.

– Zjadłam dziś lunch z Claire – oznajmiła Kate, wzdychając, kiedy nakładały sobie prosty posiłek, który bardzo im smakował. – Znowu jest zakochana, tym razem w kliencie. Powiedziałam jej, że to niezbyt rozsądne. Wygląda na to, że złapała grubą rybę. To znany inwestor i wielki gracz na Wall Street. Twierdzi, że to „ten jedyny”, a on chce, żeby została matką jego dzieci. – Zerknęła na Margaret. Zwykle ufała intuicji i reakcjom matki. – Powinnam się martwić?

– Nie, nie sądzę. Wpadła do mnie w niedzielę i o wszystkim mi opowiedziała. Zawsze na początku tak się zachowuje, a potem jej przechodzi, chociaż nie jestem pewna, czy tym razem też tak będzie. Zdaje się, że to bardzo pociągający i ekscytujący mężczyzna. I o wiele bardziej obyty niż chłopaki, z którymi wcześniej się umawiała. – Obie wiedziały, że to miecz obosieczny i duże ryzyko.

– Teraz zaczęłam się martwić naprawdę. – Kate odłożyła widelec i spojrzała na matkę.

– Małżeństwo jej chyba nie interesuje i jeszcze przez długi czas nie będzie nim zainteresowana. Twierdzi, że nie wierzy w śluby. Kiedyś na pewno zmieni zdanie. Przynajmniej taką mam nadzieję. Może tym razem skończy ze złamanym sercem, jeżeli on znudzi się nią pierwszy, i jeżeli nawet tak się stanie, przeżyje to. Ale nie wygląda, żeby sprawy zmierzały w tym kierunku, przynajmniej na razie. Spotykają się co wieczór. On jest nią wyraźnie zauroczony.

– Ona chce się do niego wprowadzić. Zna go dopiero dwa miesiące. To nierozsądne. Niech sobie sypia z nim co noc, ale nie chcę, żeby rezygnowała ze swojego mieszkania. Potrzebuje co najmniej roku, żeby go dobrze poznać. – Wszystko, co mówiła Kate, było rozsądne.

– Też jej to powiedziałam. Nie posłucha żadnej z nas, ale to nie tragedia. Nie możesz oczekiwać, że zawsze będzie postępować właściwie. Wiesz, co myślę? Za wysoko ustawiłaś poprzeczkę swoim dzieciom. Nigdy niczego nie zawaliły, nigdy nie miały problemów w szkole, wszystkie mają świetną pracę. Są porządne jak ty, ale ty oczekujesz, że będą idealne. To źle. Któreś z nich niedługo zrobi coś, co ci się nie spodoba. Przygotuj się na to. Z drugiej strony, lepiej teraz, niż kiedy będą miały czterdzieści lat, męża albo żonę i dwoje dzieci. Może lepiej, żeby Claire ofiarowała temu facetowi serce na dłoni, zaryzykowała, zamiast zrywać z nim po trzech miesiącach i rozpoczynać kolejny związek.

– Ja po prostu nie chcę, żeby moje dzieci cierpiały – tłumaczyła Kate z nieszczęśliwą miną. Rozmawiały o tym nie raz i w tej kwestii Kate nie zgadzała się z matką, choć różniły się w niewielu sprawach. Ponieważ była jedynaczką, rodzice wiązali z nią wielkie nadzieje, zwłaszcza ojciec. Matka była bardziej wyrozumiała i miała wobec niej mniejsze oczekiwania. Ale jej dzieciństwo było szczęśliwe.

– Wiadomo, ty nie chcesz, żeby popełniały błędy. Ale to nie ma nic do rzeczy. Muszą je popełniać. Nie mogą być ciągle idealne. Jeżeli nie zdarzą się im teraz, gdy są młodzi, to kiedy? Martwię się o Tammy. Pracuje tak ciężko, że nie ma czasu nawet na randki, a co dopiero na poważny związek. Claire przynajmniej metodą eliminacji usiłuje dociec, czego chce. A tak przy okazji, zgadzam się z nią co do Amandy. To pomyłka. Moim zdaniem lubisz ją z całkiem niewłaściwych powodów. Ograniczy świat Anthony’ego do zera. Jej zależy tylko na tym, żeby wyjść za mąż i mieć dzieci. Anthony zasługuje na coś więcej. Nigdy nie uważałam cię za snobkę. Chyba jesteś w niej zakochana bardziej od niego. On ma gdzieś powiązania towarzyskie jej rodziców i to, że była debiutantką. Jak możesz pragnąć dla niego tak niewiele? Ona jest śmiertelnie nudna. Samo słuchanie, jak opowiada o pracy czy o ślubie, działa na mnie usypiająco – powiedziała Margaret, a Kate wyglądała na nieszczęśliwą.

– Ty i Claire jesteście dla niej takie niedobre. Będzie dobrą żoną i dobrą matką. – Kate nie dawała za wygraną.

– To wszystko, czego dla niego chcesz? Na miłość boską, on skończył Instytut Techniki w Massachusetts. Oglądałaś jego gry wideo? Są świetne. – Margaret była dumna z wnuka, jak ze wszystkich swoich wnucząt.

– Ostatnio nie. Nie miałam czasu. Jeżeli ożeni się z maniaczką taką jak on, nigdy nie będzie w stanie funkcjonować w prawdziwym świecie. Woli tworzyć gry niż rozmawiać z ludźmi. To też dla niego niedobre.

– Ale dlaczego koniecznie musi się żenić? Ma dopiero dwadzieścia dziewięć lat. Skąd ten pośpiech?

– Nie ja się jej oświadczyłam – odpowiedziała Kate, poirytowana. Tę samą rozmowę na temat Amandy odbyła w czasie lunchu z Claire i przy paru innych okazjach od czasu ich zaręczyn. – Tylko on. Najwyraźniej też uważa, że ona do niego pasuje.

– Zmusiła go do tego, stawiając ultimatum. Nie chciała się z nim dalej spotykać, o ile się nie zdeklaruje, więc się oświadczył.

– A jaka w tym moja wina? – spytała Kate.

– Anthony wie, jak za nią przepadasz, i chce cię zadowolić. Sam z siebie nigdy nie wpadłby na to, żeby się z nią ożenić, wydaje się znudzony i nieszczęśliwy, odkąd się oświadczył. Nie kieruj się społecznymi ambicjami, Kate. Moim zdaniem nie powinien się z nią żenić. Za pół roku będzie nieszczęśliwy.

– Za późno. Już kupiła ślubną suknię.

– I co z tego? Może ją zwrócić, ja dwa razy zrywałam zaręczyny, zanim wyszłam za twojego ojca. Runda próbna. Ale szczerze mówiąc, nie wiem, czy miałby odwagę to odwołać. To taki dobry dzieciak. Zawsze stara się nikogo nie skrzywdzić. Wolałby raczej poświęcić się i się z nią ożenić niż rozczarować ją albo ciebie.

– Ona nie jest niewłaściwą dziewczyną – zaprotestowała kategorycznie Kate. – Może jest niewłaściwa dla ciebie i Claire, ale nie dla niego. Zaufaj mi w tej kwestii. – Jednak jak na razie nikt nie był co do tego przekonany.

Tammy powiedziała, że akceptuje wszystko, co uszczęśliwi jej brata, i nie wdawała się w zacięte spory. Nie lubiła angażować się w rodzinne konflikty, a swoje zdanie wolała zachowywać dla siebie, inaczej niż Claire, matka i babcia, które zawsze bez oporów wyrażały opinię na każdy temat. Niejedna rodzinna kolacja upłynęła przez to w burzliwej atmosferze. Anthony, podobnie jak jego starsza siostra, nienawidził konfrontacji i wolał znikać w swoim wirtualnym świecie.

– Po prostu myślę, że czekają go kłopoty, jeżeli dalej będzie w to brnął – obstawała przy swoim Margaret. – Może nie od razu, ale z czasem. Nie mam zamiaru się wtrącać, ale wydaje mi się, że powinnaś się nad tym poważnie zastanowić i może z nim porozmawiać. Nie chodzi tylko o teraźniejszość, chodzi o jego przyszłe szczęście. Młodzi ludzie o tym zapominają.

– A kogo, według ciebie, miałby poślubić? Jakąś słodką idiotkę czy taką samą maniaczkę komputerową jak on? Dlaczego miałyby być lepsze?

– Może nie lepsze, ale o wiele ciekawsze. Z maniaczką komputerową miałby wspólny język, a słodka idiotka byłaby o wiele bardziej ekscytująca niż Amanda.

– Uważaj, czego pragniesz. On nigdy nie umawiał się z laluniami. Nie wiedziałby, co robić z jakąś wyzywającą dziewczyną. I nie może się z taką ożenić.

– Nie musi – odpowiedziała triumfalnie babcia. – Ale dlaczego ma się ustatkować u boku kogoś takiego jak Amanda i skończyć w Bronxville, jak jej rodzice? Ma dwadzieścia parę lat, nie siedemdziesiąt. Ja mam siedemdziesiąt sześć i nie chciałabym tam mieszkać.

– On ją kocha – powiedziała po prostu Kate.

– Może i tak, ale to nie znaczy, że od razu musi się z nią żenić. Po prostu cała ta sprawa nie daje mi spokoju.

– Wiem, Claire też nie, ale to nie my się z nią żenimy, tylko on – odparła, zirytowana na matkę.

– W tym rzecz. On jest młody, potrzebuje więcej urozmaicenia w życiu, a katalog ślubny od Bergdorfa to ostatnia rzecz, o jakiej marzy.

– Organizują piękny ślub. Zamówili już namiot, i to z żyrandolami – powiedziała Kate, zachwycona wystawną uroczystością, jaką planowali.

– Świetnie, w takim razie niech Amanda znajdzie sobie jakiegoś miłego chłopaka z Greenwich, który ją w tym namiocie poślubi. Twój syn zasługuje na coś lepszego, tyle tylko chcę ci powiedzieć. Przestań oczekiwać, żeby twoje dzieci robiły to, co ty uważasz za najlepsze. Niech same decydują. Nigdy nie dokonają takich samych wyborów jak ty. To nie w porządku, że każesz im postępować tak, żebyś ty była zadowolona.

– Przestań siać zamęt, mamo – warknęła Kate. – To bardzo konserwatywne dzieciaki.

– Może nie aż tak konserwatywne, jak ci się wydaje albo jakbyś chciała. Nie możesz oczekiwać, że ograniczą życie do ram, które im wyznaczysz. Czasami oczekujesz od nich zbyt wiele – odezwała się Margaret łagodniej. – Nie mogą ciągle być idealni. Wymagasz tego od siebie, ale nie rób tego im, Kate. Pozwól im popełniać błędy. Zobaczysz, koniec końców okaże się, że to dla nich lepsze.

Kate nie odpowiadała przez minutę, marząc, żeby słowa matki nie były aż tak rozsądne.

– Nie dyktuję im, co mają robić – odpowiedziała w końcu niepewnie.

– Może i nie, ale zawsze mówisz, czego robić nie powinni.

Kate wiedziała, że to prawda. Była przekonana, że poprzeczkę należy stawiać wysoko. Każde z dzieci odnosiło sukcesy w swojej dziedzinie, żadne nie popełniło strasznych błędów i Kate się z tego cieszyła.

Rozmawiały o tym jeszcze przez chwilę, później o pracy Kate, a po wyjściu Kate zastanawiała się nad tym, co usłyszała od matki. Nie zawsze się ze sobą zgadzały, ale zawsze liczyła się ze słowami matki. Margaret miała wyjątkowy dar – potrafiła przejrzeć człowieka i rzadko myliła się co do wnuków. Jej radom ufały bardziej niż radom matki. Dzięki różnicy pokoleń i podejściu Margaret jej słowa były dla wnuków łatwiejsze do przyjęcia. Kate była bardziej krytyczna, a jej uwagi trudniejsze do przyjęcia.

Weszła do cichego mieszkania, myśląc o dzieciach. Były tak różne. Musiała być dla nich matką i ojcem, a w miarę jak dorastały, stawało się to coraz trudniejsze. Coraz bardziej odczuwała, że dzieci naprawdę potrzebują ojca i że jeden rodzic, nawet jeśli jest nim kochająca matka, czasami nie wystarczy.

Gdy Kate po kolacji wychodziła od matki, Claire i Reed zdążyli się już kochać dwa razy w jego mieszkaniu w Tribece, odkąd przyszła do niego o ósmej. Pierwszy raz na podłodze w korytarzu. Dalej nie zdołali przejść. Reed przycisnął ją do ściany i rozebrał, i osunęli się zdyszani i spragnieni na podłogę.

Potem dotarli do fotela w salonie, wielkiego i wygodnego, w którym się zanurzyli, i dopiero po kolejnej godzinie udało im się dojść do sypialni z widokiem na rzekę Hudson. Byli nienasyceni i zawsze ogarnięci szałem namiętności. Claire nigdy nie doświadczyła czegoś podobnego. Reed był świetnym kochankiem. Złożyli sobie obietnice, których zdaniem matki i babci Claire nigdy nie będą w stanie dotrzymać. Jednak słowa wydobyły się z nich równie bezwiednie, co krzyki Claire. Potem, wtulona w jego ramiona, szukała ukojenia, aż znów musieli siebie posiąść. Nikt nie był w stanie utrzymać takiego szaleńczego tempa. Byli jak Jack i Jill z rymowanki dla dzieci, staczający się ze wzgórza – nie mogli i nie chcieli powstrzymać niekontrolowanej namiętności, tej jazdy bez trzymanki z największą prędkością. Obojgu wydawała się czymś wspaniałym. Ich udziałem były miłość i seks w najbardziej odurzającym wydaniu, a kiedy tej nocy znów ją poprosił, żeby się do niego wprowadziła, ani chwili nie wątpiła w mądrość swojej decyzji i zapominając o słowach matki w czasie lunchu, od razu się zgodziła. Zrobiłaby dla niego wszystko.

Anthony i Amanda wieczór spędzali spokojnie, a ona zaznajomiła go z najnowszymi szczegółami dotyczącymi ślubu. Wszystkim zajmowała się razem ze swoją matką. Była jedynaczką i jej rodzice chcieli, żeby miała ślub jak z bajki. Bardzo lubili Anthony’ego. Był fantastycznym chłopakiem i choć czasami wydawał się trochę nieśmiały i skrępowany, widzieli, że kocha ich córkę. Był dobrym człowiekiem, wyznawał tradycyjne wartości, a ojciec Amandy był pod wrażeniem, że Anthony z wyróżnieniem ukończył Instytut Techniki w Massachusetts.

Amanda za tydzień miała kolejną przymiarkę sukni, bo trochę schudła. Co weekend pływała w basenie u rodziców, była zgrabna i szczupła. Jej szefowa z „Vogue’a” specjalnie dla niej zamówiła u Manolo Blahnika buty z błękitnymi podeszwami, żeby miała „coś pożyczonego i coś niebieskiego”. Jej rodzice zamierzali sprowadzić w grudniu róże z Ekwadoru i konwalie z Francji. Firma wypożyczająca namioty produkowała dla nich ogrzewany pawilon na zlecenie, z przeszklonymi ścianami i parkietem, a konsultantka ślubna znalazła trzy identyczne antyczne austriackie żyrandole, które miały w nim zawisnąć. Anthony zemdlałby, gdyby znał cenę. To miał być ślub stulecia, a relacja z niego miała się ukazać w marcowym numerze „Vogue’a”, ponieważ proces wydawniczy trwał trzy miesiące. Biała aksamitna suknia ślubna obszyta futrem z białych norek i z białą futrzaną etolą również była tajemnicą. Amanda chciała, żeby Anthony oniemiał, gdy ją zobaczy, olśniewającą niczym rosyjska księżniczka.

W przedślubny wieczór zamierzali zainstalować lodowisko i urządzić przyjęcie na lodzie, żeby Kate nie musiała wyprawiać próbnej kolacji. Przyjęcie miało być niespodzianką dla Anthony’ego. Specjalne maszyny miały rozsypać śnieg, a w ogrodzie miały stanąć wykute w lodzie rzeźby koni w galopie, większych niż naturalne rozmiarów. O wszystkim innym Anthony wiedział. Znał większość najistotniejszych szczegółów. Na lipiec zaplanowano degustację tortu, a na wrzesień – weselnego menu. Wino wybierał ojciec Amandy, ponieważ był koneserem i posiadał okazałą piwnicę ze świetnymi rocznikami najsłynniejszych francuskich win. Anthony nie bardzo znał się na winach, ale Amanda mu powiedziała, że te roczniki są warte fortunę.

Anthony był zabójczo przystojny, miał ciemne włosy i oczy po ojcu, jak Claire. Amanda była piękną blondynką z jasną porcelanową cerą. Ich dzieci z pewnością będą piękne. Amanda marzyła, żeby zajść w ciążę. Ustalili, że o dziecko zaczną się starać zaraz po ślubie. Miała nadzieję, że do wiosny zajdzie w ciążę. Jemu nie spieszyło się do dzieci tak jak Amandzie – twierdziła, że są w idealnym wieku do założenia rodziny. Chciała urodzić, dopóki jest młoda. Wszystko miała zaplanowane, a Anthony uznał, że łatwiej mu będzie po prostu się do tego dostosować. Czuł się, jakby płynął z nurtem rzeki, gdy opowiadała mu, jakie ma dla nich plany. Potrafiła dokładnie zaplanować całe ich przyszłe życie. On nigdy wcześniej nie wybiegał tak daleko w przyszłość. Myślał, że jak już się pobiorą, Amanda przestanie się stresować i do wszystkiego zacznie podchodzić z większym dystansem. Nie będzie już miała się o co martwić. Dostanie wszystko, czego chciała. Wolał pozwolić, żeby wszystko zaplanowała, skoro to ją uszczęśliwiało. On czuł się tak, jakby oglądał film.

Amandę łatwo było zadowolić, w przeciwieństwie do innych dziewczyn, z którymi się spotykał. Świetnie się dogadywali i nigdy nie kłócili, głównie dlatego, że on ustępował. Ich związek, pozbawiony ognia i wyzwań, był spokojny i nie wymagał od Anthony’ego wysiłku, bo wszystkim zajmowała się Amanda i jej rodzice.

Amanda nigdy nie miała pretensji o to, że Anthony tyle pracuje przy grach wideo, bo wiedziała, że to dla niego ważne. Często siedział w biurze do późna i tracił poczucie czasu. Niepokoiła się tylko wtedy, kiedy byli zaproszeni do kogoś na kolację, a on zapomniał i wyłączył telefon, żeby się skupić. Parę razy przez niego nie dotarli, ale zawsze obiecywał, że to się więcej nie powtórzy.