Dzieci królowej elfów 2 - Nieprzebyty las - Peter Gotthardt - ebook

Dzieci królowej elfów 2 - Nieprzebyty las ebook

Peter Gotthardt

0,0
4,99 zł

lub
Opis

Historii o elfach istnieje tyle, ile gwiazd na niebie. Oto jedna z nich. Jest to opowieść o niewielkiej grupie elfów, które nagle znalazły się bardzo daleko od domu. Drogę powrotną zagradzają im wysokie góry i przepastne morza. Napotykają też wrogów, którzy ścigają ich bez litości. Ale nic nie jest w stanie sprawić, żeby elfy zaniechały swojej podróży. Na przekór niebezpieczeństwu i wszelkim przeszkodom chcą dotrzeć do domu. Dzień za dniem wędrują na wschód w kierunku Krainy Elfów, gdzie zielenią się bujne lasy, a źródła tryskają życiodajną wodą. "Nieprzebyty las" to druga część serii "Dzieci królowej elfów".

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 29




Peter Gotthardt

Dzieci królowej elfów 2 - Nieprzebyty las

Księga druga

Saga

Dzieci królowej elfów 2 - Nieprzebyty lasPrzełożyła Agata Lubowicka Tytuł originałuElverdronningens børn 2 - Skoven uden vejeCopyright © 2010, 2019 Peter Gotthardt i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711870129

1. Wydanie w formie e-booka, 2019 Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

1.

Pięcioosobowa grupka podążała ścieżką między zielonymi polami. Liczyła czworo elfów i jednego człowieka.

Pochód otwierała Stokrotka, córka królowej elfów. Obiecała swoim przyjaciołom, że doprowadzi ich do domu, i postanowiła za wszelką cenę dotrzymać słowa.

Za nią kroczył Smardz, młodzieniec, którego spotkali kilka dni wcześniej. Był włóczykijem i postanowił towarzyszyć im przez część drogi.

Potem szła przyjaciółka Stokrotki, Borówka. Milcząca, pogrążona w myślach i widząca rzeczy ukryte dla innych.

Na końcu wędrowali Mniszek i rycerz Zawilec. Mniszek był bratem Stokrotki. Patrzył na Zawilca z uwielbieniem, mając nadzieję, że sam kiedyś zostanie rycerzem. Królowa poprosiła Zawilca, żeby strzegł jej dzieci jak oka w głowie. Dlatego nieustannie pilnował, czy nie zbliża się jakieś niebezpieczeństwo, a z mieczem nie rozstawał się nawet podczas snu.

– Nigdy nie znajdziemy tego pustelnika! – westchnęła Stokrotka. – Wszędzie o niego rozpytujemy, ale nikt nigdzie o nim nic nie słyszał.

– Może szczęście nam dopisze następnym razem – powiedział z nadzieją Smardz.

Idąc dalej drogą, ujrzeli chłopa z żoną siedzących w trawie na poboczu i spożywających posiłek. Obok nich leżał chleb, kilka cebul, ser i antałek z piwem.

– Smacznego – pozdrowił ich Smardz. – Czy wiecie może, jak znajdziemy pustelnika z Wilczej Skały?

– Lepiej od razu zaniechajcie tego – stwierdził chłop, odgryzając kęs cebuli. – Nikt go nie widział od dawnych czasów.

– Słyszałam, że mieszka gdzieś w głębi tego lasu – dodała żona, odcinając plasterek sera.

– Na wiele się to nie zda – wszedł jej w słowo mąż. – Las jest gęsty i można w nim łatwo zabłądzić.

– Można też mieć szczęście i trafić na właściwą drogę – odparła kobieta.

– Na nic się to nie zda – burknął mężczyzna, upijając łyk piwa. – Wieść niesie, że pustelnik się ukrywa, aby uniknąć niepożądanych wizyt.

Kobieta odebrała mężowi antałek i sama napiła się piwa. Potem powiedziała:

– Jestem pewna, że dobrze przyjmuje tych nielicznych, którym uda się odnaleźć jego chatkę.

Elfy podziękowały małżeństwu i skierowały się w stronę lasu.

Chłop miał rację. Między wysokimi drzewami nie było żadnej drogi ani nawet skromnej ścieżki. Gałęzie rosły tak gęsto, że prawie nie dopuszczały światła dziennego.

Przedzieranie się przez las postępowało bardzo powoli. Zawilec musiał wielokrotnie torować drogę za pomocą ostrego miecza.

W końcu musieli odpocząć. Usiedli na powalonym drzewie, aby się posilić. Wszyscy byli wyczerpani.

– Sprawa wygląda na beznadziejną – stwierdził Smardz. – Możemy tak błądzić przez wiele lat, nigdy nigdzie nie docierając.

– Co w takim razie powinniśmy zrobić? – żachnął się Zawilec.

– Idziemy dalej – oświadczyła Stokrotka z uporem.

Mniszek nie przestawał się obracać z głową zadartą do góry, wpatrzony w wierzchołki drzew.

– Na co się tak patrzysz? – zapytała Borówka.

– Na te dwa ptaki, tam wysoko – odpowiedział. – Przyglądają się nam. Najwidoczniej wiedzą, że jesteśmy tu obcy.

W tym samym momencie ptaki poderwały się do lotu.

– Biegnijmy za nimi – wykrzyknęła Borówka, podnosząc się.

– Czy to aby rozsądne? – zawahał się Zawilec.

– Lepsze to, niż siedzieć tu bezczynnie – zawyrokowała Stokrotka. – Spróbujmy. Chodźcie!

Pospieszyły z Borówką w kierunku, gdzie poleciały ptaki. Po chwili zaczęło im się iść nieco łatwiej.

– Prawie można to nazwać ścieżką – uznał Smardz. – Jeśli w ogóle dokądś prowadzi.

Zaczęli iść pod górkę. Ziemia stała się bardziej kamienista. W miejscach najbardziej stromych leżące w poprzek płaskie kamienie tworzyły rodzaj schodów.

Nagle wyszli na otwartą polanę. Pod bardzo wiekową, rozgałęzioną sosną znajdowała się chatka o plecionych ścianach nakrytych dachem z wyschniętych paproci.

Stokrotka skierowała się w stronę chatki. Zawilec w porę to zauważył i chwycił ją za ramię, szepcząc:

– Stój! Nie jesteśmy tu sami.

Między drzewami rosnącymi wokół polany stały wilki, jeden obok drugiego. Milczące i zaciekawione, nie spuszczały oczu z przybyszów.

Elfy i Smardz zwarli szeregi. Nikt nie miał odwagi odezwać się ani słowem.

Wilki stały nieruchomo i wpatrywały się w nich.

Ptaki usiadły na gałęzi jednego z drzew. Nagle zaskrzeczały. Brzmiało to jak szyderczy śmiech.

– Co teraz zrobimy? – szepnął Smardz.

– Stójmy zupełnie nieruchomo – odpowiedział Zawilec. – Może za chwilę sobie pójdą.

– Witamy w Wilczej Skale – odezwał się nagle jakiś głos tuż za ich plecami.

2.

Zbliżał się do nich mężczyzna niosący pod pachą wiązkę suchych gałązek. Był boso, a szeroki słomiany kapelusz osłaniał mu twarz przed słońcem.

– Czy to ciebie zwą pustelnikiem z Wilczej Skały? – zapytała Stokrotka.

– Rzeczywiście tak na mnie mówią – przyznał.

– Słyszeliśmy, że masz ponad tysiąc lat – odezwał się Mniszek. – Ale nie wyglądasz na tyle.

– To dzięki wszechobecnemu świeżemu powietrzu, ono sprawia, że wciąż jestem młody – odpowiedział mężczyzna z uśmiechem. – Zresztą bardzo możliwe, że nie jestem pierwszym pustelnikiem, który tu zamieszkuje. Niewykluczone, że przede mną byli tu inni, najpierw jeden, potem drugi.

– Rozkazujesz wilkom? – zainteresował się Zawilec. – W ich towarzystwie nie czujemy się do końca bezpiecznie.

– Leśnej dzikiej zwierzynie nikt nie może rozkazywać – stwierdził pustelnik. – Ale dobrze ze sobą żyjemy. Jeśli jakiś wilk zachoruje, zawsze próbuję go uleczyć. A kiedy nie ma mnie w domu, one w zamian pilnują, czy ktoś tu nie przychodzi.

– Nie było łatwo znaleźć twoją chatkę – zauważył Smardz. – Chyba zbyt wiele osób cię tu nie odwiedza?

– Nie, i bardzo mi to odpowiada – odparł pustelnik. – Wielu chciałoby uzyskać ode mnie jakąś radę. Jedni chcieliby zarabiać dużo pieniędzy, drudzy – żeby ktoś się w nich zakochał, a jeszcze inni pragnęliby się dowiedzieć, czy nadchodząca zima będzie surowa czy łagodna. Takimi sprawami nie mam zamiaru zaprzątać sobie głowy. Poza tym większość z nich się poddaje, bo ścieżka tutaj prowadząca jest naprawdę dobrze ukryta. Tylko nielicznym udaje się tu dotrzeć. Drogę pokazuje im serce. A wy czego chcecie?

– Wrócić do domu – odpowiedziała Stokrotka. – Do Krainy Elfów. Wiesz, w którą stronę mamy się kierować?

– Elfów? – zapytał zdumiony pustelnik. – Myślałem, że jesteście alfingami.

– Czym? – nie zrozumiała Stokrotka.

– Tu, w tym kraju, żyli kiedyś ludzie podobni do was – zaczął opowiadać pustelnik. – Nazywano ich alfingami, ponieważ pochodzili od alfów. Zniknęli setki lat temu. Ale znane mi są opowieści o nich.

– To musiały być te zjawy, które widzieliśmy w Przeklętym Zamku – domyślił się Zawilec.

– Na pewno jesteście z nimi spokrewnieni – stwierdził pustelnik. – Stare legendy opowiadają, że alfingowie mieli dalekich krewnych zwanych elfami. Zawsze wydawało mi się, że to tylko baśń. Dopiero teraz widzę, że to prawda.

– Czy słyszałeś też o tym, gdzie miałaby się znajdować kraina zamieszkana przez te elfy? – zapytała Stokrotka.

– Gdzieś na wschodzie – odparł pustelnik. – Według legend elfy mieszkają w kraju, gdzie wschodzi słońce.

Elfy popatrzyły na siebie nawzajem oczami promieniującymi radością.

– Wreszcie możemy rozpocząć podróż do domu! – zaczęła wiwatować Stokrotka.

– Jak ci się wydaje, czy szybko tam dotrzemy? – dociekał Mniszek.

– Nie liczcie na to – odparł pustelnik. – Droga jest długa i ciężka. Ale mogę wam pokazać jej pierwszy odcinek. Chodźcie ze mną.

Z tyłu za chatką ciągnęła się ścieżka prowadząca na samą górę skały. Elfy i Smardz pośpieszyli w ślad za pustelnikiem. Wilki zdążyły już się rozbiec.

Wkrótce stanęli na szczycie skały. Mieli stamtąd niezakłócony niczym widok na wszystkie strony. Na zachodzie słońce właśnie zachodziło ponad polami i wioskami.