Dywan wschodni. Arabia - praca zbiorowa - ebook
Opis

Arabia — ojczyzna kawy, palm, pustyń, konia, wielbłąda; ojczyzna gwałtownych wybuchów geniuszu i długowiekowych potem omdleń sennych i beztwórczych: miała w historii moment tak wspaniałego rozkwitu, że przodowała jakiś czas cywilizacji. Imiona autorów zachowały się w pamięci Arabów: Antar — Zuhair — Lebid — Tarafa — Imrulkais lub Amrulkais — i inni. Istotą poezji arabskiej jest liryka bohaterska; dwa są nieustające jej motywy: koń i kobieta. Arab miłuje kobietę, ale kobieta jest zdradliwa, koń wierny; nie znajdziesz nigdy szyderstwa ani żalu z powodu konia; znajdziesz nieraz gorzkie słowa o kobiecie. Jednak miłość arabska nawet w tych cierpieniach rozkosz odkrywa. Stąd, choć pozornie proste, erotyki arabskie mają w sobie labirynty ścieżek tajemniczych. Przy tym poeta arabski jest zawsze bardzo osobisty: zawsze mówi o sobie. Obiektywnym staje się dopiero w bajce: czy to w baśni z 1001 nocy, czy też w baśni o świętych, derwiszach, poetach, rycerzach. Prezentujemy tutaj antologię dawnej literatury arabskiej.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 71

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

Dywan wschodni

Arabia

 

zebrał i opracowałAntoni Lange

 

Armoryka

Sandomierz

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Na okładce: Reza Abbasi  (1565-1635), Hunters at a Stream - fragment (between 1623 and 1627), licencja public domain,

źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/File:Brooklyn_Museum_-_Hunters_at_a_Stream_-_Riza_`Abbasi.jpg

This file has been identified as being free of known restrictions under copyright law, including all related and neighboring rights.

 

Wydanie według edycji z roku 1921.

Zachowano oryginalną pisownię.

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7950-517-3

 

 

ARABIA

 

Arabia — ojczyzna kawy, palm, pustyń, konia, wielbłąda; ojczyzna gwałtownych wybuchów geniuszu i długowiekowych potem omdleń sennych i beztwórczych: miała w historyi moment tak wspaniałego rozkwitu, że przodowała jakiś czas cywilizacyi. Do Arabów jeździli po naukę nawet z dalekiej zimnej północy: Erazm Ciołek był uczniem Arabów.

Tym, który wywołał tę gorącą eksplozyę ducha arabskiego był wielki prorok-poeta Mahomet. Poezya arabska jest wykwitem energii tego twórcy ducha arabskiego. Na długie lata go zapłodnił ów wysłaniec Allacha. Ale i przed Mahometem kochali się Arabowie w poezyi i co rocznie w Mekce odbywały się igrzyska poetyckie farysów, — t. j. rycerzy i razem poetów. Naród cały sądził poetów, a który utwór uznany został za najdoskonalszy, ten na jedwabiu złotem pismem utkany, „zawieszony” bywał w świątyni i stąd cały zbiór tych tryumfalnych poematów zowie się Moallakat „zawieszone”. [Moallakat — jest to Pluralis; w liczbie pojedynczej — Moallaka. — Każdy z tych poematów da się podzielić na oddzielne fragmenta, z każdego też dajemy urywki, mniejsze lub większe].

Imiona autorów zachowały się w pamięci Arabów: Antar — Zuhair — Lebid — Tarafa — Imrulkais lub Amrulkais — i in.

Po Mahomecie poezya arabska zakwitła zarówno w kalifacie Bagdadzkim, jak Hiszpańskim i dwojaki też ma koloryt. Poeci bagdadzcy szli za tradycyą dawnych wieszczów arabskich, jak Altmotenabbi, którego przerobił po polsku Adam Mickiewicz.

Poeci hiszpańsko-arabscy mają ton nieco odmienny, jakoby łaciński: ulegli z konieczności wpływom kraju i rasy.

Istotą poezyi arabskiej jest liryka bohaterska; dwa są nieustające jej motywy: koń i kobieta. Arab miłuje kobietę, ale kobieta jest zdradliwa, koń wierny; nie znajdziesz nigdy szyderstwa ani żalu z powodu konia; znajdziesz nieraz gorzkie słowa o kobiecie. Jednak miłość arabska nawet w tych cierpieniach rozkosz odkrywa. Stąd, choć pozornie proste, erotyki arabskie mają w sobie labirynty ścieżek tajemniczych. Przytem poeta arabski jest zawsze b. osobisty: zawsze mówi o sobie. Objektywnym staje się dopiero w bajce: czy to w baśni z 1001 nocy, czy też w baśni o świętych, derwiszach, poetach, rycerzach. Pierwszy poeta, którego imię tu zaznaczyliśmy, Antar, jest bohaterem wielkiego romansu o charakterze epickim, pod tymże tytułem (Antar); jest to wielkie epos awanturnicze, Orlando furioso Arabii; fantastyczna historya przygód wielkiego farysa — poety — awanturnika Antara.

 

ZE ZBIORU HAMASA

 

[Hamasa — znaczy „pieśń rycerska”. Jest to zbiór pieśni krótkich (po 24 — 36 w.), nazwanych Hamasa od pierwszej pieśni, która go otwiera. Zbiór dzieli się na 10 rozdziałów (pieśni bojowe, obyczajowe, miłosne, opisy natury i t. d.). Zebrał te pieśni i ułożył poraz pierwszy Abu Tammam, zmarły w r. 221 hedżiry. W r. 1828 wydał G. W. Freytag Hamasae Carmina — tekst arabski i przekład łaciński].

 

Hej, Szabana potomkowie,

Powstrzymajcie groźne dłonie:

U Lafawa studni jutro

Napotkacie moje konie!

To rumaki krwi szlachetnej

Co do walk, się rwą w pogonie,

Aż się w blizkiem starciu zetrą:

Czy to góry czy to błonie,

Idą dzieci rodu Mazen —

Lwy, co ogień żywią w łonie.

Rozpoznacie ich w ataku,

Rozpoznacie ich w obronie:

Jak wytrwali są na trudy,

Gdy los ogniem na nich zionie.

Jako wicher idą naprzód,

Gdy im w sercu krew zapłonie.

Obosiecznym swym jemeńskim

Mieczem — krwi wytoczą tonie —

Nic ich w drodze nie powstrzyma:

Miecz ich wrogów skroś pochłonie!

Chcesz pomocy? Nie pytają,

O co walka, w której stronie:

Ale wnet polecą konno,

W wojowników dzielnych gronie.

 

ZE ZBIORU MOALLAKAT. (ANTAR).

 

[Moallakat — Liczba ich siedem; każda nosi nazwę autora: Moallaka Antara, Tarafy i t. d. Podajemy tu fragmenty niektórych. W r. 1850 w Lipsku wyszło Septem Moallakat, antquissima carmina arabum (Arnold). — Zowią się też Mozahhabat — pozłacane t. j. wyszyte złotemi literami. Niektórzy uważają to za bajkę, gdyż pismo przed Mahometem było prawie nieznane w Arabii i raczej tradycya ustna zachowała pamięć tych pieśni. Cenzura Islamu usunęła z nich ślady pogaństwa. Autorzy Moallak są: Antar, Tarafa, Imrulkais, Zuhair, Lebid, Hares, Amru b. Kūltum,]

 

I.

 

Spokój uchodzi od mojej powieki.

Łzy gorzkie palą mojej twarzy bladość:

Abla uniosła z sobą w kraj daleki

Sen mój, rumieniec i radość!

Ból mój tembardziej w swojej mocy rośnie,

Że jeno krótka była to godzina,

Gdy mogłem widzieć, jak płonąc radośnie,

Ku moim oczom serce jej się wspina.

Niestety, jakże dziwnie jest dręcząca

Ta chwila smutna, co mi pierś zakrwawia:

Żałość pożegnań, co się wciąż odnawia —

Oraz rozłączeń bez końca!

O plemię Beni-Abbes, wojownicy!

Jakże mi tęskno po waszych namiotach,

Gdziem widział uśmiech jej — blask jej źrenicy —

Co zgasł mi rychło w tęsknotach.

O łzy wylane próżno, próżne smutki!

Kochanka moja gdzieś na cudzej niwie:

Dajcie mi jeno czas mały a krótki,

Bym żył i umarł szczęśliwie!

Krótkiego czasu jeno mi potrzeba:

Skąpiec by przyznał go cudzemu oku,

 

By mogło wielbić swe błękitne nieba

I skarb swój pełen uroku!

 

II.

 

(SKARGI ABLI).

 

Wojownicy mego ludu,

Złamcie pęta mej niedoli:

Powiadomcie-ż wy Antara

O żałosnej mej niewoli.

Odkąd wdal od swej gazeli

Odszedł lew niepokonany:

Wszystkie naraz pęta grożą

Jego biednej ukochanej.

Ból wyczerpał moje serce —

Wszystkich sił wysączył soki:

Ileż cierpień teraz znoszę,

Mając wokół jeno mroki!

Za najmniejszem wiatru wianiem

Na samotne padam łoże:

Jak więdnący kwiat w ogrodzie,

Co bez światła żyć nie może.

Toć im większa moja klęska,

Tem szczęśliwsze moje wrogi,

Odkąd przed tym moim panem

Moich drzwi zamknęli, progi.

Ileż obelg i poniżeń

Znoszę tu przez czas ten cały:

Toż na widok mej rozpaczy

Nawet głazy by płakały.

Wojownicy, błagam, byście

Antarowi powiedzieli,

Że jedynie lew potrafi

Bronić życia swej gazeli.

 

(A. Lange).

 

TARAFA.

 

I.

 

Widoczne jeszcze ślady koczowisk Chaumuły

Na kamiennej równinie Tachmed się rozsnuły.

Podobne do tych resztek deseni, wykłutych

[Mowa o tatuowaniu]

Na rąk powierzchni mężów, w żelazo zakutych.

Tutaj się towarzysze moi zatrzymali

I podjechawszy do mnie — tak mnie pocieszali:

„Pokrzep swojego ducha, a przepędź tęsknicę!

Ale ja wciąż pamiętam dziewczę me w lektyce

Wielbłądziej — ukochaną mą jasną Malekę —

Której namioty dzisiaj od nas tak dalekie!

Lektyka jej się zdała jako łódź co świtem

Płynie szerokiej Dady zielonem korytem —

Jak wielka adawiańska łódź albo jak owa,

Którą zmyślnie buduje dłoń Ibn-Jaminowa.

Sztuczny sternik prowadzi łódź co się kolebie —

Już to w bok ją kierując — już to wprost przed siebie.

Zasię przód jej rozcina pieniące się fale,

Niby gracz, co zgadując, rozrzuca fijale

[Fijal gra, polegająca na tem, że w piasek zakopuje się różne przedmioty albo też robi się kupki piasku — puste. Gracz powinien odgadnąć, czy fijal pusty czy nie pusty i co się w nim mieści].

Z ludem tym ma gazela znikła ciemnousta

[ciemnousta: u Arabów wargi ciemne — czarniawe — uważane są za jeden z warunków piękności],

Co piękną [niczym gazela] wyciągając szyję , chyli usta,

Gdy jagody eraku zrywa — a zarazem

Szyja błyska jej pereł sznurem i topazem.

Ciemną wargą uśmiecha się moja kochanka:

Uśmiech jej do dzikiego podobny rumianka,

 

Co rozkwita na wzgórzach z wilgotnego piasku. —

Samo słońce ją w złotym wykąpało blasku,

Jej dziąseł nie dotknąwszy, co zostały ciemne,

Choć zdala od niej kohlu-antymonu są proszki tajemne.

Samo słońce jej lica swą jasną zasłoną

Pokryło — czysto barwiąc twarz nie pomarszczoną

Zniknęła, lecz ja umiem zwalczać swą tęsknicę —

Siadam wtedy na wierną swoją wielbłądzicę

I lecę na pustynię — — —

 

(A. Lange).

 

II.

 

(WIELBŁĄD).

 

Silny, jak boki trumny, więc ze mną w dal bieży

Drogą, do pręgowanej podobną odzieży;

Członki ma niestrudzone, a tak lekko kroczy,

Jak samica, gdy strusia na pustyni zoczy.

Na wiosnę wygłodzony chodzi z wielbłądami,

Po łąkach majowemi skrapianych deszczami.

Idzie za głosem stróża i napad ogiera

Z zaciętością ogonem krzaczastym odpiera.

Uda jego tak pełne, żeś je wziąć gotowy,

Za olbrzymie zamkowych wrót bratnie połowy.

Żebra łukom podobne, grzbiet pięknej budowy,

Szyja dzielnie się trzyma kości pacierzowej.

Przeguby, jak dwie próżnie w lotosu drzewinie;

Pod lędźwiami silnemi łuk żebrowy ginie.

Udo tak od bratniego uda w dal ucieka,

Jako dwa wiadra wody w dwu rękach człowieka,

Most grecki przypomina swych mięśni budową,

Którego siłę stwierdza architekta słowo.

Grzbiet ma silny, w podbródku włosy czerwonawe,

Rączo kroki silnemi podnosi kurzawę.

Kiedy nogi wyrzuca w tę lub ową stronę,

Łopatki, jak pod dachem stoją niewzruszone.

Baty na grzbiecie jego tak znać doskonale,

 

Jako pręgi deszczowe na urwistej skale.

Tu jedna, owdzie mnóstwo pręg na grzbiecie leży,

Niby łaty białawe na zdartej odzieży.

Szyja, gdy nią poruszy, żywo przypomina

Tył okrętu, co fale Tygrysu rozcina.

Czaszka mała, z kowadłem może chodzić w parze.

Pilnik, od zębów jego nie więcej dokaże.

Policzki, jako papier syryjski, a warga

Z jemeńskiej skóry, której zmarszczka nie potarga.

Ma uszy, które w nocnej wędrówce pustynią

Pewien rodzaj muzyki osobliwej czynią;

A to są krwi szlachetnej niemylne dowody:

Ma je każdy byk leśny z Chaumułu zagrody.

Z obawy przed harapem splecionym z rzemienia,

Woli mojej posłuszny, szybkość biegu zmienia.

Gdy zechce, tuż przy siodle trzyma swoją głowę,

A