Dwoje pod napięciem - Agnieszka Czochra - ebook
Opis

Szczyrk, początek marca i dwoje nieznajomych, którzy od początku nie przypadają sobie do gustu. Ona – temperamentna, rudowłosa studentka ratownictwa medycznego, chętnie korzystająca z uroków życia; on – młody nauczyciel WF-u po przejściach, którego właśnie porzuciła narzeczona. Los uparcie pcha ich ku sobie, choć pierwsze, przypadkowe spotkanie o mało nie kończy się dla niego utratą życia. Za drugim razem wcale nie jest lepiej. Ale kiedy oboje gubią się na górskim szlaku i są skazani na swoje towarzystwo przez najbliższe dwadzieścia cztery godziny, coś ulega zmianie.

Przyroda, zmienna górska pogoda, noc spędzona pod rozgwieżdżonym niebem i burza z piorunami. „Dwoje pod napięciem” to iskrząca opowieść o młodości, przygodzie i szansie na wiosenne przesilenie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 106

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dla Rodziców,

za to, że zawsze we mnie wierzyli.

 

I dla A.

Za to, że jest.

1

Sala wykładowa była stara… Studenci powoli wchodzili do środka przez drzwi znajdujące się u jej szczytu i zajmowali kolejne rzędy. Przy każdym ruchu drewniane, ciemnobrązowe ławki wydawały z siebie dźwięk, który można by porównać do jęku zarzynanych prosiąt. Drobinki kurzu wirowały w promieniach porannego słońca, które przebijały się do środka przez smukłe, wysokie okna. W pomieszczeniu, pomimo jego wielkości, było duszno i nieprzyjemnie. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny. Na środku znajdował się stół z pulpitem dla wykładowcy, na którym stało kilka doniczek z bujnymi, zielonymi roślinami.

Do rozpoczęcia wykładu pozostało jeszcze jakieś pół godziny. Miał dotyczyć wyjazdu na szkolenie GOPR, które odbywa się na drugim roku ratownictwa medycznego. Na pierwszym roku przyszli ratownicy musieli zaliczyć szkolenie WOPR na Mazurach. Studenci już nie mogli doczekać się wyjazdu – całonocnych imprez i całodniowego szaleństwa na stoku. Pobyt w górach zapowiadał się znakomicie. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że w ciągu tygodnia nie można nauczyć się, jak zostać ratownikiem górskim, więc nawet nie było sensu się wysilać… Niestety, spotkanie organizacyjne zostało zaplanowane na piątek o dziesiątej rano, co w połączeniu z Piwnymi Czwartkami w klubie Medyka oznaczało totalną katastrofę.

– Źle wyglądasz… – Piotrek Kura, zajmując miejsce, spojrzał na Ankę Piotrowską. Dziewczyna opierała głowę na ramionach skrzyżowanych na blacie ławki. Miała podkrążone, zapuchnięte oczy i zmęczone spojrzenie. Rude włosy związała niedbale w koński ogon, ale kilka kosmyków zadziornie opadało jej na czoło, reszta oplatała ramiona. – Ciężka noc? – Chłopak uśmiechnął się porozumiewawczo i poklepał ją po ramieniu.

– Nie… – Anka, nie podnosząc głowy, spojrzała kątem oka w kierunku kolegi. – Noc była super… – Wzięła głęboki wdech, przeciągnęła się i oparła plecami o ławkę znajdującą się za nią. – Poranek jest do kitu.

– Widzę… – Chłopak wyjął z torby zeszyt i długopis, po czym położył je przed sobą. – O której wczoraj wyszłaś z Medyka? – Spojrzał na nią podejrzliwie.

– Dzisiaj – odpowiedziała, nawet na niego nie spoglądając. Piotrek popatrzył na nią z niedowierzaniem. – No co? – Wzruszyła ramionami. – Klub jest po drugiej stronie ulicy. Nie opłacało mi się wracać do domu, skoro z samego rana jest to obowiązkowe spotkanie… – mocno zaakcentowała wyraz „obowiązkowe”. – Nie rozumiem tego. Zrywają nas rano z łóżek, żeby nam powiedzieć, że co? Żebyśmy wzięli ciepłe sweterki w góry?! – Była wyraźnie rozdrażniona. – No przecież nie mamy pięciu lat. – Podparła brodę dłonią.

– Jest dziesiąta. – Chłopak spojrzał na nią z ironią. – Rano już dawno minęło…

– Cześć. – Właśnie dosiadła się do nich Kaśka Pawlik. – Co słychać?

Oboje pomachali jej dłońmi jak dzieci w przedszkolu, ale nie powiedzieli ani słowa. Wszyscy troje znali się z liceum. Postanowili razem zdawać na ratownictwo medyczne. Wtedy łączyły ich jeszcze te same ideały, poglądy i marzenia o pracy w jednym pogotowiu. Brutalna rzeczywistość zmieniła jednak ich nastawienie do tego zawodu. Wspólne plany legły w gruzach już po pierwszych wakacyjnych praktykach. Dziewczyny zrozumiały, że nie nadają się do tego zawodu. Anka chciała czegoś więcej, zależało jej na ratowaniu ludzkiego życia, a nie na byciu taksówkarzem. Natomiast Kaśka… No cóż, Kaśka była typową blondynką, z długimi, pomalowanymi w kolorowe wzorki paznokciami, która zwyczajnie się do tego nie nadawała. Tylko Piotrek wciąż był zafascynowany studiami i wizją pracy w pogotowiu.

W całej sali rozbrzmiewały rozmowy, radosny gwar odbijał się głośnym echem w czaszce Anki, więc dziewczyna, by złagodzić ból głowy, skupiła się na masażu skroni. Nie zauważyła, że do środka wszedł magister Darek Leśniak, kierownik Zakładu Wychowania Fizycznego i Sportu. Był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem po czterdziestce. Tego dnia miał na sobie granatowe dżinsy, niebieską koszulę rozpiętą pod szyją i szarą marynarkę. Położył laptopa na stoliku i zajął się podłączaniem do niego rzutnika. Gdy uporał się ze sprzętem, podszedł do okien i zaczął zasłaniać rolety. Tłuste promienie słońca, wpadające na salę, kurczyły się stopniowo, aż wreszcie w pomieszczeniu zapanował półmrok. Leśniak zdjął marynarkę, powiesił ją na oparciu krzesła stojącego za stołem i odwrócił się w kierunku studentów.

– Czy są wszyscy? – Przygładził ręką włosy, co odruchowo robił zawsze przed rozpoczęciem jakiejkolwiek rozmowy.

– Oczekuje pan szczerej odpowiedzi? – Anka spojrzała na niego bez wyrazu. Była starościną roku i zwykle to ona nawiązywała pierwszy kontakt z wykładowcami.

– No raczej chciałbym usłyszeć prawdę. – Mężczyzna uśmiechnął się.

– Szczerze mogę panu powiedzieć, że ja jestem. – Cała sala wybuchnęła śmiechem. Anka przymrużyła oczy, bo nagły, głośny dźwięk odbił się falą od jej potylicy i pulsując, rozlał się po całym mózgu.

– No dobra. Tu jest lista. Niech się każdy podpisze. – Podał kartkę dziewczynie w okularach, siedzącej w pierwszym rzędzie.

– A jeśli kogoś jednak nie ma? – Anka spojrzała na niego dociekliwie.

– Zróbcie tak, żeby wszyscy byli. – Magister mrugnął znacząco. Wiedział, że nawet gdyby na sali było piętnaście osób, na liście pojawiłoby się pięćdziesiąt podpisów. Szanował jednak dziewczynę, która wolała zrobić „legalny przekręt” i zapytać go wcześniej o zgodę. – Dobra – zaczął, gdy lista powędrowała w głąb sali. – Spotkaliśmy się dzisiaj, żeby przedstawić wam plan szkolenia. Wiecie już, że dojazd organizujecie sobie sami? – Kilka osób kiwnęło głowami. – Na miejscu widzimy się w poniedziałek o piętnastej. Wtedy zajmiemy się zakwaterowaniem. O piątej jest obiadokolacja i przez resztę wieczoru macie wolne. Te dziesięć dni spędzimy w hotelu Panorama w Szczyrku. – Na ekranie pojawił się długi czteropiętrowy budynek, otoczony drzewami i zielonym trawnikiem. Na parterze znajdowały się garaże, przed którymi stało zaparkowanych kilka samochodów.

– A co ze sprzętem? – zapytał ktoś z wyższych rzędów.

– Narty można wypożyczyć na miejscu i myślę, że to jest najlepsze rozwiązanie. Pogoda niestety nam nie dopisała, w przyszłym tygodniu ma być podobno piętnaście stopni ciepła, a zatem więcej czasu spędzimy chodząc po szlakach niż śmigając na nartach, ale mam nadzieję, że stoki będą sztucznie naśnieżone i choć trochę z nich skorzystamy. Ale absolutnie nie ma sensu, żebyście taszczyli ze sobą narty. – Uśmiechnął się do studentów. Pierwszy raz od kilku lat to właśnie on miał z nimi jechać na to szkolenie. Wcześniej jeździł jego zastępca, ale w tym roku się rozchorował, więc musiał zająć jego miejsce. Darek umiał złapać dobry kontakt z młodzieżą, ale wyjazd z sześćdziesięcioma osobami na dziesięć dni napawał go przerażeniem. Jak zapanować nad taką zgrają indywidualistów? – Teraz – mężczyzna zmienił slajd i na ekranie pojawiła się tabela z planem na cały pobyt – porozmawiajmy o tym, co was czeka przez najbliższe dziesięć dni.

Anka nie słuchała wykładowcy. Oczami duszy już widziała siebie siedzącą w hotelowym pokoju z jakimś czasopismem w ręku.

***

– Co ty robisz?! – Wojtek Stec wrócił właśnie ze szkoły. Był nauczycielem WF-u w jednym z warszawskich liceów ogólnokształcących. Zastał narzeczoną pakującą swoje ubrania do dużej zielonej walizki. Półki w szafach były puste, część ubrań została już spakowana w torby, o które potknął się w przedpokoju, pozostałe rzeczy leżały porozwalane na łóżku. Iza, klęcząc na podłodze, składała ubrania w kostkę i wpychała je z wściekłością do walizki.

– Miałeś być dopiero za godzinę – warknęła przez zaciśnięte zęby.

– Przepadła mi ostatnia lekcja. Klasa pojechała na wycieczkę – powiedział odruchowo, ale jego tłumaczenie niewiele wniosło do całej sytuacji. Iza nie wyglądała na zainteresowaną tym, co mówi. Mężczyzna stał nad narzeczoną, patrząc ze zdziwieniem na bałagan w mieszkaniu. Kobieta zaczęła coraz szybciej się pakować. – Co ty robisz? – powtórzył pytanie. Nie rozumiał sceny, której był świadkiem. Jeszcze kilka dni temu razem wybierali zaproszenia ślubne. Małe niebieskie karteczki, które tak spodobały się kobiecie, leżały na nocnym stoliku. Połowa z nich była już wypełniona.

– A jak myślisz? – warknęła ponownie i zdecydowanym ruchem zasunęła zamek błyskawiczny. – Wyprowadzam się… – dodała, wychodząc z pokoju. Po chwili wróciła z reklamówką w ręku i zaczęła upychać do niej resztę ubrań leżących na łóżku.

– Ale dlaczego? – Kobieta zdawała się nie słyszeć jego pytania. – Poczekaj, porozmawiajmy. – Złapał ją za ramię, ale ona wyrwała mu się. Wzięła szeroki zamach, jakby chciała uderzyć go otwartą dłonią w rękę, jednak tylko przecięła powietrze. Odwróciła się do niego plecami i zaczęła wrzucać do torby przypadkowe przedmioty. W środku znalazły się między innymi: poszewka, którą zerwała ze swojego jaśka, budzik, zabrany z nocnego stolika, świeczka zapachowa, stojąca dotąd na kredensie, popielniczka i wszystko inne, co stanęło na jej drodze. Iza poruszała się szybko i nerwowo, nie zwracając uwagi na Wojtka. Mężczyzna stał jak zahipnotyzowany, nie rozumiejąc, co się dzieje. Patrzył na narzeczoną, biegającą po mieszkaniu jak nawiedzona i zgarniającą co jakiś czas różne przedmioty z półek. Po chwili wybiegła na korytarz, założyła płaszcz, wystawiła dwie torby na klatkę schodową, po czym wróciła do pokoju i zaczęła taszczyć po podłodze ciężką walizkę. Gdy tylko znalazła się na klatce, trzasnęła drzwiami. Po paru minutach otworzyła je ponownie, wsadziła głowę do środka i spojrzała na Wojtka, nadal stojącego na środku pokoju, z którego przed chwilą wybiegła.

– Chyba rozumiesz, że z nami koniec? Nie mogę tak dłużej żyć… Chcę czegoś więcej… I proszę, nie rób scen. To nic nie da. Daj mi odejść w spokoju.

Stec spojrzał na nią zdziwiony. Drzwi znowu zamknęły się z trzaskiem. Mężczyzna stał osłupiały i patrzył na bałagan, który Iza po sobie zostawiła.

Gdy wieczorem w barze opowiadał swoim kumplom, co się wydarzyło, prawie płakali ze śmiechu.

– To musiało wyglądać komicznie. – Rafał Rogowski, pięćdziesięciodwuletni dyrektor szkoły, w której uczył Wojtek, zanosił się śmiechem. – Ja ci zawsze mówiłem, że to wariatka.

– Coś ty w niej widział? – dodał Paweł Stańczyk, z którym znali się jeszcze z czasów studiów.

– Ja ją nawet kochałem. – Stec wziął duży łyk piwa. Jego towarzysze ucichli i spojrzeli po sobie. – Naprawdę ją kochałem… – dodał ciszej po chwili.

Paweł i Rafał postanowili zrobić coś, żeby Wojtek choć na chwilę zapomniał o dziewczynie, która go zdradziła i zostawiła dla właściciela osiedlowego warzywniaka. Tydzień później, w piątkowy wieczór cała trójka znowu spotkała się w pubie. Stańczyk pokazał ulotkę hotelu Orle Gniazdo w Szczyrku. Razem z Rafałem ustalili, że w poniedziałek wyruszą na wycieczkę w góry, by odreagować wszystkie stresy. To będzie taki męski wypad, dzięki któremu zapomną o problemach…

2

Anka wciągnęła głośno powietrze. Poczuła zapach piwa zmieszany z czymś nieprzyjemnym, coś jakby stare, brudne ubranie. Dziewczyna otworzyła powoli oczy i pierwsze, co zobaczyła, to puszka piwa leżąca na niewielkiej szafce nocnej. Tuż obok opróżnionej puszki leżały brudne skarpetki i stanik, ale ani jedno, ani drugie nie należało do niej. Piotrowska szybkim ruchem ręki strąciła przedmioty z szafki, która znajdowała się tylko kilka centymetrów od jej twarzy. Następnie podniosła się ostrożnie, usiadła na łóżku i rozejrzała się dookoła. Dopiero po chwili dotarło do niej, gdzie jest, jakby jej mózg zaczął się budzić ze śpiączki trwającej kilka miesięcy. Spojrzała na zegarek i zrozumiała, że spała tylko trzy godziny.

Zastanawiała się, co ją obudziło, i nagle usłyszała ten dźwięk, ten okropny hałas, który sprawił, że jej komórki nerwowe zaczęły intensywniej odbierać bodźce zapachowe, wydzielające się z szafki, i zmusiły ją do otwarcia oczu.

– Bus na szkolenie GOPR! Za dwadzieścia minut będzie bus na GOPR! – Damian Roztocki krzyczał tuż za drzwiami jej pokoju. Damian został wczoraj wybrany na kogoś w rodzaju starosty na czas trwania obozu i jak widać, dzielnie wypełniał swoje zadanie. Krzyknął jeszcze raz (chyba w dziurkę od klucza, bo Anka miała wrażenie, że krzyczy jej nad głową) i poszedł dalej. Dziewczyna starała się przypomnieć sobie wydarzenia wczorajszego wieczoru. Pamiętała, że przyjechali w dwadzieścia pięć osób pociągiem do Bielska-Białej, gdzie wynajęli busa, który podwiózł ich pod sam hotel. Na miejscu byli o trzeciej piętnaście. Reszta osób z roku przyjechała wcześniej samochodami albo autokarem. Zakwaterowanie przebiegło sprawnie. Ich pokoje, w większości trzyosobowe, znajdowały się na ostatnim piętrze Panoramy. Ance trafiła się jedyna „dwójka”, którą dzieliła oczywiście z Kaśką. Piotrek natomiast znalazł miejsce w „piątce” wraz z Damianem Roztockim, Michałem Borysem, Karolem Wojtkowiakiem i Łukaszem Słotwińskim.

Pokoik dziewczyn był dość przytulny. Miał jakieś dwanaście metrów kwadratowych, na podłodze leżała miękka bordowa wykładzina, na ścianach wisiała żółta tapeta w czerwone maki. Dwa łóżka stały przy przeciwległych ścianach, obok nich, tuż pod parapetem, znajdowały się szafki nocne, a bliżej drzwi stolik i dwa krzesła. Przy samym wejściu stała duża, drewniana szafa na ubrania. W pokojach były też łazienki, wyposażone w prysznic i toaletę. W porównaniu z wyjazdem na szkolenie WOPR rok wcześniej i domkami z dykty, w których wtedy mieszkali, Anka, podobnie jak pozostali studenci, miała wrażenie, że teraz pławi się w luksusach. Nie przeszkadzało jej nawet to, że nie grzeją kaloryfery, cieplej było na sam widok metalowych żeberek wiszących pod parapetem.

Po