Wydawca: Inpingo Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2012

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Dwaj mistrzowie - Teresa Jadwiga Papi

Opowiadanie historyczne Teresy Jadwigi Papi z 1898 roku. Jego akcja rozpoczyna się w 1818 roku, a bohaterami są Fryderyk Chopin i Stanisław Moniuszko. Teresa Jadwiga Papi (1843–1906), pisząca pod pseudonimami Teresa Jadwiga, Teresa Gałęzowska, była polską powieściopisarką i nowelistką. Od 1868 roku prowadziła założoną przez siebie tajną szkółkę, a następnie pensję żeńską wraz z J. Herman-Iżycką. Działała na rzecz Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności. Organizowała pomoc dla więzionych w Cytadeli socjalistów. Współpracowała z „Przyjacielem Dzieci”, „Światem”, „Wieczorami Rodzinnymi” i „Moim Pisemkiem”. Pisała przede wszystkim powieści i nowele dla młodzieży, głównie dla dziewcząt. Wśród nich znalazły się utwory o tematyce współczesnej, obyczajowej: „Chwile rozrywki” (1876), „Ze świata rzeczywistości i świata fantazji” (1880), „Szlachetne marzenia” (1883), „Z różnych sfer” (1888), powieści biograficzne: „Klementyna” (1904) – o K. z Tańskich Hoffmanowej, „Gabriela” (1906) – o N. Żmichowskiej, a także ok. 30 powieści historycznych oraz cykl zbeletryzowanych dziejów Polski („Obrazki zżycia znakomitych Polaków i Polek”, 1899). Obecne wydanie książki zostało przygotowane przez firmę Inpingo w ramach akcji „Białe Kruki na E-booki”. Utwór poddano modernizacji pisowni i opracowaniu edytorskiemu, by uczynić jego tekst przyjaznym dla współczesnego czytelnika.

Opinie o ebooku Dwaj mistrzowie - Teresa Jadwiga Papi

Fragment ebooka Dwaj mistrzowie - Teresa Jadwiga Papi

Teresa Jadwiga Papi

Dwaj mistrzowie

Warszawa 2012

[Dwaj mistrzowie]

Było to roku 1818. Rozlepione na rogach ulic miasta Warszawy afisze oznajmiły publiczności, iż dziewięcioletni artysta muzyk, fortepianista, wystąpi dnia 12 lutego z koncertem, jaki odbędzie się w Towarzystwie Dobroczynności. Nazwisko muzyka było obce: Fryderyk Chopin. Ogół był przekonany, że jakiś cudzoziemiec przybył do Warszawy, by zebrać sporo pieniędzy. Nie było to u nas nowością, obcym często wyzyskiwać się dawaliśmy... Tym razem jednakże publiczność nie bardzo śpieszyła kupować bilety.

– Ani człek wie, co to za jeden, a przy tym taki dzieciak! – mówiło wielu.

Lecz wkrótce opowiadać sobie poczęli mieszkańcy Warszawy, że ów młodziuchny artysta, Fryderyk Chopin, urodził się na ziemi polskiej w Żelazowej Woli w majątku hrabiego Skarbka. Że wprawdzie ojciec jego jest Francuzem, nauczycielem synów hrabiego, lecz matka Polka z zacnego rodu Krzyżanowskich pochodzi; że Fryderyk Chopin jest ich rodakiem – że on sam wreszcie nie przypuszcza nawet, żeby ktokolwiek mógł go brać za cudzoziemca...

Zajęcie wzrosło skutkiem tych opowiadań dla młodego artysty, koncert bardziej jeszcze zainteresował i kiedy zbliżył się dzień 12 lutego, sala Towarzystwa Dobroczynności wypełniła się aż po brzegi, a każdy z niecierpliwością oczekiwał ukazania się artysty. I stanęło na estradzie chłopię dziewięcioletnie o bladej, niemal przezroczystej twarzyczce, o długich blond włosach i marzących oczach, w sukience aksamitnej koronkami przybranej. Złożył poważny ukłon zebranym w sali, po czym powiódł wzrokiem po wszystkich i zatrzymał spojrzenie na kobiecie lat średnich w pierwszym rzędzie krzeseł siedzącej – i uśmiechnęli się oboje do siebie. Była to matka jego. Spojrzenia ich spotkały się; ona mu powiedziała: „Odwagi Fryderyku, jeszcze bardzo młodym jesteś, nie będą cię sądzić surowo” – on odpowiedział: „Ja się nie boję mamo”. Po czym siadł do fortepianu, drobne jego palce uderzyły w klawisze i popłynęły tony zrazu ciche, nieśmiałe, potem coraz potężniejsze... Publiczność usłyszała wspaniałe Requiem Mozarta, niemieckiego artysty, który zdobył sobie w XVIII wieku sławę europejską jako wielki wirtuoz i wielki kompozytor.

Cisza głęboka zaległa salę: publiczność była zdumioną, zachwyconą. To dziecko dziewięcioletnie wstrząsało ich sercami, drobne jego rączyny cudów dokonywały...

– Zaiste – myśleli – muzyka to najpiękniejsza ze sztuk pięknych: wypowiada to, czego żadne słowa wypowiedzieć nie są wstanie, przedstawi to, czego niczyj pędzel nie odtworzy...

Toć słuchając owego Requiem Mozarta, niejednemu się zdało, że sala koncertowa w świątynię kirem przybraną się zamieniła; że widzą w po środku katafalk olbrzymi, na nim trumnę wielką, że słyszą mnichów śpiewających żałobne hymny, płaczące sieroty i wdowę skarżącą się Bogu. Wymownie grać musiał artysta, gdy takie wrażenie wywarł na słuchaczach.

Skończył wreszcie, wstał od fortepianu bledszy jeszcze, zmęczony widocznie bardzo. W sali zabrzmiały oklaski, zadrżały szyby w oknach, zahuczały ściany od tego hałasu. Zdziwione chłopię stanęło zalęknione w po środku estrady, nie rozumiejąc, czemu wszyscy biją w dłonie i tak głośno, tak bardzo głośno się zachowują. Pełnym zakłopotania spojrzeniem rozglądał się. Fryderyk po wszystkich, chętnie poprosiłby kogo o wytłumaczenie mu tej zagadki, ale nie śmiał.

W tym przystąpił do niego jeden z panów.

– Zachwyciłeś wszystkich, chcą ci to okazać – rzekł.

Zrozumiał widocznie pytanie, jakie świeciło w oczach chłopca.

– Podziękuj im – dodał.

Fryderyk skłonił się wszystkim grzecznie, a pan ów ujął go za rękę i do matki poprowadził, która oblana rumieńcem radości, uszczęśliwiona tryumfem syna, czekała nań z oczyma pełnymi łez. Gdy chłopiec przystąpił do niej, objęła go ramieniem i do serca przycisnęła.

– Chlubo ty moja – szepnęła.

– To się im podobała moja sukienka – rzekł chłopiec z uśmiechem – słyszałaś mamo, jak bili oklaski? Ten pan, który mnie tutaj przyprowadził, powiedział mi, że się mną zachwycili.

– Powiedział ci, że twoja suknia zachwyciła publiczność: – spytała zdziwiona pani Chopin.

– Powiedział mi tylko, że wszyscy są zachwyceni mną, a czymże? Chyba tą śliczną sukienką, w którą ustroiłaś mnie mateczko – odparł naiwnie Fryderyk.

– Nie suknia dziecię, nie to, co masz, na sobie, podobało się wszystkim i oklaski uwielbienia wywołało – odparła poważnie pani Chopin – ale to co masz w sobie, talent, ów dar wielki, jakim Bóg cię obdarzył... Talent Fredziu, to jakby brylant lśniący, który zachwyca innych, a tych, co posiadają ową kosztowność, potężniejszymi czyni. Kogo Bóg obdarzy iskrą talentu, ten bogatszy od wielu, ten posiada skarb, jaki tylko choroba wydrzeć mu jest wstanie, lecz nikt z ludzi... Talent to źródło nieskończonych przyjemności, uciech, tryumfów. O, musisz teraz więcej jeszcze pracować nad muzyką, aby twój talent rozwinął się pięknie, abyś wysoko stanął, wielkim artystą został. Chlubią się Niemcy swoimi mistrzami w muzyce, może gdy dorośniesz, Polacy powiedzą: „I my mamy swego mistrza”.