Dusza człowieka w socjalizmie - Oscar Wilde - ebook
Opis

Głośny esej polityczny, w którym Wilde rysuje wizję nowego ustroju opartego na wolności, humanizmie i sztuce. Autor kwestionuje wszelkie formy politycznego, społecznego i ekonomicznego przymusu wobec jednostki, podkreśla potencjał drzemiący w każdym z nas, nawołuje do życia autentycznego i godnego – a takie najpełniej może się realizować w obszarze kreacji artystycznej. Odżegnuje się od schlebiania masowym gustom i broni indywidualizmu. „Czy to utopijne? – pyta. I odpowiada: – Nie warto nawet spojrzeć na taką mapę świata, która nie zawiera Utopii".

Esej w nowym przekładzie Jacka Dehnela został opatrzony posłowiem dr Cezarego Błaszczyka, który pozwala umieścić tekst w szerszym kontekście historii doktryn politycznych i ukazuje Wilde’a jako pisarza politycznego, anarchistę i jednego z ojców studenckiej rewolty maja’68.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 104

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Oscar Wil­de

Du­sza czło­wie­ka w so­cja­li­zmie

Prze­ło­żył Ja­cek Deh­nel

Po­sło­wie Ce­za­ry Błasz­czyk

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

Kra­ków 2019

Spis tre­ści

Du­sza czło­wie­ka w so­cja­li­zmie

Ce­za­ry Błasz­czyk, Nowy wspa­nia­ły świat Osca­ra Wil­de'a

Wy­bra­na li­te­ra­tu­ra

Przy­pi­sy

Sko­ro Pań­stwo nie ma rzą­dzić, za­py­tać moż­na, co ta­kie­go mia­ło­by ono ro­bić. Pań­stwo ma być do­bro­wol­nym sto­wa­rzy­sze­niem or­ga­ni­zu­ją­cym pra­cę, a tak­że wy­twór­cą i dys­try­bu­to­rem po­trzeb­nych dóbr. Pań­stwo ma wy­ko­ny­wać to, co jest uży­tecz­ne. Jed­nost­ka zaś ma wy­ko­ny­wać to, co jest pięk­ne. A sko­ro już wy­mie­ni­łem sło­wo „pra­ca”, mu­szę przy oka­zji wspo­mnieć, że mnó­stwo głupstw pi­sze się i mówi ostat­nio o god­no­ści pra­cy fi­zycz­nej. Tym­cza­sem nie ma w niej nic szcze­gól­nie god­ne­go, a na ogół jest wręcz upo­ka­rza­ją­ca. Ro­bie­nie rze­czy, w któ­rych nie znaj­du­je­my przy­jem­no­ści, jest nisz­czą­ce du­cho­wo i mo­ral­nie, a więk­szość prac to za­trud­nie­nia nie­przy­jem­ne i za ta­kie win­ne być uwa­ża­ne. Osiem go­dzin za­mia­ta­nia błot­ni­ste­go skrzy­żo­wa­nia ulic w po­ry­wach wschod­nie­go wia­tru to obrzy­dli­wa ro­bo­ta. Moim zda­niem za­mia­tać tak z du­cho­wą, mo­ral­ną i fi­zycz­ną god­no­ścią nie spo­sób. Za­mia­tać z ra­do­ścią – to by­ło­by obu­rza­ją­ce. Czło­wiek stwo­rzo­ny jest do cze­goś lep­sze­go niż po­ru­sza­nie ku­rzu. Wszel­kie pra­ce tego ro­dza­ju po­win­ny być wy­ko­ny­wa­ne przez ma­szy­ny.

I nie mam wąt­pli­wo­ści, że tak wła­śnie bę­dzie. Po dziś dzień czło­wiek był, w pew­nej mie­rze, nie­wol­ni­kiem ma­szyn i jest coś tra­gicz­ne­go w fak­cie, że kie­dy tyl­ko wy­na­lazł ma­szy­nę, któ­ra wy­ko­nu­ję za nie­go pra­cę, za­czął gło­do­wać. To jed­nak jest, rzecz ja­sna, wy­ni­kiem na­sze­go sys­te­mu wła­sno­ści i sys­te­mu współ­za­wod­nic­twa. Je­den czło­wiek jest wła­ści­cie­lem ma­szy­ny, któ­ra wy­ko­nu­je pra­cę pię­ciu­set lu­dzi. Pię­ciu­set lu­dzi zo­sta­je, w związ­ku z tym, zwol­nio­nych i – nie ma­jąc pra­cy – gło­du­je i za­czy­na kraść. Ten je­den czło­wiek za­bez­pie­cza dzia­ła­nie ma­szy­ny i utrzy­mu­je ją w bie­gu, przez co ma pięć­set razy wię­cej, niż mieć po­wi­nien, i za­pew­ne – co jest znacz­nie istot­niej­sze – znacz­nie wię­cej, niż w isto­cie pra­gnie. Gdy­by ta ma­szy­na była wła­sno­ścią wszyst­kich, każ­dy by ko­rzy­stał z jej pra­cy. Sta­no­wi­ło­by to nie­zwy­kłą po­moc dla spo­łe­czeń­stwa. Każ­da pra­ca nie­in­te­lek­tu­al­na, wszel­kie mo­no­ton­ne, nud­ne ro­bo­ty, wszyst­kie za­ję­cia zwią­za­ne z róż­ny­mi pa­skud­ny­mi kwe­stia­mi, w nie­przy­jem­nych wa­run­kach, win­ny być wy­ko­ny­wa­ne przez ma­szy­nę. Ma­szy­na musi pra­co­wać dla nas w ko­pal­niach wę­gla, w służ­bach sa­ni­tar­nych, w ko­tłow­niach pa­row­ców, musi za­mia­tać uli­ce, do­star­czać li­sty w desz­czo­we dni – ro­bić wszyst­ko, co jest nud­ne albo przy­kre. Obec­nie ma­szy­ny współ­za­wod­ni­czą z czło­wie­kiem. We wła­ści­wych wa­run­kach będą czło­wie­ko­wi słu­żyć. Wszyst­ko to jest bez wąt­pie­nia przy­szło­ścią ma­szyn i po­dob­nie jak las ro­śnie, kie­dy dzie­dzic śpi, tak i Ludz­kość bę­dzie się ba­wić albo cie­szyć kul­tu­ral­ną roz­ryw­ką – bo to ona, nie pra­ca fi­zycz­na, jest ce­lem czło­wie­ka – czy wy­ko­ny­wać pięk­ne przed­mio­ty, czy­tać pięk­ne książ­ki lub po pro­stu kon­tem­plo­wać świat w za­chwy­cie i roz­mi­ło­wa­niu, ma­szy­ny zaś będą wy­ko­ny­wa­ły całą ko­niecz­ną i nie­przy­jem­ną pra­cę. Fak­ty są ta­kie, że cy­wi­li­za­cja wy­ma­ga nie­wol­ni­ków. W tym Gre­cy się nie my­li­li. Je­śli brak nie­wol­ni­ków do wy­ko­ny­wa­nia brzyd­kiej, pa­skud­nej, nie­cie­ka­wej pra­cy, kul­tu­ra i kon­tem­pla­cja sta­ją się nie­mal­że nie­moż­li­we. Znie­wo­le­nie czło­wie­ka jest złe, nie­pew­ne i de­mo­ra­li­zu­ją­ce. Przy­szłość świa­ta za­le­ży od nie­wol­nic­twa me­cha­nicz­ne­go, od znie­wo­le­nia ma­szyn. A kie­dy lu­dzie na­uki nie będą już wzy­wa­ni do uda­wa­nia się na przy­gnę­bia­ją­cy East End, żeby roz­da­wać tam gło­du­ją­cym kiep­skie ka­kao i gor­sze jesz­cze koce, będą mie­li pysz­ną roz­ryw­kę: wy­naj­do­wa­nie cu­dow­nych i za­chwy­ca­ją­cych urzą­dzeń, słu­żą­cych ich ra­do­ści i ra­do­ści wszyst­kich wo­kół. Każ­de mia­sto bę­dzie mia­ło wiel­kie skła­dy siły – każ­dy dom, je­śli bę­dzie trze­ba – a siłę tę czło­wiek bę­dzie ob­ra­cał na cie­pło, świa­tło, ruch, we­dle swo­ich po­trzeb. Czy to uto­pij­ne? Nie war­to na­wet spoj­rzeć na taką mapę świa­ta, któ­ra nie za­wie­ra Uto­pii, po­mi­ja bo­wiem ten kraj, na któ­re­go brze­gach Ludz­kość za­wsze lą­du­je. A kie­dy już tam wy­lą­du­je, roz­glą­da się i, wi­dząc kraj lep­szy jesz­cze, roz­wi­ja ża­gle. Po­stęp to wpro­wa­dza­nie w ży­cie ko­lej­nych Uto­pii.

Po­wie­dzia­łem już, że spo­łe­czeń­stwo, po­przez or­ga­ni­zo­wa­nie pra­cy ma­szyn, bę­dzie do­star­cza­ło rze­czy uży­tecz­nych, rze­czy pięk­ne na­to­miast bę­dzie wy­ko­ny­wa­ła jed­nost­ka. Jest to nie tyl­ko ko­niecz­no­ścią, ale też je­dy­nym spo­so­bem, w jaki mo­że­my uzy­skać za­ra­zem te pierw­sze, jak i te dru­gie. Jed­nost­ka, któ­ra musi ro­bić rze­czy uży­wa­ne przez in­nych, we­dle ich ży­czeń i ocze­ki­wań, pra­cu­je bez za­in­te­re­so­wa­nia, przez co nie może wkła­dać w za­ję­cie tego, co w niej naj­lep­sze. Na­to­miast ile­kroć spo­łe­czeń­stwo czy ja­kaś jego po­tęż­na część, czy ja­ki­kol­wiek rząd, pró­bu­je dyk­to­wać ar­ty­ście, co ma ro­bić, Sztu­ka albo zni­ka zu­peł­nie, albo sta­je się ste­reo­ty­po­wa, albo wresz­cie de­ge­ne­ru­je się w ja­kąś pod­rzęd­ną, nie­szla­chet­ną for­mę rze­mio­sła. Dzie­ło sztu­ki jest wy­jąt­ko­wym re­zul­ta­tem wy­jąt­ko­we­go tem­pe­ra­men­tu. Jego pięk­no wy­ni­ka z fak­tu, że au­tor dzie­ła jest tym, kim jest. Nie ma to nic wspól­ne­go z tym, że inni lu­dzie chcą tego, cze­go chcą. Prze­ciw­nie, w chwi­li, w któ­rej ar­ty­sta za­uwa­ża, cze­go chcą lu­dzie, i pró­bu­je od­po­wie­dzieć na to za­po­trze­bo­wa­nie, prze­sta­je być ar­ty­stą i sta­je się nud­nym lub zaj­mu­ją­cym rze­mieśl­ni­kiem, uczci­wym lub nie­uczci­wym han­dla­rzem. Nie może uzur­po­wać so­bie, by trak­to­wa­no go jak ar­ty­stę. Sztu­ka jest naj­in­ten­syw­niej­szą w świe­cie od­mia­ną In­dy­wi­du­ali­zmu. Skłon­ny je­stem na­wet po­wie­dzieć, że je­dy­ną w świe­cie praw­dzi­wą od­mia­ną In­dy­wi­du­ali­zmu. W pew­nych okre­ślo­nych wa­run­kach może się wy­da­wać, że In­dy­wi­du­alizm bie­rze się ze zbrod­ni, zbrod­nia jed­nak musi być świa­do­ma ist­nie­nia in­nych lu­dzi i wcho­dzić z nimi w sto­sun­ki. Na­le­ży do sfe­ry dzia­ła­nia. Ar­ty­sta wsze­la­ko może wy­ko­nać pięk­ną rzecz sa­mot­nie, bez żad­ne­go od­nie­sie­nia do bliź­nich, bez mie­sza­nia się do cze­go­kol­wiek; a je­śli nie robi tego wy­łącz­nie dla wła­snej przy­jem­no­ści, nie jest żad­nym ar­ty­stą.

Za­uwa­żyć na­le­ży, że Sztu­ka jest ową in­ten­syw­ną od­mia­ną In­dy­wi­du­ali­zmu, któ­ra spra­wia, że pu­bli­ka pró­bu­je nad nią spra­wo­wać wła­dzę, ty­leż nie­mo­ral­ną, co śmiesz­ną, oraz ty­leż psu­ją­cą, co po­gar­dy god­ną. Ale to nie wina owej pu­bli­ki, któ­ra za­wsze, w każ­dym stu­le­ciu, była fa­tal­nie wy­cho­wy­wa­na. Widz wiecz­nie żąda od Sztu­ki, żeby ta była po­pu­lar­na, żeby za­spo­ka­ja­ła jego po­trze­bę sma­ku, schle­bia­ła jego ab­sur­dal­nej próż­no­ści, mó­wi­ła to, co mó­wio­no mu już wcze­śniej, po­ka­zy­wa­ła to, cze­go oglą­da­niem po­wi­nien być już znu­dzo­ny, ba­wi­ła go, kie­dy czu­je cięż­kość po ob­żar­ciu się do prze­sa­dy, oraz roz­pra­sza­ła złe my­śli, gdy nuży go jego wła­sna głu­po­ta. Sztu­ka tym­cza­sem ni­g­dy nie po­win­na sta­rać się być po­pu­lar­ną. To pu­bli­ka po­win­na sta­rać się być ar­ty­stycz­ną. A to za­sad­ni­cza róż­ni­ca. Gdy­by czło­wie­ko­wi na­uki po­wie­dzia­no, że wy­ni­ki jego eks­pe­ry­men­tów i wnio­ski, do któ­rych doj­dzie, nie mogą kwe­stio­no­wać po­wszech­nych opi­nii w da­nej kwe­stii ani pod­wa­żać obie­go­wych prze­są­dów, ani też ura­żać wraż­li­wo­ści tych, któ­rzy o na­uce nic nie wie­dzą; gdy­by fi­lo­zo­fo­wi po­wie­dzia­no, że ma peł­ne pra­wo do roz­wa­żań w naj­wyż­szych sfe­rach my­śli, je­śli tyl­ko doj­dzie do tych sa­mych opi­nii, któ­re ży­wią lu­dzie nie­się­ga­ją­cy my­ślą do żad­nej zgo­ła sfe­ry – cóż, wów­czas dzi­siej­szy czło­wiek na­uki i fi­lo­zof nie­źle by się uba­wi­li. A prze­cież tak na­praw­dę nie­wie­le lat mi­nę­ło, od­kąd za­rów­no fi­lo­zo­fia, jak i na­uka były pod­da­wa­ne bru­tal­nej i po­wszech­nej kon­tro­li, były pod­le­głe wła­dzy – czy to wła­dzy ogól­nej nie­wie­dzy spo­łe­czeń­stwa, czy to ter­ro­ro­wi i żą­dzy wła­dzy wy­so­kie­go du­cho­wień­stwa i kla­sy pa­nu­ją­cej. Oczy­wi­ście w znacz­nym stop­niu uda­rem­ni­li­śmy już wszel­kie usi­ło­wa­nia spo­łe­czeń­stwa, Ko­ścio­ła czy Rzą­du, któ­re pró­bo­wa­ły mie­szać się do in­dy­wi­du­ali­zmu roz­wa­żań my­ślo­wych, ale za­cho­wa­ło się jesz­cze mie­sza­nie się do in­dy­wi­du­ali­zmu wy­obraź­ni ar­ty­stycz­nej. „Za­cho­wa­ło się” to zresz­tą mało po­wie­dzia­ne; jest ono agre­syw­ne, ofen­syw­ne i bru­tal­ne.

Ty­tuł ory­gi­na­łu

The Soul of Man Un­der So­cia­lism

Opra­co­wa­nie re­dak­cyj­ne

Ewa Ślu­sar­czyk

Współ­pra­ca re­dak­cyj­na

Ju­sty­na Bed­nar­ska

Ko­rek­ta

Ka­mil Bo­gu­sie­wicz

Pro­jekt gra­ficz­ny

Prze­mek Dę­bow­ski

Konwersja do formatów EPUB i MOBI

Małgorzata Widła

Co­py­ri­ght © for the trans­la­tion by Ja­cek Deh­nel, 2019

Co­py­ri­ght © for the after­word by Ce­za­ry Błasz­czyk, 2019

ISBN 978-83-66147-13-3

118. książ­ka wy­daw­nic­twa Ka­rak­ter

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

ul. Gra­bow­skie­go 13/1, 31-126 Kra­ków

ka­rak­ter.pl

Za­pra­sza­my in­sty­tu­cje, or­ga­ni­za­cje oraz bi­blio­te­ki do skła­da­nia za­mó­wień hur­to­wych z atrak­cyj­ny­mi ra­ba­ta­mi. Do­dat­ko­we in­for­ma­cje do­stęp­ne pod ad­re­sem sprze­[email protected]­rak­ter.pl oraz pod nu­me­rem te­le­fo­nu 511 630 317