Wydawca: Wydawnictwo M Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 201 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Duchy wokół nas - Michael H. Brown

Michael Brown na kartach kolejnej publikacji Duchy wokół nas skłania Czytelników do refleksji na temat budzący jednocześnie strach i… ciekawość.

Autor książki prowokuje pytaniami: Czy pamiętamy o takich chwilach w naszym życiu, w których dał o sobie znać otaczający nas niewidzialny świat? Czy nie zdarzyły się momenty, gdy otarliśmy się o coś, co pozostawało niewidoczne dla oka, a czuliśmy tego obecność?  Może to były anioły? A może złe duchy? Albo dusze zmarłych?

Owa niedostrzegalna rzeczywistość jest niewiarygodnie bogata i wymyka się naszym ziemskim kategoriom myślenia. Jednak fakt ten nie umniejsza realności tego wymiaru – wręcz przeciwnie, cechuje go jeszcze większa autentyczność, gdyż zanurzony jest w wieczności.

Autor nie kwestionuje faktu, iż duchy towarzyszą  nam w życiu, a ich wpływ na każdego z nas i nasze otoczenie sięga daleko poza granice wytyczone przez powszechnie przyjęte opinie.

Na tę publikację złożył się materiał zaczerpnięty z wielu książek, prywatnych rozmów, wywiadów, osobistych przeżyć, źródeł internetowych oraz korespondencji elektronicznej.

Proponowana książka jest owocem jego wieloletniej pracy, polegającej na zbieraniu materiałów o niewytłumaczalnych zjawiskach i spotkaniach z istotami duchowymi.

Wielokrotnie przytacza historie konkretnych osób, których spotkania z duchami zmarłych przypominają prawdę wiary o świętych obcowaniu, o potrzebie modlitwy za zmarłych.

W książce Browna przewija się temat miłości, pokory i radości, życia wiecznego.

Stanowi przestrogę przestrzega przed nadmiernym przywiązaniem do czegokolwiek i kieruje nasz wzrok ku niebu i wiecznej miłości Boga.

Opinie o ebooku Duchy wokół nas - Michael H. Brown

Fragment ebooka Duchy wokół nas - Michael H. Brown

Strona redakcyjna

Tytuł oryginału:

The Spirit Around Us

Redaktor:

Maria Wolańczyk

Korekta:

Aneta Tkaczyk

© Copyright by Michael H. Brown 2010

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo M, Kraków 2013

ISBN 978-83-7595-711-2

Wydawnictwo M

31-002 Kraków, ul. Kanonicza 11

tel. 12-431-25-50, fax 12-431-25-75

e-mail:wydawnictwom@wydawnictwom.pl

www.wydawnictwom.pl

Publikację elektroniczną przygotował:

Wszystkim, którzy towarzyszyli mi w życiu, a teraz są już po drugiej stronie, szczególnie dziadkom i babciom ze strony obojga rodziców, rodzicom chrzestnym, babuni McVinnie, wujowi Pete’owi, wujowi Samowi, wujowi Tony’emu, Russellowi i Jonathanowi

ROZDZIAŁ 1

Najwyższy czas uznać istnienie aniołów. Najwyższy czas zaprzestać negowania istnienia demonów. Najwyższy czas zgodzić się z wiecznym obcowaniem dusz tych, którzy już odeszli. Wreszcie najwyższy czas przestać kwestionować fakt, że wszyscy jesteśmy otoczeni przez duchy, jak i to, że ich wpływ na każdego z nas i nasze otoczenie sięga daleko poza granice wytyczone przez powszechnie przyjęte opinie.

Przychodzą z podszeptami. Przychodzą ze znakami. A gdy przyjdą, zwykle odczuwamy ich obecność. Czasem zjawiają się w snach. Tu i ówdzie przemkną nam przed oczami. Udzielają przestróg. Wpływają na nasze nastroje. Im zawdzięczamy niejedno z naszych natchnień. Możemy je winić za przygnębienie. Im należy się zasługa za chwile radosnych uniesień. To one nie raz pomagały nam wziąć się w garść. Ale i traciliśmy przez nie grunt pod nogami.

To one wodziły nas za nos. One też — te dobre — podawały pomocną dłoń, gdy te złe sprzymierzyły się przeciwko nam, siejąc niepokój i niezgodę.

Obecność dobrych duchów uzdrawiała, zaś obecność złych mogła nas nawet wpędzić w chorobę.

Niektóre z nich nie odstępują tylko nas. Inne zadomawiają się na całe pokolenia w naszych rodzinach. Niewykluczone, że przenikają do naszej sfery racjonalnej, uczuciowej, duchowej czy też fizycznej.

Oto jak funkcjonuje duchowe koło zamachowe, jedna z sił nadających bieg ludzkim sprawom. Nie chodzi o to, by popadać w przesądy, lecz by raczej poznać mechanizm, za sprawą którego duchy usiłują oddziaływać na nasze życie; by odkryć, gdzie tkwi podatność na ich podszepty, i uwolnić spod ich władzy zarówno samych siebie, jak i nasze rodziny.

Nie sposób nie natknąć się na wzmianki o pewnych aniołach: znamy postać osobistego Anioła Stróża, sprawującego nad człowiekiem pieczę od momentu jego poczęcia. Dzień w dzień powinniśmy prosić go o wsparcie, nie zapominając o wyrazach wdzięczności. Gdy po śmierci spojrzymy „zza zasłony” na własne życie, ogarnie nas zdumienie wobec ogromu jego zaangażowania w nasze losy.

Czasem ludźmi opiekuje się większa liczba aniołów. Ich liczba zależy od zmiennych okoliczności życia, jak też i od szczególnych zadań, do których zostaliśmy wyznaczeni.

Nie sposób zliczyć wszystkich chwil, gdy, bez naszej wiedzy, doświadczaliśmy ze strony Anioła Stróża pomocy czy wręcz wybawienia. Niektóre anioły funkcjonują jako jego wsparcie, lub też czekają w odwodzie na specjalne poruczenia; można je również przywołać, by stanęły u naszego boku, jak to ma miejsce w wypadku Michała Archanioła. Czas najwyższy, byśmy bliżej zainteresowali się właśnie tymi mocami duchowymi.

Po drugiej stronie barykady stoją demony — bo i któż by inny! — złe lub „mroczne” duchy, które wciąż nas gnębią; dzieje się to bez naszej świadomości, zaś ich ciosy mogą być dotkliwe. Byłoby błędem, gdybyśmy świadomie, poprzez nadmierne zainteresowanie ich obecnością, podsycali ich moc. Natomiast ze wszech miar korzystne będzie dla nas zdemaskowanie ich siedliska — po to, by je stamtąd wyplenić.

Zdarza się, że życie zmienia się w niekończący się łańcuch epizodów, okoliczności czy też spotkań, które nie przynoszą nam nic dobrego. Winą za taką sieć intryg należy obciążyć złe duchy, podobnie jak wszelki splot pomyślnych zdarzeń należy przypisać aniołom. Demony stanowią „przeciwległy biegun” w stosunku do światłości i obecnie aż się od nich roi. Na nas spoczywa obowiązek przegnania ich, jak nauczał Jezus, przy każdej nadarzającej się sposobności.

Wreszcie są duchy tych, którzy zmarli.

Tu szczególnie należy mieć się na baczności. Nieodzowny jest głęboki dar rozeznania. Wskazówką niech będą słowa Pisma Świętego, zaczerpnięte z Ewangelii według świętego Łukasza, kiedy to Jezus mówi, że „duch nie ma ciała, ani kości” (Łk 24,39)[1], oraz z Księgi Hioba, gdy bohater mówi: „lekki powiew przeszedł po mojej twarzy, włosy zjeżyły mi się na głowie” (Hi 4,15) — a pamiętajmy, że mógł to być równie dobrze duch, demon, jak i anioł. Z kolei Druga Księga Machabejska daje wymowne świadectwo o tym, że prorok Jeremiasz ukazał się we śnie jednemu z żydowskich przywódców (2 Mch 15,12-16). Ten wątek rozwinę w dalszej części książki.

Jak to ujął pewien autor, brat Ignatius Mary, wskazówki rzucające światło na naturę duchów możemy zaczerpnąć z Pisma Świętego. Wiedzę, że te istoty pozbawione są fizyczności — ciała i kości — czerpiemy z Łk 24,39. O tym, że mogą nawiązywać kontakt z żywymi, świadczą ustępy z Mądrości Syracha (Syr 46,20) oraz z Pierwszej Księgi Samuela (1 Sm 28). Wiemy również, że przynajmniej w niektórych okolicznościach „umarli mogą powstać z martwych” za przyzwoleniem Bożym (1 Sm 28). Biblia naucza, że nie jest wykluczone, by „zmarli objawili się ludziom na ziemi” (Mt 27; 1 Sm 28). Idąc tym tropem rozumowania, trzeba stwierdzić, że zmarli, którzy znów pojawili się na ziemi, mogą „stanąć w obliczu żywych i rozmawiać z nimi” (Łk 16, 27-31; 1 Sm 28). Jak oświadcza brat Ignatius, nie jest tajemnicą, że „ludzie za życia posiadają zdolność równoczesnego przebywania w dwóch miejscach (Ap 17,3; 21,10; 2 Kor 12,2). Przecież wiemy, że duchy mogą kontaktować się z ludźmi poprzez sny, a taka forma nawiedzenia wywołuje w odbiorcy konkretną, fizyczną reakcję (Hi 4,15)”.

Takie samo przekonanie wyraża ojciec F.X. Schouppe — autor sławnego dzieła noszącego tytuł Czyściec w świetle legend i żywotów świętych — kiedy pisze, że „duchy zmarłych czasami ukazują się żywym” oraz że „nie sposób nie zgodzić się z tym faktem. Dusze cierpiące męki czyśćcowe często ukazują się żywym. Wzmianki o takich zdarzeniach pojawiają się w żywotach świętych, jednak takie przeżycia mogą również być udziałem ogółu wiernych”.

Ojciec Schouppe cytuje za świętym Tomaszem z Akwinu, że „nie bez podstaw jest przekonanie — które nota bene współgra ze słowami świętych, dostępujących szczególnych, osobistych objawień — że czyściec podzielony jest na dwa pokutne rejony. Większość dusz czyśćcowych trafia do części, która leży w bezpośrednim sąsiedztwie piekieł, natomiast rejon drugi przeznaczony jest dla przypadków wyjątkowych i to z tego miejsca pochodzą nawiedzające nas dusze”.

Na przestrzeni wieków pojawiały się również doniesienia o nawiedzeniach przez duchy przybywające wprost z Nieba.

Jednak katolicyzm, podobnie jak inne chrześcijańskie wyznania, niechętnie angażuje się w dyskusję na temat takich mocy duchowych, które nie należą ani do zastępów aniołów, ani też do rzeszy demonów, lecz są duchami zmarłych ludzi. W tych kwestiach należy zachować szczególną ostrożność, gdyż możemy stać się igraszką iluzji i własnych wyobrażeń. Chociaż Kościół katolicki nie odcina się w sposób zdecydowany od dyskusji na temat tak zwanych bezcielesnych duchów, pozbawionych swej dawnej materialnej powłoki, to jednak brak też z jego strony otwartej deklaracji uznania tego zjawiska.

Musimy uszanować opinie osób, dla których taki brak jasnego stanowiska jest równoznaczny z zanegowaniem istnienia wyżej wspomnianych istot. Należy również zachować sceptycyzm w stosunku do radykalnie odmiennej postawy, zakrawającej na New Age, czy nawet okultyzm, i aktywnie propagującej zainteresowanie tą sferą, pomimo ogromnego ryzyka, które się z tym łączy.

Jako że Szatan może omamić nasze zmysły, a opinię tę wyraża cytowane już wcześniej dzieło, należy bardzo powściągliwie wyrokować, czy takie przypadki nawiedzeń mają swoje źródło w Bogu. Przytoczę tu opinię brata Ignatiusa: „Po pierwsze, należy wziąć pod uwagę ewentualność zadziałania zbyt bujnej wyobraźni. Umysł ludzki ma niezwykłą skłonność do fantazji, stąd z własnej winy możemy zagubić się w świecie wymyślonych przez nas obrazów, bądź też błędnie interpretować rzeczywiste doświadczenia. Po drugie, dla bezpieczeństwa należy wyjść z założenia, że Szatan wodzi nas za nos i że albo obraz, który obserwujemy, jest zamaskowanym demonem, albo Szatan wykorzystuje naszą nad wyraz bujną wyobraźnię lub wywołuje złudzenia optyczne. Zatem najlepszym świadectwem bogobojnej natury nawiedzającego nas ducha jest zgodność głoszonego przezeń przesłania z treścią prawd objawionych ogółowi. Boże zjawy nigdy nie podżegają do buntu przeciwko starszym rangą czy przełożonym. Nie przeczą też nauce Kościoła — zatem dobrze jest mieć zdobytą uprzednio wiedzę na temat jego oficjalnego nauczania, jak też i faktów z jego życia. Poza tym, nawet jeśli stanięcie twarzą w twarz z duchem początkowo wywołuje w nas lęk, owocem spotkania bogobojnego posłańca z zaświatów jest wewnętrzny pokój. Taki duch zawsze bezwarunkowo uzna, że Jezus Chrystus jest Panem. Stąd w celu ustalenia natury duchowego przybysza należy skorzystać z formułki zaczerpniętej z Pierwszego Listu świętego Jana Apostoła (1 J 4,1-3)”.

Jestem przekonany, że gdy duch zmarłej osoby pojawi się w naszej bliskości, może wywierać bardzo silny, korzystny lub negatywny, wpływ na bieg naszych losów.

W omawianym rejonie czyśćca znajdują się dusze, które mimo że znalazły się w zaświatach, to wciąż mogą zjawiać się „na ziemi” w różnych momentach, i to z wielorakich pobudek. Mogą być już w czyśćcu albo nawet w Niebie, a jednak wciąż zjawiają się w naszych snach lub za pośrednictwem „znaków”: poprzez przedmioty, które pojawiają się ni stąd, ni zowąd albo też nagle znikają, przez dziwny zbieg okoliczności, zaś niekiedy przez nawiedzające nas duchy. Do tej kategorii należy zaliczyć świętych i inne bogobojne postaci, a najwyższy status w tej grupie przysługuje Maryi Dziewicy.

Wśród rzeszy dusz zmarłych wyróżniamy też istoty duchowe zniewolone doczesnością, które zgodnie z często wyrażaną opinią wciąż błąkają się po ziemi. Ten obszar zagadnień może być szczególnie kłopotliwy. Część kapłanów uważa, że choć ta sfera życia duchowego rzadko kiedy traktowana jest poważnie, to jednak duchy zmarłych mogą oddziaływać w wieloraki sposób na świat żywych. Z drugiej jednak strony, przesadne zaabsorbowanie tymi pokładami rzeczywistości jest równie błędne, co całkowite ich pominięcie.

Rozpoznając ich naturę i przewidując, na podstawie rozeznania, ewentualne skutki ich działania, możemy przedsięwziąć kroki, by móc na nowo cieszyć się wolnością.

Duchy te mogą przynależeć do kategorii nazwanej przez Jezusa „duchami nieczystymi”. Nie służą ani mocom niebieskim, ani piekielnym, lecz zdają się dryfować w „próżni”, pomiędzy światem doczesnym a wiecznością. Za życia świętego Ojca Pio uważano, że widział on wokół siebie więcej dusz zmarłych niż żywych ludzi, a w sytuacji nawiedzenia przez ducha zanurzał się w modlitwie, by zechciało go przyjąć Niebo, czyli Światłość Jezusa.

Rzecz w tym, że zewsząd oddziałuje na nas swą potęgą niewidoczny świat — pełen jasności, ale i mroczny, odstraszający, a zarazem przyzywający. Ta ukryta przed wzrokiem rzeczywistość ze swej natury ma za zadanie nauczyć nas pobożności, modlitwy i miłości. W tej sferze życia nie ma miejsca dla łowców taniego dreszczyku. Nie ma tu miejsca dla okultystycznych gier planszowych Ouija, dla mediów spirytystycznych czy dla spektakularnych pogromców duchów. Takie próby kontaktu narażają nas na poważne niebezpieczeństwo. Przecież właśnie przed tym ostrzega nas Pismo Święte: „Nie znajdzie się u ciebie nikt, kto by spalił w ofierze swojego syna lub córkę, kto by praktykował wróżby, zaklinanie, magię i czary; nikt, kto by wywoływał duchy, pytał o radę czarowników, szukał rady u zmarłych” (Pwt 18,10-11). Oto defekt, prześladujący skądinąd wspaniałą rzeczywistość, jaką jest nasza nieśmiertelność.

Obecnie doświadczamy naszej doczesnej wędrówki. Czas spędzony na tej planecie jest jak gdyby poligonem lub szkołą, gdzie pobieramy ważne nauki i doznajemy oczyszczenia. Jeśli nie oczyścimy się tutaj, to i tak będzie musiało to nastąpić — tyle że potem, w czyśćcu.

Oceniając, bez żadnych wstępnych założeń, relacje osób, które w wyniku śmierci klinicznej doświadczyły podróży w zaświaty, dochodzimy do wniosku, że sfera cielesna ustępuje duchowi, który po śmierci ciała przenika do innego wymiaru.

Mieszkający w Luizjanie doktor Jeffrey Long poddał wnikliwym badaniom rzeszę pacjentów, którzy swą podróż w zaświaty zakończyli jednak odzyskaniem świadomości, i stwierdził: „Na całym świecie zdarzają się miliony przypadków, w których pacjentom dotkniętym utratą przytomności czy śmiercią kliniczną, której towarzyszą utrata oddechu i zatrzymanie akcji serca, przydarzają się «wizyty w zaświatach». Niemniej jednak pomimo ich stanu fizycznego nadal zachowują klarowność percepcji, zaś ich procesy myślowe są logiczne, przejrzyste i zborne. Zbadawszy tysiące obfitujących w konkrety opisów «wizyt w zaświatach», uzyskałem dość materiału dowodowego, by sformułować następujący wniosek, który może szokować: przeżycia towarzyszące takim wizytom skłaniają zdrowy rozsądek, by przyjął za pewnik istnienie życia po życiu. Spokojnie, przeczytaliście Państwo dokładnie to, co mieliście przeczytać. Prześledziłem tysiące relacji osób, które przeżyły podróż w zaświaty. Oceniłem wiarygodność tak zebranego materiału dowodowego w celu wykazania istnienia życia po życiu i nie mam cienia wątpliwości, że po śmierci ciała życie istnieje nadal”.

Nam, jako wyznawcom Jezusa, nie potrzeba takiego „dowodu”. Dla nas liczy się przede wszystkim przebrnięcie przez trudy życia, bez uszczerbku na miłości do Boga, pielęgnowanej w naszym sercu. Taką postawę można nazwać ślepym zawierzeniem. To właśnie jest życie karmiące się głównie wiarą. Karmiące się miłością — i to bezwarunkową. Zawsze warto pamiętać o tych dwóch słowach.

Nawet krótkotrwały wgląd w naturę świata „po drugiej stronie” stanowi cenne źródło informacji o duchowym wymiarze rzeczywistości, rzucając światło na losy tych, którzy nas opuścili, oraz na charakter niewidzialnych, otaczających nas nadprzyrodzonych „krajobrazów”.

Obecność osób bliskich odczuwana nawet po ich śmierci może być świadectwem ich ciągłego wpływu na nasze życie. Są wśród nich matki, ojcowie, bracia, siostry, żony, mężowie, córki, synowie. Ktoś z grona przyjaciół. Stryjenki, które odeszły przed laty. Pokolenia prapradziadów. Pewna dziewczynka, która w stanie nieprzytomności otarła się o „wrota śmierci”, namalowała podobiznę dziewczynki, z którą zetknęła się w zaświatach. Gdy rodzice spojrzeli na rysunek, zbledli jak ściana. Dziewczynka z portretu wyglądała, wypisz wymaluj, jak ich starsza córka, którą wcześniej utracili, co więcej, ich młodsza córeczka nic nie wiedziała o zmarłej siostrze. Komentując przypadki podróży w zaświaty, doktor Long pisze, że „w przeciwieństwie do filmowej konwencji horrorów, gdzie osoba nawiedzona przez ducha jest z reguły przerażona, kontakty w okolicznościach śmierci klinicznej są raczej zawsze radosne. Co więcej, nawet jeśli przed śmiercią owi bliscy byli w podeszłym wieku bądź nosili oznaki deformacji ciała, wywołane wyniszczającym zapaleniem stawów lub innym chronicznym schorzeniem, to ich wcielenia, napotkane w wizjach, są zawsze okazem zdrowia, ubywa im lat, nawet kilkudziesięciu, w stosunku do wyglądu w momencie śmierci. A chociażby nawet istniała duża różnica wieku pomiędzy nieboszczykiem a jego odpowiednikiem z wizji, to i tak jest rozpoznawalny”.

Rzecz w tym, że chociaż ustają funkcje życiowe ciała, to duch nie pogrąża się we śnie ani też nie rozpływa się w niebycie.

Ci, którzy tymczasowo „zanurzają się” w śmierć, lecz wkrótce wracają do życia, wyznają, że właśnie tam, jak nigdzie indziej, doświadczyli pełni życia i świadomości przekraczającej ich ziemskie doznania. Charakteryzują zapamiętane obrazy niecodziennej rzeczywistości za pomocą takich pojęć, jak niespotykana roślinność, żywa woda, emanujące blaskiem budowle, ulice brukowane kryształem, strumienie wypełnione po brzegi żarem poświaty, czy kolory, przy których nawet najżywsze ziemskie barwy wypadają równie blado, co szarość fotograficznej kliszy. W opisach nigdy nie brak też wzmianki o wspaniałej światłości.

Ale przecież ten sam blask towarzyszy nam także tutaj, na ziemi. Wszystkie nadzwyczajne aspekty rzeczywistości są w integralnej jedności z naszym życiem. Problem w tym, że w normalnych okolicznościach nie potrafimy ich dostrzec. Czasami przelotnie przypominają nam o sobie w snach, kiedy to uwolniony z ciała umysł wydaje się dryfować, w chwilach otarcia się o wieczność, czy też za sprawą mistycznych doznań — których przykładem są wizje doznawane przez świętych. Jednak doświadczenie pełni Nieba wymyka się ludzkiemu pojmowaniu, bo przecież na to potrzeba by było całej wieczności.

Po jednym z takich metafizycznych doznań święty Tomasz z Akwinu zaprzestał pisania teologicznych traktatów, gdyż w kontekście niezwykłego światła Prawdy, która go oświeciła, wszystkie swoje dzieła mógł przyrównać jedynie do „słomy”. W innym miejscu święty Paweł opowiada o człowieku, który opuścił swoje ciało, by doznać namiastki Nieba (2 Kor 12, 2-4). Święty Augustyn przytacza opowieść o nawiedzanym domostwie, w którym straszy (Państwo Boże, XXII, 8). Thomas Merton napotkał ducha swojej zmarłej siostry.

O pojawieniu się duchów pisali biskupi. Pisali też księża. Niestety, zbyt często współczesna teologia nie uważa tych zdarzeń za coś godnego uwagi. Jednak niektóre z zamieszczonych tu opisów z pewnością wywołają zdumienie. Przecież całe nasze życie jest przesycone na wskroś obecnością czynnika nadprzyrodzonego i każdy, kto choć przez chwilę zastanowi się nad tym, z pewnością odkryje tę prawdę.

Gdy nabierzemy przekonania, że ludzkie życie sięga poza grób, to czy cokolwiek zdoła pogrążyć nas w smutku? Cóż zdoła nas zniechęcić? Czyż nawet najgorsza z „tragedii” nie zblednie w obliczu rzeczywistości wiecznego istnienia i powtórnego spotkania z tymi, których kochamy?

Tak czy owak, jesteśmy przede wszystkim stworzeniami duchowymi. Rdzeniem naszego istnienia jest dusza. Zatem z pewnością jesteśmy wyposażeni w duchowe czujniki — coś na kształt duchowych anten.

Gdy za sprawą Jezusa, przez modlitwę, ustawimy nasz odbiornik na właściwą częstotliwość, rejestrowane przez nas doznania zaowocują spójnym obrazem rzeczywistości, która jest wieczna.

ROZDZIAŁ 2

Gdy ktoś umiera, jego dusza ma trafić wprost przed oblicze Jezusa. Jednak w opinii mistyków dusze niejednokrotnie mają wybór, czy odejść od razu, czy też odłożyć to na czas po pogrzebie, by móc jeszcze służyć wsparciem żałobnikom, pogrążonym w bólu. Wygląda na to, że właśnie tutaj należy szukać genezy „znaków” pojawiających się w czasie stypy, mszy żałobnej, bądź też podczas uroczystości pogrzebowych na cmentarzu. Niewiele osób wie, że gdy papież Paweł VI zmarł 6 sierpnia 1978 roku, zadzwonił jego polski budzik. (A czyż nie właśnie z Polski pochodził człowiek, który w październiku tego samego roku wstąpił na Stolicę Piotrową?)

Jeśli chodzi o inne przykłady znaków, to może to być niespodziewane i niewyjaśnione pojawienie się jakiegoś przedmiotu, czy też specyficzny snop promieni świetlnych przebijających się przez chmury.

Pewna kobieta, blisko związana z Kościołem katolickim, przypisująca sobie nadprzyrodzone zdolności postrzegania, wyznaje, że od dzieciństwa podczas pogrzebów nieustannie jest świadkiem obecności nieboszczyków, trzymających straż przy swoich grobach — obserwuje, jak spoglądają na najbliższych idących gęsiego za trumną, jak docierają do nich wszystkie słowa i obrazy. Gdy zaś zbliżają się kolejne rocznice, obecność ducha osoby zmarłej podczas uroczystości upamiętniających jej życie bywa nawet bardziej intensywna.

Nawet po długim okresie dzielącym nas od śmierci kogoś bliskiego osoba ta może „nawiedzić” nas w trakcie wizji, snu lub przypomnieć się za sprawą nietypowych wydarzeń. Gdy taka dusza przychodzi z Nieba, jej obecności towarzyszą jasność, szczęście i pokój. Promienieje światłem. Może nawet rozsiewać „zapach świętości”, który przypomina olejek różany czy lilie, jest jednak o wiele bardziej upojny. Częstokroć zmarli pojawiają się jako wizerunki samych siebie w kwiecie wieku, między 25 a 35 rokiem życia, ich wejrzenie jest pełne blasku, są pełni tężyzny fizycznej, emanują miłością, poczuciem spełnienia i zadowoleniem, zaś ich ubiór jest natychmiast rozpoznawalny dla osoby nawiedzanej — może to być garnitur, sukienka bądź mundur. Jeśli dusza przybywa z Nieba, może być odziana we wspaniałą szatę, o białej lub też innej, tak promiennej barwie, że przywodzi na myśl bawełnianą tkaninę przetykaną szklaną nicią.

Jeśli duch jest od Boga, pozostawia po sobie pozytywne emocje.

Jeśli wkrada się lęk, należy to potraktować jako znak ostrzegawczy.

Jeśli duch nawiedza nas zbyt często, należy go modlitwą powierzyć Światłości Jezusa. Prawdę mówiąc, taka modlitwa przyda się wszystkim nawiedzającym duszom.

Oczywiście każde zetknięcie się z nieznaną rzeczywistością — dobrą lub złą — nieuchronnie rodzi w nas lęk. Apostołowie byli przestraszeni, gdy dostrzegli Jezusa kroczącego po wodzie. Bliska obecność ducha często sprawia, że przechodzą nas ciarki lub też mamy wrażenie, że ktoś nas obserwuje.

Takie sygnały często mają na celu pomoc, mają nas przestrzec przed zagrożeniem — szczególnie wtedy, gdy pojawia się ktoś, z kim łączyła nas silna więź uczuciowa — czy wreszcie mogą być wyrazem prośby o pomoc.

W innych wypadkach przeciągająca się obecność zmarłych może wynikać z usidlenia, w jakim trwają — lękają się wkroczenia w Bożą Światłość, są zdezorientowani swoją śmiercią, nie mogą wybaczyć sobie samym czegoś albo też porzucić nadmiernego przywiązania do świata doczesnego.

Nie powinno to dziwić, skoro przez wrota śmierci wkraczamy w naszą prawdziwą naturę. To wydarzenie odziera nas z masek. Przenosimy się w rzeczywistość ducha, którą wypracowaliśmy przez całe życie, albo też w której się „zabagniliśmy”. Osobowość nie pozbywa się wad. Są przecież Niebo, piekło i czyściec. Ale o tym już była mowa.

Dusze czyśćcowe często garną się do nas, a to dlatego, że potrzebują modlitwy. Jeśli wierzyć mistykom Kościoła katolickiego, dusze w czyśćcu tracą zdolność wypraszania łask dla samych siebie, a niektóre z nich, tkwiąc na głębszych poziomach czyśćca, nawet mają utrudniony dostęp do pomocy płynącej z modlitw w ich intencji.

Na samym d n i e czyśćca sytuacja dusz może tylko nieznacznie różnić się od mąk piekielnych — trwają tam w gęstym, namacalnym mroku. Mogą tam panować na przemian skwar i chłód nie do zniesienia, nawet żar ognia, tyle tylko, że dusze w tych rejonach wiedzą, że ich męki się skończą i wtedy dostąpią one wybawienia.

Dusza przybywająca z czyśćca ma na sobie szatę, której „zbrukanie”, całkowite lub częściowe, zależy od przewin, które trzeba odpokutować. Taki duch przybywający z czyśćca może zrobić na śmiertelnikach wrażenie udręczonego, a w najlepszym wypadku wyda się posępny. Szczegóły wyglądu wyrażają typ i skalę jego cierpień. W Rzymie jest muzeum, gdzie można obejrzeć eksponaty z wypalonymi znamionami pozostawionymi przez nawiedzające dusze — wśród nich jest kawałek drewna z wypalonym odciskiem dłoni.

Nawet jeśli duch nie zjawia się w widzialnej postaci, to i tak można zarejestrować jęki, jak również hałasy w pomieszczeniach mieszkalnych.

Niżej niż czyściec jest już tylko piekło. Niektórzy mniemają, że również stamtąd dusze mogą przenikać do świata żywych — jest to okoliczność ze wszech miar niepożądana. Należy przypuszczać, że dusza potępiona jest całkowicie wyzbyta wszelkich gestów dobrej woli czy miłości, a nic nie sprawia jej większej „uciechy” niż działanie na czyjąś szkodę. Niektórzy świadkowie mistycznych wizji doświadczyli obrazów piekła, pochłaniającego ludzi, którzy natychmiast zmieniali się w szkaradne istoty, podobne do demonów. W jednym z opisów, po tym jak śliczna kobieta zanurza się w płomienie, po drugiej stronie wynurza się z nich przemieniona w hybrydę, która jest pół bestią, pół człowiekiem. A skoro taka postać idealnie odzwierciedla opis typowego demona, to należy zadać pytanie, czy potępione dusze czasem nie zasilają, jako demony, szeregów potępionych aniołów.

Pewien, obecnie już nawrócony, ateista, gdy doświadczył podobnej wizji, nakreślił obraz miejsca spowitego wszechogarniającą mgłą, pełnego istot „uprzednio” ludzkich, które miały wygląd ludzi, ze szczęką straszącą ostrymi kłami i z pazurami. Istoty te rzucały obelgi i naigrawały się z niego, nie przestając szarpać za jego „duchowe ciało”.

Nie warto się w to zagłębiać.

Skoro już wkroczyliśmy na grząski grunt takich nawiedzeń, to należy zadać sobie pytanie, jakie musimy podjąć kroki, byśmy sami uniknęli podobnego losu i dostąpili wyzwolenia przez Boga, by cieszyć się wolnością na wieki. Otóż zasadniczym celem powinna być bezwarunkowa miłość do Boga i każdego człowieka. To najpewniejszy sposób dotarcia do Nieba lub do wyższych poziomów czyśćca.

Nieodzowne jest tu wyrobienie w sobie pokory. To właśnie ta postawa chroni nas jak tarcza. Osoba pokorna zawsze napotyka w swoim wnętrzu na mniejszy opór materii. Pozbądźmy się zatem naszych niezdrowych przywiązań. Popełniamy błąd, jeśli nadmiernie przyzwyczajamy się do ludzi, pieniędzy, pracy, przedmiotów, domostw, zapiekłych uraz, gdyż przez nie hamujemy impet w naszym podążaniu ku Bogu. Tylko Jemu okazujmy swoje przywiązanie. Przez resztę naszych dni żyjmy, obdarzając miłością wszystkich tych, którym powinniśmy byli już dawno okazać miłość, i przebaczmy wszelkie doznane urazy, rany czy krzywdy. Jeśli już przebaczamy, to nie zapomnijmy wybaczyć samym sobie. Jeśli umrzemy z niewymazaną winą, ona pogna za nami w zaświaty. Tylko do Boga bądźmy przywiązani.

Opisane poniżej doświadczenia dają obraz typowych okoliczności towarzyszących momentowi śmierci, jak również dokumentują ingerencję nawiedzających nas duchów.

Doktor John Lerma, lekarz medycyny pracujący w Centrum Medycznym w Houston, po serii wywiadów przeprowadzonych z dwoma tysiącami nieuleczalnie chorych pacjentów napisał: „W moim podejściu do rzeczywistości prym zawsze wiódł racjonalizm, zatem niemało trudu kosztowało mnie, by przebić się do rzeczywistości tak odległych jak anioły czy byty niematerialne. Byłem przekonany, że jeśli nauki ścisłe zwielokrotnią swoje wysiłki, to w końcu zdołają wyjaśnić ulotne niuanse natury życia. Zrozumiałe jest więc, że bardzo sceptycznie odnosiłem się do wszystkich niewytłumaczalnych zdarzeń towarzyszących momentowi śmierci. Kiedy tylko mogłem, starałem się znaleźć dla nich racjonalne wyjaśnienie i w efekcie relacjonowane przez pacjentów wizje kładłem na karb ich postępującej choroby, przyjmowanych leków czy też stopniowej degradacji kluczowych układów organizmu. Jednakże ogromna liczba tych relacji, ich nieodparte podobieństwo oraz niewytłumaczalność niektórych zaobserwowanych zjawisk zaczęły przechylać szalę na korzyść odmiennej postawy. W ostatnich dniach życia dzielących ich od zgonu nieuleczalnie chorzy pacjenci zanurzają się w swoje wnętrze, jak gdyby robili remanent przed pożegnaniem się ze swoją duszą. Bardzo często zdarza się, że ponownie przeżywają przywołane z głębokiej pamięci wydarzenia, reagując szeroką gamą emocji i pragnąc w ten sposób zamknąć jakiś rozdział w swoim życiu. Bywa, że w takich chwilach pacjenci mają wzrok utkwiony w kącie pomieszczenia, utrzymują krótką, słowną wymianę ze zmarłymi krewnymi lub z rozświetlonymi anielskim blaskiem zjawami, choć obecność wszystkich tych postaci jest niewidoczna dla reszty. To właśnie za sprawą tych duchowych istot doznają pocieszenia i ukojenia, uzyskują wsparcie w rozwiązywaniu zagmatwanych zaszłości w sferze emocji, relacji międzyludzkich i rozterek życia duchowego — a to wszystko po to, żeby spokojnie wkroczyć w życie po życiu”.

Czy jest ktoś, kto nigdy nie spotkał lub nie słyszał o bliskich, którym zdarzają się dziwne rzeczy, gdy przenoszą się na „drugi świat”?

Sheila