Duchowa misja Polski - Wincenty Łaszewski - ebook
Opis

Wielki naród – grzeszników. Tyle razy przyszło nam zawieść oczekiwania Nieba ale Opatrzność wciąż pokłada w nas swoje nadzieje. Dlaczego właśnie my? Jaka jest nasza misja? Dlaczego pan Bóg wysyła do nas swoich proroków, by nam o niej przypominali?

Dawne proroctwa zapowiadają, że polski naród dożyje ostatniej starości świata. Będzie pracował ku Bożej chwale jeszcze w ostatnim dniu historii stworzenia - jeżeli tylko pozwolimy Bogu na spełnienie się Jego planów.

Wypełni się nasza narodowa misja. Pojawi się „iskra”. Bóg dojrzy ogień, który zabłyśnie wśród nas. Rozleje się po świecie i zapłonie. Czym będzie ów ogień? Czy będzie to dla Boga znak, że „wypełniło się”, że Kościół i świat zostały napełnione Duchem, jak po brzegi była Nim wypełniona Maryja?

Zgodnie z zapowiedzią wielkiego papieża Jana Pawła II dzięki iskrze z Polski Jezus będzie mógł znów przyjść na ziemię. Tak jak przygotowana na Jego narodzenie była Maryja, tak przygotowany na Jego przyjście będzie Kościół - uświęciciel świata.


PROROCTWA I WIZJE

Świadkowie tajemnicy, którym dane było zajrzeć za zasłonę czasu, opisani w książce: Americo Lopez-Ortiz, Marie Taigi, Elena Aiello, Elena Leonardi, Ojciec Pio, ojciec Eustachiusz, Nimfa Suchońska, Mikołaj Sikatka, Wanda Malczewska, Jan Cieplak, bł. Bronisław Markiewicz, „Podlasianka”.

Święci i wizjonerzy: Św. Faustyna Kowalska, August Kardynał Hlond, Stefan Kardynał Wyszyński, Zofia Nosko, Czesław Klimuszko, Giulio Mancinelli, Lodovic Rocca, Zy, Łucja dos Santos, Teresa Neumann, Luciano Guerra, Małgorzata Alacoque, John Haffert, ks. Jan Bosko, Cindy Jacobs, abp. Zygmunt Szczęsny Feliński, Rozalia Celakówna

BOŻA MISJA DLA ŚWIATA – W RĘKACH POLAKÓW.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 228

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


OkładkaFahrenheit 451

Zdjęcia na okładce

Redakcja i korektaAnna Wolf

Dyrektor projektów wydawniczychMaciej Marchewicz

Skład i łamanieFahrenheit 451

ISBN 9788380794795

Copyright© by Wincenty Łaszewski, Warszawa 2019

Copyright© by Fronda PL Sp. z o.o., Warszawa 2019

WydawcaFronda PL, Sp. z o.o.ul. Łopuszańska 3202-220 Warszawatel. 22 836 54 44, 877 37 35 faks 22 877 37 34e-mail: kontakt@wydawnictwofronda.pl

www.wydawnictwofronda.pl

www.facebook.com/FrondaWydawnictwo

www.twitter.com/Wyd_Fronda

KonwersjaMonika Lipiec

ANTE PORTAS Nim zabrzmi róg

Przed bramą

Już na początku nakreślmy zakres tematów,

które czas wspólnie podjąć.

I powiedzmy to od razu: wypowiedzmy słowo

„zwycięstwo”. Bo ono przyjdzie.

Mówią o tym znaki czasu i znaki świętych, zapewniają o tym widzący i prorocy, odczytują je ci, którzy poznali orędzie fatimskie.

Może nie znamy drogi, ale znamy jej kres. Maryja ogłasza: „Na koniec Niepokalane Serce zatriumfuje”. Wielu mówi: Najpierw w Polsce. Inni dodają: Przez Polskę.

Bo kto wie: może już tylko nasz naród spełnia wszystkie „warunki konieczne”?Może już tylko my możemy przywołać Z-Nieba-Zstąpienie?

Tu i tam słyszymy krzyk: Nie, to nie może się stać! Zwycięstwo musi należeć do kogoś innego! Musi się stać udziałem pana świata! Tak wołają ci, którzy należą do szatańskiego pokolenia i zaliczają się do sowicie opłacanych sług księcia ciemności. Biedni nie rozumieją, że ich władca jest „ojcem kłamstwa”, że są tylko narzędziem, które – gdy wykona swe zadanie – zostanie rzucone w ogień.

Żal tych biedaków… Tyle wśród nich dzieci polskiego narodu. Tylu zdrajców, których na koniec sam szatan zdradzi…

To nie może się stać? A jednak się stanie! Dokona się to wbrew logice tego świata, jeśli trzeba – wbrew faktom tego świata, nawet wbrew władzy, jaką nad tym światem coraz pełniej sprawuje ciemność.

Nie pomoże tu żadna polityka, żadna propaganda, żaden pieniądz, żadne kłamstwo, żaden spisek.

Droga wiedzie ku zwycięstwu dobra. Cóż z tego, że kochający zło kierują nas w inną stronę. Nie przemogą. Tak zapewnia Niebo.

Na bezbożnym szlaku położyła się Polska. Nie jest święta, nie jest wierna, nie jest bez winy. Ale… naród wie o tym. Ale… bije się w piersi i błaga Boga o przebaczenie. Wciąż w niego wierzy i Mu ufa. Jak potrafi…

Dlatego zlecono Polsce misję.

Wielu uważa, że ta misja nie może się udać. Dlatego nasza Ojczyzna jest tak atakowana, kuszona, niszczona. Najlepiej, gdyby ten przedmiot proroctw i nadziei na nowy, lepszy świat przestał istnieć. Jeśli go nie będzie, nie będzie też szansy na wypełnienie się proroczej obietnicy.

Są próby, wciąż ponawiane, by Polska przestała istnieć, by Polacy stracili swą tożsamość. Pojawiała się Polska jako państwo teoretyczne, jako państwo zależne, teraz jawi się jako państwo podzielone, jako państwo podporządkowane nowej ideologii zła…

Ataki idą ze wszech stron, także od wewnątrz. Finalnie zawsze będą bezskuteczne.

Choćby tylko „reszta” pozostała wierna, już to wystarczy, by Polska szła bezpiecznie naprzód, toczyła się przez dzieje świata ku dniom Paruzji, trwała w chmurze Bożej Opatrzności – jednak niedostępna dla nieprzyjaciół Boga, nieprzyjaciół Niewiasty, nieprzyjaciół Polski – Jej Królestwa.

Maryja – Ona jest naszą Królową. Ona jest gwarancją zwycięstwa, bardziej nawet – powtórnego przyjścia Jezusa. Dlatego dziś jest atakowana na równi z Kościołem, na równi z dumą narodową, na równi z umiłowaniem polskiej tradycji.

A za chwilę może nawet bardziej.

Nie boimy się, bo Ona jest po naszej stronie, i wołamy za kardynałem Augustem Hlondem, prymasem i wizjonerem: „Nil desperandum! Nihil desperandum!”. Nie rozpaczajcie! Nie macie powodu do obaw!

Kardynał Hlond wypowiadał te słowa w 1948 r., gdy umierał, gdy nieoczekiwanie, najprawdopodobniej za sprawą kryptozabójców, znalazł się na progu śmierci. Kiedy nadarzyła się okazja, bo prymas miał przejść tylko rutynowy zabieg w szpitalu, zlecono (coraz więcej na to wskazuje) pozbyć się niewygodnego proroka… Jego duchowa potęga i jasna wizja przyszłości leżały w poprzek drogi, którą komuniści chcieli prowadzić ludzkość do „raju bez Boga”, czyli do piekła.

Gdy nad Polską i Kościołem zapadał coraz gęstszy mrok, Hlond wołał: „Nie rozpaczajcie! Zwycięstwo wasze jest pewne!”.

Nie tylko było pewne w 1948 r. – jest pewne i dziś.

Co widział umierający kardynał? Oglądał triumf, „wiktorię Błogosławionej Maryi Dziewicy”. Cieszył się widokiem zwycięstwa, które nadejdzie, a które przyjdzie za sprawą „naszej pracy pod opieką Najświętszej Maryi Panny”.

Zwycięstwo ma się pojawić w Polsce.

Hlond zobaczył w widzeniu, że Polska przetrwa i odegra wielką rolę w wypełnieniu świętych zamiarów Boga.

Wizjoner poznał przyszłość i konał pogodnie.

Kardynał Hlond zobaczył w widzeniu, że Polska przetrwa i odegra wielką rolę w wypełnieniu świętych zamiarów Boga. 

Nasz kraj ma przed sobą wiele dni i wiele sławy, z pewnością też wiele walk i cierpienia. Jeśli prawdziwy jest znany nam scenariusz – pokazany przez proroków, wizjonerów i świętych – z Bożą pomocą wszystko przetrwa, jeśli będzie trzeba, nawet własny niebyt. Potrafi to. Mamy już w tej kwestii doświadczenie. Naród będzie się odradzać, bo będzie się karmić miłością swoich synów i córek. W tej miłości będzie życiodajna moc, bo jego dzieci będą wydawać swoje ciało i krew na całopalną ofiarę, a będą to czynić na pamiątkę wylanej krwi Chrystusa.

Taka jest nasza narodowa tradycja oddawania życia za Boga i Ojczyznę.

Proroctwa zapowiadają, że ten nadwiślański naród dożyje ostatniej starości świata. Będzie pracował jeszcze w ostatnim dniu historii stworzenia. Będzie tak, jeżeli tylko pozwolimy Bogu na spełnienie się Jego snów.

A wówczas wypełni się nasza narodowa misja. Pojawi się iskra. Pewnie jeszcze nie stanie się to przy nas, choć wielu mówi, że czasy ostateczne są już wśród nas. Najprawdopodobniej uczynią to nasze dzieci i wnuki, ale to my będziemy je ćwiczyć w boju – oni wykrzeszą iskrę. Ta zaś przygotuje świat na powtórne przyjście Chrystusa Zbawiciela.

Bóg zobaczy ogień, który zabłysnął wśród nas, który rozlał się po świecie i zapłonął. Czym będzie ów ogień? Pytajmy widzących… Czy będzie to dla Boga znak, że „wypełniło się”, że Kościół i świat zostały napełnione Duchem, jak po brzegi była Nim wypełniona Maryja? Tu już nie musimy stawiać pytań. Zgodnie z zapowiedzią wielkiego papieża Jana Pawła II Jezus będzie mógł znów przyjść na ziemię, bo tak jak była przygotowana Maryja, tak przygotowany będzie Kościół – uświęciciel świata.

I Chrystus znów będzie mógł przyjść na ziemię.

Nie wiemy, kiedy to się stanie. Nie znamy dróg, jakimi będziemy wędrować. Nie znamy imion licznych wrogów ani zdrajców. Nie znamy granic ich działania, chyba dlatego, że ich nienawiść jest bezgraniczna. Mówią w obcych językach i krzyczą po polsku. Są syci inteligencją szatana, która ostatecznie okaże się głupotą. Sprzeciwem wobec Bożego pragnienia, by człowiek był szczęśliwy, spełniony. A taka głupota jest wielkim grzechem.

Wierzymy, że grzech ten nie wniknie w serce Ojczyzny oblanej światłem, jakie płynie z Niepokalanego Serca Maryi, które w Fatimie objawiło Boży plan wobec świata i wpisało w niego Polskę. Grzech ten nie wniknie w serce nikogo, kto będąc na Jasnej Górze, przyjął od Dzieciątka siedzącego na tronie Jej kolan Jego dar pierwszy i ostatni, dar jedyny. Ewangelię.

PROVIDENTIA HUMANA, PROVIDENTIA DIVINA ZAMYSŁY OPATRZNOŚCI

Opatrzność ludzka, Opatrzność Boska

Znaki, jakie dają nam Niebo i ziemia, wydają się jednoznaczne: ludzkość stoi dziś na apokaliptycznej krawędzi czasu. Zsuwamy się w dół, choć nie wiemy, jak długo będzie trwał upadek świata. Rozglądamy się wokół i nie widzimy ratunku.

Problem jest przede wszystkim natury duchowej. Dlatego, kiedy w październiku 2012 r. kardynał Donal W. Wurfel z Waszyngtonu mówił o narastających zagrożeniach, którym musimy stawić czoła, przypomniał nam, że:

za czasów Jana Pawła II trzeba było walczyć z komunizmem i jego zawoalowanymi formami mającymi rzesze wyznawców w krajach Zachodu. Za pontyfikatu Benedykta XVI przyszedł czas na walkę z dyktaturą relatywizmu. Teraz pojawiło się jeszcze trudniejsze wyzwanie: pora przeciwstawić się walczącemu sekularyzmowi.

To bardzo ważne – mówił kardynał w wywiadzie udzielonym 25 lutego 2013 r. – Musimy spojrzeć na świat i dostrzec jego nowe wyzwania. I nie możemy pracować „jak zwykle”. Nie możemy się trzymać naszego status quo. Musimy szukać drogi…

Jest coraz trudniej. Ludzkość zmierza w stronę zła. I ani myśli zawrócić. A my? Czy szukamy drogi?

WSZYSTKO IDZIE NA OPAK

Wszystko jest na opak… Współczesne oblicze świata można definiować napisanymi wiele pokoleń temu słowami:

Wszystko idzie na opak… Cnota jest ścigana, występek sławiony, prawdy nie ma, kłamstwo ma trzy języki… księgi są bez mędrców, a mędrcy bez ksiąg… Zwierzęta udają ludzi, a ludzie zwierzęta.

Co nam zostało? Wielu twierdzi, że pole manewru się skończyło. Przyparci do muru nie mamy ruchu. Nie widzimy ratunku, gdy rozglądamy się wokół. Kwestionujemy nawet czystość wiary i autorytet Kościoła.

Ale ratunek znajdziemy, kiedy spojrzymy w górę.

Istnieje przecież świat bardziej prawdziwy, rzeczywistość bardziej skuteczna. Poza zanurzoną w czasie przestrzenią pełną barw i kształtów, magnetycznych i hipnotyzujących człowieka, poza tym światem istnieje świat ducha, który panuje nad materią. Jest nieobecny dla wielu, bo niewidoczny, dla nich niedostępny.

Tu jest nasza nadzieja na ocalenie.

Czy wszystkie proroctwa – bo o nich chcemy mówić – nie wskazują właśnie na ów drugi wymiar? Tak, mówią o płaszczyźnie duchowej.

I dopóki ten duch będzie w Polsce, dopóty proroctwa będą prawdziwe. Nawet wbrew doczesnym faktom. A ponieważ nikt z nas nie jest politykiem pierwszego wymiaru, wierzymy zaś w świat ducha, możemy się spotkać w tym drugim wymiarze i tam odkryć światło nadziei. Najjaśniej świeci ono dla nas w Fatimie. I na Jasnej Górze.

Opowiada ono o misji Polski.

ODPOWIEDŹ W FATIMIE?

Rozwiązanie zostało ukryte… w Fatimie.

W tym miejscu pozwolę sobie na osobiste wspomnienie. Przed kilku laty rozmawiałem tam z prezydentem WAF, czyli World Apostolate of Fatima (Światowego Apostolatu Fatimskiego), prof. Americo Lopezem-Ortizem z Puerto Rico. To człowiek o szczególnej wiedzy, stojący za szczególną instytucją. Światowy Apostolat Fatimski jest „międzynarodowym publicznym stowarzyszeniem wiernych”, zaaprobowanym przez Ojca Świętego, mającym rangę wyjątkową – kiedy uczy lub działa, czyni to oficjalnie w imieniu Kościoła. To on, nie sanktuarium fatimskie, jest strażnikiem fatimskiej ortodoksji.

Sam Lopez-Ortiz jest wielkim autorytetem. Dobrze znał papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI. Wielokrotnie spotykał się z siostrą Łucją, żyjącą do 2005 r. ostatnią fatimską wizjonerką. Ma dostęp do archiwum sanktuarium w Fatimie. Został wtajemniczony w wiele sekretnych informacji, zastrzeżonych dla bardzo wąskiego grona. Zna niepublikowane teksty objawień, wie o tajnych inicjatywach Watykanu, uzyskał dostęp do korespondencji między siostrą Łucją a Janem Pawłem II.

Tamtego dnia mówiący płynnie sześcioma językami profesor rozmawiał ze mną o Polsce, o Janie Pawle II, o orędziu fatimskim i przyszłości świata.

Było to wieczorem, w piątek 16 listopada 2012 r.

Mówiliśmy o wielu rzeczach. O sytuacji na świecie, o zagrożeniach, jakie kryje przyszłość. O znaczeniu działań na rzecz rodziny. O „leczeniu” świata Fatimą. Pod koniec rozmowy prof. Lopez-Ortiz zaczął dopytywać o Polskę. Nagle spojrzał na mnie przenikliwie i powiedział: „Trzeba się spieszyć. Mamy mało czasu”. I zaczął mówić o roli Polski w fatimskiej misji.

Wiele razy zastanawiałem się nad tymi słowami. Czy było to ogólne stwierdzenie, dotyczące dziejów ludzkości? Kontekst wskazywał na coś innego: zdanie odnosiło się konkretnie do ostatniego tematu naszego spotkania – do Polski! Dobrze pamiętam ten ton, jakże inny niż cała rozmowa. „Trzeba się spieszyć…”.

Czyżby czekał nas koniec świata? Albo miała nadejść chwila zwycięstwa zła? A może trzeba się spieszyć, by nie dopuścić do nadejścia epoki wielkich prześladowań, zwycięstwa wojującego sekularyzmu? Albo szczególna misja Polski ma swój czas graniczny i jeżeli nie przygotujemy się do niej w najbliższych latach, to naszą rolę przejmie ktoś inny? Lub już nie zdążymy wprowadzić polskich chorągwi na pole trwającej bitwy, by przechylić szalę zwycięstwa na stronę dobra?

Nie wiem. Wiem tylko, że Polska była dla niego bardzo ważna. Lopez-Ortiz wydawał się świetnie rozumieć wyjątkowość cechującą ojczyznę Jana Pawła II. Kilkakrotnie podkreślał znaczenie naszego narodu dla Kościoła powszechnego. Ta uwaga dotyczyła zatem nas? Może rzeczywiście…

Słowa profesora z Puerto Rico mogą stanowić inspirację do tego, by spojrzeć na losy naszej Ojczyzny z perspektywy Boga, dla którego wczoraj, dziś i jutro jest już przeczytaną kartą dziejów – który wie wszystko. Narzędzia, jakie mamy do dyspozycji, by zinterpretować naszą historię, rozpoznać naszą misję i wniknąć w plany Bożej Opatrzności, czekają na tych, którzy są gotowi podjąć apel i „pod opieką Maryi pracować”. W czasach, w których wiara może zniknąć z powierzchni ziemi i co najwyżej – jak przestrzegał rektor sanktuarium fatimskiego – zamieszkać w katakumbach, powinniśmy się spieszyć.

To już wiemy: na chwilę obecną nie otrzymamy więcej danych do rozwiązania naszej polskiej zagadki. Mamy jednak doświadczenie prawdziwej wiary, mamy mądrość głębokiej teologii, mamy wiedzę przekazaną przez wielkich świętych. Co to wszystko nam mówi?

HISTORIA SACRA I JEJ OPATRZNOŚĆ

Mówi, że dziś stoimy na rozdrożu. Jest – jak naucza Kościół – „providentia humana” i jest „providentia divina”, że istnieje opatrzność ludzka i Opatrzność Boska. I słyszymy pytanie: W którą stronę zwrócić wzrok, dokąd skierować kroki? Na szczęście wzruszamy ramionami, odczytując pierwszy napis. Nadzieję pokładamy w opiece z wysoka. Tylko ona nas nie zawiedzie.

W tym duchu zaczynamy naszą opowieść: pełną wspaniałych obietnic, ale też trudnych miejsc; bywa, że skropionych krwią.

Każdy naród ma swoją historię. Ma ją również Polska.

Część naszych narodowych dziejów znamy. To wydarzenia, które już się dokonały: wpisały się w historię świata, dotykając pokoleń naszych przodków. Ta część polskich dziejów jest dumna i tragiczna, pełna chwały i pełna krwi.

Nieprzypadkowo jest to nasza historia. Przecież nic nie jest tu przypadkiem. Mogliśmy się narodzić w Szwajcarii, Norwegii, Jemenie, na Zakaukaziu czy w Syrii, ale z odwiecznego postanowienia woli Stwórcy przyszliśmy na świat właśnie tutaj – w Polsce. Bóg chciał mieć nas Polakami.

Chciał, byśmy byli członkami niezwykłego narodu. Chciał, byśmy nosili w sobie – jak mówił św. Jan Paweł II – „całe dziedzictwo jego kultury, jego historii, dziedzictwo zwycięstw, […] ale także dziedzictwo klęsk”. Ojciec Święty był przekonany, że Boska Opatrzność zapragnęła, byśmy nosili w sobie

świadomość jego zaniedbań, grzechów i win, ale także świadomość dziejowych krzywd, jakich doznawał, zwłaszcza w ciągu ostatnich dwu stuleci. […] Byśmy odczuwali głęboko wszystkie jego szlachetne dążenia, pragnienie życia w prawdzie, wolności, sprawiedliwości, solidarności społecznej – pragnienie życia swym własnym życiem.

W planach Bożych względem każdego z nas „polskość” stanowi jeden z fundamentów naszego celowego życia. Ma ona zasadniczy sens i biada nam, jeśli się jej wyrzekamy. Bo Polakami jesteśmy nieprzypadkowo. Bóg postawił przed nami zadanie. Mamy – właśnie jako Polacy – swoją rolę w wykuwaniu kształtu przyszłości świata. To nie jest rzeźbienie w miękkiej glinie. W rękach mamy kamień.

Umiejętność wydobywania kształtu z twardej bryły wymaga zaś wiele. Także wiedzy, o której mówił papież Wojtyła. Wiedzy o przeszłości. I świadomości tego, w którą stronę mamy iść: dziś, jutro, aż do osiągnięcia celu.

To ostatnie Jan Paweł II nazywał „szlachetnymi dążeniami” i „pragnieniem życia w prawdzie, wolności, sprawiedliwości, solidarności społecznej”.

Owe dążenia i pragnienia sprawiają, że historia naszego narodu to nie tylko przeszłość. Biegnie ona w następne lata – w czasy zupełnie nam niewiadome. Dopiero dla przyszłych pokoleń stanie się ona historią dokonaną, poznaną, opisaną. Jest ona dla nas wielkim, intrygującym znakiem zapytania.

Nie chcemy się zgodzić na to „nieznane”, bo mieszka w nas pragnienie poznania naszych przyszłych losów. I nie jest to wcale zwykła ludzka ciekawość; to raczej zatroskanie o przyszłość nas samych i naszych dzieci, o to, czy przyjdzie nam żyć w czasach dobrych, czy złych, czy nasze życie przypadnie na lata pokoju, czy też będą nim wstrząsać tragiczne i bolesne wydarzenia. Czy nasze „szlachetne dążenia, pragnienie życia w prawdzie, wolności, sprawiedliwości, solidarności społecznej” staną się wreszcie rzeczywistością.

Kiedy myślimy o dniu jutrzejszym, myślimy najpierw o sobie, ale – jakby na marginesie. Okazuje się, że wcale nie jesteśmy dla siebie samych najważniejsi. Bardziej myślimy o przyszłości, w której przyjdzie żyć nie tyle nam, ile naszym dzieciom i wnukom. Ich los wydaje się nam ważniejszy aniżeli nasze życie. To jeden ze znaków, który daje człowiekowi nadzieję, że przed nami, za horyzontem, kryje się lepszy świat. Oto nie jesteśmy zapatrzonymi w siebie, krótkowzrocznymi egoistami. Dziecko jest naszą troską, nie my. Martwimy się o jutro z powodu naszych dzieci i jesteśmy gotowi wiele dla nich poświęcić.

Są wśród nas i tacy, którzy umieją myśleć z troską o czymś jeszcze większym. Nie o samych sobie, nawet nie o swoich rodzinach, ale o Polsce. Co z nią będzie? – pytają z niepokojem. Obecność tych patriotów wśród nas oznacza, że przyszłość, która ściele się przed nami, ma barwy Nieba i jest obca piekłu.

Stawiamy pytanie: Co nas czeka? Ale pytamy jeszcze głośniej: Co czeka nasze dzieci? I pełną piersią: Co się stanie z naszą Ojczyzną? Pytania te są na tyle ważne, że ludzie szukają wskazówek pozwalających opisać przyszłość. Szukają wszędzie. Słuchają wywodów uczonych wyprowadzających poważne wnioski z naukowych danych. Udają się do różnej maści wróżbitów, tasujących karty, czytających układy gwiazd i ułożenie fusów w filiżance. Poddają ucha jasnowidzom, którzy uważają się za ludzi obdarzonych szczególnymi zdolnościami paranormalnymi, umiejących spoglądać w przyszłość, jakby była już zapisanymi stronicami historii.

Tymczasem jest tylko jeden głos mówiący o przyszłości, który należałoby potraktować najbardziej poważnie. To głos przychodzący z Nieba. Próbujemy go rozpoznać i zrozumieć, przekonani, że jeżeli uzyskalibyśmy dostęp do wiedzy ze świata nadprzyrodzonego, to – skoro ten pozaczasowy świat rzeczywiście istnieje i komunikuje się z nami – zdobylibyśmy nieomylne poznanie naszych przyszłych dziejów.

Teologowie i filozofowie, którzy lata poświęcili badaniu głosów z Nieba, twierdzą jednak coś zgoła innego. Wcale nie uważają, że poznanie wypowiedzi o naszej przyszłości pozwala ją jasno rozpoznać. Wprawdzie wszystko, co nas czeka, jest już określone, ale – i to właśnie zamazuje nam obraz przyszłości – wszystko to pozostaje jeszcze warunkowe. Istnieje jakieś napięcie między Bożą Opatrznością, która maluje naszą przyszłość, a ludzką samoopatrznością zatroskaną o jutro. One współtworzą nadchodzący czas.

SAMOOPATRZNOŚĆ

Zatrzymajmy się na chwilę.

Czym jest to, co teologia nazywa Bożą Opatrznością? Są nią przepełnione miłością, ale w pełni realistyczne, plany Boga dotyczące dalszych losów każdego człowieka i całego świata. Opatrzność nie jest myśleniem Boga o naszym „teraz”, choć tradycyjnie przedstawia się ją jako oko (obraz pełnego troski, uważnego czuwania) wpisane w trójkąt (symbol Trójcy Świętej) – oko spoglądające na nasze „dziś”. To przyglądanie się naszym losom w perspektywie przyszłości. Jakby Bóg patrzył na ludzką historię „od tyłu”, z odległości umieszczającej Go w naszym wczoraj, by spoglądać na naszą przyszłość przez pryzmat naszej teraźniejszości. Bo Bóg wie, że nasze „teraz” w wielkim stopniu decyduje o naszym „potem”.

Ów pryzmat może być najróżniejszy, bo tworzymy go my. To my nim jesteśmy: nasze serca, nasze myśli, nasze marzenia, postanowienia, gotowość do ofiary albo zamknięcie się w kręgu egoistycznego „liczę się tylko ja”. Skierowane na nas oko Bożej Opatrzności jest spojrzeniem pytającym. Bóg szuka w nas odpowiedzi na pytanie, kim chcemy być i co chcemy budować. Pyta o naszą samoopatrzność. Najpiękniej, gdy Jego Opatrzność i nasza samoopatrzność są do siebie podobne, gdy jak Bóg patrzymy przez „dziś” w nasze „jutro” – aż po wieczność. Bóg chce dostrzec w nas odpowiedzialność za przyszłość. Patrzy, czy nasze „dziś” jest pracą na rzecz jutra – czy nasze „teraz” jest jak wypalanie gliny na cegły, z których powstanie przyszły świat.

To działanie ludzkie, którego pragnie i potrzebuje Bóg. Chce, by Jego Opatrzność spotkała się z naszym zatroskaniem, dlatego oczekuje, że będziemy spoglądać w przyszłość podobnie jak On. A wtedy jest gotów pokazać drogę, dać wskazówki, wyciągnąć pomocną dłoń.

Krótkowzroczne spojrzenie, które zwykle jest myśleniem o własnej, doraźnej korzyści, nie pozwala Bogu stać się współautorem naszej przyszłości.

A tak niestety myśli rzesza polityków, którym się wydaje, że są władcami tego świata. Naiwni. Jeśli spoglądają na „dziś” jako na najważniejszy punkt dziejów, na „dziś” ważniejsze od „jutra”, są na usługach tego, którego Jezus nazywał „władcą tego świata”.

Pomoże im nie Opatrzność z Nieba, ale mroczna opatrzność księcia ciemności. Jego imię zna każdy z nas. Każdy powinien się lękać jego władzy. I jego zatroskania o naszą przyszłość.

Samoopatrzność, której szuka w nas Bóg, to nasza ludzka zapobiegliwość, nasze działania, by na minionej historii zbudować nowe, lepsze dzieje świata. To nasze działanie „według Boga” i „wbrew szatanowi”. Często pod prąd. Trudniejsze niż krótkowzroczność, ale jakże potrzebne.

Gdy zrozumiemy zależność przyszłości od obu czynników – Opatrzności Bożej i opatrzności ludzkiej – zrozumiemy też, że głosy z Nieba rozpościerają przed nami dwie skrajności: wariant najlepszy i wariant najgorszy.

Gdy Opatrzność z Nieba spotyka się z naszą samoopatrznością, czeka nas czas najlepszy z możliwych, jakiś „złoty wiek”, „królestwo sprawiedliwości”, „nowy, lepszy świat”. Co więcej, nadejdzie on niebawem, gdyż pracuje z nami wszechmocny Bóg.

Gdy wola Boga i wola człowieka stają w opozycji do siebie, czeka nas czas grozy. Równie szybko, bo mamy do czynienia z zaangażowaniem piekła.

INNOŚĆ PROROCTW O POLSCE

Głosów z Nieba jest dziś tyle, ile gwiazd nad naszymi głowami w mroku nocy. Samych mówiących o przyszłości, na której progu stoi nasze pokolenie, są dziesiątki tysięcy. Nie będziemy ich przywoływać ani szczegółowo analizować, interesuje nas bowiem coś zupełnie innego. Chcemy się przyjrzeć małemu wycinkowi zapowiedzi, wycinkowi zupełnie wyjątkowego rodzaju.

Są to proroctwa mówiące o Polsce. One zaś – co może nam od razu zaprzeć dech w piersiach ze zdumienia – okazują się inne niż pozostałe.

Nie zmienia się to od lat. Co więcej, owa prawidłowość jest nacechowana stałą wzrostu. Z upływem lat zagęszczenie proroctw dedykowanych naszej Ojczyźnie jest coraz większe i coraz bardziej inne od „niepolskich”. Choć w pewnym momencie polskie zapowiedzi się urywają. Dziś Niebo jakby zamilkło nad Polską. Czy to powód do niepokoju? Wcale nie. Zamiast proroków mówiących słowa od Boga Niebo daje nam charyzmatyków zanurzonych w mądrość Ducha Świętego. Daje ludzi „pierwszego kontaktu”, ludzi „sprzątających”, ludzi „budzących”, ludzi „popędzających nas naprzód”.

Samo Niebo zamilkło. Czy powiedziało już wszystko? A może – pytają niektórzy z obawą i lękiem – zrezygnowało z prowadzenia nas w przyszłość, bo Opatrzność Boża ma się nijak do ludzkiej opatrzności na polskiej ziemi? Nie, mamy powody, by twierdzić, że ostatnia sugerowana odpowiedź jest z gruntu fałszywa.

Nie byłoby wówczas wśród nas owych ludzi zanurzonych w Ducha.

Przyjrzyjmy się głosom z Nieba. Wyjątkowość proroctw opowiadających o przyszłości naszej Ojczyzny jest podwójna. Z jednej strony zapowiedzi związane z Polską są ważne nie tylko dla nas, Polaków, lecz dotyczą także innych narodów, a nawet całego świata. Z drugiej strony wyjątkowość proroctw związanych z Polską polega na tym, że nie ma w nich jasno zarysowanej warunkowości. Podczas gdy ta cechuje właściwie wszystkie zapowiedzi dotyczące przyszłości świata, kiedy proroctwa zaczynają mówić o Polsce, wydają się nieodwołalne, jakby równoległe do wielkiej i bezwarunkowej obietnicy z Fatimy – zapowiedzi triumfu, który na pewno nadejdzie. Warunkowość dotyczy nie tyle samych Bożych faktów, ile tego, kiedy owe fakty staną się częścią historii. Mogą bowiem zostać odłożone w czasie na wiele pokoleń…

Dlaczego i skąd taki zdumiewający wyjątek? Na chwilę obecną jest to dla nas pytanie drugoplanowe. Możemy zasugerować jedną (choć niejedyną), najbardziej logiczną odpowiedź: Niebo wie, że w Polsce obudzi się narodowa samoopatrzność. Może jej nie dostrzegamy, ale Bóg już ją widzi…

A może my też już coś przeczuwamy? Otoczyło nas tyle znaków czasu, dotknęły nas wydarzenia o historycznym i głębokim symbolicznym znaczeniu. Może w ich świetle wszystko staje się coraz bardziej zrozumiałe?

Być może najważniejszym kluczem do zrozumienia naszej przyszłości i naszych dróg wiodących w przyszłość jest oddalająca się z wolna w czasie smoleńska tragedia z 10 kwietnia 2010 r. i to wszystko, co pociągnęła ona za sobą? Łańcuch zaczynających się tam znaków jest długi; nawet mija naszą teraźniejszość i biegnie w nieznaną jeszcze przyszłość. To sekwencja znaków, które miały budzić niepokój – czarnych znaków, czyli pochodzących z czeluści piekła.

Na nasze szczęście Bóg potrafi wykorzystać ciemne machinacje złego ducha do swoich zbawczych celów. I na naszych oczach znaki zła zamieniają się w znaki niebieskie, budząc w nas pragnienie odnalezienia dobra.

Nie mamy wątpliwości: Bóg próbuje powiedzieć nam dziś coś bardzo ważnego. Może próbuje nas ochronić przed czarnym scenariuszem grożącym Polsce? Może chce pchnąć nasz naród na drogę, która wprawdzie musi być naznaczona kroplami krwi, ale nigdy nie zostanie zamieniona w ich rzekę? A może Niebo chce obudzić w nas pragnienie cofnięcia się w czas wielkiej narodowej samoopatrzności? Wówczas droga prowadząca do wypełnienia się wspaniałych proroctw o Polsce stanie się drogą pokoju. I drogą jednego pokolenia.

To odpowiedź jedna z wielu prawdziwych, ale dla nas w sposób oczywisty najważniejsza.

ET DIXIT DEUS VERBUM SUUMBÓG POWIEDZIAŁ: „NA PEWNO”

I wypowiedział Bóg słowo swoje

Jak wyglądają Boże zapowiedzi, których przedmiotem jest przyszłość naszej Ojczyzny? Jaka jest ich treść? Czy proroctwa o Polsce są spójne, czy raczej cechuje je różnorodność – aż po wewnętrzne sprzeczności, a może aż po doskonałe uzupełnienie się?

Czy proroctwa o Polsce są symboliczne, czy też mówią językiem konkretów? Budzą lęk czy nadzieję? Skąd przychodzą? Z dalekich czasów czy ze współczesności? Z naszych ziem czy z obcych krajów? Czy to słowa Jezusa, Maryi, może świętych patronów? Jak je rozumieć? I wreszcie – czy mamy prawo w nie wierzyć?

Jeśli głosy z Nieba mówiące o Polsce są prawdziwe, to znak, że jesteśmy narodem, któremu Bóg przeznaczył w przyszłości ważną rolę. Coś niezwykłego majaczy na horyzoncie naszych dziejów. Prorocy dawni i zupełnie współcześni jednym głosem opowiadają o wspaniałej przyszłości Polski i jej wybraństwie. Od razu zauważmy, że ta „wspaniałość” to ocena Boga, nie nasza, a to może oznaczać, że czeka nas zupełnie inny los, niż się spodziewamy.

Co ciekawe, nie mówią tego tylko głosy z Nieba rozlegające się na naszych ojczystych ziemiach. Wzmacniają je także wypowiedzi proroków innych narodowości: Bóg wspomina o przyszłej Polsce we Włoszech, w Niemczech, w Portugalii, w Australii.

Zastanawiające, że kiedy mówi On o naszym kraju, przemawia innym językiem niż wtedy, kiedy opowiada o dziejach świata. Nie grozi, nie mówi o wojnach, o ogniu, nie zapowiada dni ciemności ani buntu sił natury. Orędzie o Polsce pozostaje orędziem pokoju.

Więcej, kiedy głos z Nieba mówi o przyszłości naszego narodu, inaczej niż w swych naukach o losie świata, nie posługuje się trybem warunkowym. Gdy chodzi o Polskę, wszystko zdaje się już postanowione. Proroctwa zamienią się w rzeczywistość.

Czy mamy więc prawo odetchnąć z ulgą? Kto stawia takie pytanie, nie rozumie jeszcze przesłania z Nieba. Proroctwo o Polsce zapowiada naszą wielką rolę w przyszłych dziejach świata: rolę ważną, ale i trudną, budzącą w nas uczucie dumy, lecz również świadomość ciążącej na nas odpowiedzialności. Ale „wielkość” naszej Ojczyzny będzie „wielkością” w kategoriach Bożych, nie ludzkich. Oznacza to na przykład, że wcale nie czeka nas czas królowania, ale wielkiej służby. Według rozlegających się wokół zapowiedzi, w mrokach, które ogarną świat, u nas będzie świecić latarnia niosąca światło. Gdy wokół zapanują trwoga i przerażenie, u nas będą panować pokój i bezpieczeństwo. Gdy świat będzie tonął we krwi, my nie doświadczymy wojen ani kataklizmów. Dlaczego? To nie tyle będzie nagroda, ile zadanie. Z Polski ma wyjść iskra odrodzenia innych narodów.

Czy to możliwe? Jeśli Bóg istnieje, jeśli do nas przemawia, a proroctwa o Polsce rzeczywiście pochodzą od Niego, to tak: jest to możliwe. Więcej, to wszystko jest nam zadane.

A że jest jeden Bóg, Ojciec Wszechmogący, Stworzyciel Nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, to Jego słowo mówiące o naszej Ojczyźnie jest prawdą. Tylko – musimy o tym pamiętać – każde Jego słowo to nie informacja, ale polecenie.

NAKRĘCAMY SPRĘŻYNĘ ZEGARA

Mamy więc zlecone zadanie…

Jeśli zostanie ono podjęte, wybije oczekiwana godzina. Od nas zależy, kiedy to się stanie. Bo choć obietnice dane naszemu narodowi wydają się bezwarunkowe, to jednak nie są zdeterminowane czasowo. Nie musimy stawiać pytania o „czy”: Czy to się stanie? Trzeba nam pytać o „kiedy”. Bóg bowiem powiedział „na pewno”, ale nie powiedział, że „już jutro”.

Chociaż Jego marzeniem jest, by stało się to jak najszybciej. Zbudował już zegar. My musimy go nakręcić i uruchomić jego wskazówki.

Jesteśmy specyficznym narodem. Umęczonym, tragicznym w swych dziejach, w których więcej było klęsk niż zwycięstw. Jesteśmy narodem bolesnej historii, naznaczonym stygmatem cierpienia i ofiary. Czasem też – po ludzku zmarnowanymi triumfami. Jak pod Grunwaldem w 1410 r. czy w 1683 pod Wiedniem. Ale właśnie te wydarzenia w oczach Bożych miały wielką wartość. Może takie „polskie niemądre (w kategoriach tego świata) myślenie” zrodziło w Boskim Sercu proroctwa, które brzmią tak pięknie?

Czy nie wzbudził w Bogu zachwytu „bezsensowny” gest króla Jagiełły, który organizatorom napaści na klasztor jasnogórski – tym, którzy dokonali sacrilegium świętego Wizerunku Maryi Królowej – darował winę i wypuścił ich na wolność? Takich wydarzeń w polskiej historii jest wiele.

Chwil, w których Polacy naśladują w sposób doskonały Boga…

W tym kontekście warto się przyjrzeć interpretacji wiktorii wiedeńskiej przedstawionej przez papieża Polaka. To może nas dziwić, ale Jan Paweł II nie odczytywał znaczenia odsieczy wiedeńskiej w kategoriach zwycięstwa militarnego. Jego interpretacja pokazuje, że punktem odniesienia dla wszelkiego typu zwycięstw – wojskowych, politycznych czy ekonomicznych – zawsze jest porządek moralny, ład Boży. W interpretacji papieża nie ma akcentów nacjonalistycznych, nawet konflikty religijne i cywilizacyjne z muzułmańską Turcją schodzą na dalszy plan. Ojciec Święty wydobył moment przemiany wroga w życzliwego przyjaciela.

17 czerwca 1983 r. Jan Paweł II wołał:

Ta walka, to zwycięstwo nie wykopało przepaści pomiędzy narodem polskim a tureckim. Wręcz przeciwnie, wzbudziło szacunek i uznanie. Wiemy, że – gdy Polska z końcem XVIII w. zniknęła z mapy politycznej Europy – faktu dokonanego rozbiorów nie uznał nigdy rząd turecki. Na dworze otomańskim – jak mówi tradycja – przy uroczystych przyjęciach posłów zagranicznych pytano wytrwale: «Czy poseł z Lechistanu jest obecny?. Odpowiedź: «Jeszcze nie» padała tak długo, aż nadszedł rok 1918 i poseł niepodległej Polski znów zawitał do stolicy Turcji.

[…] Trzeba było przypomnieć ten charakterystyczny szczegół, aby w pełni ocenić walor odsieczy Wiednia w 1683 r. i zwycięstwo króla Jana III Sobieskiego.

O jeszcze innym znaczeniu „niewykorzystanej wiktorii” będziemy niebawem wspominać.

Niech nasze dzieje przypominają nam historycy. Niech przywołują przed nasze oczy bolesne narodowe powstania i wielkie bitwy, w których ważyły się losy Polski. Niechaj opowiadają nam o rodakach, którzy oddali życie za Ojczyznę. Ich długi pochód maszeruje przez historię, dociera do współczesnych dat, pewnie minie nas i ruszy w najbliższą przyszłość. Niech znawcy dziejów Polski uczą nas widzieć więcej, niż ukazuje „historia świecka”. Niech wskazują na to, co potrafił dostrzec papież, który był z naszego ciała i naszej krwi. Przede wszystkim – z naszego ducha.

Kiedy spoglądamy na naszą historię, mówimy, że Polska jest inna niż ojczyzny Niemców, Włochów, Francuzów czy Hiszpanów. Ale jest inna nie tylko w wymiarze historycznym. Gdy pochylamy się nad nadprzyrodzonym wyznacznikiem dziejów naszego narodu i pytamy: Czy tego samego nie należy wypowiedzieć, kiedy patrzymy na Niebo? – odpowiedź brzmi twierdząco.

Jesteśmy krajem, do którego zaadresowano zdumiewająco wiele słów ze świata nadprzyrodzoności. I to tak dużo, że nie sposób ich ignorować. Jest w nich coś tajemniczo prawdziwego, a obecny w nich wspólny mianownik nie może nie zastanawiać. Nie wiemy wprawdzie, które pokolenie będzie właściwym adresatem skierowanych do nas proroctw, ale zazwyczaj – jako krótkowzroczni – nie spoglądamy w daleką przyszłość. Wierzymy, że wspaniałe zapowiedzi, mówiące o chwale i potędze naszego kraju, spełnią się już niebawem – jeszcze za naszego życia.

Choć wciąż są uzależnione od naszego zaangażowania, to jednak coś nas przekonuje, że wszystko stanie się w czasie tego pokolenia. Mamy uzasadnione prawo zastanawiać się nad tym, czy obecnie rzeczywiście nie weszliśmy w krąg wypełniania się proroctw o Polsce. W końcu współczesne objawienia skierowane do świata, w którym dziś żyjemy, a przychodzące z Nieba, mówią, że żyjemy na krawędzi czasu, że coś czeka nas za widocznym już zakrętem historii.

Ludzkość niekoniecznie oczekuje tego z radością i nadzieją.

WOKÓŁ CIEMNOŚĆ. ŚWIAT NA KRAWĘDZI KATASTROFY

Dziś niebieskie objawienia mówią o nadciągającej zewsząd apokalipsie.

Jest ich tak wiele, że Joseph Ratzinger, kiedyś największy z kardynałów, potem papież Benedykt XVI, już w 1984 r. wypowiedział się o nich jako przewodniczący Kongregacji Doktryny Wiary:

Jednym ze znaków naszych czasów jest fakt, że z całego świata zgłaszanych bywa do Kongregacji coraz więcej informacji o „objawieniach Maryjnych”. Do działu Kongregacji zajmującego się takimi informacjami raporty przychodzą na przykład z Afryki i z innych kontynentów.

Objawienie prywatne – tłumaczył w posynodalnej adhortacji apostolskiej Verbum Domini:

może mieć pewien charakter prorocki (por. 1 Tes 5, 19-21) i skutecznie pomagać w lepszym rozumieniu i przeżywaniu Ewangelii w obecnej epoce; dlatego nie należy go lekceważyć. To pomoc, którą otrzymujemy, ale nie mamy obowiązku z niej korzystać. W każdym razie musi ono być pokarmem dla wiary, nadziei i miłości, które są dla każdego niezmienną drogą zbawienia.

Kościół utrzymuje, że prywatne objawienia wciąż mają się zdarzają. Niestety napotykamy także objawienia fałszywe, pozorne, a nieraz nawet wzbudzające podejrzenie co do swego pochodzenia. Dlatego każde z nich winno być przyjmowane z wielką ostrożnością. Benedykt XVI groził nawet „świętą wojną” tym, którzy fałszywie twierdzą, że mają objawienia.

Jaka jest treść wspominanych przez Ratzingera raportów przekazywanych przez biskupów do Watykanu? Zauważmy: są one już po wstępnym rozeznaniu przez lokalny Kościół i zostały uznane za na tyle wiarygodne oraz ważne, że wysłano je do Stolicy Świętej. Po pierwszej surowej segregacji wciąż jest ich wiele. To właśnie o nich wspominał w przytaczanej wypowiedzi prefekt Kongregacji Wiary.

Jednym głosem mówią one o uderzeniu świata biczem Bożej sprawiedliwości. Zwiastują katastrofy, wojny, ingerencję kosmicznych sił, poruszenia natury, ogień i śmierć. Ostrzegają przed tym, co ma nastąpić.

Temat ten poruszają nawet następcy świętego Piotra! Pius XII miał powiedzieć o swej proroczej wizji:

Dokoła słyszę głosy nowinkarzy, pragnących rozebrać Święty Przybytek, stłumić płomień powszechności Kościoła, odrzucić to, co jest jego chlubą, i sprawić, by poczuł wyrzuty sumienia z powodu swej przeszłości.

Przyjdzie dzień, kiedy cywilizowany świat odrzuci swego Boga, kiedy Kościół zwątpi, tak jak zwątpił Piotr. Będzie kuszony, by wierzyć, że człowiek stał się Bogiem. W naszych kościołach chrześcijanie szukać będą bezskutecznie czerwonej lampki, [wskazującej miejsce] gdzie czeka ich Bóg. Podobnie jak Maria Magdalena, płacząca przy pustym grobie, będą pytać: „Dokąd Go zabrali?”.

Obrazy oglądane powszechnie przez wizjonerów są coraz jaskrawsze, coraz straszniejsze. Czy prawdziwe? W wielkim zbiorze objawień można dość łatwo wyodrębnić podzbiór, którego elementy składowe wydają się wiarygodne. To wizje uznane przez Kościół albo oglądane przez wizjonerów, którzy są dla nas wiarygodni przez wyniesienie ich na ołtarze jako błogosławionych lub świętych.

Marie Taigi na przykład, wyniesiona przez Kościół na ołtarze mistyczka i prorokini mająca dar oglądania przyszłości, widziała miasta w ogniu, tysiące martwych ludzi, papieża w więzieniu, nadchodzącą schizmę w Kościele, zagładę wielu narodów, klęski żywiołowe, epidemie. Słynne jest jej proroctwo o nadchodzącej grozie:

Bóg ześle dwa rodzaje kar. Jedna przybierze postać wojen, rewolucji i innych postaci zła. Przyjdzie ona z ziemi. Druga zostanie zesłana z Nieba. Na całą ziemię zstąpią nieprzeniknione ciemności, które będą trwały trzy dni i trzy noce.

Pius XII miał powiedzieć o swej proroczej wizji:Dokoła słyszę głosy nowinkarzy, pragnących rozebrać Święty Przybytek, stłumić płomień powszechności Kościoła, odrzucić to, co jest jego chlubą, i sprawić, by poczuł wyrzuty sumienia z powodu swej przeszłości.  

Inna błogosławiona, Elena Aiello, włoska stygmatyczka i jedna z „dusz złożonych na ołtarzu cierpienia”, usłyszała z ust Matki Bożej takie przerażające proroctwo:

Tak wiele cierpienia dotknie zrujnowany świat… Gniew Boga jest bliski. Niebawem świat zostanie dotknięty wielkimi nieszczęściami, krwawymi rewolucjami, huraganami budzącymi grozę, wylewaniem się rzek i wzbieraniem mórz… Świat zamieni się w teren nowej i straszliwej wojny. Najbardziej śmiercionośne narzędzia wojny będą zabijać ludzi i całe narody. Dyktatorzy tej ziemi, ludzie oddani szatanowi, będą burzyć kościoły i bezcześcić świętą Eucharystię. Zniszczą to, co najcenniejsze. W tej bezbożnej wojnie zostanie zniszczone niemal wszystko, co stworzyły ludzkie ręce.

Siostra Elena Leonardi zaś – stygmatyczka, która od dziewiątego roku życia była pod duchową opieką tak wielkiego autorytetu, jakim jest święty Ojciec Pio z Pietrelciny – usłyszała słowa:

Niespodziewanie ogień zstąpi z nieba na całą ziemię i wielka część ludzkości zostanie zniszczona. Będzie to czas rozpaczy […], ludzie, krzycząc i bluźniąc, wołać będą, by przykryły ich góry. Będą szukać schronienia w pieczarach i grotach, ale na próżno. […] Wszyscy, którzy odmówią nawrócenia, znikną w morzu ognia!

Elena Aiello, włoska stygmatyczka, usłyszała z ust Matki Bożej takie przerażające proroctwo: Gniew Boga jest bliski. Niebawem świat zostanie dotknięty wielkimi nieszczęściami, krwawymi rewolucjami, huraganami budzącymi grozę, wylewaniem się rzek i wzbieraniem mórz…

Dowiadujemy się z przerażeniem, że świat czeka kara straszliwsza niż potop i że spadnie ona na wszystkich ludzi. Pisała o tym siostra Łucja, wizjonerka z Fatimy. W ten sam sposób wypowiada się Niebo w Japonii, na przedmieściach Akity. Matka Boża ogłasza – znowu w objawieniach uznanych przez Kościół:

Jeżeli ludzie się nie nawrócą i nie poprawią, Ojciec ześle na całą ludzkość straszliwą karę. Będzie to kara większa niż potop, taka, jakiej nigdy dotąd nie widziano. Z nieba spadnie ogień i zmiecie większą część ludzkości, zarówno dobrych, jak i złych, nie oszczędzając ani kapłanów, ani wiernych. Ci, co przeżyją, będą się czuć tak opuszczeni, że zazdrościć będą umarłym.

Podobne słowa padły z ust świętego Ojca Pio, który nakreślił przed nami symboliczną wizję:

Całej ludzkości grozi niebezpieczeństwo. Niebo czekało długo i ostrzegało, ale ludzie się tym nie przejmują. Gdy będzie za późno, wyłoni się duży głaz z nocnej mgły. Nocą nagle, bez wypowiedzenia, rozpocznie się wojna. Z południa przylecą czarne i szare ptaki z taką potęgą, że zmienią widok nieba i ziemi. Czołgi będą miażdżyć domy z ludźmi, z których zwisać będą martwe, zwęglone twarze. Wskutek powodzi znikną wsie i miasta. […] Kto spojrzy w kierunku zniszczeń wojennych, umrze, bo jego serce nie wytrzyma tak straszliwych widoków. W jedną noc zginie więcej ludzi niż podczas ostatnich dwóch wojen światowych.

Dziś coraz powszechniej podnoszą się głosy, że bliska jest już data, która uruchomi lawinę wydarzeń niosących śmierć i zniszczenie. Nic dziwnego, że wielu ludzi boi się tego, co ma nadejść. Lęka się przyszłości.

Ojciec Pio: Nocą nagle, bez wypowiedzenia, rozpocznie się wojna. Z południa przylecą czarne i szare ptaki z taką potęgą, że zmienią widok nieba i ziemi.

Bo już zaczynają osaczać nas pierwsze apokaliptyczne znaki. Coś niedobrego dzieje się wokół nas. Mnożą się trzęsienia ziemi, podnoszą fale tsunami, narastają huragany, budzą się wulkany, zabijają ulewy i błotne lawiny, zasypują śnieżyce, grożą pandemie i wojny. Coraz częściej dochodzi do katastrof, w których zawodzi człowiek i jego najbardziej nowoczesna technika, a dziwny splot drobnych czynników staje się w nich wybuchową substancją niosącą śmierć.

ZAPOWIEDZI BEZ CIEMNOŚCI. PRZYJAZNA PRZYSZŁOŚĆ DLA POLSKI

Odnosi się wrażenie, że wszystkie złe sygnały przesyłane dziś na ziemię ze świata nadprzyrodzonego nie dotyczą naszej Ojczyzny. Okazuje się bowiem, że proroctwa mówiące o przyszłości Polski są diametralnie inne. Nie ma w nich mowy o apokalipsie, trzęsieniach ziemi, dniach ciemności, powszechnych zniszczeniach, wojnach i zamieszkach, o ogniu spadającym z nieba, o krwi i łzach, o śmierci i cierpieniu. To dziwne, ale w proroctwach o Polsce jawi się jasna przyszłość naszej Ojczyzny. Dodajmy od razu, że objawienia mówiące o przyszłości świata i te mówiące o jutrze Polski wskazują na ten sam czas, na „czas przemiany”. Kiedy on nadejdzie, Polska nie doświadczy tego, co dotknie inne kraje.

Jak to rozumieć? Może te głosy kłamią? Bo czy możemy sobie wyobrazić, że na naszych ziemiach historia będzie biec innym torem niż gdzie indziej? Jak rozumieć te zapowiedzi? Może do końca ich nie pojmujemy, ale nie możemy ich odrzucić, są przecież wśród nich także głosy święte.

Przede wszystkim zaś wzywają nas do podjęcia zadania. A ono z kolei domaga się od nas zmiany życia – nawrócenia. Taki jest właśnie cel prawdziwych objawień! Mamy powrócić do Ewangelii, stać się świętymi.

Co takiego mówią wizjonerzy? Zapowiedzi jest wiele, głoszone są różnym językiem, akcentują różne wątki. Pierwsze na liście są stare proroctwa, cenione przez kolejne pokolenia, wyczuwające w nich prawdę z Nieba, zapowiedzi, których słowa przechowane zostały aż po czasy współczesne.

Przyjrzyjmy się najważniejszym i najbardziej wiarygodnym z nich.

MISTYCZNE SŁOWA EUSTACHIUSZA

Wśród wielkich zapowiedzi znajduje się chyba najstarsze proroctwo dotyczące Polski. Zostało ono wygłoszone przez ojca Eustachiusza, przeora benedyktyńskiego klasztoru mieszczącego się pod Warszawą. Datowane na rok 1449 mówi o przyszłości naszej Ojczyzny – chyba też o historii będącej wciąż przed nami. Najpierw jednak słowa, które już się wypełniły:

Polsko! Czeka cię wiele nędzy w przyszłych stuleciach. Jesteś szlachetna, wielka i wspaniała, ale gardzisz swoimi mądrymi królami, a ponieważ nimi gardzisz, przeto pójdziesz w rozsypkę.

Mnich zdaje się przepowiadać potop szwedzki, rozbiory, narodowe powstania, wreszcie powrót Polski na mapę Europy. Końcowe słowa jego proroctwa mówią o odrodzeniu nie tylko polskiej państwowości, lecz również o odrodzeniu duchowym. Brzmią dość tajemniczo i są otwarte na wiele interpretacji, jednak co nieco możemy z nich odczytać. Eustachiusz zapowiada:

Będziesz wzdychała, Polsko, za pokojem, ale ten zjawi się dopiero w siódmej liczbie, a spełni się w czasie siedem razy siedem. Przyjdzie wtenczas książę pokoju w całym swoim blasku i zapanuje pokój w twoich murach. Na koniec będą Polacy mieli króla, którego długo nie chcieli, później jednak przyjmą go z radością.

Jeżeli pamiętamy, że benedyktyński przeor jest przede wszystkim teologiem, jego słowa należałoby odczytywać nie dosłownie, ale w kluczu symboli chrześcijańskich. Tym samym pojawiająca się liczba siedem to nie wskazanie konkretnej daty historycznej, lecz liczba mistyczna. Mówi o tzw. czasie łaski, więcej – obfitości łaski, o jakimś wylaniu Ducha na Polskę. Siedem to liczba duchowej dojrzałości i doskonałości, wskazanie na pełnię dobra. Dodatkowo może też znamionować jakieś wydarzenia apokaliptyczne, czyli czasy wielkiego przełomu naznaczonego wojną czy kataklizmami. Może również oznaczać nie tyle mroczne wydarzenia, ile czasy wielkiego wyboru, gdy Polacy będą musieli się opowiedzieć za jedną z wielu (siedem razy siedem, czyli 49 możliwości) dróg w przyszłość. Wybór ma paść na drogę łaski i dojrzałości duchowej, co nie będzie łatwe w świecie podejmującym inne decyzje.

Mamy do takiego wyboru być kiedyś gotowi.

A ów król, którego będziemy mieli „na koniec”? To znowu teologiczna wskazówka, jakże dziś kontrowersyjny temat. Mowa o ogłoszeniu Chrystusa Królem Polski… Jest o Nim zresztą mowa chwilę wcześniej w tekście Euzebiusza – tam, gdzie mnich wspomina księcia pokoju. Wiemy, że to jedno z biblijnych imion Jezusa Zbawiciela.

PROROCTWO SUCHOŃSKIEJ

W następnych stuleciach trudno wskazać na wybiegające daleko w przyszłość proroctwa. Mamy inne, można by powiedzieć „dekadowe”, prowadzenie naszego narodu przez Niebo. To najróżniejsze fenomeny nadprzyrodzone i objawienia, które nasilają się z początkiem XVII w. i trwają do końca XIX stulecia. Pomijamy ten fascynujący temat, ponieważ nie przekłada się on na naszą teraźniejszość ani przyszłość. Choć możemy podkreślić jedno, do dziś aktualne przesłanie: tamte zjawiska i wizje, szczególnie w wieku XVII, były wezwaniem, by Polska kroczyła drogą Bożą i nie czyniła sobie bożka z przyjemności tego świata, z prywaty i pieniądza. Wtedy jednak nasz naród nie słuchał…

Mamy w tym okresie kilka głębokich proroctw i apeli skierowanych do Polaków, już mniej tajemniczych niż przekazy Eustachiusza. W początkach XVIII stulecia inna osoba duchowna, tym razem kobieta – Nimfa Suchońska, mniszka ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego z Krakowa – przekazała nam wizję otrzymaną od Zbawiciela. Oto jej proroctwo:

Ojczyzna twoja dopiero w dwudziestym wieku powstanie do bytu częściowo, a w całości i wielkiej ozdobie w jakiś czas potem, jeżeli przykazań moich strzec będziecie pilnie, zostając w posłuszeństwie namiestnikowi memu, jeżeli rozsławiać będziecie wśród niewiernych moje imię. To i Ja ojczyznę Twoją błogosławić i rozszerzać będę.