Drugi dziennik. 21 czerwca 2012 – 20 czerwca 2013 - Jerzy Pilch - ebook
Opis

Nowa książka Jerzego Pilcha w Wydawnictwie Literackim

Kiedy w czerwcu 2012 roku Jerzy Pilch zaczyna pisać drugi tom dziennika, Polska wylega na stadiony i w nieznośnym upale przeżywa rytualne porażki drużyny narodowej. Pisarz, wytrawny filozof polskiej piłki nożnej, przybiera tymczasem bardziej osobisty ton: odwraca się od telebimów na sąsiednim placu Defilad i w mieszkaniu na Hożej konfrontuje się ze wzmożeniem rzeczy ostatecznych. Kobiety odchodzą w siną dal – demony podchodzą ze wszystkich stron. Rzadsze stają się wizyty w realnej Wiśle – imaginacyjnej prawie nie opuszcza.

Otwarcie pisze o tęsknocie za zdrowiem, o uldze porannych przebudzeń, szansach na życie wieczne. Bablu, Cioranie, Dostojewskim. Obok osobistych przemyśleń nie brak tu anegdot i nawiązywań do bieżących wydarzeń. Typowe dla autora dystans i ironia, połączone z przeczuciem nieuniknionej, ale i na swój sposób wyzwalającej utraty kontroli nad wszystkim, czynią „Drugi dziennik…” frapującą i nieprzewidywalną lekturą. Bo to, co tak naprawdę zostało, to „Bóg i piłka nożna”. Ponad wszystko, „Drugi dziennik…” to prawdziwa rozkosz obcowania z Pilchowską frazą w sensie ścisłym.

Jerzy Pilch (ur. 1952 r. w Wiśle) – pisarz, dramaturg, felietonista. Na jego frazie wychowało się całe pokolenie polskich czytelników.

Był felietonistą „Tygodnika Powszechnego”, „Polityki”, „Dziennika”, „Przekroju”.

W 1988 roku zadebiutował tomem opowiadań „Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej”, nagrodzonym Nagrodą Fundacji im. Kościelskich (1989).

Ośmiokrotnie nominowany do literackiej Nagrody Nike.

Cztery jego książki znalazły się w finalne Nike: „Tezy o głupocie, piciu, umieraniu” (1998), „Bezpowrotnie utracona leworęczność” (1999), „Pod Mocnym Aniołem” (2001) i „Moje pierwsze samobójstwo” (2007). Powieść „Pod Mocnym Aniołem” została laureatką tej nagrody. Ostatnio nominację dostał również „Dziennik” – do Nagrody Literackiej Nike za 2013 rok.

Laureat Paszportu Polityki za książkę „Bezpowrotnie utracona leworęczność” (1998).

Dwa razy jego utwory znalazły się na liście stu najlepszych książek w USA wytypowanych przez magazyn „Kirkus Reviews”: „Tysiąc spokojnych miast” (2010) i „Moje pierwsze samobójstwo” (2012).

Powieść „Spis cudzołożnic. Proza podróżna” w 1994 roku doczekała się ekranizacji – autorem scenariusza i odtwórcą głównej roli jest Jerzy Stuhr. Na początku przyszłego roku na ekran trafi również adaptacja „Pod Mocnym Aniołem” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego.

Jerzy Pilch jest autorem scenariuszy dwóch filmów z serii „Święta polskie”, tj. „Żółty szalik” (2000) w reżyserii Janusza Morgensterna i „Miłość w przejściu podziemnym” (2006) w reżyserii Janusza Majewskiego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 264

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wydawnictwo Literackie
Kraków 2014
Opieka redakcyjna: ANITA KASPEREK
Korekta: HENRYKA SALAWA, EWA KOCHANOWICZ, ANETA TKACZYK, MAŁGORZATA WÓJCIK
Projekt okładki i stron tytułowych: MAREK PAWŁOWSKI
Zdjęcie na okładce: MIKOŁAJ DŁUGOSZ / Dla Playboy Edycja Polska
Skład i łamanie: Scriptorium „TEXTURA”
Redaktor techniczny: BOŻENA KORBUT
© Copyright by Jerzy Pilch © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2014
ISBN 978-83-08-05289-1
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: [email protected] Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

2 października 2012

Gdy w czasie tegorocznych, chwilami całkowicie niepoczytalnych upałów siódmy z rzędu wiślański ewangelik popełnił samobójstwo, matka oświadczyła, iż natychmiast dzwoni do księdza Longina, aby coś z tym zrobił.

– Z czym? – zapytałem nieco zbyt obcesowo, albowiem przez chwilę uroiło mi się, iż matula chce sprowadzić Longina, by ten wskrzesił siódmego samobójcę, a może i z sześcioma pozostałymi „spróbował coś zrobić”.

Urojenie całkiem od czapki nie było – matka ostatnimi czasy miewała dziwaczne pomysły, dokładniej: dziwaczne pomysły miewała zawsze, ostatnimi czasy jakby częściej. Jednak nie tym razem.

– Jak to z czym? Z plagą samobójstw! Z plagą samobójstw wśród naszych!

– Jaką plagą? Gdzie do plagi? Parę przypadków i od razu plaga?

– W naszym przypadku siedem ofiar to jest plaga! Pan postanowił wygubić swój lud!

– Jak Pan tak postanowił, to ani Longin, ani żaden inny ksiądz nic nie pomoże, przeciwnie, przybyciem swoim, modlitwami i nie mówię: faryzejską, ale jednak nieco zbyt „wystudiowaną” pobożnością zamętu narobi... Nie ma co do niego czy po niego dzwonić... Niech lepiej na zadku siedzi...

– Ludzie jeden za drugim się wieszają, a księża na zadkach siedzą... Dlatego właśnie Pan plagę zesłał! Trzeba dzwonić i budzić!

– Jak najwyższe kierownictwo zaczęło działać, to nam pozostaje tylko czekać w pokorze...

– Jezusie Nazareński, oświeć tę ciemną pałę. Samobójstwa są z jednej strony plagą, z drugiej ostrzeżeniem...

– Przed czym?

– Przed kolejnymi samobójstwami. Jaśniej być nie może. Jak długo będą czekać? Ciekawe, jak długo będą czekać?

– Samobójcy?

– Nie, księża.

– W sumie co ma ksiądz do samobójstwa? Bo niby ma wiele, niby wszyscy przeświadczeni, że ma niesłychanie wiele, a może nic nie ma?

– Jak nic nie ma? Wszystko ma!

– Księża to są specjaliści od samobójstw?

– Księża to są specjaliści od wszystkiego, co się na granicy tego i tamtego świata dzieje...

– Wopiści transcendencji?

– Nie kpij, gdyby nie te kpiny, gdyby nie te wieczne kpiny ze wszystkiego, dalej byś zaszedł!

– Dalej! Dalej! Dalej bym zaszedł, jakbym codziennie nie słyszał, że powinienem zajść dalej... Poza tym żadnych kpin tu nie widzę, nie słyszę. Czyli co? Księża pogranicznicy co powinni?

– Ratować...

– Każdy powinien ratować... Jest ktoś, kto nie powinien ratować?

– Niejeden nie powinien... Niejeden by się znalazł, co nie powinien.

– Kto?

– Ten nie powinien, co na pogrzeb zawsze przychodzi... Zawsze przychodzi, a nie powinien. I żaden z tych, co w samobójstwie maczali palce, nie powinien...

– To akurat prawda. Czystego samobója nie ma. Każdy samobój jest trochę mordem. Nie w znaczeniu, że samobójca sam siebie morduje, ale w znaczeniu, że niejeden go pognębił i tym samym nakłonił, do podjęcia ostatecznej decyzji się przyczynił, ostatni krok podpowiedział, a nawet do jego wykonania zmusił... W samobóju maczał palce... Dobrze mama powiedziała.

– A coś ty myślał... Niejeden zachęcił, a tu zniechęcić trzeba... Odwieść od takiego czynu... Za wszelką cenę odwieść od złego zamiaru...

– Za wszelką cenę ?

– Tak!

– Ksiądz rękę na samego siebie podniesioną ma odrąbać?

– Jak na samego siebie? Księża nie popełniają samobójstw. W każdym razie nie nasi.

– Nasi w ogóle niczego nie popełniają.

– W kościele byłeś?

– Nie.

– No to nie gadaj. Do kościoła bezbożnik nie chodzi, a gada.

– Tylko praktykujący mogą gadać?

– Lepiej by było. Wiara rzekomo wierzących, a niepraktykujących to dopiero gadanie.

– Jak ktoś się zabija, podnosi na siebie rękę, ksiądz powinien tę rękę odrąbać?

– W sensie ścisłym?

– A jakim? O metafory się nie pytam. Metafory tego typu mają zresztą, jak doskonale wiemy, przykrą i nic nas nie obchodzącą bolszewicką tradycję.

– W ostateczności, jak już nic innego nie pomoże, jak wszystkie pozostałe środki zawiodą, trzeba odrąbać. Lepiej żyć z jedną ręką, niż z dwiema w trumnie leżeć.

– Gość z dwiema rękami nie dawał rady życiu, teraz z jedną sobie poradzi?

– Jak opamiętanie przyjdzie... Jak Pan Bóg opamiętanie ześle, to poradzi, bez rąk, a nawet bez nóg, a poradzi...

– Kto chce za wszelką cenę żyć, poradzi...

– Synku, wszyscy chcą żyć...

– A naszych siedmiu wspaniałych?

– Sami zostali... Znikąd żadnego wsparcia. Kur...! Dzwonię do Longina!

– Przepraszam, ale może by się mama jakoś oględniej wyrażała, o poważne sprawy chodzi...

– Okej.

– Wracając do naszej siódemki, to może faktycznie był wśród nich ktoś, kto nie tyle chciał się zabić, ile desperackim aktem próbował zwrócić na siebie uwagę...

– Słynne wołanie o pomoc...

– Tak jest. Ale niewątpliwie był tam też, może nawet niejeden, samobójca profesjonalista, samobójca saper, samobójca komandos, samobójca karateka nie do pokonania; ktoś, kto postanowił się zabić z niedościgłą precyzją, ktoś, kto postanowił opuścić ten padół z żelazną konsekwencją... Jego nic nie zatrzyma, jemu nikt nie da rady...

– Dobry ksiądz da rady.

– Przy okazji...

– Tak, słucham...

– Najlepsze życzenia urodzinowe...

– Ach, synku, za bardzo mnie twoja starość przeraża, żebym swoją świętowała. Ale za życzenia dzięki...

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki