Wydawca: Wydawnictwo Iskry Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Drogowskazy ebook

Wiktor Osiatyński

3.05882352941176 (17)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Drogowskazy - Wiktor Osiatyński

Drogowskazy to podsumowanie przemyśleń i doświadczeń autora oraz innych pisarzy i animatorów ruchu Anonimowych Alkoholików dotyczących radzenia sobie z alkoholizmem i innymi uzależnieniami. Książka wytycza drogę od analizy przyczyn, poprzez opis różnych form i stadiów uzależnień, aż do zapisu działań, które musi podjąć każdy człowiek chcący nie tylko decydować o sobie, ale także nadać swemu życiu sens.

 

 

W kwietniu 1983 roku musiałem przestać pić. Niedługo później trafiłem na pierwszy mityng Anonimowych Alkoholików. Po pół roku abstynencji pojechałem na czterotygodniową kurację odwykową. Tam pozbyłem się wszelkich złudzeń. Przekonałem się, że jestem alkoholikiem i że muszę zrezygnować z alkoholu pod każdą postacią. Dowiedziałem się, że alkoholizm wiązał się z niedojrzałością emocjonalną i brakiem podstawowych umiejętności życiowych, choćby takich jak rozpoznawanie i wyrażanie własnych uczuć, bezpieczne radzenie sobie z lękiem, złością i samotnością, nawiązywanie i utrzymywanie nieegoistycznych relacji z innymi ludźmi oraz wyznaczanie granic i umiejętność powiedzenia „nie”. I że bez tych zdolności trudno będzie mi zachować trzeźwość.
(ze wstępu)

Opinie o ebooku Drogowskazy - Wiktor Osiatyński

Fragment ebooka Drogowskazy - Wiktor Osiatyński

Opra­co­wa­nie gra­ficz­ne: Ja­nusz Ba­rec­ki

Ko­rek­ta: Do­bro­sła­wa Pań­kow­ska

Co­py­ri­ght © by Iskry, War­sza­wa 2013

Co­py­ri­ght © by Wik­tor Osia­tyń­ski, War­sza­wa 2013

ISBN 978-83-244-0313-4

Wy­daw­nic­two Iskry

ul. Smol­na 11

00-375 War­sza­wa tel./faks: (22) 827-94-15

e-mail:iskry@iskry.com.pl

www.iskry.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Wstęp

W kwiet­niu 1983 roku mu­sia­łem prze­stać pić. Nie­dłu­go póź­niej tra­fi­łem na pierw­szy mi­tyng Ano­ni­mo­wych Al­ko­ho­li­ków. Po pół roku abs­ty­nen­cji po­je­cha­łem na czte­ro­ty­go­dnio­wą ku­ra­cję od­wy­ko­wą. Tam po­zby­łem się wszel­kich złu­dzeń. Prze­ko­na­łem się, że je­stem al­ko­ho­li­kiem i że mu­szę zre­zy­gno­wać z al­ko­ho­lu pod każ­dą po­sta­cią. Do­wie­dzia­łem się, że al­ko­ho­lizm wią­zał się z nie­doj­rza­ło­ścią emo­cjo­nal­ną i bra­kiem pod­sta­wo­wych umie­jęt­no­ści ży­cio­wych, choć­by ta­kich jak roz­po­zna­wa­nie i wy­ra­ża­nie wła­snych uczuć, bez­piecz­ne ra­dze­nie so­bie z lę­kiem, zło­ścią i sa­mot­no­ścią, na­wią­zy­wa­nie i utrzy­my­wa­nie nie­ego­istycz­nych re­la­cji z in­ny­mi ludź­mi oraz wy­zna­cza­nie gra­nic i umie­jęt­ność po­wie­dze­nia „nie”. I że bez tych zdol­no­ści trud­no bę­dzie mi za­cho­wać trzeź­wość.

Mia­łem się ich uczyć od nie­pi­ją­cych al­ko­ho­li­ków, przede wszyst­kim na mi­tyn­gach AA oraz w re­la­cjach pry­wat­nych z nimi. Mia­łem prze­ro­bić 12 kro­ków AA i czy­tać li­te­ra­tu­rę aow­ską na te­mat trzeź­wie­nia. Mia­łem rów­nież za­czy­nać dzień od lek­tu­ry co­dzien­nych me­dy­ta­cji dla trzeź­wie­ją­cych al­ko­ho­li­ków, znaj­du­ją­cych się naj­pierw w kil­ku, a póź­niej w kil­ku­na­stu spe­cjal­nie uło­żo­nych ksią­żecz­kach do me­dy­ta­cji.

W ten spo­sób wsze­dłem na dro­gę pro­wa­dzą­cą naj­pierw do co­raz bar­dziej świa­do­mej trzeź­wo­ści, póź­niej do roz­wo­ju emo­cjo­nal­ne­go i du­cho­we­go, a wresz­cie do po­go­dze­nia się w wła­sną prze­szło­ścią i wła­snym ży­ciem. Bar­dzo oso­bi­ste spra­woz­da­nie z tej dro­gi za­war­łem w książ­kach Re­hab, Li­ta­cja i Re­ha­bi­li­ta­cja.

Nig­dy nie mia­łem wąt­pli­wo­ści, że za­sad­ni­cze zna­cze­nie dla mo­jej trzeź­wo­ści i póź­niej­szych zmian mia­ła wspól­no­ta AA i to wszyst­ko, co prze­ży­łem i cze­go do­wie­dzia­łem się na mi­tyn­gach AA, w in­te­rak­cji ze spon­so­ra­mi i in­ny­mi al­ko­ho­li­ka­mi oraz prze­ra­bia­jąc kro­ki AA. Ale nie były to je­dy­ne czyn­ni­ki zmian. Od po­cząt­ku spo­ty­ka­łem lu­dzi, w AA i poza wspól­no­tą, któ­rzy po­ma­ga­li mi ro­zu­mieć al­ko­ho­lizm i trzeź­wość, a tak­że to, jak so­bie z nimi ra­dzić. Czę­sto po­dob­ne zna­cze­nie mia­ły lek­tu­ry – me­dy­ta­cji, ar­ty­ku­łów i ksią­żek o trzeź­wo­ści, a póź­niej – na te­mat uczuć i roz­wo­ju emo­cjo­nal­ne­go, a na­wet tego, po co war­to być trzeź­wym.

Te spo­tka­nia, roz­mo­wy i lek­tu­ry mia­ły cha­rak­ter swe­go ro­dza­ju dro­go­wska­zów, któ­re wska­zy­wa­ły mi kie­ru­nek roz­wo­ju. Po­ma­ga­ły też usu­nąć, a cza­sem obejść, pię­trzą­ce się na dro­dze prze­szko­dy.

W ni­niej­szej książ­ce oma­wiam te dro­go­wska­zy z na­dzie­ją, że Czy­tel­ni­cy rów­nież będą mo­gli zna­leźć w nich in­spi­ra­cję do wła­snych roz­my­ślań i prze­mian. Moje dro­go­wska­zy po­ja­wia­ły się w pew­nym po­rząd­ku chro­no­lo­gicz­nym, któ­ry sta­ram się tu­taj za­cho­wać. Do­bra­łem je jed­nak te­ma­tycz­nie tak, by ła­twiej po­ka­zy­wa­ły, w jaki spo­sób te in­spi­ra­cje kształ­to­wa­ły moje doj­rze­wa­nie, po­sta­wy i po­glą­dy. Za­miesz­czam rów­nież kil­ka wła­snych tek­stów, w któ­rych łą­czę swo­je do­świad­cze­nia z in­spi­ra­cja­mi czer­pa­ny­mi z roz­mów i lek­tur.

Nie­któ­re z tek­stów za­miesz­czo­nych w ni­niej­szej książ­ce były już pu­bli­ko­wa­ne, przede wszyst­kim na ła­mach kwar­tal­ni­ka „ArkA”, wy­da­wa­ne­go jako biu­le­tyn dla osób uza­leż­nio­nych i lu­dzi nio­są­cych im po­moc przez Ko­mi­sję Edu­ka­cji w Dzie­dzi­nie Al­ko­ho­li­zmu i In­nych Uza­leż­nień Fun­da­cji im. Ste­fa­na Ba­to­re­go. Ze swej na­tu­ry „ArkA” ma ogra­ni­czo­ny na­kład i za­sięg, wy­da­je mi się więc, że war­to było wyjść z umiesz­czo­ny­mi tam tek­sta­mi do szer­sze­go gro­na czy­tel­ni­ków. Na ich prze­druk – z drob­ny­mi zmia­na­mi re­dak­cyj­ny­mi – wy­ra­zi­ła zgo­dę re­dak­cja pi­sma.

CZĘŚĆ PIERWSZAUzależnienie

Cho­ro­ba i od­po­wie­dzial­nośćROZ­MO­WA Z JO­SE­PHEM C. MAR­TI­NEM

Jo­seph C. Mar­tin (1921-2009) był jed­nym z pierw­szych księ­ży ka­to­lic­kich w USA, któ­ry pu­blicz­nie przy­znał się do al­ko­ho­li­zmu. Roz­głos przy­nio­sła mu se­ria po­pu­lar­nych wy­kła­dów o al­ko­ho­li­zmie (Chalk Talk on Al­co­hol), z któ­rych każ­dy za­czy­nał się sło­wa­mi: „Je­stem Joe Mar­tin, al­ko­ho­lik”. Jego wy­kła­dy, na­gra­ne na ta­śmy ma­gne­to­fo­no­we i wi­deo, obie­gły całą Ame­ry­kę i sta­ły się pod­sta­wo­wym na­rzę­dziem wszyst­kich pro­gra­mów te­ra­peu­tycz­nych. W su­mie Jo­seph Mar­tin na­grał po­nad 40 fil­mów edu­ka­cyj­nych na te­mat al­ko­ho­li­zmu. W 1983 roku stwo­rzył wła­sny ośro­dek te­ra­peu­tycz­ny Ash­ley, w któ­rym po­moc uzy­ska­ło po­nad 40 000 osób uza­leż­nio­nych. W 1991 roku zo­stał za­pro­szo­ny przez Jana Paw­ła II do Wa­ty­ka­nu na kon­fe­ren­cję o al­ko­ho­lu i nar­ko­ty­kach. W 1983 roku Jo­seph Mar­tin na za­pro­sze­nie Ko­mi­sji Edu­ka­cji w Dzie­dzi­nie Al­ko­ho­li­zmu od­wie­dził Pol­skę. Spo­ty­kał się z uczest­ni­ka­mi ru­chu AA i pro­fe­sjo­na­li­sta­mi nio­są­cy­mi po­moc oso­bom uza­leż­nio­nym. Wte­dy też prze­pro­wa­dzi­łem z nim roz­mo­wę, któ­rej frag­men­ty pu­bli­ku­ję.

Wik­tor Osia­tyń­ski: Czę­sto ksiądz zwra­ca uwa­gę, że w ne­ga­tyw­nym sto­sun­ku spo­łe­czeń­stwa do al­ko­ho­lu i pi­cia może tkwić nie­bez­pie­czeń­stwo. Ja­kie?

Jo­seph C. Mar­tin: Istot­nie, do­strze­gam nie­bez­pie­czeń­stwo w po­tę­pia­niu sa­me­go al­ko­ho­lu oraz lu­dzi, któ­rzy go uży­wa­ją; mó­wie­nie, że ktoś jest zły dla­te­go, że pije, czę­sto po­wo­du­je moim zda­niem od­wrot­ny sku­tek do za­mie­rzo­ne­go. Za­wsze też za­sta­na­wiam się, co o tym są­dzi Pan Bóg, któ­ry prze­cież to wszyst­ko stwo­rzył. Al­ko­hol, jak wszyst­kie rze­czy, ma swo­ją cenę. Im lep­sza rzecz, tym wyż­sza cena. Przez set­ki lat al­ko­hol był je­dy­nym środ­kiem znie­czu­la­ją­cym, ja­kim dys­po­no­wa­ła ludz­kość. W śre­dnio­wie­czu, gdy ko­muś mia­no am­pu­to­wać nogę z gan­gre­ną, naj­pierw bie­da­ka upi­ja­no do utra­ty świa­do­mo­ści, żeby móc ten za­bieg prze­pro­wa­dzić. Al­ko­hol uśmie­rza bo­wiem ból. Pech chce, że jest on jed­no­cze­śnie sub­stan­cją sil­nie uza­leż­nia­ją­cą. Dla­te­go wła­śnie na 6-7 osób uży­wa­ją­cych re­gu­lar­nie al­ko­ho­lu jed­na prę­dzej czy póź­niej się uza­leż­ni.

Al­ko­hol na­zy­wa­no kie­dyś w Ame­ry­ce „de­mo­nem w bu­tel­ce”. Wte­dy, zgod­nie z tą lo­gi­ką, wpro­wa­dzo­no pro­hi­bi­cję – cał­ko­wi­ty za­kaz pro­duk­cji, sprze­da­ży, po­sia­da­nia i pi­cia al­ko­ho­lu. No i do­pie­ro za­czę­ły się pro­ble­my! Za­kaz ma­gicz­nie kusi czło­wie­ka do ła­ma­nia go. Ne­ga­tyw­ny sto­su­nek do al­ko­ho­lu wy­ni­ka czę­sto z oce­ny lu­dzi, któ­rzy się upi­ja­ją i po­tem źle za­cho­wu­ją. Ale prze­cież sko­ro al­ko­hol „usy­pia” na­sze wła­dze umy­sło­we, to nic dziw­ne­go, że wy­piw­szy za dużo wy­ra­bia­my nie­raz ta­kie okrop­ne rze­czy. Je­że­li uwa­żam, że pi­cie al­ko­ho­lu jest grze­chem, to oczy­wi­ście każ­de­go, kto pije, uznam za grzesz­ni­ka. To chy­ba ja­kieś uprosz­cze­nie.

W.O.: Czy za­tem al­ko­ho­lizm bie­rze się z fak­tu, że lu­dzie, któ­rzy piją, czu­ją się win­ni, czu­ją się grzesz­ni­ka­mi?

J.C.M: Nie, nie są­dzę. Oso­bi­ście je­stem prze­ko­na­ny, że ist­nie­ją dwie przy­czy­ny al­ko­ho­li­zmu. Jed­na tkwi w ge­ne­ty­ce – moż­na się uro­dzić z pre­dys­po­zy­cją do uza­leż­nie­nia. Dru­ga przy­czy­na to fakt, że je­że­li ktoś za­cznie uży­wać zbyt dużo i zbyt czę­sto ta­kiej sub­stan­cji, któ­ra ma wła­ści­wość uza­leż­nia­ją­cą, to w koń­cu zo­sta­nie na przy­kład al­ko­ho­li­kiem. War­to za­sta­no­wić się, jak to się dzie­je, że lu­dzie za­czy­na­ją pić dużo i w do­dat­ku czę­sto. Trze­ba przyj­rzeć się spo­łe­czeń­stwu, w któ­rym to się od­by­wa. Być może jest taka tra­dy­cja na­ro­do­wa, taki oby­czaj, taka nor­ma – to wła­śnie w naj­więk­szym stop­niu wy­wo­łu­je al­ko­ho­lizm w da­nym spo­łe­czeń­stwie. Na przy­kład or­to­dok­syj­ni Ży­dzi, a z dru­giej stro­ny Wło­si, do­pusz­cza­ją pi­cie al­ko­ho­lu w świę­ta, w domu, do po­sił­ku, ale nie to­le­ru­ją pi­jań­stwa. Fran­cu­zi z ko­lei do­pusz­cza­ją nie tyl­ko co­dzien­ne uży­cie al­ko­ho­lu, ale rów­nież to­le­ru­ją pi­jań­stwo. Może to tłu­ma­czy, dla­cze­go we Fran­cji jest wię­cej al­ko­ho­li­zmu niż we Wło­szech.

W.O.: Czy to zna­czy, że mimo nie­sku­tecz­no­ści za­ka­zów nie po­win­ni­śmy to­le­ro­wać pi­jań­stwa w pra­cy, na uli­cy, w ży­ciu ro­dzin­nym? Czy pi­jań­stwo na­le­ży po­tę­piać?

J.C.M.: Tak. Cho­ciaż sa­my­mi za­ka­za­mi, a już tym bar­dziej po­tę­pia­niem tych, któ­rzy je ła­mią, nic nie wskó­ra­my. Al­ko­ho­lik nie przej­mu­je się tym, co inni so­bie my­ślą, czy lu­bią, czy nie lu­bią, czy im się coś nie po­do­ba, bo za­wsze może so­bie wy­tłu­ma­czyć, że „ci inni są tacy czy owa­cy”. Sku­tecz­ność we wpły­wa­niu na zmia­nę za­cho­wań osób nad­uży­wa­ją­cych al­ko­ho­lu wy­ni­ka nie z tego, co ktoś my­śli, ale z tego, co się robi. Dla­te­go po­tę­pie­nie nie dzia­ła, a sank­cje praw­ne są sku­tecz­ne, zwłasz­cza gdy są po­łą­czo­ne z od­po­wied­nią po­mo­cą te­ra­peu­tycz­ną i wspar­ciem przez trzeź­we oto­cze­nie. Al­ko­ho­lik, albo jesz­cze le­piej każ­dy, kto zna­lazł się na dro­dze pro­wa­dzą­cej do al­ko­ho­li­zmu, po­wi­nien po­no­sić kon­se­kwen­cje swo­ich za­cho­wań al­ko­ho­lo­wych, z któ­ry­mi nie ze­chcą się go­dzić lu­dzie w szko­le, w pra­cy, w ro­dzi­nie. Al­ko­ho­lik bez „wspól­ni­ków” go­to­wych ukry­wać jego eks­ce­sy, spła­cać dłu­gi, da­wać mu pie­nią­dze na piw­ko i pa­pie­ro­sy, li­to­wać się nad nim „jesz­cze ten je­den raz”, dłu­go nie po­pi­je. I o to cho­dzi.

W.O.: Co ksiądz mówi ro­dzi­nom na­sto­lat­ków się­ga­ją­cych po al­ko­hol?

J.C.M.: Za­sad­ni­czo ro­dzi­ce po­win­ni prze­ka­zać dzie­ciom ko­mu­ni­kat, że nie­do­zwo­lo­ne jest upi­ja­nie się, a nie samo pi­cie – zwłasz­cza gdy w domu ro­dzi­ce uży­wa­ją al­ko­ho­lu.

W.O.: Jak nie po­zwo­lić dziec­ku się upić?

J.C.M.: Wła­ści­wie nie po­zwo­lić się nie da. Moż­na po­wie­dzieć po pro­stu: „Upi­ja­nie się jest czymś, cze­go się nie robi, cze­go MY w na­szej ro­dzi­nie nie uzna­je­my”.

W.O.: A je­śli się zda­rzy, to czy wte­dy się to po­tę­pia? Co mam zro­bić, je­że­li moje dziec­ko przyj­dzie pi­ja­ne?

J.C.M.: Nie po­wi­nie­neś uda­wać, że tego nie wi­dzisz.

W.O.: Po­wi­nie­nem sy­no­wi czy cór­ce otwar­cie po­wie­dzieć: „To mi się nie po­do­ba”?

J.C.M.: Tak. Czy to­le­ro­wał­byś gdy­by twój syn czy cór­ka po­wiedz­my za­ła­twi­li po­trze­bę fi­zjo­lo­gicz­ną na dy­wa­nie w sto­ło­wym po­ko­ju? Nie. Po­wie­dział­byś: „Tego się w na­szym domu nie robi, od tego mamy ubi­ka­cję”. Do dziec­ka, któ­re się upi­ło, po­wie­dział­byś: „Hej, upi­ja­nie się jest w na­szym domu nie do przy­ję­cia”. Je­że­li to nie po­mo­że i dzie­ciak przy­cho­dzi nadal wsta­wio­ny, to naj­czę­ściej zna­czy, że już się nie może od tego po­wstrzy­mać, że za­czął tra­cić kon­tro­lę.

W.O.: Co wte­dy mam zro­bić?

J.C.M.: Wte­dy sta­rasz się o to, by ktoś fa­cho­wo to oce­nił i po­mógł po­wstrzy­mać dal­sze uza­leż­nie­nie. Cza­sem ozna­cza to roz­mo­wę z do­rad­cą od uza­leż­nień w po­rad­ni dla mło­dzie­ży, może z le­ka­rzem do­mo­wym ro­zu­mie­ją­cym uza­leż­nie­nie. W nie­któ­rych przy­pad­kach roz­mo­wa mło­dzień­co­wi nie wy­star­czy i po­trzeb­na jest ku­ra­cja od­wy­ko­wa. Uza­leż­nie­nie trze­ba po­wstrzy­mać, a jak się to zro­bi, to spra­wa dru­go­rzęd­na. Naj­waż­niej­sza jest kon­fron­ta­cja, a po­tem in­ter­wen­cja. Jako ro­dzic masz wo­bec swe­go dziec­ka nie tyl­ko ta­kie pra­wo, ale i obo­wią­zek.

W.O.: Czy edu­ka­cja może po­móc, żeby nie wpaść w uza­leż­nie­nie?

J.C.M.: Je­że­li bę­dzie­my edu­ko­wać lu­dzi od­po­wied­nio wcze­śnie w ży­ciu, za­nim wy­uczą się szko­dli­wych wzor­ców kul­tu­ro­wych, to my­ślę, że spo­łe­czeń­stwo na tym bar­dzo sko­rzy­sta.

W.O.: Kie­dy jest „od­po­wied­nio wcze­śnie w ży­ciu”?

J.C.M.: W szko­le pod­sta­wo­wej. W Ame­ry­ce mó­wi­my te­raz dzie­ciom, że al­ko­hol jest nie­bez­piecz­ny. My mamy do­bre sło­wo, któ­re­go wy po­dob­no w Pol­sce nie ma­cie: „drugs” – al­ko­hol jest jed­nym z drugs. Mó­wi­my też dzie­ciom: „Nie uży­waj­cie drugs, bo prze­szko­dzą wam w roz­wo­ju, w szko­le, w pra­cy, w szczę­ściu”. Małe dzie­ci to ro­zu­mie­ją. Ale po­tem do­ra­sta­ją, wcho­dzą w okres na­sto­let­ni i roz­pacz­li­wie za­czy­na­ją pra­gnąć ak­cep­ta­cji ró­wie­śni­czej, po­kla­sku w swo­jej gru­pie. Wte­dy naj­więk­szy wpływ ma na nich to, co ro­bią ich przy­wód­cy, ich ido­le. Chcą być tacy, jak oni. Głuch­ną na gło­sy na­uczy­cie­li, ro­dzi­ców, do­ro­słych. Dla nich naj­waż­niej­sze jest to, co ro­bią i mó­wią ich ko­le­dzy. Wie­lu, oczy­wi­ście nie wszy­scy, wła­śnie wte­dy za­po­mi­na o nie­bez­pie­czeń­stwie zwią­za­nym z drugs. My­ślę, że u do­ra­sta­ją­cej mło­dzie­ży pre­sja ze stro­ny gru­py ró­wie­śni­czej jest tak samo sil­na jak po­pęd sek­su­al­ny. Ró­wie­śni­cy od­gry­wa­ją w ży­ciu na­sto­lat­ka ol­brzy­mią rolę. I to we wszyst­kim. W tym, jak się ubie­ra­ją, co my­ślą, jak spę­dza­ją czas. Jest to okres wy­ry­wa­nia się do sa­mo­dziel­no­ści, wol­no­ści, de­cy­do­wa­nia o so­bie. No więc mło­dzi wy­ry­wa­ją się.

W.O.: Sko­ro wie­my, jak ogrom­ne zna­cze­nie ma styl ży­cia w gru­pie ró­wie­śni­czej, to ja­kie stra­te­gie edu­ka­cji al­ko­ho­lo­wej po­win­ni­śmy sto­so­wać wo­bec mło­dzie­ży?

J.C.M.: To naj­trud­niej­sza kwe­stia. Trze­ba uczyć ich, że wy­pa­da od­ma­wiać, mó­wić „nie” na­wet ko­le­gom. No i że war­to­ścią jest, by mieć swo­je zda­nie opar­te na wła­snej wie­dzy. Z tym, że dzie­ci trze­ba przy­go­to­wy­wać do tego od naj­młod­szych lat.

Dla ro­dzi­ców i wy­cho­waw­ców wiel­kim za­da­niem jest za­szcze­pie­nie w dziec­ku po­czu­cia wła­snej war­to­ści tak, by w przy­szło­ści chcia­ło i po­tra­fi­ło od­waż­nie bro­nić swo­ich prze­ko­nań i nie da­wać się byle komu zwo­dzić. To rów­nież za­da­nie dla no­wo­cze­snej szko­ły. Żeby dzie­ci umia­ły dbać o swo­je cia­ło i nie chcia­ły go nisz­czyć pa­pie­ro­sa­mi, al­ko­ho­lem, he­ro­iną czy ma­ri­hu­aną.

W.O.: A czy nie jest rów­nie waż­ne, że na­sza cy­wi­li­za­cja ogra­ni­cza miej­sce dla du­cho­wo­ści w ży­ciu czło­wie­ka. Kie­dyś ła­twiej chy­ba było usły­szeć ten głos w so­bie…

J.C.M.: Też tak są­dzę. W Ame­ry­ce w każ­dy pią­tek i so­bo­tę mi­lio­ny lu­dzi oglą­da­ją w te­le­wi­zji po­pu­lar­nych ko­mi­ków i mów­ców es­tra­do­wych. Pra­wie każ­dy pro­gram pe­łen jest dow­ci­pów na te­mat re­li­gii, za­kon­nic, szkół pa­ra­fial­nych, no i oczy­wi­ście sek­su. Tyle tego ci dur­nie opo­wia­da­ją, że po­tem już wszy­scy zna­ją na pa­mięć ich ka­wa­ły i wy­star­czy, że ktoś po­wie jed­no sło­wo, a lu­dzie zwi­ja­ją się ze śmie­chu. Co w tym śmiesz­ne­go? Nie­raz ob­ser­wu­ję to i my­ślę, że ci do­ro­śli ni­czym nie róż­nią się od garst­ki smar­ka­czy, któ­rzy prze­ści­ga­ją się w wy­krzy­ki­wa­niu wul­gar­nych słów i strasz­nie są z sie­bie za­do­wo­le­ni. To jest ta­kie nie­doj­rza­łe. Ja sam uwiel­biam ka­wa­ły. Ale te, któ­re opo­wia­dam, nie są ani wul­gar­ne, ani sek­su­al­ne, ani ni­ko­go nie ob­ra­ża­ją. Pro­fa­no­wa­nie to naj­bar­dziej tan­det­ny spo­sób roz­śmie­sza­nia. Na przy­kład seks jest jed­nym z naj­więk­szych da­rów, ja­kie czło­wiek otrzy­mał od Boga.

W.O.: Dar głę­bo­ko du­cho­wy.

J.C.M.: Och, tak. Po­myśl tyl­ko, że z dwoj­ga lu­dzi po­wsta­je kom­plet­ny nowy czło­wiek… Ale im więk­szy dar, tym więk­sza cena. Lu­dziom jest bar­dzo trud­no sto­so­wać re­gu­ły, któ­re Bóg wy­zna­czył dla wła­ści­we­go uży­wa­nia sek­su.

W.O.: Czy to osła­bie­nie du­cho­wo­ści nie przy­czy­nia się też do roz­prze­strze­nia­nia się al­ko­ho­li­zmu? Gdy pi­łem, nie mo­głem być w zgo­dzie z Bo­giem ani z ja­ką­kol­wiek Siłą Wyż­szą.

J.C.M.: Jak­że­byś mógł? Prze­cież al­ko­hol jest środ­kiem od­dzia­łu­ją­cym na mózg, przez co za­bu­rza my­śle­nie i osąd. Je­że­li na trzeź­wo czę­sto czło­wiek skła­nia się do ła­ma­nia za­sad, to co do­pie­ro z za­mro­czo­nym su­mie­niem. Kto po­pi­je dzie­sięć, pięt­na­ście lat, prze­ko­na się, do ja­kich nie­go­dzi­wo­ści jest zdol­ny. Zaś ży­jąc nie­zgod­nie z tym, jak Bóg chce, aby­śmy żyli, za­czy­na­my sie­bie nie­na­wi­dzić.

W.O.: I usu­wać Boga z na­sze­go ży­cia?

J.C.M.: Tak.

W.O.: Czy wraz ze zdro­wie­niem z al­ko­ho­li­zmu moż­na od­bu­do­wać w so­bie du­cho­wość?

J.C.M.: Po pierw­sze, mu­sisz sku­tecz­nie wy­trzeź­wieć, czy­li usu­nąć z ży­cia al­ko­hol. Po dru­gie, jako isto­ta ludz­ka, któ­ra ma du­szę, czy du­cha, czy umysł – tę nie­fi­zycz­ną część isto­ty ludz­kiej, jak­kol­wiek ją na­zwie­my – masz dą­żyć do praw­dy, do tego, by nie żyć w za­kła­ma­niu. Czło­wiek dąży do praw­dy o so­bie sa­mym i do praw­dy, któ­ra jest Bo­giem. Po­szu­ki­wa­nie Boga leży w na­tu­rze czło­wie­ka.

W.O.: Ale czy wy­star­czy wy­trzeź­wieć, by tę praw­dę zna­leźć?

J.C.M.: Po­win­no, je­śli ci, któ­rzy wska­zu­ją ci dro­gę, wie­dzą, co ro­bią. Bo du­cho­wość po­trze­bu­je prze­wod­nic­twa. Wie­lu lu­dzi w AA wie­rzy w Boga „wła­sne­go wy­ro­bu”. Na­gi­na­ją wy­obra­że­nie Boga do wła­snych po­trzeb. A kie­dy czło­wiek sta­je się swo­im wła­snym pa­pie­żem, w jego ży­ciu za­czy­na pa­no­wać cha­os. To, co dzi­siaj obo­wią­zu­je, ju­tro może prze­stać być waż­ne i na od­wrót. Ab­so­lu­ty ist­nie­ją. 12 kro­ków AA jest ab­so­lu­tem. Nig­dy się nie zmie­ni­ły i nig­dy się nie zmie­nią. Fak­ty o Bogu to też ab­so­lut. Bóg dał nam pra­wa na­tu­ry, któ­re są ab­so­lu­tem. Pra­wa mo­ral­ne mo­że­my na­to­miast so­bie wy­bie­rać, bo mamy wol­ną wolę. Ale trze­ba na­uczyć się roz­róż­niać do­bro i zło. To jest do­bro. To jest zło. Mogę wy­brać zło, cho­ciaż wpę­dzi mnie ono w nie­szczę­ście. Ale mogę.

W.O.: Sły­sza­łem, że księ­żom ka­to­li­kom trud­no zro­zu­mieć al­ko­ho­lizm.

J.C.M.: Tak, bo przez wie­le lat stu­diu­ją teo­lo­gię opar­tą na mo­ral­nym roz­róż­nie­niu do­bra i zła. Wi­dzą, tak samo zresz­tą jak inni, w jaki spo­sób al­ko­ho­li­cy czy pi­ja­cy po­stę­pu­ją. Oce­nia­ją ich po uczyn­kach, nie ro­zu­mie­jąc przy­mu­su pi­cia, któ­ry dyk­tu­je im te uczyn­ki.

W.O.: Wi­dzą i po­tę­pia­ją grzesz­ni­ka?

J.C.M.: Po­tę­pia­ją tak­że grzesz­ne za­cho­wa­nia. Mó­wią ta­kie­mu: „To, co zro­bi­łeś, jest złe”, ale kło­pot w tym, że fa­cet może tego na­wet nie pa­mię­tać! Nie chcę wca­le po­wie­dzieć, że bez al­ko­ho­lu my już nic złe­go nie ro­bi­my. Nie­praw­da. Upi­ja­nie się po­głę­bia po pro­stu na­sze nie­mo­ral­ne za­cho­wa­nie. Pro­gram AA to te­ra­pia uwzględ­nia­ją­ca mo­ral­ność. Czwar­ty krok mówi: „Zro­bi­li­śmy grun­tow­ny i od­waż­ny ob­ra­chu­nek mo­ral­ny” – każ­de sło­wo jest tu waż­ne, ale naj­waż­niej­sze jest sło­wo „mo­ral­ny”. Tak, żeby roz­po­znać, co w mo­ich uczyn­kach było zgod­ne z mo­ral­no­ścią, a co nie, albo mó­wiąc pro­stym ję­zy­kiem, co było do­bre, a co złe. Mu­szę to wie­dzieć po to, żeby da­lej kie­ro­wać się w ży­ciu dą­że­niem do do­bra.

Nie je­stem od­po­wie­dzial­ny za to, że mam cho­ro­bę al­ko­ho­lo­wą – prze­cież nie za­pla­no­wa­łem so­bie tej cho­ro­by. Ale za to, co ro­bi­łem, ro­bię i będę ro­bić, po­no­szę od­po­wie­dzial­ność.

W.O.: Je­że­li ten mo­ral­ny aspekt jest tak waż­ny, to chy­ba uza­leż­nio­nym du­chow­nym musi być bar­dzo trud­no od­zy­skać zdro­wie?

J.C.M.: Nie. Tak jak wszy­scy, księ­ża al­ko­ho­li­cy też naj­pierw mu­szą wy­trzeź­wieć, na­uczyć się żyć bez al­ko­ho­lu. Gdy na­uczą się in­nych spo­so­bów ra­dze­nia so­bie z uczu­cia­mi, emo­cja­mi, stre­sa­mi, nudą, sa­mot­no­ścią niż za po­mo­cą ucie­ka­nia w al­ko­hol – to wte­dy, zno­wu tak samo jak inni, otwo­rzą so­bie dro­gę do po­wro­tu do du­cho­wo­ści i służ­by bo­żej. Nie na od­wrót.

W.O.: Co jest szcze­gól­ne­go lub nie­zwy­kłe­go w al­ko­ho­li­zmie księ­ży?

J.C.M.: To samo, co w al­ko­ho­li­zmie pi­sa­rzy. Też mu­szą się le­czyć.

W.O.: Czy to zna­czy, że księ­dzu al­ko­ho­li­ko­wi nie wy­star­czy klę­czeć i mo­dlić się, by od­zy­skać trzeź­wość?

J,C,M,: Nie, bo prze­cież kie­dyś klę­czał i mo­dlił się, a mimo to szu­kał cze­goś w al­ko­ho­lu, sko­ro się uza­leż­nił. Uza­leż­nie­nie to cho­ro­ba, na któ­rą za­pa­da­ją rów­nież oso­by du­chow­ne. Dla­cze­go nie mie­li­by­śmy ich le­czyć? Czy są gor­si od in­nych?

Czy mo­dli­twa ule­czy raka? Po­mo­że, owszem, ale je­że­li wstą­pisz do ko­ścio­ła po dro­dze do on­ko­lo­ga. Czy mo­dli­twa ule­czy ból zęba? Owszem, jak po­mo­dlisz się, sie­dząc już w fo­te­lu den­ty­stycz­nym. Spo­so­bem le­cze­nia zę­bów jest sto­ma­to­lo­gia. Spo­so­bem na za­pa­le­nie wy­rost­ka ro­bacz­ko­we­go jest chi­rur­gia. Dla mnie spo­so­bem le­cze­nia al­ko­ho­li­zmu jest AA, te­ra­pia, po­moc spe­cja­li­stycz­na. Tu nie ma wy­bo­ru – le­czyć się czy mo­dlić. Naj­le­piej to łą­czyć.

W.O.: Ksiądz po­wie­dział, że spo­so­bem na al­ko­ho­lizm jest AA. Ale prze­cież ist­nie­ją też inne me­to­dy niż AA – czy­sto me­dycz­ne, psy­chia­trycz­ne itp.

J.C.M.: One są wtór­ne. Żeby po­mógł psy­cho­log lub psy­chia­tra, pa­cjent musi być trzeź­wy. Naj­pierw al­ko­ho­lik musi otrzeź­wieć.

W.O.: A po­tem mogą mu po­móc psy­chia­tra i psy­cho­log?

J.C.M.: Oczy­wi­ście, że tak. Naj­le­piej wszak­że, je­że­li jed­ni na dru­gich się nie bo­czą i nie pa­trzą so­bie na­wza­jem na ręce, po­dej­rze­wa­jąc o szar­la­ta­ne­rię, tyl­ko zgod­nie współ­pra­cu­ją ze sobą.

Roz­mo­wa z Jo­se­phem C. Mar­ti­nem, Cho­ro­ba i od­po­wie­dzial­ność, „ArkA” 1994, nr 11.

Każ­dy czło­wiek jest innyROZ­MO­WA Z TE­REN­CE’EM T. GOR­SKIM

Te­ren­ce T. Gor­ski jest jed­nym z naj­po­waż­niej­szych au­to­ry­te­tów w dzie­dzi­nie le­cze­nia al­ko­ho­li­zmu na świe­cie, twór­cą me­to­dy za­po­bie­ga­nia na­wro­tom cho­ro­by, współ­au­to­rem be­st­sel­le­ra Jak wy­trwać w trzeź­wo­ści?, któ­rej pol­ski prze­kład miał już kil­ka wy­dań. Gor­ski jest rów­nież au­to­rem zbio­ru ćwi­czeń słu­żą­cych za­po­bie­ga­niu na­wro­tom oraz książ­ki Pas­sa­ges thro­ugh Re­co­ve­ry. An Ac­tion Plan for Pre­ven­ting Re­lap­se [Dro­ga ku wy­zdro­wie­niu. Plan dzia­łań za­po­bie­ga­ją­cych na­wro­tom, Ha­zel­den 1989]. W 1993 roku Te­ren­ce T. Gor­ski pod­su­mo­wał swo­je ba­da­nia i do­świad­cze­nia kli­nicz­ne w książ­ce Ke­eping the Ba­lan­ce. A psy­cho­spi­ri­tu­al Mo­del of Growth and De­ve­lop­ment [Trwa­nie w rów­no­wa­dze. Psy­cho­lo­gicz­ny i du­cho­wy mo­del roz­wo­ju]. W kwiet­niu 1994 roku na za­pro­sze­nie Ko­mi­sji Edu­ka­cji w Dzie­dzi­nie Al­ko­ho­li­zmu i In­nych Uza­leż­nień od­wie­dził Pol­skę. Przed przy­jaz­dem do Pol­ski udzie­lił w Chi­ca­go na­stę­pu­ją­cej wy­po­wie­dzi dla kwar­tal­ni­ka „ArkA”.

Wik­tor Osia­tyń­ski: Jaki jest cel pań­skiej po­dró­ży do Pol­ski?

Te­ren­ce T. Gor­ski: Przede wszyst­kim chcę zo­ba­czyć na wła­sne oczy, jak wy­glą­da ruch wy­pro­wa­dza­nia z uza­leż­nień w Pol­sce. Chcę się spo­tkać z ludź­mi po­wra­ca­ją­cy­mi do zdro­wia i sa­me­mu po­czuć, jak oni zdro­wie­ją. Cho­ciaż po­wrót do zdro­wia od­by­wa się po­je­dyn­czo, je­den cho­ry na raz, to jed­nak praw­dzi­we ozdro­wie­nie za­czy­na się wte­dy, gdy lu­dzie pra­cu­ją ra­zem nad swo­ją trzeź­wo­ścią w gru­pach. Chciał­bym też za­sta­no­wić się wspól­nie z wa­szy­mi spe­cja­li­sta­mi, czy ist­nie­je po­trze­ba i moż­li­wość prze­nie­sie­nia do Pol­ski na­szych me­tod oraz pro­gra­mów szko­le­nia w za­kre­sie za­po­bie­ga­nia na­wro­tom cho­ro­by, tak by sta­ły się one czę­ścią pol­skie­go sys­te­mu le­cze­nia.

W.O.: Czy to w ogó­le moż­na prze­nieść do kra­ju o in­nej kul­tu­rze?

T.T.G.: Na­sze do­świad­cze­nia z in­nych kra­jów su­ge­ru­ją, że moż­na. W ze­szłym roku za­po­cząt­ko­wa­li­śmy w Skan­dy­na­wii do­rocz­ną Szko­łę Za­po­bie­ga­nia Na­wro­tom. Ma­rzył­bym, żeby po­móc wam za­ło­żyć pol­ską szko­łę, któ­rej ab­sol­wen­ci uzy­ski­wa­li­by dy­plom w spe­cjal­no­ści za­po­bie­ga­nia na­wro­tom cho­ro­by. Chciał­bym, żeby w szko­le tej jak naj­szyb­ciej mo­gli uczyć naj­lep­si pol­scy spe­cja­li­ści, któ­rych mo­gli­by­śmy naj­pierw prze­szko­lić w Pol­sce i u nas w Il­li­no­is.

W.O.: Na czym to szko­le­nie ma po­le­gać? A ra­czej, czym bę­dzie się róż­nić od in­nych szko­leń w za­kre­sie le­cze­nia uza­leż­nień?

T.T.G.: Tym, że nasz pro­gram jest skie­ro­wa­ny na za­po­bie­ga­nie na­wro­tom, a nie tyl­ko na samo le­cze­nie.

W.O.: Jaka jest róż­ni­ca mię­dzy pro­gra­mem za­po­bie­ga­nia na­wro­tom, któ­ry pan pro­po­nu­je, a zwy­kły­mi me­to­da­mi le­cze­nia al­ko­ho­li­zmu opar­ty­mi na 12 kro­kach?

T.T.G.: Ra­dze­nie so­bie z na­wro­ta­mi cho­ro­by jest na­sta­wio­ne na tych, któ­rzy nie mogą utrzy­mać trzeź­wo­ści po­mi­mo przej­ścia pro­fe­sjo­nal­ne­go le­cze­nia, uczest­nic­twa w AA i in­nych pro­gra­mach 12 kro­ków. Z ja­kie­goś po­wo­du im to nie wy­star­cza i mimo wie­lo­krot­nych prób, czę­sto wie­lu ku­ra­cji od­wy­ko­wych, wciąż po­wra­ca­ją do pi­cia. W roz­dzia­le pią­tym Wiel­kiej księ­gi Ano­ni­mo­wych Al­ko­ho­li­ków mówi się o nich jako „nie­zdol­nych ze swej na­tu­ry” do prze­ra­bia­nia pro­gra­mu AA. My chce­my stwo­rzyć spe­cjal­ny pro­gram le­cze­nia dla tych lu­dzi i uczyć ich ta­kich umie­jęt­no­ści ży­cia w trzeź­wo­ści i zdro­wie­nia, by mo­gli z po­wo­dze­niem ko­rzy­stać z AA.

W.O.: Ja­kie są te szcze­gól­ne umie­jęt­no­ści?

T.T.G.: Za­po­bie­ga­nie na­wro­tom skła­da się z czte­rech eta­pów. Po pierw­sze, roz­po­zna­nie, ja­kie pro­ble­my po­wo­du­ją na­wro­ty. Po dru­gie, roz­po­zna­nie sy­gna­łów ostrze­gaw­czych, co po­zwa­la na okre­śle­nie do­kład­ne­go bie­gu wy­da­rzeń, któ­re pro­wa­dzą do za­pi­cia. Po trze­cie, re­ago­wa­nie na sy­gna­ły ostrze­gaw­cze; w tym za­kre­sie uczy­my pa­cjen­tów ra­dze­nia so­bie z sy­tu­acja­mi, za­cho­wa­nia­mi, my­śla­mi i emo­cja­mi, któ­re za­gra­ża­ją trzeź­wo­ści. I wresz­cie po czwar­te, uczy­my na­szych pa­cjen­tów, jak wbu­do­wać pro­gram zdro­wie­nia w ich ży­cie tak, by trzeź­we ży­cie było przy­jem­ne i mia­ło sens.

W.O.: Jak sku­tecz­ny jest ten pro­gram w Chi­ca­go?

T.T.G.: Jest on sto­so­wa­ny z po­wo­dze­niem nie tyl­ko w Chi­ca­go, ale tak­że w wie­lu in­nych ośrod­kach w Ame­ry­ce. W kie­ro­wa­nym przez ojca Mar­ti­na ośrod­ku Ash­ley prze­pro­wa­dzo­no ba­da­nia sku­tecz­no­ści; oka­za­ło się, że po roku trzeź­wość za­cho­wy­wał taki sam pro­cent (oko­ło 60) uczest­ni­ków pro­gra­mu za­po­bie­ga­nia na­wro­tom, jak lu­dzi, któ­rzy po raz pierw­szy prze­cho­dzi­li le­cze­nie. A prze­cież w pro­gra­mie na­wro­tów byli lu­dzie, któ­rzy po­przed­nio wie­lo­krot­nie za­pi­ja­li.

W.O.: Na czym ten pro­gram po­le­ga? Czy jego uczest­ni­cy po­now­nie prze­ra­bia­ją pierw­szy krok AA?

T.T.G.: Nie. Uczą się tego, jak unik­nąć za­pi­cia. Bo le­cze­nie ma dwa cele. Pierw­szy to na­uczyć pa­cjen­ta, jak prze­stać pić lub za­ży­wać, a dru­gi, na­uczyć go, jak wy­trwać w trzeź­wo­ści.

W.O.: Ale ja za­wsze sły­sza­łem, że lu­dzie za­pi­ja­ją, bo nie zro­bi­li na­le­ży­cie pierw­sze­go kro­ku: „Przy­zna­li­śmy, że je­ste­śmy bez­sil­ni wo­bec al­ko­ho­lu i że prze­sta­li­śmy kie­ro­wać wła­snym ży­ciem”. A za­tem ten, kto za­pił, po­wi­nien raz jesz­cze zro­bić pierw­szy krok, bo po­przed­nio nie uznał swo­jej bez­sil­no­ści wo­bec al­ko­ho­lu. Z tego, co Pan mówi, moż­na wnio­sko­wać, że lu­dzie za­pi­ja­ją z in­nych po­wo­dów? Za­pi­ja­ją dla­te­go, że pod­czas trzeź­wie­nia nie na­uczy­li się ele­men­tar­nych umie­jęt­no­ści ży­cio­wych, któ­re utra­ci­li w okre­sie pi­cia albo – zwłasz­cza je­śli wy­ra­sta­li w dys­funk­cjo­nal­nej ro­dzi­nie – nie mie­li ich nig­dy.

T.T.G.: Do­kład­nie tak jest. Ogra­ni­cze­nie przy­czyn za­pi­cia do nie­od­po­wied­nie­go prze­ro­bie­nia pierw­sze­go kro­ku to dość czę­sty błąd. Oczy­wi­ście to praw­da, że je­śli ktoś nie zro­bi do­brze pierw­sze­go kro­ku, to naj­praw­do­po­dob­niej za­pi­je. Bo je­śli ktoś nie wie­rzy, że jest al­ko­ho­li­kiem i że nie może bez­piecz­nie uży­wać al­ko­ho­lu lub nar­ko­ty­ków, to nie ma po­wo­du po­zo­sta­wać w trzeź­wo­ści. Taki ktoś po­wie: „Owszem, mia­łem pro­blem w prze­szło­ści, ale te­raz już je­stem wy­le­czo­ny. Ale mam już pół roku, a może na­wet rok bez pro­ble­mu, więc te­raz uda mi się ra­dzić so­bie z pro­ble­mem”. I za­pi­ja.

W.O.: Czy wte­dy po­wi­nien zno­wu prze­ro­bić pierw­szy krok?

T.T.G.: Oczy­wi­ście. Ale są rów­nież lu­dzie, któ­rzy zro­bi­li pierw­szy krok, i to bar­dzo do­brze. Wie­dzą po­nad wszel­ką wąt­pli­wość, że są uza­leż­nie­ni od al­ko­ho­lu lub nar­ko­ty­ków i chcą za­cho­wać trzeź­wość. Czę­sto prze­szli ku­ra­cję, cho­dzą do AA i mają mo­ty­wa­cję do wy­zdro­wie­nia. Po­wsta­je py­ta­nie, co po­wo­du­je, że za­pi­ja­ją. Tym po­wo­dem jest ból i cier­pie­nie zwią­za­ne z pro­ble­ma­mi, ja­kie nie­sie dla nich nor­mal­ne ży­cie w trzeź­wo­ści. Gdy ten we­wnętrz­ny ból na­ra­sta, czło­wiek znaj­du­je się pod wpły­wem stre­su i tra­ci zdol­ność ja­sne­go my­śle­nia. Wte­dy za­czy­na po­peł­niać błę­dy ży­cio­we. Znów prze­sta­je kie­ro­wać wła­snym ży­ciem, tym ra­zem już w trzeź­wo­ści. Sta­ra się upo­rząd­ko­wać ży­cie, ale stres i zmę­cze­nie umy­sło­we mu na to nie po­zwa­la­ją.

W.O.: Skąd bie­rze się to zmę­cze­nie umy­sło­we?

T.T.G.: Prze­cież al­ko­hol i nar­ko­ty­ki uszka­dza­ją mózg w spo­sób nie­od­wra­cal­ny. To­też na­wet w trzeź­wo­ści nig­dy nie wra­ca on do nor­my do koń­ca. Może funk­cjo­no­wać względ­nie do­brze tyl­ko w wa­run­kach nie­wiel­kie­go stre­su, od­po­wied­niej die­ty i ure­gu­lo­wa­ne­go try­bu ży­cia. Mózg al­ko­ho­li­ka przy­po­mi­na urzą­dze­nie elek­trycz­ne, któ­re jest tro­chę uszko­dzo­ne. Na ni­skich ob­ro­tach dzia­ła nie­źle, ale gdy za­nad­to się je pod­krę­ci, za­czy­na iskrzyć, sy­czeć i trza­skać. Po­dob­nie al­ko­ho­lik musi utrzy­my­wać na­pię­cie w swo­im mó­zgu na ni­skim po­zio­mie.

W.O.: Albo sto­su­je sztucz­ne środ­ki ra­dze­nia so­bie ze stre­sem?

T.T.G.: Tak, ale to nie od razu musi być al­ko­hol czy nar­ko­tyk. Naj­czę­ściej naj­pierw są to ni­ko­ty­na, ko­fe­ina i cu­kier. One są szcze­gól­nie nie­bez­piecz­ne w zdro­wie­niu.

W.O.: Dla­cze­go?

T.T.G.: Z trzech po­wo­dów. Po pierw­sze, same z sie­bie zwięk­sza­ją po­ziom stre­su. Po dru­gie, ko­fe­ina i ni­ko­ty­na są środ­ka­mi po­bu­dza­ją­cy­mi, to­też utrud­nia­ją pro­ces le­cze­nia się mó­zgu po znisz­cze­niach do­ko­na­nych przez al­ko­hol i nar­ko­ty­ki. Po trze­cie, wszyst­kie te środ­ki zmie­nia­ją na­strój. Nie są tak sil­ne jak inne nar­ko­ty­ki, ale za każ­dym ra­zem, gdy za­pa­lam pa­pie­ro­sa, pod­no­szę po­ziom am­fe­ta­mi­ny w mó­zgu. A gdy wy­pi­jam kawę, też do­zna­ję po­bu­dze­nia. To po­bu­dze­nie trak­tu­ję jako śro­dek od­su­wa­nia bólu. To­też za­miast roz­wią­zać trud­ny dla mnie pro­blem, wy­pi­jam dwa­dzie­ścia fi­li­ża­nek kawy dzien­nie, wy­pa­lam pacz­kę pa­pie­ro­sów, a je­śli to nie po­ma­ga, ob­ja­dam się, zwłasz­cza sło­dy­cza­mi. Co praw­da ła­go­dzi to cier­pie­nie, ale kosz­tem dal­sze­go osła­bie­nia mó­zgu, choć­by z po­wo­du jego nie­od­po­wied­nie­go od­ży­wia­nia.

W.O.: W ja­kim mo­men­cie cały ten pro­ces na­wro­tu się za­czy­na?

T.T.G.: Naj­czę­ściej dość wcze­śnie, na dłu­go przed­tem za­nim się­gnę po kie­li­szek. Po wy­trzeź­wie­niu za­czy­nam funk­cjo­no­wać le­piej, niż kie­dy pi­łem. Ale jesz­cze nie umiem nor­mal­nie żyć. Po­ja­wia­ją się pro­ble­my, któ­re spra­wia­ją mi trud­ność. Po­ziom stre­su pod­no­si się. Mózg się za­my­ka. Wte­dy już mi trud­niej pre­cy­zyj­nie my­śleć. Gdy pro­ce­sy my­ślo­we ule­ga­ją za­mą­ce­niu, po­dej­mu­ję nie­wła­ści­we de­cy­zje i za­czy­nam go­rzej my­śleć o so­bie. Wy­da­je mi się, że po­wi­nie­nem so­bie ra­dzić le­piej, bo prze­cież za­wsze so­bie ra­dzi­łem, a te­raz prze­cież na do­da­tek je­stem trzeź­wy. Za­czy­nam my­śleć, że je­stem sza­lo­ny, że musi się dziać ze mną coś okrop­ne­go, nie wiem, co zro­bić. Za­zwy­czaj w tej fa­zie lu­dzie jesz­cze usil­niej sta­ra­ją się upo­rząd­ko­wać swo­je ży­cie. Ale im się to nie uda­je, bo z po­wo­du bra­ku moż­li­wo­ści ja­sne­go my­śle­nia nie po­dej­mu­ją wła­ści­wych de­cy­zji. To, co ro­bią, tyl­ko po­gar­sza sy­tu­ację. Wte­dy jesz­cze bar­dziej sami sie­bie oskar­ża­ją i po­tę­pia­ją, a to po­więk­sza stres. Mózg za­my­ka się jesz­cze bar­dziej, de­cy­zje i dzia­ła­nia są co­raz gor­sze, ta spi­ra­la sama się na­krę­ca, aż w koń­cu czło­wiek za­czy­na my­śleć, że ma tyl­ko trzy wyj­ścia: osza­leć, po­peł­nić sa­mo­bój­stwo albo się na­pić. Któ­ra z tych moż­li­wo­ści jest naj­lep­sza?

W.O.: Na­pić się. Nie wiem zresz­tą, czy naj­lep­sza, ale w każ­dym ra­zie nie­osta­tecz­na. Cho­ciaż jest jesz­cze lep­sza – pójść do pana na ku­ra­cję za­po­bie­ga­nia na­wro­tom. Cze­go tam uczy­cie?

T.T.G.: Przede wszyst­kim tego, jak roz­po­znać wła­sną, nie­po­wta­rzal­ną ko­lej­ność zda­rzeń, któ­re pro­wa­dzą od sta­bil­ne­go, zrów­no­wa­żo­ne­go zdro­wie­nia z po­wro­tem do za­pi­cia lub uży­cia nar­ko­ty­ków. Gdy na­uczy­my się roz­po­zna­wać kry­tycz­ne sy­gna­ły ostrze­gaw­cze, cały pro­ces może zo­stać po­wstrzy­ma­ny. Bo wte­dy moż­na się na­uczyć, jak so­bie ra­dzić z sy­tu­acja­mi za­gro­żeń, jak le­piej my­śleć i po­go­dzić się z bo­le­sny­mi uczu­cia­mi czy emo­cja­mi, jak po no­we­mu po­stę­po­wać, by prze­rwać błęd­ny krąg i nie mu­sieć wra­cać do al­ko­ho­lu lub nar­ko­ty­ku.

W.O.: Zna­lazł pan trzy­dzie­ści sie­dem sy­gna­łów ostrze­gaw­czych, za­po­wia­da­ją­cych po­czą­tek ca­łe­go cy­klu. Czy one są uni­wer­sal­ne? Czy wy­stę­pu­ją u każ­de­go?

T.T.G.: Nie. Sy­gna­ły ostrze­gaw­cze są jak od­ci­ski pal­ców. Każ­dy ma ja­kieś od­ci­ski pal­ców, ale u każ­de­go są one inne. Po­dob­nie też al­ko­ho­lik do­świad­cza sy­gna­łów ostrze­gaw­czych, któ­re za każ­dym ra­zem są nie­co inne. To­też zdro­wie­nie z na­wro­tów po­le­ga mię­dzy in­ny­mi na tym, by każ­dy okre­ślił swo­je wła­sne sy­gna­ły ostrze­gaw­cze, wte­dy prze­sta­ną być źró­dłem cier­pie­nia, a sta­ną się nie­zwy­kle waż­ną in­for­ma­cją, bo od niej może za­le­żeć trzeź­wość i ży­cie czło­wie­ka.

Roz­mo­wa z Te­ren­ce’em T. Gor­skim, Każ­dy czło­wiek jest inny, „ArkA”