Wydawca: Filia Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo
0,00
Do koszyka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 74 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Drobne kłamstwa - Heather Gudenkauf

Ellen Moore, pracownik społeczny, zostaje wezwana, gdy w miejskim parku pod pomnikiem bogini Leto zostaje znaleziona martwa kobieta ze śpiącym u boku czterolatkiem.
Ellen próbuje ustalić tożsamość chłopca. Wraz z przyjacielem, policjantem, próbują ustalić, czy morderstwo nie jest dziełem seryjnego mordercy, który trzynaście lat temu w podobny sposób zabił inną kobietę.
Im bardziej Ellen angażuje się w tę sprawę, tym więcej odkrywa niepokojących śladów. Zaczyna rozumieć, że ma mało czasu.
Jeśli zawiedzie i nie rozwikła zagadki, kolejna matka poniesie ofiarę.

Opinie o ebooku Drobne kłamstwa - Heather Gudenkauf

Fragment ebooka Drobne kłamstwa - Heather Gudenkauf

Ku pamięci Angie

Kimbry Valenti

Przyzwyczaiłam się do otrzymywania telefonów w środku nocy, jak strażacy, lekarze i księża. Jednak do mnie nie dzwonią po to, abym ugasiła pożar, wykonała nieplanowane cesarskie cięcie albo udzieliła umierającemu ostatniego namaszczenia. Kiedy telefon dzwoni o drugiej w nocy, wiem, że chodzi o któreś z moich dzieci. Nie rodzonych, lecz tych, które znam poprzez pracę opiekuna socjalnego w Wydziale Służb Społecznych w Cedar City w stanie Iowa.

Z tych nocnych telefonów zwykle dowiaduję się o brutalnych domowych burdach, przez które należy zabrać dziecko z domu dla jego własnego bezpieczeństwa. Te nocne wypadki są do siebie przygnębiająco podobne i rzadko kiedy dobrze się kończą: ojciec w alkoholowym ciągu może oznaczać poturbowane żebra, złamane kości. Dzieci bez opieki z dostępem do zapalniczek równają się poparzeniom trzeciego stopnia. Kłótnia małżeńska może się zakończyć ranami postrzałowymi albo kłutymi. Za każdym razem dzieci są głęboko dotknięte dramatem, którego były świadkami, a wyrwanie ich z życia, które znają, bez względu na to, jakie było dysfunkcyjne i niszczące, zawsze wprowadza je w stan zagubienia.

Nie jestem więc zaskoczona, kiedy telefon na mojej szafce nocnej głośno wibruje. Choć nie zdążyłam się jeszcze rozbudzić, moja dłoń automatycznie szuka komórki, zanim ta znów zdąży wydać z siebie odgłos i obudzić leżącego przy mnie Adama i trójkę moich dzieci, które smacznie śpią w swoich sypialniach.

– Halo? – stękam do telefonu.

– Ellen – odzywa się szorstki głos po drugiej stronie słuchawki. Odrzucam pościel i koc, siadam na łóżku.

– Joe? – pytam, nie do końca przytomna. To nie Caren Regis, moja przełożona w WSS, a Joe Gaddey, detektyw z komisariatu policji w Cedar City, jeden z moich najlepszych przyjaciół.

– Wybacz, że cię budzę – mówi. Jego ton jest nerwowy, ale ani trochę przepraszający.

– Która godzina? – pytam i mrużąc powieki, patrzę na zegarek po stronie łóżka Adama, ale nie jestem w stanie odczytać numerów.

– Wpół do drugiej. Słuchaj, mamy sprawę w parku Singera.

Park Singera to półtorahektarowy obszar zieleni pełen rzeźb, kupiony i ofiarowany miastu przez Medwyna Singera, bogatego biznesmena pochodzącego z naszego miasta. Kiedyś w parku stało dwadzieścia niezwykłych, zachwycających rzeźb o różnych rozmiarach i tematyce, co było atrakcją dla rodzin i turystów, ale podczas powodzi w 1993 roku woda zakryła tysiąc trzysta kwartałów ulic i teren zniknął na jakiś czas pod siedmioma metrami wody, co zniszczyło wiele posągów i centralną część Cedar City. Mimo wysiłków, by odrestaurować park, nigdy nie wrócił on do wcześniejszej chwały, teraz przyciągając raczej typy spod ciemnej gwiazdy, a nie rodziny.

– Co się stało? – Wstaję powoli, starając się nie robić hałasu, i wychodzę na korytarz, przystając, by zajrzeć do pokoju Leah, a potem Lucasa. Oboje śpią jak susły.

– Mamy ciało w parku. Pod rzeźbą kobiety z dwójką dzieci – mówi Joe, a ja zastygam w bezruchu tuż przed pokojem Avery. Moja najmłodsza, pięciomiesięczna córka jeszcze nie przesypia całych nocy.

– Pod Leto? – pytam, choć doskonale znam tę rzeźbę. Nie chcę słyszeć, co Joe powie dalej, choć ucisk w żołądku mówi mi, że już i tak wiem.

– Tak – mówi Joe. – Możesz przyjechać?

– Jest tam dziecko. – To nie pytanie. Już przez to przechodziłam.

– Tak – znów mówi Joe. – Wygląda na trzy albo cztery lata. Ma się dobrze, jest tylko zziębnięty. I zdezorientowany.

– Zaraz przyjadę – mówię, trzęsąc się. Jest zima, a w Iowie zimy są bezlitosne. Mój urlop macierzyński skończył się dopiero osiem tygodni temu i ledwie zdążyłam się na nowo przyzwyczaić do dawnego harmonogramu pracy, a już pogrążam się w bagnie mojego zawodu. Chcę położyć się do łóżka obok męża i chłonąć ciepło jego ciała, ale zamiast tego ubieram się cicho i pospiesznie. Zanim wyjdę, delikatnie budzę Adama i mówię mu, że idę się zająć porzuconym dzieckiem.

– Uważaj na siebie – mówi sennym głosem, po czym przewraca się na bok.

– Będziesz czuwał nad Avery? – pytam. Odpowiada mi mruknięciem, a ja biorę je za tak. Zatrzymuję się przed drzwiami jej pokoju, zwalczając w sobie chęć, by otworzyć drzwi i pocałować ją na do widzenia. Choć to moje trzecie dziecko, zachwycam się jej maleńkimi paluszkami, trzepotem rzęs, rzucającym cień na policzki, jej uroczymi pełnymi ustami, ściągniętymi, jakby pogrążona była w głębokich przemyśleniach. Zamiast tego posyłam jej bezgłośny pocałunek przez zamknięte drzwi. To nie byłoby w porządku: obudzić ją, a następnie wyjść. Adam jest tak samo wyczerpany jak ja, a musi wstać o szóstej rano, żeby zawieźć dzieci do szkoły i przedszkola, zanim rozpocznie swój dzień jako nauczyciel historii i trener. Trwa sezon koszykarski i czasem wraca z meczów z innych miast dopiero około północy.

W ciemności zasuwam zimową kurtkę, zakładam wełnianą czapkę i rękawiczki i wychodzę na przenikliwy mróz późnej styczniowej nocy. Trawniki przykrywa brudny śnieg, zgarnięty w poszarpane wydmy, tam gdzie szufle i pługi śnieżne odrzucały na bok plon ostatniej śnieżycy. W świetle ulicznych lamp mój oddech wydaje się biały jak duch. Otwieram naszego vana, zaparkowanego na podjeździe, i włączam ogrzewanie na maksimum. Biorę skrobaczkę. Nasz garaż mieści tylko jedno auto, a ponieważ Adam miał dziś odwieźć dzieci do szkoły i przedszkola, uparłam się, żeby zaparkował w środku – w ten sposób jego pick-up będzie rano choć trochę cieplejszy. Przejeżdżam skrobaczką po przedniej szybie. Szron odchodzi lodowymi lokami. Jedynymi odgłosami są mój oddech i cichy chrobot skrobaczki po szybie.

Do parku Singera jedzie się ode mnie zwykle piętnaście minut i mimo że niecierpliwię się, by dotrzeć na miejsce, ponieważ mam do Joego tyle pytań, zmuszam się, by jechać powoli. Ulice są odśnieżone, ale tu i ówdzie zdarzają się śliskie miejsca, a ja nie chcę staranować drzewa albo słupa telefonicznego. Cedar City nocą to zupełnie inne miejsce. Za dnia to tętniące życiem miasto, drugie co do wielkości w stanie Iowa, liczące prawie dwieście tysięcy mieszkańców. Jak we wszystkich społecznościach tego rozmiaru mieszkają tu różne rodziny w różnych sąsiedztwach – są tu wielkie domy z cegły, należące do bogaczy, skromniejsze, będące własnością społeczności klasy średniej i pracującej oraz okolice, wzdłuż których ciągną się wąskie domy przerobione na tanie mieszkania socjalne. Mamy obszary czysto komercyjne, z fabrykami, dealerami samochodów, restauracjami i kilkoma barami ze striptizem. Ale we wtorkowy poranek ulice Cedar City są całkiem puste i miasto, w którym się wychowałam, jest w pełni spokojne.

Kiedy w końcu dojeżdżam do bramy parku Singera dwadzieścia minut później, gorący nadmuch na tyle ocieplił wnętrze samochodu, że niechętnie wysiadam z powrotem na lodowate powietrze. Młody, spięty policjant, z rękami wciśniętymi głęboko w kieszenie, podchodzi do mojego vana, a ja opuszczam szybę.

– Park jest zamknięty, proszę pani – mówi. – Proszę odjechać.

Wyciągam z torebki identyfikator.

– Wezwał mnie detektyw Gaddey. Jestem Ellen Moore, opiekun socjalny. – Podaję mu identyfikator, a on ogląda go dokładnie w blasku latarki.

– Zaraz wrócę – mówi i oddala się od vana, na co ja szybko zasuwam szybę, ale całe ciepłe powietrze zdążyło już wyparować. Patrzę, jak funkcjonariusz rozmawia przez krótkofalówkę, i wiem, że sprawdza moją tożsamość. Po chwili podbiega z powrotem i raz jeszcze opuszczam szybę.

– Może pani jechać dalej – mówi, oddając mi identyfikator. – Proszę jechać prosto aż do żółtych taśm policyjnych. Nie da się ich nie zauważyć.

Postępuję zgodnie z jego instrukcją i za niespełna minutę widzę, o czym mówił. Sześć radiowozów zaparkowanych w półokręgu, ze światłami skierowanymi na upiornie podobny do żywego człowieka posąg, przedstawiający boginię Leto.

Parkuję vana i otwieram drzwi. Przenikliwy podmuch powietrza próbuje z powrotem je zamknąć, a mnie wepchnąć do środka, ale odpieram go z równą siłą i wychodzę na zewnątrz, zanim wiatr znów zbierze swe moce. Kolejna policjantka pyta mnie o identyfikator i raz jeszcze tłumaczę, kim jestem. Poważnie potakuje.

– Dziecko siedzi w karetce. – Pokazuje w stronę nieoświetlonego reflektorami aut obszaru i nieco na prawo od posągu widzę ambulans. Wyciągam szyję, próbując znaleźć Joego, ale jest tam przynajmniej z pół tuzina mężczyzn opatulonych w puchowe kurtki, z nisko naciągniętymi na uszy czapkami, przez co rozpoznanie poszczególnych osób graniczy z niemożliwością. Ich uwaga skupiona jest na ziemi, podbródki pochylone mają w tym samym geście, jakby w modlitwie. Już to widziałam – nie modlą się. Szczegółowo analizują miejsce zbrodni.

Jak