Drive - Kate Stewart - ebook + audiobook + książka

Drive ebook i audiobook

Kate Stewart

4,3

Opis

Muzyka… najwierniejsze odbicie serca.
Przeciętna piosenka trwa trzy i pół minuty. Może sprawić, że zatrzymasz się, zamrugasz i pomyślisz o przeszłości lub przeniesie cię do rozrywających serce wspomnień.
W szczytowym okresie kariery miałam wszystko, czego pragnęłam i wiodłam wymarzone życie. Odnalazłam swoje tempo, wpadłam we właściwy rytm, ale jakiś czas później odebrałam telefon, który sprawił, że wszystko przepadło.
Widzisz, moje ulubione piosenki potrafiły się na siebie nakładać i grać równocześnie. Zakochałam się w melodii jednego mężczyzny a słowach drugiego. Jeśli chodzi jednak o podkład muzyczny naszego życia, to czy ktokolwiek potrafiłby wybrać ulubioną piosenkę? I właśnie po to, by wyzbyć się wątpliwości, zrezygnowałam z miejsca w pierwszej klasie samolotu i postawiłam na jazdę samochodem i przemyślenia.
Dwa dni.
Jedna playlista.
I długa droga do domu, do czekającego na mnie mężczyzny.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 462

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 13 godz. 53 min

Lektor: Donata Cieślik

Popularność




Dla mojego taty – Roberta Scotta,

który nauczył córeczkę tańczyć

i pokazał, jak ważna jest dobra melodia

Jeśli ktoś powie ci, że jakaś piosenka jest dla niego ważna,

powinieneś włączyć ją głośno, zamknąć oczy i się wsłuchać,

ponieważ okaże się, że dzięki niej poznasz go o wiele lepiej.

~ autor nieznany

CZYTELNIKU

Abyś w pełni doświadczył tej lektury, stworzyliśmy ją interaktywną. Każdy rozdział opatrzony został piosenką, więc po kliknięciu na playlistę możesz jej posłuchać. A ponieważ książka ta jest hołdem dla źródła mojej osobistej inspiracji – muzyki – nie mogłam się oprzeć, by nie stworzyć tej składanki na Spotify.

Aplikacja do darmowego pobrania na: www.spotify.com/us

PlaylistaDrive:

open.spotify.com/user/authorkatestewart/playlist/0bMLy9wsjH0foU9apCot4s

Miłego słuchania,

Buziaki

Kate

PROLOG

Someone Like You – Adele

Oddychaj. Oddychaj. Poradzisz sobie, Stella. Dasz radę, więc to zrób.

Włączyłam kamerę i zerknęłam w notatki.

Minuta.

Prąd przepłynął moimi żyłami i wniknął w każdy por skóry, przypominając o powadze chwili.

Trzydzieści sekund.

Upiłam łyk wody, postawiłam kubek obok laptopa i czekałam.

Dziesięć sekund.

Poczułam niepewność, ale szybko ją od siebie odsunęłam.

Pięć.

Westchnęłam zdenerwowana, włączyłam aplikację Na żywo i zwróciłam się do kamery.

– Kobieciarz, łobuz, geniusz, samotnik i najlepszy DJ na świecie. Pomimo wszystkich tych określeń Phillip Preston, znany również jako Titan, wciąż pozostaje zagadką. Choć za pomocą swoich tekstów skonstruował cały świat, pozostawił miejsce, byśmy mogli odróżnić prawdę od fikcji. Na scenie muzycznej pojawił się piętnaście lat temu jako słaby raper, ale jego chaotyczne i desperackie rymy trafiły do serc i przyniosły mu nieoczekiwaną sławę. Sprzedał sto osiemdziesiąt milionów płyt, wciąż utrzymuje się na szczycie i pozostaje ważny dla swoich zagorzałych fanów, a przez ostatnie dwie dekady nieustannie pozyskuje armię nowych. Muszę przyznać, że byłam nieco onieśmielona, gdy w zeszły weekend zaprosił mnie do swojej chicagowskiej fortecy. Podobnie jak kilka milionów innych osób, również jestem wielką wielbicielką jego geniuszu. Dlatego też skromność tego domowego studia, delikatnie mówiąc, zszokowała mnie. Czułam się jak w sterylnym pomieszczeniu, na ścianach nie wisiały platynowe płyty ani żadne zdjęcia. Nie zobaczyłam niczego, co przypominałoby o historii tej najznamienitszej gwiazdy rapu. Titan, z butelką wody w ręce, siedział w skórzanym fotelu obok miksera i opowiadał o swojej miłości do muzyki. Zasypywałamgo także subtelnymi pytaniami o jego życie osobiste, ponieważ wszyscy wiemy, że zerwał ostatnio ze swoją wieloletnią dziewczyną, Jordan Wilson.

Do oczu zaczęły napływać mi łzy, gdy spojrzałam w okienko pokazujące, ile osób oglądało mnie na żywo. W ciągu kilku minut na mój kanał weszło kilka tysięcy widzów. Odetchnęłam głęboko.

– Okazało się jednak, że reputacja mnie wyprzedziła, ponieważ kiedy usiadłam z tym gigantem rapu, Phillip był gotowy oddać się w ręce kata. Równie dobrze poszło, gdy pytałam jako fanka. Zadawałam pytania, na które wielu lojalnych słuchaczy pragnie poznać odpowiedzi. Sądzę, że będziecie zdziwieni, słysząc jego słowa. Bez dalszych wstępów przedstawiam wam wywiad z człowiekiem legendą. Piszcie komentarze, ale pamiętajcie, że zawsze najważniejsza jest muzyka.

Wrzuciłam link do nagranej wcześniej rozmowy i obserwowałam, jak liczba wyświetleń eksploduje, gdy na ekranie pojawiła się twarz rapera.

Moja kariera właśnie osiągnęła swój szczyt.

Z dumą wpatrywałam się w swój wywiad będący białym wielorybem – Moby Dickiem branży muzycznej. Wspaniały, błyskotliwy i nieuchwytny Phillip Preston był niedostępny dla dziennikarzy. A mi udało się do niego dotrzeć, zmusić do przerwania milczenia i opowiedzenia o drodze do sukcesu, rodzicach, byłej żonie oraz, po starannym owijaniu w bawełnę, o ostatnio zakończonym związku. Podał mi na tacy masę osobistych informacji, choć wielu dziennikarzom nie udało się nic od niego wyciągnąć – wywiad był fenomenalny.

Stanowił największe osiągnięcie w mojej karierze dziennikarza muzycznego. Gdy na moją komórkę przychodziła wiadomość za wiadomością, wzbiłam się pod niebiosa. Nie pisnęłam ani słówka, naprawdę nikt nie wiedział o wywiadzie. Moimi żyłami płynęło morze adrenaliny, kiedy na telefonie zaczęły pojawiać się powiadomienia. Sto, dwieście komentarzy, których liczba podskoczyła nagle do pół miliona. Pół miliona! Zaśmiałam się nerwowo i sprawdziłam konta społecznościowe Phillipa. Właśnie opublikował link do naszego wywiadu. Opadła mi szczęka. Tylko na jednej z platform miał ponad osiemdziesiąt milionów fanów.

A liczba widzów nieustannie wzrastała. Udało mi się. Sapnęłam głośno, gdy licznik przekroczył milion wyświetleń.

Milion osób oglądało mój wywiad.

Milion!

– Aaa! – krzyknęłam, rozglądając się po pustym pokoju. Wyrzuciłam obie ręce w górę i klasnęłam, gdy licznik pokazał dwa miliony. – O Boże! – Poderwałam się zza biurka, do oczu napłynęły mi łzy niedowierzania.

Nigdy wcześniej nie miałam milionowej publiki. Przenigdy. Dojście do tego zajęło mi wiele miesięcy. Stanowiło szczyt mojej kariery. Spojrzałam na telefon, pragnąc z kimś porozmawiać. Z kimkolwiek. Na ekranie pojawił się środkowy palec Lexi, więc nie potrafiłam się powstrzymać i odebrałam.

– Aaa! – krzyknęłam.

– Stella?

– Tak. Dobre, co? Zadałam właściwe pytania? Redagowałam je z dziewięć godzin.

– Co?

– Co, co? Wywiad z Titanem.

– Przeprowadziłaś wywiad z Titanem?

Część mojej ekscytacji wyparowała.

– Twoja odpowiedź była bardzo niewłaściwa.

– Cholera, przeprowadziłaś wywiad z Titanem?

– Tak. Chciałam wszystkich zaskoczyć.

– I nie powiedziałaś mi?

– Przepraszam, ale na wyrzuty sumienia przyjdzie jeszcze czas.

– No tak. – Ściszyła głos, usłyszałam wodę spuszczaną w toalecie. – Tak, Stella, spoko. – Dźwięk się powtórzył.

– Gdzie jesteś?

– W łazience przy Marquee.

– Dobra, ale ja tu się trzęsę, kobieto. Naprawdę, bo zaraz telefon mi wybuchnie. Pięć milionów wyświetleń, Lexi. Pięć milionów!

– Cieszę się, Stella.

Zmarszczyłam brwi.

– Tak, słyszę to właśnie w tym niesamowicie monotonnym tonie.

– Przepraszam – powiedziała i głos jej się załamał, a przecież moja przyjaciółka nie płakała. Nigdy.

– O kurde, co jest?

– Oddzwonię, okej? Nie chcę psuć ci dnia.

– Niczego nie psujesz. Nie mogłabyś tego zepsuć. Serio. Będę na haju przez wiele dni. Mów. Dlaczego siedzisz w kiblu?

– Jestem na randce w ciemno. Partner zabrał mnie na wesele.

– Okej. Potrzebujesz wymówki, by się wyrwać? Ale to do ciebie niepodobne, przecież masz jaja. Sprzedaj mu zwyczajowy tekst, że nie chodzi o niego, a o ciebie. – Zaśmiałam się, bo przypomniałam sobie, jak użyła go w mojej obecności na nieuczesanym basiście o cuchnącym oddechu.

– Stella.

Znałam ten ton – był zapowiedzią cholernie złych wieści.

– Co? No powiedz.

– To jego wesele.

Zapinając walizkę, spojrzałam na zegarek. Do odlotu miałam półtorej godziny. Czas się kończył.

– Czyje?

– Stella.

– Wiem, jak mam na imię. Cholera, czyj… – Kiedy zrozumiałam, moje serce zgubiło rytm. Milczałam, gdy przyjaciółka nawijała nerwowo:

– Jak to możliwe? Jak mogło do tego dojść? Nie mam pojęcia, co zrobić. Powinnam wyjść? Nie ma instrukcji do takich sytuacji. Chcesz w ogóle o tym słuchać? Że wziął ślub? Nie wierzę, że byłam na jego ślubie! Kto, u diabła, zjawia się na ślubie byłego chłopaka przyjaciółki? Ale nie mogłam ci nie powiedzieć. – Pociągnęła nosem na tle wielokrotnego spuszczania wody w toalecie. – Powiedz coś, proszę.

– Nic mi nie jest, oczywiście – wydusiłam. – Wszystko w porządku. Dlaczego płaczesz?

– Nie wiem. – Wciąż chlipała. – Wczoraj wieczorem zadzwonił Ben i wszystko się posypało, a dziś wyszło to. Wiem, że jesteś szczęśliwa. Wiem o tym, ale… to znaczy, to…

Uniosłam rękę, jakby mnie widziała.

– Nic już nie mów, okej? Wszystko dobrze. – Przejrzałam się w lustrze w przylegającej do pokoju łazience. Nic się nie zmieniło. Nie płakałam. Wszystko było w porządku. – Jest okej. Cieszę się, że mi powiedziałaś. Muszę jechać na lotnisko, inaczej spóźnię się na samolot. – Na końcu języka miałam kilka pytań. Czy był szczęśliwy? Czy panna młoda była piękna? I inne, za które się nienawidziłam, a na które Lexi nie byłaby mi w stanie odpowiedzieć. Mimo to głowa i serce nie chciały ich odpuścić.

Czy była ładniejsza ode mnie? Czy on spoglądał na nią tak, jak patrzył na mnie? Czy oświadczył się, oddając jej połowę swojego serca? Czy myślał o mnie, gdy to robił? Czy w tej chwili o mnie myśli? Czy byłam obecna w jego snach, tak jak on pojawiał się w moich?

Wszystkie te myśli były egoistyczne. Wszyściutkie. Biorąc pod uwagę emocje, które mogły towarzyszyć mi tego dnia, nie spodziewałam się uczepić akurat nienawiści do siebie samej. Wydusiłam:

– Zostań.

– Jesteś pewna?

– Tak, oczywiście. Wszystko w porządku.

– W twoim przypadku zawsze dzieją się takie pokręcone rzeczy.

– Wiem.

– Jakby Bóg czy karma cię nienawidziła. To popieprzone.

Parsknęłam ironicznym śmiechem, choć serce waliło mi jak młotem.

Zapadła cisza, obie czekałyśmy, aż któraś wymyśli rozwiązanie, co się jednak nie stało.

– Boże, Stella, tak mi przykro.

– Dlaczego? Przestań. Gdyby role się odwróciły, też bym ci powiedziała. Muszę już iść. Kocham cię.

– Kocham… – Rozłączyłam się, nim zdołała dokończyć, ale nie ruszyłam się ze środka hotelowego pokoju.

***

Wpatrywałam się w stojący za biurkiem wielki posąg Buddy z brązu, kiedy z plecaka doszedł mnie głośny dzwonek telefonu. W holu za moimi plecami woda spływała kamienną ścieżką.

Obraz rozmył mi się przed oczami, dźwięki zostały stłumione, gdy wpatrywałam się w ten posążek. Rączka walizki, którą ściskałam, zdawała się jedynym, co powstrzymywało mnie przed podejściem do wizerunku Buddy.

– Proszę pani?

Wyrwana z zamyślenia spojrzałam na mężczyznę przede mną. Miał starannie przystrzyżone ciemnobrązowe włosy i piwne oczy. Obdarował mnie olśniewającym uśmiechem.

– Czy jest pani zadowolona z pobytu u nas?

Pragnął słów. Dałam mu jedynie kilka.

– Tak, dziękuję.

– Dokąd się pani dziś udaje?

– Potrzebuję taksówki, by pojechać na lotnisko. – Zdałam sobie sprawę z tego, że nie odpowiedziałam na jego pytanie, ale wcale się tym nie przejęłam.

– Goniec hotelowy zamówi pani samochód. Czy ma pani więcej bagażu?

Powoli pokręciłam głową i wróciłam wzrokiem do Buddy, gdy w plecaku znów odezwała się komórka.

– Wygląda na to, że oboje jesteśmy dziś zabiegani.

Ponownie spojrzałam mu w oczy, nim zerknął ponad moim ramieniem na tworzącą się z tyłu kolejkę.

Ślub? Oczywiście, że się ożenił. Dlaczego miałby tego nie robić?

– Przyjemnego lotu.

Recepcjonista odprawił mnie bezpardonowo, ale przecież nie miał dla mnie żadnych odpowiedzi, tak samo jak Budda. Wzięłam się w garść na tyle, by wyjść z budynku. Na zewnątrz przywitał mnie słusznej postury goniec.

– Lotnisko?

– Tak, proszę.

– Jak przebiegł pani pobyt?

Podmuch wiosennego północnego powietrza owionął mi twarz, a nieznajoma para oczu wpatrywała się we mnie, zmuszając usta do pracy.

– Super, dziękuję.

Starszy mężczyzna przyglądał mi się uważnie, więc spięta odwróciłam wzrok. Przygarbiłam się, wiedząc, że był w stanie dostrzec moje rozdarcie. Byłam tego pewna. Matka nieustannie mi powtarzała, że zdradzała mnie mimika, ale czy goniec hotelowy dostrzegał mój wstyd? Absolutnie nie miałam prawa czuć się w ten sposób, jednak było to bez żadnego znaczenia. I tak towarzyszyła mi zazdrość i ból. Wydawało mi się, że w mojej piersi tkwił ostry nóż, którego za skarby świata nie dało się ignorować.

Ślub.

Zakrztusiłam się, gdy znów powiało chłodem, a goniec zszedł z krawężnika na śnieg i otworzył przede mną drzwi taksówki. Kierowca wziął walizkę, chwilę później pędziliśmy w stronę lotniska. Za zaparowaną szybą przesuwały się drapacze chmur.

– Dokąd pani leci?

Telefon znów oznajmił o kilku wiadomościach, więc wsadziłam rękę do plecaka, by go wyciszyć.

– Do domu.

Zerknął przelotnie w lusterko wsteczne i zrozumiał, że nie chcę rozmawiać. Byłam bardzo niegrzeczna. Policzki mi zapłonęły, a serce zajęło się ogniem.

Weź się w garść, Stella.

Rozpięłam tweedowy płaszcz, który nagle zaczął mnie dusić. Potrzebowałam świeżego powietrza. Pragnęłam odrętwienia, choć wiedziałam, że nawet w ujemnych temperaturach wciąż byłoby mi gorąco.

Dłuższą chwilę później przy wejściu na terminal przyglądałam się mijającym mnie ludziom, którzy pragnęli skryć się przed przeraźliwym chłodem. Poruszając się w ślimaczym tempie, przeszłam przez rozsuwane drzwi i stanęłam pośrodku chaosu. W powietrzu niósł się gwar: głosy, stukot obcasów, pikanie skanerów bagażu. Skupiłam wzrok na stewardesie, która żwawym krokiem przemierzała ten rozgardiasz. Włosy miała upięte w schludny kok na czubku głowy, ciągnęła za sobą idealną małą walizkę. Gdy wymijała podróżnych przy kontroli bezpieczeństwa, zastanawiałam się, dokąd leciała. Przynajmniej pięćdziesiąt osób czekało przed bramkami, nie chciałam, by ktokolwiek na mnie patrzył. Nikt. Nie byłam zdolna do uśmiechu, a co dopiero do uprzejmej rozmowy. Spuściłam głowę, zrobiłam krok naprzód, po czym zmusiłam się do kolejnego.

Ożenił się. I dobrze.

Żyj dalej, Stella.

Westchnęłam głęboko, wyprostowałam się i wzięłam w garść. Byłam w tym niesamowita. Robiłam to przecież przez całe życie.

Lexi miała rację. Zbieg okoliczności, przypadek, okrucieństwo życia i chore poczucie humoru losu zawsze odgrywały znaczną rolę, jeśli o niego chodziło. O nich obu. Może świat dawał mi w ten sposób znać, że akurat dziś znajdowałam się we właściwym miejscu w swojej podróży.

Dlaczego więc to tak bardzo bolało?

Znaki już się dla mnie nie liczyły, chociaż kiedyś wszystko przesadnie analizowałam do stopnia, w którym zaczęłam wariować. Ostatecznie pozostawiłam wszystko takim, jakie było.

Z łatwością mogłam to powtórzyć, gdybym tylko przetrwała. Pocieszała mnie własna egzystencja.

Ponieważ Lexi miała rację.

Byłam szczęśliwa.

Zadowolona, że udało mi się przejść przez najgorsze bez przesadnego dramatyzowania, sięgnęłam do plecaka po dokumenty. W tej samej chwili usłyszałam z głośnika na terminalu kilka pierwszych nut piosenki.

– Skurwy… – urwałam, z przerażeniem zakrywając usta. Odwrócili się do mnie stojący w kolejce, intensywny wzrok wbiły we mnie setki oczu. Chwilę później kilka matek z obrzydzeniem wypisanym na twarzach chwyciło swoje pociechy, a na obliczach paru facetów pojawiły się uśmieszki. Utwór wnikał w moje uszy i ściskał mnie za serce, a ja, sparaliżowana, wydusiłam pospiesznie „przepraszam”, złapałam uchwyt walizki i uciekłam, jakby ktoś krzyknął „bomba!”.

Wbijając wzrok w podłogę, upokorzona i niechętna do narażenia się na kolejne spojrzenia, wróciłam do hali odlotów. Dłuższą chwilę później, gdy mój samolot wzbił się bezpiecznie w przestworza beze mnie, na czole pojawił mi się pot. Próbowałam nadążyć za rozszalałym rozumem. Zawinięta niezbyt szczelnie w zimowy płaszcz bez celu przemierzałam lotnisko, ciągnąc za sobą lekką walizkę, która zdawała się w tej chwili ważyć tyle, co skrzynka cegieł.

Od zawsze najbardziej raniła mnie muzyka. Zadawała największe obrażenia. Każdemu dniowi swojego życia przypisałam piosenkę. Niektóre się powtarzały. Czasami, gdy się budziłam, w mojej głowie kołatały się teksty, które określały moje dni, a ja postępowałam niewolniczo według ich wskazań. Niektóre piosenki były niczym ostre paznokcie wdzierające się w otwarte jak rany myśli, ponieważ muzyka to najwspanialszy bibliotekarz serca. Kilka nut potrafiło przenieść mnie w czasie do najbardziej bolesnych chwil. Wystarczyło wybrać jakikolwiek utwór i dobrać do niego wspomnienie, a zacznie rezonować i już przy nim pozostanie. I bez względu na to, ile wspomnień chciałoby się wydrzeć z głowy i spalić niczym stare wizytówki, by zrobić miejsce nowym, piosenka przypomni o nich i zagrozi powtórzeniem.

A melodia krążąca w najdalszych zakamarkach mojego umysłu, gdy robiłam, co mogłam, by ją stamtąd usunąć, wraz z zaprzyjaźnionym zbiegiem okoliczności zraniła mnie i z okrucieństwem wyciągnęła z pamięci powiązane z sobą wspomnienie. Odczuwałam je jak palenie w nosie i gardle, kiedy w wysłużonych trampkach przemierzałam białe płytki lotniska, wpatrując się w nagryzmolone na obuwiu fragmenty tekstów.

Piosenka, która płynęła z głośnika – podobnie jak kilka innych – była wyryta w moim sercu. I po raz drugi w życiu chciałam, by umilkła. Musiałam przetrwać. Nie chciałam odczuwać tego wszechogarniającego bólu.

I ta logika była absurdalna.

Kiedy walcząc z potem, wgapiałam się w popękane płytki na podłodze, zrozumiałam kilka rzeczy.

Po pierwsze: nie miałam wsiąść dziś na pokład samolotu.

Po drugie: nie zamierzałam oddzwaniać do Lexi, aby zasypać ją pytaniami.

I po trzecie: nie chciałam przyjąć tego wszystkiego do wiadomości. Ból był zbyt silny.

Co takiego skrywała kobieca psychika, co nie pozwalało nam ignorować dawnego cierpienia i mężczyzn, z którymi byłyśmy związane?

Kiedyś uważałam, że faceci są ekspertami w zapominaniu o przeszłości, jednak teraz byłam starsza i znałam prawdę. Wspomnienia były bardzo żywe i bolesne, ale to mężczyźni lepiej radzili sobie z nieprzywiązywaniem do nich wagi.

Wyczerpana zatrzymałam się pośrodku przejścia, przez co wpadł na mnie jakiś człowiek.

– Przepraszam – rzuciłam pospiesznie, gdy złapał mnie za ramię, żebyśmy oboje się nie przewrócili. Był wcześnie łysiejącym mężczyzną o łagodnych zielonych oczach, ubranym w mundur i wysokie buty. Żołnierz.

– Nic się nie stało – powiedział cicho, poprawiając torbę na ramieniu. Puścił do mnie oko, nim oddalił się z grupą podobnie wyglądających osób. Wyszłam z tłumu i oparłam się plecami o ścianę.

Co ty, u diabła, wyprawiasz, Stella? Jedź do domu!

Wkurzona na samą siebie zrezygnowałam z przebukowania biletu na późniejszy lot i zatrzymałam się na widok neonu połyskującego tuż ponad moją głową. Skrzywiłam się na to migotanie, ponieważ jasnożółte litery wyraźnie odcinały się na tle sufitu, jakby puszczały do mnie oko.

Jedź. Jedź. Jedź.

Alamo, szerokiej drogi.

Nogi poruszyły się, zanim zdołałam to przemyśleć – nim zdążyłam przekonać samą siebie, że przesadzałam i że najnowsze wieści w ogóle nie miały zmienić mojego życia. Odpowiadałam za samą siebie i swoje reakcje. Wszystkie te myśli docierały do mnie, ale zagłuszało je rozczarowanie.

Jeśli chodziło o mężczyzn, emocje były dla mnie kryptonitem, tak samo jak moje niezdecydowanie.

I tamtego dnia na lotnisku znów zostałam przez nie okaleczona.

Pędziłam.

***

Podeszłam z bagażem do miejsca parkingowego numer pięćdziesiąt dwa i otworzyłam nissana altimę, po czym umieściłam walizkę w bagażniku. Wsiadłam do zatęchłej kabiny i oparłam czoło o kierownicę, uruchomiłam silnik i opuściłam szybę. Owiało mnie chłodne powietrze, wyrywając z odrętwienia. Spojrzałam na zegarek na desce rozdzielczej. Od wrzucenia podcastu do sieci minęły zaledwie trzy godziny.

Sto osiemdziesiąt minut.

Zapięłam pas i wyjęłam telefon z plecaka, by dowiedzieć się, jak jechać. Na ekranie widniało więcej powiadomień niż przez cały poprzedni tydzień, nieprzerwanie napływały maile. Miałam sześćset nieprzeczytanych wiadomości, ale nie potrafiłam otworzyć ani jednej. Wywołałam Siri i podałam adres domu, wrzuciłam bieg, gdy podała pierwsze wskazówki.

Pięciogodzinny lot zmienił się w ponad dwudziestogodzinną jazdę samochodem. Byłam wkurzona na samą siebie, na Lexi… po prostu byłam wściekła. Wyrzuciłam ponownie na luz i uderzyłam rękami o kierownicę. Nawet w cichym aucie muzyka nie chciała umilknąć. Nie odpuszczała. Pętla zaciskała się wokół mojego serca niczym imadło. Rana się otwierała, nie mogłam nic z tym zrobić. Krwawiła, przypominając o tym, co mi się stało. A skoro nie mogłam tego powstrzymać, musiałam sobie z tym poradzić. Cokolwiek mi zostało, jakkolwiek potrzebowałam zamknąć tamten rozdział, musiałam przeżyć wszystko, fragment po fragmencie, piosenka po piosence.

Ale nie wierzyłam w zamknięte rozdziały.

Nie, ponieważ dla niektórych stanowiły one usprawiedliwienie, choć nie pomagały, jedynie tymczasowo dusiły tęsknotę. A po telefonie, po wiadomości, po przelotnym spotkaniu, po chwili, gdy założysz, że możesz żyć dalej, nadchodzi świadomość, że tak naprawdę zresetował się tylko zegar złamanego serca.

Miłość nie umierała, nawet gdy przestawałeś ją karmić. Tęsknota za kimś, z kim dzieliło się serce, ciało i życie, nie miała daty ważności.

Wzięłam leżący na siedzeniu telefon i zawahałam się tylko sekundę, po czym włączyłam stworzoną lata temu playlistę. Jeśli miałam się poddać, musiałam zrobić to jak należy.

Zaciskając palce na kierownicy, walczyłam z korkami przez dobrą godzinę, nim w końcu dotarłam do autostrady i opuściłam miasto. Przed pierwszym zjazdem czekało mnie wiele setek kilometrów otwartej drogi.

Przełknęłam ślinę przez ściśnięte gardło i wcisnęłam play.

ROZDZIAŁ 1

Mr. Brightside – The Killers

2005

– Pospiesz się, Stella!

– Idę! – krzyknęłam do mojej siostry Paige, która schodziła po betonowych schodach do samochodu. Zamknąwszy drzwi jej mieszkania, przyłożyłam komórkę do ucha, również przemierzając stopnie. Nikt nie odebrał, jak przez cały poprzedni tydzień. Kiedy zgłosiła się poczta głosowa, zdusiłam łzy złości.

– To ja, ale już pewnie wiesz. – Odetchnęłam głęboko, żeby się uspokoić, choć wewnątrz czułam, jakby użądliło mnie milion pszczół. Zaufałam mu, a on odebrał mi dwa miesiące życia i nie chciał niczego więcej. Ból z powodu jego obojętności przerodził się w gniew, gdy siostra zatrąbiła gwałtownie. – Chyba… – Przełknęłam z trudem ślinę, wyrzucając z siebie coś, czego już nigdy nie odzyskam. – Pieprz się. Na razie, Dylan. – Rozłączyłam się. Popłynęły dwie łzy, które zaraz otarłam, po czym podeszłam do samochodu. Kiedy wsiadłam do tyłu, Paige spojrzała na mnie, by ocenić zniszczenia. W międzyczasie jej chłopak – Neil – włączał się do ruchu.

– Nadal bez odpowiedzi?

Pokręciłam głową i wzruszyłam ramionami.

– To koniec.

Zmarszczyła brwi.

– Dupek.

Spiorunowałam ją wzrokiem, wskazując na potylicę Neila. Nie chciałam mówić przy nim o Dylanie. Lubiłam go, ale nie był on kimś, przy kim chciałam rozprawiać o uczuciach. Małomówny chłopak stanowił przeciwieństwo mojej wygadanej siostry. Właściwie Paige nie potrafiła zamknąć ust. Byłyśmy w tym podobne, ale ona o wiele bardziej interesowała się moim życiem osobistym, odkąd się do niej wprowadziłam.

– Wszystko będzie dobrze – oznajmiła, niezrażona moim śmiercionośnym spojrzeniem wywołanym inwazją w moją prywatność i zbyt wielką ochotą dzielenia się statusem mojego związku. Spojrzała na Neila. – No co? I tak widział, jak przez ostatni tydzień snułaś się smętnie po mieszkaniu.

Wprowadziłam się do siostry i jej chłopaka, żeby pomóc oszczędzić pieniądze rodziców. Nie mogli pozwolić sobie na opłacenie mi mieszkania, skoro zaraz mieli płacić za moje czesne. Do czasu rozpoczęcia jesiennych zajęć musiałam znaleźć pracę w Austin, ale póki co poznałam Dylana i tylko się bawiłam. Pomiędzy częstymi powrotami do Dallas spędzałam czas tylko z nim, biegałam na jego koncerty i rozwaliłam samochód – ten, który dostałam w pierwszej klasie szkoły średniej. Stara czarna Betty dokonała żywota, ale nie było mnie stać na nic nowego. Utknęłam więc w Austin bez pracy i auta, a teraz i bez chłopaka.

Przez całe liceum ociągałam się z nauką, obsesyjnie uczęszczając na koncerty i nadrabiając jedynie to, co było konieczne, by dostać się na Uniwersytet Teksasu. Ukończyłam dwuletnie studium, aby zdać wymagane egzaminy i uzyskać punkty dające możliwość przeniesienia się na dziennikarstwo. Nie stanowiło to jednak jedynego powodu mojej przeprowadzki. Austin było światową stolicą muzyki. Dzięki możliwości nauki na Uniwersytecie Teksasu i tutejszej scenie muzycznej miasto to było dla mnie wręcz idealne.

Miałam wielkie plany na przyszłość.

Plany niemające nic wspólnego z seksownym wokalistą, którego śledziłam w Dallas. Miałam całe lato, aby wymyślić, jak je zrealizować, choć nie potrafiłam uporać się z napięciem, którego nabawiłam się podczas przedłużonego pobytu u rodziców, gdy próbowałam się pozbierać. Nie chciałam, by ten palant zepsuł rezultaty mojej ciężkiej pracy. I nie zamierzałam mu na to pozwolić. Zrzuciłam to na karb przelotnego romansu i zamknęłam Dylana w pudełku z etykietką „Ups”. Mimo to zbolałe serce podpowiadało, że między tym frontmanem a mną mogło rozwinąć się coś poważnego. Westchnęłam, spojrzałam na ekran komórki, szukając wiadomości, która nie nadeszła, i zbeształam się, że byłam tak łatwowierna. Dylan oczarował mnie swoim chłopięcym wyglądem i uwodzicielskim głosem. Nie onieśmielał mnie, ale przyciągał do swojej scenicznej, jak również zwyczajowej postaci. Był wyluzowany, cholernie zabawny i niczego nie traktował poważnie.

Przypuszczałam, że ja również zaliczałam się do kategorii „niezbyt poważne”. Wszyscy kumple z jego zespołu mówili, że mnie lubił. Uwierzyłam im, zamiast przeanalizować jego słowa, które najczęściej określały plany związane z muzyką. I stałam się zafascynowana, wręcz zaślepiona jego talentem, ponieważ sama chciałam jak najczęściej przebywać za kulisami. Miałam dostać dyplom i przy odrobinie szczęścia znaleźć pracę w na tyle przyzwoitej firmie, aby móc podróżować. Ale moje marzenia na tym się nie kończyły. Chciałam być innowatorką, wyrobić sobie oryginalną markę. Chciałam dać się prowadzić muzyce. Musiałam jednak uważać, ponieważ to ona zawiodła mnie do Dylana. A po tygodniu bez niego cisza podpowiedziała mi, że byłam jedynie zauroczona, on z kolei tylko zabijał ze mną czas.

Słuchałam, gdy mówił, po czym uprawialiśmy seks na jego kanapie. Zwracał na mnie pełną uwagę jedynie wtedy, gdy stałam przed nim, na co w tym momencie raczej nie miałam szans. Wygłupiłam się, zakładając, że było między nami coś więcej, i wzdrygnęłam się na myśl o gównianej próbie stworzenia między nami czegoś prawdziwego. W moim umyśle pojawiły się upokarzające słowa „zakochana fanka”, przez co się skrzywiłam. Kolejny uszczerbek na dumie. Nie chciałam być kategoryzowana jako pieprzona groupie. Byłam pisarką, nawet pomimo swojego niedawnego idiotycznego zachowania. Ups.

– Skończyłam z muzykami – wyznałam siostrze, która nadal uważnie mi się przyglądała. – Koniec z randkami. Kropka. Przynajmniej na razie. Nie pora na to. – Choć rodzicom powiedziałam, że przebywałam w Austin, wymykałam się do Dallas i pomiędzy koncertami zostawałam u Dylana lub przyjaciół. W tej chwili, gdy permanentnie utknęłam w Austin, byłam zdana jedynie na siostrę. – Muszę znaleźć pracę.

Przeczesała palcami długie, ciemne włosy i zebrała je w kucyk. Byłyśmy podobne. Obie miałyśmy oliwkową skórę, którą zawdzięczałyśmy naszym połowicznie latynoskim korzeniom, choć Paige miała ciemne brązowe oczy, a ja odziedziczyłam po tacie szare, przybierające inny odcień wraz ze zmianą koszulek. Siostra była szczupła, ja nieco bardziej krągła, zwłaszcza w biodrach. I gdy ona ubierała się, jakby nadal uczęszczała do podstawówki, mój styl był rock’n’rollowy. Nie ulegało jednak wątpliwości, że miałyśmy tych samych rodziców. Przygryzając wargę pomalowaną różowym błyszczykiem, spojrzała na Neila, po czym znów na mnie.

– Chcesz spróbować popracować ze mną?

– Jako kelnerka? – Wzruszyłam ramionami. – Bez urazy, ale nie. Byłabym w tym okropna. Znajdę sobie coś blisko twojej restauracji i będę jeździć z tobą, póki nie kupię auta.

Skinęła głową, bardziej przejmowała się mną niż moją sytuacją, ale z powodu różnicy stylu życia byłam pewna, że ten pomysł posypie się prędzej niż później. Siostra kładła się wcześnie spać i starała się nie spóźniać do swojej gównianej pracy. Ja natomiast byłam nocnym markiem, który pragnął koncertów, zabawy i niemal zawsze się spóźniał – no, chyba że chodziło o muzykę.

– Przykro mi – powiedziałam cicho. – Spieprzyłam, Paige. Trochę mnie poniosło. – Przełknęłam dumę. – Obiecuję, że wkrótce będziecie mieli mnie z głowy. – Głos mi się załamał, gdy zbliżyliśmy się do wjazdu do kompleksu i przystanęliśmy na stopie.

– Poradzisz sobie. Wiesz o tym, prawda? – Pragnąc okazać troskę, poklepała mnie po kolanie. Wtedy też otworzyły się drzwi i obok mnie usiadł jakiś chłopak. Odskoczyłam, wpatrując się uważnie w jego twarz – by opisać ją później policji – a on przyglądał mi się z równym zainteresowaniem.

Wystraszona zwróciłam się do intruza:

– Możemy w czymś pomóc?

Pełne, żurawinowe wargi rozciągnęły się w uśmiechu, gdy omiótł mnie wzrokiem.

– No nie wiem, siostrzyczko, a możesz mi pomóc?

Paige zachichotała, spoglądając do tyłu na moją spanikowaną minę.

– Stella, to Reid. Opowiadałam ci o nim. Mówiłam, że mieszka niedaleko, pamiętasz?

– Pamiętam. – Chociaż nie pamiętałam. Byłam zbyt zajęta bieganiem za dupkiem z Dallas, żeby trafiało do mnie wszystko, co działo się w Austin. Wkurzona, że nie znajdowałam się w miejscu, o które tak walczyłam, spojrzałam na Reida, który wtargnął w niewielką przestrzeń samochodu. Lewą rękę miał w jasnozielonym gipsie, wyglądał, jakby niedawno brał prysznic. Sięgające podbródka końcówki jego ciemnobrązowych włosów były mokre. Zwykły biały T-shirt opinał jego szeroki tors i podkreślał wąską talię. Miał na sobie granatowe dżinsy i czarne wysokie buty. Czubkiem głowy dotykał podsufitki. To było wszystko, co zauważyłam, nim go olałam i wróciłam do rozmyślania o poprzednim życiu. Zdecydowałam się wyjść z siostrą, aby zerwać z mdłą i wkurzającą rutyną nowej egzystencji. Paige oznajmiła, że był to pierwszy wieczór, gdy nie szła do pracy w restauracji, i że „młodsza siostra” została zaproszona.

Musiałam się powstrzymać, by nie skakać z radości. Spędziłam wiele dni, włócząc się po znajdującym się naprzeciw jej mieszkania parku i szorując jej toaletę, żeby zasłużyć na utrzymanie. Byłam bardzo spontaniczna. Do życia potrzebna mi była wolność od rutyny, a jak dotąd Austin nie było dla mnie życzliwe. Najpierw samochód, potem chłopak.

Austin – dwa, Stella – przerąbane.

Kiedy przemierzaliśmy okolicę, Paige nawijała z ożywieniem. Wciąż rozmyślałam o wiadomości, którą zostawiłam Dylanowi, i o tej, której nie dostałam w odpowiedzi, więc nie zadałam sobie trudu, by zapytać, dokąd zmierzaliśmy, gdy z trzyipółlitrową butelką tequili i siatką pełną przekąsek weszliśmy do jakiegoś domu. Przedstawiono mnie koleżankom i kolegom z pracy – ich imion nawet nie próbowałam zapamiętać – nim rozsiadłam się wygodnie na kanapie w salonie. Wszyscy inni zostali na werandzie, więc tkwiłam sam na sam ze swoim nieszczęściem. W Austin miałam jedynie starszą o pięć lat siostrę, która mianowała się tą odpowiedzialną. Dopuściłam do tego, ponieważ, szczerze mówiąc, miałam to gdzieś. Mimo wszystko Paige była dla mnie dobra, pilnowała, żeby było mi miło na jej kanapie, poczęstowała mnie też pierwszą margaritą, którą wypiłam duszkiem.

Przyglądając się otoczeniu: niedopasowanym meblom, regałom wypełnionym mnóstwem książek w twardych oprawach, bibelotami i roślinami, zauważyłam stojak na gazety. Wyjęłam „Spin” z okładką z Foo Fighters i tytułem: Sekretne życie Dave’a Grohla i zaczęłam przerzucać strony. Z częściowo otwartego patio niósł się śmiech i zapach palonej marychy. Wszyscy na zewnątrz zdawali się dobrze bawić, siedzieli wokół stołu piknikowego, którego blat pokrywała mozaika, pili margarity i palili zioło. Ponad ich śmiechem słychać było piosenkęMr. Brightside zespołu The Killers, więc nawet pomimo goryczy zaczęłam nucić pod nosem. W połowie wywiadu znajdowały się zdjęcia Dave’a Grohla, ale co jakiś czas zerkałam nad gazetą przez odsłonięte rolety na Reida, który był do niego nieco podobny.

A może starał się do niego upodobnić.

Tequila sprawiła, że te podobieństwa wydawały mi się niedorzeczne, więc gdy ponownie na niego popatrzyłam, wybuchnęłam śmiechem.

Reid również na mnie spojrzał, więc szybko odwróciłam wzrok. Spóźniłam się jednak.

Drzwi się rozsunęły.

– Z czego się śmiejesz?

– Z niczego – odparłam z roztargnieniem, przerzucając kolejną stronę.

– Okej.

– Czytam tylko o twoim bliźniaku – oznajmiłam z uśmiechem, choć byłam pewna, że nie usłyszy z powodu chrobotu dozownika lodu w kuchni i dzielącej nas ściany. – Jesteś podobny do Dave’a Grohla.

– To on jest podobny do mnie.

– Więc często to słyszysz?

– Cholera, chyba codziennie. I mamy wiele wspólnego.

– Też grasz w zespole?

Zza rogu wyłoniła się ręka w gipsie.

– Obecnie nie.

– Tak, do bani. Przykro mi.

Nie zapytałam, co mu się stało, bo mnie to nie obchodziło. Nie mogłam się tym interesować. Próbowałam nie myśleć o Dylanie, cały czas czułam upokorzenie, że taki facet miał nade mną przewagę. Chciałam zostać sam na sam z gazetą. Wzięłam kolejną, zaczęłam przerzucać jej strony i skrzywiłam się, uświadamiając sobie, że Reid stał wyczekująco przy kanapie, trzymając w ręce margaritę. Bez względu na to, czy był atrakcyjny, nie pragnęłam jego towarzystwa.

– Planujesz do nas dołączyć?

– Nie. – Obróciłam stronę, choć nie przeczytałam ani słowa. – Od dziś mam dosyć życia społecznego, a zwłaszcza kontaktów z muzykami.

– Nie podrywałem cię. – Zarumieniłam się lekko, ponownie zerkając na niego znad magazynu. Chłopak górował nade mną, więc przesunęłam się zdenerwowana pod bacznym spojrzeniem jego ciekawskich, piwnych oczu, bardziej zielonych niż brązowych. Został obdarowany szerokim rzymskim nosem i pięknie ukształtowaną żuchwą. Opalona skóra niezabandażowanej ręki podpowiedziała mi, że spędzał lato na zewnątrz. Jego włosy zdążyły wyschnąć. Miały barwę onyksu i tworzyły na głowie idealny jedwabisty bałagan. Na nadgarstku miał wytatuowaną grubą bransoletę, inne wzory rozciągały się na jego bicepsie i znikały pod krótkim rękawem koszulki. Choć miał na twarzy promienny uśmiech, od czubka głowy aż po koniuszki butów był mroczny. Biła od niego pewność siebie, nie miał problemu z wpatrywaniem się we mnie, aż poczułam się zupełnie nieswojo.

Choć moja duma porządnie dziś oberwała, popatrzyłam mu groźnie w oczy.

– Nie sądziłam, że mnie podrywałeś.

– Sądziłaś – oznajmił, a obok jego dolnej wargi pod zarostem pojawił się dołeczek. – Ale nie martw się, siostrzyczko – powiedział sarkastycznie – jesteś bezpieczna.

Przewróciłam oczami i wróciłam do magazynu, który leżał mi na udach.

Chwilę później zasunięto drzwi tarasowe. Spojrzałam przez okno na patio i zobaczyłam, że rozmawiał z Paige, która z pewnością informowała go, dlaczego nie zamierzałam umawiać się z muzykami.

– Pieprz się, Paige. – Westchnęłam, gdy Reid spojrzał na mnie ponownie z łagodną obojętnością. – Dzięki Bogu, że jestem bezpieczna – dodałam sarkastycznie, gdy obserwował moje usta.

Na jego twarzy odmalował się nowy uśmiech, który podpowiedział mi, że Reid dokładnie zrozumiał, co powiedziałam.

ROZDZIAŁ 2

Word Up – Cameo

– No śmiało, Stella. Dawaj, kochanie.

Mama?

Zaspana po popołudniowej drzemce rozejrzałam się po pustej sypialni siostry. Rano obudziłam się zmęczonapo nocy spędzonej na niewygodnej kanapie, po czym wypełniłam swoje obowiązki – znów posprzątałam jej nieskazitelne dwupokojowe mieszkanie. W tym momencie mogło przejść test białej rękawiczki. Otworzyłam też laptopa, wysłałam z dwadzieścia listów motywacyjnych w sprawie pracy, a przez następne cztery godziny na kanale VH1 oglądałam powtórki Behind the Music – programu, który był dla mnie święty i stanowił punkt wyjścia, jeśli chodziło o moją obsesję na punkcie pozascenicznego życia muzyków. Uwielbiałam oglądać najtrudniejsze zmagania i fenomenalne punktyzwrotne.

Neil i Paige byli w pracy, więc musiałam przemierzać kompleks mieszkalny w koszmarnym teksańskim skwarze, aż do cna się wyczerpałam. Postanowiłam odpocząć na jej materacu zamiast na kanapie, która chciała pochłonąć mnie w całości, żebym spała w jej środku.

– Patrz, jak się rusza! – Głos matki pozostawał nieustępliwy, więc całkowicie zdezorientowana poderwałam się z łóżka. Wyraźnie słyszałam rodziców w salonie siostry. Kiedy otrząsnęłam się z resztek snu, zdziwiłam się, że mamy i taty tam nie było. Zamiast tego na kanapie siedziała roześmiana Paige, obok niej rechotał Reid. Oboje patrzyli w ekran telewizora.

– Chwyta rytm, to pewne! – oznajmiła mama z dumą, a ja zrozumiałam, co się działo. Gdy stanęłam w drzwiach, jako pierwszy zauważył mnie Reid. Otaksował mnie spojrzeniem, po czym wrócił wzrokiem do ekranu. Popatrzyłam tam, gdzie on, i rzuciłam się na siostrę, która trzymała pilota.

– Co ty robisz, Paige?

– Przyszło twoje urodzinowe nagranie – odparła rozbawiona moim dyskomfortem.

– No właśnie widzę – syknęłam przez zaciśnięte zęby. – Dlaczego otworzyłaś przesyłkę? Niefajnie.

– Boże, ale byłaś urocza – oznajmiła, ignorując mnie, jednocześnie wskazując ruchem głowy na telewizor. Wszyscy wpatrywaliśmy się w moją młodszą wersję, znajdującą się w kuchni rodziców. Siedziała w pieluszce, wymachując pulchnymi rączkami, i kołysała się, a z systemu dźwiękowego, który niedawno zamontował Neil, dobiegały dźwięki wykonywanego przez Cameo Word Up.

– Mój Bubuś – powiedział tata ze śmiechem. – Patrz na nią. Naprawdę się rusza.

– Bubuś? – zapytał Reid.

Otworzyłam usta, by na niego nakrzyczeć, ale siostra nie dopuściła mnie do głosu.

– Dopiero gdy miała dwa latka, urosły jej włosy, a kiedy się pojawiły, sterczały pionowo na jej głowie. Widzisz? – Wskazała na ekran. – Urocze, co? Od małego miała irokeza! – Szturchnęła Reida i oboje spojrzeli na mnie z rozbawieniem.

Ignorując ich, zatraciłam się w oglądaniu nagrania, przyglądając się, jak rodzice bawili się na kuchennej podłodze z pulchnym, niemal łysym bobasem. Od mamy biła młodość, gdy klęczała na płytkach, stawiając przede mną wielki garnek. Dwukrotnie postukała o niego drewnianą łyżką, nim mi ją podała. Poczułam nostalgię, wpatrując się w jej długie, ciemne, spływające na ramiona włosy i białą sukienkę w fioletowe kwiaty. Ciuch wciąż wisiał w jej szafie, pożółkły i zapomniany. Mimo to na ekranie zapierała dech w piersi, zachęcając, bym uderzyła łyżką o garnek. Dziecko na nagraniu złapało przedmiot i zaczęło walić w naczynie. Nie zważając na reakcję siostry czy Reida, opadłam na fotel przed telewizorem i przyglądałam się swoim pierwszym próbom zostania muzykiem, ale Paige ponownie się odezwała:

– Nigdy nie poprawiłaś warsztatu – zażartowała.

– Chyba niektórzy urodzili się, żeby być fanami. – Westchnęłam, przyglądając się nagraniu. Gdy naprawdę mocno uderzałam w garnek, rozległ się sarkastyczny, choć serdeczny głos ojca:

– Może jednak nie był to najlepszy pomysł? – powiedział do mamy, kiedy się rozkręciłam.

– Niesamowite – stwierdził ze śmiechem Reid, wpatrując się w telewizor. – Wasi rodzice są tacy fajni.

– Tacy są – dodała czule siostra. – Naprawdę są spoko.

Mama uśmiechnęła się do mnie, gdy nie ustawałam w wysiłkach, by tworzyć muzykę, wydając przy tym z siebie głośne piski.

– Stworzyłaś potwora – powiedział tata, a mama spojrzała w kamerę i rzekła:

– Pewnego dnia będziesz sławna, Estella.

– Może, tylko… nie zostaniesz perkusistką. – Ojciec zaśmiał się głośno, choć nie było go widać na filmie. Grałam żywiołowo, jak mały, pulchny muppet, piszcząc i spuszczając garnkowi niezły łomot.

Rodzice śmiali się głośno, tak samo jak nasza trójka przed telewizorem, zanim nagranie zmieniło się w wiadomość. Rodzice mówili w niej, że mnie kochają, życzyli znalezienia pracy, której natychmiast nie rzucę, i przypominali o mojej nieudanej karierze muzycznej. Po żartach przyznali, że są ze mnie dumni. Serce urosło mi z miłości i otarłam łzę, nie zważając na towarzystwo.

– Cholernie się cieszę, że mogłem to zobaczyć – przyznał Reid z uśmiechem mówiącym, że będzie się z tego nabijał już przy najbliższej okazji. Spojrzał na mnie. – Wszystkiego najlepszego.

– Urodziny mam dopiero w sobotę, a tobie nie wolno naśmiewać się z moich umiejętności. To wina tamtego garnka – odparłam, poprawiając zmierzwiony od snu kucyk.

– Próbowała grać dosłownie na wszystkim – jęknęła Paige. – W perkusji była kiepska, na lekcjach gry na pianinie pogryzła nauczycielkę, a przy gitarze… Boże, to było straszne. Próbowała nawet grać na waltorni i chciała się dostać do szkolnego zespołu.

– Nie gadaj – mruknął Reid, przygryzając wargę, aby się nie roześmiać. Poznałam go w ubiegłym tygodniu, a dziś ujawnił więcej niż przez cały ten czas.

– Była kiepska, ale rodzice nieustannie kupowali jej instrumenty. W końcu się poddała, kiedy zdała sobie sprawę, że nie umiałaby zagrać na trójkącie, nawet jeśli zależałoby od tego jej życie.

Pokazałam jej środkowy palec, a Reid nie spuszczał mnie z oka. Znów czułam coś dziwnego w klatce piersiowej, gdy tak bacznie mi się przyglądał. Pragnęłam, by odwrócił wzrok.

– Zamiast tego postanowiła zostać dziennikarką – poinformowała go Paige. – Prawda, Bubusiu? – Uśmiechnęła się z siostrzaną dumą. – Stella stwierdziła, że posiądzie encyklopedyczną wiedzę o muzykach i zostanie krytykiem.

– Serio? – Reid uniósł brwi.

Siostra przytaknęła.

– Poważnie, zapytaj ją o cokolwiek.

– Nie musisz o nic pytać – rzuciłam, ziewając, i spojrzałam na zegar, przy czym uświadomiłam sobie, że zmarnowałam kolejny dzień.

Paige ruchem głowy wskazała sąsiedni blat.

– Wysłali ci również kartkę.

– Ją też otworzyłaś? No wiesz, żeby upewnić się, że na pewno wszystko zniszczyłaś?

– Daj spokój, musiałam cię jakoś obudzić, bo potrzebuję wziąć prysznic. Śmierdzę jak burrito. Mam wieczorną zmianę, więc znów zostaniesz sama. Neil też pracuje do późna. – Wstała z kanapy, spojrzała na Reida i podała mu pilota. – Niedługo wrócę.

Reid wziął go od niej, jakby robił to od lat. Z tego, co było mi wiadomo, znał moją siostrę od dawna. Nie rozmawiałam z nią za wiele po tym, jak wyprowadziła się z domu. Wracała na wakacje, a gdy nabrała odwagi, by przyznać się do mieszkania z chłopakiem, rodzice to zaakceptowali, więc zaczęła częściej odwiedzać nas z Neilem. To, że zaproponowała, żebym zamieszkała z nimi, póki nie zacznie się rok akademicki, stanowiło wybawienie, ponieważ rodzice zachowywali się bardzo natrętnie. Mimo to nie potrafiłam zapanować nad strachem z powodu kolejnej samotnie spędzonej nocy w jej mieszkaniu.

– Pojadę z tobą – stwierdziłam. – Poszukam pracy.

Zmarszczyła brwi.

– Moja zmiana potrwa sześć godzin.

– To pojedziemy i pożyczysz mi samochód.

– Nie ma mowy – rzuciła. – Widziałam, jak prowadzisz.

– Dobrze sobie radzę.

Przewróciła oczami, nim popatrzyła na Reida.

– Prowadzi tak, jak gra na perkusji.

– Aż tak źle? – zapytał. Krzywił się, jakby też chciał posłać ją w diabły.

– Po dwudziestu minutach siedzenia za kółkiem wjechała w zaparkowany samochód.

Musiałam się bronić.

– To było cztery lata temu.

– Nie pożyczę ci auta, ale postawię ci burrito na obiad – zawołała, idąc do łazienki.

Mogłabym jednak zostać w domu i pisać.

Normalnie cieszyłabym się, mogąc stworzyć nowy artykuł, ale dopadł mnie wyjątkowy brak weny. Musiałam szybko pójść na jakiś koncert.

Zostając sam na sam z Reidem i wiedząc, że po prysznicu siostry będę miała jakieś dziesięć minut, zaczęłam wyciągać rzeczy z leżącej przy kominku torby. Choć Paige miała fajne mieszkanie, nie było w nim za wiele miejsca dla gości. I chociaż Neil był dla mnie miły, wiedziałam, że nie cieszył go mój pobyt tutaj.

Nie miałam czasu opłakiwać mojego kiepskiego związku. Potrzebowałam pieniędzy i to na wczoraj. Austin nie było tanim miastem, nadszedł czas, by mały ptaszek wyfrunął z gniazda. Rodzice planowali opłacić mi dwa lata na Uniwersytecie Teksasu. Byliśmy dobrze sytuowaną rodziną, w dzieciństwie uważałam, że mieliśmy wystarczająco pieniędzy, ale kiedy Paige wyprowadziła się z domu, okazało się, że z oszczędności na naszą naukę nie zostało zbyt wiele. Mama i tata mieli dobre zamiary, ale tak naprawdę nigdy nie potrafili oszczędzać. Woleli obdarzać miłością zamiast funduszami, z ochotą przyjmowałam więc ich wsparcie.

To, że nie dostałam się od razu na studia, okazało się błogosławieństwem. Rodzicom po części ulżyło, ale martwili się o moją przyszłość, więc zaczęli planować. Pracowałam, żeby opłacić sobie studium, podczas gdy oni oszczędzali na kolejne lata mojej nauki. Udało się – byłam w Austin, w którym pokładałam wielkie nadzieje. Wierzyłam, że zaprowadzi mnie do wymarzonej kariery, odkąd zobaczyłam pierwszy odcinek programu Behind the Music.

Rozpalona odrobiną entuzjazmu i zdeterminowana, by nie pozwolić Dylanowi zrujnować niczego więcej, zaparzyłam kawę i zaczęłam planować. Niewiele miałam do zrobienia na ścieżce do upragnionego zawodu. Sporządziłam w głowie krótką listę miejsc, gdzie mogłabym się udać pieszo z restauracji, w której pracowała moja siostra.

Po tym, jak Paige wyszła do łazienki, Reid przestał zwracać na mnie uwagę, co bardzo mi pasowało. Wkrótce skupił się na ekranie telewizora, więc pospiesznie wybrałam spodenki, niebieskie trampki i koszulkę ze sceną z Pulp Fiction, gdy Samuel Jackson jadł burgera. Poszłam do sypialni, żeby się przebrać, po czym nałożyłam odrobinę olejku, aby ujarzmić zawsze zmierzwione, falowane włosy, i je uczesałam. Umalowałam oczy eyelinerem i tuszem, na wargi nałożyłam ciemnoróżowy błyszczyk, a nadgarstki i szyję spryskałam perfumami siostry. Wyszłam i natknęłam się w kuchni na Reida. Zamarł z butelką wody przy ustach, kiedy mnie zobaczył.

– Fajna koszulka.

– Tak.

– Sądzisz, że dostaniesz pracę ubrana w taki sposób?

Obrażona omiotłam wzrokiem jego T-shirt, dżinsy i wysokie buty.

– Wygląda na to, że ty dostałeś.

– Jak chcesz, siostrzyczko. – Ominął mnie i wrócił na kanapę.

Nie szukałam pracy w biurze. Jeśli już, chciałam znaleźć sobie jakąś posadę w jednym z klubów na Szóstej. Wiedziałam, że zważywszy na mój wiek, będzie to trudne, ale co mi szkodziło spróbować, zanim utknę za ladą restauracji Tex-Mex?

Gotowa na wojnę z pompatycznym Austin zaczęłam klikać w telefonie, by napisać do Lexi. Żałowałam, że musiałam zostawić przyjaciółkę w Dallas, ale zapewniała mnie, że przyjedzie, kiedy tylko zarobię wystarczająco dużo, by wynająć mieszkanie, a jej jedynym zajęciem będzie umeblowanie go. Byłyśmy w podobnej sytuacji, ponieważ jej matka również nie miała pieniędzy, żeby wspierać ją po szkole średniej. Poza tym rodzicielka polegała na niej, jeśli chodziło o pilnowanie młodszego dziecka – dziewięcioletniego chłopczyka, którego urodziła nieplanowanie dziewięć miesięcy po wizycie w Puerto Rico. W związku z tym Lexi nie mogła wyrwać się z domu i zamieszkać ze mną, przynajmniej do czasu, gdy braciszek nie rozpocznie nauki w szkole. Zostawiało mi to dwa tygodnie do realizacji moich planów. Potrzebowałam motywacji od kogoś innego niż siostra, która miała własne życie.

Ja: ZWARIUJĘTUTAJ. POPEŁNIŁAMBŁĄD?

Lexi: DODIABŁA, NIE. NIEMOGĘSIĘDOCZEKAĆ, AŻDO CIEBIEDOŁĄCZĘ. ZNALAZŁAŚJUŻPRACĘ? DLACZEGONIEWRÓCIŁAŚNAWEEKENDDO DALLAS?

Ja: CZARNA BETTYWYZIONĘŁADUCHA. DWUKROTNIE CIJUŻPISAŁAM. I ZERWAŁAMZDUPKIEM. MIAŁAMGÓWNIANYTYDZIEŃ.

Lexi: PISAŁAŚ? CHOLERA, PRZEPRASZAM. PILNOWAŁAM RICO. TOPEŁNOETATOWAROBOTA. JEZU, NIEZAMIERZAMUPRAWIAĆSEKSUBEZZABEZPIECZENIAWPOSTACIPREZERWATYWYISPERMOODPORNEGOKOMBINEZONU. JESTEMPEWNA, ŻETODLATEGOMATKAZMUSIŁAMNIEDOPILNOWANIAGOPRZEZCAŁEWAKACJE, NIMWYPUŚCIMNIEWŚWIAT. I OCOCHODZIZ DYLANEM?

Ja: ZERWAŁZEMNĄ. ZNACZY, ZAKŁADAM, ŻETAKBYŁO, BOPRZESTAŁSIĘODZYWAĆ. NIEROZMAWIALIŚMY. W OGÓLE.

Lexi: SKOPIĘMUDUPĘ. POWAŻNIE. JEŚLITYLKOGOZOBACZĘ…

Ja: NIERÓBTEGO, PROSZĘ. I NIEDZWOŃ. SIEDZĘOBOKCHŁOPAKA.

Lexi: SZYBKOSIĘPOCIESZYŁAŚ.

Ja: TOKUMPELMOJEJSIOSTRY, KTÓRYZACHOWUJESIĘJAKPALANT.

Lexi: SERIO? PRZYSTOJNY? ZRÓBZDJĘCIE.

Oczywiście zignorowała fragment o palancie. Dla Lexi każdy chłopak miał na sobie tabliczkę głoszącą: „stop, wyżerka!”. Musiałam jednak przyznać, że radziła sobie z facetami. Nigdy nie okazywała zbyt wiele uczuć. Twarda powierzchowność stanowiła siłę, z którą należało się liczyć. Trzymała się zasady: nic poważnego przed dwudziestym piątym rokiem życia. Postanowiła, że pozwoli hormonom rządzić wyłącznie swoim życiem seksualnym. Resztą zajmowała się głowa. Szybko przekonałam się do jej sposobu myślenia.

Ja: NIEMAMOWY, NIEZROBIĘMUZDJĘCIA. SIEDZIPÓŁMETRAODEMNIE!

Lexi: ZRÓB! CHCĘGOZOBACZYĆ.

A niech tam. Podniosłam telefon, gdy Reid obrócił się w moją stronę. Zrobiłam zdjęcie.

Uniósł brwi.

– Pstryknęłaś mi fotkę?

– Nie.

Wysłałam.

Ja: ZOBACZYŁ, COZROBIŁAM. NIENAWIDZĘ CIĘ.

Lexi: CHOLERAJASNA, ALECIACHO!!!

Jej matka miała rację, że straszyła ją dzieckiem. Przyjaciółka wskoczyła w fazę uganiania się za chłopakami, ale musiałam przyznać, że jak na dziewczynę, która zmieniała ich jak rękawiczki, miała wysokie standardy i raczej nie zależało jej na czymś więcej niż pocałunkach. W tym zdecydowanie się z nią zgadzałam. Całowanie było wszystkim, zaraz za gitarowym intro.

Ja: NATĘCHWILĘSKOŃCZYŁAMZFACETAMI. NAPRAWDĘ. MAMDOSYĆ.

Lexi: DOBRA. PRZYJADĘNA TWOJEURODZINYISIĘNIMZAJMĘ.

Przewróciłam oczami, a Reid odchrząknął.

Uniosłam głowę.

– Tak?

– Naprawdę pstryknęłaś mi fotkę i komuś wysłałaś?

– Później mi za to podziękujesz.

Wyraz jego twarzy się wyostrzył.

– Nie potrzebuję pomocy, by zaliczyć, siostrzyczko.

– Tak? To dobrze, bo właśnie zgłosiłam cię jako przestępcę seksualnego.

Lexi: WIESZ, DOKOGOJESTPODOBNY?!

Ja: DOOSKARŻONEGONUMER 2345678.

Lexi: CO?

Ja: NIC. DOBRYTEN TWÓJPLAN. ZAMIERZASZPOLOWAĆ. BĘDZIECHOCIAŻTORT?

Lexi: PRZEPRASZAM. WIEM, ŻECIERPISZ.

Ja: NICMINIEJEST. ZNOSZĘTOLEPIEJ, NIŻZAKŁADAŁAM. WOGÓLEGONIEOBCHODZIŁAM. NIEJESTEMAŻTAKGŁUPIA. WIESZ, COJESTDZIWNE? JESTEMBARDZIEJWKURZONANIŻZRANIONA. ITONASIEBIE.

Lexi: BYŁPRZYSTOJNYICZASAMIZABAWNY, ALEMÓWIŁAM CI, ŻETOKRETYN. OBIECUJĘ, ŻE TWOJEURODZINYBĘDĄZARĄBISTE. DOPILNUJĘTEGO. ALEPOWAŻNIE, WYJDŹZDOMUIZADZWOŃDOMNIE. MUSZĘZ TOBĄPOROZMAWIAĆBEZWZGLĘDUNA TWÓJNASTRÓJ.

Ja: MOJEMUNASTROJOWINICNIEDOLEGAINIECHCĘMÓWIĆO DYLANIE. TODZIWNE, ALENICMINIEJEST. WIEDZIAŁAM. W GŁĘBIDUSZYWIEDZIAŁAM.

Lexi: KOŁEKZNIEGO.

Żałośnie chciałam go bronić, ale postanowiłam tego nie robić.

Ja: Z PERSPEKTYWYCZASUWYDAJEMISIĘ, ŻEMOŻESZMIEĆRACJĘ.

Lexi: JESTEM, GDYBYŚMNIEPOTRZEBOWAŁA.

Ja: WIEM. KOCHAM CIĘ :-*

Uniosłam głowę i zobaczyłam, że Reid mi się przyglądał.

– No co?

Zacisnął usta, miałam przeczucie, że przygotowywał się do rozpętania wojny, ale wróciła Paige.

– Gotowa? – Spojrzała na nas. Byłam pewna, że potrafiła wyczuć napięcie, co potwierdziła, marszcząc brwi, nim wzięła leżącą na blacie torebkę. Staliśmy z Reidem po przeciwnych stronach jej salonu, ale równie dobrze mogliśmy znajdować się po przeciwnych stronach globu.

ROZDZIAŁ 3

Feel Good Inc. – Gorillaz

– Daj głośniej – poprosiłam z tylnego siedzenia, wciąż trochę wkurzona, że Reid nie zamierzał zachować się jak dżentelmen i odstąpić mi miejsca z przodu. Widać było, że przypisał mnie do kategorii osób, które nie zasługują na wiele, i postanowił mnie ignorować.

Nie byłam fanką tego chłopaka.

Ale dogadywał się z moją siostrą. Rozmawiali z łatwością, mieli nawet swoje żarciki. Właściwie nie dopuszczali mnie do słowa.

– Możesz dać głośniej, proszę?

Oboje mnie zignorowali. Paige prowadziła, zmierzając do centrum, i nawijała o jakiejś ostatniej błazenadzie.

Siedziałam z tyłu wkurzona, pewna, że przynajmniej jedno z nich, jeśli nie oboje, mnie słyszeli. Po skończonej piosence Reid wysunął powoli rękę w kierunku deski rozdzielczej i dał głośniej kolejny utwór. Zmrużyłam oczy, na jego twarzy odmalował się cwaniacki uśmieszek, gdyna mnie spojrzał.

Ty fiucie.

W tej samej chwili zyskałam pewność. Nie lubiłam go.

– Pójdźmy po pracy do pubu – mruknął.

– Nie mogę. – Siostra wskazała na mnie ruchem głowy.

– No błagam, odkąd skończyłam siedemnaście lat, mam fałszywe dokumenty. Wiesz o tym, Paige.

Reid wzruszył ramionami.

– Nie zaszkodzi spróbować.

– Nie ma mowy. Chcesz, żeby te dupki kręciły się przy mojej siostrzyczce? Nie, dzięki.

– Będzie bezpieczna. Wiesz przecież, że nie pozwoliłbym, by coś jej się stało.

Chyba odpowiedziałam coś w stylu:

– Mam prezerwatywy.

Siostra spiorunowała mnie wzrokiem w lusterku wstecznym, a Reid parsknął śmiechem.

– Przestań zabawiać się w matkę. Wiem o penisach i pochwach. Nie potrzebuję, byś mnie przed czymś chroniła. – Reid spojrzał na mnie, gdy skrzyżowałam ręce na piersiach jak czterolatka. – Jezu, gdybym wiedziała, że będziesz tak nadopiekuńcza, zostałabym w Dallas.

Paige westchnęła.

– Penisach i pochwach?

– Cóż, niedługo zaczynam dopiero trzeci rok studiów. Nie zaczęłam jeszcze eksperymentować, ale będę cię informowała na bieżąco.

Reid odrzucił głowę ze śmiechem. Zignorowałam go, przesunęłam się do przodu, chwyciłam za zagłówek siostry i powiedziałam do niej:

– Dlaczego nagle zachowujesz się jak Mary Poppins? Wiesz, że potrafię o siebie zadbać.

– Właśnie rzucił cię lider zespołu o nazwie Mięso.

Wkurzona na siostrę, która nie potrafiła dochować tajemnicy, jeśli chodziło o moje prywatne sprawy, odpyskowałam:

– W szufladzie twojej komody znalazłam wibrator. Będziemy rozmawiać przy nim o wszystkich sekretach? – Paige wcisnęła ostro hamulec, zatrzymując się na światłach, i odwróciła się, by popatrzeć na mnie wilkiem.

– Co jest, Stella? Grzebiesz w moich rzeczach?

– Co jest, Paige? Musiałaś o nim wspomnieć? Ujawniłam równie intymny szczegół. Zapomnij. Nie chcę nigdzie z tobą iść. Wezmę klucz i pojadę do domu taksówką.

– Nie masz kasy – warknęła.

– Wygrzebię jakąś. Zielone.

Wskazałam na sygnalizator przed nami, gdy ktoś z tyłu nacisnął klakson. W samochodzie panowała cisza, aż podjechaliśmy do El Plato Cantina – baru Talerz. To była najgłupsza możliwa nazwa dla restauracji Tex-Mex, jaką można było sobie wyobrazić. Oczywistym stało się, że właściciele byli biali i w ogóle się nad nią nie zastanowili, zanim wyłożyli na otwarcie lokalu sporą kasę.

Reid wyjął ze schowka dwa czyste fartuszki, podczas gdy Paige nie ruszyła się zza kierownicy.

– Nikt tu nie ocenia. Cieszę się, że lubisz przygody, siostro. – Wysiadłam, a Reid znów się zaśmiał, po czym dostał w tors od Paige, która wyrwała kluczyki ze stacyjki, również wysiadła i rzuciła do mnie:

– Trzymaj się z dala od moich rzeczy!

– Nie grzebałam w nich. Odkładałam na miejsce twoją wypraną bieliznę, gdy się na niego natknęłam. Naprawdę powinnaś zainwestować w coś pikantniejszego.

Reid próbował zawiązać fartuch, co uniemożliwiał mu gips. Miałam zapytać, jak w tym stanie udaje mu się kelnerować, ale siostra uderzyła we mnie niepotrzebną trudną miłością.

– Może nie był to jednak dobry pomysł, byś tu przyjeżdżała.

Zraniona i jeszcze bardziej wkurzona odpyskowałam, jak tylko potrafiłam:

– Serio, Paige? Tak szybko chcesz się mnie pozbyć? Jak na kogoś, kto tak się o mnie troszczy, doskonale potrafisz sprawić, bym poczuła się niemile widziana w tym nieznanym mi mieście. Zamiast pomóc, nabijasz się ze mnie ze swoim kumplem i obgadujesz, mówiąc mu o rzeczach, które naprawdę nie są jego sprawą!

– Dziewczyny – powiedział ostrożnie Reid, zerkając na nas ponad dachem samochodu.

– Nie mieszaj się – warknęłam, więc uniósł ręce, ale wyglądał na bardziej znudzonego niż wystraszonego. Paige już miała mi coś odpowiedzieć, ale nie dopuściłam jej do słowa: –Nie przejmuj się. Wyniosę się wraz z pierwszą wypłatą.

– Stella…

Odwróciłam się i zaczęłam iść. Nie miałam pojęcia dokąd, ale byłam przekonana, że wrócę do jej mieszkania, posiadając pracę.

– Przepraszam za te niedogodności, Paige. Niedługo pozwolę ci wrócić do twojego niesamowitego życia!

– Trochę przesadzasz, nie sądzisz? – odparła. – Ale taka właśnie jesteś, nie? Zawsze dramatyzujesz. Może dlatego…

Obróciłam się i poraziłam ją śmiercionośnym spojrzeniem tak szybko, że w mojej głowie pojawiła się okropna iskra i zapłonął ogień.

– Serio? Właśnie dlatego rzucił mnie chłopak? To zamierzałaś powiedzieć?

Paige stała wkurzona, a Reid okrążył maskę auta i skierował kroki ku restauracji.

Poddając się złości, posłałam trochę jadu i w jego stronę:

– A ty jesteś dupkiem!

Blade policzki siostry przybrały szkarłatną barwę.

– Dobra, wystarczy!

– Hej… – Wzruszyłam ramionami. – Przynajmniej wyjaśniłyśmy sobie to i tamto.

Reid uśmiechnął się i wszedł do szybko wypełniającej się klientami restauracji. Postanowiłam, że moją misją staniesię wkurzanie go w ten sam sposób.

Zła, że poróżniła nas dziesięciominutowa przejażdżka samochodem, spróbowałam wyciągnąć gałązkę oliwną.

– Słuchaj, przepraszam, ale zachowałaś się po chamsku, Paige. Właśnie tego się obawiałam. Wkurzenia ciebie lub Neila i konieczności powrotu do Dallas. Jestem wdzięczna, że mnie przygarnęliście, wiesz o tym. I zdajesz sobie sprawę z tego, jaki miałam tydzień. Jestem nieco wyprowadzona z równowagi, w dodatku cały czas na twojej łasce. Tego również masz świadomość. Nie mogę nic zrobić!

Przygryzła wargę, patrząc w ziemię.

– Wiem. Przepraszam. Reid jest świetny. Musisz go poznać i dać mu szansę. Nie powinnam mówić przy nim tych rzeczy, ale szczerze mówiąc, wiele o tobie wie. Jest moim przyjacielem.

– No widzę. A ja nie?

– Ty jesteś moją siostrą – przyznała. Wyraz jej twarzy złagodniał. – To znaczy o wiele więcej.

– Lepiej, żeby tak było – prychnęłam, na co obie słabo się uśmiechnęłyśmy.

– Zdzira.

– Krowa.

– Do później? – zapytała z uśmiechem, wkładając fartuch na dżinsy.

– Jeśli będziesz mieć szczęście – droczyłam się.

– Lepiej, żebym miała. Nie chcę się martwić, okej? – Odeszła w kierunku restauracji, po czym odwróciła się z matczynym wyrazem twarzy.

Westchnęłam zrezygnowana.

– Dobra, nie będziesz.

– Potrzebujesz kasy?

– Trochę – odparłam, jeszcze bardziej nie znosząc mojej sytuacji.

Zaśmiała się i wyciągnęła dwudziestkę z kieszeni.

– Kończę o jedenastej, więc wróć do tego czasu, okej?

– Pożycz auto.

– Zapomnij.

***

Dwadzieścia dolarów i wypasiona koszulka. Tylko tyle miałam, kiedy weszłam do zatłoczonej siedziby „Austin Speaka” – miejskiego dziennika, finansowanego wyłącznie z reklam i rozdawanego za darmo w każdym kiosku. Budynek znajdował się w podejrzanej okolicy. Nie było to miejsce, z którego ktokolwiek chciałby wyjść samotnie wieczorem. Mimo to przeszłam kilka przecznic, dzięki czemu lepiej zapoznałam się z ulicami Austin – mojego nowego domu na kilka najbliższych lat. Miasto było mieszaniną zabytków i budynków komercyjnych. Miałam kilka różnych powodów, aby się tu przenieść, ale najlepszym i tak była muzyka. Główny plan zakładał, że znajdę pracę w miejscu takim jak redakcja „Austin Speaka”, by od czegoś zacząć, choć w głębi duszy wiedziałam, że będzie to trudne ze względu na brak doświadczenia i dyplomu z dziennikarstwa. Poza tym kiepsko płacili. Musiałabym postarać się o dodatkową pracę, żeby zrekompensować miesięczne wydatki, ale to tutaj znajdował się mój pierwszy przystanek i jedyna praca, której prawdziwie pragnęłam podczas dalszej edukacji. Wysłałam masę różnych listów motywacyjnych z załączonymi artykułami mojego autorstwa, ale nikt się nie odezwał. Wytrwałość nie była jedyną cechą dającą przewagę w polowaniu o pracę, ale w tej chwili tylko ona mi pozostała.

W recepcji budynku stało tanie drewniane biurko. Jasnowłosa, piegowata dziewczyna, wyglądająca, jakby była w moim wieku, powitała mnie uśmiechem, doceniając Samuela na mojej koszulce. Chwilę potem zapytała, w czym mi pomóc.

– Chciałabym tu pracować. Jak mogłabym dostać tu pracę?

Jej śmiech odbił się echem w holu, przez co kilkoro pracowników zamarło przy swoich biurkach.

– Wow, ale bezceremonialna.

– Bezceremonialna, uczciwa, pracowita. Pasowałabym do tego miejsca – powiedziałam, zauważając starodawne zielone linoleum na podłodze i łuszczącą się farbę na ścianach.

Dziewczyna uniosła ręce wnętrzem dłoni do góry.

– Nie próbuj mnie kupić. To nie ja opłacam tu czynsz.

– A kogo mam kupić?

– Nate’a Butlera.

– Okej, mogę się z nim zobaczyć?

– Jest na spotkaniu.

Popatrzyłam na nią nieufnie.

– Zawsze na jakimś jest, co?

Uśmiechnęła się szerzej.

– Należy to do twoich obowiązków, prawda? – ciągnęłam. –Odbieranie telefonów i przyjmowanie dobrych wiadomości, ponieważ on zawsze jest na jakimś spotkaniu?

Zacisnęła usta, by się nie roześmiać. Planowałam się nie poddawać, póki nie dotrę do drzwi swojej przyszłości, ale jeśli chciałam być traktowana poważnie, musiałam się wysilić. Większą część studium spędziłam na pisaniu przeróżnych artykułów o najpopularniejszych artystach. Miałam dysk wypełniony kilkoma milionami słów. Zapoznawałam się ze szczegółami każdego przedsięwzięcia, nim przystępowałam do działania, szczególnie jeśli chodziło o wymarzoną pracę, ale potrafiłam również wykonywać zadania bez doświadczenia. Stało się to moją siłą, z którą należało się liczyć. Całkowicie nieprzygotowana spojrzałam na recepcjonistkę, gotowa zrobić wszystko, co konieczne, żeby załatwić sobie spotkanie z Nate’em Butlerem.

– Nie chcę mówić, że poczekam. Nie mam do tego cierpliwości. Pomożesz mi?

– Nate sam jest dość bezceremonialny. Jesteś pewna, że nie chcesz wrócić lepiej przygotowana? – Spojrzała na moją koszulkę.

Uśmiechnęłam się.

– Myślisz, że krawat by wystarczył?

Pokręciła głową ze śmiechem.

– Zgadzam się, jestem dość śmiała. – Szukałam znaku, że załapała cytat, ale rozczarowałam się, kiedy nic się nie stało. – Szef nie ma fetyszu, jeśli chodzi o pewne siebie brunetki, co?

–