Dotyk - Gabriella Głaza - ebook
Opis

Mel jak każda dziewczyna w jej wieku przygotowuje się do matury. Jednak w ciągu 27 minut całe jej życie zamienia się w ruinę. Coraz trudniejsze staje się odnalezienie siebie pośród koszmarów smutku i bólu, jaki ją otacza.

Jedna chwila, czterech mężczyzn, brutalny gwałt. Czy będzie potrafiła odnaleźć właściwą drogę wśród ogarniającej ją ciemności? Jakie role odegrają w tym Nived i Ian? Kto okaże się wrogiem, a kto przyjacielem?

Nie mogła zrozumieć, czemu akurat ona. Była chrześcijanką, kochała całym sercem Jezusa, przestrzegała dekalogu. Pomagała rodzicom, tłumaczyła koleżankom matematykę. Była otwarta na innych. Co złego zrobiła? To stało się dlatego, że była miła? Uprzejma? Sumiennie odrabiała prace domowe? Chodziła do kościoła? Poczuła się zbyt pewnie?
Ostry ból przeszył głowę Mel, jednak nie przestała się torturować. Przynosiło to cierpienie, ale i ulgę. Chciała zapomnieć raz na zawsze.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 104

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zgwałcone oczy w mojej nędznej głowie!

To byli... Chryste! Tą się hańbą spalę...

Nie! To nie ludzie byli! To – szakale!

Maria Konopnicka, Wojna

 

 

 

 

 

 

 

 

Z czasem wspomnienia się zacierają,

ale ból pozostaje.

Wspomnienie…

 

 

 

 

 

Czujesz ból, masz wrażenie, że rozdziera cię na kawałki, nie wytrzymujesz, krzyczysz do pustych ścian. Widzisz ich twarze, brzydzisz się nimi, brzydzisz się sobą.

W jednej chwili przypominają ci się piękne chwile, dodają ci sił. Walczysz zaciekle jak matka o swe pisklę. Przebłyski radosnych wspomnień trzymają cię przy życiu, przy nadziei. Lecz w głębi duszy wiesz, że to na nic. Czujesz na szyi oddech srogiego wyroku, wiesz, że przegrałaś. Jednak nie poddajesz się, każdego dnia próbujesz z tym walczyć… lecz to jest zbyt silne. Dotyk dłoni na twoim ciele rujnuje cię, łamie serce na kawałki. Nie wytrzymujesz tego, wołasz o pomoc, jednak z gardła wydobywają się jedynie niewyraźnie dźwięki. Łzy dławią cię, zdajesz sobie sprawę, że nikt ci nie pomoże, nie wyciągnie ręki, nie powie: „Jesteś bezpieczna”. Tylko czujesz na sobie te obleśne łapska. Słabniesz.

Ostatkiem sił przypominasz sobie słowa: „Kocham cię, Melindo. Jesteś całym moim życiem”. Widzisz promienie słońca igrające na jego twarzy, miłość płynącą z oczu. Czujesz, że oddałabyś za niego życie.

Jednak obraz się zaciera, staje się niewyraźny. Zostaje rzeczywistość. Jesteś bezradna, bezsilna. Poddajesz się i słyszysz ich triumfalny śmiech, wiedzą bowiem, że dziś wygrali.

Teraźniejszość…

 

 

 

 

I

– Melindo, co się z tobą dzieje? Nie poznaję cię – pokręcił głową. – Ostatnio chodzisz taka przygaszona. Dwa tygodnie temu jeszcze tryskałaś energią. Myślałem, że to chwilowe, ale nigdy się tak nie zachowywałaś. Kochanie, proszę, powiedz mi. Wiesz, że możesz mi zaufać.

Błądziła wzrokiem po jego włosach, po czole, po kuszących ustach. Nie mogła spojrzeć mu w oczy, nie po tym, co się stało. Patrzyła na niego pustym wzrokiem. Czuła się splamiona, brudna. Stał przed nią jej kochany Ian. Wiedziała, że na niego nie zasługuje. Bała się mu powiedzieć, sądziła, że zostanie odtrącona. Cierpiała katusze, gdy ktoś na nią patrzył, nie mogła znieść wzroku kogokolwiek na swoim ciele, to przez nie wszystko się stało!!! Czuła, że łzy zaraz popłyną szerokim strumieniem.

Poczuła dłoń odgarniającą jej długie włosy. Chciał poznać prawdę. Cofnęła się tak gwałtownie, że pewnie wylądowałaby na gołej ziemi, gdyby nie jego silne ramiona. Czuła, że nie da rady, musi uciekać. Nie patrząc w jego stronę, zaczęła biec tak szybko, jak to tylko możliwe, żeby ukryć się przed bólem, lękiem zakorzenionym w sercu. Słyszała, jak Ian woła jej imię, jednak to bardziej zachęciło ją do ucieczki niż do powrotu.

 

II

W lesie było spokojnie, a co najważniejsze, pusto. Padła na kolana i załkała, a łzy, którym do tej pory nie pozwalała się wydostać, wytrysnęły. Jego dotyk przypominał tamten – ohydny, bolesny. Zimne dłonie. Objęła się ramionami i zaczęła się kołysać. Przód-tył, przód-tył…

 

Zamknęła oczy i zobaczyła siebie wychodzącą od koleżanki. Nived proponowała odwiezienie samochodem do domu, ponieważ było już późno. Mel odmówiła, nie chciała zawracać jej głowy sobą. Będzie tego żałowała do końca życia. Czemu nie wsiadła do tego cholernego samochodu? Czemu? Poszła piechotą, marząc o Ianie. Pamiętała każdą myśl, jaka towarzyszyła jej w tamtych chwilach: „Mój chłopak jest wspaniały, wspiera mnie w osiąganiu celów, jakie sobie wyznaczyłam. Dodaje mi pewności siebie, to dzięki niemu zaszłam tak wysoko”.

Uśmiechnęła się do siebie i zaczęła nucić swoją ulubioną piosenkę: „Wherever You Will Go”. Była szczęśliwa jak nigdy dotąd. Sielankowy nastrój minął, gdy tylko cztery wysokie postacie zastąpiły jej drogę. Z daleka nie była w stanie dostrzec, kim są ci ludzie. Gdyby wiedziała, co nastąpi potem, uciekłaby gdzie pieprz rośnie. A ona głupia poszła dalej – prosto w paszczę lwa. Z każdym krokiem jej instynkt szalał coraz bardziej, lecz nie przejmowała się tym, marzyła dalej. Stamtąd było już widać jej dom, światła paliły się jeszcze w oknach. Która dziewczyna idzie sama przez park o 23? Co ją podkusiło?

Gdy doszła do nich i chciała ich ominąć, zatrzymali ją. Jeden z nich złapał dziewczynę za łokieć i popchnął na ziemię. Uderzyła pupą o wilgotną powierzchnię. Powiedział: „Kogóż my tu mamy?”. Opadł na kolana i ręką zaczął błądzić po jej piersiach, brzuchu, udach. Usłyszała śmiech reszty. Przestraszona odepchnęła jego dłonie, chciała wstać. Dostała w twarz, aż ją zamroczyło. Usłyszała wówczas: „Niezła sztuka, bierzemy się za nią, chłopcy…”.

 

Usłyszała szelest. Natychmiast wyrwała się ze wspomnień, jednak z trudem otworzyła oczy. Ostatkiem sił wytarła twarz koszulką, która już i tak była przesiąknięta jej łzami. Musiała jak najszybciej znaleźć się w domu.

Usłyszała trzask pękającej gałęzi. Mimo bólu głowy natychmiast wstała i pobiegła do domu. W jedyne miejsce, w którym czuła się bezpiecznie.

Zdyszana wbiegła do domu. Od razu skierowała się do swojego pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Szybko rozebrała się z pomiętych ciuchów, przypominających jej przegraną. Przygotowała kąpiel. Ciepła woda. Jej zapach sprawił, że mięśnie rozluźniły się. Mel oparła głowę o brzeg wanny i zamknęła oczy, żeby się zrelaksować. Zaczęła się modlić, a raczej pytać, oskarżać: „Panie, dlaczego ja? Co takiego uczyniłam? Czym Ci zawiniłam, że mnie każesz? Powiedz mi! Kochałam Cię, a Ty mnie zraniłeś. Postawiłeś na mnie krzyżyk. Dlaczego?”.

Poczuła, że łzy napływają jej do oczu. Szybko podniosła powieki, wstała, wytarła się i ruszyła do lustra. To, co zobaczyła, przeraziło ją. Podkrążone oczy, długie blond włosy w nieładzie i ból rysujący się na twarzy. Cierpienie. Wystarczy dwadzieścia siedem minut, które trwa całe wieki, by cały świat legł w gruzach, życie zmieniło się w ruinę, a z filozofii został pył.

Nie mogła zrozumieć, czemu akurat ona. Była chrześcijanką, kochała całym sercem Jezusa, przestrzegała dekalogu. Pomagała rodzicom, tłumaczyła koleżankom matematykę. Była otwarta na innych. Co złego zrobiła? To stało się dlatego, że była miła? Uprzejma? Sumiennie odrabiała prace domowe? Chodziła do kościoła? Poczuła się zbyt pewnie?

Ostry ból przeszył głowę Mel, jednak nie przestała się torturować. Przynosiło to cierpienie, ale i ulgę. Chciała zapomnieć raz na zawsze.

Teraz czuła tylko ból, strach, że ktoś odkryje prawdę i zostanie odtrącona. Wszyscy mieli ją gdzieś, rodziców często nie było w domu, a jak już byli, to tylko ciałem. Bała się, tak strasznie się bała siebie samej, tego, do czego była zdolna, by zapomnieć… Ból zwyciężył, ciało bezwiednie osunęło się na podłogę.

Ocknęła się na zimnej posadzce. „Co ja tu robię?” – pomyślała. Przetarła oczy i powoli usiadła. W łazience panował mrok.

Nagle uświadomiła sobie, że dziś koniec ferii. Jutro trzeba iść do szkoły… Poczuła ciarki na plecach. Te dwa tygodnie zmieniły jej nastawienie do życia. Nie była już tą samą osobą. Nie umiała cieszyć się życiem, ale mogła udawać. A jeśli ktoś zobaczy, że została, że została…

Rozpłakała się. „Co ja mam zrobić? Jak z tym żyć? Czuję się taka samotna. I co z Ianem? Nie zasługuję już na niego. Na pewno znajdzie sobie inną dziewczynę, lepszą”. Świadomość tego wywołała kolejną falę bólu. „Przed tym pasowaliśmy do siebie, wszyscy się nami zachwycali, a teraz zostają tylko wspomnienia. On – wysportowany, przystojny i optymista, ja – inteligentna, ładna. A teraz jestem brzydka, musiałam zapłacić wysoką cenę za swoje ciało. To przez nie, nienawidzę go! To przez te nogi, tak długie i zgrabne! To przez mój brzuch, talię osy! To przez te piersi, falujące przy każdym ruchu! To przez te włosy, długie, przyciągające spojrzenia!”. Przy wymienieniu każdej kolejnej części ciała czuła się, jakby dostała w twarz otwartą dłonią. „Nienawidzę cię!”.

Wstała i sięgnęła po nożyczki. Stanęła przy lustrze i zaczęła ciąć, ciąć… „Skończyć z nimi raz na zawsze. Nikt nawet nie zauważy, jesteś wszystkim obojętna”. Nagle przed oczami pojawił się Ian. „On już jest przeszłością”. Wciąż cięła, cięła. Pasmo włosów za cios, jaki otrzymała od nieznajomych. Z każdym opadającym kosmykiem czuła się lżej. Jej włosy, niegdyś do pasa, poszły w niepamięć. Teraz sięgały do ramion. Nie chciała ich.

Gdy oprzytomniała, jej ręka znieruchomiała. „Co ja wyprawiam?”. Nożyczki spadły na podłogę. Stała nieruchomo i patrzyła na swoje odbicie, nie poznając siebie. „Co oni ze mnie zrobili?”. Łzy popłynęły ze zdwojoną siłą.

Usiadła, kuląc się ze strachu. „Muszę z tym walczyć, nie poddam się tak łatwo”. Zamknęła oczy i przywołała najpiękniejsze wspomnienie, jakie miała.

 

Tego dnia wybrali się na wycieczkę rowerową. Wtedy jeszcze Ian był jej najlepszym przyjacielem. Pamiętała wiatr we włosach, jak się poruszały. Jechali dziesięć kilometrów, śmiejąc się i żartując. Zajechali nad piękne jezioro. Była taka piękna pogoda, aż żal było siedzieć w domu. Piknik – to było coś! Rozstawili wszystko, co mieli: ona przyniosła truskawki, kanapki i paluszki, on wziął picie, koc, chusteczki. Gdy się posilili, Mel zrzuciła ubranie i pobiegła do wody. Kilka razy przypłynęła żabką jezioro. Nie było duże, ale nie odbierało mu to uroku; wręcz przeciwnie – dodawało. Zaczęła się rozglądać, szukając wzrokiem pożeracza wszystkich paluszków, gdy poczuła, jak ktoś obejmuje ją z tyłu. Zaśmiała się i umknęła Ianowi, nurkując. Po chwili musiała wypłynąć na powierzchnię, ale postanowiła nie dać się złapać, o nie! Zaczęła uciekać. Niestety, nic z tego, złapał ją jak bezradną małą, słodką rybkę. Powiedzcie, czy da się konkurować ze sportowcem? Nie, z góry jest się na przegranej pozycji. Zaśmiała się i odwróciła do niego, by zobaczyć jego twarz. Wyglądał przepięknie – włosy mokre od wody, przyklejone do twarzy. I te oczy – zielone jak las latem. Uśmiechnęła się do niego. Odwzajemnił ten prosty gest. Patrzył na nią takim wzrokiem, jakby bardziej ją polubił. Nie umiała tego określić, jednak to spojrzenie, pełne tkliwości, zaskoczyło ją. Nie mogła oderwać oczu od Iana. W takiej pozycji zastygli. A już w następnej chwili Mel patrzyła przerażona, jak chłopak zbliża się do jej ust i delikatnie, wręcz nieśmiało ich dotyka. To był jej pierwszy pocałunek, miała wtedy siedemnaście lat. Nie mogła uwierzyć w to, że właśnie Ian ją całuje. Przysunęła się do niego i zarzuciła mu ręce na szyję. Oddała pocałunek…

 

Powrót do rzeczywistości był dość brutalny. Mel usłyszała pukanie do drzwi. Otrząsnęła się, zarzuciła szlafrok i poszła otworzyć. Gdy mama ją ujrzała, aż krzyknęła:

– Co ci się stało? – podeszła do niej szybko i dotknęła włosów córki.

– Byłam u fryzjera – skłamała.

– I nic mi nie powiedziałaś? Takie piękne długie włosy… – westchnęła.

– Odrosną – mruknęła Mel.

Matka pokręciła tylko głową i mamrocząc coś pod nosem, wyszła.

Melinda jako jedyna w tym domu miała luksus zajmowania pokoju połączonego z łazienką. Rodzice uznali, że nastolatka potrzebuje trochę więcej prywatności; przynajmniej tak pisano w poradniku, jak pomóc nastolatce w zrozumieniu siebie – czy coś w tym rodzaju. Samą Mel nie bardzo to obchodziło; ważne, że miała ten pokój.

Nie była głodna, więc posprzątała w łazience i położyła się spać. Musiała nabrać sił, by przetrwać kolejny dzień. W szkole zawsze dużo mówiła i śmiała się, a teraz nie była w stanie wykrztusić choćby słowa. Wiedziała, że powinna iść do przodu, ale była przytłoczona tym, co się stało. Spychało ją to na boczny tor. Nie umiała zapomnieć. Znów zobaczyła ich twarze. Szybko zaczęła mrugać, by odpędzić płacz, ale nie potrafiła powstrzymać dreszczy. Skuliła się pod kołdrą, cała roztrzęsiona. Jednak szybko odpłynęła, zmęczona mętlikiem w głowie.

 

III

Wybrała trasę najbardziej oddaloną od parku. Wolała tamtędy nie przechodzić. Chciała zapomnieć, że coś takiego w ogóle jej się zdarzyło. Plan na dziś był bardzo prosty, ale tylko z pozoru – miała unikać swojego chłopaka. Wiedziała, że będzie to trudne. I miała rację. Gdy tylko weszła na teren szkoły, Ian już na nią czekał. Ruszył w jej stronę. Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Wdzięk Iana zawsze powodował u niej szybsze bicie serca. Jego wygląd wywoływał nieznane dotąd uczucia, jego usta… „Stop! Masz go unikać, a nie się ślinić. To już skończone”.

Gdy zatrzymał się naprzeciwko Mel, ominęła go i ruszyła prosto do szkoły. Szok, jaki ujrzała na jego twarzy, był nie do wytrzymania.

Ubrała się tego dnia zwyczajnie – w granatowe rurki i zieloną tunikę. Mel nienawidziła zimna; musiała narzucić kurtkę i wsunąć na stopy buty zimowe. Włosy, cóż, spryskała lakierem i zrobiła na głowie artystyczny nieład. Zawsze była poukładana, teraz pragnęła odmiany. Miała prawo robić ze swoim życiem, co chciała. A to, co ją spotkało, było dowodem na to, jak kruche jest życie. Wiedziała, że nie zasługuję na nikogo. To, co się stało, wykluczyło ją. Jednak mimo wszystko powinna o siebie dbać.

Gdy weszła do środka, te spojrzenia, pełne ciekawości… wywołały mdłości. Skuliła się w środku. „Kogo ja chcę oszukać? Siebie?”. Szybko ruszyła do łazienki. Oparła się o zimną ścianę. „Po co nowa fryzura? Po co ubiór godny modelki? Po co to wszystko?”. Łza potoczyła się po jej policzku jak skała ryjąca bruzdę w sercu.

Usłyszała dzwonek. Trzeba się podnieść. Brak sił, celu. Obojętność, jaką poczuła w sercu… zaniepokoiła ją? Otóż nie. Kiedyś by się wściekała, że się spóźni. Dawniej przejmowała się tym, co inni o niej powiedzą. Dbała o swoją reputację. Teraz to było najmniej istotne.

Drugi dzwonek. Nie wiedziała, co robić. Czuła się okropnie. Ciągle ich widziała, słyszała ich śmiech, swój krzyk. „Nie mogą zrujnować mi życia, nie dam im tej satysfakcji” – pomyślała. Dźwignęła się – z trudem, ale to już coś. Podeszła do lustra. Było okay.

Weszła do klasy. Jak na komendę wszyscy wstrzymali oddech… i Mel niespodziewanie ujrzała twarz mężczyzny, który właśnie wchodził do sali. Zamrugała. „Boże, nie mogę się rozkleić”. Widziała, że Ian się jej przygląda, ale nie mogła popatrzeć mu w oczy.