Dom dla Moli. Zaopiekuj się mną - Holly Webb - ebook

Dom dla Moli. Zaopiekuj się mną ebook

Holly Webb

4,6

Opis

Poznaj kolejną książkę z bestsellerowej serii Zaopiekuj się mną!

Ania spędza wakacje z małą siostrzyczką i brakuje jej koleżanek do wspólnych zabaw. Pewnego dnia poznaje na plaży grupkę rówieśników i jest bardzo szczęśliwa, że może z nimi wspólnie spędzać czas. Niespodziewanie na plaży pojawia się też szczeniaczek. Widać, że jest bardzo samotny, zaniedbany i bardzo tęskni za prawdziwym domem i właścicielem. Ania wspaniale opiekuje się pieskiem. Mała Moli wreszcie jest szczęśliwa i czuje się kochana. Ale czy dziewczynka da jej nowy dom i będzie się nią już zawsze opiekować?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 55

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (71 ocen)
53
13
3
1
1

Popularność




Tytuł oryginału: A HOME FOR MOLLY
Przekład: PATRYK DOBROWOLSKI
Redaktor prowadząca: SYLWIA KUREK
Korekta: TERESA ZIELIŃSKA
Redakcja: MONIKA PRUSKA
Projekt okładki: DOMINIKA KROGULSKA-NOWICKA
Opracowanie graficzne okładki, skład i łamanie: BERNARD PTASZYŃSKI
Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2018 Wszystkie prawa zastrzeżone. Text copyright © Holly Webb, 2015 Illustration copyright © Sophy Williams, 2015
Wydanie I
ISBN 978-83-8073-881-2
Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. 00-807 Warszawa, Al. Jerozolimskie 94 tel. 22 379 85 50, fax 22 379 85 51 e-mail:[email protected]
Konwersja:eLitera s.c.

Dla Mii

.

Ania siedziała na ręczniku na plaży i próbowała budować wieżę z kamyków. Było to nie lada wyzwanie, gdyż w jednej dłoni trzymała kanapkę z serem, więc do budowania została jej tylko druga ręka. Prawdę mówiąc, w cale nie była już głodna, ale ponieważ byli na wakacjach, mama pozwoliła jej posmarować kanapki ketchupem, aby mieć pewność, że je zje i się nie zmarnują.

– Aniu, masz ochotę na coś do picia? – zawołała mama z plażowego koca. – I trochę ciasta?

– Za chwilkę – odpowiedziała cicho dziewczynka, stawiając ostrożnie duży czarny kamień na szczycie swojej wieży i bacznie ją obserwując. Kamień zakołysał się przez sekundę lub dwie, po czym cała konstrukcja runęła na piasek. Ania westchnęła, ale zbytnio się nie przejęła.

To już piąta wieża, która się zawaliła. Ta ostatnia była jednak wyższa niż poprzednie. Dziewczynka wstała i wróciła na koc, gdzie mama i tata próbowali przekonać jej młodszą siostrę Julkę, że jest za mała na jedzenie ciasta. Julka miała tylko dziewięć miesięcy, ale uważała, że każde jedzenie jest lepsze od jej posiłków. Ania trochę ją rozumiała. Nazwy niektórych dań z książki z przepisami dla niemowląt brzmiały naprawdę dziwnie. Bo kto chciałby spróbować „pysznej soczewicowej niespodzianki”?

Ania wzięła swój napój i kawałek ciasta, po czym usiadła na skraju koca, tak by Julka jej nie widziała. Nie chciała jej przecież prowokować do płaczu tym, że je ciasto.

Tego dnia plaża była pełna ludzi. Ania obserwowała pozostałe rodziny, z których większość także jadła posiłki na ręcznikach lub kocach. Dziewczynka i jej rodzina przybyli do Sosnówki poprzedniego dnia. Wczoraj odwiedzili plażę tylko na chwilę. Musieli się rozpakować, a poza tym Julka była zmęczona po długiej podróży samochodem. Dziś mieli zatem swój pierwszy prawdziwy dzień wakacji. Poprzedniego dnia Ania nie czuła się samotna. Wtedy ich wypoczynek jeszcze na dobre się nie rozpoczął. Ale teraz było inaczej... Cały czas marzyła o kimś, z kim mogłaby zbudować zamek lub syreny z piasku. Wspominała trzy dziewczynki, które widziała przy schodkach obok promenady. Chętnie by też popływała. Przy brzegu bawiła się teraz liczna rodzina, a dzieci piszczały za każdym razem, gdy zimne fale oblewały ich stopy.

– O, popatrzcie tylko... – wyszeptała na widok pluskającego się w morzu psa. Suczka rzuciła się między fale, po czym otrzepała z wody, opryskując dzieci, które piszczały jeszcze głośniej. – Ale szczęściarze – powiedziała Ania pod nosem. Zwierzę było piękne, nawet teraz, całkiem przemoczone, z oklapłą sierścią. Ania nie miała pewności, czy to suczka, ale musiała przyznać, że pies jest śliczny, złotobrązowy, bardzo kudłaty, z wielkimi puszystymi uszami i czymś, co przypominało kok z jasnej sierści. Morska woda zmieniła urocze loczki pieska w poskręcane kosmyki. Nie był zbyt duży i Ania zastanawiała się, czy nie jest jeszcze szczeniakiem.

Przyglądała się kąpiącej się rodzinie i ich zabawom z psiakiem, jednocześnie próbując postawić na nowo wieżę z kamieni. Nie potrafiła powstrzymać uczucia lekkiej zazdrości. Wśród dzieci był starszy chłopiec, dziewczynka mniej więcej w jej wieku oraz ich młodsza siostra. Wszyscy się śmiali i chlapali nawzajem wodą.

Ania westchnęła i popatrzyła na mamę, tatę i Julkę. Jej siostrzyczka była cudowna i Ania ją uwielbiała, ale wiedziała, że będzie musiała jeszcze trochę poczekać, aż będzie mogła pobawić się z nią w morzu.

Inna rodzina też miała ze sobą puchatego szczeniaka! Ania uwielbiała psy i marzyła o własnym. Tata powiedział, że może kiedy Julka trochę podrośnie, pomyślą o tym. On sam miał psa, kiedy był w wieku Ani, i również kochał wszystkie psy. Problem w tym, że według niego pies w domu nie był najlepszym pomysłem, zwłaszcza przy małej dziewczynce, która wszystko chce chwytać. Nawet najcierpliwszy zwierzak mógłby się zbuntować, gdyby Julka stale ciągnęła go za uszy. Ania musiała przyznać mu rację. Julka często szarpała ją za włosy, a to bolało, ale wiedziała, że siostrzyczka nie robi tego złośliwie.

Dzieci wychodziły właśnie z morza i biegły w stronę swoich kocyków przy schodach na plażę. Ania widziała machających do nich rodziców. Kudłaty złoty piesek biegł za nimi po piasku, obwąchując co jakiś czas teren. Dziewczynka zachichotała, widząc, jak zwierzak pożera kawałek upuszczonej przez kogoś kanapki, a następnie wącha kępę wodorostów. Wyglądało to tak, jakby suczka miała ochotę zjeść także te wodorosty, i Ania zastanawiała się, czy powinna powiedzieć o tym dzieciom. Wodorosty na pewno nie są najlepszym jedzeniem dla psa. Ania skrzywiła się, widząc, że dzieci jak gdyby nigdy nic idą do rodziców. Jak mogły nie zwrócić uwagi na to, że ich pies może zjeść jakieś paskudztwo? Nie mogła przestać myśleć o tym, że gdyby sama miała takiego kochanego psiaka, na pewno lepiej by się nim opiekowała.

Nagle złocisty szczeniak przestał podgryzać wyrzuconą przez morze zdobycz i popędził za dziećmi, skacząc im do nóg i poszczekując. Starsza dziewczynka przechodziła właśnie obok Ani i jej kamiennej wieży, a piesek był taki podekscytowany, że machnięciem ogona zniszczył całą konstrukcję.

– Ojej! Bardzo cię przepraszam! – zawołała dziewczynka, spoglądając z przerażeniem na stos kamieni. – Nie chciałam.

– Nic się nie stało. To był wypadek. Twój pies niechcący trącił wieżę ogonem – odparła nieśmiało Ania. – Jest piękny.

– Też tak uważam – przyznała dziewczynka, patrząc, jak szczeniak popędził za jej siostrą. – Nazywa się Moli. Chciałabyś, abym pomogła ci odbudować wieżę? Widziałam ją, kiedy tędy przechodziliśmy. Była naprawdę wysoka! Założę się, że sama bym nie umiała takiej ułożyć, ale mogę ci na przykład podawać kamienie.

Ania uśmiechnęła się wesoło.

– Nie przejmuj się, budowałam ją tylko dlatego, że się nudziłam. Za każdym razem się przewraca. Postawiłam już chyba z siedemnaście takich.

– Nudzisz się? – zdziwiła się nieznajoma, po czym powiodła wzrokiem po plaży, jakby próbowała zrozumieć, jak ktokolwiek może się nudzić w tak przyjemnym miejscu.

– Tato obiecał, że później się ze mną wykąpie – wyjaśniła Ania. – Ale teraz opiekuje się moją siostrzyczką, żeby mama trochę odpoczęła. Powiedział, że sama nie powinnam wchodzić do wody. Pewnie mogłabym się popluskać, ale... – Wzruszyła ramionami. – Masz szczęście, że możesz się bawić z rodzeństwem.

Dziewczynka usiadła obok Ani i westchnęła ciężko.

– Tak sądzisz? Nie