Wydawca: Burda Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 420 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dobry wybór - K.A. Linde

Zakazany owoc kusi najbardziej.

"Zawsze przestrzegam jednej zasady: nie łączyć spraw zawodowych z osobistymi."

Kiedy po odniesionej kontuzji sportowej, zmagając się z nieudanym małżeństwem, Landon Wright  niespodziewanie wraca do miasta  i zostaje moim nowym, jakże seksownym szefem w swojej rodzinnej firmie, atmosfera w biurze staje się gorąca, a ja mam ochotę wyrzucić swoje zasady za okno.

Niestety, istnieje milion przeszkód, przez które ten związek nie ma przyszłości.

Pozwoliliśmy sobie na jeden niezapomniany pocałunek, ale nie mogę dopuścić, żeby uczucie odebrało mi zdrowy rozsądek. Stawką jest wszystko, na co do tej pory ciężko pracowałam.

Związek z szefem to coś bardzo, bardzo złego… chociaż czuję, że byłby to związek idealny.

Dobry wybór daje świadectwo, że miłość może rozkwitnąć w najmniej spodziewanych okolicznościach, a K.A. Linde potrafi swoją śmiałą opowieścią przekonać każdego cynika, iż prawdziwa miłość istnieje i może prowadzić do szczęśliwego zakończenia.

– USA Today

Dobry wybór to słodko-gorzka historia o pięknej miłości. Najlepsza dotychczasowa powieść K.A. Linde. Prawdziwie mistrzowski poziom!

– Karen McVino, Bookalicious Babes Blo

Opinie o ebooku Dobry wybór - K.A. Linde

Fragment ebooka Dobry wybór - K.A. Linde

Tytuł oryginału: The Wright Boss

Copyright © by K.A. Linde, 2017

Copyright for the Polish edition © by Burda Publishing Polska Sp. z o.o., 2017

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Ewa Górczyńska

Redakcja: Joanna Morawska

Korekta: Marzena Kłos, Dorota Ring/Melanż

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Justyna Tarkowska/milewidziane.pl

Zdjęcie na okładce: jacoblund/Getty Images

ISBN: 978-83-8053-319-6

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej: Aneta Więckowska

Dla Katie Miller,

za różowego szampana, wspaniałe desery

i jeszcze więcej przygód, które dopiero nadejdą

ROZDZIAŁ PIERWSZYLandon

Cholera! Żona rujnowała mi życie.

Właściwie Miranda rujnowała mi życie od dnia, w którym się poznaliśmy. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie z tego sprawy. Dowiedziałem się o wiele później. Teraz zyskałem pewność. Miranda była niczym rak wżerający się w moje ciało. Zrozumiałem, że jeśli nie ucieknę, zniszczy mnie.

Zadźwięczała komórka i zobaczyłem na wyświetlaczu imię żony.

Po raz setny tego dnia.

– Ożeż kurde – warknąłem pod nosem i odrzuciłem połączenie.

Dzwoniła do mnie nieustannie, odkąd wyszedłem bez niej z domu. Właśnie przyleciałem do Lubbock ostatnim tego dnia samolotem i szczerze mówiąc, nie chciałem z nią rozmawiać. Nie po tym, co zrobiła. Nie po tym, co mi robiła od wielu lat.

Postanowiłem sam pojechać na spotkanie z okazji dziesięciolecia ukończenia szkoły, więc trudno było się dziwić, że Miranda dostała wariacji.

Na myśl o szkolnym zjeździe wzdrygnąłem się lekko. Chciałem się na nim pojawić, będąc u szczytu kariery. Od sześciu lat mieszkałem w Tampa i grałem zawodowo w golfa. Kilka razy wygrałem zawody w ramach PGA Tour, ale chciałem się tu zjawić jako zwycięzca turnieju Masters, z seksowną żoną u boku, niczym uosobienie spełnionych marzeń. Chciałem wyrobić sobie własną markę, nie tylko jako członek rodziny Wrightów.

Chociaż byłem dumny z Wright Construction, największej firmy w sektorze budowlanym w kraju, chciałem mieć własne życie. Tymczasem w wieku dwudziestu ośmiu lat wracałem do rodzinnego miasta bez żony i bez szans na spełnienie sportowych marzeń.

Odpędziłem te przygnębiające myśli i wyszedłem z samolotu. Lotnisko w Lubbock było, oględnie mówiąc, niewielkie. Przyleciałem jedynie z podręczną torbą, ominąłem więc punkt odbioru bagażu i przez rozsuwane szklane drzwi wyszedłem na zewnątrz, w znajomy upał i kurz. Po latach spędzonych na Florydzie, gdzie gładko oddycha się balsamicznym powietrzem, miałem wrażenie, że ktoś wsunął mi do gardła papier ścierny.

Podjechało do mnie błyszczące, czerwone alfa romeo, a siedzący za jego kierownicą Austin, mój brat, opuścił szybę. Zatrąbił i pokazał mi środkowy palec. Był ode mnie dwa lata starszy, ale często zachowywał się jak nastolatek.

– Hej! Wskakuj! – zawołał, naciskając guzik otwierający bagażnik.

– Ja też się cieszę, że cię widzę – powitałem go sarkastycznym tonem.

– A gdzie twoja druga połowa? – spytał.

– Nie dała rady przyjechać.

Jasne, Miranda nie dała rady. Takie kłamstwo wymyśliłem dla kobiety, która nie pracowała, wydawała moje pieniądze, jakby rosły na drzewach, i w zasadzie nie odstępowała mnie na krok.

– Trudno – odrzekł Austin, wzruszając ramionami.

Wiedziałem, że jest jedynym z czwórki mojego rodzeństwa, który uwierzy w takie wyjaśnienie.

Wsunąłem walizkę do bagażnika i zatrzasnąłem klapę.

– Cholernie mały samochód – stwierdziłem, usadowiwszy się na siedzeniu pasażera. – Moja walizka ledwo się zmieściła w bagażniku.

Austin skierował się do wyjazdu z lotniska.

– Narzekaj dalej, a będziesz nocował u Jensena – ostrzegł.

Usiadłem wygodniej i spojrzałem za okno.

– Wolałbym nie słyszeć, jak za ścianą mój brat bzyka się z moją byłą dziewczyną.

– Na pewno przydzieliłby ci pokój po drugiej stronie domu. A wtedy mógłbyś sobie tylko wyobrażać, jak się z Emery zabawiają.

– Dzięki. Bardzo pomocna uwaga.

– Zawsze do usług – odrzekł z szerokim uśmiechem.

Mój najstarszy brat, Jensen, już osiem miesięcy temu zaczął się umawiać z moją byłą dziewczyną, Emery, jednak nadal czułem się z tym dziwnie. Nie dlatego, żebym nadal do niej coś czuł. Po prostu nie potrafiłem wymazać z pamięci tych dwóch lat szkoły średniej, kiedy ze sobą chodziliśmy. Na dodatek ta sprawa pogłębiała mój gniew na Mirandę. Dlaczego Jensen był taki szczęśliwy, a ja tkwiłem w przygnębiającym, pozbawionym miłości małżeństwie?

Boże, wszystko to miało związek z Mirandą. Telefon znów się odezwał, jakby żona wiedziała, że o niej myślę.

Skarbie, odbierz. Musimy o tym porozmawiać. Nie mogę uwierzyć, że wyjechałeś beze mnie. Co mam teraz zrobić?

Cholerne zawracanie głowy. Wyłączyłem telefon.

– Możemy się zalać przed tą dzisiejszą imprezą? – spytałem zdesperowany. Alkohol pomógłby mi zagłuszyć ból na cały wieczór.

– W tym jak najbardziej mogę ci pomóc – zapewnił Austin z szerokim uśmiechem.

Pewnie nie powinienem się dokładać do alkoholizmu brata, ale miałem to gdzieś, bo musiałem się napić. Austin popijał ostro, odkąd na skutek przedawkowania dziesięć lat temu zmarł nasz ojciec. Mnie gra w golfa pomagała okiełznać własne wady i charakterystyczną dla Wrightów skłonność do nałogów. Bez tego sportu zapewne skończyłbym jak mój stary.

Dwadzieścia minut później dotarliśmy do domu Austina na osiedlu Tech Terrace. Po zakupie przeprowadził w nim remont generalny, więc chociaż został zbudowany w latach sześćdziesiątych, wyglądał bardzo nowocześnie. Miał tę zaletę, że znajdował się w pobliżu najlepszych barów, co moim zdaniem zadecydowało, że brat postanowił go kupić. Dzięki temu mogłem dotrzeć pieszo na rocznicowe spotkanie, które miało się odbyć przy tej samej ulicy.

Austin zaparkował samochód w garażu i weszliśmy do domu. Zaniosłem walizkę do pokoju gościnnego na piętrze, a potem wróciłem na dół, gdzie Austin już urzędował przy barku z napojami wyskokowymi. Barek był doskonale zaopatrzony, niczym najbliższy sklep z alkoholami. Znalazłem tam nawet whiskey z najwyższej półki, której nie można było kupić w sklepie, a jedynie zamówić wprost u dystrybutora. Brat traktował picie bardzo poważnie. Najprawdopodobniej była to jedyna w jego życiu rzecz, do której podchodził serio.

Nalał mi szklankę whiskey, a ja usiadłem na kanapie. Austin usadowił się w fotelu i na dużym ekranie włączył kanał SportsCentre. Właśnie podawali wyniki turnieju golfowego British Open, w którym powinienem brać udział.

Przechyliłem szklankę i jednym haustem pochłonąłem drinka.

– Nalej mi jeszcze – zażądałem.

Brat spojrzał na mnie dziwnie, jakby domyślił się, że coś jest nie tak, ale o nic nie spytał. Po prostu zmienił kanał.

– Obsłuż się sam – zachęcił.

To było w nim najlepsze. Nie wścibiał nosa w nie swoje sprawy.

Siedzieliśmy tak przez dwie godziny, oglądając jakiś mecz bejsbolowy, którego wynik wcale nas nie obchodził, i piliśmy na wyścigi.

– Chyba powinieneś wymyślić jakąś historyjkę dla Jensena, braciszku – powiedział Austin.

– Na jaki temat? – Udawałem głupiego.

– Na temat tego, co cię w tej chwili gryzie. Wiesz, że cię o to zapyta, a ty za cholerę nie potrafisz kłamać.

– Nic mnie nie gryzie.

– No właśnie – podchwycił, ostatni raz dolewając mi whiskey. – Za cholerę nie potrafisz kłamać.

Roześmiałem się i uniosłem szklankę w jego stronę.

– Może po prostu powiem mu prawdę.

– Nie powiesz. To byłoby wbrew zasadom Wrightów.

Niewątpliwie miał rację. Każde z nas pięciorga, w wieku od trzydziestu trzech do dwudziestu jeden lat, ukrywało przed innymi prawdę, jakby to było nasze życiowe powołanie. Nauczyliśmy się tego od dawno zmarłych rodziców. Matka zataiła przed nami, że choruje na raka, a ojciec, nawet na łożu śmierci, wypierał się problemów z alkoholem. Może rzeczywiście Wrightowie nie potrafili inaczej.

Tak czy inaczej, nie zamierzałem się o to spierać z Austinem. Jakoś sobie poradzę z Jensenem, kiedy zajdzie taka konieczność.

W głowie szumiało mi już wystarczająco, więc przebrałem się w płócienne spodnie i jasnoniebieską koszulę. Potem pomachałem na pożegnanie Austinowi i poszedłem do odległego o kilka przecznic Flipsa. Podczas mojej ostatniej wizyty w tym barze dowiedziałem się, że Jensen i Emery zaczęli się spotykać. To była cholernie zakręcona noc i miałem nadzieję, że się więcej nie powtórzy, przynajmniej w najbliższym czasie. Chciałem się zalać, pogadać ze starymi znajomymi i zapomnieć o kłopotach.

Wpisałem się na listę przy wejściu i ruszyłem prosto do baru po lewej stronie sali. Zanim do niego dotarłem, drogę zastąpił mi Jensen.

Świetnie. Że też musiałem spotkać osobę, z którą nie miałem ochoty rozmawiać o swoich osobistych problemach.

– Hej – powitał mnie brat.

– Cześć, braciszku.

– Gdzie jest Miranda?

– Nie wiem. A gdzie Emery?

Jensen wskazał za siebie i zobaczyłem opartą o bar ubraną na czarno Emery, która gestykulując, rozmawiała z barmanem.

– Jak to? Nie wiesz, gdzie jest twoja żona? Wolałbym, żeby nie natknęła się na Emery. Nadal zachowuje się jak… – Jensen spojrzał na mnie i domyśliłem się, że zamierzał użyć słowa „psychopatka”, ale wolał się tak przy mnie nie wyrażać. – Cóż, nie za bardzo lubi Emery.

– Nie musisz się o to martwić, ponieważ przyjechałem sam – odrzekłem. Chciałem go wyminąć i zamówić drinka przy barze.

Jensen chwycił mnie za ramię.

– Jak, u diabła, ci się to udało?

– Daj spokój, Jensen.

Westchnął i rozluźnił uchwyt.

– Co się stało? – zapytał.

– Pokłóciliśmy się i wyjechałem bez niej. To cała historia.

– To musiała być poważna awantura, skoro wypuściła cię samego – dociekał brat.

Jak cała reszta mojej rodziny, serdecznie nienawidził Mirandy. Wydawało mu się, że potrafi ukryć niechęć – w przeciwieństwie do mojej siostry Morgan – ale mnie nie był w stanie oszukać. Tylko najmłodsza siostra, Sutton, potrafiła dobrze udawać, że lubi szwagierkę. W obecnej sytuacji nie miałem im tego za złe.

– Odchodzę od niej. Czy to chciałeś ode mnie usłyszeć? – rzuciłem ze złością.

Patrzył na mnie oszołomiony. Może dotychczas nie wierzył, że kiedyś rzeczywiście się na to zdecyduję. Miranda przekraczała kolejne granice, ale ja jakoś to znosiłem. Istniały ku temu powody. Ze względu na nie postępowałem w sposób właściwy dla Wrightów, tak żeby nikt niczego się nie domyślił. Tym razem jednak miarka się przebrała i miałem już dość.

– Landon, przecież wiesz, że po prostu chcę, żebyś był szczęśliwy.

– Dobra, dobra. W tej chwili potrzebuję drinka, nie kazania. Daj już spokój.

Podszedłem chwiejnie do baru po upragnionego drinka, starając się obejść Emery szerokim łukiem. Teraz łączyły nas poprawne stosunki, ale ponieważ było to szkolne spotkanie, nie chciałem odświeżać bolesnych wspomnień. Może pogadam z dawnymi kumplami z drużyny futbolowej.

Albo z tą blondynką przy stole bilardowym.

Łatwo odnalazłem wzrokiem Heidi Martin, przyjaciółkę Emery, ponieważ górowała wzrostem nad otoczeniem. Wyglądało na to, że znów robi w balona swojego przeciwnika. Już nieraz widziałem, jak bez trudu ogrywa niczego niepodejrzewającą ofiarę.

Znaliśmy się od wielu lat. Była cheerleaderką, a ja głównym rozgrywającym w szkolnej drużynie. Kiedy chodziłem z Emery, często spędzaliśmy razem czas. Gdy przyjechałem do Lubbock na ślub Sutton, spojrzałem na nią zupełnie innymi oczami i odkryłem ją na nowo. Biła od niej siła i pewność siebie, a pogodnym usposobieniem bez wysiłku wywoływała uśmiech na twarzach innych ludzi. Heidi Martin rozkwitła i stała się niezależną kobietą.

Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać po ślubie Sutton. Nic poważnego. A przynajmniej tak sobie powtarzałem w duchu. Jednak nasze rozmowy stawały się coraz bardziej osobiste… aż nadszedł Nowy Rok. Prawie się pocałowaliśmy i niemal wylądowaliśmy w łóżku, tak jak tego pragnąłem. Ale to byłoby nieuczciwe względem Mirandy. Po tym wszystkim zerwałem wszelkie kontakty z Heidi.

Nadszedł czas, żeby naprawić ten błąd.

Wyminąłem bar i skierowałem się prosto do stołów bilardowych. Heidi podkręciła bilę i celnie skierowała ją do łuzy. Podniosła oczy znad stołu i skierowała spojrzenie prosto na mnie. Uśmiechnęła się z wolna i ostrożnie. Nie zapomniała, jak gwałtownie zerwałem nasze kontakty.

– Heidi – odezwałem się, chłonąc ją wzrokiem.

– Cześć, Landon. – Jej spojrzenie powędrowało ponad moje ramię, jakby chciała sprawdzić, czy jestem sam. – A gdzie twoja żona?

– Nie ma jej tutaj.

– Aha. – Nie wydawała się tym zmartwiona. – Przykro mi, że nie mogła przyjechać.

– Naprawdę? – spytałem z niedowierzaniem.

Roześmiała się i potrząsnęła głową.

– Jesteś pijany?

– Można powiedzieć, że jestem w stanie lekkiego upojenia alkoholowego.

– W stanie lekkiego upojenia alkoholowego – powtórzyła, przewracając oczami. – Skoro używasz takich wyrażeń, to nie zalałeś się w trupa.

– Nigdy nie wiadomo. Jestem inteligentny.

– Niewątpliwie. – Odsunęła z czoła kosmyk jasnych włosów i uśmiechnęła się cieplej niż poprzednio. Drugiemu graczowi nie udało się trafić do łuzy, więc Heidi bez problemu wygrała partię.

– Zagramy jeszcze raz? – zaproponowała mu.

Facet zdecydowanie potrząsnął głową.

– Nie ma mowy. Znajdź sobie inną ofiarę, Martin.

Wzruszyła ramionami i spojrzała na mnie, opierając się na kiju bilardowym.

– No to co u ciebie nowego?

– Całkiem sporo – odrzekłem. – Możemy gdzieś spokojnie porozmawiać?

– Gdzieś, nie tutaj?

– W jakimś spokojniejszym miejscu. – Zniżyłem głos. – Po prostu… nie jestem zadowolony z tego, jak skończyło się nasze ostatnie spotkanie.

– Och, Landon! – Roześmiała się swoim charakterystycznym, beztroskim śmiechem, jakby w ogóle ją to nie obchodziło. Wiedziałem jednak, że jest inaczej. – Nie zawracaj sobie tym głowy.

 – Heidi – powiedziałem cicho, podchodząc bliżej. Spięła się lekko, a jej oddech stał się płytszy. – Proszę.

– Dobrze – zgodziła się, odstępując o krok. Oczy miała rozszerzone i pełne erotycznego pragnienia, ale szybko ukryła swoje uczucia. Przywołała na twarz szeroki uśmiech. – Z przyjemnością nadrobię zaległości.

Odstawiła kij bilardowy na stojak i ruchem głowy wskazała na odległy kąt sali. Podążyłem za nią do odosobnionego stolika za niskim przepierzeniem. W sali zgromadziła się już grupka osób z naszej klasy wraz z osobami towarzyszącymi. Natychmiast przyszło mi do głowy, że rozmowa przy stoliku za przepierzeniem na tyłach baru będzie dla wszystkich sygnałem, że między nami dzieje się coś podejrzanego. Nie chciałem, żeby ktoś nas usłyszał, a tym bardziej zobaczył.

Nie miało dla mnie znaczenia, że upłynęło tyle czasu, a ja byłem całkiem innym człowiekiem. Zawodowym golfistą. Wiodącym własne życie. Od dawna niemieszkającym w tym mieście. Przed szkolnymi plotkami nie sposób było uciec.

– Wyjdźmy na zewnątrz – zaproponowałem.

– To chyba nie jest dobry pomysł.

– Mam gdzieś dobre pomysły. – Wziąłem ją za rękę i delikatnie pociągnąłem do wyjścia awaryjnego. Odkąd pamiętam, nie było podłączone do alarmu, więc wymknęliśmy się przez nie prosto w upalną, letnią noc.

– No to wyszliśmy na zewnątrz. O co chodzi? – zapytała Heidi. Oparła się o ceglany mur. – Kiedy ostatnio się widzieliśmy, powiedziałeś, że nie powinniśmy ze sobą więcej rozmawiać. Stwierdziłeś, że to, co się między nami dzieje, jest nie w porządku względem twojej żony.

– I była to prawda – zgodziłem się.

Ale moje ciało i zamroczony umysł w ogóle nie przejmowały się tym, co powiedziałem kilka miesięcy wcześniej. Wydawało się, że od stycznia upłynęły całe wieki. Powód, dla którego tak wtedy zareagowałem, przestał się liczyć.

– Teraz to również nie jest wobec niej w porządku.

Podszedłem do niej bliżej i poczułem, że jej oddech stał się urywany. Oparłem dłonie na murze po obu stronach jej głowy, blokując Heidi ruch. Przełknęła z wysiłkiem ślinę, ale odważnie spojrzała mi w oczy. Spodziewałem się, że mnie odepchnie, że postara się mnie powstrzymać.

– Czy nadal czujesz to, co wtedy? – zapytałem.

– Landon – wyszeptała cichym, zdyszanym głosem. – Przestań.

– Nadal to czujesz? – nie ustępowałem.

– Nie mieliśmy ze sobą kontaktu od miesięcy. Wtedy Emery zaczęła podejrzewać, że coś się dzieje, a to jest moja najbliższa przyjaciółka. Trzeba się liczyć z niepisanymi babskimi zasadami postępowania. Nie mogę tego zrobić. Nie mogę ci odpowiedzieć.

– Emery umawia się z moim bratem, więc moim zdaniem ta zasada już nie obowiązuje. Po prostu powiedz mi, czy nadal ci na mnie zależy.

Znieruchomiała i milcząc, wpatrywała się we mnie jasnoniebieskimi oczami. Chciała wyczytać z mojej twarzy, czy nie jest to z mojej strony jakaś sztuczka lub żart. Nic takiego tam nie zobaczyła.

– Tak, zależy – wyszeptała.

Bez chwili zastanowienia zanurzyłem dłonie w jej włosach i przycisnąłem usta do jej ust. Poczułem ich kuszący smak i zacząłem ją całować łapczywie i zachłannie.

Do diabła ze wszystkimi życiowymi problemami!

W tej chwili poczułem, że Heidi Martin jest moja.

ROZDZIAŁ DRUGIHeidi

Landon Wright mnie całował.

Zdumiewające. Najlepsze, co mi się dotychczas przydarzyło w życiu. Spełniał fantazję, która przez osiem miesięcy wciąż czaiła się w moich myślach. Ile razy wyobrażałam sobie, że robi właśnie to, co teraz?

Ostatniej zimy, kiedy odwoził mnie do domu z tego właśnie baru, pragnęłam tylko pochylić się ku niemu i całować go do utraty zmysłów. Chciałam, żeby wszedł ze mną do mieszkania i mnie przeleciał. Bardzo tego chciałam. A w Nowy Rok oboje nas poniosło i nieomal ulegliśmy pokusie.

Tak, chociaż podczas obu tych okazji byłam pijana, to jednak nie zapominałam, że jest żonaty. Wiedziałam, że nie powinnam nawet w myślach pragnąć zbliżenia. Dlatego się wycofywałam.

Teraz wreszcie mnie całował, realizując moje ukryte pragnienia, a ja musiałam go powstrzymać.

Cholera!

Odepchnęłam go od siebie tak mocno, jak tylko mogłam. Potem odsunęłam się na bok i otarłam usta.

Cholera jasna!

– Hej! – wrzasnęłam, cofając się o krok. Musiałam znaleźć się jak najdalej od niego, żeby znów nie ulec pokusie. – Hej! Przypominam, że jesteś żonaty!

Landon stanął w miejscu, które przed chwilą zajmowałam, i ciężko westchnął.

– No tak.

– Całkiem ci odbiło?

Oparł się o mur i spojrzał prosto na mnie. Oczy miał błyszczące i pełne pożądania. Doskonale rozumiałam to spojrzenie. Było lustrzanym odbiciem mojego. Jednak w jego spojrzeniu dostrzegłam również wyrzuty sumienia. Jakby za wszelką cenę nie chciał mnie zranić. Znowu.

– Rzeczywiście. W tej chwili trochę mi odbija.

– Czy ty w ogóle pomyślałeś, co robisz?

Chciałam usłyszeć jakieś wyjaśnienie. Co takiego, u diabła, się zmieniło, że po długich miesiącach całkowitego braku kontaktu nagle zaczął się do mnie dobierać? Skoro nie zrobiliśmy tego w Nowy Rok, kiedy oboje byliśmy zalani w pestkę i napaleni, to tym bardziej nie mieściło mi się w głowie, że moglibyśmy zrobić to teraz.

– Po prostu bardzo chciałem cię pocałować, i to od dawna.

Uniosłam rękę, starając się wyrównać oddech.

– Nie możesz mi mówić takich rzeczy.

Boże, jaki on jest pijany! Oczywiście wiedziałam to, zanim wyszłam z nim z baru, ale nie oczekiwałam, że nasza rozmowa przybierze taki obrót. I teraz już nigdy nie pozbędę się wspomnienia jego warg, dotyku języka i smaku whiskey zmieszanej z czymś jeszcze, co kojarzyło się tylko z Landonem.

Nie chciałam tego rozpamiętywać, ponieważ bałam się, że wtedy nie będę w stanie myśleć o niczym innym. Nigdy.

– Mogę – odrzekł, patrząc mi w twarz. – Ale zachowujesz się tak, jakbym nie powinien.

Niemal całkowicie zagubiłam się w jego ciemnobrązowych oczach. Zapomniałam już, jaki jest przystojny. Wysoki, ciemnowłosy, świetnie zbudowany – te określenia były zbyt banalne, żeby opisać Landona. Twarz miał opaloną dzięki nieskończonej liczbie dni spędzonych na polu golfowym, a wyraz jego twarzy świadczył o tym, że nieraz w życiu coś utracił, nieraz stał na skraju załamania, ale zawsze potrafił się podnieść. Zniewalająca powierzchowność, tak charakterystyczna dla braci Wright, kryła skomplikowaną osobowość. To jednak nie usprawiedliwiało jego czynów.

Nie chciałam zostać błędem, który Landon popełnił, kiedy żony nie było w pobliżu.

– Nie powinieneś – odparłam. – Więcej tego nie zrobię. Nie zostanę taką dziewczyną. To jest brak szacunku do mnie i brak szacunku do Mirandy. To jest po prostu złe – paplałam jak nakręcona, ponieważ wiedziałam, że jeśli zamilknę, to przegram. Palce mnie swędziały, żeby go chwycić, przyciągnąć do siebie i znów zacząć całować. Marzyłam o tym od miesięcy. Chociaż istniał milion powodów, dla których takie postępowanie byłoby skończonym idiotyzmem, to i tak tego pragnęłam.

Przez to nie mogłam zacząć się umawiać z nikim innym. Nie wiem dlaczego, ale wszystkich innych facetów przyrównywałam do Landona, jakby był wzorcem mężczyzny. Trudno powiedzieć, żebym miała zbyt wiele okazji do romansów, oprócz spotkań umawianych przez aplikację randkową Tinder. Na dodatek stanowczo odmawiałam kolegom z pracy. Do tej zasady – numer jeden na mojej liście – zawsze się stosowałam. Bez względu na to, jak atrakcyjny był taki kolega.

– Tak, to zły pomysł – zgodził się, wolno cedząc słowa. – Wcale nie chcę z ciebie zrobić takiej dziewczyny, Heidi.

– To dobrze, bo i tak by ci się nie udało.

– Po prostu się zagubiłem i chcę, żebyś to ty mnie odnalazła.

Zdawałam sobie sprawę z tego, że jest pijany, ale nawet jak na pijanego, jego teksty brzmiały obciachowo. Ale chociaż się za to nienawidziłam i chociaż wiedziałam, że nie wolno mu tak do mnie mówić, jego słowa na mnie podziałały.

– Przestań! Żadnych czułych słówek!

– Ale ja wcale nie…

– Po prostu przestań.

Potem, przywołując całą swoją siłę woli, pomaszerowałam do drzwi baru. Dam radę. Byłam silną, zdecydowaną, niezależną kobietą, która pracowała w firmie zdominowanej przez mężczyzn i przebiła niejeden szklany sufit. Potrafiłam odejść od chłopaka. Nawet jeśli nosił nazwisko Wright.

Nagle mnie dotknął. Ujął delikatnie za łokieć, nie po to, żeby zwrócić na siebie uwagę, ale żeby odciągnąć mnie od drzwi.

– Heidi.

– Co? – spytałam niecierpliwie. Jak mogłam odejść, skoro tak trudno było się mu oprzeć?

– Przepraszam.

– Daj spokój – odrzekłam. – Proszę.

– Odchodzę od niej.

Serce przestało mi bić. Nie mogłam złapać tchu. Mózg odmówił posłuszeństwa. To, co powiedział, wydało mi się zupełnie niemożliwe. Naprawdę nie mogłam uwierzyć, że takie słowa wypłynęły z jego ust. Było nie do pomyślenia, że miałby zostawić Mirandę.

– Co takiego? – wyszeptałam.

– Przyjechałem tu sam, ponieważ chcę od niej odejść.

Otworzyłam usta ze zdumienia. A więc jednak wypowiedział te słowa. Nawet je powtórzył. Rzeczywiście chciał zostawić Mirandę.

To nie jest próbny alarm! To się dzieje naprawdę.

Mój mózg bezskutecznie starał się odzyskać połączenie z ciałem, więc tylko stałam tam bez ruchu, jak skończona idiotka. Tu musi się kryć jakiś haczyk. To na pewno jest jakiś kawał, który Landon postanowił mi zrobić. Myśl o tym, że mógłby rozstać się z żoną, była zbyt piękna, żeby okazać się prawdą.

– Coś takiego! – wydusiłam. Oszołomiona zamrugałam, starając się jak najszybciej dojść do siebie. – Chciałam powiedzieć, że to okropne. Musi być ci bardzo ciężko.

Roześmiał się ponuro.

– Jesteś urocza, Heidi.

Uniosłam pytająco brew.

– Ja ci mówię, że jest mi przykro ze względu na twoją żonę, a ty mi odpowiadasz, że jestem urocza?

– Tak samo kiepsko ukrywasz żywiołową niechęć do Mirandy jak moja rodzina.

– Hej! – Uniosłam ręce. – Wcale nie czuję do niej niechęci. Prawie wcale jej nie znam.

– Cóż, gdybyś ją poznała, też byś ją znienawidziła, jak oni.

– Być może – zgodziłam się. – Ale to nie sprawia, że twoja sytuacja staje się łatwiejsza. Przecież kiedyś musiałeś ją kochać.

– To tylko… No tak – odrzekł. – Sam nie wiem. Wszystko wydarzyło się dzisiaj.

– Nic dziwnego, że się zalałeś i zachowujesz się jak głupek. Może najpierw powinieneś mi powiedzieć, że rozstajesz się z żoną, a dopiero potem zacząć się do mnie przystawiać.

Uśmiechnął się diabelsko.

– Czyli możemy znów zacząć się całować?

– Nie. – Odtrąciłam jego ramię. Boże, nie mogłam się powstrzymać, żeby nie myśleć o tym, na co teraz miałam największą ochotę. Jak w takim razie mogłam zniechęcić do tego Landona? – Przede wszystkim w ogóle nie powinno dojść do tego pocałunku.

Fakt, dzisiaj zostawił Mirandę, ale kto wie, co się stanie jutro? Na pewno nawet nie złożył dokumentów rozwodowych. Miałam w głowie tyle pytań bez odpowiedzi, że chociaż bardzo chciałam go pocałować, ulec wzajemnemu przyciąganiu, nie mogłam tego zrobić. Wiedziałam, że to byłoby złe.

Tak uważałam nie tylko ze względu na Mirandę, ale również z powodu tych wszystkich kobiet, z którymi kiedyś widywałam ojca.

Moja mama zginęła, gdy byłam w wieku gimnazjalnym. Została brutalnie zamordowana, kiedy próbowano jej ukraść samochód. Do końca szkolnych lat nie mogłam się otrząsnąć i żyłam niczym zombie. Gdyby nie Emery, nie dałabym sobie z tym rady.

Natomiast ojciec poradził sobie ze wstrząsem, znajdując kolejne kobiety. Zmieniał partnerki jak rękawiczki, wybierając je sobie spośród klientek, które przychodziły do baru U Hanka, którego był właścicielem. Wiedziałam, kiedy zadaje się z mężatkami – kobiety odwracały pierścionki zaręczynowe brylantem do dołu lub je zdejmowały, zostawiając na palcu blady pasek; czasami znajdowałam też w nocy ślubną obrączkę na skraju umywalki. W bardzo młodym wieku postanowiłam, że zrobię wszystko, żeby nie być takim człowiekiem jak ojciec. A teraz nie zamierzałam pozwolić, żeby Landon Wright mi to spieprzył.

– Tak, chyba źle zrobiłem, że cię pocałowałem – przyznał. Podrapał się po karku i zmarszczył czoło. – Ale myślałem o tym od Nowego Roku.

– Landon, nie może być tak, że wracasz tu i mówisz do mnie w ten sposób. Ale jeśli chcesz porozmawiać o Mirandzie, jestem do dyspozycji. – Uniosłam dłonie w ugodowym geście. Nie chciałam mu odmawiać przyjacielskiego ramienia, na którym mógłby się wypłakać. Jednak niczego więcej nie zamierzałam mu dać. – Możemy o tym porozmawiać po imprezie, ale teraz raczej o tym nie myśl.

– O Mirandzie czy o tobie?

– O nas obu.

– Nic z tego. – Podszedł do mnie i położył mi dłoń na policzku. – Nie ma takiej możliwości, żebym o tobie zapomniał, Heidi.

– Dotychczas całkiem nieźle ci się to udawało. Rób tak dalej, a nie narobisz sobie kłopotów. – Powiedziałam to z większym naciskiem, niż zamierzałam. A potem odwróciłam się i weszłam z powrotem do Flipsa.

ROZDZIAŁ TRZECIHeidi

Czułam się okropnie, zostawiając go samego na tyłach baru. Wiedziałam, że przeżywa trudne chwile i potrzebuje kogoś, z kim mógłby porozmawiać. Z radością stałabym się dla niego taką osobą, chociaż słuchanie opowieści o Mirandzie było ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę. Nie potrafiłabym tego zrobić w miejscu, w którym przed chwilą się całowaliśmy. W wielu sprawach mogłam sobie zaufać, ale nie w przypadku Landona Wrighta.

Zerknęłam przez ramię, sprawdzając, czy Landon nie podążył w ślad za mną. Nie chciałam, żeby ktoś zobaczył, że wracamy razem do baru. Kiedy wychodziliśmy, w sali była tylko garstka ludzi, ale teraz bar się już zapełnił. Rozpoznałam prawie wszystkich i natychmiast ktoś mnie zatrzymał, żeby się przywitać.

W szkole byłam cheerleaderką, wiceprzewodniczącą klasy i wiceprzewodniczącą samorządu uczniowskiego. Bardzo aktywnie się angażowałam. Przygotowanie dzisiejszej imprezy wraz z Meredith, dawną przewodniczącą klasy, i Dave’em, skarbnikiem, było superzabawą, ale okazało się również dość stresujące. Jako jedyna z tej trójki nadal mieszkałam w Lubbock, a to oznaczało, że musiałam wykonać większość pracy sama. Pozwoliło mi to jednak zadecydować, żeby spotkanie odbyło się w barze Flips.

– Tequila? – zapytał Peter, barman, kiedy spostrzegł, że podeszłam do kontuaru.

Skinęłam głową i podniosłam dwa palce. Tak, przyda mi się podwójny drink, kolego.

Peter wiedział, jaki alkohol pijam w zależności od nastroju. Uzmysłowiło mi to, jak często tu przychodzę, i szczerze mówiąc, trochę się wystraszyłam.

– Masz ochotę na toast ze swoją najlepszą przyjaciółką i współlokatorką? – zapytała Emery, stając obok mnie.

– Jeśli nie zliżę soli z twojego brzucha, toast nie będzie wystarczająco uroczysty – poinformowałam ją.

– No to zaczynamy! – odrzekła Emery. Usiadła na stołku, odchyliła się i podniosła czarny top, odsłaniając płaski brzuch. – Peter, potrzebuję soli!

– Boże, znów powtórzycie ten swój numer? – zapytał. Przechylił głowę w bok i jak zwykle taksował nas wzrokiem.

– Daj soli! – nalegała Emery.

– Bez naszych pijackich wygłupów to nie byłby prawdziwy szkolny zjazd – oznajmiłam.

– Powiedzmy sobie szczerze – dodała Emery – na każdym szkolnym spotkaniu musimy się wstawić i uciekać przed glinami, bo Landon ma przy sobie trawkę i boi się, że go przymkną. Inaczej nie ma zabawy!

Emery wskoczyła na bar i ułożyła się na nim płasko. Postawiła kieliszek na brzuchu i nasypała trochę soli obok pępka.

– Kochanie! – Jensen pojawił się obok niej. – Co ty, u diabła, wyprawiasz?

– Nie widzisz? To body shot. Nie mów, że nigdy tego nie robiłeś.

Jensen skrzywił się lekko.

– A kto będzie pił tego body shota z twojego brzucha?

– Jak to kto! Oczywiście Heidi – wyjaśniła Emery z szerokim uśmiechem.

– Właśnie. Nie przeszkadzaj, Wright. – Odsunęłam go na bok, a on spojrzał na mnie niepocieszony. Wiedziałam, że bardzo chciałby sam wypić alkohol z brzucha swojej dziewczyny, ale nie zamierzałam ustąpić. – To moja przyjaciółka. I nie potwierdzam ani nie zaprzeczam, że jeszcze w szkole raz czy dwa to zrobiłyśmy.

– W szkole robiłyście wiele rzeczy, których nie należałoby powtarzać – odparował.

– Psujesz zabawę! – krzyknęła w jego stronę Emery.

– Nie słuchaj go, Em. Jest zazdrosny, bo to ja wypiję tego shota. Wszyscy wiemy, że wyprawiał jeszcze gorsze rzeczy.

Jensen wzruszył ramionami i nie zaprzeczył.

Emery puściła oko do swojego chłopaka, a potem włożyła do ust kawałek limonki. Przywołała mnie skinieniem ręki. Roześmiałam się, wdzięczna losowi, że mam taką wspaniałą kumpelkę. Chociaż nie wiedziała, że coś mnie dręczy, swoimi wygłupami sprawiła, że mogłam o tym zapomnieć.

Pochyliłam się, zlizałam sól z jej brzucha i przechyliłam kieliszek. Kiedy przełknęłam alkohol, wzięłam kawałek limonki prosto z jej ust i wyssałam kwaśny sok. Emery patrzyła na to, radośnie pokrzykując. Uśmiechając się szeroko, uniosłam ramiona, jakbym właśnie zdobyła złoty medal.

– Co mnie ominęło? – zapytał Landon, kiedy odwróciłam się w stronę zgromadzonych wokół znajomych.

– Wypiłam body shota – wyjaśniłam.

– Aha. Wracają dawne czasy.

– Nie masz przypadkiem przy sobie trawki? Emery przypomniała nam, że kiedyś lubiłeś sobie zajarać.

Landon spojrzał na mnie, unosząc brwi, a potem przeniósł wzrok na Emery.

– Nigdy nie paliłem nałogowo.

Emery zeskoczyła z baru.

– Nie, za bardzo się bałeś, że cię nakryje policja, żeby popaść w nałóg.

– Prawdę mówiąc, wydaje mi się, że bardziej się bał naszego taty – wtrącił Jensen.

– Cóż, nasz stary potrafił być groźny – przyznał Landon, wzruszając ramionami.

– Landon! – zawołał ktoś za jego plecami. – Nie byłem pewien, czy przyjedziesz, brachu!

Przeniosłam wzrok z twarzy Landona na stojącego za nim faceta. Brandon McCain. Moja szczęśliwa dwunastka ze szkolnych czasów. Przez cztery lata miałam na jego punkcie tak silną obsesję, że nawet numer na jego sportowej bluzie uznałam za przynoszący mi szczęście. Emery lubiła się ze mnie nabijać z tego powodu. Marzyłam o Brandonie nieustannie, ale nic z tego nie wyszło. Przez cztery szkolne lata był na poważnie związany z inną dziewczyną i nigdy nawet nie spojrzał w moją stronę. Teraz jednak, o ile się orientowałam, nie miał partnerki i mieszkał w Los Angeles, starając się zrobić karierę jako aktor lub model.

 – Brandon – powitał go Landon. Energicznie uścisnęli sobie dłonie. – Miło cię widzieć, stary. Też nie wiedziałem, czy tu będziesz.

– Za cholerę nie opuściłbym takiej imprezy. W szkole było zajebiście! – zachwycał się Brandon. – Zresztą komu ja to mówię? Już wtedy byłeś gwiazdą. A teraz! Grasz w turniejach PGA Tour!

Landon drgnął nerwowo, co nie uszło mojej uwagi. Patrzyłam na niego spod zmrużonych powiek.

Dlaczego skrzywił się na wzmiankę o turnieju PGA Tour? Marzył o udziale w nim od niepamiętnych czasów. Golf był całym jego życiem. Wydało mi się dziwne, że wzmianka o tym wprawiała go w zakłopotanie. Nigdy nie zauważyłam, żeby rozmowa o golfie wytrącała go z równowagi.

– Dzięki, stary – odrzekł Landon.

Brandon przeniósł wzrok na mnie i uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– Heidi Martin! No nie mogę! – zawołał, przyciągając mnie do siebie i zamykając w uścisku. – Wyglądasz jeszcze seksowniej niż dziesięć lat temu, a już wtedy byłaś superlaską.

Kiedy Brandon to powiedział, spojrzałam na minę Landona. W ciągu sekundy zmieniła się z zakłopotanej na wkurzoną. O ile się nie myliłam, musiał sobie przypomnieć, że w szkole podkochiwałam się w Brandonie.

– Dzięki, Brandon. – Wyswobodziłam się z jego objęć. – Ty też świetnie wyglądasz.

– Musimy później pogadać, żeby nadrobić zaległości – oznajmił, mierząc we mnie palcem i puszczając oczko. – Koniecznie. Ale najpierw ukradnę ci Landona. – Objął kumpla ramieniem. – Skrzykniemy resztę drużyny futbolowej.

Landon posłał mi pełne ubolewania spojrzenie, ale podążył za kolegą i po chwili zniknął w tłumie gości. Zauważyłam, że liczna grupa byłych futbolistów już się zebrała w głębi baru. Landon był wśród nich gwiazdą, więc po prostu musiał do nich dołączyć.

Bardzo chciałam, żeby spotkanie z Brandonem nieco poprawiło mój nastrój po rozmowie z Landonem, ale tak się nie stało. Brandon McCain pozostał przystojniakiem. Los Angeles pożerało ludzi żywcem, jeśli pozwolili sobie na zaniedbanie wyglądu. Było oczywiste, że Brandon wiele czasu spędzał w siłowni, ale nie dostrzegłam w nim dawnej iskry.

Landon, do cholery! Przez ciebie faceci, z którymi mogłabym się związać, tracili swój urok.

Przez cztery szkolne lata o niczym innym tak nie marzyłam, jak o tym przystojniaku. A teraz, kiedy się tu zjawił i jego słowa o tym, że musimy nadrobić zaległości, zabrzmiały jednoznacznie, straciłam wszelki zapał.

– O kurczę! – powiedziała Emery. – Najwyraźniej wpadłaś w oko Brandonowi! Czyli marzenie się spełniło.

– Tak – wymamrotałam. – Marzenie się spełniło.

Emery ujęła mnie pod ramię.

– No dobra, przyszłyśmy tu, żeby się dobrze bawić. Wiesz, że nie znoszę takich spotkań po latach i w zasadzie wszystkiego, co się wiąże ze szkołą. Ale jestem tu ze względu na ciebie. Powiedz mi, co cię martwi, żebym mogła to naprawić.

– Nic mnie nie martwi.

– Wiadomość z ostatniej chwili, Martin. Brandon McCain właśnie próbował cię zarwać, a ty jesteś smutna. Przecież w szkole przeleciałabyś go na boisku pod trybuną, gdyby tylko ci na to pozwolił. Co cię tak smuci w tym, że uznał cię za gorącą laskę?

Starałam się wyrzucić z myśli wszystko, z czym się zmagałam, odkąd Landon znów pojawił się w moim życiu. Ten facet nie był mi pisany. Nie mieliśmy przyszłości. Skąd mogłam wiedzieć, czy jutro nie wróci do żony i czy kiedykolwiek złoży pozew o rozwód. Może pocałował mnie jedynie po to, żeby się pocieszyć po kłótni z Mirandą. Jeśli będę o tym rozmyślać, tylko popsuję sobie szkolną imprezę, a włożyłam w jej organizację zbyt wiele wysiłku, żeby na to pozwolić.

Byłam duszą tego towarzystwa; bystra, piękna i pewna siebie. Mogłam rozruszać tę imprezę z Landonem Wrightem czy bez.

– Masz sto procent racji – odrzekłam, pokrzepiona własnymi myślami. – Nie ma w tym nic smutnego.

– Jesteś pewna? Wydajesz się jakaś wytrącona z równowagi. Może ty i Landon…

– Proszę, nie kończ zdania. Landon i ja to dwie zupełnie różne historie. Już kiedyś mnie o niego wypytywałaś, Em, ale przecież on jest żonaty. Wiesz, jak zachowywał się mój ojciec. I wiesz, że nie mogłabym postąpić w ten sposób. Tobie też nie mogłabym tego zrobić.

– Ale mnie by to wcale nie obeszło.

Uniosłam ramiona.

– Bez znaczenia. Mnie to obchodzi! A teraz porozmawiajmy o Brandonie i o tym, jak przed chwilą do mnie startował.

Spojrzenie Emery mówiło, że nie wierzy w ani jedno moje słowo, ale jak zwykle nie naciskała. Wiedziałam, że nie będzie mnie wypytywać, dopóki sama nie zdecyduję się jej zwierzyć.

 – Masz zamiar się z nim umówić? Ze szkolnego ciacha w typie szorstkiego macho zmienił się w lalusia z Los Angeles – stwierdziła Emery. – Nie wiem, czy mogłabyś sypiać z lalusiem.

– Ależ mogłabym, zapewniam cię.

– Na dodatek użył w rozmowie słowa „brachu” bez żadnej ironii.

Parsknęłam śmiechem i gestem zamówiłam u Petera następnego drinka.

– Cóż, pewnie móżdżek ma niezbyt duży, ale jeśli tylko rekompensuje to wielkością innego narządu, to jestem gotowa dać mu szansę.

– O mój Boże! – Emery wybuchnęła gromkim śmiechem. – Życzę ci, żeby tak było, Heidi.

Siedziałyśmy przy barze, a sala stopniowo zapełniała się gośćmi. Zjawiło się nawet więcej osób, niż przewidywałam. Wielu miejscowych nie potwierdziło swojego przybycia, więc spodziewałam się, że pojawią się głównie przyjezdni. Niektórym osobom nie spodobała się lokalizacja, brak możliwości zamówienia jedzenia, udogodnień dla dzieci i tak dalej, i tak dalej. Dostałam sporo krytycznych uwag. Jednak wyglądało na to, że duża część zaproszonych i tak zdecydowała się na udział w imprezie. Najprawdopodobniej ze względu na to, że udało mi się załatwić darmowe drinki.

Kiedy przybyła większość gości, sala pękała w szwach. Meredith planowała wygłoszenie przemowy, ale przy takim tłumie byłoby to niemożliwe. Mnie to nie martwiło, ale ją owszem.

W końcu poddała się i włączyła przygotowany przez siebie pokaz slajdów, złożony ze zdjęć przysłanych przez uczestników zjazdu. Obudziły się wspomnienia ze szkolnych lat.

Ja przekazałam jej tylko dwa swoje zdjęcia z Emery, ale i tak widniałam na tylu fotografiach, że było to niemal nie do zniesienia. Dopiero teraz wyraźnie zobaczyłam, że miałam obsesję na punkcie popularności. Teraz w ogóle mi na tym nie zależało, ale kiedyś stawałam na głowie, żeby być lubianą.

Wierzyłam, że w dużej części mogę za to winić ojca. Nigdy nie byliśmy zamożni, ale w tamtych czasach spełniał wszystkie moje zachcianki, a ja bez skrupułów pozwalałam mu wydawać każdą sumę pieniędzy na moje kaprysy. Wszystko to miało się potem na nas zemścić.

Chłopcy z drużyny futbolowej wrzeszczeli i pohukiwali za każdym razem, kiedy na ekranie ukazywał się któryś z nich. Landon pojawiał się prawie tak często jak ja. W pewnej chwili pokazało się jego zdjęcie w szkolnej koszulce do gry w golfa i z kijem w ręku. Zerknęłam tam, gdzie siedział cały wieczór, nieprzerwanie popijając jedną whiskey za drugą. Na widok tej fotografii otwarcie się wzdrygnął.

Przeniósł na mnie spojrzenie, a ja szybko odwróciłam głowę.

Nie powinnam na niego patrzeć. Nie powinnam się o niego martwić. Nie powinnam się zastanawiać, dlaczego golf wywoływał u niego takie negatywne reakcje.

A jednak nie potrafiłam się skupić na niczym innym.

Próbowałam o nim zapomnieć.

Próbowałam trzymać się od niego z daleka.

Próbowałam na niego nie patrzeć.

Żadna z tych rzeczy mi się nie udała.

Nasze oczy się spotkały, a serce podskoczyło mi w piersi. Skinął głową w stronę wyjścia. To było pytanie i obietnica. Wiedziałam, że jeśli z nim wyjdę, znów zacznie mnie całować. A ja mu ulegnę. Ponieważ właśnie tego chciałam.

– Kto dostarczył te zdjęcia? – spytała siedząca obok mnie Emery.

Szybko oderwałam wzrok od Landona, jakby przyłapała mnie na czymś złym, i spojrzałam na slajd. Widać było na nim Emery i Landona po meczu futbolowym. Miała na sobie jego sportową kurtkę z symbolem szkoły, oboje śmiali się radośnie. Na następnym siedzieli obok siebie, pozując do zdjęcia Najlepszej Pary do corocznej kroniki szkolnej. Kolejny pokazywał Emery siedzącą na kolanach Landona przy ognisku. Ja siedziałam obok, z głupkowatym uśmiechem na twarzy.

Trzy czy cztery następne zdjęcia też przedstawiały tę parę. Istny festiwal Emery i Landona. Jakby po to, żebym nie mogła ani na chwilę zapomnieć, że facet, o którym marzę, był kiedyś chłopakiem mojej przyjaciółki.

Co innego Jensen, który nie znał Emery, kiedy chodziła z jego bratem. Ja byłam przy nich przez cały czas, w dobrych i złych chwilach. Znałam ten związek od podszewki. Spędzałyśmy z Emery długie godziny, analizując swoje życie uczuciowe.

W żadnym wypadku nie powinnam się interesować Landonem. Nie mogłam na to pozwolić. Obiecałam sobie, że nie spojrzę więcej w jego kierunku. Wykluczone, żeby nie wiem co.

Kiedy więc Brandon McCain znów do mnie podszedł, żeby pogadać, pozwoliłam mu się podrywać, powtarzając sobie, że nie będę mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.

ROZDZIAŁ CZWARTYHeidi

– Powiedziałabym, że impreza się udała – podsumowała Emery kilka godzin później, ziewając szeroko.

– Wspaniale się udała – przytaknęłam.

– Wypadła dużo lepiej niż zjazd po pięciu latach od skończenia szkoły.

– Tak. Tym razem udało mi się załatwić otwarty bar. Ludzie są fajniejsi, kiedy sobie wypiją.

– Prawda. Poza tym wszyscy się trochę zmienili od ostatniego szkolnego spotkania. Pięć lat temu dopiero co skończyli college.

– Albo właśnie urodziło im się drugie dziecko – przypomniałam jej.

Emery się roześmiała.

– No właśnie.

– Cieszę się, że przyszłaś. Teraz wracasz do Jensena, tak?

Spojrzała na mnie trochę zmieszana.

– Nie zachowuj się, jakbyś mnie znała na wylot.

– Oczywiście, że znam cię na wylot. Przyjaźnimy się od przedszkola, a teraz na dodatek mieszkamy razem!

Przyciągnęłam ją do siebie, mocno objęłam i razem kołysałyśmy się w tył i w przód w jakimś powolnym tańcu dwóch podchmielonych dziewczyn.

– Jesteś cudowna – oświadczyła Emery.

– A ty najprzecudowniejsza.

– Przepraszam, że przerywam ten romantyczny moment – powiedział Jensen z rozbawioną miną. – Chyba nie możemy wrócić do domu, dopóki nie odstawimy bezpiecznie Landona do Austina.

Emery jęknęła.

– Jestem taka zmęczona. Chcę do domu.

– To tak samo jak ja, ale nie wiem, czy zauważyłaś, że Landon jest zalany w trupa.

Skinęłam głową. Ja to zauważyłam wyraźnie, chociaż starałam się na niego nie patrzeć. Chociaż ludzie zaczynali już powoli wychodzić z baru, futboliści w głębi sali nadal bawili się hałaśliwie. Nawet Landon dołączył do wrzaskliwej zabawy, chociaż nie było to w jego stylu. Patrzyłam na to z zażenowaniem. Najwyraźniej rzeczywiście przeżywał jakiś trudny okres, skoro było z nim aż tak źle.

Emery ziewnęła przeciągle, jakby chciała powiedzieć: „Na miłość boską, chodźmy już stąd!”.

Roześmiałam się na ten widok.

– Dopilnuję, żeby wziął taksówkę. I tak muszę tu zostać do zamknięcia baru, żeby rozliczyć się z Peterem. Nie pozwolę Landonowi na żadne głupie wybryki – obiecałam Jensenowi.

– Na pewno nie masz nic przeciwko temu? – Po jego minie było widać, że jako najstarszy brat czuł się w obowiązku zapewnić bezpieczeństwo całemu rodzeństwu. Bardzo mi się to podobało.

– Na pewno. Nie martw się. Zamówiłam już kilka taksówek, żeby rozwiozły ludzi do domów. Każę kolegom z drużyny zanieść go do jednej z nich. To żaden kłopot – oznajmiłam.

Emery uniosła brew i odbyłyśmy rozmowę bez słów.

– Chcesz wsadzić Landona do taksówki, tak?

– Tak. Co w tym dziwnego?

– I o nic innego ci nie chodzi?

– Oczywiście, że nie!

– Jasne.

– Naprawdę.

– Nie wierzę ci.

– Spadaj, Robinson.

– Jak sobie życzysz, Martin.

Roześmiałam się i popchnęłam ją w stronę Jensena.

– O nic się nie martwcie. Wracajcie do domu uprawiać bezmyślny seks.

Emery jęknęła.

– Nienawidzę cię.

– Też cię kocham, zołzo.

– Dzięki za pomoc, Heidi – powiedział Jensen, gestem zachęcając Emery, żeby poszła przodem. – Naprawdę jestem ci wdzięczny. Jeśli coś pójdzie nie tak albo okaże się, że potrzebujesz mojej pomocy, nie wahaj się zadzwonić.

Boże, Jensen to taki przyzwoity facet!

– Oczywiście, ale nie martw się. Wszystko będzie dobrze.

– Słynne ostatnie słowa – wymamrotał i podążył do drzwi za Emery.

Chciałam się roześmiać, rozbawiona tym komentarzem, ale fakt, z Wrightami zawsze coś szło nie tak.

Kiedy zabrakło Emery, spotkanie straciło dla mnie urok. Oprócz Landona nie utrzymywałam kontaktu z nikim z naszej klasy. Owszem, miałam ich wśród znajomych na Facebooku i Instagramie, ale nie angażowałam się w ich życie osobiste. Mogłam poszukać towarzystwa innych cheerleaderek, ale teraz, kiedy rozmawiały głównie o dzieciach, nie pasowałam do nich. Znałam tu wszystkich, lecz nagle poczułam się bardzo samotna.

Znów podeszłam do baru, gdzie wyglądający na bardzo zmęczonego Peter polerował stos szklanek i kieliszków.

– Długa noc?

Wzruszył ramieniem.

– Miałem tu dziś niezły ruch, na wypadek, gdyby ci to umknęło.

– Zauważyłam.

Przeczesał dłonią długie do ramion włosy.

– Masz towarzystwo – oznajmił.

Na te słowa natychmiast się odwróciłam, spodziewając się zobaczyć Landona. Natychmiast wkurzyłam się na siebie za takie oczekiwanie. Zamiast Landona zobaczyłam Brandona zbliżającego się ze znaczącym uśmieszkiem i uwodzicielskim spojrzeniem.

– Co tam, Brandon? – zapytałam z uśmiechem.

Przyparł mnie do baru.

– Masz ochotę wyjść stąd razem ze mną?

Tak po prostu. Bez żadnego wstępu czy zagajenia.

– Muszę dopilnować zamknięcia baru po imprezie.

– Zaczekam – odrzekł z wystudiowanym kusicielskim uśmiechem, który zapewne działał na dziewczyny w Los Angeles.

– Nie trzeba. Wynudzisz się, a ja potem muszę wracać do domu.

Uśmiech Brandona zmienił się w grymas i spostrzegłam, że zamroczony alkoholem dawny futbolista się zirytował. Nie spodziewał się, że mu odmówię.

Owinął sobie kosmyk moich włosów wokół palca.

– Daj spokój, maleńka. Wiem, że w szkole ci się podobałem.

Spokojnie odsunęłam się od niego.

– To było ponad dziesięć lat temu.

– Może tak wiele się nie zmieniło.

– Zabawne, że tak mówisz. – Moje rozdrażnienie rosło. – Bardzo się zmieniłam, ale skąd miałbyś to wiedzieć, skoro przez cały czas opowiadałeś mi o swoim wspaniałym życiu w Los Angeles i o rolach, które mogłeś zagrać, ale przeszły ci koło nosa. Nie jestem zainteresowana. Straciłeś okazję, żeby zdobyć kogoś tak cudownego jak ja.

Odwróciłam się na pięcie i odeszłam, czując się niewiarygodnie wzmocniona. Nieważne, że dobiegły mnie słowa „zdzira” i „podpuściła mnie”, które wymamrotał pod nosem. Być może miło było z nim poflirtować, ale to nie znaczyło, że musiałam spędzić z nim noc. A już na pewno nie dawało mu to prawa do pomiatania mną tylko dlatego, że jako nastolatka coś do niego czułam.

Meredith ogłosiła na całą salę, że pora już zamknąć bar i wszyscy powinni skierować się do wyjścia. Kilka osób stwierdziło, że trzeba przedłużyć zabawę w innym miejscu i ludzie w niewielkich grupkach zastanawiali się, do kogo pojechać. Nie miałam zamiaru brać w tym udziału. Obiecałam, że dostarczę Landona bezpiecznie do domu, i tyle.

Odnalazłam go na przylegającym do budynku patio, gdzie pił piwo prosto z dzbanka, który ktoś zamówił, żeby zagrać w piwnego ping-ponga. Kiedy zobaczyłam, jak bardzo jest pijany, oczy zrobiły mi się okrągłe ze zdziwienia, ale też bardzo się zmartwiłam. Landon patrzył nieprzytomnie i rozlewał piwo wszędzie wokół siebie.

– Obiecałam Jensenowi, że zapakuję cię do taksówki, kiedy zamkną bar. Jest druga godzina. Czas wracać do domu Austina i iść spać.

– Heidi, Heidi, Heidi – wybełkotał niewyraźnie skrzekliwym głosem. Objął mnie ramieniem w talii, ignorując spojrzenia futbolistów, którzy jeszcze nie wyszli z baru. – Nie słuchaj Jensena. On gówno wie.

Bez trudu wysunęłam się z jego uścisku.

– Pora wychodzić, Landon.

Odstawił dzban na stół i wstał, żeby mi się lepiej przyjrzeć. Niestety, kompletnie nie potrafił utrzymać równowagi. Potknął się i zachwiał w moją stronę, więc musiałam mu pomóc odzyskać równowagę i wyprostowaną sylwetkę, opierając go o przepierzenie obiegające stół.

– Boże, ale się urżnąłeś.

– Heidi – zaczął jeszcze raz.

– Co?

– Wychodzisz z McCainem?

Zacisnęłam zęby.

– A jeśli tak, to co?

– Śmiało, spróbuj – odrzekł, machając ręką. – Brandon przeleci wszystko, co się rusza. Jeśli to ci odpowiada, to nie żałuj sobie.

– Nawet gdyby mi to odpowiadało, to nie byłby twój zakichany interes – odwarknęłam zirytowana.

– Nie mój interes? – Roześmiał się szorstko. – Dobra.

Wychodzący z sali kumple klepali go po ramieniu i znacząco trącali w bok.

– Widzimy się na afterparty! – zawołał jeden z nich.

– Jasne! – odkrzyknął Landon, podnosząc ramię.

Koledzy wznieśli gromki okrzyk na jego cześć i wyszli z opustoszałego teraz baru.

Za żadne skarby nie pozwoliłabym mu iść na kolejną imprezę, był zbyt pijany, żeby się gdzieś jeszcze wybierać.

– Landon, jesteś wstawiony. Pozwolisz, że wyprawię cię do domu, żeby spełnić obietnicę, którą dałam Jensenowi?

– Pieprzyć Jensena! – oznajmił gromko.

– Zdaje się, że o to zadba Emery – jęknęłam zrezygnowana.

– Cudownie. Jeszcze jedna rzecz, która nas łączy. Beznadziejne żony, zamiłowanie do whiskey i moja była.

– Przestań, dobrze?

– Zwykle dodałbym do tej listy blondynki – powiedział. Z szerokim uśmiechem przeczesał dłonią moje jasne włosy.

Odtrąciłam jego rękę, starając się zachować spokój.

– Już czas. Idziemy. I to zaraz.

– Dobrze, dobrze – wymamrotał i dał mi się popchnąć w stronę drzwi.

Zataczając się na boki, przemierzyliśmy połowę sali, zanim podszedł do nas Peter i pomógł mi wyprowadzić pijanego Landona na zewnątrz. Czekała tam ostatnia taksówka, więc odetchnęłam z ulgą. Mogłam go zawieźć do domu. Wtedy wreszcie skończy się ta zwariowana noc.

Razem z Peterem w końcu usadowiliśmy Landona na tylnym siedzeniu taksówki.

– Dzięki, Peter. Jestem ci bardzo wdzięczna.

– Uważaj na siebie, Heidi – powiedział, spoglądając na mnie znacząco. – Wrightom nie zawsze można ufać. – Mrugnął do mnie żartobliwie.

Słysząc te słowa, poczułam, że twarz mnie pali. Gdyby wypowiedział je ktoś inny, pewnie bym się nimi nie przejęła. Ale Peter mówił niewiele. Zwykle przyglądał się, obserwował. Jeśli dzisiaj coś zauważył, to pewnie było to widoczne na pierwszy rzut oka.

– Dziękuję za radę, ale nie musisz się o mnie martwić.

– Wiem – przytaknął. – Nie poddajesz się bez walki, zupełnie jak twój staruszek.

Słysząc ten komentarz, lekko się wzdrygnęłam. Pewnie był zamierzony jako komplement, ale wzmianka o moim ojcu nie sprawiła mi przyjemności.

– Dzięki – wymamrotałam, próbując się uśmiechnąć. – Fajny z ciebie facet.

Wskoczyłam do taksówki, usiadłam obok Landona i wydobyłam od niego adres Austina, żeby go podać kierowcy. Miałam ochotę go udusić, kiedy dowiedziałam się, że to zaledwie trzy przecznice stąd. Oczywiście trudno byłoby go tam zaprowadzić, ale mimo tego jazda taksówką na tak małą odległość wydała mi się niedorzeczna.

Wyprowadzenie go z taksówki okazało się równie trudne, jak zapakowanie go do niej. Wzięłam od kierowcy numer telefonu, żebym mogła go wezwać, kiedy sama będę potrzebowała dojazdu do domu. Spodziewałam się, że wprowadzenie Landona do środka także nie będzie łatwe.

W końcu udało nam się dotrzeć do celu. Zaprowadziłam go do sypialni na parterze, dziękując Bogu, że nie musiałam go wlec na piętro. Nie wiem, czy dałabym radę wprowadzić go po schodach. Pewnie musiałabym zostawić go na kanapie w salonie.

Popchnęłam go lekko, aż padł na łóżko, lądując na plecach.

– Chryste, ale jestem pijany – wybełkotał.

– Witaj w moim świecie.

– Nie spodziewałem się, że to ty przejmiesz inicjatywę – powiedział bełkotliwie. – Chcesz być na górze?

– Nawet nie próbuj mnie zdenerwować.

– Hej, przecież sama zaciągnęłaś mnie do łóżka.

– Bo jesteś zalany i chciałam, żebyś się znalazł w bezpiecznym miejscu. A teraz wracam do domu. Muszę się wyspać.

Niezdarnie sięgnął po moją rękę.

– Zostań ze mną.

Wysunęłam dłoń z jego uścisku i potrząsnęłam głową.

– Nie ma mowy.

Potem znalazłam butelkę wody, proszki od bólu głowy, mały kosz na śmieci do postawienia obok łóżka. Mogło mu się zrobić niedobrze, a nie chciałam, żeby wymiocinami pobrudził cały pokój Austina.

– Chyba darujemy sobie rozmowę – burknęłam pod nosem, kiedy wróciłam ze swoimi zdobyczami i zobaczyłam, że Landon zapadł w sen.

Postawiłam wodę i opakowanie tabletek na nocnym stoliku, a następnie zdjęłam Landonowi buty. Nie zamierzałam się trudzić zdejmowaniem z niego reszty ubrania. Przeszukałam mu kieszenie i znalazłam portfel oraz komórkę. Portfel położyłam na stoliku obok wody, a komórkę podłączyłam do ładowarki, której kabel zauważyłam owinięty wokół lampki nocnej.

Ekran telefonu włączył się i ulegając na chwilę ciekawości, spojrzałam na to, co się na nim wyświetliło.

Drgnęłam, kiedy zobaczyłam, że cały ekran pokrywają wiadomości od Mirandy.

Odwróciłam wzrok. Opiekowałam się cudzym mężem, podczas gdy żona bezustannie bombardowała go esemesami. Bez względu na to, co do siebie czuliśmy i co tłumiliśmy przez tak długi czas, nie mieliśmy do tych uczuć prawa.

Robiliśmy wielki błąd.

Jeszcze raz zerknęłam na rozjarzony ekran komórki i z poczuciem winy przeczytałam kilka wiadomości. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, ale pomyślałam sobie, że jeśli zobaczę, co do niego napisała, to łatwiej znajdę siłę, żeby na dobre zakończyć całą tę historię.

Landon, tak bardzo Cię kocham. Proszę, odbierz telefon.

Zawsze będę Cię kochać. Wiesz, że mamy przed sobą przyszłość. Nie możemy się rozdzielać. Pomyśl, ile razem przeżyliśmy.

Uda nam się to naprawić. Bardzo, bardzo Cię przepraszam. Coś mi odbiło. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Proszę, mój najdroższy, proszę, pogódźmy się.

Odskoczyłam od telefonu, jakbym włożyła rękę w rozżarzone do czerwoności węgle.

Cholera jasna!

Miranda jest w rozsypce!

Najwyraźniej była w bardzo kiepskim stanie. I nie miała pojęcia, że w pewien sposób również ja się do tego przyczyniłam. Nie wiedziała, że jej mąż przyjechał tu i niemal natychmiast pocałował inną kobietę. Właśnie do tego zostałam zredukowana – do roli tej trzeciej.

Być może zdecydował się na separację, ale ich związek nadal trwał.

Patrzyłam, jak Landon spokojnie śpi na łóżku, i niczego bardziej nie pragnęłam, niż położyć się obok i wtulić w niego. Jednak tego nie zrobiłam.

Landon Wright nie był mój.

Należał do Mirandy.

Nie byłam tak głupia, żeby znów o tym zapomnieć.

ROZDZIAŁ PIĄTYLandon

– Ożeż ku… – stęknąłem z wysiłkiem.

Szarpnęły mną mdłości, a kiedy odwróciłem się na bok, dostrzegłem ustawiony w odpowiednim miejscu kosz na śmieci, do którego mogłem opróżnić zawartość żołądka. Cholernie dobry pomysł!

Kiedy w końcu byłem w stanie usiąść, mrużąc oczy, rozejrzałem się po jasno oświetlonym pokoju i próbowałem sobie przypomnieć, gdzie, do cholery, jestem. Wyglądało mi to na dom Austina, tylko jak się tu dostałem? Pamiętałem, że pocałowałem Heidi, a potem widziałem, jak rozmawia z Brandonem McCainem, ale wszystko, co działo się później, było niczym rozmazany film.

Sięgnąłem po stojącą na stoliku nocnym butelkę wody i wyżłopałem trzy czwarte jej zawartości, zanim spostrzegłem, że obok leżą tabletki przeciwbólowe. Ktoś po prostu czytał mi w myślach. Nie było możliwości, żebym sam to wszystko przygotował, zanim usnąłem. Prawdę mówiąc, w ogóle niczego nie pamiętałem.

Na dodatek nie miałem na nogach butów, portfel został wyjęty z kieszeni, a telefon leżał podłączony do ładowarki obok łóżka. Nie mogłem wrócić do domu sam; tego byłem całkiem pewien. Austin na pewno nie zadałby sobie tego trudu. Rzadko kiedy w ogóle trzeźwiał, wobec czego nie miewał kaca.

Wolno uniosłem się do pionu i połknąłem tabletkę, żeby zmniejszyć rozsadzający głowę ból. Zrzuciłem ubranie, które miałem na sobie od wczorajszego wieczoru, i przebrałem się w sportowe szorty oraz T-shirt. Wziąłem komórkę i poszedłem do salonu.

– Dzień dobry, promyczku! – zawołał Austin. W tle słychać było kanał sportowy SportsCenter, a mój brat popijał Krwawą Mary.

– Jak możesz nawet patrzeć na alkohol?

– Łączy nas szczególny związek.

Roześmiałem się i natychmiast z bólu chwyciłem się za głowę. Szczególny związek to oględnie powiedziane.

– Która jest właściwie godzina?

– Pierwsza po południu – oznajmił Austin.

– Cholera – jęknąłem.

Opadłem na fotel i sprawdziłem wiadomości w komórce. Przez cały wczorajszy dzień ignorowałem Mirandę, a ona zapchała mi telefon esemesami i zostawiła siedemnaście wiadomości w poczcie głosowej. Chryste!

Nie było mowy, żebym je odsłuchał w obecnym nastroju. Przeglądając pobieżnie esemesy, szybko się domyśliłem, że wiadomości muszą być w tym samym gównianym tonie. Zamierzałem odbyć tę konieczną rozmowę dopiero po powrocie do domu. Nie chciałem teraz z nią rozmawiać o numerze, jaki mi wycięła, ani o późniejszej awanturze.

Przewróciłem oczami. Nie byłem idiotą. Próbowała ukryć przede mną swoją gównianą zagrywkę, a kiedy zapytałem ją o to wprost, zaczęła się zachowywać jak zwierzę zapędzone w kozi róg. Chociaż od dawna nam się nie układało, nie pomyślała, że mogę zdecydować się na rozstanie. Mimo że już rok temu chciałem się z nią rozwieść. Wypełniłem pozew i tak dalej, ale ona zaszła w ciążę, więc postanowiłem dać nam jeszcze jedną szansę. Potem jeszcze jedną i jeszcze jedną, włącznie z wizytami w poradni małżeńskiej, aż do tego ostatniego numeru. Tyle razy jej odpuszczałem, aż uwierzyła, że nigdy od niej nie odejdę. Teraz, kiedy w końcu miałem już tego dosyć, wiedziałem, czego naprawdę się boi – utraty stałego dopływu kasy.

– Czyli teraz sypiasz z Heidi? – zapytał Austin.

Drgnąłem tak gwałtownie, że ból głowy ostro dał mi się we znaki.

– Że co?! – zawołałem.

Austin przymrużył oczy.

– Była tu w nocy. Widziałem, jak wychodziła z twojego pokoju, kiedy około drugiej trzydzieści wróciłem do domu.

– Heidi tu była?

– Byłeś taki nawalony, że nie pamiętasz, jak ją przeleciałeś? Bo to by tłumaczyło, dlaczego wyglądała na wkurzoną – powiedział brat.

– Myślisz, że z nią spałem? – Z sekundy na sekundę stawałem się bledszy.