Wydawca: Prószyński i S-ka Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski

Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty? Historyjki dla ciekawskich dzieci ebook + audiobook

Christian Dreller  

4.71428571428571 (7)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 103 Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 3 godz. 20 min Lektor: Anna Rusiecka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 3 godz. 20 min Lektor: Anna Rusiecka

Opis ebooka Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty? Historyjki dla ciekawskich dzieci - Christian Dreller

Dwadzieścia dwie zabawne i pomysłowe historyjki z kolorowymi obrazkami Heike Vogel dają odpowiedzi na najrozmaitsze dziecięce pytania, wspierając rodziców we wprowadzaniu ciekawskich w tajemnice świata. Dlaczego pingwinom nie marzną stopy? Czy można jeść i pić, stojąc na rękach? I skąd na świecie wzięło się tak wiele języków? Bartek zastanawia się, dlaczego papużka o imieniu Pikuś, należąca do jego kuzyna Olka, nie spada z drążka, gdy śpi. Amelka jest ciekawa, co kolor morza ma wspólnego z tęczą, a Julek wyjaśnia swojej siostrze Paulinie, skąd się biorą kolorowe paski w paście do zębów. Gucio dziwi się, że tata rozmawia z roślinami, za to Krysia siedzi z babcią u fryzjera i zgłębia tajniki wiedzy o kolorach włosów.

Petra Maria Schmitt urodziła się w 1959 roku w Alsdorf niedaleko Akwizgranu. Studiowała pedagogikę socjalną w Kolonii. Zainspirowana przez trójkę dzieci zaczęła pisać historie dla najmłodszych czytelników. Odniosła sukces i stała się znaną i cenioną autorką. Obecnie pisze nie tylko książki, ale również słuchowiska dla rozgłośni radiowych i telewizji.

Christian Dreller urodził się w roku 1963 w Neumünster. Studiował slawistykę i historię. Pracował w wydawnictwach publikujących książki dla dzieci i komiksy. Od 2005 roku zajmuje się tłumaczeniem i pisaniem książek oraz nauczaniem.

Heike Vogel urodziła się w 1971 roku. Ukończyła Wyższą Szkołę Grafiki i Projektowania w Hamburgu, a od 1999 roku pracuje jako ilustratorka dla różnych wydawnictw. Wraz z rodziną mieszka w Hamburgu.

Opinie o ebooku Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty? Historyjki dla ciekawskich dzieci - Christian Dreller

Fragment ebooka Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty? Historyjki dla ciekawskich dzieci - Christian Dreller

Tytuł oryginału

WARUM BRAUCHEN HAIE KEINEN ZAHNARZT?

VORLESEGESCHICHTEN FÜR NEUGIERIGE KINDER

Ellermann im Dressler Verlag GmbH, Hamburg

© Dressler Verlag GmbH, Hamburg 2013

All rights reserved

Ilustracje na okładce

Dariusz Wójcik, Irina Pozniak

Opracowanie graficzne okładki

Dariusz Wójcik

Ilustracje w tekście

Heike Vogel

Redaktor serii

Anna Godlewska

Korekta

Irma Iwaszko

Dziękujemy Bärbel Oftring, Ralfowi Schubertowi

i Joachimowi Tammowi za fachowe rady.

ISBN 978-83-7961-999-3

Warszawa 2013

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty?

– Och, popatrz. Ten rekin płynie prosto na nurka! – Joasia, bardzo przejęta, obserwuje błękitny podwodny krajobraz. Grupa „Koników morskich” ze swoją wychowawczynią panią Bączek wybrała się dzisiaj na wycieczkę do oceanarium. Stoją teraz wszyscy przed olbrzymią ścianą z grubego szkła i przyglądają się karmieniu rekinów. Najpierw opiekun tych morskich drapieżników wrzucił do wody martwe ryby. Rekiny zjadły je wszystkie w mgnieniu oka. Ale teraz w wodzie pojawił się płetwonurek! Trzyma w ręku metalowy pręt, na którego koniec nadziany jest wielki kawał ryby.

Rekiny okrążają nurka, a wielki rekin lamparci podpływa do niego bardzo blisko. Ojej, co będzie, jeśli uzna człowieka za bardziej smakowity kąsek niż ryba? Ale w ostatniej chwili zwierzę zmienia kierunek i płynie w stronę końcówki metalowego pręta. Szeroko otwiera pysk, wbija olbrzymie spiczaste zęby w rybę i gwałtownie potrząsa głową. Udaje mu się zerwać mięso z pręta i wraz z towarzyszami opada łagodnie na dno głębokiego akwarium.

Jeszcze przez chwilę wszyscy przyglądają się wielkim drapieżnikom. Ale nic już się nie dzieje. Karmienie zostało zakończone.

„Koniki morskie” idą dalej, rozprawiając gorączkowo o nurku i rekinie. Joasia ciągle jeszcze wpatruje się w akwarium. Nurek wyjmuje właśnie gąbkę, którą wetknął sobie za pasek od aparatu tlenowego. Ale dziewczynka wcale nie zwraca uwagi na nurka, tylko wpatruje się uparcie w piaszczyste dno. Tam, całkiem blisko szyby, leży coś dziwnego. Dwa ostro zakończone kamyki? „Nie, to nie są kamyki – myśli Joasia. – To są…”

– Hej, Joasiu, co z tobą? – woła nagle Amelka i ciągnie przyjaciółkę za rękaw. – Wszyscy już poszli dalej.

– Tam… tam leżą dwa zęby rekina – mówi podekscytowana Joasia i pokazuje na dno basenu. – Na pewno rekin stracił je w czasie jedzenia. O rany, a jeśli teraz jest chory?

– Co? Zęby rekina? – powtarza Amelka z niedowierzaniem. Przygląda się uważnie. – Masz rację. To są zęby. Musimy koniecznie powiedzieć o tym pracownikom oceanarium. Może rekin jest chory!

Dziewczynki rozglądają się wokół, ale nikogo nie widać. Nikogo oprócz płetwonurka w basenie, który teraz ściera gąbką algi ze ścian akwarium. Joasi przychodzi do głowy pewien pomysł.

– Nurek! – woła głośno. – Powiemy o tym nurkowi!

– Nurkowi? Ale jak…?

Nie zdążyła dokończyć zdania, gdy Joasia już podbiega do płetwonurka. Podskakuje przed szybą jak piłeczka i wymachuje gwałtownie rękoma.

– Rekin chory! Rekin chory! – wykrzykuje przy tym, pokazując palcem miejsce, gdzie na dnie leżą zęby rekina. Ma ochotę zapukać w szybę, ale… Nie, nie wolno, pani Bączek ostrzegała dzieci, żeby tego nie robiły. Pukanie brzmi pod wodą tak głośno, że może zaszkodzić zwierzętom.

Amelka stoi oniemiała. Ale po chwili przyłącza się do przyjaciółki. Obie skaczą teraz, krzyczą i wymachują rękoma ile sił.

I to naprawdę działa! Zwracają na siebie uwagę nurka, który kręci głową i grozi im palcem. Ale kiedy dziewczynki nie przestają, dociera do niego, że coś chyba jest nie w porządku. W końcu spogląda tam, gdzie pokazuje Joasia, i wreszcie podpływa do zębów.

– Rekin chory! Rekin chory! – wołają dziewczynki jeszcze głośniej i pokazują na zęby.

Płetwonurek kiwa głową, podnosi zęby i kciukiem i palcem wskazującym robi znak, który wygląda jak literka O.

– Wiesz, co to znaczy? – pyta Joasia.

– Hm, może coś w rodzaju okej – zastanawia się Amelka.

– Chyba tak – zgadza się Joasia. – Patrz, on daje nam jeszcze jakieś znaki.

Nurek pokazuje na siebie, a potem w bok, i podnosi w górę trzy palce. Powtarza to kilka razy i odpływa.

W ścianie obok akwarium z rekinami znajdują się drzwi.

– Pewnie on zaraz przez nie wyjdzie – domyśla się Amelka.  – Ale o co chodziło z tymi trzema palcami?

– Może przyjdzie za trzy minuty – zgaduje Joasia.

I tak rzeczywiście jest. Chwilę później w drzwiach pojawia się mężczyzna. Ma na sobie bluzę i dresowe spodnie, a jego włosy są jeszcze wilgotne.

– Czy pan jest płetwonurkiem? – pyta Joasia. Mężczyzna kiwa głową i chce coś powiedzieć, ale dziewczynka nie dopuszcza go do głosu. – Rekin jest chory! – woła.

– No właśnie, wypadły mu dwa zęby – dodaje Amelka.

– Musi pan zawołać dentystę – mówi Joasia.

– Ach, to dlatego jesteście takie zdenerwowane – śmieje się mężczyzna. – Ale nie bójcie się, rekin jest zdrów jak ryba. A to, że zgubił parę zębów, to nic groźnego, bo wyrosną mu nowe.

– A więc to były mleczne zęby? – Joasia oddycha z ulgą.

– Nie, nie mleczne – tłumaczy nurek. – Rekiny często tracą zęby. Ale nie muszą chodzić do dentysty, bo bez przerwy wyrastają im nowe. One mają mianowicie tak zwane uzębienie rewolwerowe.

– Uzębienie rewolwerowe? – pytają jednocześnie Joasia i Amelka. Nic im to nie mówi.

– Tak, dziwna nazwa, prawda? Ale mogę wam to pokazać. – Prowadzi je do wielkiej tablicy poglądowej. – Zobaczycie, jak to działa. Jeśli rekinowi wypada ząb, wtedy następny z szeregu przesuwa się do przodu na jego miejsce. Można to porównać do taśmy produkcyjnej. Taka taśma funkcjonuje przez całe życie rekina. Od urodzenia do śmierci rekin zużywa około dziesięciu tysięcy zębów.

– Dziesięć tysięcy zębów! – Joasia nie może się nadziwić, również Amelka patrzy na nurka wielkimi oczami.

– No właśnie – mówi mężczyzna. A potem sięga do kieszeni i wyciąga oba zęby. – A dwa z nich ja i rekin podarujemy teraz wam. Za to, że tak się o niego martwiłyście.

Joasia i Amelka nie wiedzą, co powiedzieć, kiedy mężczyzna wręcza im zęby. Ale w końcu dziękują mu i żegnają się pospiesznie. Bo nagle nie mogą się doczekać, by dołączyć do grupy: chcą pokazać koleżankom i kolegom zęby… i opowiedzieć, dlaczego rekiny nie muszą chodzić do dentysty.

Czy można jeść i pić, stojąc na rękach?

Kostek chodzi do drugiej klasy. A dzisiaj jest ostatni dzień w szkole przed wakacjami. Wszyscy się cieszą, że będą wakacje. Tylko nie on.

Kostek przeprowadził się tutaj dopiero niedawno. I do tej pory nie znalazł nowych przyjaciół, więc jego wakacje na pewno będą bardzo nudne.

I jeszcze to staromodne imię! Kto w dzisiejszych czasach nazywa się Kostek? No dobrze, jego dziadek ma tak na imię. Ale przecież on jest już stary. A chłopcy w wieku Kostka mają na imię Łukasz, Marcin, Filip czy Michał. Nic dziwnego, że cała klasa się z niego śmieje. Zwłaszcza Michał mocno mu dokucza. Przy każdej okazji nabija się z imienia Kostka i nazywa go Konstanty, Konstancjusz albo – jeśli chce mu bardzo dopiec – Konstantynopol. Oczywiście, wtedy wszyscy tarzają się ze śmiechu, a Kostek najchętniej zapadłby się pod ziemię.

Musi znaleźć sposób, żeby pokazać kolegom z klasy, ile jest wart. Ale jak dotąd, nie miał ku temu okazji.

Ostatniego dnia w szkole nie ma prawdziwych lekcji i nawet nauczyciele są w doskonałym humorze. Uczniowie mogą zadawać im różne pytania. Niestety, Kostkowi nie przychodzi do głowy żaden sensowny temat. Aż tu nagle pani Wilska, wychowawczyni drugiej klasy, patrzy na chłopca i mówi:

– A co z tobą? Jest coś, o co chciałbyś zapytać?

Wszyscy patrzą na kolegę. A jemu przez głowę przelatują najrozmaitsze myśli, ale żadna nie wydaje mu się dobra. Wreszcie duka trzy krótkie słowa:

– Stanie na rękach.

Kostek nie wie, dlaczego powiedział właśnie „stanie na rękach”. Może dlatego, że doskonale mu to wychodzi.

– A dalej? – pyta pani Wilska. – To przecież nie jest pytanie.

Kostek rozgląda się. Nagle jego spojrzenie pada na butelkę mleka przygotowaną na wspólne śniadanie i na inne pyszne rzeczy rozłożone na stoliku. Kostek pyta prędko:

– Czy stojąc na rękach, można jeść i pić?

W klasie rozlega się szmer głosów, a Michał z pierwszej ławki woła:

– Nigdy w życiu!

Pani Wilska staje przed dziećmi i mówi:

– To bardzo interesujące pytanie. Zaraz to sprawdzimy! – Rozgląda się po klasie. – Kto potrafi stać na rękach?

I teraz Kostek dostał wreszcie swoją szansę! Natychmiast się zgłasza. A ponieważ jest jedyną osobą, która to robi, pani Wilska ma łatwy wybór. Kostek idzie pod tablicę. Wszyscy patrzą w napięciu. I chociaż chłopiec umie zrobić stanie na rękach nawet we śnie, to teraz czuje się trochę niepewnie.

Zanim jednak rozpocznie się próba, wychowawczyni zadaje jeszcze jedno pytanie:

– Kto z was sądzi, że to się uda? – Kilka rąk wędruje nieśmiało ku górze.

– A kto myśli, że to się niemożliwe?

Pierwszy melduje się Michał. Woła:

– No, Konstanty, pokaż, co potrafisz!

Zadowolony rozgląda się po klasie. I po krótkiej chwili już prawie wszyscy podnoszą rękę.

– Hm – mówi nauczycielka – więc sprawdźmy to. – Bierze butelkę mleka i wkłada w nią słomkę. Potem wyjmuje jeszcze z miseczki kawałeczek papryki i mówi do Kostka: – Możemy zaczynać. Jesteś gotowy?

Kostek jest bardzo zdenerwowany, ale próbuje nie dać tego po sobie poznać i kiwa głową. I zanim pani Wilska zdążyła policzyć do trzech, już chłopczyk stoi na rękach. Pani szybko stawia na podłodze obok Kostka butelkę i kładzie na serwetce paprykę.

W klasie cisza jak makiem zasiał. Kostek rozgląda się. Cała klasa stoi na głowie. Śmiesznie to wygląda! A przede wszystkim Michał!

„Teraz mu pokażę” – myśli Kostek i nagle całe zdenerwowanie mija. Przenosi ciężar ciała na lewą dłoń, a prawą sięga po butelkę.

Wszyscy patrzą jak zahipnotyzowani.

Kostek wkłada słomkę do ust i pociąga spory łyk. Poziom mleka w butelce obniża się wyraźnie. Kostek przełyka i mleka robi się coraz mniej!

– Picie jest łatwe – stwierdza Michał z kpiną w głosie. – Ale papryki nie uda ci się zjeść!

Ale Kostek nie pozwala sobie w kaszę dmuchać. Natychmiast sięga po paprykę i odgryza kawałek. Klasa aż wstrzymała oddech z wrażenia, a chłopczyk żuje sobie z przyjemnością smaczne warzywo. A potem nadchodzi ta chwila: Kostek przełyka, przełyka raz jeszcze – i papryki już nie ma! Na dowód chłopczyk otwiera szeroko usta.

– Super! Świetnie! – woła pani Wilska i klaszcze z zachwytu. Gdy Kostek ponownie staje na nogach, brawo bije mu już cała klasa. Tylko Michał nie. Ten robi ponurą minę i burczy:

– Jak to niby ma działać? Na pewno jest w tym jakiś trik!

– Nie ma żadnego triku – mówi wychowawczyni. – Pokarm i napoje dostają się do żołądka nie tylko dzięki zwykłej sile ciążenia, ale również dzięki aktywnej pracy przełyku.

Nauczycielka podchodzi do tablicy i rysuje na niej klatkę piersiową człowieka. A w środku kreśli połączenie między ustami a żołądkiem i wyjaśnia:

– Przewód pokarmowy to rodzaj szlauchu zbudowanego z mięśni, który łączy usta bezpośrednio z żołądkiem. Jeśli się połknie kawałek jedzenia, wtedy zostaje on przetransportowany dalej dzięki skurczom mięśni.

– A jak to działa? – dopytuje się Michał.

– W taki sposób, że za kawałkiem jedzenia mięśnie zwężają się i przepychają go dalej. Dokładnie tak, jak wtedy, gdy chcesz wycisnąć z prawie pustej tubki resztkę pasty do zębów. Wtedy również uciskasz palcami miejsce za pastą i w ten sposób wypychasz ją do przodu – odpowiada pani Wilska. I patrzy na Kostka. – Ale my mamy wśród nas specjalistę. Zapytajmy go po prostu, jak mu się łykało, kiedy stał na rękach.

– Trudno – relacjonuje Kostek. – Ale da się zrobić. Tylko ja nie rozumiem, dlaczego mleko nie wyciekło mi z powrotem do ust.

– A dlatego, że przy wejściu przełyku do żołądka znajduje się zastawka zwana odźwiernikiem. Ten odźwiernik to taki mechanizm zamykający, który wszystko zatrzymuje w żołądku, nie pozwalając na cofanie się pokarmów i płynów – tłumaczy nauczycielka. Pani Wilska jest bardzo zadowolona z przebiegu ostatniej godziny przed wakacjami. – No, na dzisiaj już się dość nauczyliśmy! Teraz zasłużyliśmy na smaczne śniadanie!

– Tylko proszę z głową w górze – zastrzega Kostek.

– Ależ oczywiście – śmieje się nauczycielka. – Całkiem normalne śniadanie.

Dzieci szybko zestawiają razem kilka stolików, podsuwają krzesła i już powstaje wielki śniadaniowy stół. Wszyscy zajadają, aż im się uszy trzęsą. Oczywiście najważniejszym tematem rozmów jest to, jak Kostek stał na rękach. A na koniec chłopczyk umawia się z dwoma kolegami z klasy na wspólną zabawę po południu. Może te wakacje nie będą takie nudne, jak mu się wydawało?

Czy rośliny potrafią rozmawiać?

Znudzony Gucio siedzi w pokoju. Co tu zrobić? Ma, co prawda, wakacje, ale na dworze leje jak z cebra. Jego przyjaciele z przedszkola są dzisiaj zajęci, mama i tata też nie mają czasu.

– Muszę jeszcze dzisiaj pojechać po zakupy, a potem tata i ja zabierzemy się za porządki w domu – powiedziała mama przy śniadaniu.

To była zła wiadomość. Zdaniem Gucia wszystko, co wiąże się z domem, jest albo bardzo nudne, albo trwa bardzo długo. A przeważnie i jedno, i drugie.

Chłopczyk zastanawia się właśnie, czy nie wyciągnąć spod łóżka pudła z klockami lego, kiedy nagle słyszy jakiś głos dochodzący z głębi mieszkania.

– No, moja słodziutka. Jak się dzisiaj miewasz? Dobrze spałaś?

„No, no, to przecież był tata” – myśli Gucio zaskoczony. Ale z kim tata właściwie rozmawia? Z mamą na pewno nie. Ona pojechała przecież po zakupy.

Gucio na paluszkach wychodzi z pokoju. Zatrzymuje się w korytarzu i nasłuchuje przez chwilę. Początkowo panuje cisza. Ale potem znowu słyszy, jak tata mówi:

– A ty, maleńka? Ojej, masz całkiem sucho. Pilnie potrzebujesz czegoś do picia.

Głos dobiega z salonu. Gucio zakrada się do otwartych drzwi i zagląda ciekawie do środka.

Tata stoi przed szerokim parapetem, na którym znajduje się bardzo dużo roślin w doniczkach, i trzyma w ręku konewkę do podlewania kwiatów. I nagle dzieje się coś tak szalonego, że Gucio nie wierzy własnym oczom. Tata pieszczotliwie głaszcze liście wielkiej rośliny, grzebie chwilę palcem w ziemi i naprawdę zaczyna z nią rozmawiać.

– Dzień dobry szanownej pani. Czy pani również udał się nocny spoczynek? O, ziemia w pani doniczce jest jeszcze całkiem wilgotna. Dzisiaj nie dostanie pani nic do picia.

Rozbawiony Gucio chichoce.

– Ależ, tato – mówi. – Co ty wyprawiasz? Z roślinami się nie rozmawia! Przecież one nic nie rozumieją!

Zaskoczony tata odwraca się. Najpierw uśmiecha się lekko zażenowany, ale potem jego twarz poważnieje.

– Żebyś wiedział, że rozumieją – odpowiada. – Rośliny potrafią o wiele więcej, niż nam się wydaje. One nawet ze sobą rozmawiają i…

Dzyyyń! Dzyyyń! Dzyyyń! Ktoś stoi przed drzwiami wejściowymi i niecierpliwie naciska dzwonek.

– To pewnie listonosz. Poczekaj. Zaraz ci to wyjaśnię. – Tata odstawia konewkę na parapet i pędzi do przedpokoju.

Gucio w ogóle nie potrafi sobie wyobrazić, że rośliny umieją ze sobą rozmawiać. Z pewnością tata chce go po prostu nabrać. Bo tata lubi droczyć się z Guciem. Chłopczyk też to lubi i po chwili buzia rozjaśnia mu się w uśmiechu: przyszedł mu do głowy wspaniały pomysł.

Chowa się za wielkim fotelem stojącym w kącie niedaleko parapetu.

– Bardzo dziękuję, do widzenia – dobiegają go słowa taty i po chwili tata wchodzi do pokoju. Gucio wstrzymuje oddech i kuli się za fotelem.

– No to jestem… – Tata milknie. – Hm, dziwne – mruczy sam do siebie. – No cóż, widocznie to nie było takie ciekawe.

A potem Gucio słyszy, jak tata podchodzi do parapetu i staje tuż obok fotela.

– No, moja kłująca ślicznotko – mówi. – Wyglądasz naprawdę zachwycająco!

„Kłująca ślicznotka? To musi być olbrzymi kaktus mamy, który właśnie pięknie zakwitł” – zgaduje Gucio.

– Hm, zobaczmy… Nie, myślę, że dzisiaj nie dostaniesz wody – zastanawia się tata.

– Ale mnie się tak bardzo chce pić – odzywa się Gucio słabym, ochrypłym głosem i próbuje sobie wyobrazić, że jest samotnym, spragnionym kaktusem na pustyni.

Zapada cisza. Wreszcie tata szepce zaskoczony: – Och, psia kość! – a chłopczyk nie może się powstrzymać i zaczyna chichotać.

– Bardzo śmieszne! – mówi tata. – No jazda, wychodź z ukrycia! – Śmiejąc się bez przerwy, Gucio wygląda zza fotela. – O rany, ależ mnie nabrałeś! – Tata kręci głową. Ależ łatwo dał się podejść! – Ale to, że rośliny ze sobą rozmawiają i lepiej rosną, jeśli się do nich mówi, to nie jest żart.

– Ojej, tato. – Gucio ma już powoli dosyć. – A co takiego rośliny mogą sobie opowiadać?

– No cóż. Oczywiście nie podają sobie wyników meczów piłki nożnej – tłumaczy tata. – Rośliny mówią sobie o tym, co jest dla nich niebezpieczne. Na przykład o szkodnikach. A robią to za pomocą zapachów.

– Zapachów? – powtarza zdumiony chłopczyk.

Tata kiwa głową.

– Wczoraj czytałem o tym w czasopiśmie. Naukowcy odkryli mianowicie, że na przykład pomidory, zaatakowane przez szkodniki, wydzielają specjalną substancję ochronną. Do tego wydzielają jeszcze swoisty zapach, żeby ostrzec sąsiednie rośliny. Za pomocą tej woni mówią sąsiadom: – Uwaga, uwaga! Wszyscy przygotować się do ataku gąsienic! Produkujcie substancję ochronną! I tak samo jak pomidory potrafią ze sobą rozmawiać również inne rośliny.

– Super – mówi z podziwem Gucio. Ale jednego jeszcze nie rozumie. – Dlaczego ty rozmawiasz z roślinami, jeśli one rozumieją jedynie mowę zapachów?

– Dlatego że, jak odkryli naukowcy, rośliny rosną o wiele lepiej, jeśli się do nich mówi albo nastawia im muzykę. Może reagują pozytywnie na drgania fal? Tego jeszcze do końca nie zbadano. Ale pomyślałem sobie, że po prostu mogę to wypróbować na naszych kwiatach.

– Hm – mruczy Gucio z namysłem i naraz przestaje się dziwić, że tata rozmawia z roślinami. Szkoda tylko, że nie da się usłyszeć, jak one rozmawiają ze sobą. Bo Gucio bardzo chciałby wiedzieć, co wielki kaktus ma do powiedzenia małemu fiołkowi alpejskiemu.

Pozostałe rozdziały:

Dlaczego pingwinom nie marzną stopy?

Dlaczego Indianie nie noszą brody?

Dlaczego ptaki, śpiąc na gałęzi, nie spadają?

Co to znaczy, że nietoperze widzą uszami?

Dlaczego burczy nam w brzuchu?

Skąd się wzięło tak wiele języków?

Dlaczego psy podnoszą nogę, robiąc siusiu?

Czy Eskimosi potrzebują lodówek?

Dlaczego żyrafa ma taką długą szyję?

Dlaczego statki nie toną?

Skąd się biorą kolorowe paski w paście do zębów?

Dlaczego czasami męczy nas czkawka?

Czy leniwiec naprawdę jest leniwy?

Jak powstają grzmoty i błyskawice?

Dlaczego wulkany plują ogniem?

Po co wielbłądom garb?

Dlaczego babcie i dziadkowie mają siwe włosy?

Dlaczego morze jest niebieskie? 

Dlaczego powinniśmy płakać, gdy jesteśmy smutni?

Spis historyjek

dostępne są w pełnej, płatnej wersji