Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry - Reni Eddo-Lodge - ebook
Opis

W 2014 roku Reni Eddo-Lodge, brytyjska dziennikarka i blogerka, opublikowała na Facebooku post zatytułowany „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry”. Napisała w nim, że ma już dość wyjaśniania białym ludziom, jak czują się osoby o innym kolorze skóry, ma dość ich reakcji – od znudzenia i niezrozumienia po agresję. Ci, którzy sądzą, że biały kolor skóry jest „naturalny”, nie są w stanie pojąć, na czym polega rasizm, zwłaszcza ten ukryty, strukturalny. Po opublikowaniu postu Reni Eddo-Lodge została zasypana odpowiedziami. Jedni jej dziękowali, że otworzyła im oczy, inni, że wypowiedziała to, co sami czują. Książka Reni Eddo-Lodge jest próbą opisania tego doświadczenia w szerszym kontekście – kolonialnej historii Wielkiej Brytanii, ale też różnych współczesnych form dyskryminacji rasowej. Autorka pisze o własnych doświadczeniach, przytacza prace badaczy, nie pomija żadnego z ważnych aspektów rasizmu; pokazuje jego korzenie, pisze o uprzywilejowaniu białych, rasizmie strukturalnym i o czarnym feminizmie.

Posłowie do książki napisała Monika Bobako.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 272

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność

Kolekcje



 

 

 

 

Wstęp

22 lu­te­go 2014 roku za­mie­ści­łam wpis na moim blo­gu. Da­łam mu ty­tuł: „Dla­cze­go nie roz­ma­wiam już z bia­ły­mi o ko­lo­rze skó­ry”.

Oto on:

„Prze­sta­łam wda­wać się w dys­ku­sje z bia­ły­mi na te­mat rasy. Nie wszyst­ki­mi bia­ły­mi, lecz tyl­ko z ogrom­ną więk­szo­ścią, któ­ra nie chce przy­jąć do wia­do­mo­ści ist­nie­nia ra­si­zmu struk­tu­ral­ne­go i jego symp­to­mów. Nie mogę dłu­żej prze­rzu­cać mo­stów nad ot­chła­nią emo­cjo­nal­ne­go zo­bo­jęt­nie­nia oka­zy­wa­ne­go przez bia­łych, gdy oso­ba o in­nym ko­lo­rze skó­ry dzie­li się swo­im do­świad­cze­niem. Nie mogę pa­trzeć, jak za­ci­ska­ją po­wie­ki i prze­sta­ją nas sły­szeć, jak­by ktoś są­czył im do uszu me­la­sę i za­ty­kał prze­wo­dy słu­cho­we.

To, że odłą­cza­ją się emo­cjo­nal­nie, jest skut­kiem ży­cia w nie­uświa­do­mio­nym po­czu­ciu, że ich ko­lor skó­ry jest nor­mą, a wszyst­kie inne – od­stęp­stwem od niej. W naj­lep­szym wy­pad­ku bia­li uczą się nie wspo­mi­nać o tym, że ko­lo­ro­wi są «inni», żeby przy­pad­kiem nas nie ura­zić. Na­praw­dę my­ślą, że ich do­świad­cze­nia ży­cio­we wy­ni­kłe z ta­kie­go, a nie in­ne­go ko­lo­ru skó­ry są i po­win­ny być uni­wer­sal­ne. Nie mogę dłu­żej pa­trzeć na to zdu­mie­nie i nie­chęć, z ja­ki­mi przyj­mu­ją fakt, że nie każ­dy do­świad­cza świa­ta tak samo jak oni. Ni­g­dy nie mu­sie­li na­my­ślać się nad tym, jak by­cie bia­łym łą­czy się z wła­dzą, więc ile­kroć ktoś de­li­kat­nie im o tym przy­po­mi­na, przyj­mu­ją to jako afront. Oczy za­cho­dzą im mgieł­ką (nuda) albo sze­ro­ko się otwie­ra­ją (obu­rze­nie). Usta drżą lek­ko, szy­ku­ją się do obro­ny. Już, już chcą ci prze­rwać, za­ga­dać cię, a nie uczci­wie wy­słu­chać, bo prze­cież coś ci się po­my­li­ło.

Chcąc zro­zu­mieć ra­sizm struk­tu­ral­ny, na­dal mu­si­my przy­zna­wać pierw­szeń­stwo uczu­ciom bia­łych. Ci zaś, na­wet je­śli nas sły­szą, to na­praw­dę nie słu­cha­ją. Jak gdy­by coś dzia­ło się ze sło­wa­mi po wy­do­by­ciu się z na­szych gar­deł, za­nim do­trą do ich uszu. Na­po­ty­ka­ją ba­ry­ka­dę i tam się za­trzy­mu­ją.

W ten spo­sób do­cho­dzi do emo­cjo­nal­ne­go odłą­cze­nia. Nie jest to wiel­ka nie­spo­dzian­ka, bo prze­cież ni­g­dy nie mie­li po­ję­cia, co zna­czy trak­to­wać oso­bę o in­nym ko­lo­rze skó­ry jak rów­ne­go so­bie, ko­goś, kto ma rów­nie war­to­ścio­we my­śli i uczu­cia jak oni. W do­ku­men­cie Lee Mun Waha The Co­lor of Fear zo­ba­czy­łam, jak lu­dzie o ciem­nej skó­rze, bli­scy pła­czu, usi­łu­ją prze­ko­nać aro­ganc­kie­go bia­łe­go, że to, co mówi, na­rzu­ca im i po­wie­la bia­łe ra­si­stow­skie ste­reo­ty­py. Pa­trzy on nie­wi­dzą­cym wzro­kiem, kom­plet­nie zbi­ty z tro­pu przez ten ból, w naj­lep­szym ra­zie ba­ga­te­li­zu­jąc go, w naj­gor­szym – wy­śmie­wa­jąc.

Pi­sa­łam już kie­dyś o tym bia­łym wy­par­ciu jako o wszech­obec­nej po­li­ty­ce, któ­ra w swo­im funk­cjo­no­wa­niu opie­ra się na im­ma­nent­nej nie­wi­dzial­no­ści rasy. Nie mogę dłu­żej roz­ma­wiać z bia­ły­mi o ra­sie, bo gdy się im zwró­ci na nią uwa­gę, za­czy­na­ją się wszyst­kie­go wy­pie­rać, wy­ko­nu­ją nie­zdar­ne men­tal­ne wy­gi­ba­sy i akro­ba­cje. No bo kto chce, by przy­po­mi­na­no mu o in­sty­tu­cjo­nal­nym sys­te­mie, któ­ry przy­no­si mu ko­rzy­ści kosz­tem in­nych?

Nie mogę kon­ty­nu­ować tej roz­mo­wy, po­nie­waż czę­sto przy­stę­pu­je­my do niej z bar­dzo róż­nych po­zio­mów. Nie mogę oma­wiać szcze­gó­łów pro­ble­mu z kimś, kto nie do­strze­ga jego ist­nie­nia. Jesz­cze go­rzej, gdy oso­ba bia­ła może i by­ła­by skłon­na roz­wa­żyć moż­li­wość ist­nie­nia te­goż ra­si­zmu, ale uwa­ża, że roz­ma­wia­my jak rów­ny z rów­nym. Otóż nie.

Nie mó­wiąc już o tym, jak nie­bez­piecz­ne jest dla mnie wcho­dze­nie w dys­ku­sję z po­le­micz­nie na­sta­wio­ny­mi bia­ły­mi. Gdy pod­no­si się szmer dez­apro­ba­ty i na­ra­sta prze­ko­ra, mu­szę mieć się na bacz­no­ści, bo je­śli oka­żę złość, fru­stra­cję albo roz­draż­nie­nie bra­kiem zro­zu­mie­nia z ich stro­ny, na­tych­miast przy­wo­ła­ją z pa­mię­ci ra­si­stow­skie fi­gu­ry złych czar­nych, któ­rzy dy­bią na nich i na ich bez­pie­czeń­stwo. I z du­żym praw­do­po­do­bień­stwem po­my­ślą, że ich za­drę­czam albo za­stra­szam. Bia­li przy­ja­cie­le przy­pusz­czal­nie sta­ną za nimi mu­rem i będą się wza­jem­nie za­pew­niać o praw­dzi­wo­ści wła­snej wer­sji hi­sto­rii. Pró­by na­wią­zy­wa­nia z nimi po­ro­zu­mie­nia i ste­ro­wa­nia ich ra­si­zmem nie są war­te wy­sił­ku.

W każ­dej roz­mo­wie o tym, jak to Mili Bia­li Lu­dzie czu­ją, że od­bie­ra im się głos, gdy mowa o ra­sie, po­ja­wia się pa­ra­dok­sal­ny, to­tal­ny brak zro­zu­mie­nia czy em­pa­tii dla tych z nas, któ­rzy zo­sta­li w wi­docz­ny spo­sób na­zna­cze­ni jako inni i po­no­szą tego kon­se­kwen­cje przez całe ży­cie. Lu­dzie o od­mien­nym ko­lo­rze skó­ry są ska­za­ni na praw­dzi­wą do­ży­wot­nią au­to­cen­zu­rę. Mamy do wy­bo­ru – wy­po­wia­dać swo­ją praw­dę i szy­ko­wać się na od­wet albo trzy­mać ję­zyk za zę­ba­mi i uda­wać, że nic się nie sta­ło. Swo­ją dro­gą dziw­ne musi to być ży­cie: za­wsze mieć pra­wo gło­su i wpa­dać w obu­rze­nie, kie­dy pro­szą, że­byś wresz­cie, dla od­mia­ny, po­słu­chał. Wy­ni­ka to chy­ba, jak są­dzę, z ni­g­dy nie­pod­wa­ża­ne­go prze­świad­cze­nia bia­łych o wła­snym uprzy­wi­le­jo­wa­niu.

Nie mogę dłu­żej za­mę­czać się psy­chicz­nie, pró­bu­jąc ko­mu­ni­ko­wać mój punkt wi­dze­nia, jed­no­cze­śnie ba­lan­su­jąc na bar­dzo roz­huś­ta­nej li­nie, aby przy­pad­kiem nie za­rzu­cić żad­ne­mu bia­łe­mu współ­udzia­łu w utrwa­la­niu ra­si­zmu struk­tu­ral­ne­go i nie na­ra­zić się na ostra­cyzm.

Tak więc nie roz­ma­wiam już z bia­ły­mi o ra­sie. Nie mogę zmie­nić świa­ta, nie mam tak wiel­kiej siły prze­bi­cia, ale mogę wy­zna­czyć gra­ni­ce. Mogę prze­ciw­sta­wić się ich po­czu­ciu uprzy­wi­le­jo­wa­nia wo­bec mnie. Za­cznę od prze­rwa­nia roz­mo­wy. Sza­la jest za­nad­to prze­chy­lo­na na ich ko­rzyść. Czę­sto wca­le nie chcą słu­chać i się uczyć; je­dy­ne, cze­go pra­gną, to eg­ze­kwo­wać swo­ją siłę, udo­wod­nić, że nie mam ra­cji, wy­czer­pać mnie emo­cjo­nal­nie i po­twier­dzić sta­tus quo. Nie roz­ma­wiam z bia­ły­mi o ra­sie, je­śli nie jest to ab­so­lut­nie ko­niecz­ne. Je­śli zo­sta­nę po­pro­szo­na o wy­stęp w me­diach czy na kon­fe­ren­cji, co bę­dzie ozna­cza­ło, że ktoś może usły­szeć, co mam do po­wie­dze­nia i po­czuć się mniej sa­mot­ny, nie od­mó­wię udzia­łu. Ale nie za­da­ję się już z tymi, któ­rzy za­miast słu­chać, chcą mnie wy­śmiać i szcze­rze mó­wiąc, nie za­słu­gu­ją na uwa­gę”.

Klik­nę­łam „pu­bli­kuj” i wpis na blo­gu za­czął żyć wła­snym ży­ciem. Po la­tach na­dal spo­ty­kam, w róż­nych kra­jach i sy­tu­acjach, nowe oso­by, któ­re mó­wią mi, że go czy­ta­ły. W 2014 roku, kie­dy lin­ko­wa­no go w ca­łym in­ter­ne­cie, szy­ko­wa­łam się na nie­chyb­ną la­wi­nę ra­si­stow­skich ko­men­ta­rzy. Od­zew oka­zał się zu­peł­nie inny, tak bar­dzo, że nie wie­rzy­łam wła­snym oczom.

W od­po­wie­dziach wy­raź­nie za­ry­so­wał się po­dział we­dług ras. Do­sta­łam mnó­stwo wia­do­mo­ści od czar­nych i brą­zo­wych. Całą masę po­dzię­ko­wań i uwag typu „wy­ra­zi­łaś moje do­świad­cze­nie”. Do­no­szo­no mi o łzach wzru­sze­nia, dys­ku­to­wa­no tro­chę o tym, jak po­dejść do pro­ble­mu, czę­sto wy­so­ko ce­niąc dzia­ła­nia edu­ka­cyj­ne jako spo­sób na osią­gnię­cie po­ro­zu­mie­nia. Te wia­do­mo­ści do­da­wa­ły mi otu­chy. Wie­dzia­łam, jak trud­no jest ubrać w sło­wa to po­czu­cie fru­stra­cji, dla­te­go gdy róż­ne oso­by kon­tak­to­wa­ły się ze mną i dzię­ko­wa­ły za ob­ja­śnie­nie tego, z cze­go wy­tłu­ma­cze­niem bo­ry­ka­ły się przez całe swo­je ży­cie, cie­szy­łam się, że do­po­mo­głam. Wie­dzia­łam, że je­śli ja czu­ję się mniej sa­mot­na, to oni za­pew­ne też.

Nie spo­dzie­wa­łam się na­to­miast wy­bu­chu emo­cji lu­dzi bia­łych, któ­rym zda­wa­ło się, że moje po­sta­no­wie­nie o nie­roz­ma­wia­niu z bia­ły­mi o ra­si­zmie umniej­sza ja­koś ten świat, i że to ab­so­lut­na tra­ge­dia. Ich od­czu­cia naj­le­piej chy­ba opi­sać sło­wa­mi: „Do­bi­jasz nas”.

„Nie masz po­ję­cia, jak strasz­nie mi przy­kro, że tak się przez nas czu­jesz – na­pi­sał ktoś w ko­men­ta­rzu. – Jako bia­ły, je­stem bo­le­śnie za­że­no­wa­ny sys­te­mo­wym przy­wi­le­jem, któ­re­go ist­nie­nia nie uzna­je­my, a cie­szy­my się nim na co dzień. Wstyd mi tym bar­dziej, że sam uświa­do­mi­łem to so­bie do­pie­ro ja­kieś dzie­sięć lat temu”.

Inny ko­men­ta­tor ape­lo­wał: „Nie prze­sta­waj roz­ma­wiać z bia­ły­mi, mó­wisz ja­sno i o waż­nych rze­czach, ist­nie­ją prze­cież spo­so­by na do­tar­cie ze swo­im prze­sła­niem”. Jesz­cze ktoś inny, tym ra­zem czar­ny, na­pi­sał: „To okrop­nie żmud­ne za­da­nie, prze­ko­ny­wa­nie lu­dzi, ale nie po­win­ni­śmy da­wać za wy­gra­ną”. Na ko­niec usły­sza­łam po pro­stu: „Pro­szę, nie spi­suj bia­łych na stra­ty”.

Te od­po­wie­dzi, choć peł­ne sym­pa­tii, po­twier­dza­ły ist­nie­nie tej sa­mej ot­chła­ni nie­zro­zu­mie­nia, o któ­rej pi­sa­łam na blo­gu. Wy­da­wa­ło się, że po­my­lo­no ad­re­sa­ta mo­je­go tek­stu. Nie pi­sa­łam go wca­le z za­mia­rem obu­dze­nia wy­rzu­tów su­mie­nia u bia­łych albo ob­ja­wie­nia im ja­kiejś praw­dy. Wte­dy nie mia­łam po­ję­cia, że nie­chcą­cy ogło­si­łam, że zry­wam ro­mans z bia­ło­ścią. Nie spo­dzie­wa­łam się też, że bia­li czy­tel­ni­cy zro­bią w in­ter­ne­cie coś w ro­dza­ju wir­tu­al­ne­go czu­wa­nia pod oknem mo­jej sy­pial­ni z gło­śni­kiem i bu­kie­ta­mi kwia­tów, będą wy­zna­wać swo­je grzesz­ki i bła­gać, bym nie od­cho­dzi­ła. Wszyst­ko to wy­da­wa­ło mi się ja­kieś dziw­ne i kło­po­tli­we. Są­dzi­łam, że pi­sząc tam­ten post, mó­wię tyl­ko tyle, że mam dość. Nie było to wo­ła­nie o po­moc ani po­kor­ne bła­ga­nie o zro­zu­mie­nie i współ­czu­cie u bia­łych. Nie była to też za­chę­ta dla bia­łych, by od­da­li się sa­mo­bi­czo­wa­niu. Prze­sta­łam roz­ma­wiać z nimi o ko­lo­rze skó­ry, po­nie­waż wca­le nie uwa­żam, że re­zy­gna­cja to ozna­ka sła­bo­ści. Cza­sem tak każe in­stynkt sa­mo­za­cho­waw­czy.

Roz­wi­nę­łam post „Dla­cze­go nie roz­ma­wiam już z bia­ły­mi o ko­lo­rze skó­ry” w książ­kę, aby – i tu pa­ra­doks – kon­ty­nu­ować roz­mo­wę. Od­kąd po­sta­wi­łam gra­ni­cę, nie ro­bię już pra­wie nic oprócz mó­wie­nia o ra­si­zmie – na fe­sti­wa­lach mu­zycz­nych, w stu­diach te­le­wi­zyj­nych, do li­ce­ali­stów, na zjaz­dach par­tii po­li­tycz­nych – i wi­dzę, że za­po­trze­bo­wa­nie na tego ro­dza­ju wy­mia­nę po­glą­dów nie słab­nie. Lu­dzie chcą roz­ma­wiać. Ta książ­ka jest po­kło­siem pię­ciu lat wzbu­rze­nia, fru­stra­cji, mę­czą­cych wy­ja­śnień i sąż­ni­stych ko­men­ta­rzy na Fa­ce­bo­oku. Opo­wia­da nie tyl­ko o tym, co w ra­si­zmie oczy­wi­ste, ale też o tym, jak ła­two się w nie­go ze­śli­zgnąć – o tych dro­bia­zgach, któ­re trud­no do­pre­cy­zo­wać, i tych, któ­re każą nam wąt­pić w swo­je czło­wie­czeń­stwo. Wiel­ka Bry­ta­nia jest cią­gle moc­no za­kło­po­ta­na rasą i róż­ni­cą.

Od na­pi­sa­nia tam­te­go blo­go­we­go po­stu w 2014 roku moja sy­tu­acja znacz­nie się zmie­ni­ła. Te­raz przez więk­szość cza­su roz­ma­wiam z bia­ły­mi o ra­sie. Bran­ża wy­daw­ni­cza jest zdo­mi­no­wa­na przez bia­łych, więc na pew­no nie opu­bli­ko­wa­ła­bym tej książ­ki bez roz­mo­wy na te­mat ra­si­zmu z przy­naj­mniej kil­kor­giem z nich. Byli też bia­li, o któ­rych ni­g­dy bym nie po­my­śla­ła, że kie­dy­kol­wiek za­mie­nię z nimi wię­cej niż sło­wo – na przy­kład były li­der Bry­tyj­skiej Par­tii Na­ro­do­wej, Nick Grif­fin. Wiem, że zda­niem wie­lu osób nie po­win­no się udo­stęp­niać mu try­bu­ny do gło­sze­nia po­glą­dów, dla­te­go mia­łam dy­le­mat w związ­ku z wy­wia­dem, któ­ry zna­lazł się na stro­nie 153. Nie je­stem pierw­szą oso­bą, któ­ra daje Grif­fi­no­wi moż­li­wość wy­po­wie­dze­nia się pu­blicz­nie, mam tyl­ko na­dzie­ję, że po­słu­ży­łam się jego sło­wa­mi w spo­sób od­po­wie­dzial­ny.

Krót­ka uwa­ga na te­mat de­fi­ni­cji: w tej książ­ce okre­śle­nie „ko­lo­ro­wy” od­no­si się do osób o in­nym ko­lo­rze skó­ry niż bia­ły. Uży­wam go, po­nie­waż brzmi dla mnie o nie­bo le­piej niż „nie­bia­ły” – wy­raz, któ­ry nie­sie z sobą su­ge­stię ja­kie­goś bra­ku czy de­fi­cy­tu. Sło­wa „czar­ny” uży­wam na okre­śle­nie osób po­cho­dze­nia afry­kań­skie­go i ka­ra­ib­skie­go, w tym osób mie­sza­ne­go po­cho­dze­nia. A że przy­ta­czam spo­ro wy­ni­ków ba­dań na­uko­wych, od cza­su do cza­su po­ja­wi się tu wy­ra­że­nie „czar­ni i po­cho­dzą­cy z mniej­szo­ści et­nicz­nych”. Nie prze­pa­dam za tym ter­mi­nem, bo ko­ja­rzy się z roz­da­wa­ny­mi pa­cjen­tom służ­by zdro­wia an­kie­ta­mi „kon­tro­li róż­no­rod­no­ści”, ale po­sta­no­wi­łam przy nim po­zo­stać w tro­sce o pre­cy­zję w od­czy­ty­wa­niu wy­ni­ków ba­dań.

Pi­szę – i czy­tam – żeby prze­ko­nać samą sie­bie, że inni my­ślą po­dob­nie, że nie je­stem w tym od­osob­nio­na, że to, co czu­ję, jest re­al­ne, wia­ry­god­ne, praw­dzi­we. Je­stem bo­le­śnie świa­do­ma rasy tyl­ko dla­te­go, że od­kąd się­gam pa­mię­cią, by­łam przez mój świat wy­raź­nie pięt­no­wa­na jako inna. Choć czę­sto ana­li­zu­ję nie­wi­dzial­ną bia­łość i roz­trzą­sam jej wy­klu­cza­ją­cą na­tu­rę, pa­trzę jako out­si­der­ka. Zda­ję so­bie spra­wę, że nie do­ty­czy to więk­szo­ści bia­łych, któ­rzy idą przez ży­cie bło­go nie­świa­do­mi wła­snej rasy, do­pó­ki ktoś nie poda w wąt­pli­wość jej do­mi­na­cji. Kie­dy bia­li bio­rą do ręki ko­lo­ro­we pi­smo, prze­glą­da­ją in­ter­net, czy­ta­ją ga­ze­tę albo włą­cza­ją te­le­wi­zor, wi­dok lu­dzi, któ­rzy wy­glą­da­ją tak samo jak oni, u szczy­tów wła­dzy albo eg­ze­kwu­ją­cych swój au­to­ry­tet, nie jest rzad­ki ani dziw­ny. Zwłasz­cza w kul­tu­rze afir­ma­cja bia­ło­ści jako ce­chy po­zy­tyw­nej jest tak roz­po­wszech­nio­na, że prze­cięt­ny bia­ły na­wet jej nie za­uwa­ża i kon­su­mu­je ją bez sprze­ci­wu. Być bia­łym zna­czy być czło­wie­kiem; biel jest uni­wer­sal­na. Wiem to tyl­ko dla­te­go, że nie je­stem bia­ła.

Na­pi­sa­łam tę książ­kę, aby dać wy­raz temu, co czu­ję, gdy w imię utrzy­ma­nia sta­tus quo bez­czel­nie krad­nie mi się mój głos i wia­rę w sie­bie. Na­pi­sa­łam ją, żeby prze­ciw­dzia­łać bra­kom w za­kre­sie wie­dzy hi­sto­rycz­nej i nie­zna­jo­mo­ści tła po­li­tycz­ne­go, do­star­czyć ci punkt za­cze­pie­nia po­trzeb­ny w sprze­ci­wie wo­bec ra­si­zmu. Mam na­dzie­ję, że uży­jesz jej jako na­rzę­dzia.

Nic już mnie nie po­wstrzy­ma przed mó­wie­niem o ra­sie. Każ­dy głos prze­ciw­ko ra­si­zmo­wi stop­nio­wo od­bie­ra mu moc. Nie stać nas na luk­sus mil­cze­nia. Ta książ­ka jest pró­bą za­bra­nia gło­su.

 

Spis tre­ści

Wstęp

1. Hi­sto­rie

2. Sys­tem

3. Czym jest bia­ły przy­wi­lej?

4. Lęk przed czar­ną pla­ne­tą

5. Kwe­stia fe­mi­ni­zmu

6. Rasa a kla­sa spo­łecz­na

7. Nie ma spra­wie­dli­wo­ści, je­ste­śmy tyl­ko my

Bi­blio­gra­fia

Po­dzię­ko­wa­nia

Ty­tuł ory­gi­na­łu:

Why I’m No Lon­ger Tal­king to Whi­te Pe­ople Abo­ut Race

 

Re­dak­cja: Sła­wo­mir Kró­lak

Ko­rek­ta: Agniesz­ka Stę­plew­ska, Ewa Ślu­sar­czyk

Pro­jekt okład­ki: Prze­mek Dę­bow­ski

Kon­wer­sja do for­ma­tów EPUB i MOBI: Mał­go­rza­ta Wi­dła

 

Na zdję­ciu na okład­ce au­tor­ka książ­ki

Co­py­ri­ght © Ama­al Said

 

103. pu­bli­ka­cja wy­daw­nic­twa Ka­rak­ter

 

Co­py­ri­ght © Reni Eddo-Lod­ge, 2017

Co­py­ri­ght © for the trans­la­tion by Anna Sak, 2018

Co­py­ri­ght © Po­sło­wie by Mo­ni­ka Bo­ba­ko 2018

 

ISBN 978-83-65271-82-2

 

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

ul. Gra­bow­skie­go 13/1, 31-126 Kra­ków

ka­rak­ter.pl

 

W se­rii uka­za­ły się:

 

Ta­har Ben Jel­lo­un Co to jest is­lam? Książ­ka dla dzie­ci i do­ro­słych

Ni­lüfer Göle Mu­zuł­ma­nie w Eu­ro­pie. Dzi­siej­sze kon­tro­wer­sje wo­kół is­la­mu

Hélène Thiol­let (red.) Mi­gran­ci, mi­gra­cje. O czym war­to wie­dzieć, by wy­ro­bić so­bie wła­sne zda­nie

 

Za­pra­sza­my in­sty­tu­cje, or­ga­ni­za­cje oraz bi­blio­te­ki do skła­da­nia za­mó­wień hur­to­wych z atrak­cyj­ny­mi ra­ba­ta­mi.

Do­dat­ko­we in­for­ma­cje do­stęp­ne pod ad­re­sem

sprze­daz@ka­rak­ter.pl

oraz pod nu­me­rem te­le­fo­nu 511 630 317