Wydawca: Wydawnictwo Agape Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 293 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dlaczego Kościół katolicki ma rację - Michael Coren

Michael Coren, Brytyjczyk żydowskiego pochodzenia, świadomie i z wolnego wyboru został katolikiem. Później jednak zafascynowany ideami protestanckimi przez 10 lat funkcjonował poza Kościołem katolickim, aż w końcu powrócił do źródła Prawdy.

Autor dochodzi do wniosku, że człowiek nie jest w stanie zbliżyć się do Boga o własnych siłach, ignorując Jego zbawczy plan, a zwłaszcza mękę i śmierć Pana Jezusa na krzyżu. Skoro sam Bóg wyznaczył człowiekowi jedną jedyną drogę ku sobie, to tylko i wyłącznie tą drogą można do Boga dojść, poznać Go i zjednoczyć się z Nim w prawdziwej Komunii. Na stronach tej książki nawrócony Żyd dzieli się swoim przekonaniem co do tego, że Kościół ma rację, odnosi się do zarzutów dotyczących historii Kościoła, wiary i nauczania oraz rzekomej obsesji Kościoła na punkcie obrony życia. W sposób uczciwy przygląda się faktom dotyczącym molestowania nieletnich przez duchownych.

Opinie o ebooku Dlaczego Kościół katolicki ma rację - Michael Coren

Cytaty z ebooka Dlaczego Kościół katolicki ma rację - Michael Coren

Katolicy wierzą, że życie zaczyna się w chwili poczęcia i kończy się w chwili naturalnej śmierci i wiemy, że ich wiara trwa wbrew trendom w społeczeństwach zachodnich. Nauka katolicka poza tym wiąże sie ściśle z prawem naturalnym i jest jego wyrazicielką.

Fragment ebooka Dlaczego Kościół katolicki ma rację - Michael Coren

Wydawnictwo Agape

Poznań 2012

Autor: Michael Coren

Tytuł oryginału: Why Catholics Are Right

ISBN oryginału: 978-0-7710-2321-7

Copyright © 2011 by Michael Coren

Copyright © wydania polskiego Wydawnictwo Agape sp. z o.o.

ISBN ePUB 978-83-63759-43-8

ISBN MOBI 978-83-63759-42-1

Poznań 2012

Tłumaczenie: Mirosław Rucki

Korekta: Iveta Rucka, Sebastian Bednarowicz

Projekt okładki, skład: Magdalena Broniszewska

Druk: Edica, Poznań

Wydawnictwo Agape

ul. Panny Marii 4

60-962 Poznań

e-mail: wydawnictwo@agape.org.pl

tel./fax (+48) 61 852 32 82

www.agape.org.pl

www.milujciesie.org.pl

Dział handlowy

tel./fax (+48) 61 852 32 80

e-mail: sklep@milujciesie.org.pl

Księgarnia internetowa:

Podziękowania

Wielu ludzi pomogło mi w napisaniu tej książki. Jedni dzięki swojej wiedzy i zdolności nauczania prawdy, inni dzięki braku wiedzy i zdolności (czasami niezamierzonej) pokazywania, w czym leży błąd. Obu tym grupom ludzi wyrażam moją wielką wdzięczność. Ci drudzy pozostaną bezimienni, ponieważ byłoby nieuczciwe wprowadzanie ich w zakłopotanie; zresztą już i tak poświęciłem im wiele uwagi. Do pierwszej grupy należą przede wszystkim Anthony Schratz i ks. Stefano Penna, którzy udzielali eksperckich porad i prowadzili mnie. Serdecznie dziękuję wydawcy z McClelland & Stewart,Doughowi Pepperowi oraz redaktorowi Jenny’emu Bradshawowi. Moja wieczna wdzięczność należy się Jego Ekscelencji kscelencji Frederickowi Milesowi, który nauczał mnie i przyjął do Kościoła katolickiego w 1985 roku. I w końcu, oczywiście, mojej żonie Bernadette i moim dzieciom Danielowi, Lucy, Oliverowi i Elizabeth, którym zawdzięczam więcej niż kiedykolwiek będę mógł wypowiedzieć.

Wprowadzenie

Kiedy po raz pierwszy powiedziałem kolegom i przyjaciołom o tej książce, zainteresowali się i zaniepokoili zarazem. Ciekawiły ich proponowane treści, natomiast zaniepokoił tytuł. Mówili: On brzmi przekornie!, Czy to jest zgodne z duchem czasu? oraz Musisz uważać, to może kogoś obrazić. Gdy natomiast przywoływałem tytuły innych książek, np. Dlaczego liberałowie mają rację, Dlaczego konserwatyści mają rację, Dlaczego muzułmanie mają rację, a zwłaszcza Dlaczego ateiści mają rację – koledzy uważali, że wszystkie one dokładnie odzwierciedlają opisywane zagadnienia, i nie widzieli tu żadnego problemu.

Jest oczywistym, że przyznając komuś rację, odrzucamy poglądy przeciwne. Nikt nie kwestionuje tej prawdy w odniesieniu do większości obszarów naszego życia, w odniesieniu do większości przekonań. W końcu stwierdzenie, że ktoś ma rację, ma taki właśnie sens. Ale spostrzeżenie, że bycie prawdziwym rzymskim katolikiem oznacza przyznawanie racji Kościołowi rzymskokatolickiemu, obecnie przeraża ludzi, tak jakby przyznawanie racji katolikom było straszliwym grzechem (przy czym niewielu z tych ludzi uznaje pojęcie grzechu).

Gdyby „bezczelne” twierdzenie, że bycie katolikiem oznacza właśnie bycie katolikiem, prowadziło do prześladowań i zabijania tych, którzy katolikami nie są, to w sposób naturalny wywoływałoby sprzeciw i oburzenie. Jednak wiemy, że tak nie jest, choć – jak się przekonamy już w pierwszym rozdziale tej książki – wystarczy kilku minut dyskusji, by pojawił się argument, dotyczący okresów historycznych, kiedy Kościół katolicki rzeczywiście na różne sposoby pozbywał się swoich przeciwników. A przecież katolicy postępowali jak większość ludzi w tamtych czasach i wcale nie częściej niż pozostali popełniali błędy.

Dlatego ze względu na część czytelników tytuł celowo pozostaje właśnie taki. Muszę tu wprowadzić pewną jasność. Jestem katolikiem i wierzę w nauczanie Kościoła; dlatego uważam, że ludzie niepodzielający moich poglądów nie mają racji. Rzecz nie w tym, że takich ludzi nie lubię (nie mogę przecież nie lubić wszystkich, którzy się ze mną nie zgadzają) lub że chcę kogoś urazić. Nie chcę urazić nawet tych, którzy sami chcieliby mnie urazić, zwłaszcza po przeczytaniu tej książki lub jej recenzji.

Chciałbym jednak, by właśnie tacy czytelnicy zastanowili się nad tym, co mam do powiedzenia, i nie obrzucali moich przekonań obelgami, które byłyby nie do pomyślenia w stosunku do innych wierzeń i religii. Mam nadzieję, że tak się stanie. Być może, moja nadzieja jest naiwna i romantyczna, ale nadzieja jest jedną z istotnych i bardzo pomocnych cech, właściwych katolikom.

Mając na uwadze to wszystko, muszę przyznać, że istnieją błędy różnej wagi. Niektórzy ludzie mylą się w nieznacznym stopniu, inni popełniają błędy stale i są to błędy przeraźliwe. Przykładem tych pierwszych mogą być chrześcijanie innych wyznań, zwłaszcza poważni ewangelicy i przedstawiciele wschodniego prawosławia. Wielu z nich może nauczyć znaczną część katolików prawdziwej miłości, miłosierdzia i pobożności. Nominalni chrześcijanie, skłonni raczej pouczać innych niż naśladować Chrystusa, zawodowi ateiści, którzy z wyjątkowym natręctwem zalewają Internet swoimi poglądami, oraz osoby sporadycznie atakujące Kościół katolicki należą do drugiej grupy. Grupa ta prezentuje antykatolicyzm, który stanowi ostatnie powszechnie akceptowane uprzedzenie, tak zakorzenione w społeczeństwie, że wydaje się być czymś naturalnym. Każdy z nas nie raz słyszał takie wypowiedzi na temat Kościoła katolickiego, jakie w odniesieniu do jakiejkolwiek innej grupy religijnej po prostu nie są tolerowane. Źle jest już wtedy, gdy padają one w ulicznych rozmowach lub pustych plotkach, ale jeszcze gorzej, kiedy znajdujemy je w gazetach – uznawanych za poważne źródłach informacji. Brytyjski badacz dziejów Christopher Hibbert słusznie zauważa, że historycy przedstawiają papieża jako niewidzialnego wroga, podobnego do upiora, schowanego w kłębach dymu kadzidła w południowym szatańskim mieście, nazywanym Rzymem. We współczesnej kulturze anglosaskiej ten skrzywiony stereotyp jest wskrzeszany na nowo.

Phillip Jenkins jest profesorem historii i religii na Uniwersytecie Stanu Pensylwania. On wiele napisał o Kościele rzymskokatolickim oraz co nieco o atakach nań. Jego praca Nowy antykatolicyzm: ostatnie akceptowalne uprzedzen ie[1] opisuje historię oraz stan obecny tego zjawiska. Jenkins odszedł z Kościoła w latach 80. XX wieku. Gdy książka została opublikowana, profesora zapytano o jej główną tezę. Odpowiedział: Rozumienie tezy zależy od definicji antykatolicyzmu. Uważam, że to bardzo rozpowszechnione zjawisko o zróżnicowanym stopniu nasilenia. Przykładowo, ludzie mówią źle o Kościele katolickim i potępiają jego nauczanie ze znacznie większą łatwością niż jakąkolwiek inną religię lub tradycję. Myślę, że w pewnym stopniu tak było zawsze, ale w ostatnich 25 latach zjawisko najbardziej się nasiliło w obozie lewicowym i liberalnym, który stoi w opozycji do prawicy. To odróżnia antykatolicyzm od innych przesądów. On przetrwał jako coś, co nazwałem ostatnim akceptowalnym uprzedzeniem. Innymi słowy, jeśli powiesz coś niestosownego lub wrogiego o większości grup religijnych lub etnicznych, twoje słowa obrócą się przeciwko tobie i nawet mogą cię zniszczyć... Kiedy natomiast powiesz coś złego czy nawet bardzo niestosownego, wychodzącego poza ramki przyzwoitości, oburzającego dla wielu ludzi, o Kościele katolickim, nic takiego się nie wydarzy. W opinii kręgów liberalnych tym nie należy się przejmować, tego nie trzeba odbierać zbyt poważnie[2].

Jenkins ma rację. Ale mi chodzi o coś znacznie głębszego niż tylko o udzielenie odpowiedzi na dotkliwe ataki zaślepionego ateistycznego fanatyzmu. Katolicyzm jako doktryna jest ogromnie ważny: w naszej kulturze złożonej z rozmaitych form religijnego i niereligijnego fundamentalizmu, wszechogarniającego materializmu i postępującego upadku, który niszczy wszelką tradycję i cywilizację, jedyną stałą, konsekwentną i logicznie spójną alternatywą pozostaje Kościół rzymskokatolicki. Prawdopodobnie dlatego wywołuje on wrogość ludzi, zazwyczaj uczciwych i tolerancyjnych w stosunku do wiary lub ideologii, której do końca nie rozumieją.

Nie urodziłem się katolikiem. Przyszedłem do Kościoła w wieku dwudziestu kilku lat. Zostałem wychowany w sekularnej rodzinie w Wielkiej Brytanii, mój ojciec był Żydem. Jego rodzice w latach 90. XIX wieku przybyli z Polski. Ojciec nie miał antykatolickich przekonań, postrzegał jednak katolicyzm jako coś obcego i wrogiego, zarówno z żydowskiego, jak i brytyjskiego punktu widzenia. Mimo że Londyn w latach 1960-1970 raczej nie był miastem, gdzie panowałyby nastroje antysemickie, niemożliwością było mieć w sobie żydowską krew i nie doświadczyć uprzedzeń czy nawet nienawiści. Nie zawsze bezpośrednie i osobiste, doświadczenie to jak upiór nęka świat, a na przestrzeni ostatnich lat, w dobie Internetu i skomplikowanej polityki bliskowschodniej, kiedy wspomnienia Holokaustu odchodzą w przeszłość, coraz częściej odżywa na nowo. Dlatego z autopsji wiem, czym jest pogarda.

Jednak antykatolicyzm w sposób zasadniczy różni się od antysemityzmu. Nie jest związany z rasą lub narodem, a poza kręgami fundamentalizmu protestanckiego i ekstremizmu islamskiego nie ma podłoża religijnego. Mało kto sprzeciwia się katolicyzmowi ze względu na teologię, ale wielu nie lubi go z powodu przesłania etyczno-moralnego, jakie wynika z nauczania Kościoła. Chyba dlatego w 2008 roku strona internetowa YouTube prezentowała 40 nagrań wideo, ukazujących profanację konsekrowanej hostii. Umieścili je tam działacze antykatoliccy, którzy palili i przebijali Eucharystię, po czym spłukiwali ją do toalety.

Nie ma wątpliwości, iż takie nagrania są niesłychanie obraźliwe dla katolików, którzy (jak się przekonamy) wierzą, że konsekrowana hostia jest Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa. Jednak standardowa odpowiedź antykatolików brzmi: Być może; ale podobnie, jak katoliccy wierni mają swoje poglądy, tak ich przeciwnicy mają prawo do własnych; i maja prawo obrażać katolików w dowolny sposób, byleby nie stosowali przemocy. Problem w tym, że taki stosunek do chrześcijan, a zwłaszcza katolików, występuje znacznie częściej niż wobec wyznawców innych religii. Robert Ritchie, przewodniczący organizacji „Ameryka potrzebuje Fatimy”, wystosował petycję z żądaniem usunięcia tych nagrań z YouTube. Napisał w niej: My, katolicy, wierzymy, że Hostia stanowi ciało, krew, duszę i bóstwo Chrystusa. Oglądanie profanacji Hostii powoduje cierpienie katolików na całym świecie. W przeszłości YouTube usuwało nagrania wideo, które obrażały żydów i przedstawicieli innych religii, m.in. film, w którym nastolatek sikał na pomnik Holokaustu. Czy katolicy nie zasługują na podobny respekt dla ich głębokich wierzeń? Można mnożyć przykłady z różnych dziedzin życia, gdzie katolicyzm jest traktowany inaczej niż inne religie.

Antykatolicyzm religijny jest raczej rzadki. Mówiąc prościej, mało kto nie lubi mnie za moje zapatrywania na kult świętych i papiestwo, podczas gdy straciłem zatrudnienie w mediach za to, że moje przekonania np. o początku życia ludzkiego w chwili poczęcia oraz o małżeństwie jako związku mężczyzny i kobiety były zgodne z nauczaniem Kościoła katolickiego. Albo na przykład, po części żydowskie pochodzenie pozytywnie wpłynęło na moją karierę zawodową, z drugiej zaś strony, poważne traktowanie nauki katolickiej spowodowało, że co najmniej dwukrotnie zostałem wyrzucony z pracy, a wieleredakcyjnych drzwi przede mną zatrzaśnięto. Tak więc, choć częściej mówi się o żywotności i trwałości antysemityzmu, wierny Kościołowi katolik napotyka na podobne problemy, równie trudne.

Z całą pewnością istnieje też uprzedzenie antykatolickie, zbudowane na gruncie społecznym i ekonomicznym. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii katolicy to przeważnie irlandzcy imigranci, najczęściej robotnicy, zazwyczaj biedni. Mimo że rzymski katolicyzm był religią Brytyjczyków przez tysiąc lat, na początku XVII wieku został zepchnięty na margines życia społecznego. W Irlandii Północnej byli i nadal są protestanci, którzy uważają katolików za ludzi niższej kategorii, zarówno pod względem moralnym, jak i duchowym, i teologicznym. Część tych angloceltyckich uprzedzeń zachowała się również w Ameryce Północnej: w opinii obiegowej, a w pewnym stopniu nawet w wyższych kręgach umysłowych Kościół katolicki uważany jest za „denominację obcokrajowców, imigrantów, biednych i niechcianych”. Obecnie jednak pogarda wobec katolików najmocniej promieniuje ze środowisk sekularnych liberałów, którzy uważają się za lepszych pod względem intelektualnym i etycznym, aczkolwiek nigdy nie odważyliby się na podobne odczucia i porównania w stosunku do przedstawicieli innych, bardziej „modnych” grup mniejszościowych.

Katolicy muszą stawić czoło niechęci ze strony tych, którzy odeszli z Kościoła. Pojęcie „były katolik” jest jednak mylące, ponieważ w sposób oczywisty nie jest katolikiem ktoś, kto w sposób agresywny odrzuca katolicyzm. Żyd może zostać ateistą, ale mimo to pozostaje Żydem. Z katolicyzmem jest inaczej. Kiedy katolik staje się np. baptystą, już nie jest katolikiem i obraziłby się, gdyby go tak nazwano. Problem polega na tym, że wiele osób, wychowanych w wierze katolickiej, nagle zwraca się przeciwko Kościołowi i atakuje wyznanie, do którego, jak uważa, nadal należy. Złośliwe określenie „zdrowiejący katolik” (recovering Catholic) przedstawia katolicyzm jako uzależnienie w rodzaju alkoholizmu lub narkomanii. Uważam, że lepsza byłaby nazwa „niewydarzony katolik” (failed Catholic), która z wiadomych powodów irytuje tych, którzy nazywają siebie „zdrowiejącymi katolikami”. Oni na ogół obsesyjnie opowiadają o tym, jak ciężkie było ich życie, zanim doświadczyli uwolnienia w buddyzmie, New Age lub ateizmie.

Ta książka nie jest przewodnikiem po wierze rzymskokatolickiej. Jest raczej podręcznikiem, analizującym najczęstsze, choć nie wszystkie ataki na Kościół. Może on się przydać katolikom, którzy chcą bronić swojej wiary i potrzebują pomocy, by precyzyjnie sformułować własne przekonania. Mogą z niego skorzystać również zainteresowane osoby spoza Kościoła katolickiego, które słysząc stereotypowe oskarżenia i pomówienia, nie mogą uwierzyć, że instytucja, która czyni tak wiele dobrego i skupia tak wielu dobrych ludzi, może być aż tak zła. Myślę tu o ludziach, którzy są zbyt inteligentni i dojrzali, by wierzyć w uproszczone schematy. Mam nadzieję, że książka skłoni niektórych do dalszych, głębszych poszukiwań, i sięgną oni zarówno do dzieł współczesnych katolickich autorów i apologetów, jak i do monumentalnych prac autorów dziewiętnastowiecznych, a nawet średniowiecznych. Istnieje wiele zagadnień i pytań, na które nie odpowiadam, oraz mnóstwo faktów i argumentów, których nie poruszam, ponieważ moim zamiarem było napisanie książki raczej przystępnej niż wyczerpującej. Kwestiom najczęściej krytykowanym poświęcam miejsca więcej niż tym, które może i są ważniejsze, ale z tych lub innych powodów nie stały się przedmiotem ataków. Na przykład, znacznie częściej atakuje się Kościół katolicki z powodu tzw. faktów związanych z wyprawami krzyżowymi, a nie z powodu wiary w Niepokalane Poczęcie; znacznie częściej musi się on tłumaczyć z rzekomej obojętności w czasach Holokaustu lub z konsekwentnego potępiania aborcji niż z wiary w czyściec lub bezpodstawnych opowiadań o papieżu kobiecie. W książce wspominam, oczywiście, o kwestii kobiet papieży i Niepokalanym Poczęciu, ale interesuję się nimi znacznie mniej niż wyprawami krzyżowców czy Holokaustem.

Książka powstała jako wynik badań i osobistego doświadczenia. A doświadczenie moje pokazuje, że ataki na Kościół zaczynają się zazwyczaj od zagadnień historycznych, następnie dotyczą wiary i nauczania Kościoła, i kończą się na agresywnych stwierdzeniach, że Kościół ma „obsesję” na punkcie obrony życia.

Niestety, w różnych miejscach w Kościele katolickim wybuchają dzisiaj skandale seksualne. Trzeba o nich dyskutować, należy to jednak robić uczciwie i rzetelnie. Jakie jeszcze etykiety przykleja się Kościołowi katolickiemu? Kościół był niedobry dla Galileusza, Kościół próbował nawracać muzułmanów, a krzyżowcy zachowywali się okropnie; inkwizycja zamordowała miliony ludzi, Hitler był katolikiem, a papież nazistą; dziś Kościół opływa w bogactwa i nie pomaga biednym; dzieci są molestowane, a Watykan o tym wie i nic nie robi; celibat prowadzi do zboczeń wśród kleru, katolicy czczą obrazy i figury, wierzą, że papież nigdy się nie myli i nie może zrobić nic złego itd., itd., itd.

Wszystkie te oskarżenia są nielogiczne, jednak myślący ludzie, którzy o nich piszą i mówią, wzbudzają zaufanie. W wyniku tego Kościół katolicki staje się w XXI wieku instytucją wyjątkowo atakowaną. Prawie we wszystkich innych obszarach życia społecznego i kulturalnego jesteśmy na tyle dojrzali, że nie przyjmujemy bezkrytycznie tak krzywdzących i nietolerancyjnych opinii, jednak nie w przypadku Kościoła rzymskokatolickiego. Mała książka, którą prezentuje Czytelnikowi, dotyczy ogromnie ważnych zagadnień, a jej myślą przewodnią jest uzasadnione przekonanie, że Kościół ma rację. Przeczytaj i zastanów się, zastanów się i zgódź, zastanów się i nie zgódź, miej własne zdanie, jeśli tak Ci się podoba. Ale proszę w imię Boga i w imię Kościoła, który On nam zostawił, proszę: zastanów się!