Wydawca: Wydawnictwo RM Kategoria: Styl życia Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 181 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Diego Simeone - Carlos Aznar

Diego Pablo Simeone (ur. w 1970, w Buenos Aires) ze znanego i podziwianego zawodnika przeistoczył się w szanowanego trenera. To, czego nauczył się przez dwie dekady jako piłkarz, stosuje obecnie jako trener. Granicę tę przekroczył w sposób naturalny, jego przeznaczeniem było przyjęcie roli szkoleniowca. Simeone jest trenerem błyskotliwym, pełnym zapału i oddania swojej pracy.

Carlos Aznar opisuje drogę Simeone od jego narodzin jako piłkarz w argentyńskim klubie Velez Sarsfield, w którym rozwijał się wraz z przebytymi na murawie kilometrami po karierę trenerską. Młody Simeone zdobył się na odwagę i przyjechał do Europy, z postojem we włoskim klubie Pisa, później w Sevilli, aż osiadł w Atlético Madryt. Zakosztował sukcesu na stadionie Calderon i zasiał ziarno, które znalazło podatny grunt na murawie colchoneros. Wyjechał do Włoch, pojechał do Madrytu, wrócił do Argentyny, gdzie dokonała się przemiana z zawodnika w trenera. Odtworzył drogę, którą przeszedł jako piłkarz, i umocnił swój związek z Atlético Madryt.

Bezgranicznie oddany zawodnik, wymagający  trener – Cholo stał się ikoną rojiblancos i kolekcjonerem tytułów. Wiele jest jeszcze przed nim.

Opinie o ebooku Diego Simeone - Carlos Aznar

Fragment ebooka Diego Simeone - Carlos Aznar

Diego Simeone

Carlos Aznar

Tłumaczenie: Dorota Buchholtz

Originally published in Spanish as ¡OLE OLE OLE! CHOLO SIMEONE Copyright © Carlos Aznar With the participation of Página Tres Agencia Literaria S.L. and Al Poste Ediciones

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo RM, 2017 All rights reserved.

Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl, www.rm.com.pl

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

ISBN 978-83-7773-342-4 ISBN 978-83-7773-753-8 (ePub) ISBN 978-83-7773-754-5 (mobi)

Redaktor prowadzący: Longina KaliszRedakcja: Jolanta KucharskaKorekta: Ewa RóżyckaProjekt okładki: Maciej JędrzejecZdjęcia: ShutterstockOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl

Spis treści

Wstęp. Sedno futbolu

Trener i zawodnik, kolekcjoner tytułów

Z rastis do Europy

Sewilla, Bilardo i D10s

I włożył koszulkę rojiblanca

Przychodzi podwójna korona

Symbol albiceleste

Do zobaczenia, Atlético

Italia, nowy dom

Drugi etap rojiblanco, „debiut” na ławce trenerskiej

Z murawy na ławkę, w stylu Luisa

Witaj w domu… I tytuł!

Superpuchar Europy i rodzina

Rekordy Atlético i odnowa

Cholismo

Co myślą inni

O autorze

Całej rodzinie rojiblanca, która jest najbardziej lojalna, wyjątkowa i szlachetna w świecie futbolu.

Mojej rodzinie, Neli i Bruno za wsparcie.

WSTĘP

Sedno futbolu

Uro­dził się 28 kwiet­nia 1970 roku. W pierw­szej li­dze ar­gen­tyń­skiej pił­ki noż­nej za­de­biu­to­wał jako sie­dem­na­sto­la­tek 13 wrze­śnia 1987 roku. Po­cząw­szy od tego mo­men­tu ży­cie pod­po­rząd­ko­wał za­wo­do­wej pił­ce noż­nej, przez pra­wie dwie de­ka­dy wy­stę­pu­jąc w roli czo­ło­we­go spor­tow­ca, a na­stęp­nie przyj­mu­jąc funk­cję tre­ne­ra. I na tym polu zbie­rał ty­tu­ły i uzna­nie, tak jak przed­tem jako za­wod­nik. Fut­bol stał się esen­cją ży­cia Die­go Pa­blo Si­me­one (Bu­enos Aires) od chwi­li, gdy za rękę z oj­cem wszedł mię­dzy rzę­dy sta­dio­nu Ra­cing de Avel­la­ne­da, aż do dziś, kie­dy co­dzien­nie po­ja­wia się na tre­nin­gach Atléti­co Ma­dryt w Cer­ro del Espi­no de Ma­ja­da­hon­da. Bo­gac­two do­świad­czeń i prze­żyć czter­dzie­sto­let­nie­go Si­me­one czy­ni z nie­go doj­rza­łe­go męż­czy­znę, lecz cią­gle żąd­ne­go roz­wo­ju, po­świę­ca­ją­ce­go czas i umie­jęt­no­ści jako tre­ner.

Si­me­one od dziec­ka wy­róż­niał się w gru­pie ró­wie­śni­ków. Jego oj­ciec Car­los Al­ber­to wspo­mi­na, że mło­dy Die­go Pa­blo tra­cił wie­le w po­rów­na­niu z rów­no­lat­ka­mi z po­wo­du pa­sji do pił­ki noż­nej. Jego za­baw­ką była pił­ka. Obec­nie wie­lu chłop­ców czas na na­ukę po­świę­ca na ma­rze­nia o by­ciu pił­ka­rza­mi; ma­rze­nia te nie­rzad­ko po­dzie­la­ją ich ro­dzi­ce. Ale w tam­tych cza­sach sła­wy fut­bo­lu nie były tak eks­po­no­wa­ne, nie było tylu ko­lek­cji na­kle­jek, tylu ko­szu­lek, tylu bu­tów, tyle te­le­wi­zji, ta­kich tech­nik ryn­ko­wych wo­kół pił­ki jak te, któ­re obec­nie bom­bar­du­ją umy­sły dzie­ci. Mimo wszyst­ko Die­go wzra­stał przez pił­kę noż­ną i dla niej. Po przej­ściu przez wie­le ze­spo­łów ze swo­jej dziel­ni­cy tra­fił do ka­te­go­rii ju­nio­rów Ve­lez, dru­ży­ny, w któ­rej w wie­ku 17 lat za­de­biu­to­wał w li­dze ar­gen­tyń­skiej. Ma­jąc 20 lat, wy­ko­nał skok do Eu­ro­py, wy­jąt­ko­wy za­rów­no dzię­ki de­biu­to­wi w pił­ce za­wo­do­wej, jak i po­dró­ży na Sta­ry Kon­ty­nent, co w la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku nie było po­wszech­ne. Dzi­siaj jest na po­rząd­ku dzien­nym tzw. trans­fer mło­dych ta­len­tów fut­bo­lu ar­gen­tyń­skie­go do klu­bów eu­ro­pej­skich. Na­le­ży do nich m.in. Ser­gio Agu­ero, któ­ry tra­fił do Atléti­co Ma­dryt w wie­ku 17 lat. Si­me­one wy­prze­dzał rów­nież swo­je cza­sy po­świę­ce­niem dla pił­ki noż­nej, dbał o sie­bie, za­wsze był w naj­lep­szej for­mie. I tak po­stę­pu­je na­dal – nie przy­tył ani ki­lo­gra­ma od cza­su, gdy po­rzu­cił pole gry, i dba o swój wi­ze­ru­nek, któ­ry mo­bi­li­zu­je jego uczniów.

Si­me­one pró­bo­wał wie­lu aro­ma­tów czy­stej esen­cji fut­bo­lu. Po­znał fut­bol ar­gen­tyń­ski, wło­ski i hisz­pań­ski jako za­wod­nik; obec­nie bada je od stro­ny tech­nicz­nej. Za­wsze ze spa­ko­wa­ną wa­liz­ką, uta­jo­ną du­szą tre­ne­ra i prze­ko­na­niem, że le­piej sa­me­mu odejść, za­nim inni ze­chcą się z nim po­że­gnać. Cho­lo gro­ma­dził eki­py, tre­ne­rów, ko­le­gów, ki­lo­me­try… i prze­ży­cia, z któ­rych za­cho­wu­je to co naj­cie­kaw­sze, to co te­raz sto­su­je z po­wo­dze­niem na ław­ce Atléti­co Ma­dryt. Za­bie­ga­ne ży­cie, w któ­rym głów­ną rolę gra­ła jego ro­dzi­na, od cza­su po­rad jego ro­dzi­ców Car­lo­sa Al­ber­to i Nil­dy, aż po zwią­zek z Ca­ro­li­ną – mał­żeń­stwo i na­ro­dzi­ny trzech sy­nów: Gio­van­nie­go, Gian­lu­ki i Giu­lia­no. Jego oj­ciec, jak „wy­znał” Cho­lo, jest oso­bą, któ­ra mia­ła na nie­go naj­więk­szy wpływ poza świa­tem fut­bo­lu, po mat­ce odzie­dzi­czył m.in. pa­sję do ho­ro­sko­pów, do któ­rych przy­wią­zu­je tak wiel­ką wagę, że in­te­re­su­je się zna­ka­mi zo­dia­ku swo­ich gra­czy, aby uło­żyć swo­je re­la­cje z nimi. On sam, oczy­wi­ście, jest By­kiem, zna­kiem „skom­pli­ko­wa­nym”, tak jak pił­ka­rze Iker Ca­sil­las, Die­go For­lan i Da­vid Bec­kham (z któ­rym miał jed­no, dwa spię­cia) czy ak­to­rzy, tacy jak Geo­r­ge Clo­oney i Al Pa­ci­no (do któ­re­go zwró­cił się jako tre­ner, aby zmo­ty­wo­wać dru­ży­nę Es­tu­dian­tes). Być może stąd hoł­du­je pew­nym prze­są­dom cha­rak­te­ry­stycz­nym dla wie­lu za­wo­dow­ców fut­bo­lu. Nie lubi, aby ro­bić mu zdję­cia na mu­ra­wie, jako gracz miał zwy­czaj wią­za­nia bu­tów, ban­da­żo­wa­nia się w pe­wien spo­sób, wska­ki­wa­nia na bo­isko w od­po­wied­ni spo­sób…

Jed­na z jego ka­bał jako tre­ne­ra wią­że się z ubra­nia­mi, ja­kie zwy­kle nosi. Na przy­kład, kie­dy kie­ro­wał Es­tu­dian­tes w La Pla­ta, za­wsze wkła­dał ten sam gar­ni­tur na 19 me­czów tur­nie­ju otwar­cia 2006, z któ­re­go jego eki­pa wy­szła z ty­tu­łem mi­strza. Po „wy­peł­nie­niu mi­sji” strój zo­stał sprze­da­ny na au­kcji cha­ry­ta­tyw­nej. Si­me­one, zwią­za­ny ze swo­ją ro­dzi­ną od pierw­szych me­czów, od­dał swo­jej mat­ce pierw­szą pen­sję za­wod­ni­ka w Ve­lez, ale oj­ciec zwró­cił mu pie­nią­dze. „Jak dłu­go żyję, w tym domu to ja daję na ży­cie”, oznaj­mił Car­los Al­ber­to.

Jego ro­dzi­ce, a tak­że sio­stry, Car­la i Na­ta­lia, byli naj­waż­niej­si w jego ży­ciu. Na­ta­lia jest zwią­za­na za­wo­do­wo z obec­nym tre­ne­rem. Po wie­lu la­tach z róż­ny­mi agen­ta­mi Die­go Pa­blo po­sta­no­wił wła­śnie jej po­wie­rzyć swo­je in­te­re­sy (pro­ce­so­wać się z klu­ba­mi, któ­re go chcia­ły, chcą i mia­ły). „Je­stem szczę­ścia­rą, po­nie­waż mógł nie mnie wy­brać do wspól­nej pra­cy, a jed­nak po­sta­wił na mnie”, ko­men­tu­je dum­na, po­waż­na i twar­da ne­go­cja­tor­ka w świe­cie zdo­mi­no­wa­nym przez męż­czyzn. Oczy­wi­ście po ślu­bie do gro­na naj­waż­niej­szych dla niech osób do­łą­czy­li jego żona i trzej sy­no­wie.

Z Ca­ro­li­ną Bal­di­ni, mo­del­ką ar­gen­tyń­ską, z któ­rą zwią­zek prze­ży­wał wzlo­ty i upad­ki, ma trzech sy­nów, wszy­scy po­szli w śla­dy ojca w kró­lo­wej spor­tu. Naj­star­szy z trój­ki Gio­van­ni, uro­dzo­ny w Ma­dry­cie, kie­dy Cho­lo zdo­by­wał pu­cha­ry z Atléti­co, jest w re­zer­wie pierw­sze­go ze­spo­łu Ri­ver Pla­te, grał w ka­te­go­rii ju­nio­rów al­bi­ce­le­ste; pod­czas gdy jego dwaj mali bra­cia rów­nież gra­ją w ka­te­go­riach ju­nio­rów. Giu­lia­no, be­nia­mi­nek ro­dzi­ny, jest naj­bar­dziej nie­ustę­pli­wy co do pra­cy swo­je­go ojca, wy­ma­ga­jąc od nie­go – z całą na­tu­ral­no­ścią i nie­win­no­ścią swo­ich dzie­się­ciu lat – aby Atléti­co i jego gra­cze się do­sko­na­li­li. Gian­lu­ca wal­czy w ósmej dy­wi­zji Ri­ver, ale na jego kon­cie na Twit­te­rze jako tło fi­gu­ru­je zdję­cie sta­dio­nu Vi­cen­te Cal­de­ron z pod­pi­sem peł­nym uczu­cia: „Sła­wę zdo­by­wa się w wal­ce”. Pod tym stwier­dze­niem rów­nie do­brze mógł pod­pi­sać się jego oj­ciec. To mot­to przy­świe­ca­ło spo­tka­niu po­mię­dzy ze­spo­ła­mi ro­ji­blan­co (Los Ro­ji­blan­cos, czy­li czer­wo­no-bia­li)i Se­wil­li, któ­re skoń­czy­ło się 4:0 dla Atléti­co.

Czy­sta esen­cja fut­bo­lu z ko­dek­sem pił­ka­rza ukształ­to­wa­ne­go na daw­ną mo­dłę i dzia­ła­ją­ce­go w świe­cie, któ­ry ra­dy­kal­nie się zmie­nił od cza­su jego pierw­szych kro­ków jako za­wo­do­wy pił­karz. „Trze­ba grać me­cze z no­żem w zę­bach”, jed­na z jego mak­sym, któ­ra prze­kła­da się na od­da­nie i na­pię­cie, ja­kich wy­ma­ga od swo­ich pod­opiecz­nych w każ­dym me­czu. „Wolę grać do­brze, niż grać ład­nie; po­sia­da­nie pił­ki mnie nie in­te­re­su­je”, Si­me­one przed­kła­da prak­tycz­ność nad wi­do­wi­sko­wość, wie bo­wiem, że nie wszyst­kie ze­spo­ły wy­bie­ra­ją styl ład­nej gry w ca­łym me­czu, sta­wia­jąc ra­czej na do­sto­so­wa­nie środ­ków, wy­wie­ra­nie pre­sji, sto­so­wa­nie kontr­ata­ku i by­cie ze­spo­łem efek­tyw­nym. Esen­cja, któ­ra zna­la­zła swój naj­peł­niej­szy aro­mat w Atléti­co Ma­dryt. Była już wiel­ka mi­łość w dwóch eta­pach pił­kar­skich, zwłasz­cza w in­ten­syw­nym pierw­szym, z hi­sto­rycz­nym du­ble­tem, a te­raz zwią­zek po­głę­bił się po jego przy­by­ciu na ław­kę ro­ji­blan­cos, z no­wy­mi ty­tu­ła­mi i więk­szą iden­ty­fi­ka­cją z ki­bi­ca­mi, któ­rzy są wdzięcz­ni za jego pra­cę i utoż­sa­mia­nie się z ko­lo­ra­mi ze­spo­łu. „Ni­g­dy nie był­bym tre­ne­rem Re­alu Ma­dryt”. „Jed­na ko­szul­ka Atléti­co jest war­ta dwóch in­nych, nie za­mie­nię jej na żad­ną inną”. „To moja ro­dzi­na”. To nie­któ­re wy­po­wie­dzi uka­zu­ją­ce wy­jąt­ko­wy zwią­zek z klu­bem tego pił­ka­rza, obec­nie tre­ne­ra. Si­me­one za­pi­su­je zło­te stro­ni­ce w bo­ga­tej hi­sto­rii Atléti­co, gdzie już uho­no­ro­wa­no go zna­nym w ca­łym świe­cie pił­kar­skim hym­nem: „Ole, Ole, Ole, Cho­lo Si­me­one”.

Diego Pablo Simeone, trener Atletico Madryt. Mecz o Puchar Hiszpanii pomiędzy Sant Andreu i Atletico Madryt, wynik 0:4, w dniu 7 grudnia 2013 roku w Barcelonie, Hiszpania

Trener i zawodnik, kolekcjoner tytułów

„Bło­go­sła­wień­stwo”, tak okre­śla­ją En­ri­que Ce­re­zo i Mi­guel An­gel Gil, a tak­że inni dzia­ła­cze na sta­dio­nie Vi­cen­te Cal­de­ron, po­ja­wie­nie się Die­go Pa­blo Si­me­one na ław­ce Atléti­co Ma­dryt pod ko­niec 2011 roku. Po­now­ne spo­tka­nie w in­nej roli, o któ­rym już od pew­ne­go cza­su mó­wio­no wśród czer­wo­no-bia­łych, umoc­ni­ło uczu­cie, ja­kie na­ro­dzi­ło się mię­dzy Ar­gen­tyń­czy­kiem a eki­pą znad Man­za­na­res w po­ło­wie lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX wie­ku. Cho­lo da­wał wów­czas z sie­bie wszyst­ko na mu­ra­wie i do­ło­żył ce­gieł­kę, aby po­pro­wa­dzić ki­bi­ców Atléti­co na spo­tka­nie z bo­giem Nep­tu­nem, ka­mien­nym i dum­nym go­spo­da­rzem uro­czy­sto­ści col­cho­ne­ros.

Awan­so­wał w czerw­cu 1994 roku, kie­dy Atléti­co Ma­dryt za­twier­dzi­ło trans­fer środ­ko­we­go po­moc­ni­ka, pod­pi­su­jąc umo­wę, na któ­rą przy­by­li Je­sus Gil, nie­za­po­mnia­ny pre­zy­dent klu­bu ma­dryc­kie­go, i Luis Cu­ervas, jego od­po­wied­nik z klu­bu z Se­wil­li. Die­go Pa­blo nie był je­dy­nym trans­fe­rem z ze­spo­łu po­łu­dnio­wo­ame­ry­kań­skie­go, kie­ro­wa­ne­go przez Fran­ci­sco „Pa­cho” Ma­tu­ra­nę. Przy­je­chał do sto­li­cy ra­zem z Ko­lum­bij­czy­kiem „Tren” Va­len­cia – za­wod­ni­kiem, któ­ry po­gu­bił się na dro­gach ro­ji­blan­cas, a jego pierw­szym zmar­twie­niem tuż po wy­lą­do­wa­niu w Ma­dry­cie był za­kup sto­łu bi­lar­do­we­go, oraz z Ro­sja­ni­nem Igo­rem Do­bro­wol­skim i Del­fim Ge­lim, by­strym skrzy­dło­wym ka­ta­loń­skim, któ­ry ode­grał waż­ną rolę w szyb­kich suk­ce­sach Atléti­co – to on po­dał pił­kę, któ­rą przy­jął na gło­wę Mi­lin­ko Pan­tić i ustrze­lił Copa del Rey – Pu­char Kró­la, któ­ry spo­czy­wa w ga­blo­cie na sta­dio­nie Cal­de­ron. Ope­ra­cja kosz­to­wa­ła Je­su­sa Gila 465 mi­lio­nów pe­set, czy­li za­le­d­wie trzy mi­lio­ny euro. Kwo­ta była zna­czą­ca, ale ta in­we­sty­cja oka­za­ła się ze wszech miar do­cho­do­wa, bio­rąc pod uwa­gę to wszyst­ko, co wy­da­rzy­ło się za­le­d­wie dwa lata po trans­fe­rze środ­ko­we­go za­wod­ni­ka ar­gen­tyń­skie­go.

„Bło­go­sła­wień­stwo”, po­nie­waż tam­te­go od­le­głe­go lata Atléti­co sta­ło się, dzię­ki temu spor­tow­co­wi z ge­nem zwy­cię­stwa, za­ląż­kiem ko­lek­cjo­ne­ra ty­tu­łów za­rów­no na mu­ra­wie, jak i na ław­ce tre­ne­ra. Za­wod­nik o nie­sa­mo­wi­tych ce­chach fi­zycz­nych i nie­zwy­kłym cha­rak­te­rze, nie­ma­ją­cy cze­go za­zdro­ścić tym zna­ko­mi­tym pił­ka­rzom, któ­rych w pił­kar­skich ką­ci­kach plot­kar­skich ob­wi­nia się o by­cie ar­ty­sta­mi. Tem­pe­ra­ment, któ­ry ujaw­nił jako tre­ner i na­sy­cił nim ze­spo­ły mu prze­ka­za­ne do tre­no­wa­nia, po­zo­sta­wia­jąc ja­sne prze­sła­nie: wal­ka cią­gła i bez­względ­na o pił­kę oraz sil­na przy­pra­wa, któ­ra wzbo­ga­ca pod­sta­wy tak­tycz­ne, ja­kie Cho­lo go­tu­je dla swo­ich ze­spo­łów. Ten gen zwy­cię­stwa zna­lazł od­po­wied­nią sie­dzi­bę w klu­bie znad brze­gu rze­ki Man­za­na­res. Po trzech la­tach ad­ap­ta­cji do pił­ki eu­ro­pej­skiej we wło­skim klu­bie Piza przy­le­ciał do Hisz­pa­nii do klu­bu Se­wil­la, ze­spo­łu – po­mo­stu do sto­li­cy hisz­pań­skiej. Tam, na po­łu­dniu Hisz­pa­nii, spo­tkał się z dwie­ma po­sta­cia­mi fun­da­men­tal­ny­mi w hi­sto­rii fut­bo­lu ar­gen­tyń­skie­go: Die­go Ar­man­do Ma­ra­do­ną, z któ­rym dzie­lił szat­nię w ostat­nich la­tach jako naj­lep­szy za­wod­nik wszech cza­sów… za po­zwo­le­niem Lio­ne­la Mes­si, oraz Car­lo­sem Bi­lar­do, jed­nym z głów­nych tre­ne­rów w bo­ga­tej hi­sto­rii pił­ki noż­nej. Ale do­pie­ro w bar­wach ro­ji­blan­co za­czął zdo­by­wać naj­wię­cej tro­fe­ów do swo­jej i tak już za­peł­nio­nej ga­blo­ty, do­da­jąc ty­tu­ły klu­bo­we do zdo­by­tych w re­pre­zen­ta­cji Ar­gen­ty­ny. Bro­niąc swo­je­go kra­ju, mło­dziut­ki Cho­lo zo­stał mi­strzem w Pu­cha­rze Ame­ry­ki, dwa razy w Pu­cha­rze Kon­fe­de­ra­cji i w Pu­cha­rze Fran­chie­go, za­nim do­tarł na sta­dion Vi­cen­te Cal­de­ron. Wło­żył czer­wo­no-bia­łą ko­szul­kę i wkrót­ce się­gnął nie­ba. Po trud­nym roku ze­spół pro­wa­dzo­ny przez Ra­do­mi­ra An­ti­ca stał się hi­sto­rycz­nym du­ble­tem: Liga i Pu­char w jed­nym nie­za­po­mnia­nym se­zo­nie za­koń­czo­nym w czerw­cu 1996 roku. Kon­tro­wer­syj­ne kry­te­rium serb­skie­go tre­ne­ra zmu­si­ło go do ku­pie­nia bi­le­tu do Cal­cio rok póź­niej. Bro­niąc ko­szul­ki naj­pierw In­te­ru Me­dio­lan, po­tem La­zio, Die­go Pa­blo do­łą­czył do swo­jej ko­lek­cji ko­lej­nych pięć tro­fe­ów, trzy za „grę w domu” – Liga, Pu­char i Su­per Pu­char Włoch z La­zio – i dwa mię­dzy­na­ro­do­we, Pu­char UEFA z In­te­rem i Su­per Pu­char Eu­ro­py z La­zio. Po za­koń­cze­niu tego eta­pu w fut­bo­lu wło­skim po­wró­cił do Atléti­co w epo­ce jego mniej­szej świet­no­ści, na któ­rej kładł się cie­niem spa­dek do Se­gun­da Di­vi­sion (hiszp. dru­ga dy­wi­zja – hisz­pań­ska liga o cha­rak­te­rze pro­fe­sjo­nal­nym) na ko­niec stu­le­cia, kie­dy hi­sto­rycz­ny ze­spół z Ma­dry­tu usi­ło­wał od­zy­skać swój rytm, naj­pierw w roz­gryw­kach kra­jo­wych, aby póź­niej zno­wu od­zy­skać po­zy­cję na kon­ty­nen­cie. Nie było tro­fe­ów, ale za to do­świad­cze­nia i na­uka na przy­szłość – Si­me­one, od­zna­czo­ny we­te­ran, przy kil­ku oka­zjach uda­wał już tre­ne­ra, kie­dy Gre­go­rio Man­za­no, wte­dy tre­ner Atléti­co, zo­sta­wiał go na ław­ce re­zer­wo­wych. Die­go znów za­czął pa­ko­wać wa­liz­ki, aby za­koń­czyć ka­rie­rę w klu­bie swo­je­go dzie­ciń­stwa, do któ­re­go nie mógł na­le­żeć u jego po­cząt­ków i wo­bec któ­re­go miał nie­spła­co­ny dług, aby za­wie­sić wresz­cie na koł­ku swo­je kor­ki peł­ne od­wa­gi, wy­sił­ków, kom­pro­mi­sów, po­ra­żek, trium­fów i ty­tu­łów, wie­lu ty­tu­łów.

W tym okre­sie, bo­ga­tym i róż­no­rod­nym, je­śli cho­dzi o ze­spo­ły i ty­tu­ły, Die­go Pa­blo Si­me­one miał szczę­ście pra­co­wać z wie­lo­ma ko­le­ga­mi i tre­ne­ra­mi. Nie­trud­no zna­leźć świa­dec­twa wie­lu z nich, w któ­rych mó­wią już o ukry­tych zdol­no­ściach tre­ner­skich, o za­wod­ni­ku, któ­ry od­gry­wał więk­szą rolę, niż ten, któ­ry tyl­ko wy­cho­dzi, bie­ga, przy­kła­da nogę do pił­ki, o za­wod­ni­ku, u któ­re­go do­strze­ga­no spo­sób by­cia tre­ne­ra na polu gry i poza nim. Jak gdy­by 14 lat za­wo­dow­stwa na bo­isku było cięż­kim, za­baw­nym i uwień­czo­nym suk­ce­sem kur­sem na­uki w „Aca­de­mia de Bu­enos Aires”, w Club de Ra­cing Avel­la­ne­da. Jak gdy­by Cho­lo uro­dził się tre­ne­rem, a lata, kie­dy był za­wod­ni­kiem, na­le­ża­ły je­dy­nie do obo­wiąz­ko­wych prak­tyk w celu uzy­ska­nia le­gi­ty­ma­cji. Tre­ner, któ­ry mu­siał być za­wod­ni­kiem, a nie za­wod­nik, któ­ry po­sta­no­wił być tre­ne­rem.

Si­me­one nie po­tra­fił żyć bez kró­lo­wej spor­tu ani kró­lo­wa spor­tu nie mo­gła zo­sta­wić na bocz­nym to­rze jed­ne­go z tych gra­czy, któ­rzy sza­nu­ją za­wód, nie szczę­dzą wy­sił­ków i dają sie­bie sa­mych na polu gry. Ra­cing w Avel­la­ne­da pod Bu­enos Aires miał wte­dy de­li­kat­ną sy­tu­ację i Die­go pra­wie bez eta­pów po­śred­nich za­mie­nił kor­ki na no­tes, prze­cho­dząc w jed­nej chwi­li od tre­no­wa­nia do by­cia tre­ne­rem. Wła­śnie tam w 2006 roku. Przy­spie­szo­na me­ta­mor­fo­za po­dob­na do tej, jaką prze­szedł wie­le lat wcze­śniej inny z bo­ha­te­rów w hi­sto­rii Atléti­co, Luis Ara­go­nés. Kil­ka lat we wła­snym kra­ju two­rzył swój nowy wi­ze­ru­nek, aby na­stęp­nie przejść do wło­skie­go fut­bo­lu, jak to już raz zro­bił, kie­dy na­bie­rał śmia­ło­ści na polu gry, wró­cić prze­lot­nie do Ra­cin­gu i przy­bić do por­tu Atléti­co, gdzie ocze­ki­wa­no go z otwar­ty­mi ra­mio­na­mi. Sie­dem lat pra­cy jako tre­ner, co dało mu czas, by do­dać nowe ty­tu­ły do oso­bi­stej ko­lek­cji: otwar­cie i za­mknię­cie w jego oj­czyź­nie, Es­tu­dian­tes i Ri­ver, Liga Eu­ro­pej­ska i Su­per Pu­char Eu­ro­py z Atléti­co. Po­dob­nie jak w po­ło­wie lat dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku, jego po­ja­wie­nie się w klu­bie w Ma­dry­cie po­wi­ta­no z ogrom­ną ra­do­ścią. Przy­je­chał, aby zmie­nić na war­cie Gre­go­rio Man­za­no w po­ło­wie se­zo­nu, pra­wie wpro­wa­dził przy­gnę­bio­ny ze­spół do Ligi Mi­strzów i po­pro­wa­dził go do zdo­by­cia dwóch ko­lej­nych ty­tu­łów eu­ro­pej­skich. Ale idyl­la do­pie­ro się roz­po­czę­ła. Kon­ty­nu­ując wy­jąt­ko­wą pra­cę w na­stęp­nym se­zo­nie (2012–2013), Atléti­co po­sta­no­wi­ło zro­bić krok na­przód i prze­dłu­ży­ło kon­trakt aż do czerw­ca 2017 toku. Był to nie­wia­ry­god­ny do­wód za­ufa­nia ze stro­ny klu­bu, któ­ry ni­g­dy wcze­śniej nie chciał wią­zać się z tre­ne­rem na tak dłu­go. „Atléti­co to moja ro­dzi­na”, wy­znał w dniu pa­ra­fo­wa­nia prze­dłu­że­nia kon­trak­tu. Tre­ner z po­wo­ła­nia, za­wo­do­wy pił­karz rów­nież z po­wo­ła­nia, czło­wiek, któ­ry chce zdo­by­wać nowe ty­tu­ły, aby nie tyl­ko przy­ozdo­bi­ły jego prze­peł­nio­ne ga­blo­ty, ale tak­że za­cie­śni­ły wię­zy z ki­bi­ca­mi, któ­rzy wi­dzie­li w nim gwiaz­dę na ław­ce tre­ner­skiej. To nie zda­rzy­ło się już od wie­lu lat.

Trener Atletico Madryt Diego Pablo Simeone uczestniczy w konferencji prasowej na stadionie Georgios Karaiskakis, Ateny, 2014 roku

Od rastis do Europy

Sewilla, Bilardo i D10s

I włożył koszulkę rojiblanca

Przychodzi podwójna korona

Symbol albiceleste

Do zobaczenia, Atlético

Italia, nowy dom

Drugi etap rojiblanco, „debiut” na ławce trenerskiej

Z murawy na ławkę, w stylu Luisa

Witaj w domu… i tytuł!

Superpuchar Europy i rodzina

Rekordy Atlético i odnowa

Cholismo

Co myślą inni

Carlos Aznar