Depresja. Jedzenie, które leczy - Karolina Szaciłło, Maciej Szaciłło - ebook
Opis

 

Jak wspomóc ciało i umysł, aby jak najdłużej cieszyć się zdrowiem

i szczęściem?

Depresja jest jedną z najczęściej występujących chorób na świecie. Według statystyk WHO w 2017 r. cierpiało na nią około 350 mln osób. Polskie statystyki mówią o 1,5 mln osób.

Jak w naturalny sposób możemy zapobiegać depresji? Jak wspomagać organizm w czasie choroby? Na te pytania odpowiadają Karolina i Maciej Szaciłło - autorzy książki.

Korzystając z najstarszego systemu medycznego ajurwedy oraz współczesnej dietetyki, autorzy radzą, w jaki sposób przeciwdziałać depresji, jak podnieść życiową energię oraz jak odróżnić depresję od okresowego spadku nastroju.

W książce Depresja. Jedzenie, które leczy znajdziesz m.in.:

·        80 przepisów na główne posiłki i przekąski, a także kiszonki, mieszanki przypraw, naturalne suplementy oraz napoje podnoszące poziom energii

·        przykłady technik oddechowych, medytacji oraz zabiegów olejowych.

Karolina i Maciej Szaciłło

Eksperci od zdrowego żywienia oraz ekologicznego trybu życia. Wspólnie prowadzą szkolenia oraz warsztaty zdrowego odżywania, a także medytacji. Są autorami popularnych poradników dietetycznych, m.in. Jedzenie, które leczy, Zdrowa tarczyca, Dieta Raw Food.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 248

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Konsultacja merytoryczna i przygotowanie ramek „Zdaniem doradcy żywieniowego”: EMILIA LORENC (www.lorencmedical.com)
Konsultacja merytoryczna i przygotowanie ramek „Zdaniem konsultanta ajurwedyjskiego”: PRZEMEK WARDEJN (www.slowonline.org)
Redakcja i korekty: Melanż
Okładka: DOMINIKA i BARTŁOMIEJ SZACIŁŁO
Projekt graficzny: BARTŁOMIEJ SZACIŁŁO
Skład i łamanie: Magraf s.c., Bydgoszcz
Zdjęcie na okładce: StockFood
Zdjęcia potraw i zdjęcia reportażowe: KAROLINA i MACIEJ SZACIŁŁO
Pozostałe zdjęcia: IStock / Getty Images (9, 22, 23, 25, 26, 31, 33, 35, 39, 46, 50, 53, 54, 61, 66, 70, 71, 73, 75, 77, 87, 88, 93, 112, 115, 117, 122, 124, 125, 134, 153, 165, 169, 185, 244, 245, 258, 267, 268, 270–271)
Redaktor prowadzący: MAGDALENA CHORĘBAŁA
Dyrektor produkcji: ROBERT JEŻEWSKI
© Copyright byWydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2018 Text © copyright by Karolina i Maciej Szaciłło 2018
Wydawca zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za skutki zdrowotne. Stosowanie metod przedstawionych w książce powinno odbywać się po konsultacji z lekarzem.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
ISBN 978-83-8132-053-5
Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o. ul. Postępu 14, 02-676 Warszawa tel. (22) 312 37 12 Dział handlowy:handlowy@grupazwierciadlo.pl
Konwersja:eLitera s.c.
.

OTWÓRZ DRZWI

„Jak się dzisiaj czujesz, synku?” – pyta matka jednego z głównych bohaterów cieszącego się olbrzymią popularnością serialu 13 powodów. „Dobrze!” – odpowiada syn ze spuszczonym wzrokiem. „Świetnie!”, „Dobrze!”, „Daj mi spokój, nie drąż mamo!”, „Nie chcę na ten temat rozmawiać!” – te odpowiedzi słyszymy najczęściej. Samobójcza śmierć Hannah Baker w 13 powodach otwiera puszkę Pandory w cieszącym się dobrą opinią liceum w niewielkiej amerykańskiej miejscowości. Na światło dzienne wychodzą prześladowanie, nękanie, rasizm, a nawet gwałty. Jednak naszym zdaniem wśród wszystkich tragicznych powodów, które doprowadziły Hannah do podjęcia tej finalnej decyzji, najważniejszy jest jeden – nieumiejętność wyrażenia swoich emocji. Nieumiejętność radzenia sobie z lękiem, smutkiem, żalem. W końcu brak umiejętności w skontaktowaniu się z nimi i nazwania ich. Z podobnym problemem boryka się coraz większa liczba nie tylko amerykańskich, ale również europejskich i polskich nastolatków. Boryka się coraz większa liczba ludzi na naszej planecie. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że do 2020 roku depresja będzie drugą najczęstszą przyczyną śmiertelności na świecie! Choruje na nią ponad 350 milionów ludzi. I choć ciężko jest określić dokładną liczbę, jedno jest pewne. Skala zjawiska rośnie z roku na rok. Dotyka coraz młodszych, coraz bardziej bezradnych i... smutnych. Zdobyła już nawet niechlubne miano epidemii XXI wieku. Epidemii, która podobno dotyczy dwa razy częściej nas – kobiet.

Jak pisze Alexander Lowen, światowej sławy psychiatra, psychoterapeuta i twórca bioenergetyki, na którego będziemy się bardzo często powoływać w naszej książce, depresji nie wywołuje smutek. U podłoża tej choroby leży przede wszystkim brak kontaktu z własnym smutkiem. Również brak kontaktu ze wspomnianym żalem, lękiem i pojawiającą się w jego następstwie złością. Słowem: brak kontaktu z własnymi emocjami. Wypieranie ich, „zamiatanie ich pod dywan”, udawanie, że nie istnieją. „Świetnie radzę sobie z emocjami” – lubimy o sobie mówić i myśleć współcześnie. Bardzo dużo energii wkładamy w budowanie wizerunku osób świadomych, szczęśliwych i doskonale zorganizowanych. Mnóstwo energii poświęcamy na udawanie kogoś, kim tak naprawdę nie jesteśmy. „Doskonale wypieram emocje” – powinno więc brzmieć zgodne z prawdą zdanie. Jak przestać to robić? Jak skontaktować się z własnymi uczuciami? Jak nie wpaść w sidła depresji? I co być może najważniejsze: co zrobić, kiedy się już w nie wpadło?

Na te wszystkie pytanie odpowiadamy w książce Depresja. Jedzenie, które leczy – trzeciej już części serii poświęconej tematyce leczenia nie tylko przez pożywienie. Leczenia poprzez medytację, proste i bezpieczne techniki oddechowe, a nawet asany jogi. Leczenia poprzez odpowiednio dobrane mieszanki ziół i zabiegi olejowe, które podpowiada licząca sobie ponad 5 tysięcy lat ajurweda (najstarsza nauka o zdrowiu). W końcu leczenia dzięki pracy z emocjami. Zaglądania do środka, konfrontowania się z tym, co w nas piękne i co w nas trudne. Przyglądania się przeróżnym skomplikowanym mechanizmom i uwarunkowaniom emocjonalnym, które najczęściej zostały ukształtowane w dzieciństwie. Mechanizmom, u których podstawy leży... brak miłości. Rozpaczliwe pragnienie bycia kochanym.

W kolejnych rozdziałach książki Depresja. Jedzenie, które leczy przeprowadzimy cię przez tę trudną do zdiagnozowania chorobę. Pokażemy, jak korzystając z wielu naturalnych narzędzi, powrócić do równowagi. Bo to ona – jak podkreśla medycyna Wschodu – jest warunkiem naszego zdrowia i... szczęścia. W rozdziale Czym jest depresja podpowiemy, w jaki sposób depresja może otworzyć drogę do nowego, lepszego życia. Korzystając ze wskazówek twórcy bioenergetyki, wyjaśnimy, jak ją właściwie zrozumieć i poczynić odpowiednie kroki. Pokażemy istotny związek między obniżeniem się nastroju a naszym dzieciństwem i braniem odpowiedzialności za swoje życie (i emocje). „Narysujemy” również cienką granicę oddzielającą pozornie przyjemny stan euforii i... depresji. W Czterech poziomach zdrowia i energii wymienimy najważniejsze jej źródła. Przedstawimy link pomiędzy wysokim poziomem energii a szczęściem. I odwrotnie: zależność między „słabo naładowaną baterią życiową” a depresją. Ponad wszelką wątpliwość wykażemy, że naszego zdrowia (zarówno psychicznego, jak i fizycznego) nie powinniśmy rozpatrywać jednotorowo. Skupiając się wyłącznie na ciele lub na umyśle. To ciało, umysł (i emocje), energia (innymi słowy – duch) i poziom społeczny składają się na tę skomplikowaną strukturę, którą jesteśmy. Ich wzajemna zależność jest szczególnie widoczna w przypadku depresji. Przede wszystkim jednak opowiemy o sercu. O tym, dlaczego według zarówno ajurwedy, jak i medycyny chińskiej serce nie jest tylko organem podtrzymującym życie. Jest naszym głównym „centrum dowodzenia”. Zawiaduje całym naszym życiem. W PrzyGOTUJ się już tradycyjnie odnajdziesz proste i przejrzyste zasady, które mogą wspomóc twój powrót do równowagi oraz przepisy na nowe i znane z naszych poprzednich książek pieczywo, mieszanki przypraw, masło klarowane, kiszonki i pikle. Piąty rozdział (Twój powrót do równowagi) poświęciliśmy jedzeniu, które leczy. Dokładnie omówiliśmy zasady komponowania i tworzenia posiłków (zgodnych zarówno ze współczesną medycyną, jak i ajurwedą), które mają jedno zadanie – poprawić twój nastrój! Zadbamy więc o odpowiednią florę bakteryjną jelit. Będziemy się rozgrzewać i pobudzać w naturalny sposób. Wzbogacimy naszą dietę m.in. w nienasycone kwasy Omega-3, cynk, selen, magnez i witaminy z grupy B. W Twoim powrocie do równowagi znajdziesz przede wszystkim propozycje na blisko 70 śniadań, obiadów, kolacji, przekąsek i napojów, które pomogą ci odzyskać zdrowie. Menu, jak w każdej naszej dotychczasowej pozycji, przedstawiamy w dwóch wariantach: wiosenno-letnim i jesienno-zimowym. Ostatni rozdział książki odpowiada na pytanie: „Jak poza dietą możesz dążyć do szczęścia?”. Opisaliśmy w nim całą poranną antydepresyjną praktykę. Dzień rozpoczniemy od krótkiego spaceru. Po nim przyjdzie czas na masaż ciepłym olejem, prysznic i... kilka prostych, poprawiających nastrój asan jogi. Na zakończenie wykonamy serię oddechów i oczyszczającą głowę ze zbędnych myśli medytację. Podpowiemy ci również, jak odpowiednio oczyścić przestrzeń w domu, jak nie ulegać poczuciu winy, a nawet jakimi kolorami się otaczać.

„Karola, czy depresja nie kojarzy ci się z zamkniętymi drzwiami? Jesteśmy zamknięci w sobie, skoncentrowani na własnym cierpieniu. Jesteśmy również zamknięci na innych, odcięci od energii płynącej z otaczającego nas świata” – powiedział nagle Maciek w trakcie ostatniego tygodnia naszej wiosennej odNOWY na słonecznym Synaju. Chwilę później wpadł na pomysł sesji zdjęciowej do książki, w której głównym bohaterem były właśnie... drzwi. Drewniane, kolorowe, odrapane, morskie, bajeczne i orientalne – drzwi symbolizujące budzenie się naszej świadomości. Drzwi, które otwierają nas na świat. Drzwi umożliwiające nam dostęp do nieskończonych pokładów miłości i szczęścia ulokowanych w nas samych. Pamiętam, że tego samego upalnego i dusznego dnia (te ostatnie zdarzają się w Dahab rzadko) obojgu brakowało nam siły (i entuzjazmu). Nie chciało nam się wychodzić z willi. Chcieliśmy ukryć się przed ludźmi, przed słońcem, przed światem. „Karola, wyjdźmy i zróbmy zdjęcia. To podniesie nasz poziom energii...” – powiedział mój mąż. Zabraliśmy aparat i wyszliśmy z domu. Kiedy tylko zaczęliśmy działać, zaczęliśmy się dzielić, energia wróciła. Pojawił się uśmiech (jak widać na załączonych obrazkach). Mamy nadzieję, że spoglądając na nasze roześmiane twarze, udzieli wam się atmosfera radości i zabawy, która towarzyszyła nam w trakcie tych kilku słonecznych sesji.

Podobnie jak poprzednie nasze książki, Jedzenie, które leczy czyZdrowa tarczyca. Twoja droga do równowagi hormonalnej, książka, którą trzymasz w dłoni, zdecydowanie wykracza poza zwykły poradnik zdrowego odżywiania. Nie bylibyśmy w stanie tego osiągnąć, gdyby nie współpraca z zaprzyjaźnionymi specjalistami. Nadzór merytoryczny nad całym menu przedstawionym w Depresja. Jedzenie, które leczy objęła Emilia Lorenc, diagnosta laboratoryjny, doradca dietetyczny i biolog molekularny. Jest ona również autorką wszystkich ramek „Zdaniem doradcy żywieniowego”. Emilia, która łączy w swojej pracy starożytną mądrość medycyny naturalnej i współczesnej dietetyki, na co dzień układa diety (m.in. oczyszczające) indywidualnie dopasowane do potrzeb swoich pacjentów. Wraz z mężem prowadzą Fundację Instytut Medycyny Integracyjnej i projekt www.zdrowyprzedszkolak.org. Emilia prywatnie jest mamą trójki dzieci. Z kolei starożytną mądrość medycyny wschodu reprezentuje Przemek Wardejn, nasz wieloletni przyjaciel, a ponadto konsultant ajurwedyjski, trener interpersonalny, nauczyciel medytacji i instruktor jogi. Ajurwedą zajmuje się ponad 15 lat. Uczył się jej w Kanadzie, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Polsce, ale przede wszystkim w Indiach. Podczas swoich kilkunastu pobytów w tym kraju spędził wiele miesięcy w różnych klinikach ajurwedyjskich. Dyplom konsultanta uzyskał w Ayuskama Institute w Rishikesh. Jest twórcą aplikacji mobilnej do medytacji slowonline.org. Przemek jest autorem ramek „Zdaniem konsultanta ajurwedyjskiego”.

Uwaga: W Depresji. Jedzenie, które leczy znajdziesz cytaty nie tylko z książek wspomnianego Alexandra Lowena, ale również z naszych poprzednich pozycji, m.in. Na szczęście. Przewodnika po świadomym życiu.

.

Jednak depresja może otworzyć drogę do nowego, lepszego życia, jeśli właściwie ją zrozumiemy i poczynimy odpowiednie kroki.

Alexander Lowen, Depresja i ciało[1]

KAROLINA: Tłumienie uczuć sprawia, że jednostka jest podatna na depresję, bowiem nie może polegać na uczuciach jako na przesłance do działania. Jej emocje nie płyną dostatecznie szerokim strumieniem, aby wskazać wyraźny kierunek. (...) Traci wiarę w siebie i szuka wskazówek w świecie zewnętrznym. Tak została ukształtowana przez rodziców, których miłości i akceptacji potrzebowała. Jako dorosła osoba jest gotowa na wszystko, by zyskać miłość i aprobatę otoczenia. W tym celu stara się wykazać, że zasługuje na traktowanie, jakiego pragnie. Wymaga to gigantycznego wysiłku, gdyż poprzeczka wisi wysoko, więc mobilizuje i angażuje w to przedsięwzięcie całą swoją energię (...) Sposób dowodzenia, że jest się godnym miłości, zależy od wartości wyznawanych przez rodziców. Dla jednych są to osiągnięcia, dla innych usłużność i negowanie własnych potrzeb (...) Niektórzy rodzice żądają, by dziecko się wyróżniało. Inni oczekują od niego konformizmu, podporządkowania i gorliwości w pracy. Dziecko, które usiłuje spełnić te oczekiwania (rzadko wyrażone otwarcie), zmierza ku depresji. (...) Dla kogoś, kto nie otrzymał w dzieciństwie miłości i akceptacji, za którymi tęsknił, mam jedną radę: „Zapomnij o tym”. Po osiągnięciu dorosłości trzeba zamknąć ten temat. Nie da się wrócić do dzieciństwa. Ten, kto tego próbuje, poświęca swoją teraźniejszość dla mrzonek (...) – pisał Alexander Lowen w kultowej książce Depresja i ciało. Trafiony zatopiony! Nic dodać, nic ująć...

Studia dziennikarstwa w Warszawie (16 osób na 1 miejsce), stypendium naukowe po pierwszym roku, pogoń za najbardziej niedostępnymi i niezainteresowanymi (najczęściej pozornie) mężczyznami, mylenie lęku z miłością, głębokie nurkowania w Egipcie, wspinanie się na dachy (i spadanie z nich), pisanie reportaży do najlepszych magazynów w kraju... – długo jeszcze mogłabym wyliczać sposoby na udowadnianie sobie (i swoim najbliższym), ile jestem warta. Pomiędzy tymi spektakularnymi momentami euforii, okresy spadku – depresji. Z roku na rok coraz częstsze. „Bieganie, skakanie, w tańcu i ruchu wypoczywanie”, a później spadanie. Co ciekawe, „dół” pojawiał się zawsze w okresach „nudy”, przestoju. W momentach kiedy cały pakiet miesiącami (a czasem nawet latami) wypieranych emocji na kilka chwil dochodził do głosu. Dawał znać o sobie. Na początku cichutko, a następnie coraz wyraźniej pukał do moich pozamykanych na cztery spusty drzwi.

Depresja jest dziś zjawiskiem powszechnym, ponieważ bardzo wielu ludzi dąży do nierealnych celów, które nie mają bezpośredniego związku z podstawowymi potrzebami istoty ludzkiej. (...) Człowiek pogrążony w depresji jest pozbawiony autopercepcji. Nie widzi siebie takim, jakim jest naprawdę, gdyż jego umysł koncentruje się na nierealnej wizji. (...) Ignoruje życie ciała, życie w teraźniejszości, uważa je za nieistotne, gdyż jego wzrok spoczywa na przyszłych celach. Tylko one się liczą. (...) Depresja jest skutkiem załamania się iluzji – nie uświadomionej, lecz wypływającej z zachowania człowieka – podkreśla Lowen.

Ile lat, ile energii, ile wzlotów i upadków (również dosłownych), ile okresowych dołów, zjazdów i depresji zajęło mi zrozumienie tego tak pozornie prostego mechanizmu, o którym pisze. Zauważenie, że mój umysł cały czas podróżuje między przeszłością a przyszłością. Planuje, „rozpisuje” i oczekuje. Bardzo rzadko bywa w teraźniejszości. Cieszy się promieniami słońca lub kroplami deszczu leniwie osuwającymi się po szybie. Uśmiechem Jasia, naszego synka zaraz po przebudzeniu, lub tym, jak próbuje małymi, ciepłymi palcami otworzyć moje jeszcze śpiące, rozleniwione powieki. Czuje wdzięczność. Wdzięczność płynącą z rzeczy „małych”. Płynącą ze środka. Wdzięczność, która przyciąga wszelką obfitość, która „indukuje” szczęście”. W końcu raduje się tym, co jest, a nie przylega do tego, czego nie ma... Zobaczyłam, że wyznaczam sobie praktycznie nieosiągalne cele, ponieważ w środku tak bardzo potrzebuję miłości i akceptacji. I choć moi rodzice kochają mnie ze wszystkich sił i włożyli mnóstwo energii, by dać mi szczęście, sami również zostali ukształtowani przez analogiczne mechanizmy. Zrozumiałam, że to od poziomu mojej (i Maćka) uważności i świadomości zależy, czy przerwiemy to błędne koło. Czy zauważymy owe uwarunkowania w sobie, a następnie zrobimy co w naszej mocy, aby ich nie powielać. Naszym zachowaniem zainspirujemy dzieci, rodziców, najbliższych i przyjaciół. Każdą komórką siebie poczułam, że to najtrudniejsze i zarazem najpiękniejsze zadanie...

WARTO WIEDZIEĆ

Przyczyn depresji specjaliści doszukują się w trzech grupach: endogennych, somatycznych i psychologicznych. Depresja endogenna to najczęściej spotykany rodzaj schorzenia. Wiąże się ona przede wszystkim z rozregulowaniem funkcji biologicznych i zaburzeniami ośrodkowego układu nerwowego. Wyraźnie obniżają się zdolności psychiczne i ruchowe, zmniejsza się sprawność intelektualna, koncentracja i pamięć. Od depresji endogennej trzeba odróżnić depresję somatyczną, która z kolei może być wywołana uzależnieniem lub organicznymi chorobami mózgu. Trzecią grupą są przyczyny psychologiczne – te, za które najczęściej winimy chroniczny spadek nastroju. Należą do nich trudne przeżycia z różnych okresów życia, takie jak błędy wychowawcze, kłótnie i konflikty w domu, psychiczne znęcanie się, molestowanie seksualne, zawstydzanie dziecka przez rodziców, otwarte faworyzowanie rodzeństwa, stawianie przez nich wygórowanych wymagań. Przyczyn depresji lekarze upatrują również w nieprawidłowym sposobie myślenia, a dokładnie w negatywnym nastawieniu: obwinianiu się za nieszczęścia, przekonaniu, że nic dobrego już się nie wydarzy, skupianiu się na złych wydarzeniach z przeszłości – czytamy w Epidemii depresji, materiale opublikowanym w 2011 roku w miesięczniku „Zwierciadło”.

Czy to już depresja, czy jeszcze rozczarowanie?

Zdrowa osoba przez większość czasu czuje się dobrze, wykonując swoje obowiązki, pielęgnując związki, wypoczywając, podejmując taką czy inną aktywność. Sporadycznie stan zadowolenia osiąga poziom radości, a nawet szczyt w postaci uczucia ekstazy. Taki człowiek niekiedy przeżywa również rozczarowanie, cierpi, jest smutny lub zawstydzony. Ale nie wpada w depresję (...) Obserwując ludzi w swoim gabinecie i poza nim, doszedłem do wniosku, że spotykam się z nią na każdym kroku. Większości ludzi brakuje wewnętrznego pobudzenia, które powinno dodawać wigoru ich życiu – tłumaczy Alexander Lowen. Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, bardzo często powołujemy się na niego w naszych publikacjach. Podajemy dalej wiedzę, która w nas „zakiełkowała”. Została w pełni zrealizowana. Zdrowa osoba przez większość czasu czuje się dobrze – te słowa dość długo dźwięczały mi głowie. Kiedy cofam się o kilka lat wstecz, bardzo wyraźnie widzę, że przez większą część czasu czułam się niedobrze. Moja depresja mnie nie paraliżowała, nie uniemożliwiała działania. Brakowało mi jednak „wewnętrznego pobudzenia”. Potrzebowałam więc silnych bodźców zewnętrznych. Co gorsza, podobnie jak Maciek, nie zdawałam sobie z tego sprawy. Mój mąż na pytanie: „Co u ciebie?” – zawsze odpowiadał: „Dobrze”. Po czym uśmiechał się prawie szczerze. A tak naprawdę, sztucznie. Gdy się poznaliśmy, nie czuł i nie rozmawiał o swoich emocjach. Zagłuszał je podróżami, bujaniem w chmurach, godzinami intensywnej praktyki jogi i spotkaniami ze znajomymi. Cały czas gdzieś się śpieszył, coś robił. Dokładnie tak samo jak ja – był bardzo zajęty (uciekaniem od siebie)!

– Czy nie uważa pan za normalne – zapytał – że człowiek wpada w depresję, kiedy nie dostaje awansu, na który od dawna liczył?

Był zaskoczony moją odpowiedzią:

Nie. Normalną reakcją na taką sytuację jest rozczarowanie.

A na czym polega różnica?

Reakcja depresyjna paraliżuje człowieka. Nie ma on ani siły ani chęci, by podjąć swoją normalną aktywność. Przepełnia go poczucie klęski i beznadziejności. Dopóki jest w depresji, nie widzi sensu w podejmowaniu żadnych dalszych wysiłków. Natomiast pod wpływem rozczarowania możemy być smutni, ale nas to nie unieruchamia. Możemy o tym rozmawiać lub w inny sposób wyrażać swoje uczucia, do czego osoba w depresji nie jest zdolna. (...) Nasza energia i zainteresowanie życiem pozostają bez zmian.

W przeciwieństwie do rozczarowania depresja często nie ma widocznych powodów. W wielu przypadkach dochodzi do niej w chwili, gdy wszystko zdaje się układać pomyślnie, a czasem nawet wtedy, gdy ktoś jest u progu oczekiwanego sukcesu lub już go osiągnął – wyjaśnia Lowen w Depresji i ciele. Czytam. Przecieram oczy. Nagle wszystko staje się jasne. Taśma pamięci zaczyna przewijać setki obrazów. Widzę siebie kilka godzin po tym, jak opublikowano mój pierwszy reportaż. Po chwili euforii wypijam drugą butelkę czerwonego wytrawnego wina. Mam odbarwione, sine usta. Jestem smutna. Spoglądam też na wyraz swojej pozbawionej życia twarzy dzień po tym, gdy dostałam się na studia. Imprezowałam całą noc. Straciłam cel. Jest mi pusto i... smutno. Przypominam sobie wyraz swojej twarzy za każdym razem, gdy po tygodniach lub nawet miesiącach starań udaje mi się „zdobyć” mężczyznę. Ten moment, kiedy w końcu udowadniam sobie swoją wartość. Automatycznie tracę zainteresowanie. „Ofiara zostaje zdobyta”. Wszystkie te obrazy i wydarzenia przestają być zamglone. Widzę je jasno. Czuje towarzyszące im emocje. Co więcej, w końcu biorę za nie odpowiedzialność. Nie przerzucam winy za mój stan, za mój lęk, za mój wstyd, za moje rozczarowanie na rodziców, przyjaciół, bliskich. Teraz mam wystarczającą ilość energii, aby wyrazić te „niechciane” i „niewygodne” emocje. Chce mi się płakać, krzyczeć i śmiać. Płaczę, krzyczę i śmieję się na zmianę. Płacz, żal i złość przestają blokować energię w różnych częściach mojego ciała. Czuję, jak rozluźnia się moje gardło, jak ustępuje ścisk w jelitach...

Jawna sprzeczność między depresją i sukcesem daje się wytłumaczyć, jeśli przyjmiemy, że sukces wcale nie był prawdziwym celem. Jeśli tym celem była na przykład miłość, a sukces był podświadomie traktowany jako sposób jej zdobycia, to jasne, że kiedy sposób zawiedzie, może to być powodem poważnego rozczarowania. Ale człowiek, który nie jest dobrze ugruntowany w ciele i nie ma kontaktu z własnymi uczuciami, nie potrafi rozpoznać tego rozczarowania. Niezdolny do wyrażenia uczuć, wpada w depresję. (...) W życiu wielokrotnie zdarza nam się obniżony nastrój, ale nie jest on depresją. (...) W depresję wpada dopiero ten, kto nie ma kontaktu ze swoim smutkiem – podkreśla światowej sławy psychiatra i psychoterapeuta.

WARTO WIEDZIEĆ

Co zaliczamy do najczęstszych objawów depresji?

• okresy euforii następujące wymiennie ze spadkiem nastroju (depresją)

• brak chęci do życia

• „uczucie pustki”

• zaburzenia snu i apetytu

• utrata energii

• zmęczenie

• samotność

• niepokój, lęk, a nawet ataki paniki

• drażliwość i częste napady gniewu

• obsesyjne „drążenie” traumatycznych doświadczeń i myśli

• obniżone poczucie własnej wartości

• brak koncentracji, niemożność podejmowania decyzji i działania, trudność z „jasnym myśleniem”

• brak nadziei

• osłabienie libido

Jeśli zauważysz u siebie (lub bliskich) część niepokojących objawów, najlepiej, abyś zgłosił się do specjalisty (poleconego terapeuty) i podjął próbę zdiagnozowania, a następnie rozpoczął terapię (niekoniecznie leczenie farmakologiczne).

Od euforii do depresji

Właściwie nierealny nie jest sam cel, lecz nagroda, jakiej się spodziewamy za jego osiągnięcie. Wśród celów, do których tak wielu ludzi niezmordowanie dąży, są bogactwo, sukces i sława. (...) Wierzymy, że bogacze są uprzywilejowani, gdyż dysponują środkami pozwalającymi im zaspokajać wszelkie pragnienia, a zatem w pełni się realizować. (...) Żadna ilość pieniędzy nie gwarantuje wewnętrznej satysfakcji, a tylko dla niej warto żyć. (...) Pożądanie sukcesu i sławy opiera się na iluzorycznym przeświadczeniu, że ich osiągnięcie nie tylko wzmocni nasze poczucie własnej wartości, ale także zapewni nam szacunek otoczenia i akceptację, której pragniemy. To prawda, można w ten sposób poprawić swoją samoocenę i podnieść swój prestiż społeczny. Lecz te zewnętrzne zyski nie mają większego znaczenia dla naszego wewnętrznego ja. (...) Nieważne, jak głośno słyszymy oklaski, jak bardzo entuzjazmuje się tłum. Nie porusza to naszego serca. (...) W gruncie rzeczy, kiedy ktoś stwarza sobie wizję „bycia kimś”, świadczy to o tym, że wewnętrznie czuje się „nikim”. (...) Cel ten pierwotnie stawiamy sobie w dzieciństwie, a aprobaty szukamy u rodziców, dopiero później przenosząc to oczekiwanie na innych – trafia w punkt autor Depresji i ciała. Później dodaje, że jesteśmy podatni na depresję, jeśli źródeł spełnienia szukamy poza sobą. Szukamy „na zewnątrz”. Mamy złudne przekonanie, że duże konto w banku, piękny dom, świetna praca, ekscytujące wakacje na tropikalnej wyspie czy kolorowa garderoba przyniosą nam szczęście i spełnienie. Prawda jest taka, że nie przyniosą... Nie zakleją tej gigantycznej dziury w środku. Dziury „wyżłobionej” przez brak akceptacji siebie, brak miłości i brak poczucia bezpieczeństwa pochodzący z dzieciństwa. Pisaliśmy już o tym w kilku naszych książkach. Do momentu, w którym sami się nie zaakceptujemy, pokochamy, dokopiemy się do wewnętrznego źródła szczęścia (i bezpieczeństwa), nikt ani nic w świecie zewnętrznym nie przyniesie nam trwałego spełnienia. Może nam oczywiście dostarczać chwilowych przyjemności, krótkich euforii. Jednak jak podkreślają Alexander Lowen i inni światowej sławy specjaliści w dziedzinie ludzkiej natury – cienka granica odgradza stan euforii i depresji. Dlaczego? Niekiedy depresja znika w tak nagły i niekontrolowany sposób, że nastrój pacjenta wybija się równie wysoko ponad normalność, jak głęboko był poprzednio poniżej normalności. Taki dziki przeskok od depresji do euforii, a nawet zachowania maniakalnego wróży kolejną reakcję depresyjną. Euforia wynika z butnego przeświadczenia, że tym razem wszystko pójdzie inaczej (...) W większości przypadków reakcję depresyjną poprzedza okres euforii i dopiero kiedy mija, pacjent pogrąża się w depresji – krok po kroku tłumaczy twórca bioenergetyki. Euforia i depresja – to dwa bardzo dobrze znane mi stany. Przez lata euforię myliłam ze szczęściem, depresję z jego naturalną konsekwencją, a wszystko pomiędzy kojarzyło mi się z nudą (i „spokojem”). Przez wiele lat zarówno ja, jak i mój mąż myliliśmy szczęście z ekscytacją, wyrzutem adrenaliny i z... lękiem. Ten moment wszechogarniającego podniecenia, dreszczy, ściśniętego żołądka, przyśpieszonego bicia serca, braku apetytu, bezsenności, nieumiejętności skupienia uwagi... Właśnie ten moment nazywaliśmy szczęściem. Podobnie jak Maćkowi wydawało mi się, że mogę je znaleźć, doścignąć i zdobyć na zewnątrz. Byłam przekonana, że odnajdę je w czymś tak zmiennym i ulotnym jak praca, uznanie, chwilowe zauroczenie czy czyjeś opinie. Żyłam więc w pogoni za euforią. W pogoni za miłością. W pogoni za... szczęściem. Nie uświadamiałam sobie, że wszystko, czego tak bardzo pragnę, co usilnie próbuję zdobyć/dogonić jest na wyciągnięcie ręki. Jest we mnie.

WARTO WIEDZIEĆ

Jak powinieneś się zachowywać, jeśli osoba w twoim najbliższym otoczeniu cierpi na depresję?

• podtrzymuj kontakt z chorym;

• okaż ciepło, cierpliwość, zrozumienie i wsparcie, którego potrzebuje;

• nie traktuj jej jak ofiary i nie użalaj się nad nią;

• nie próbuj jej na siłę rozbawić;

• rozmawiaj z nią o tym co dawniej; nie zaczynaj jednak spotkania od pytania: „Jak się masz?”;

• jeśli chcesz spytać o stan chorego, najlepiej zrób to w bardziej osobistej formie: „Widzę, że jesteś dziś trochę bardziej blady niż zwykle i bardziej małomówny. Jak się dziś czujesz?” lub „Wyglądasz na wyczerpanego, czy mogę spytać jak się czujesz?”;

• słuchaj i nie osądzaj chorego;

• unikaj stwierdzeń: „Nie histeryzuj!”, „Weź się w garść!”, „Zachowujesz się jak ofiara!”;

• nie udzielaj „tanich” rad, jak: „Prześpisz się, a jutro wszystko się ułoży” lub „Głowa do góry. Widzisz wszystko w czarnych barwach!”;

• daj swoje towarzystwo, po prostu bądź – wspólny spacer (nawet w ciszy) lub wycieczka na rowerze jest cenniejszy niż nieadekwatne rady, które mają na celu przerwać „niewygodne” milczenie i poprawić nasze samopoczucie, a nie stan chorego;

• kieruj się intuicją i sercem; chorzy na depresję przede wszystkim potrzebują ciepła i miłości; jeśli poczujesz, że jest na to przestrzeń, zachęć tę osobę do wizyty u specjalisty i podjęcia terapii.

Wszystkie powyższe rady opracowaliśmy na podstawie książki Depresja. Poradnik dla przyjaciół i rodziny[3].

Jestem odpowiedzialna za...

Pierwszym krokiem powrotu do równowagi jest uświadomienie sobie problemu, zdiagnozowanie się. Jak już wspominaliśmy, niezwykle pomocna może w tym być wizyta u poleconego sprawdzonego terapeuty. Kolejnym i pewnie najtrudniejszym, wzięcie odpowiedzialności za siebie i swoje emocje. Związek między tym ostatnim a depresją w piękny i prosty sposób opisuje Lowen: Z drugiej strony ludzie cierpiący na depresję stwarzają pozory poczucia odpowiedzialności, podobnie jak starają się sprawić wrażenie niezależnych. Czynią wysiłki, by stać na własnych nogach, lecz sądząc z dręczącej ich depresji, nie wkładają w nie całego serca. Głębsza analiza zawsze ujawnia w takich przypadkach, że starają się nie dla siebie, lecz w celu zdobycia akceptacji otoczenia. (...) Jeśli człowiek pogrąża się w depresji, to dowód, że nie stoi na własnych nogach. To oznaka braku wiary w siebie i rezygnacji z niezależności w zamian za obietnicę spełnienia, którego ma nadzieję doświadczyć dzięki innym ludziom. Zainwestował całą energię w próbę realizacji tego marzenia – marzenia nieosiągalnego. Depresja dowodzi, że jego wyniki się załamały, a iluzje rozwiały. Jednak depresja może otworzyć drogę do nowego, lepszego życia, jeśli właściwie ją zrozumiemy i poczynimy odpowiednie kroki.

Jednak branie odpowiedzialności (nie mylmy z braniem winy na siebie) za swoje życie, swój stan, swoje emocje, może być nieprzyjemne.

Uświadamianie sobie, że jest w nas lęk, co gorsza złość, a nawet niechlubna zazdrość prowadząca do jeszcze gorszej rywalizacji, wymaga odwagi. Trudno się dziwić. Co może być przyjemnego w dostrzeganiu swojej ciemnej strony?! Jeszcze większej odwagi potrzeba, aby wziąć za nią odpowiedzialność. W momencie kłótni z przyjaciółką lub mężem złapać oddech. Zrobić krok do tyłu (a tym samym spojrzeć na sytuację z dystansu) i zamiast oceniać drugą osobę i atakować ją, zastanowić się nad tym, co dzieje się we mnie. Jakie emocje wywołuje we mnie kontrola lub zazdrość mojego partnera? Dlaczego tak się wściekam z powodu piętnastominutowego spóźnienia? Co sprawia, że doprowadza mnie do szału mój nowy, „perfekcyjny” i skupiony wyłącznie na sobie kolega z pracy?

Pierwszym istotnym krokiem jest przyznanie przed samym sobą, że dana emocja się w nas pojawiła. Powiedzenie (nawet w myślach): „Tak jestem wściekła!” lub „Odczuwam silną zazdrość!”, lub „Nienawidzę jej!”. Mleko się już rozlało. Nie ma sensu udawać, że podłoga nie jest mokra. Dopiero gdy zaakceptujemy, że dana emocja w nas jest, możemy z nią zacząć pracować. To jest trochę tak jak z matką narkomana. Dopóki nie przyzna, że jej dziecko ma poważny problem, nie będzie mogła niczego zrobić, aby temu problemowi przeciwdziałać. Kiedy już zaakceptowaliśmy wstyd, żal, lęk lub zazdrość, powinniśmy z nimi teraz trochę poprzebywać. Nie upajać się nimi ani świadomie nie przedłużać nieprzyjemnego stanu. Przede wszystkim jednak nie wypierać go. Obserwować. Następnie na podstawie owej obserwacji dokonać analizy. Spróbować dociec, skąd w nas np. taka skłonność do rywalizacji lub niechęć do osób, które próbują nas kontrolować. Zainwestować trochę energii w znalezienie przyczyny – głęboko zakorzenionego schematu, którego źródła należy szukać w dzieciństwie. Może okazać się, że np. mieliśmy bardzo kontrolującą matkę/ojca i z jednej strony odrzuca nas od osób przejawiających tę cechę. Z drugiej, szukamy – partnera, który dostarczy nam tej zapisanej w dzieciństwie „matrycy miłości” – będzie nas kontrolował. Kto wie, może okazać się nawet, że sami przejawiamy skłonność do kontroli, bo tylko wówczas czujemy się bezpieczni. Wolimy kontrolować innych, aby oni nie mogli kontrolować nas. Pamiętajmy, że za każdą trudną sytuacją (również chorobą, jak depresja), ale również trudną relacją kryje się lekcja. Od naszej uważności, spokoju i wnikliwości zależy, jak szybko ją dostrzeżemy. W momencie, gdy lekcja zostanie „odrobiona”, trudna relacja może przekształcić się w piękną przyjaźń lub zakończyć zupełnie bezboleśnie, całkowicie bezszelestnie. Prowadząc nas o krok dalej na drodze ku szczęściu i wolności...

Chcę, a nie muszę!

Jaki jest związek między braniem odpowiedzialności za własne życie, za własne emocje, a słowem „chcę” (i nadużywaniem „muszę”)? Poniżej fragment Na szczęście, naszego przewodnika po świadomym życiu na cały rok.

„Kochana, muszę już kończyć...” – powiedziałam zmęczona rozmową z moją koleżanką. „Lepiej powiedz, że nie musisz, tylko chcesz już kończyć. W ten sposób weźmiesz odpowiedzialność za swoją decyzję. Nie urazisz mnie, jeśli powiesz, że jesteś zmęczona i nie masz ochoty już dłużej rozmawiać” – niespodziewanie odpowiedziała. Choć jej argument był mi nie na rękę, wzbudził moją refleksję. Po pierwsze, zrozumiałam, że nagminnie, w obawie o swój własny wizerunek (i o to, że mogę kogoś urazić) nadużywam słowa „muszę”. Po drugie, zobaczyłam, że efekt jest najczęściej odmienny od zamierzonego – okłamywana osoba dostrzega nieszczerość moich intencji. Koniec końców zaczęłam się przyglądać w swoim życiu temu, co „chcę” i „muszę”...

„Muszę rano pójść na jogę”, „muszę się zdrowiej odżywiać”, „muszę się napić zielonego szejka” lub „koniecznie musimy się spotkać”... To tylko kilka przykładów zdań, w których główną rolę zagrał czasownik „muszę”. Zastanawiałeś się, jak często sam go używasz? Ja przez wiele lat, podobnie jak mnóstwo otaczających mnie osób, nadużywałam go zupełnie bezwiednie. Uświadomiłam sobie, jak często pojawia się w moim słowniku, dopiero gdy po wspomnianej rozmowie przeprowadziłam następujące proste ćwiczenie. W notesie zanotuj (orientacyjnie), ile razy w ciągu dnia użyłeś słowa: „muszę”. Zapisz również, w jakim pojawiło się ono kontekście. Użycie słowa „muszę” np. w kontekście skorzystania z toalety jest całkowicie uzasadnione. Jednak w większości innych przypadków można je z powodzeniam zastąpić innym, zdecydowanie rzadziej przez nas stosowanym czasownikiem. Jakim? „Chcę”. „Chcę” kojarzy się pozytywnie. Związane jest z czymś, na co masz ochotę, z przyjemnością, z marzeniami, z entuzjazmem. „Chcę” motywuje cię do działania. Mało tego – pomaga nam wziąć odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Podczas kiedy „muszę” przywołuje negatywne emocje. Związane jest z przymusem, niechęcią, działaniem na czyjś rozkaz. „Muszę”, odkąd byliśmy dziećmi, demotywowało nas, odbierało nam chęć. Pomagało nam (i prawdopodobnie najczęściej do dziś pomaga) nie brać pełnej odpowiedzialności za nas samych. Stawiać się w pozycji ofiary. Skoro „muszę, a nie „chcę”, to tak naprawdę nie identyfikuję się z samą czynnością. Robię ją na 50%. Jeśli mi nie wyjdzie, zawsze mogę powiedzieć, że nie miałam na to ochoty...

Odpowiedz sobie na poniższe pytanie: „Co musisz robić w życiu?”. Poza potrzebami fizjologicznymi niczego tak naprawdę nie musisz. Nie musisz chodzić do pracy, wstawać wcześnie rano, zawozić dzieci do szkoły, spotykać się ze znajomymi, za którymi nie przepadasz. Wszystko to twoje dobrowolne decyzje.

ĆWICZENIE

Nie przekonały cię wszystkie powyższe argumenty? Proponuję prosty eksperyment. Wybierz dowolną, najbardziej znienawidzoną pracę domową, np. prasowanie, zamiatanie lub zmywanie naczyń. Następnym razem, gdy będziesz przystępował do wykonywania tej czynności, podejmij decyzję. Czy chcesz mieć czysto w domu? Jeśli nie, zajmij się czymś przyjemniejszym. Jeśli tak, zamiast „muszę zamieść podłogę”, powiedz: „chcę zamieść podłogę”. Tu i teraz uświadom sobie decyzję, którą sam podejmujesz i która wypływa z twojej własnej nieprzymuszonej wolnej woli. Weź za nią pełną odpowiedzialność. Zaobserwuj, jak zmieniła się twoja percepcja? Czy zmieniło się twoje nastawienie? Czy zamiatało się choć odrobinę przyjemniej?

Jeśli tak, przez minimum następny tydzień (uformowanie się nawyku może potrwać dłużej) włóż trochę wysiłku w wypracowanie nowego nawyku. Za każdym razem, gdy bezwiednie wypowiesz słowo „muszę”, podejmij decyzję. Zastanów się, czy rzeczywiście chcesz to zrobić. Jeśli tak, „muszę”, zastąp słowem „chcę”. Po jakimś czasie zacznie przychodzić ci to naturalnie. Ten prosty zabieg pomoże ci pozytywniej nastawić się do życia. Kto wie, może nawet zaczniesz się częściej uśmiechać?!

Płacz, który leczy

A kto nie jest w stanie się załamać, kto nie potrafi się poddać i odpuścić sobie, ten jest zmuszony do ciągłego zużywania swojej energii życiowej, co go nieuchronnie niszczy. Będzie cierpiał na schorzenia powodowane przez permanentny stres: bóle w dolnej części pleców, artretyzm, choroby układu krążenia, zaburzenia organów trawienia (...) etc. Wydaje mi się, że łatwiej jest nauczyć się w pewnych wypadkach przegrywać i darować sobie niepotrzebną walkę. Rezygnacja przywraca jednostkę do stanu solidnego, przyziemnego bezpieczeństwa, pozwala jej odbudować energię i czerpać siłę u źródła życia – wyjaśnia autor Depresji i ciała.