Demokracja: przepraszamy za usterki - Iwan Krastew - ebook

Demokracja: przepraszamy za usterki ebook

Iwan Krastew

4,0

Opis

Poczucie kryzysu demokracji wydaje się dziś powszechne – kłopoty integracji Unii Europejskiej, oligarchizacja polityki w USA, efektywność gospodarcza reżimów autorytarnych i rosnąca niechęć do tradycyjnych partii, liderów politycznych i samych państw sprzyjają wizjom schyłku świata jaki znamy. Turbulencjom gospodarczym, wzrostowi nierówności i wypaleniu się tradycyjnej polityki towarzyszy wielka fala społecznego niezadowolenia. Na ulice i place miast całego świata wylegają celebryci i prekariusze, wykładowcy uczelni i bezrobotni, hipsterzy i związkowcy – rzadko razem, często bez ideologii, zazwyczaj w imię „prawdziwej” demokracji, zawsze przeciwko establishmentowi.

 

Czy „oburzeni” wszystkich krajów połączą się i zmienią oblicze demokracji? A może globalne protesty społeczne – od Bułgarii, przez Turcję i Rosję aż po Tajlandię – to symptom globalnej niemocy, a wiek XXI będzie wiekiem rewolucji, ale bez rewolucyjnych konsekwencji? Iwan Krastew, jeden z najbardziej wpływowych intelektualistów publicznych ostatniej dekady świat rozchwianej, niepewnej swego losu i tak często bezradnej demokracji ogląda z lotu ptaka. Szuka logiki i celu tak powszechnych ostatnio protestów, stawia prowokacyjne tezy – i zostawia nas samych z dylematem: czy bardziej sensownie jest obalić rząd, czy się nad nim użalić.

 

Iwan Krastew – politolog, szef Centrum Strategii Liberalnych w Sofii, współzałożyciel think-tanku European Council on Foreign Relations, związany z Instytutem Nauk o Człowieku w Wiedniu; autor m.in. książki Shifting Obsessions: Three Essays on the Politics of Anticorruption (2004), Demokracja nieufnych. Eseje polityczne (2013, Wydawnictwo Krytyki Politycznej). Jest członkiem Rady Instytutu Studiów Zaawansowanych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 108

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Iwan Krastew, Demokracja: przepraszamy za usterki

Warszawa 2015

Tytuł oryginału: Democracy Disrupted: The Politics of Global Protest

Copyright © by University of Pennsylvania Press, 2014

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2015

Copyright © for the foreword by Michał Sutowski, 2015

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-64682-33-9

All rights reserved. Published by arrangement with the University of Pennsylvania Press, Philadelphia, Pennsylvania. None of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, or by any information storage and retrieval system, without permission in writing from the University of Pennsylvania Press.

Supported by a grant from the Open Society Foundations.

Książka ukazuje się przy wsparciu Open Society Foundations.

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Seria Idee ■ 56

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Seria Idee ■ 56

Seria wprowadza w polski obieg idei najważniejsze prace z zakresu filozofii i socjologii politycznej, teorii kultury i sztuki. W serii publikowane są przekłady, a także prace polskich autorów oraz wznowienia. Jej głównym celem jest systematyczna budowa intelektualnej bazy dla ruchów lewicowych oraz aktywne włączanie w polskie debaty publiczne nowych dyskursów krytycznych. Chodzi o radykalną zmianę języka publicznego, a co za tym idzie – sposobów myślenia o najistotniejszych kwestiach współczesności.

WSTĘP Michał Sutowski Sceptyk w ruinach

„W ciągu ostatnich trzech miesięcy przybyło nam trzy tysiące prenumeratorów [...] siedemdziesiąt procent stanowią kobiety. Normalnie zawsze przeważali mężczyźni, których też było około siedemdziesięciu procent. Można tych ludzi opisać jako przedstawicieli klasy średniej mieszkających pod miastem. To wykształceni nauczyciele, szefowie niższego szczebla, urzędnicy. – Bunt klasy średniej przeciwko wielkiemu kapitałowi?”1 Czy ktoś jeszcze pamięta dialog naczelnej „Millenium” Eriki Beger z Mikaelem Blomkvistem? Mroczna trylogia Stiega Larssona – globalny hit wśród kryminałów i formacyjna pop-literatura młodych postępowców XXI wieku – niosła zaskakująco pogodne przesłanie polityczne. Oto na ruinach zmurszałego, hierarchicznego państwa tworzy się nowy sojusz polityczny – wolne elektrony nowego społeczeństwa sieci do spółki z postępową klasą średnią, za pieniądze dobrego arystokraty z milionami, przywracają nam sen o feministyczno-konserwatywno-liberalnym socjalizmie. To było w Szwecji. A za oceanem? „Yes, we can!” – skandowały tłumy na wiecu nowego prezydenta w 2008 roku, a starzy lewacy Peter Seeger z Brucem Springsteenem śpiewali mu This Land Is Your Land. W ten sposób Rortiańska „obietnica naszego (tzn. amerykańskiego kraju” jeszcze raz miała napełnić treścią pustawą ostatnio formę tamtejszej demokracji. Pojawił się jeszcze serial: spóźniona, bo z 2012 roku, pamiątka Epoki Nadziei, czyli The Newsroom Aarona Sorkina, w którym etosowa frakcja medialnej elity postanawia odzyskać zoligarchizowaną debatę publiczną dla Prawdy (a także równości, sprawiedliwości i powszechnego prawa dążenia do szczęścia).

Minęło kilka lat. W Szwecji najsprawniej (o czym poucza Maciej Zaremba) sieciuje się mafia leśna; z obietnic Baracka Obamy została republikańska (tyle tylko że sprzed półtorej dekady) reforma ochrony zdrowia; w trzecim sezonie Newsroomu zaangażowanym bohaterom udają się już tylko romanse. A poza tym: nierówności po kryzysie szybują w kosmos równie szybko, jak kursy akcji niedoszłych bankrutów; ruch Occupy Wall Street bez udziału nadgorliwej policji zamarłby już po dwóch miesiącach zamiast sześciu; władzę w zrewoltowanych krajach arabskich przejęły wojskowe junty, a przewodniczący Komisji Europejskiej pomagał korporacjom unikać płacenia podatków. Mówiąc krótko – to nie jest epoka dla postępowych optymistów.

Do tych ostatnich z pewnością nie należy Iwan Krastew. „Bałkański przemytnik idei” w kolejnej po Demokracji nieufnych książce próbuje „uchwycić sens wydarzeń, zastanowić się nad złożoną relacją między masowymi protestami a demokracją i przeanalizować, jak te masowe protesty zmieniają naszą demokrację”. Zadanie to o tyle ambitne, że za patronów autor obrał sobie pisarzy Wiosny Ludów – od Marksa i Proudhona, przez Bagehota aż po Tocqueville’a. Gigantów pióra, którzy sami „trafnie oddali charaktery aktorów politycznych, ale samą historię opisali błędnie”, ponieważ „koniec rewolucyjnej fali uznali za jej początek”. Może dlatego nasz autor powściąga aspiracje i w czasach interregnum skupia się na opisie ruin tego, co stare. Bolesna nieadekwatność dawnych form polityki, anachronizmy naszych kategorii myślenia, chaos rozproszonych działań zbiorowych – to zdaniem Krastewa wciąż raczej objawy schyłku dawnego niż zwiastuny nowego świata (o nowym porządku nie wspominając). Eksplozja protestów z ostatnich lat czasem dobija starą demokrację (jak w Sofii), nieraz zwyczajnie nie może jej pomóc (jak w Stambule), a bywa, że próbuje ją dobić na wszelki wypadek (jak w Bangkoku). Nowoczesne państwo to coraz większy wróg w oczach ludzi i coraz mniej wiarygodny aktor – w świecie rządzonym logiką rynków finansowych i narzucanych z góry gorsetów fiskalnych nieufność wobec niego wydaje się zarówno zrozumiała, jak bezprzedmiotowa. Bo skoro „państwo istnieje tylko teoretycznie”, to naprawdę nie wiadomo już, „czy lepiej obalić rząd, czy się nad nim użalić”. Współczesne ruchy protestu – Iwan Krastew analizuje przypadki z Rosji, Turcji, Tajlandii i rodzinnej Bułgarii – potrafią nieraz osiągnąć to pierwsze (jak w ojczyźnie autora), ale tylko po to, by w kolejnych wyborach wybrać tę samą politykę (nieraz też tych samych polityków). Oburzone tłumy na ulicach nie budują ruchu ani partii, a zwołują jedynie zgromadzenia; nie mają ideologii ani programu, nie tworzą utopii – łączy je tylko gniew na to, co jest, nieufność wobec elit i przekonanie, że „tak dłużej być nie może”. Dlatego właśnie – mówi bułgarski sceptyk (słowami szefa Google’a): „przyszłość pełna będzie rewolucyjnych ruchów”, lecz zabraknie ich „rewolucyjnych efektów”.

Bezwład i niemoc instytucji państwowych, niezdolność klasy średniej do tworzenia sojuszy na rzecz obrony demokracji, jałowość protestów i brak właściwej – czyli zorganizowanej politycznie – artykulacji gniewu, wreszcie brak alternatywy dla zużytego status quo... To wszystko naprawdę brzmi sensownie. Nie tylko dlatego, że Iwan Krastew ma jedno z najbłyskotliwszych piór ostatnich lat, a obok celnych bon motów sprawnie przetwarza najnowsze teorie i diagnozy na publicystyczny konkret. Sprzyja mu nawet wielka nieobecna tej książki, czyli współczesna ekonomia polityczna od lewicy po centrum. Najbardziej przenikliwe analizy układu sił i mechanizmów dzisiejszego kapitalizmu – od Kupionego czasu Wolfganga Streecka przez Kapitał w XXI wieku Thomasa Piketty’ego aż po Prekariat. Nową niebezpieczną klasę Guya Standinga, Postdemokrację Colina Croucha czy książki Jewgienija Morozowa – wykazują, niczym raporty „Doświadczenia i Przyszłości”2 ze schyłkowego PRL, że system jest nie do utrzymania w obecnej formie, choć zarazem pozostaje niereformowalny. Wiarygodność i realizm recept wyraźnie nie nadążają za ostrością i dramatyzmem stawianych diagnoz, nawet jeśli autorzy silą się na optymizm i proponują rozmaite zestawy rozwiązań. Technokratyczne zarządzanie społeczeństwami, podporządkowanie demokracji rynkom i wyłączenie polityki gospodarczej spod wpływu obywateli są tendencją przemożną i niepowstrzymaną; właściwa części Azji regulacja i opanowanie kapitału odbywa się kosztem obywatelskich swobód; rewolucje mediów społecznościowych pompują wartość korporacyjnych marek i zawartość baz danych tajnych służb. Wszystko to potwierdza niemal przezroczyste u autora Demokracji: przepraszamy za usterki założenie o Wielkiej Niemożności panującej nad demokratycznym światem.

Co nam zostanie po lekturze tej książki – poza konferencyjno-kawiarnianym spleenem „końca polityki”, „końca demokracji” i w ogóle końca? Całkiem sporo. Sceptyczne diagnozy Krastewa najciekawsze są właśnie tam, gdzie budzą najwięcej pytań i wątpliwości. Nie da się bowiem praktykować na serio demokratycznej i skutecznej polityki, ani nawet pomyśleć o świecie bardziej egalitarnym i społeczeństwach bardziej podmiotowych, jeśli nie zmierzymy się z tematami „węzłowymi” tej książki. Postawa klasy średniej, ideo­logia zmiany, instytucje zbiorowego działania – to właśnie w tych punktach, na które Krastew zwraca tak pilną uwagę, rozstrzygną się losy naszych wspólnot i naszych emerytur, naszych wiar i naszej służby zdrowia, przyszłości planety i ciepłej wody w kranie.

Iwan Krastew słusznie wskazuje na schyłek politycznej funkcji klasy średniej jako „awangardy demokracji”. Kiedyś zdolna do budowania sojuszy w imię uniwersalnych narracji emancypacyjnych, dziś zatraciła – zwłaszcza na Zachodzie – zdolność obrony nawet partykularnych interesów, nie potrafi już obronić dobrych usług publicznych, bywa, że nie zależy jej na fundamentach demokracji. Praktyczna utrata roli „klasy wiodącej” nie musi jednak oznaczać zejścia z historycznej sceny. Szwedzki socjolog Göran Therborn wskazuje na jej niezbędność jako swoistego zwornika społecznych sojuszy wokół kluczowych konfliktów współczesności – bez klasy średniej trudno wyobrazić sobie miejskie ruchy sprzeciwu wobec komercjalizacji przestrzeni publicznej, walkę przeciw korupcji na styku państwa i wielkiego biznesu czy choćby inicjatywy na rzecz powstrzymania degradacji środowiska. Jak czytamy na łamach „New Left Review”: „Rosnąca w siłę klasa średnia reprezentowała awangardę kapitalistycznego rozwoju w XIX-wiecznej Europie i Ameryce; to już przeszłość. Tę rolę dawno przywłaszczyły sobie wielonarodowe korporacje i kapitał finansowy. Klasy średnie muszą jednak stanąć po jednej ze stron wewnątrz spolaryzowanych społeczeństw: albo z oligarchami przeciwko biednym, albo z ludźmi przeciwko oligarchom”3. Analizowane przez Krastewa „antydemokratyczne” przykłady są zatem wymowne, ale nie jedyne; przykłady sojuszy klasy średniej z masami społecznymi (Indie i New Delhi, indonezyjska Dżakarta czy miasto Meksyk) wskazują na potencjał progresywnych koalicji społecznych, zwłaszcza w krajach globalnego Południa.

Diagnoza dotycząca braku emancypacyjnej ideologii nowych ruchów protestu („rewolucja potrzebuje ideologii jak tlenu i powietrza, a protestujący nie mają do zaoferowania ani ideologii, ani alternatywnej wizji przyszłości”) znajduje we współczesnej literaturze co najmniej dwie odpowiedzi. Pośredniej udziela Claus Offe, kiedy wskazuje, że dziś sam system („kapitalizm postdemokratyczny”) w odróżnieniu od dawniejszych modeli (liberalnego i socjaldemokratycznego) w pewnym sensie nie posiada ideologii, która by go uzasadniała; w tym sensie znosi kwestię demaskacji narracji panującej (np. ideologii laissez-faire w XIX wieku) przez jakąś krytyczną narrację emancypacyjną (np. marksistowską). „Logika, która jawi nam się w skali globalnej – pisze Offe – jest najwyraźniej wystarczająco potężna i niepodważalna, aby – inaczej niż w przypadku dawniejszych autodefinicji demokratycznego kapitalizmu – móc dominować nawet i bez odpowiedniej teorii normatywnej, a zatem na gruncie samych faktów, jako naga, brutalna rzeczywistość bez pozłoty uzasadnień w kategoriach «postępu», «sprawiedliwości», «wolności» czy «stabilności»”4. To niekoniecznie ułatwia sprawę dzisiejszym ruchom protestu (dawne ruchy mogły przynajmniej „złapać system za słowo”, tak jak robotnicy „Solidarności” nominalnie robotniczą PZPR), ale przenosi konflikt z systemem w inne rejony. Jakie? Odpowiedzi udziela na przykład Manuel Castells, odróżniając ruchy protestu (na których koncentruje się Iwan Krastew) od ruchów społecznych i wskazując, że formułują one nie tyle przekaz ideologiczny (to znaczy całościową opowieść o świecie), ile dążą do reformy „kulturowej konstytucji świata”, czyli kulturowych wzorców i wartości (a nie po prostu idei), które byłyby źródłem nowych praktyk5. W tej wizji obozowiska hiszpańskich Indignados stanowiły zalążki nowej, praktykowanej utopii, długofalowo kształtującej postawy uczestników. „Głęboka polityczność” tych ruchów polegać ma nie tyle na formułowaniu całościowych programów (à la Program Gotajski niemieckiej socjaldemokracji), ile na kształtowaniu tożsamości i więzi ich uczestników opartej na wzajemnej solidarności i poczuciu godności.

Zarzut niechęci lub niezdolności do instytucjonalizacji, jaki autor Demokracji... stawia nowym ruchom, jest niewątpliwie kluczowy. Nie da się go zbyć cytatem z innego badacza – teza Castellsa o o r g a n i z a c j i   p o l i t y c z n e j  jako „jednej z fundamentalnych innowacji społecznych ruchu” wydaje się przedwczesna. O ile bowiem potraktowanie internetowej platformy w rodzaju Democracia Real Ya! jako nowej matrycy komunikacji, wymiany opinii, koordynacji działań w przestrzeni miejskiej – inspirującej dla polityki nowych ruchów demokratycznych w ogóle – jest uzasadnione, o tyle trudno powiedzieć to samo na przykład o „zgromadzeniach powszechnych” ruchu Occupy. Protesty z roku 2011 nie wytworzyły jeszcze modelu nowej instytucji w rodzaju masowej partii czy związku zawodowego, adekwatnego do wyzwań współczesnej demokracji; zainspirowały jednak pewne strategie sukcesywnie wypróbowywane w kolejnych miejscach i sytuacjach: od zgromadzeń przedstawicieli ruchów społecznych Agora przez akcje blokad Blockupy Frankfurt, praktyki artystyczne Teatro Valle Occupato aż po partie polityczne, jak hiszpański Podemos czy grecka Syriza6.

■ ■ ■

Patrzenie