Delikatne miejsce - Jan Strządała - ebook

Delikatne miejsce ebook

Jan Strządała

0,0
8,54 zł

lub
Opis

Jan Strządała ur. w 1945 w Wiśle; poeta, eseista, prozaik. Studiował medycynę i filozofię.

Autor tomików:

Przegrany semestr (pseud.Jan Strehl) 1969, Słoneczna noc 1983, Trudna galaktyka 1988, Szept igły w otwartej żyle,1993 Pochylone niebo 1994, Nieobecna noc 1997, Naga sukienka 2001, Tajemnica 2003, Światło i ciało 2004, Noc co noc 2005, Młode słowa 2007, Delikatne miejsce 2009.Wiersze 2012.

 

Krótkie wprowadzenie

Szczególne miejsce w twórczości autora, zajmują piękne erotyki.“Poezja Jana Strządały, w języku i formie współczesna, wywodzi się również z tych dawnych metafizycznych źródeł...Sednem jest tutaj doznanie i przeżycie n a t u r y w jej świetlistym pięknie; przeniknięte słonecznym światłem, światłem ziemskim, w perspektywie Boskości.
Pod delikatną tkanką tej poezji kryje się siła niezwykła, duchowa; siła przeciwstawiania się rozpaczy, nihilizmowi, katastrofizmowi, pesymizmowi. Przeciwstawiania się zwątpieniu i beznadziei trawiącym współczesny świat – temu wszystkiemu, co w sposób zgoła niszczycielski wpływa na duchowość człowieka, ulegającego nawet podświadomie presji mrocznych tendencji....”
Bohdan Pociej, “SYCYNA” Nr 17(95) 1998.Strządała to poeta żarliwy, z odwagą poruszający się na przeciwstawnych biegunach świata zmysłowego i zrodzonego z ludzkich pragnień, lęków, fascynacji.Ton jego wierszy jest niepodobny do innych: wyrazisty, samodzielny, niepokojący.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 24




Jan Strzą­da­ła

DE­LI­KAT­NE MIEJ­SCE

ero­ty­ki

W pro­jek­cie okład­ki wy­ko­rzy­sta­no

zdję­cie Jana Strzą­da­ły

Co­py­ri­ght © 2013 by Jan Strzą­da­ła

Pro­jekt okład­ki Jan Strzą­da­ła

ISBN 978-83-272-3844-3W­szel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Roz­po­wszech­nia­nie i ko­pio­wa­nie ca­ło­ści lub czę­ści pu­bli­ka­cji za­bro­nio­ne bez pi­sem­nej zgo­dy au­to­ra. 

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

IPRZEZ CAŁĄ NOC

DE­LI­KAT­NE MIEJ­SCE

Two­je usta

to de­li­kat­ne miej­sce

przez któ­re wi­dzę

ogień

Moja ośle­pła skó­ra

w któ­rej umie­ra od­le­głość

kro­pla

spa­da na ka­mień i roz­pry­sku­je

słoń­ce

mo­kry sierp na tra­wie

to wszyst­ko

pod po­chy­lo­nym nie­bem

* * *

Za­pach świer­ku i ko­ły­sa­nie

trzask i bia­łe cia­ło

ży­wi­cy kro­ple sło­necz­ne

uśmiech­nię­te oczy

szum w ko­ro­nach czy­ste

sło­wa.

OGRÓD ŚWIA­TŁA

Chcia­łem Cię

prze­nieść

na moją chłod­ną łąkę

z Two­je­go zmę­czo­ne­go nie­ba

By­łaś gwiaz­dą od­le­głą

o wszyst­kie pro­mie­nie

usy­pia­ją­ce w zie­lo­nych oczach Ga­lak­tyk

By­łaś Gwiaz­dą upa­dłą

w moje ra­mio­na

uło­ży­łaś się ci­cho na moim ser­cu

i słu­cha­łaś jak bije

Opo­wia­da­łem Ci o na­ro­dzi­nach świa­tła

Usnę­łaś bo sta­łaś się mną

otwo­rzy­łem Ci swój ogród.

BY­ŁAŚ PRZE­ŹRO­CZY­STA

By­łaś prze­źro­czy­sta

wi­dzia­łem

jak ci­sza po­chy­la się w To­bie

od źre­nic aż do stóp

uklę­kłaś

Gdzieś we mnie przy­go­to­wy­wa­ły się

wszyst­kie moje ser­ca

moje po­pę­ka­ne szkieł­ka

O czym my­śla­łaś

mo­dli­łaś się

O Boże któ­ry tak bli­sko

i tak de­li­kat­nie je­steś

w mil­cze­niu dło­ni

w po­chy­le­niu gło­wy

Twój szept po­lny szept

jak ocie­ra­nie się tra­wy

o cie­płe cia­ło wia­tru

Cze­ka­łem aż za­pa­li się sło­wo

i mu­zy­ka wspi­na­ła się we mnie

do­tknę­ła mo­ich ust.

PRZEZ CAŁĄ NOC

Prze­no­si­łem w dło­niach wiatr

góry i drze­wa

po­to­ki bu­dzi­łem spod ka­mie­ni

wszyst­ko do Two­ich stóp

przez całą noc

Kie­dy przed świ­tem

przy­nio­słem słoń­ce

zo­ba­czy­łem że Cie­bie nie ma

jest pu­sta łąka.

DO­LI­NY NIE­PO­KO­JU

Czy chcesz, bym pi­sał so­ne­ta­mi

Co dzień szu­ka­jąc two­jej dło­ni,

Czy my­ślisz, że na­pi­sać zdo­łam

To co okry­ło ru­nem kwia­tów

Całe do­li­ny nie­po­ko­ju

Przy­nio­sło spo­kój, cie­płe sło­wa

Sple­cio­nych ra­mion wia­nek pięk­na

I za­pa­li­ło w mym spoj­rze­niu

Praw­dę o To­bie.

Czy pa­mię­tasz?!

Jak przy ogni­sku co smu­ga­mi

Oplo­tło na­sze ręce, nogi,

Mó­wi­łem ci, co zna­czy cze­kać,

Cze­kać wio­sna­mi na ni­ko­go.

Choć nie wiem, gdzie twe oczy pa­trzą

I trud­no mi od­gad­nąć miej­sce,

To tak za­zdrosz­czę tam­tym lu­dziom

Że są przy two­ich wło­sach, rę­kach,

I ku­pił­bym te wszyst­kie domy,

Tram­wa­je, mia­sta i uli­ce,

Gdzie kie­dy­kol­wiek bę­dziesz.

Łódź 25 li­sto­pa­da 1964 r.

USU­NIĘ­TO ZIE­MIĘ

Mię­dzy Two­im i moim ży­ciem

usu­nię­to zie­mię i nie­bo

ścię­to wszyst­kie ga­łę­zie

żeby nie do­ty­ka­ły się nad prze­pa­ścią

Wy­strze­la­no wszyst­kie pta­ki mo­ty­le i

psz­czo­ły

żeby nie prze­no­si­ły li­stów

Wy­to­pio­no gwiaz­dy

żeby na­sze spoj­rze­nia nie spo­ty­ka­ły się na

nich

Wy­rwa­no ogrom­ną dziu­rę

że­by­śmy się jej bali

A ja mo­dlę się na śle­po

róż­ny­mi sło­wa­mi

i wiem że kie­dyś tra­fię

w Two­je sło­wa

i Bóg mi prze­ba­czy

i Bóg mi Cie­bie odda.

OD­DA­LE­NIE

Twój szept

prze­nio­słem przez pół kra­ju

ukry­ty był we wło­sach