Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 280 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka #Delete - Sandi Lynn

Po kilku nieudanych związkach młoda fotograficzka wymyśla projekt #Delete i pisze o nim na swoim blogu. Chce pokazać kobietom, jak powinny się zachowywać, kiedy facet je lekceważy – po prostu trzeba wyrzucić go ze swojego życia. Ale jeden sms, który wysyła na niewłaściwy numer, stawia jej życie na głowie. A ona zaczyna się bać, że może złamać własne zasady, których uczy inne dziewczyny...


„Mężczyźni. Totalne dupki, jeśli chodzi o traktowanie kobiet. Co do jednego.
»Zaesemesuję do niej, jak będę miał chwilę, jutro czy pojutrze. Albo popojutrze, i niech się cieszy«.
»Może zadzwonię do niej za parę dni. Żeby nie pomyślała, że jesteśmy ze sobą zbyt blisko«.
»Lubię ją, ale nie jest moim głównym priorytetem, ani nawet średnim. I tak będzie zawsze pod ręką, jak zechcę się do niej odezwać. Więc spokojnie...«

Po kolejnym nieudanym związku wyznaczyłam sobie misję: pomóc kobietom odzyskać kontrolę nad życiem i uwierzyć w siebie, kiedy facet, który im się podoba, je olewa. Chciałam dać im do rąk potężną broń: projekt #Delete.
Facet ulotnił się jak duch? #Delete

Zbierał się dwa tygodnie, żeby ci odpowiedzieć na jedno proste pytanie w esemesie? #Delete
Obiecał, że zadzwoni za kilka dni, a potem zaginął w akcji? #Delete
Odwołał randkę pół godziny wcześniej? Albo, co gorsza, po prostu się nie zjawił? #Delete

 

Nazywam się Eloise Moore i to jest moja historia o tym, jak projekt #Delete i jeden wściekły sms wysłany na niewłaściwy numer zmieniły na zawsze moje życie...”

Opinie o ebooku #Delete - Sandi Lynn

Fragment ebooka #Delete - Sandi Lynn

Korekta

Barbara Cywińska

Hanna Lachowska

Zdjęcie na okładce

© Photographee.eu/Fotolia

Tytuł oryginału

#Delete

#Delete

Copyright © 2017 Sandi Lynn Romance, LLC

All rights reserved.

No part of this publication may be reproduced, distributed, or transmitted in any form or by any means, including photocopying, recording, or other electronic or mechanical methods without the prior written permission of the publisher.

This is a work of fiction. Names, characters, places and incidents are the products of the author’s imagination or are used fictitiously. Any resemblance to actual events, locales, or persons, living or dead, is entirely coincidental.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2018 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6775-3

Warszawa 2018. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Rozdział 1

ELOISE

Mężczyźni. Wygląda na to, że przed przyjściem na świat wszyscy są wrzucani do wielkiego, genetycznego wiru, który pierze im mózgi i zamienia ich w totalnych dupków, zwłaszcza jeśli chodzi o podejście do kobiet. Ponad połowa z nich kompletnie nie ogarnęła się jeszcze życiowo, a ci, którzy to zrobili, podróżują z bagażem tak ciężkim, że gdyby zechcieli zabrać go do samolotu, linie lotnicze zarobiłyby na nich majątek. Myślicie, że przemawia przeze mnie zgorzknienie? Być może. No dobrze, na pewno! Ale to tylko dlatego, że kiedy dorastałam, pragnęłam tylko jednego – stworzyć z jakimś mężczyzną związek tak szczęśliwy, jak małżeństwo moich rodziców. Dwadzieścia siedem lat po ślubie byli w sobie nadal tak zakochani jak w dniu, kiedy się poznali. To był związek idealny! Jednak już jako wkraczająca w dorosłe życie nastolatka zorientowałam się, że mój ojciec to wyjątek. Jakimś cudem udało mu się uniknąć wiru, który wszystkich mężczyzn zamienia w dupków.

Oczywiście związek Jerry’ego i Anny nie był idealny. Zresztą, czy idealne związki w ogóle istnieją? Nie, oczywiście, że nie! Jednak to, co ich łączyło, było tak bliskie ideału, jak to tylko możliwe. Tata zawsze kupował mamie kwiaty w każdy piątek i mówił jej, jak bardzo ją kocha.

Teraz już mniej więcej wiecie, o co chodzi. Właśnie taki wzorzec miałam przed oczami, dorastając, właśnie w takie wartości szczerze wierzyłam. Wierzyłam, że wszyscy mężczyźni są jak mój tata i że pewnego dnia spotkam tego, który totalnie zawróci mi w głowie i który będzie mnie traktował jak królową, tak jak mój ojciec traktuje moją matkę. Jako nastolatka byłam dumna, że moi rodzice są tacy szczęśliwi i że nadal są razem, podczas gdy rodzice wszystkich moich znajomych już dawno się rozwiedli.

Szczerze, to zupełnie się nie spodziewałam, że mężczyźni okażą się tacy cholernie skomplikowani. Są jak wielka gumka do włosów, naciągają się w stronę tego, czego – jak im się wydaje – pragną, jednak gdy już mają to w zasięgu ręki, gwałtownie odskakują do tyłu. Rozmawiałam o tym z mamą, ale niewiele mi miała do powiedzenia, bo po prostu nigdy czegoś takiego nie doświadczyła. Szczęściara! Mnie natomiast przez ostatnie – och, ile to już minęło? – dziesięć lat randkowania ciągle się coś takiego przydarzało.

Pierwszego chłopaka miałam w wieku piętnastu lat. Tylko czy on na pewno się liczy? Mówiąc szczerze, to jego umysł nie był na tyle rozwinięty, żeby być w stanie zrozumieć relacje z dziewczętami. Chłopcy w tym wieku są w stanie skupić się tylko na jednym – jak szybko dostać się do naszych majtek. Zrobią i powiedzą dosłownie wszystko, żeby nas w sobie rozkochać na tyle, żebyśmy się zgodziły uprawiać z nimi seks. Ale nie ze mną te numery. Ja w tym wieku absolutnie nie byłam jeszcze na to gotowa.

Kiedy miałam szesnaście lat, poznałam „tego jedynego”, nazywał się Kyle Stone. Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy, poszliśmy do łóżka, a potem on niespodziewanie ze mną zerwał, kiedy do naszej szkoły przeniosła się nowa dziewczyna, Taylor Bradford. Pogrążyłam się w bezdennej rozpaczy. Pierwszy zawód miłosny, a wszyscy wiemy, że pierwsze zawody miłosne są najbardziej bolesne. Człowiek nie jest w stanie pojąć, co się, do cholery, właściwie wydarzyło, że nie wspomnę o dręczącym pytaniu, co się zrobiło nie tak. Dochodziłam do siebie przez ponad pół roku, nigdy nie zapomniałam Kyle’a i tego, że złamał mi serce.

Przez kilka kolejnych lat spotykałam się z różnymi facetami, jednak nie udało mi się stworzyć związku, więc dałam sobie spokój i wyjechałam na studia, żeby realizować swoje pasje: fotografowanie i pisanie. Miałam do tego talent. Tata mi powiedział, że się urodziłam z aparatem z dłoni. Żartowniś! Przecież wiedziałam, że tak nie było… Mówił też, że potrafię uchwycić emocje. Ludzie mogą nas okłamywać na temat tego, jak się czują, jednak aparatu nie oszukają. Fotografowałam pozornie idealnie szczęśliwe pary, ale moje zdjęcia opowiadały inną historię. Przez lata uwieczniłam moich rodziców na niezliczonych zdjęciach i wiecie co? Każde z nich bezbłędnie odzwierciedlało ich szczęście i miłość! Okej, chyba już wiecie, jacy byli moi rodzice i w jakiej atmosferze dorastałam. Moje oczekiwania wobec mężczyzn były wysokie, być może zbyt wysokie i nierealistyczne.

Kiedy byłam na studiach, zaczęłam pracować jako asystentka Gerarda Trumana, jednego z najwybitniejszych fotografów w Nowym Jorku. Był kontrowersyjny, wyluzowany i miał niesamowite oko. Powiedział, że dobrze rokuję i że widzi mnie robiącą sesje dla takich magazynów jak „Vogue”, „Cosmopolitan”, a nawet „Time”. Za czasów studenckich bywało, że chodziłam na randki, ale w żadną znajomość nie zaangażowałam się na tyle, żeby można było mówić o związku. Ha, kogo ja próbuję oszukać? Nie chodziło o moją nieumiejętność zaangażowania, a o niedojrzałość chłopców – właśnie tak, chłopców – z którymi się spotykałam. Po niezliczonej ilości porażek, wskutek których czułam się jak jedna wielka porażka w randkowym świecie, postanowiłam zastanowić się nad sobą. Może wymagałam od nich zbyt dużo zaangażowania? Jednak wydawało mi się, że nie, a nawet jeśli, to na pewno nie dawałam tego po sobie poznać. Byłam silną, niezależną kobietą, zaborczość nie leżała w moim charakterze. Jednak dostałam kosza od tylu facetów, że wreszcie zaczęłam się zastanawiać, co jest ze mną nie tak, i uwierzyłam, że problem tkwi we mnie. Przez całe studia tkwiłam w błędnym kole, aż wreszcie zrozumiałam, o co w tym naprawdę chodzi.

Po studiach dostałam pracę w studiu fotograficznym. Jednak praca u kogoś mi nie odpowiadała, a dodatkowo nie czułam się dobrze, pracując w studiu. Czułam się jak w pułapce, moja kreatywność była stłumiona, dlatego postanowiłam rozpocząć karierę wolnego strzelca. Odświeżyłam portfolio i ruszyłam na podbój Nowego Jorku, śmiało prezentując swoje prace z nadzieją, że komuś się spodobają i w ten sposób dostanę jakieś zlecenie. Zrobiłam stronę internetową i ogłaszałam się na wszystkich możliwych mediach społecznościowych. Powoli interes zaczął się kręcić, a ja, z pomocą mojej przyjaciółki, Natalie, która jest organizatorką imprez, fotografowałam urodziny, przyjęcia z okazji rocznic, śluby oraz inne imprezy, przy których pracowała. Zadziałała poczta pantoflowa, zaczęłam współpracę z kilkoma niewielkimi magazynami i w ten sposób mój biznes zaledwie rok od otwarcia był całkiem nieźle rozkręcony i przynosił mi przyzwoity dochód. Wreszcie mogłam się wyprowadzić od rodziców i zamieszkać we własnym mieszkaniu. Pieniądze zarabiałam nie tylko jako fotografka, ale również dzięki mojemu blogowi Randkowe przygody Eloise. Był zabawny i zadziorny, całkiem jak ja. Kobiety uwielbiały historie o moich kolejnych nieudanych spotkaniach, ponieważ doskonale znały to wszystko z doświadczenia, a dzięki moim zwierzeniom nie czuły się takie samotne.

Miałam dwadzieścia trzy lata, własną firmę i mieszkanie. Wszystko układało się wspaniale, ale mnie ciągle się wydawało, że czegoś mi brakuje. Tym czymś był mężczyzna/związek. Miałam tak wiele do zaoferowania, co w tym złego, że chciałam się tym podzielić z kimś wyjątkowym? Byłam niezależna, miałam własny biznes i pieniądze. Po krótkiej przerwie od randek byłam całkowicie gotowa na powrót do gry. Myślałam, że tym razem nie będzie tak źle. W końcu byłam teraz trochę starsza, więc mężczyźni, z którymi będę się umawiać, również powinni być dojrzalsi. Cholera, jak bardzo się myliłam!

Dwa lata później nadal walczyłam na kolejnych randkach, wciąż nie znalazłam księcia z bajki i powoli zaczynało do mnie docierać, że wszyscy faceci to dupki zrobieni z tego samego spaczonego genetycznego materiału. Mój biznes fotograficzny kwitł, blog miał się jeszcze lepiej, ale wszyscy faceci, z którymi się umawiałam, byli beznadziejni.

Po kilku latach takich doświadczeń moje poczucie własnej wartości trafił szlag, podobnie jak to się przydarzyło czytelniczkom mojego bloga. Pewnego dnia się obudziłam i nagle dotarło do mnie, że to nie ma nic wspólnego ze mną. W chwili kiedy zdecydowałam, że robię sobie przerwę i skupiam się na odbudowaniu poczucia własnej wartości, poznałam mężczyznę o imieniu Luke. Był ode mnie starszy, rozwiedziony, z dwójką dzieci. To, że jest starszy, w ogóle mi nie przeszkadzało, ponieważ byłam zdania, że starsi mężczyźni ogólnie są bardziej ogarnięci. Prawda…? Podszedł do mnie, przedstawił się i zaczęliśmy rozmawiać. Nie tylko był superprzystojny i bardzo sympatyczny, ale miał również świetną osobowość i poczucie humoru. Między nami od razu zaskoczyło, a jednak wyczuwałam w nim coś, co nie do końca mi odpowiadało. Intuicja podpowiadała mi rzeczy, których nie chciałam słyszeć, więc po prostu ją zignorowałam. Czułam, że jest między nami jakaś więź i tylko to się liczyło.

Wymieniliśmy się numerami, po czym odbyliśmy kilka głębokich rozmów. Potem zaczęliśmy flirtować, i to było naprawdę ekscytujące. Kiedy on akurat nie zajmował się dziećmi, a ja nie byłam zajęta, umawialiśmy się na randkę, a oprócz tego codziennie do siebie pisaliśmy. Czasami przez cały dzień. Jednak im bardziej go poznawałam, tym bardziej do mnie docierało, że to złamany człowiek. Intuicja nadal uparcie starała się wtrącić swoje trzy grosze, ale ja nadal ją lekceważyłam. Liczyła się tylko ta mistyczna więź między nami.

Właśnie rozpoczął nową pracę, w której jednak w ogóle się nie realizował, jego sytuacja finansowa była w opłakanym stanie, a była żona okazała się prawdziwą suką. Czy już wspomniałam, że pił? Wyglądało na to, że codziennie. Myśl, że może być alkoholikiem, trochę mnie niepokoiła. W końcu byłam pewną siebie, niezależną, ustawioną pod względem finansowym kobietą, która spotykała się ze starszym od siebie mężczyzną obarczonym zbyt dużym bagażem. Pytacie, dlaczego nie zwiewałam, gdzie pieprz rośnie? Powtórzę, byłam ślepa, bo istniała między nami ta niezwykła więź. Poza tym wydawało mi się, że mogę go ocalić. Miałam taką nadzieję, zresztą nie był to pierwszy tego typu przypadek, bo zwykle przyciągałam mężczyzn, których trzeba było ratować.

Jednak pewnego dnia, ni stąd, ni zowąd, przestał do mnie tak często pisać. Na dodatek jego wiadomości były o wiele krótsze, miałam wrażenie, że kiedy wymienialiśmy esemesy, to ja odwalałam całe gadanie. Ponieważ intuicja nadal uparcie wierciła mi dziurę w brzuchu, pewnego dnia postanowiłam do niego zadzwonić, żeby się zorientować, o co w tym wszystkim chodzi. Właśnie wtedy mi powiedział, że czuje, że się zbytnio do siebie zbliżyliśmy, a on w tym momencie musi uporządkować swoje życie, więc chce się skupić wyłącznie na sobie i na swoich dzieciach. Nie muszę chyba mówić, że czułam się, jakbym właśnie dostała po głowie! Zakochałam się w mężczyźnie, który w życiu popełniał błąd za błędem, prawdopodobnie cierpiał na depresję oraz co wieczór pił, bo bez tego by nie usnął. A on mi powiedział, że w tym momencie nie jest gotowy na spotykanie się. W takim razie dlaczego, do cholery, tak usilnie zabiegał o moje względy? Posunął się nawet do tego, że powiedział mi, że niepotrzebnie w ogóle się ze mną umawiał. Kto, do diabła, mówi po fakcie coś takiego?

Ale czekajcie, jeszcze nie powiedziałam Wam najlepszego! Otóż, nie dalej niż dzień przed naszą interesującą konwersacją powiedział mi, że bardzo mnie lubi, nazwał mnie nawet swoim aniołem! Za nic nie mogłam zrozumieć, dlaczego w wieku dwudziestu pięciu lat potrafię całkiem nieźle ogarnąć swoje życie, natomiast w ogóle nie ogarniam mężczyzn i nie rozumiem, dlaczego się zachowują tak, jak się zachowują. Na kilka tygodni się wycofał, po czym jak gdyby nigdy nic postanowił wrócić do mojego życia, a ja mu na to pozwoliłam. Błąd numer dwa. Znowu zaczęliśmy coraz mocniej flirtować, po czym on zrobił coś całkiem niezrozumiałego – zaczął się ze mną bawić w kotka i myszkę. Pocałował mnie, i to nie raz, ale dwa razy, po czym zniknął.

Rozdział 2

ELOISE

Leżałam w łóżku i przeglądałam nasze wiadomości, zastanawiając się, w którym miejscu sprawy przybrały zły obrót. Nic nie znalazłam, więc postanowiłam wziąć się w garść i zostawić to za sobą. Ale co dokładnie miałam za sobą zostawić? Alkoholika z depresją, który nie potrafił ogarnąć swojego życia? Facet był pod każdym względem dla mnie nieodpowiedni, a ja byłam tego świadoma od naszego pierwszego spotkania. Tyle że wolałam udawać, że tego nie widzę, ponieważ byłam samotna, a on wkroczył w moje życie w momencie, kiedy byłam najbardziej bezbronna. Zawsze tak było. Analizowałam tę sytuację w tę i we w tę i o wiele za dużo czasu rozmyślałam nad tym wszystkim. Jednak teraz nadszedł czas, by odzyskać swoją moc. Nie miałam zamiaru w dalszym ciągu padać ofiarą tych idiotów, potocznie nazywanych mężczyznami, i pozwalać im kontrolować swoje emocje. W związku z tym zrobiłam coś, czego nie robiłam nigdy wcześniej. Wykasowałam jego numer.

Jeszcze nigdy nie usunęłam numeru żadnego faceta. Moja lista kontaktów była zapełniona numerami facetów, z którymi się spotykałam przez te wszystkie lata. Myślę, że trzymałam te numery, bo gdzieś w głębi duszy miałam nadzieję, że do mnie zadzwonią albo wyślą wiadomość, a w takim przypadku wolałabym wiedzieć, z kim się kontaktuję. Łudziłam się, że pewnego dnia może za mną zatęsknią. Czysta głupota, wiem! Byłam w pełni świadoma, jakie to głupie. Dlatego poszłam za ciosem, przeglądnęłam listę kontaktów i bez skrupułów wywaliłam numery wszystkich facetów, z którymi się kiedykolwiek umawiałam. Kiedy to zrobiłam, poczułam się dobrze. Poczułam się silna.

– Jestem z ciebie taka dumna! – pochwaliła mnie moja przyjaciółka Natalie.

– Ja też. – Claire uśmiechnęła się.

– Dzięki! – Upiłam łyk kawy. – Teraz wszystko będzie inaczej.

– A tak przy okazji, to gdzie jest Scarlett? Myślałam, że się dzisiaj z nami spotka.

– Miała przyjść, ale Hannah obudziła się rano z gorączką, a Jeff musiał jechać w delegację – wyjaśniła Natalie.

– Biorąc pod uwagę twoją nową moc, rozumiem, że rozdział Luke’a jest już definitywnie zakończony? – chciała się upewnić Claire.

Z westchnieniem odstawiłam filiżankę kawy.

– Jeszcze nie całkiem. Ciągle nie rozumiem, dlaczego w ogóle zaangażował się w znajomość ze mną, skoro doskonale wiedział, że jego życie jest w totalnej rozsypce i w tym momencie nie chce się z nikim spotykać.

– Może chodziło mu po prostu o seks? – powiedziała Claire. – W końcu większości facetów właśnie o to chodzi. Nie interesują ich poważne związki. Kombinują, jak to zorganizować, żeby mieć ciastko i zjeść ciastko – uśmiechnęła się.

– Nie trać energii na szukanie odpowiedzi na to pytanie. Facet nie jest tego wart. A poza tym, czy naprawdę chciałaś bawić się w dom i zostać mamuśką dla tych jego okropnych dzieciaków? – zapytała Natalie. – Masz dopiero dwadzieścia pięć lat! Jesteś o wiele za młoda, żeby ładować się w relację z facetem z dziećmi. Że nie wspomnę, że lubi sobie wypić…

– Wiem, myślałam o tym wszystkim – powiedziałam, spoglądając na swoją kawę i przesuwając palcem po brzegu filiżanki. – Wiem, że to nie jest odpowiedni dla mnie facet i że w końcu wciągnąłby mnie do tego rynsztoka, w którym ugrzęzło jego życie. Ale dobrze się z nim czułam, lubiłam nasze rozmowy i wspólnie spędzany czas.

– Nawet się z nim nie przespałaś! – przypomniała Claire, wyciągając rękę przez stół i kładąc ją na moim przedramieniu. – Że nie wspomnę, że bawił się z tobą w kotka i myszkę…

– I dzięki Bogu, że nie poszliśmy do łóżka! Ale to nie tak, że on nie chciał… – mówię.

– A ja myślę tak – wtrąciła się Natalie. – Moim zdaniem w tym wszystkim chodzi o odrzucenie. Facet był tylko kroplą, która przepełniła czarę goryczy. Miałaś wobec niego większe oczekiwania, bo jest starszy. Wszystkie wiemy, że nie najlepiej znosisz, kiedy facet cię spławia – uśmiechnęła się znacząco.

– Ale to się teraz zmieni – uśmiechnęłam się. – Mój problem polega na tym, że za szybko się angażuję. Koniec z emocjami! Znalazłam odpowiedni przycisk i wyłączyłam uczucia.

– Ale tego nie da się zrobić – zauważyła Claire.

– Da się, a ja właśnie to zrobiłam! – Nie przestawałam się uśmiechać. – Ponadto znam swoją wartość i mam swoje standardy.

Obie przyjaciółki w tej samej chwili przewróciły oczami.

– To co teraz? Kończysz z facetami? – chciała wiedzieć Natalie.

– Nie – uśmiechnęłam się przebiegle. – Teraz planuję wkraść się w głąb ich umysłów.

– Serio? – westchnęła Natalie. – Niby jak?

– Będę umawiać się z różnymi facetami i przepytywać ich. – Upiłam łyk kawy.

– Chyba sobie żartujesz! – roześmiała się Claire.

– Nie. Same się przekonacie. Mam plan… – Podniosłam znacząco brew. – A tak przy okazji, to jak tam twoja nowa praca, Claire?

– Wspaniale! Mam świetnego szefa. Jest bardzo sympatyczny, bardzo dobrze się tam czuję. Kenny niedawno go poznał i mówi, że muszę stamtąd odejść.

– Dlaczego? – Nie rozumiałam.

– Ponieważ mój szef jest młody, supergorący i bogaty – uśmiechnęła się znacząco.

Przewróciłam oczami.

– Ale i tak nigdy bym się nim nie zainteresowała, bo to seryjny randkowicz. Co wieczór umawia się z inną kobietą. Myślę, że ma jakiś problem z zaangażowaniem.

– Widzisz! – Triumfalnie wymierzyłam w nią palcem. – Skoro faceci mogą tak robić, to ja też mogę – uśmiechnęłam się i podniosłam do ust filiżankę kawy.

Claire, Natalie i Scarlett poznałam na pierwszym roku studiów. Szybko stałyśmy się nierozłączne i tak już zostało. Natalie jest organizatorką imprez, Claire – graficzką, a Scarlett wychowuje córeczkę. Ona i Jeff zakochali się w sobie jeszcze w liceum. Jeff to jeden z nielicznych porządnych facetów, jak mój tata. Naprawdę dobry gość, a kiedy półtora roku temu Scarlett zaszła w ciążę, natychmiast poprosił ją o rękę i teraz są szczęśliwą rodziną. Jeff miał świetną pracę na Wall Street, dzięki czemu Scarlett mogła spokojnie zajmować się Hannah. Jakkolwiek nie byłam pewna, ile wytrzyma jako pełnoetatowa mamusia. Widziałam, że zaczyna się w tym gubić. Wszystkie próbowałyśmy ją przekonać, żeby poszukała pracy na pół etatu, ale Jeff nie chciał o tym słyszeć. Chciał, żeby była w domu i wychowywała córkę. Przeczuwałam, że w przyszłości może to nie wyjść im na dobre, jeśli Scarlett pozwoli mu postawić na swoim.

Po sesji kupiłam sobie coś do jedzenia i wróciłam do domu. Usiadłam na kanapie z podciągniętymi kolanami i niespiesznie dziobałam widelcem kawałki kurczaka z sosie słodko-kwaśnym z kartonowego opakowania. W telewizji akurat leciały Kochane kłopoty, ale nie interesowało mnie to szczególnie. Byłam całkowicie zaabsorbowana dotyczącym mojego bloga planem, który powoli formował się w moim umyśle. Skończyłam jeść, odłożyłam opakowanie na ławę, otworzyłam laptopa i zalogowałam się na Matcha, po czym zaczęłam się przekopywać przez siedemdziesiąt pięć wiadomości, które otrzymałam w ciągu ostatnich dwóch dni. Wybrałam siedem najlepszych i umówiłam się z ich autorami na kolejne dni tygodnia. Co wieczór inny facet! Wiem, że pewnie pomyślicie, że była to z mojej strony czysta desperacja, ale zapewniam Was – nic z tych rzeczy! W tym momencie nie szukałam ani związku, ani idealnego mężczyzny. Miałam inny plan… Kobiety, które czytały mojego bloga, ufały mi, czekały na moje wpisy i stosowały się do moich rad. Jednak przed rozpoczęciem chciałam ostatecznie zamknąć sprawę Luke’a.

Otworzyłam folder „Wiadomości”. Cholera. Zapomniałam, że skasowałam jego numer. Może uda mi się go odtworzyć… Pamiętałam kierunkowy, dwie pierwsze cyfry i ostatnie cztery. Nie byłam tylko pewna trzeciej cyfry. A, już wiem! Wybrałam numer.

„Jesteś dupkiem. Tak po prostu. Sama nie mogę uwierzyć, że traciłam czas na kogoś takiego jak Ty. Jesteś żałosnym alkoholikiem, który nigdy niczego w życiu nie osiągnie. Życzę powodzenia w układaniu sobie życia! Tyle że tacy jak Ty zawsze pozostaną na dnie. Żegnam Cię, skurwielu! Nie pisz do mnie więcej”.

Głęboko odetchnęłam i wysłałam wiadomość. Z uśmiechem zalogowałam się na bloga i zmieniłam tytuł z Randkowych przygód Eloise na Kroniki #Delete. Moje palce mknęły po klawiaturze, opisując zwycięstwo, które właśnie stało się moim udziałem. Luke’a już nie było, skończyłam z nim, stał się powoli blednącym w mojej pamięci wspomnieniem. Kiedy skończyłam, telefon piknął, sygnalizując, że dostałam wiadomość. Spojrzałam na ekran i zmrużyłam oczy na widok jego numeru. Nic mnie nie obchodziło, co miał mi do powiedzenia, a jednak musiałam to sprawdzić. Potem wykasuję tę wiadomość. Jednak, kiedy ją otworzyłam, osłupiałam!

„Witaj! Twoja wiadomość sprawiła, że popłakałem się ze śmiechu! Widzę, że ostra z Ciebie dziewczyna. Rozumiem, że facet Cię rzucił albo wykręcił Ci inny numer? Przykro mi, ale wiadomość do niego nie dotarła. Najwyraźniej wysłałaś ją przez pomyłkę pod inny numer. Tak czy owak, dziękuję! Twój esemes wprawił mnie w świetny humor”.

Co to, do cholery, ma być? Uważnie przyjrzałam się numerowi, na który wysłałam wiadomość. Cholera. Cholera. Cholera. Byłam na dziewięćdziesiąt procent pewna, że dobrze pamiętałam numer Luke’a! Najwyraźniej jednak tak nie było, więc postanowiłam przeprosić przypadkowego odbiorcę.

„Przepraszam, pomyłka. Zdążyłam już wykasować numer tego faceta, jednak wydawało mi się, że go pamiętam. Wpisałam numer z pamięci, co, najwyraźniej, nie było dobrym pomysłem. Jeszcze raz przepraszam za tego esemesa. Miło mi, że poprawiłam Ci humor!”

Dołączyłam uśmiechniętą buźkę i wysłałam wiadomość.

Rozdział 3

CHRISTIAN

Mój telefon piknął, sygnalizując, że dostałem esemesa. Rzut oka na ekran i już wiedziałem, że wiadomość przyszła z tego samego numeru, co zaskakujący esemes, którego dostałem kilka minut wcześniej. Lekko pokręciłem głową, a kiedy go czytałem, nie mogłem się nie uśmiechnąć.

– Ktoś ci wysłał sekswiadomość? – uśmiechnął się domyślnie Peter, wchodząc do mojego gabinetu.

– Nie… Przed chwilą dostałem przedziwną wiadomość. Zobacz sam. – Podałem mu telefon.

– A to na pewno nie od jednej z miliona kobiet, z którymi się spotykasz? – parsknął śmiechem.

– Nie, nie znam tego numeru. W życiu go na oczy nie widziałem. A poza tym nie jestem alkoholikiem, moje życie jest poukładane, no i jestem na topie, a nie na dnie – uśmiechnąłem się.

– To prawda. Ale jesteś dupkiem, a czasami również skurwielem. Więc to akurat się zgadza. – Oddał mi telefon.

– Bardzo zabawne. Czy ty i Jimmy jesteście dziś wieczorem wolni?

– Ja tak. A co?

– Pomyślałem, że moglibyśmy w trójkę skoczyć do Hellcat Annie’s na piwko i przy okazji omówić finanse firmy.

– Czyżbyś nie miał na dziś zaplanowanej randki? – Znacząco uniósł brew.

– Chwilowo nie mam na oku nikogo ciekawego. Poza tym musimy otworzyć nowe konto firmowe, a chyba najprzyjemniej będzie zrobić to właśnie w Hellcat Annie’s? – uśmiechnąłem się przebiegle.

– Ja jestem na tak. Pogadam z Jimmym, żeby zmienił plany. Jeśli jakieś miał.

– W takim razie do zobaczenia na miejscu około ósmej. Skoczę jeszcze do domu, żeby się przebrać.

W domu wziąłem szybki prysznic i zmieniłem garnitur na coś wygodniejszego. Potem wziąłem do ręki telefon i postanowiłem wysłać jeszcze jedną wiadomość na numer tajemniczej nieznajomej.

„Twój esemes był naprawdę zabawny! Niemniej jednak czuję się zobowiązany przeprosić Cię w imieniu całego mojego gatunku. Facet musiał zachować się naprawdę paskudnie, skoro zasłużył sobie na taką wiadomość. Dobrze zrobiłaś, kasując jego numer! Nie jest Ciebie wart. Zapomnij o nim i… ruszaj do przodu”.

Odpisała, zanim zapiąłem ostatni guzik koszuli.

„Dziękuję. Nie musisz przepraszać za swój gatunek. To nie Twoja wina, że wszyscy pochodzicie z wielkiego, genetycznego wiru, który wyprał Wam mózgi i zamienił Was w totalnych dupków. Wiem, że on nie jest mnie wart i już o nim zapomniałam. Już jest dobrze”.

Wielki, genetyczny wir, który zrobił z nas dupków? Parsknąłem cichym śmiechem.

„Nie wszyscy jesteśmy dupkami! Zdarzają się również porządni faceci”.

„Serio? A Ty jesteś porządnym facetem?”

„Lubię tak o sobie myśleć, przynajmniej zazwyczaj. Przyznam, że od czasu do czasu budzi się we mnie prawdziwy dupek, ale tylko jeśli kontaktuję się z naprawdę opętaną dziewczyną”.

„Czyli to wina kobiet, że faceci zachowują się jak dupki?”

Usiadłem na brzegu łóżka.

„Bywa i tak. Kiedy jęczą, narzekają, wymagają nie wiadomo czego i, ogólnie mówiąc, są nie do zniesienia – wtedy tak. W takich chwilach nie mamy innego wyjścia niż zachowywać się jak dupki”.

„A przeszło Ci kiedyś przez myśl, że kobiety zachowują się w ten sposób właśnie przez dupkowatość mężczyzn?”

Roześmiałem się.

„Czy w ogóle jest takie słowo jak »dupkowatość«?”

„Lol. Nie wiem!”

„Miło się rozmawia, ale muszę lecieć. Idę z kumplami na piwo”, odpisałem.

„Miłego wieczoru! Zrób mi przysługę i nie bądź dzisiaj totalnym dupkiem”.

„Postaram się… Tobie też miłego wieczoru!”

Wstałem z łóżka, kręcąc głową i uśmiechając się do siebie. Dziewczyna była zabawna! Wziąłem portfel i klucze i złapałem taksówkę, która miała mnie zawieść do Hellcat Annie’s.

Rozdział 4

ELOISE

Co robisz? – chciała wiedzieć Natalie, kiedy odebrałam telefon.

– Oglądam Kochane kłopoty.

– W takim razie wskakuj w wyjściowe ciuchy i widzimy się w Hellcat Annie’s! Będzie też Scarlett.

– Myślałam, że Scarlett nie może wyjść, bo Hannah jest chora?

– Lot Jeffa został odwołany, nie znalazł innego środka transportu na dzisiaj, więc wrócił do domu. Powiedział Scarlett, że zajmie się Hannah, a ona może wyjść.

– O której się umówiłyście? – zapytałam.

– Już jesteśmy w drodze. Claire jest dzisiaj na kolacji u swoich rodziców, więc nie może do nas dołączyć.

– W porządku. Przebiorę się i już do was jadę.

– Super! Do zobaczenia wkrótce.

Tak naprawdę nie miałam ochoty nigdzie wychodzić, ale wiedziałam, że jeśli nie pójdę, dziewczyny nigdy nie przestaną mi tego wypominać. Więc podniosłam się z kanapy, wyłączyłam telewizor i przebrałam się. Nie zaszkodzi mi wieczór pełen drinków i śmiechu w towarzystwie przyjaciółek!

Kiedy weszłam do Hellcat Annie’s, natychmiast zauważyłam czekające na mnie przy stoliku Scarlett i Natalie. Natalie pomachała do mnie.

– Hej! – Pocałowałam w policzek Scarlett, a potem Natalie. – O, czy to dla mnie? – zapytałam, spoglądając na stojący na stole cosmopolitan.

– Tak. Pozwoliłyśmy sobie zamówić ci drinka – uśmiechnęła się promiennie Natalie.

– Dzięki.

Usiadłam i wzięłam do rąk kieliszek.

– Jak tam Hannah? – zapytałam Scarlett.

– Pani doktor powiedziała, że to ząbkowanie. Ostatnie kilka dni były koszmarne… Wrzeszczała jak szalona, kiedy tylko zniknęłam z jej pola widzenia. Biedny Jeff! – uśmiechnęła się pod nosem.

– Nie mówisz tego serio! – powiedziałyśmy z Natalie zgodnym chórem.

– Racja, nie – roześmiała się.

– No więc… – pochyliłam się lekko nad stołem – … jutro wielki dzień! Oficjalnie odpalam Kroniki #Delete na blogu!

– Co? – Scarlett nie miała pojęcia, o czym mówię.

– Spodoba ci się! – Natalie uśmiechnęła się od ucha do ucha, niespiesznie sącząc drinka.

– #Delete to mój nowy projekt na blogu. Mam zamiar umawiać się z niezliczoną ilością facetów, dokładnie ich o wszystko przepytywać, a potem #Delete, czyli wykasowywać ich żałosne tyłki z mojego telefonu!

– Dlaczego? – Scarlett nadal nie rozumiała.

– Bo nie chce, żeby ją kusiło, żeby do któregoś z nich napisać, kiedy oni do niej nie napiszą – wyjaśniła Natalie, przewracając oczami.

– To nieprawda! – Przechyliłam głowę. – Zmieniam zasady gry w moim randkowym świecie. Na razie odpuszczam szukanie idealnego faceta, czyli takiego, który nie będzie się zachowywał jak dupek. Będę zbierać informacje i dzielić się nimi z dziewczynami na blogu – uśmiechnęłam się. – Właściwie to już się umówiłam na randki na kolejne siedem wieczorów…

– Pewnie z facetami z Matcha? – chciała wiedzieć Scarlett.

– Owszem.

– Ale… dlaczego? – Obrzuciła mnie dziwnym spojrzeniem.

– A dlaczego nie? Moim celem jest sprawić, żeby kobiety umawiające się z facetem, który zaczyna źle się zachowywać, przejęły kontrolę. Nie umawiam się z nimi, żeby znaleźć kogoś na stałe! Na razie z tym skończyłam, przynajmniej do czasu, kiedy mi się uda przeniknąć do tych ich małych móżdżków i zrozumieć, co tak naprawdę się w nich dzieje.