Dekolonizacja. Krótkie wprowadzenie 3 - Dane Kennedy - ebook

Dekolonizacja. Krótkie wprowadzenie 3 ebook

Dane Kennedy

4,0
19,90 zł

lub
Opis

> KRÓTKIE WPROWADZENIE

- książki, które zmieniają sposób myślenia!

Interdyscyplinarna seria KRÓTKIE WPROWADZENIE piórem uznanych ekspertów skupionych wokół Uniwersytetu Oksfordzkiego przybliża aktualną wiedzę na temat współczesnego świata i pomaga go zrozumieć. W atrakcyjny sposób prezentuje najważniejsze zagadnienia XXI w. - od kultury, religii, historii przez nauki przyrodnicze po technikę. To publikacje popularnonaukowe, które w formule przystępnej, dalekiej od akademickiego wykładu, prezentują wybrane kwestie.

Książki idealne zarówno jako wprowadzenie do nowych tematów, jak i uzupełnienie wiedzy o tym, co nas pasjonuje. Najnowsze fakty, analizy ekspertów, błyskotliwe interpretacje.

Opiekę merytoryczną nad polską edycją serii sprawują naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego: prof. Krystyna Kujawińska Courtney, prof. Ewa Gajewska, prof. Aneta Pawłowska, prof. Jerzy Gajdka, prof. Piotr Stalmaszczyk.

*

 

Dekolonizacja przedstawia konsekwencje rozpadu kolonialnego świata w XX w. Dlaczego dekolonizacji towarzyszyły wojna i terror, a mocarstwa dokładały starań, aby zniszczyć świadczące o tym dowody? Czy państwo narodowe to jedyna droga rozwoju dawnych kolonii? Dlaczego dziadek prezydenta Baracka Obamy popadł w konflikt z władzami kolonialnymi? Jak kolonizacyjne zapędy Hitlera wpłynęły na obraz powojennej Polski?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 162

Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0



Tytuł ‌oryginału: Decolonisation: ‌A Very Short ‌Introduction

Rada ‌Naukowa ‌seriiKrótkie Wprowadzenie

Jerzy Gajdka, ‌Ewa ‌Gajewska, Krystyna ‌Kujawińska Courtney ‌Aneta ‌Pawłowska,Piotr ‌Stalmaszczyk

Redaktorzy inicjujący ‌seriiKrótkie ‌Wprowadzenie

Urszula ‌Dzieciątkowska, Agnieszka ‌Kałowska

Tłumaczenie

Jakub Jedliński

Redaktor Wydawnictwa ‌UŁ

Bogusław Pielat

Skład i ‌łamanie

Munda – Maciej ‌Torz

Projekt ‌typograficzny serii

Tomasz Przybył

Decolonisation: ‌A Very Short ‌Introductionwas ‌originally published in ‌English in 2016. This ‌translation is ‌published ‌by ‌arrangement with ‌Oxford ‌University ‌Press. ‌Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego is ‌solely responsible for this ‌translation from the ‌original work and Oxford ‌University ‌Press shall have ‌no liability ‌for ‌any errors, omissions, ‌or inaccuracies or ‌ambiguities ‌in such translation or ‌for any losses caused ‌by ‌reliance thereon

© Copyright by ‌Oxford ‌University Press ‌2016

© ‌Copyright for ‌this ‌edition by Uniwersytet ‌Łódzki, Łódź, 2017

© Copyright ‌for Polish ‌translation by Jakub ‌Jedliński, ‌Łódź ‌2017

Publikacja sfinansowana ze środków ‌Wydawnictwa Uniwersytetu ‌Łódzkiego

Wydane przez Wydawnictwo Uniwersytetu ‌Łódzkiego

Wydanie I. W.07587.16.0.M

Ark. ‌wyd. 5,5; ark. druk. ‌8,5

Paperback ISBN Oxford ‌University Press: 978-0-19-934049-1

ISBN 978-83-8088-546-2

e-ISBN ‌978-83-8088-547-9

Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego

90-131 ‌Łódź, ul. ‌Lindleya 8

www.wydawnictwo.uni.lodz.pl

e-mail: [email protected]

tel. (42) ‌665 ‌58 63

Książkę ‌tę dedykuję 150 absolwentom ‌Międzynarodowego Seminarium nt. Dekolonizacji

Podziękowania

Pragnę ‌podziękować Shawnowi McHale’owi ‌i Jasonowi ‌Parkerowi, a także ‌Jennifer Foray oraz ‌Michaelowi Collinsowi (który przeczytał ‌ten tekst przed oddaniem ‌go do druku) za ich niezwykle pomocne komentarze. Uniknąłem dzięki nim niezliczonych błędów merytorycznych i przeoczeń. Słowa szczególnej wdzięczności kieruję do Williama Rogera Louisa, który w roku 2006 zaprosił mnie na I Międzynarodowe Seminarium nt. Dekolonizacji (International Decolonization Seminar), a jego wiedza w znacznym stopniu ukształtowała nasze rozumienie procesu dekolonizacji. Bardzo dużo nauczyłem się od Louisa oraz innych prowadzących seminarium: Philippy Levine, Jasona Parkera, Pillarisettiego Sudhira i Marilyn Young, a także wykładowców gościnnych: Jennifer Foray i Lori Watt. Najwięcej jednak zawdzięczam stu pięćdziesięciorgu młodym naukowcom, którzy uczestniczyli w seminarium w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Miałem ogromne szczęście, że mogłem poznać i uczyć się od tych utalentowanych, pochodzących z całego świata osób, które w czasie seminarium dzieliły się swoim bogatym doświadczeniem, przemyśleniami i wiedzą. Im dedykuję tę książkę.

Wprowadzenie

Organizacja Narodów Zjednoczonych, która w roku 1945 liczyła 51 państw członkowskich, obecnie skupia 193 kraje. Ogromna większość nowych członków przyjętych w tym okresie do ONZ pojawiła się w rezultacie upadku europejskich reżimów imperialnych. Jest on efektem historycznych zmian, w wyniku których doszło do przejścia od świata mocarstw kolonialnych do świata państw narodowych. Choć mocarstwa innego rodzaju przetrwały i nadal wywierają wpływ na ogólnoświatowe sprawy, muszą działać wewnątrz międzynarodowego systemu, który sprzyja państwom narodowym wraz z ich żądaniami dotyczącymi integralności terytorialnej, samostanowienia i założeniem, że owa suwerenności pochodzi od „narodu”. Nowoczesny międzynarodowy system uznał kolonializm, czyli narzucenie przez obce mocarstwo bezpośredniej władzy innemu państwu, za niemożliwy do zaakceptowania. Stanowisko to zostało potwierdzone serią uchwał ONZ, których podsumowaniem była rezolucja 1514 z roku 1960. Dokument ten potępił kolonializm jako „wyzysk stanowiący zaprzeczenie podstawowych praw człowieka” i stwierdził, że samostanowienie jest „prawem”. Oświadczenie to doprowadziło do niezwykle ważnych zmian w międzynarodowych normach rządzących relacjami między państwami i narodami.

Burzliwy proces prowadzący do tych zmian nosi nazwę dekolonizacji. Przypuszcza się, że na początku dziewiętnastego wieku termin ów został ukuty przez pewnego francuskiego dziennikarza sprzeciwiającego się prowadzonemu przez jego kraj podbojowi Algierii. W ciągu kolejnych dziesięcioleci słowo zostało przyjęte przez innych przeciwników kolonizacji, później jednak na niemal sto lat zniknęło ze słownika politycznego. Wskrzeszenie terminu w latach 30. dwudziestego wieku często przypisuje się Moritzowi Julius Bonowi, słynnemu uczonemu niemieckiemu żydowskiego pochodzenia o poglądach socjalistycznych, który znalazł schronienie przed nazistami w Anglii i wykładał w London School of Economics. Jednak aż do II wojny światowej termin „dekolonizacja” pozostawał niemal nieznany, a do powszechnego użytku wszedł dopiero po roku 1960.

The Oxford English Dictionary definiuje dekolonizację jako „wycofanie się mocarstw kolonialnych z ich dawnych kolonii; zyskanie politycznej lub ekonomicznej niezależności przez kolonie”. Kluczowymi słowami w tej definicji są „wycofanie się” i „zyskanie”, terminy, które wywołują skojarzenie ze spokojną transakcją finansową przeprowadzoną przy obopólnej zgodzie. Te skojarzenia wzmacnia synonim dekolonizacji proponowany przez słownik – transfer (przekazanie), słowo odnoszące się do języka prawniczego i oznaczające „przekazanie własności przez jedną osobę drugiej”. Dokładniej rzecz ujmując przekazywanie to odbywało się w ciągu kilku dziesięcioleci po II wojnie światowej w trakcie serii szczegółowo reżyserowanych ceremonii niepodległościowych. Kroniki filmowe i fotografie dają nam wyobrażenie o tych wydarzeniach. Ukazują wysokich rangą urzędników kolonialnych i przywódców narodowych stojących na podiach, wygłaszających przemowy, podpisujących dokumenty, wymieniających uściski dłoni oraz przyglądających się opuszczaniu i wciąganiu flag, któremu towarzyszyły muzyka grana na żywo i bawiący się tłum. Taki język i symbolika towarzyszyły upadkowi mocarstw i narodzinom państw narodowych w latach po II wojnie światowej, ukazując ten proces jako ugodowe i pokojowe przekazywanie władzy.

Nic bardziej sprzecznego z prawdą: dekolonizacja była procesem gwałtownym, budzącym gorące protesty, w którym władza imperialna konfrontowała się z kolonialnymi poddanymi. Prowadziła również do starć między grupami antykolonialnych nacjonalistów. A jednak obie strony ukazujące owo wyreżyserowane przekazywanie władzy miały rację, chcąc zminimalizować chaos i urazy, które poprzedzały uroczyste parady. Dla mocarstw nie mogących dłużej utrzymać kolonii pod kontrolą, w sposób oczywisty korzystniejsze było ukazanie straty władzy jako aktu altruizmu, realizacji od dawna zgłaszanych żądań poddanych, których od dłuższego czasu przygotowywano do przejęcia odpowiedzialności związanej ze samostanowieniem. Zbyt często jednak przeczyła temu rozpaczliwa determinacja, z jaką próbowały utrzymać kolonie, najczęściej przejawiająca się w bezwzględnym zwalczaniu ruchów wyzwoleńczych, rzucającym długi cień na historię dekolonizacji. Kiedy przemoc i chaos poprzedzający przekazanie władzy nie pozwalały imperialnym państwom utrzymywać, że kierowała nimi dobra wola ani iż dokonały eleganckiego wyjścia z kolonii, za wszelką cenę starano się wyeliminować wiedzę na ten temat z pamięci publicznej przez niszczenie dokumentów i celowe akty „wymazywania” pamięci.

Rządy narodowe, które zajęły miejsce władz kolonialnych, miały własne powody, żeby promować selektywną amnezję na temat powstań, często towarzyszących przekazaniu władzy. Oczywiście promowana przez nie, oficjalna wersja wydarzeń opiewała walkę konieczną do uzyskania niepodległości. Szczególną rangę nadawano burzliwym losom ojców założycieli nowych państw. Jednocześnie jednak pomijano lub oczerniano grupy i jednostki pragnące innego porządku państwowego i odmiennej definicji narodu, ponieważ spory te często prowadziły do wojny domowej i czystek etnicznych. A zatem zarówno władze kolonialne, jak i ich następcy, byli zainteresowani propagowaniem wybiórczej i ocenzurowanej wersji wydarzeń, ukazującej dekolonizację jako racjonalny proces przeprowadzony z woli elit politycznych, których decyzje potwierdzały legitymizację reprezentowanych przez nie rządów i logikę międzynarodowego systemu, wobec którego domagały się lojalności.

To prawda, że niektóre kolonie uzyskały niepodległość bez uciekania się do przemocy. Nie można też zaprzeczyć, że przedłużająca się i krwawa walka przeciwko władzom kolonialnym w takich miejscach, jak Algieria, Kenia czy Wietnam wzbudzała żywe zainteresowanie współczesnych i nadal przyciąga uwagę historyków oraz innych badaczy. Te wydarzenia często jednak uznawano za anomalię, wyjątek od reguły, zgodnie z którą władzę przekazywano skolonizowanym narodom na drodze pokojowej. Ów punkt widzenia był szczególnie popularny w Wielkiej Brytanii, posiadającej najrozleglejsze ziemie zamorskie. Były brytyjski premier, Clement Attlee, twierdził na przykład w roku 1961, że Anglia „z własnej woli oddała władzę podległym narodom i dała im wolność” i zrobiła to „nie ze względu na naciski zewnętrzne czy zmęczenie władzą”. Choć niektórzy historycy imperium brytyjskiego nadal podtrzymują ten pogląd, przedstawiając brytyjską dekolonizację jako proces dokładnie zaplanowany i przebiegający dość spokojnie, a także utrzymują, że Anglii udało się uniknąć pułapek, w które wpadły niektóre państwa kolonialne (przede wszystkim Francja), badania wskazują, że również Brytyjczycy bez wahania wykorzystywali siły wojskowe, a wycofywali się jedynie wówczas, gdy wyczerpały się wszelkie inne możliwości działania. Ostatnio historycy zainteresowali się szeroko zakrojonym interwencjom zbrojnym w Azji brytyjskiej w czasie II wojny światowej i w latach po jej zakończeniu, traumie towarzyszącej podziałowi Indii, brutalnym akcjom, w wyniku których uwięziono wielu przedstawicieli ludu Kikuju w Kenii oraz licznymi innymi ponurymi epizodami z ostatnich dziesięcioleci istnienia imperium brytyjskiego. Badacze ze zdumieniem odkryli, że w ostatnich latach swego panowania Anglicy zniszczyli niezliczone oficjalne dokumenty dotyczące szczegółów zbrodni popełnianych przez władze w koloniach. Co więcej, niemal dziewięć tysięcy dokumentów niewygodnych politycznie i teczek obciążających rząd brytyjski na wiele lat zostało zamkniętych w tajnym archiwum rządowym w Hanslope Park. Wszystko to prowadzi do coraz powszechniej podzielanego twierdzenia, że Wielka Brytania równie chętnie jak inne państwa kolonialne uciekała się do wszelkich koniecznych środków, żeby utrzymać władzę.

Jeżeli więc „dekolonizacja” jest terminem zbyt eufemistycznym i ideologicznie zakodowanym, by adekwatnie wyrazić skalę chaosu i cierpienia, jaki towarzyszył upadkowi mocarstw kolonialnych po II wojnie światowej, jakie inne słowa mamy do dyspozycji? „Wojna”? „Rewolucja”? „Terror”? Choć terminy te nie są w stanie oddać historycznej wyjątkowości przemian, które doprowadziły do upadku rządów kolonialnych, każdy z nich ukazuje pewien aspekt ich charakteru, ukrywany pod transakcyjnym skojarzeniem wywoływanym przez słowo „dekolonizacja”. Co więcej, przyznanie, że wojna, rewolucja i terror były nieodłącznymi elementami tych wydarzeń pozwala nam umiejscowić historię powojennego rozpadu mocarstw w szerszym kontekście historycznym. A przede wszystkim kieruje uwagę ku wcześniejszym kryzysom mocarstw i ukazuje pewne schematy ich upadku, wykraczające poza podziały chronologiczne i tematyczne, które zwykle wykorzystujemy w naszej opowieści dotyczącej kształtowania się współczesnego świata.

Proces, który nazywamy dekolonizacją, to upadek mocarstw kolonialnych i powstawanie nowych państw narodowych w rejonach, które po II wojnie światowej zaczęto nazywać Trzecim Światem. Przemiany te niemal nie miały precedensu. Globalne starcia między mocarstwami doprowadziły jednak do pojawienia się kilku wcześniejszych fal dekolonizacji. Do pierwszej doszło w Nowym Świecie między rokiem 1776 a latami 20. dziewiętnastego wieku. Druga nastąpiła w Starym Świecie między rokiem 1917 a latami 20. dwudziestego wieku. Upadek Związku Radzieckiego w 1989 r. przyczynił się z kolei do wystąpienia czwartej fali dekolonizacji. Podobnie jak w przypadku Trzeciego Świata fale te doprowadziły do podziału niektórych mocarstw, ekspansji i odrodzenia się innych oraz powstania nowych państw – samostanowiących się jako państwa narodowe, żeby odróżnić się od dawnych suwerenów – w przestrzeni między mocarstwami.

Kilka ważnych kwestii pojawia się na horyzoncie, gdy dekolonizację Trzeciego Świata osadzi się w kontekście dwóch wcześniejszych, poprzedzających ją fali oraz tej, która nastąpiła po niej. Pierwszą jest zasadnicza rola, jaką odgrywały w tym procesie wojny światowe między mocarstwami, prowadzące do kryzysu gospodarczego i politycznego, dające skolonizowanym narodom motywację i możliwość, by podjąć próbę odzyskania niepodległości. Druga dotyczy możliwości stojących przed przeciwnikami władzy kolonialnej. Choć państwo narodowe stało się najczęściej wybieraną alternatywą, nie była to jedyna możliwość. Co więcej, nawet zwolennicy takiego państwa często mieli sprzeczne wizje dotyczące jego struktury. Ten problem prowadzi do trzeciej kwestii: przemocy i częstego przesiedlania ludności, które towarzyszyły wielu wysiłkom stworzenia nowych państw z dawnych imperiów. I wreszcie, owa szersza perspektywa historyczna pozwala dojrzeć, że proces dekolonizacji niekoniecznie wiązał się z odrzuceniem czy zanegowaniem imperializmu ani też nie doprowadził do całkowitego zejścia imperiów ze sceny politycznej. Najczęściej po prostu odrodziły się one w nowym kształcie.

To opracowanie – choć umieszczone w szerokim kontekście chronologicznym i geograficznym, prowadzącym do upadku mocarstw kolonialnych w Nowym i Starym Świecie – skupia się na dekolonizacji trzeciej fali, do której doszło w latach powojennych. Transformacja ta przebiegała w kilku etapach, które obejmują okres od połowy lat 40. do późnych lat 70. dwudziestego wieku. Pierwszy etap przypada na czas tuż po zakończeniu II wojny światowej. Wówczas niepodległość uzyskały posiadłości Wielkiej Brytanii w Azji południowej: Indie, Pakistan, Cejlon/Sri Lanka i Birma/Mjanma, a także amerykańskie Filipiny oraz terytoria kontrolowane przez Anglię i Francję na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim: Palestyna/Izrael, Jordania, Liban i Syria. Bardziej brzemienny w skutkach drugi etap zaczął się na początku lat 50. a zakończył pod koniec lat 60. W jego wyniku europejskie rządy kolonialne upadły w całej Azji (z wyjątkiem Hongkongu), w całej Afryce Północnej, na większości obszarów Afryki Subsaharyjskiej (gdzie powstało ponad trzydzieści nowych państw) oraz w większej części regionu karaibskiego. W latach 70. trzeci etap dekolonizacji położył kres portugalskiemu panowaniu w Afryce, Timorze Wschodnim, przyczynił się do upadku rządu białych w Rodezji, uzyskania niepodległości przez narody zamieszkujące wyspy Pacyfiku i Karaiby oraz rozpadu innych terytoriów uzależnionych od państw zachodnich. Potop, który w latach 70. zmył z powierzchni ziemi europejskie mocarstwa kolonialne, oszczędził tylko pojedyncze posiadłości zamorskie.

Chociaż można uznać, że do ostatniej wielka fali dekolonizacji doszło po rozpadzie Związku Radzieckiego na początku lat 90. dwudziestego wieku, zamieszkiwany przez nas świat nadal jest w ogromnej mierze kształtowany przez walkę, która doprowadziła do powstania wielu państw obecnie wchodzących w skład ONZ. Jednym z celów tej krótkiej książki jest przypomnienie, że ta przeszłość w ogromnym stopniu pozostaje z nami. Z jednej strony kieruje naszą uwagę na kryzys imperiów kolonialnych, z drugiej strony na ich ciągłość. Podkreśla nadzieje związane z państwami narodowymi i ich ograniczenia. Opracowanie to kładzie również nacisk na koszty związane z przejściem od kolonialnego podporządkowania do państwowej niepodległości, przede wszystkim śmierć milionów osób oraz kolejne miliony, które musiały opuścić swoje rodzinne strony. Nie jest to zatem radosna opowieść o dekolonizacji, wręcz przeciwnie, dotyka problematycznego czy nawet tragicznego wymiaru owej niezwykle istotnej serii wydarzeń, z którą wiązało się to zjawisko. Wiele z tego, co udało się osiągnąć dzięki dekolonizacji – i tego, w czym poniesiono porażkę – nadal należy do istotnych globalnych wyzwań, z którymi współcześnie musimy się mierzyć.

Rozdział 1

Fale dekolonizacji

Chociaż dekolonizację tradycyjnie rozumie się jako powstania polityczne, które doprowadziły do upadku europejskich mocarstw kolonialnych i narodzin blisko stu państw narodowych w Afryce, Azji i na Pacyfiku (Trzeci Świat) w latach 70. dwudziestego wieku, już wcześniej doszło do wydarzeń o podobnym charakterze, poprzedzających pojawienie się terminu „dekolonizacja”. Podobny kryzys władzy imperialnej przyczynił się do powstania niemal dwudziestu państw narodowych na półkuli zachodniej (Nowy Świat) pod koniec osiemnastego i na początku dziewiętnastego wieku oraz kilkunastu kolejnych w Europie Środkowej i Wschodniej (Stary Świat) na początku lat 20. dwudziestego wieku. Postrzeganie wcześniejszych powstań narodowych przez pryzmat dekolonizacji pozwoli nam umiejscowić wielką transformację, do której doszło w Trzecim Świecie, w szerszym kontekście historycznym, dającym możliwość pogłębienia naszego pojmowania przyczyn i konsekwencji tego zjawiska.

Dekolonizacja w Nowym Świecie

Do pierwszej fali dekolonizacji doszło w obu Amerykach. Zaczęła się ona w roku 1776 od buntu osadników w Ameryce Północnej przeciwko panowaniu brytyjskiemu, co przyczyniło się do powstania Stanów Zjednoczonych. Kilkanaście lat później, w roku 1791, we francuskiej kolonii Saint-Domingue wybuchło powstanie niewolników, a ciężkie walki zakończyły się uzyskaniem niepodległości przez wyspę, odtąd nazywającą się Haiti. Był to drugi kraj na półkuli zachodniej, który wyzwolił się spod panowania Europejczyków. Na początku dziewiętnastego wieku wojny o niepodległość przetoczyły się przez hiszpańską Amerykę, przyczyniając się do powstania kilku nowych państw narodowych, rozciągających się od równin północnego Meksyku po góry Patagonii. W tym samym czasie skończyło się też panowanie Portugalczyków w Brazylii, największym terytorium w Ameryce Południowej.

Wybuch rewolucji amerykańskiej został znacznie przyspieszony przez imperialne zmagania między Wielką Brytanią i Francją oraz sojusznikami każdego z tych państw, podczas wojny siedmioletniej (1756–1763), która skłoniła Anglię do nałożenia niemożliwych do zaakceptowania obciążeń gospodarczych na swe kolonie i osadników w Ameryce Północnej. Kiedy wzniecili oni bunt w roku 1776, szanse ich powodzenia były bardzo wątpliwe, jednak odnowienie wojny między Wielką Brytanią i jej rywalami: Francją (1778), Hiszpanią (1779) i Republiką Zjednoczonych Prowincji Niderlandzkich (1790) pomogło odwrócić bieg wydarzeń na korzyść buntowników. Jednocześnie pojawiło się niebezpieczeństwo, że inne mocarstwo podejmie próbę podporządkowania sobie, a nawet przyłączenia do swoich posiadłości, zbuntowanych kolonii. Jednym z najważniejszych celów Deklaracji Niepodległości było zapewnienie Ameryce statusu suwerennego państwa, mającego „pełne prawo wypowiadania wojny, zawierania pokoju, wstępowania w sojusze, nawiązywania stosunków handlowych i czynienia wszystkiego, do czego mają prawo państwa niezależne”.

Podstawą deklaracji była radykalna idea suwerenności narodu, która zakładała, że władza polityczna pochodzi z woli „ludu”. To twierdzenie umożliwiło pojawienie się pojęcia państwa narodowego. Kim jednak był ów „lud”. Opuszczenie kraju przez 60–100 tysięcy lojalistów stworzyło przestrzeń ideologiczną dla zaistnienia wspólnej tożsamości narodowej i celu politycznego wśród tych, którzy identyfikowali się jako Amerykanie, ale jej zarys został równocześnie w znacznej mierze ukształtowany przez odmówienie praw obywatelskich rdzennej ludności indiańskiej, zniewolonym Afrykanom oraz ograniczenie praw kobiet. Choć nowe państwo było narodowe, ów naród był ograniczony przez rasę i płeć. Co więcej, był to naród o ambicjach imperialnych. Zgodnie ze słynną deklaracją Thomasa Jeffersona Stany Zjednoczone były „imperium wolności”.

Późniejsze rewolucje w Nowym Świecie, wymierzone przeciwko panowaniu imperialnemu, były skutkiem rewolucji francuskiej i wojen napoleońskich (1792–1815), które w znacznym stopniu stanowiły kontynuację wcześniejszych wojen kolonialnych między Wielką Brytanią i Francją. Na przynoszącej ogromne dochody z uprawy trzciny cukrowej wyspie Saint-Domingue powstanie niewolników z roku 1791 mogło skończyć się podobnie jak inne bunty w Nowym Świecie, gdyby nie trwająca we Francji rewolucja. Nie tylko zahamowała ona próby odzyskania władzy nad tymi terenami, lecz także skłoniła wielu wolnych czarnych (i niektórych białych) do przyłączenia się do walki. Wszystko to sprawiło, że było ono lepiej zorganizowane i miało wyraźniejszy program ideologiczny. Rewolucjoniści z Paryża chcieli odtworzyć imperium według liberalnych zasad, poprzez obalenie niewolnictwa i zagwarantowanie praw obywatelskich poddanym w koloniach. Kiedy jednak Napoleon doszedł do władzy, odwrócił obie te tendencje i dla zbuntowanej wyspy niepodległość stała się jedyną możliwością. Podjęta przez Brytyjczyków oportunistyczna próba podbicia Saint-Domingue zakończyła się niepowodzeniem, podobnie jak późniejsze starania Napoleona, żeby odzyskać kolonię. Dzięki zniszczeniu sił francuskich w roku 1804, kolonia stała się niezależnym krajem i przyjęła nazwę Haiti. Prawdopodobnie najwięcej zyskały na tym Stany Zjednoczone, którym Napoleon sprzedał Luizjanę, kiedy okazało się, że nie powiodły się plany ponownego uczynienia niewolników z ludności zamieszkującej wyspę. Tereny w Ameryce Północnej miały być spichlerzem dla siły roboczej pracującej na haitańskich plantacjach. Dzięki temu zakupowi Stany Zjednoczone dwukrotnie powiększyły swoją powierzchnię, co było pierwszym krokiem w marszu po dominację nad kontynentem amerykańskim.

1. Toussaint L’Ouverture, przywódca rewolucji haitańskiej, 1 lipca 1801 r. ogłosił konstytucję swojego nowego kraju. Ten propagandowy druk, czerpiący pełnymi garściami z francuskiej ikonografii rewolucyjnej, ukazuje wsparcie Kościoła katolickiego dla niepodległości Haiti, które Bóg błogosławi z niebios.

Dla hiszpańskich kolonii w Nowym Świecie francuskie inwazje na Portugalię i Hiszpanię w latach 1807–1808 stały się najważniejszymi bodźcami do podjęcia działań przeciwko kolonizatorom. Portugalski dwór królewski zdołał zbiec do Brazylii, ale Napoleon zwabił króla hiszpańskiego do Paryża i tam go zdetronizował. To doprowadziło do powstania „próżni władzy” w należących do Hiszpanii koloniach amerykańskich, którą wielu kolonistów, zwłaszcza Kreolów uważających się za spadkobierców Hiszpanów, próbowało wypełnić poprzez upominanie się o większą autonomię polityczną.

W roku 1812 hiszpański rząd na wygnaniu w Kadyksie napisał projekt liberalnej konstytucji, przyznającej Kreolom – choć już nie czarnym i Mulatom – reprezentację w nowo tworzonym parlamencie. Brytyjscy politycy, tacy jak Edmund Burke, zaproponowali podobne rozwiązanie amerykańskiego kryzysu po II wojnie światowej, mieli ją wykorzystać też Francuzi, którzy w konstytucji zagwarantowali prawa obywatelskie mieszkańcom kolonii, włączając ich do Unii Francuskiej. Jednak w hiszpańskiej Ameryce opinie na temat propozycji wypracowanych w Kadyksie były podzielone, eksperyment ten zresztą został gwałtownie przerwany wraz z odnowieniem monarchii hiszpańskiej po upadku Napoleona. Wysiłki zmierzające do przywrócenia królewskiej władzy w Amerykach wzbudziły szeroki i powszechny opór, który ostatecznie zakończył się obaleniem władzy kolonialnej. Odzyskanie tronu przez króla w Portugalii wywołało podobny opór w Brazylii, choć w tym wypadku wrogość była mniej destrukcyjna, a wynik mniej rewolucyjny – niepodległa Brazylia pozostała monarchią i utrzymała niewolnictwo.

W hiszpańskiej Ameryce walka przeciwko imperium doprowadziła do powstania wielu państw już dziesięć lat przed wojnami napoleońskimi. Deklaracje niepodległości większości z nich były wzorowane na dokumencie wydanym przez Stany Zjednoczone. Również w Ameryce Południowej obawiano się, że europejskie mocarstwa będą próbowały wcielić nowe państwa do swoich terytoriów. Udało im się tego uniknąć w znacznej mierze dzięki Doktrynie Monroe’a z roku 1823, która ostrzegała siły zewnętrzne, że Stany Zjednoczone będą sprzeciwiały się ingerencji innych krajów w sprawy nowo powstałych państw na zachodniej półkuli. Pomocna okazała się też chęć Brytyjczyków do podpisywania z nimi umów handlowych, co oznaczało, że Anglia uznaje ich niezawisłość. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Anglia miały w tym swój interes. Oba kraje wykazywały determinację w dążeniu do wywierania nieoficjalnego wpływu na wspomniane młode i słabe państwa. Co więcej, w przypadku Wielkiej Brytanii stosunki handlowe zostały nawiązane dopiero po wcześniejszych próbach zdobycia bardziej bezpośredniej władzy, łącznie z nieudanym atakiem na Argentynę z roku 1806. Cechą wyróżniającą pierwszą falę dekolonizacji były towarzyszące jej przemoc i chaos. Nie dysponujemy wiarygodnymi dokumentami wskazującymi na liczbę ofiar konfliktów w Nowym Świecie, ale nawet niepełne szacunki wskazują, że spowodowały one ogromne straty w ludziach. Podczas rewolucji amerykańskich mogło stracić życie nawet 100 tysięcy osób – czy to w walce, czy też z powodu niedożywienia i chorób. A liczba ta nie obejmuje ogromnych strat spowodowanych przez epidemię ospy, która pustoszyła kolonie w czasie konfliktu. W trakcie przedłużającej się