Deja vu - Rafał Sikora - ebook

Deja vu ebook

Rafał Sikora

0,0
5,00 zł

lub
Opis

Jest to książka dla tych, którzy lubią czytać. Niezależnie od odpowiedzi na pytanie, kto to jest ten autor.
Książka zawiera wiele słów, pomiędzy którymi możesz postawić wiele pytań. Na przykład: po co czytać? A gdzie jest odpowiedź?
Każdy nosi odpowiedź na wszystkie pytania w sobie. Inaczej mówiąc: znajdujesz to, czego szukasz. To znaczy: każdy znajduje taką odpowiedź, jakiej szuka. Na przykład: jest dostępna wielość systemów filozoficznych; nie wiadomo, który jest prawdziwy, ani nawet co to by mogło oznaczać, więc wybierasz ten, który Ci najbardziej pasuje.
W tym właśnie znaczeniu każdy z nas nosi odpowiedź na swoje pytania w sobie.
A zatem: po co czytać? A może warto zapytać: jak czytać? Kiedy czytać? Czytać, czy nie czytać? Czytać?
Ale przecież Ty znasz odpowiedź.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB

Liczba stron: 36




Rafał Sikora
Deja vu
© Copyright by Rafał Sikora 2011Projekt okładki: Magdalena Sikora
ISBN 978-83-7564-301-5
Wydawnictwo My Bookwww.mybook.pl
Publikacja chroniona prawem autorskim.Zabrania się jej kopiowania, publicznego udostępniania w Internecie oraz odsprzedaży bez zgody Wydawcy.

Instrukcja obsługi

Jest to książka dla tych, którzy lubią czytać. Niezależnie od odpowiedzi na pytanie, kto to jest ten autor.

Książka zawiera wiele słów, pomiędzy którymi możesz postawić wiele pytań. Na przykład: po co czytać? A gdzie jest odpowiedź?

Każdy nosi odpowiedź na wszystkie pytania w sobie. Inaczej mówiąc: znajdujesz to, czego szukasz. To znaczy: każdy znajduje taką odpowiedź, jakiej szuka. Na przykład: jest dostępna wielość systemów filozoficznych; nie wiadomo, który jest prawdziwy, ani nawet co to by mogło oznaczać więc wybierasz ten, który Ci najbardziej pasuje.

W tym właśnie znaczeniu każdy z nas nosi odpowiedź na swoje pytania w sobie.

A zatem: po co czytać? A może warto zapytać: jak czytać? Kiedy czytać? Czytać, czy nie czytać? Czytać?

Ale przecież Ty znasz odpowiedź.

Sople

Sople wisiały zadumane nad ulicą białą, zmarzniętą. Powoli, jakby natchniony, szedł w płaszczu beżowym umysł parujący ciepłem z niezakrytej głowy. „Teraźniejszość będzie przeszłością, była przyszłością. Będzie więc tym, co było – była zaś tym, co będzie. Jest czymś coś, co będzie zanim było,i było, zanim będzie? Czymże to jest? A czym jest jest?” – olbrzymi sopel oderwał się od dachu i wbił w sam środek myślącej jeszcze głowy. Manekin wyrzucił w górę ręce, chwycił za skrwawiony słup lodu i – niczym postać z groteskowego widowiska – zatoczył się na środek ulicy, szurając czarnymi butami o bruk zadumany…

Wiadomość

Baltazar zmartwiał – Pongo wbiegł na jezdnię wprost pod nadjeżdżający autobus. Wielka maszyna z szumem przemknęła nad przypadłym do asfaltu zwierzakiem. Który poderwał się, otrzepał jakby nigdy nic, i podbiegł do Baltazara. Który:

– Cud, cud, cud! – krzyczał i tańczył, a Pongo szczekał, radośnie biorąc udział w zabawie. Baltazarowi przyszło nagle do głowy, że skoro istnieje potencjalnie nieskończenie wiele równoległych światów, to w którymś z nich Pongo mógł zginąć pod autobusem. Wyobraził sobie, jakby się czuł, gdyby pies zginął w jego świecie. Przeszedł go dreszcz zgrozy. Musi dać znać sobie samemu z równoległych światów, że Pongo żyje – koniecznie musi! Ale jak? Jak?

Zapadł się w sobie i zaniedbał wszystko i wszystkich. Nawet Ponga, który snuł się smętny po niesprzątanym od coraz dłuższego czasu mieszkaniu. Aż któregoś wieczoru – olśnienie! Baltazar zaczął tańczyć jak szalony! Znalazł sposób – postanowił zwariować. Liczył, że on sam w równoległych światach też zwariuje. Ale było to wariactwo z głową! Tańczył w specjalny sposób, wystukując odpowiednio zaszyfrowaną alfabetem Baltazara wiadomość: „Baltazarze wykrzyknik Pongo żyje wykrzyknik Nie trać ducha wykrzyknik Nadawca myślnik Baltazar”. Teraz wystarczyło, że jakiś doktor rozszyfruje taniec wariata i tym samym uleczy go z rozpaczy po stracie Ponga.

Pongo zaszczekał, ale nie przyłączył się do tej nowej zabawy.

Tertium non datur

Arystokrates, znany z umiejętności powiedzenia słowa „stomatolog” w ten sposób, że zaczynało się na „k”, „g” miało w środku i było dowolnie obraźliwe dla kogokolwiek, wyjaśniał swym uczniom, dlaczego seryjna produkcja zdystansowała rękodzieło.

– Widzicie – Henry Ford wprowadził seryjną produkcję samochodów, taśmową. Wszystkie wyroby takie same. Mawiał: możecie zażyczyć sobie dowolny kolor – pod warunkiem, że to będzie czarny!

– Mistrzu – wtrącił Arcyfus, jeden z uczniów – czy takie wyeliminowanie różnorodności nie pozbawia życia tego, co najważniejsze – piękna?

– Wcale nie uważam, by w życiu najważniejsze było piękno – nie omieszkał zaprzeczyć Termos, drugi z uczniów. – Najważniejsze jest dobro.

– Jaki pożytek z dobra, jeśli brak piękna? – oburzył się Arcyfus.

– Panowie! Jaki pożytek ze sprzeczki, jeśli nie znacie kryterium?

– A ty, Mistrzu, czy mógłbyś podać jasne kryterium?

– Owszem – napuszył się Arystokrates. – Opłacalność, panowie. Mmgbrlo zaczął równolegle z Fordem. Produkował ręcznie, panowie – rękodzieła! Co ciekawe – każde w innym kolorze.

– Kto? – zdziwił się Termos.

– A widzicie? Nikt już o nim nie pamięta. Zbankrutował i został mechanikiem u Forda. Opłacalność, panowie, opłacalność!

– Ależ mistrzu! Czy takie nastawienie nie pozbawia życia tego, co najważniejsze – piękna?

– Wcale nie uważam, by w życiu najważniejsze było piękno, bo jaki pożytek z piękna, jeśli brak dobra? – i szli razem, przekomarzając się nadal, choć każdy z nich mógł podążyć swoją drogą. A przynajmniej im się zdawało, że tak mogą.