Dar z Księżycowej Doliny. Szkoła Astromagów. Tom 1 - Anna Włodarkiewicz - ebook + książka

Dar z Księżycowej Doliny. Szkoła Astromagów. Tom 1 ebook

Anna Włodarkiewicz

4,1

12 osób interesuje się tą książką

Opis

Nie każda szkoła uczy magii – ta właśnie tak! Zapraszamy do Szkoły Astromagów!

Na szczycie Góry Astromagów działa wyjątkowa szkoła, w której uczą się dzieci wybrane przez los – każde z nich ma na dłoni tajemniczy symbol świadczący o posiadaniu magicznej mocy. Szkoła Astromagów to miejsce, gdzie nauka magii przeplata się z obserwacją gwiazd, a każdy dzień przynosi coś niespodziewanego!

W pierwszym tomie serii – „Dar z Księżycowej Doliny” – życie uczniów wywraca się do góry nogami, gdy w pierwszy dzień Nowego Roku Astrologicznego do Wioski wraz z darami przybywa... dziecko. Ma na imię Lu-Lu, a na jej dłoni widnieje znak, którego nikt nie rozpoznaje. Kim jest tajemnicza dziewczynka? Czy to przypadek, że pojawia się, gdy moc Wieży słabnie?

Pełna emocji i fantastycznych postaci opowieść o dzieciach, które stają przed wielką tajemnicą. Książka idealna dla fanów magii, szkolnych przygód i świata, w którym każde dziecko może być wyjątkowe.

„Szkoła Astromagów” autorstwa Anny Włodarkiewicz (znanej z serii „Gaja z Gajówki”),z ilustracjami Aleksandry Zapotocznej to pełna magii i przygód opowieść o grupie młodych uczniów, których codzienność wypełniają tajemnice i gwiazdy. Gdy do szkoły trafia Lu-Lu, zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a dzieci zostają wciągnięte w niezwykłe wydarzenia, które mogą odmienić los wszystkich mieszkańców Księżycowej Doliny. Daj się porwać magicznej przygodzie!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 76

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,1 (23 oceny)
11
7
2
3
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Daamian93

Z braku laku…

Szczerze się zawiodłem. Książka jest po prostu średnia. Owszem czyta się całkiem nieźle i czuć potencjał w fabule oraz bohaterach, ale tutaj totalnie nic się nie dzieje. Zmarnowany potencjał. Wygląda na to, że część pierwsza jest jednym wielkim wstępem. Brakuje tutaj magii, którą dostajemy tylko w formie teoretycznej. Za dużo gadania. 5/10
kasia_kasie

Z braku laku…

Bardzo przeciętna. Magiczna szkoła, w której brakuje magii. Niestety historia nie powaliła oryginalnością, jak dla mnie trochę fanfiction. Ilustracje AI. Córka skwitowała lekturę "Przynajmniej szybko zasypiam".
Asiapyzaq

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam
00
rybkaaga

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna i magiczna! 💙
00
Aaddaas

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo sympatycznie i treść u obrazki. Lekko, przyjemnie i magicznie:)
00

Popularność




Redaktorka prowadząca: Urszula Pitura

Wydawczyni: Natalia Galuchowska

Redakcja: Katarzyna Rogowska

Korekta: Agnieszka Fiedorowicz

Projekt okładki: Agata Łuksza

Copyright © 2025 for text by Anna Włodarkiewicz

Copyright © 2025 for illustrations by Aleksandra Zapotoczna

Copyright © 2025 for the Polish edition by Świetlik, an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2025

ISBN 978-83-8417-298-8

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek

Stąd wyrasta szara wieża,

która wprost ku niebu zmierza.

A w niej Astromagów gros

zerka tam, gdzie gwiazd lśni trzos.

Każden splata nasze losy

z nici cienkiej niczym włosy.

Bierze ją wprost z własnej krwi,

w której moc magiczna tkwi.

fragment Góry Astromagów

autorstwa mistrza Okero

∙ 1 ∙

Spomiędzy darów wychyla się jasna główka

Plac w Wiosce Astromagów rozbrzmiewał wyjątkową wrzawą. Pierwszy dzień Nowego Roku Astrologicznego zawsze był ekscytujący. Przebrani w fikuśne kostiumy uczniowie oglądali spektakle teatralne, występy magików i brali udział w konkursach z nagrodami. Stoły zastawione były słodkościami, w dużych słojach musowały lemoniady, a wieczorem spodziewano się pokazu fajerwerków i potańcówki.

Przy stoisku z watą cukrową krzątał się niewysoki chłopiec o imieniu Nim. Miał oczy i włosy w kolorze kasztanów. Ciemne kosmyki zazwyczaj sterczały zawadiacko we wszystkich kierunkach, ale teraz trudno było je dostrzec pod włochatym kapturem z paszczą lwa. Długo mruczał i wzdychał, zanim wreszcie wskazał palcem słoik z rysunkiem wesołych jagódek.

Sprzedawca odmierzył dwie łyżki ciemnoniebieskich kryształków, wsypał je do stojącej obok maszyny, a potem nacisnął stopą czarny pedał. Mechanizm zawirował przy wtórze pisków i zgrzytów, a ze środka buchnęła słodka para. Granatowe pasma wiły się i sklejały w powietrzu, aż utworzyły sporą puchatą kulę na długim patyczku.

– Mmm, dobrze wybrałem – wymruczał Nim z zadowoleniem, gdy oblizywał palce po pierwszym oderwanym kęsie.

– Cynamonowa też niebo w gębie – kusił sprzedawca, który nawijał już na kolejny patyczek pasma w kolorze starego złota.

Nim przez chwilę zastanawiał się, ile pieniędzy zostało mu w kieszeni i czy warto wydać wszystkie na słodycze, gdy zegar na Wieży Astromagów zaczął wybijać południe.

– Uch, muszę lecieć! – zawołał chłopiec i ruszył przez tłum. Cenny patyczek trzymał wysoko nad głową.

W wyznaczonym miejscu przy murku tłoczyła się już grupa pierwszaków. Wszystkie były poprzebierane w wymyślne, kudłate, pstrokate lub połyskliwe kostiumy – poza Ikerem, który miał na sobie piżamę. Zaaferowane dzieciaki przepychały się i wyciągały szyje, by cokolwiek zobaczyć. Na oczach Nima Irys, jak zwykle śmiała i beztroska, wdrapała się na murek, przechyliła i zawisła głową w dół, wpatrzona w rozciągającą się poniżej Księżycową Dolinę.

– Kosmo?! – zawołał Nim. Na próżno wypatrywał w zbiegowisku przyjaciela, aż wreszcie spostrzegł go siedzącego z nadąsaną miną pod drzewem. Pod rękawami miał przywiązane sporych rozmiarów szczypce.

– No nareszcie – powiedział Kosmo z wyrzutem. – Gdzie byłeś? Przecież umówiliśmy się na pokazie Komicznych Iluzji. Kręciłem się i wierciłem, żeby cię wypatrzyć, aż w końcu mag Iluzjusz kazał mi wejść na scenę i wyciągać długaśne chustki z jego rękawów. I to wcale nie było magiczne ani komiczne, tylko nudne. Szczypce mi się plątały i przydepnąłem sobie odwłok, i wszyscy się na mnie gapili… Ten kostium jest beznadziejny. „Jesteś Rakiem, przebierz się za raka”, mówili. O, watę sobie kupiłeś – dodał nieco pogodniejszym tonem, gdy przyjaciel wyciągnął w jego stronę klejący się patyczek.

– Możemy mieć na spółkę, niech stracę – zaproponował Nim, myśląc jednocześnie, jak to dobrze, że jest Lwem, a nie żadnym skorupiakiem.

Nagle marcowe słońce przesłonił potężny kształt w swetrze w paski, który pchał przed sobą wielką taczkę. To był Oz, od lat pełniący w Wiosce i Wieży Astromagów zaszczytną rolę złotej rączki i tragarza.

– Odsuwać mi się tu – mamrotał. – Kołowrót nie ruszać. Nie wychylać się przez murka, niedobra dziewczynka.

Bez ostrzeżenia capnął Irys za kostium i postawił na ziemi jak wierzgającego kociaka. Aż poczerwieniała z gniewu, ale nie powiedziała ani słowa, tylko otrzepała przybrudzone futerko i poprawiła opaskę z zakręconymi rogami. Nawet ona czuła się nieswojo w towarzystwie potężnego Oza. Starsi uczniowie twierdzili zgodnie, że pochodzi on od pradawnych wielkoludów, i lubili opowiadać o nim niestworzone historie.

Masywne dłonie chwyciły korbę żelaznego kołowrotu, a pod pasiastymi rękawami swetra zarysowały się mięśnie ogromne jak bochny chleba. Po chwili mechanizm już zgrzytał i popiskiwał, a napięte liny trzeszczały, gdy winda towarowa powoli pięła się na Górę Astromagów z opasającego jej podnóże miasteczka zwanego Zaczątkiem.

Nim i Kosmo czym prędzej podeszli do reszty uczniów.

Tradycja nakazywała, by pierwszego dnia Nowego Roku Astrologicznego w samo południe mieszkańcy Księżycowej Doliny złożyli dary swoim dobroczyńcom z Wieży Astromagów. O tych darach również krążyło po szkole wiele niestworzonych historii.

– Podobno rok temu w windzie był ogromniasty lew, cały odlany z czekolady! – ekscytował się Nim. – W środku miał sto czekoladowych jaj, a w nich siedziały cukrowe skorpiony!

Stojąca obok Aria spojrzała na niego z politowaniem.

– Kto tak twierdzi? – prychnęła. – Pewnie te mądrale z trzeciego roku.

– Ja słyszałam o słoju gwiezdnego płynu do baniek – wymamrotała rozmarzonym głosem Gabi. Jej srebrny strój połyskiwał w świetle słońca. – I te bańki mieniły się na tęczowo. A gdy pękały, obsypywały wszystkich brokatem.

– W to też nie wierzę – mruknęła Aria. – Ani w cukrowe gwizdki grające pieśni gwiazd, ani w marcepanowe bomby strzelające jadalnym konfetti, ani w…

– To po co tu przyszłaś? – przerwał jej Nim, skubiący resztki waty.

– Właśnie, panno ważniacka – prychnął Iker.

– Bo muszę wiedzieć! – wycedziła Aria. Gdy założyła ręce na piersi, na jej dłoni zalśnił zawijas, który przypominał literkę „n” z fantazyjną pętelką. To właśnie te lśniące symbole znaków zodiaku decydowały, kto z Księżycowej Doliny i okolic w wieku ośmiu lat wyruszy na nauki do Szkoły Astromagów.

Nim przewrócił oczami i już miał rzucić uwagę na temat upartych Koziorożców, które zawsze muszą wszystko wiedzieć, gdy żelazny kołowrót zazgrzytał tak przeraźliwie, że wszyscy się skrzywili.

– Już zaraz będzie widać, już zaraziuczko! – zapiszczała Irys.

– Niech to będzie lew z czekolady, proszę, proooszę – powtarzał pod nosem Nim, który podgryzał koniec pustego już patyczka.

– Mało ci cukru? – burknęła Aria. – Masz go nawet na twarzy. O, tu masz brudne i tutaj.

– Ale to byłby lew! Lew wielki i czekoladowy! – wrzasnął jej do ucha Nim.

Spojrzała na niego z niechęcią.

– A ja wierzę w te cudowne dary – stwierdziła Una – choć, tak po prawdzie, to mogło być kiedyś…

– Ojoj – jęknął ostrzegawczo Kosmo, ale Una i tak dokończyła:

– …w lepszych czasach, no wiecie…

Aria, Nim i Kosmo rozejrzeli się przezornie, ale na szczęście w pobliżu nie było żadnych astromagów poza Ozem, który był zbyt skupiony na obracaniu kołowrotu.

– Z takiego paplania nic dobrego nie wynika – syknęła Aria. – Żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Mieszkańcy Księżycowej Doliny lubili rozpowiadać wszem wobec o tym, jak to magia w Wieży rzekomo gaśnie z każdym rokiem, ale astromagowie nie pozwalali uczniom powtarzać tych plotek. Uznawali je za szkodliwe.

Platforma dotarła na górę. Oz wciągnął ją ze stęknięciem, a następnie zaczął wynosić z niej paczki i pakunki. Próbował się przy tym opędzić od ciekawskich uczniów.

– Iść mi stąd! Nie zaglądać w torba! – mruczał. – Nie niuchać!

– Ciasto karmelowe! Księżycowe chlebki! Gąsiorki soku malinowego! – wyliczały tymczasem głośno pierwszaki, które zerkały do koszy i obmacywały szczelnie owinięte pakunki. – Dzikie jabłuszka! Sezamowe paluchy! Marchewkowe krakersy!

– No i co? – rzuciła zadowolona Aria. – Miałam rację, że nie wierzyłam w bzdurne opowieści trzeciaków. Dary, owszem, smakowite, ale sami przyznajcie, że nie ma w nich nic nadzwyczajnego.

Dalsza część dostępna w wersji pełnej