Wydawca: GWP Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2010

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 129 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Czym (nie) jest coaching? - Sylwia Monostori, Monika Zubrzycka-Nowak

Początkowo „coachingiem” nazywano instruktaż, zwykłe wprowadzanie pracownika w arkana pracy. Potem „coachingiem” zaczęto nazywać towarzyszenie sprzedawcom i dawanie im na gorąco informacji zwrotnej o procesie sprzedaży. Często obejmowało to bardzo nieprzyjemne krytykowanie sprzedawcy. Również rozwijanie umiejętności innych niż sprzedawanie czyli „trening” umiejętności takich jak prezentacje, wystąpienia publiczne, nawiązywanie kontaktu, negocjacje znalazły się pod szyldem coachingu. W miarę pojawiania się kolejnych szkół coachingu w Polsce, które realizują programy szkoleniowe zgodne ze standardami międzynarodowymi (International Coach Federation, International Coach Community i inne), coaching zaczął nabierać nowego znaczenia. Zaczął reprezentować pewną postawę życiową, charakteryzować podejście do drugiego człowieka, w którym obowiązują pewne bazowe założenia sprawiające, że coaching stał się inną formą wspierania drugiego człowieka niż instruowanie, trening, nauczanie, psychoterapia, doradztwo, mentoring, consulting… I o takim coachingu jest ta książka.

Opinie o ebooku Czym (nie) jest coaching? - Sylwia Monostori, Monika Zubrzycka-Nowak

Fragment ebooka Czym (nie) jest coaching? - Sylwia Monostori, Monika Zubrzycka-Nowak

Co­py­ri­ght © by Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­gicz­ne, So­pot 2009.

Wszyst­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Książ­ka ani żad­na jej część nie może być prze­dru­ko­wy­wa­na ani w ża­den spo­sób re­pro­du­ko­wa­na lub od­czy­ty­wa­na w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu bez pi­sem­nej zgo­dy Gdań­skie­go Wy­daw­nic­twa Psy­cho­lo­gicz­ne­go.

Wy­da­nie pierw­sze

Re­dak­cja po­lo­ni­stycz­na: Ju­sty­na No­sal-Bart­ni­czuk, Ka­ta­rzy­na Pi­las

Ko­rek­ta: Agniesz­ka Fran­kie­wicz

Skład: Mi­ro­sław Toj­za

Pro­jekt okład­ki: Mo­ni­ka Pol­lak

Ilu­stra­cje: © Ma­te­usz Ste­fan­ko

ISBN 978-83-7489-518-7

Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­gicz­ne Sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a, 81-753 So­pot

tel./fax 58 551 61 04

e-mail:gwp@gwp.pl

www.gwp.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

O autorkach

Mo­ni­ka Zu­brzyc­ka-No­wak

Pa­sjo­nu­je ją roz­wój czło­wie­ka, roz­wi­ja­nie umie­jęt­no­ści ta­kie­go za­rzą­dza­nia swo­im umy­słem, emo­cja­mi, cia­łem i du­chem, by re­ali­zo­wać swo­je ma­rze­nia i czy­nić świat lep­szym miej­scem do ży­cia dla po­zo­sta­łych jego miesz­kań­ców.

Od dzie­się­ciu lat zaj­mu­je się co­achin­giem in­dy­wi­du­al­nym, a od 2005 roku kształ­ci co­achów w Stu­dium Co­acha Gdań­skie­go Wy­daw­nic­twa Psy­cho­lo­gicz­ne­go – Szko­le­nia. Pro­wa­dzi szko­le­nia po­ma­ga­ją­ce lu­dziom od­kry­wać i roz­wi­jać ich moc­ne stro­ny, po­ko­ny­wać opo­ry przed wy­zwa­nia­mi ży­cia i bu­do­wać po­sta­wę współ­od­po­wie­dzial­no­ści za funk­cjo­no­wa­nie sys­te­mu, w któ­rym dzia­ła­ją.

Ka­ta­rzy­na Ryb­czyń­ska

Od 2004 co­ach i tre­ner co­achów, au­tor­ka pro­gra­mu i tre­ner pro­wa­dzą­cy ósmą edy­cję rocz­ne­go Stu­dium Co­acha GWPS (www.gwps.pl). Jej pa­sją jest to­wa­rzy­sze­nie lu­dziom w oso­bi­stym do­świad­cza­niu roz­wo­ju, przej­mo­wa­niu od­po­wie­dzial­no­ści za kształt i ja­kość wła­sne­go ży­cia oraz do­ko­ny­wa­niu świa­do­mych wy­bo­rów. Pro­wa­dzi warsz­ta­ty do­sko­na­lą­ce umie­jęt­no­ści za­rzą­dza­nia, w tym efek­tyw­nej ko­mu­ni­ka­cji.

Syl­wia Mo­no­sto­ri

Od kil­ku­na­stu lat jest dzien­ni­ka­rzem i re­dak­to­rem, ma wie­lo­let­nie do­świad­cze­nie na sta­no­wi­sku se­kre­ta­rza re­dak­cji pism ko­bie­cych. Jako dy­plo­mo­wa­ny co­ach zaj­mu­je się life co­achin­giem, łą­cząc po­dej­ście ra­cjo­nal­ne z du­cho­wym. Pro­wa­dzi spo­tka­nia in­dy­wi­du­al­ne i gru­po­we, któ­re po­ma­ga­ją uczest­ni­kom po­ra­dzić so­bie w trud­nych sy­tu­acjach ży­cio­wych i za­wo­do­wych, po­ko­jo­wo roz­wią­zy­wać kon­flik­ty, po­pra­wiać ko­mu­ni­ka­cję z ludź­mi. Głę­bo­ko wie­rzy w to, że wszyst­ko, co spo­ty­ka nas w ży­ciu, ma głęb­szy sens, jest „po coś”. Co­aching trak­tu­je jako jed­no z nie­in­wa­zyj­nych na­rzę­dzi, któ­re po­zwa­la od­kry­wać tę ta­jem­ni­cę, bu­do­wać ogrom­ną we­wnętrz­ną siłę, roz­wi­jać po­czu­cie wła­snej war­to­ści.

Wstęp wstępny

Ka­ta­rzy­na Ryb­czyń­ska

Jak po­wia­da mój przy­ja­ciel An­drzej, wy­bit­ny an­gli­sta z Wro­cła­wia, pole se­man­tycz­ne an­giel­skie­go sło­wa co­aching zo­sta­ło – zwłasz­cza ostat­nio w Pol­sce – po­waż­nie za­bu­rzo­ne. Ozna­cza to, że po­ję­cie to jest uży­wa­ne w mno­żą­cych się aspek­tach, któ­re czę­sto mają z co­achin­giem nie­wie­le bądź wręcz nic wspól­ne­go. I tak na przy­kład mamy „co­acha sprze­da­ży” za­miast han­dlow­ca i „co­acha uro­dy” (ze spe­cja­li­za­cją koń­czy­ny dol­ne) za­miast świet­nej ko­sme­tycz­ki. Pra­co­daw­cy uwie­dze­ni cza­rem sło­wa prze­pro­wa­dza­ją tak zwa­ne roz­mo­wy co­achin­go­we, do­ko­nu­jąc zwy­kłych ocen okre­so­wych, a po­lo­wa­nie na ko­zła ofiar­ne­go z na­gon­ką w pra­cy bywa okre­śla­ne mia­nem „co­achin­go­wej wa­li­da­cji za­so­bów ludz­kich”.

Na do­da­tek sło­wo co­aching nie zna­la­zło jesz­cze swo­je­go pol­skie­go od­po­wied­ni­ka (kołcz się ra­czej nie przyj­mie) i na ra­zie za­li­cza wtor­ko­we wie­czor­ki za­po­znaw­cze dla ob­co­kra­jow­ców w tym sa­mym klu­bie co mar­ke­ting z hot-do­giem i z lek­ka spo­lo­ni­zo­wa­ny kon­sul­ting z me­na­dże­rem. Sło­wem, za­przy­jaź­nia się i szu­ka swo­je­go miej­sca.

Ta książ­ka jest o tym, czym CO­ACHING NIE JEST, oraz o tym, czym CO­ACHING JEST.

Na pod­sta­wie na­szych – kra­jo­wych i za­gra­nicz­nych – do­świad­czeń oswa­ja wie­dzę teo­re­tycz­ną i przy­bli­ża pol­skie ro­zu­mie­nie sło­wa co­aching. Have fun, czy­li do­brej za­ba­wy!

Wstęp poważny

Mo­ni­ka Zu­brzyc­ka-No­wak

Skąd ty­tuł książ­ki? Po­dob­nie do wie­lu tren­dów ję­zy­ko­wych sło­wo co­aching po­ja­wi­ło się w na­szym ję­zy­ku jako pró­ba opi­sa­nia cze­goś od­mien­ne­go niż już ist­nie­ją­ce spo­so­by od­dzia­ły­wa­nia na dru­gie­go czło­wie­ka. I jak to zwy­kle bywa ze zna­cze­niem słów, ewo­lu­owa­ło, było ro­zu­mia­ne na wie­le spo­so­bów. Po­cząt­ko­wo co­achin­giem na­zy­wa­no in­struk­taż, zwy­kle wpro­wa­dza­nie pra­cow­ni­ka w ar­ka­na pra­cy. Po­tem za­czę­to tak okre­ślać to­wa­rzy­sze­nie sprze­daw­com i da­wa­nie im na go­rą­co in­for­ma­cji zwrot­nej o pro­ce­sie sprze­da­ży. Czę­sto obej­mo­wa­ło to bar­dzo nie­przy­jem­ne kry­ty­ko­wa­nie sprze­daw­cy. Rów­nież roz­wi­ja­nie umie­jęt­no­ści in­nych niż sprze­da­wa­nie, czy­li „tre­ning” ta­kich umie­jęt­no­ści, jak: pre­zen­ta­cje, wy­stą­pie­nia pu­blicz­ne, na­wią­zy­wa­nie kon­tak­tu, ne­go­cja­cje, zna­la­zły się pod szyl­dem co­achin­gu.

W mia­rę po­ja­wia­nia się ko­lej­nych szkól co­achin­gu w Pol­sce, któ­re re­ali­zu­ją pro­gra­my szko­le­nio­we zgod­ne ze stan­dar­da­mi mię­dzy­na­ro­do­wy­mi (In­ter­na­tio­nal Co­ach Fe­de­ra­tion, In­ter­na­tio­nal Co­ach Com­mu­ni­ty i inne), co­aching po­czął na­bie­rać no­we­go zna­cze­nia. Za­czął re­pre­zen­to­wać pew­ną po­sta­wę ży­cio­wą, cha­rak­te­ry­zo­wać po­dej­ście do dru­gie­go czło­wie­ka, w któ­rym obo­wią­zu­ją pew­ne ba­zo­we za­ło­że­nia spra­wia­ją­ce, że co­aching stał się for­mą wspie­ra­nia dru­gie­go czło­wie­ka, inną niż in­stru­owa­nie, tre­ning, na­ucza­nie, psy­cho­te­ra­pia, do­radz­two, men­to­ring, kon­sul­ting…

I o ta­kim co­achin­gu jest ta książ­ka. O co­achin­gu, w któ­rym za­kła­da się, że:

? Oso­ba co­acho­wa­na ma wszyst­kie za­so­by po­trzeb­ne, by zre­ali­zo­wać swo­je cele.

? Oso­ba co­acho­wa­na de­cy­du­je o ce­lach, do któ­rych zdą­ża, i spo­so­bach ich re­ali­za­cji.

? Oso­ba co­acho­wa­na wy­bie­ra czas i tem­po wpro­wa­dza­nia zmian i po­sze­rza­nia swo­ich gra­nic (umie­jęt­no­ści, wie­dzy, per­cep­cji…).

A co robi co­ach, sko­ro wszyst­ko robi co­acho­wa­ny? No wła­śnie! To jest naj­pięk­niej­sze w co­achin­gu – co­ach nie robi nic. Przede wszyst­kim JEST, ale też:

? Co­ach wie­rzy w klien­ta.

? Co­ach po­ma­ga usta­lić dłu­go­fa­lo­we cele co­achin­gu i za­da­nie na obec­ne spo­tka­nie z co­acho­wa­nym.

? Co­ach za­da­je py­ta­nia.

? Co­ach wspie­ra co­acho­wa­ne­go w pro­ce­sie or­ga­ni­zo­wa­nia my­śli, wy­cią­ga­nia wnio­sków, po­rząd­ko­wa­nia do­świad­czeń, nada­wa­nia im wła­ści­wej (wspie­ra­ją­cej dla co­acho­wa­ne­go i sys­te­mu) hie­rar­chii, i to głów­nie po­przez za­da­wa­nie py­tań!

? Co­ach pil­nu­je pro­ce­su do­cho­dze­nia do celu.

? Co­ach pro­wa­dzi co­acho­wa­ne­go ku do­świad­cze­niom, w któ­rych co­acho­wa­ny wzra­sta, po­sze­rza gra­ni­ce per­cep­cji, zy­sku­je nowe moż­li­wo­ści my­śle­nia, dzia­ła­nia, or­ga­ni­zo­wa­nia sys­te­mu, w któ­rym funk­cjo­nu­je…

Moż­na po­wie­dzieć, że co­ach peł­ni rolę siły wspie­ra­ją­cej roz­wój czło­wie­ka i po­dą­ża­nie przez ży­cie w zgo­dzie z po­sia­da­ny­mi prze­zeń umie­jęt­no­ścia­mi i pre­dys­po­zy­cja­mi. Do­ko­nu­je tego, wcie­la­jąc się w róż­ne role, sto­su­jąc róż­no­rod­ne po­dej­ścia, tech­ni­ki, za­da­nia, jed­nak za­wsze opar­te na ba­zo­wych za­ło­że­niach, że:

? Co­acho­wa­ny ma lub może zbu­do­wać wszyst­kie za­so­by, któ­re są po­trzeb­ne do osią­gnię­cia jego głę­bo­ko upra­gnio­ne­go celu.

? Co­acho­wa­ny ope­ru­je opro­gra­mo­wa­niem (za­cho­wa­nia, spo­sób my­śle­nia, prze­ko­na­nia, war­to­ści, ob­raz sie­bie…), któ­re nie pod­le­ga oce­nie jako do­bre lub złe, ale jest roz­wa­ża­ne pod ką­tem tego, czy słu­ży obec­nie co­acho­wa­ne­mu czy już nie.

? Co­ach wi­dzi co­acho­wa­ne­go za­wsze na tle sys­te­mu, w któ­rym co­acho­wa­ny chce zre­ali­zo­wać swo­je cele.

? Co­ach wie­rzy w co­acho­wa­ne­go i jego moż­li­wo­ści bar­dziej niż on sam.

Przy ta­kim po­dej­ściu oso­ba co­acho­wa­na czu­je się bez­piecz­na. Jej war­to­ści i prze­ko­na­nia nig­dy nie są pod­wa­ża­ne w spo­sób ra­nią­cy, oce­nia­ją­cy, dys­kre­dy­tu­ją­cy.

Co­ach nig­dy nie ude­rza w toż­sa­mość co­acho­wa­ne­go.

Co­ach jest ro­dza­jem su­mie­nia, któ­re na głos za­da­je py­ta­nia co­acho­wa­ne­mu, z jed­nej stro­ny bu­du­jąc jego do­bry ob­raz sie­bie, siłę, mo­ty­wa­cję i wia­rę w moż­li­wo­ści, a z dru­giej bio­rąc pod roz­wa­gę ele­men­ty, któ­re mogą ten pro­ces za­bu­rzać, boj­ko­to­wać, sa­bo­to­wać…

Co­ach z wie­dzą i do­świad­cze­niem roz­po­zna­je fazy na­uki, przez któ­re prze­cho­dzi co­acho­wa­ny, i kła­dzie na­cisk na te aspek­ty za­rzą­dza­nia sobą, któ­re po­zwo­lą co­acho­wa­ne­mu spraw­nie i z ener­gią wkro­czyć w nowe ob­sza­ry wie­dzy, umie­jęt­no­ści, współ­pra­cy z oto­cze­niem, od­naj­do­wa­nia się w no­wych sy­tu­acjach.

W tej książ­ce zaj­mie­my się skon­tra­sto­wa­niem za­cho­wań co­achin­go­wych z za­cho­wa­nia­mi, któ­re za­sa­dom co­achin­gu prze­czą lub sto­su­ją je wy­biór­czo. Bę­dzie­my mó­wić, czym co­aching nie jest, i po­ka­zy­wać, jak moż­na za­stą­pić sta­re na­wy­ki no­wy­mi. Bę­dzie­my ilu­stro­wać na­sze prze­my­śle­nia na we­so­ło, by ła­twiej było nam wpro­wa­dzać zmia­ny.

Z punk­tu wi­dze­nia co­acha to, co czło­wiek robi, jest wła­ści­we, bo wy­ni­ka z jego „opro­gra­mo­wa­nia”. Ta­kich „pro­gra­mów” co­acho­wa­ny na­uczył się w ro­dzi­nie, w szko­le, wi­dzi je w me­diach. Ta­ki­mi ta­len­ta­mi i an­ty­ta­len­ta­mi ob­da­ro­wał go los i nie moż­na go za to wi­nić. Co­ach trak­tu­je czło­wie­ka z sza­cun­kiem, przyj­mu­jąc, że taki jest stan dzi­siej­szy – wyj­ścio­wy do do­ko­ny­wa­nia po­żą­da­nych zmian. Je­dy­nym wa­run­kiem umoż­li­wia­ją­cym co­aching jest zgo­da co­acho­wa­ne­go na zmia­ny, co w wie­lu przy­pad­kach wią­że się z wy­sił­kiem, ry­zy­kiem, okre­so­wą nie­wy­go­dą.

Świat jest w nie­usta­ją­cym ru­chu. Nie ma ni­cze­go trwa­łe­go, cze­go moż­na się bez­piecz­nie trzy­mać. Zmie­nia­ją się nie tyl­ko wa­run­ki śro­do­wi­sko­we (kra­jo­braz, przy­ro­da, oto­cze­nie), zmie­nia­ją się re­gu­ły gry w sto­sun­kach mię­dzy­ludz­kich (star­si re­gu­lar­nie od se­tek lat na­rze­ka­ją na nowe po­ko­le­nie, że za­bi­ja war­to­ści przez star­szych wy­zna­wa­ne), zmie­nia­my się my sami, fi­zycz­nie, men­tal­nie i psy­chicz­nie. Dla­cze­go zmia­na u tak wie­lu ro­dzi tyle stre­su, opo­ru, stra­chu? I w co­achin­gu py­ta­nia, dla­cze­go coś jest ta­kie, ja­kie jest, z cze­go to się ro­dzi, kto za to jest od­po­wie­dzial­ny… sta­wia się nie­zwy­kle rzad­ko. Bo ta­kie py­ta­nia kie­ru­ją uwa­gę ku prze­szło­ści, ku przy­czy­nom (któ­rych za­zwy­czaj jest wię­cej, niż daje się ob­jąć umy­słem), utrwa­la­ją to, co dys­funk­cyj­ne.

W co­achin­gu z za­sa­dy uwa­gę kie­ru­je się ku roz­wią­za­niom. Co­ach z co­acho­wa­nym wy­ru­sza w po­dróż ba­daw­czą, żeby się do­wie­dzieć, jak to zro­bić, by zmia­ny przyj­mo­wać z więk­szym spo­ko­jem, by wi­tać nowe z otwar­to­ścią i cie­ka­wo­ścią, by spo­glą­dać w nie­obli­czal­ną przy­szłość z wia­rą i uf­no­ścią. I jak spra­wić, by ży­cie mia­ło bar­wę, smak, za­pach i brzmie­nie, któ­re daje po­czu­cie speł­nie­nia.

A te­raz od tych wznio­słych słów przejdź­my do re­aliów dnia co­dzien­ne­go i zo­bacz­my, jak funk­cjo­nu­je ty­po­wy an­ty­co­ach szu­ka­ją­cy win­nych poza sobą. Bę­dzie to krót­ka hi­sto­ria ko­zła ofiar­ne­go.

Kozioł ofiarny na dywaniku u szefa

Ka­ta­rzy­na Ryb­czyń­ska

Ko­zioł ofiar­ny jest bar­dzo po­pu­lar­nym zwie­rzę­ciem do­mo­wym. Tani w utrzy­ma­niu, ła­twy w po­zby­ciu, nie­kło­po­tli­wy, spraw­dza się tak­że zna­ko­mi­cie w wa­run­kach fir­mo­wych, po­bu­dza­jąc in­te­lek­tu­al­nie spra­gnio­nych sen­sa­cji pra­cow­ni­ków, do­star­cza­jąc bier­nej roz­ryw­ki znu­dzo­nym, a nie­udol­ne­mu kie­row­nic­twu słu­żąc ofiar­nie za obiekt tak zwa­ne­go za­rzą­dza­nia przez za­stra­sze­nie.

Jest taki sta­ry żart o ro­syj­skim koł­cho­zie, któ­re­mu po la­tach sta­rań i pi­sa­nia po­dań przy­dzie­lo­no cię­ża­rów­kę ra­zem z kie­row­cą. Cię­ża­rów­ka przy­je­cha­ła pro­sto z fa­bry­ki, kie­row­ca przy­je­chał pro­sto z knaj­py i roz­bił sa­mo­chód na pierw­szym drze­wie we wsi. Ze­brał się ko­lek­tyw, żeby uka­rać win­ne­go. Po burz­li­wej dys­ku­sji usta­lo­no:

– Kie­row­cy zwol­nić nie mo­że­my, bo mamy tyl­ko jed­ne­go i jak nam przy­dzie­lą na­stęp­ną cię­ża­rów­kę, to nie wia­do­mo, czy kie­row­cę do niej też do­sta­nie­my. Ja­kieś po­my­sły?

Po dłu­giej ci­szy, uno­si się chwiej­nie w górę jed­na ręka.

– Pro­szę, to­wa­rzy­szu! Jaki wnio­sek?

– Uka­rać ku­cha­rza! Mamy dwóch.

Ko­zioł ofiar­ny w po­sta­ci czy­stej

Hi­sto­ria z ży­cia wzię­ta. Lek­ko zmo­dy­fi­ko­wa­na dla po­trzeb edu­ka­cyj­nych. Imio­na zo­sta­ły zmie­nio­ne, jed­nak po­zdra­wiam ser­decz­nie wszyst­kich, któ­rzy się w tej hi­sto­rii od­naj­dą.

Re­cep­cjo­nist­ka Ania pra­cu­je czwar­ty rok w tej sa­mej mię­dzy­na­ro­do­wej kor­po­ra­cji. Biu­ro­wiec w cen­trum mia­sta. Kil­ku­set pra­cow­ni­ków. Jed­no pię­tro zaj­mu­je cen­tra­la fir­my na Eu­ro­pę. Ania wła­śnie wró­ci­ła z dwu­ty­go­dnio­we­go urlo­pu. Jest po­nie­dzia­łek. Za­raz po ósmej do drzwi puka Pa­weł, je­den z ośmiu za­trud­nio­nych w War­sza­wie han­dlow­ców. Ania otwie­ra mu drzwi. Biu­ro­wiec jest su­per­bez­piecz­ny, wszy­scy no­szą iden­ty­fi­ka­to­ry i teo­re­tycz­nie bez spe­cjal­nej kar­ty wej­ścio­wej na­wet do to­a­le­ty wejść nie moż­na. Prak­ty­ką jed­nak jest, że wie­le osób dzwo­ni do drzwi wej­ścio­wych i są wpusz­cza­ne przez re­cep­cjo­nist­kę.

Pa­weł wita się z Anią i idzie do swo­je­go biu­ra.

Za­czy­na­ją się scho­dzić inni pra­cow­ni­cy. Dzień jak co dzień.

Dwa ty­go­dnie póź­niej dy­rek­tor ad­mi­ni­stra­cyj­ny wzy­wa Anię do sie­bie i pyta, czy dwa ty­go­dnie temu wpu­ści­ła do biu­ra Paw­ła.

– Czy otwo­rzy­łaś mu drzwi wej­ścio­we?

– Pew­nie tak, je­śli za­dzwo­nił. Zwy­kle dzwo­ni, a co, zgu­bił kar­tę?

– To wszyst­ko. Mo­żesz odejść.

Dwie go­dzi­ny póź­niej Anię wzy­wa do sie­bie oso­bi­ście pre­zes na Eu­ro­pę.

– Zno­wu ja­kaś de­le­ga­cja – my­śli Ania – i sto­lik na wie­czór trze­ba bę­dzie za­mó­wić.

Ku jej za­sko­cze­niu pre­zes roz­po­czy­na… for­mal­ne prze­słu­cha­nie (!) na te­mat tego, jak do­stał się do biu­ra dwa ty­go­dnie temu (!) Pa­weł.

– Za­dzwo­nił do drzwi i go wpu­ści­łam.

– Czy zda­jesz so­bie spra­wę, że byli pra­cow­ni­cy nie mogą cho­dzić sami po fir­mie? Mo­gli­by wy­nieść po­uf­ne dane.

– Byli pra­cow­ni­cy?

– Nie uda­waj, że nie wiesz. Pa­weł już u nas nie pra­cu­je.

– Nie pra­cu­je?

– Ro­zu­miem, że przy­jaź­nisz się z Paw­łem, i ja nie mam nic prze­ciw­ko temu, ale je­śli przy­cho­dzi do biu­ra, to jako były pra­cow­nik po­wi­nien być trak­to­wa­ny jak oso­ba cał­ko­wi­cie obca. Po co do cie­bie przy­szedł?

– Nie przy­szedł do mnie!

– To do kogo?

– Nie wiem! My­śla­łam, że nor­mal­nie do pra­cy. Po­szedł do swo­je­go biu­ra.

– A kto go tam wpu­ścił?

– Nie wiem. Pew­nie ktoś, kto aku­rat był w środ­ku.

– Czy­li nie wiesz, kto?

– Nie wiem. To mógł być prze­cież każ­dy!

– Każ­da oso­ba spo­za pra­cow­ni­ków przy­cho­dzą­ca do biu­ra, a były pra­cow­nik jest obcą oso­bą od­wie­dza­ją­cą fir­mę, ma być wpi­sa­na na li­stę go­ści wraz z na­zwi­skiem oso­by, do któ­rej przy­szła, go­dzi­ną wej­ścia i wyj­ścia. Po biu­rze może po­ru­szać się wy­łącz­nie w to­wa­rzy­stwie oso­by, któ­rą od­wie­dza. Do kogo przy­szedł dwa ty­go­dnie temu Pa­weł?

– Nie wie­dzia­łam, że dwa ty­go­dnie temu Pa­weł u nas nie pra­co­wał!

– Jako re­cep­cjo­nist­ka po­win­naś wie­dzieć ta­kie rze­czy!

– Nie do­sta­łam żad­nej in­for­ma­cji!

– Czy­li nie czu­jesz się win­na?

– Ab­so­lut­nie nie! I wła­ści­wie, o co cho­dzi?

– Za­dzi­wia­ją­ca bez­tro­ska u oso­by z tak dłu­gim sta­żem w na­szej fir­mie. Co in­ne­go, gdy­byś była no­wym pra­cow­ni­kiem i nie zna­ła pro­ce­dur.

– Ale co się sta­ło? Prze­cież wpusz­czam do biu­ra ja­kieś 400 osób co­dzien­nie! Nie­któ­re po kil­ka razy.

– Ka­ry­god­ne za­nie­dba­nie pro­ce­dur. To wszyst­ko. Mo­żesz odejść.

Roz­trzę­sio­na Ania do­sta­je wy­po­wie­dze­nie pod ko­niec naj­bliż­sze­go mie­sią­ca bez obo­wiąz­ku świad­cze­nia pra­cy. Ka­dro­wa tłu­ma­czy, że to nie jest de­cy­zja kadr, to pre­zes na Eu­ro­pę za­dzwo­nił i ka­zał ją zwol­nić.

Bez­po­śred­ni prze­ło­żo­ny prze­pra­sza:

– Że też nie po­szłaś aku­rat kawy wsta­wić! Pa­weł po­kłó­cił się z pre­ze­sem. Rzu­cił pa­pie­ra­mi i po­szedł do kon­ku­ren­cji. Przy­ję­li go z po­ca­ło­wa­niem w rękę. Pre­zes mu ty­łek na ryn­ku ob­ra­bia, że klien­tów wy­niósł. Nie wiem, czy to praw­da czy nie. To wszyst­ko wy­da­rzy­ło się w cza­sie two­je­go urlo­pu. Wte­dy, w po­nie­dzia­łek, przy­szedł się chło­pa­kom wy­tłu­ma­czyć. Nikt o ni­czym nie wie­dział. Szko­da, że się wte­dy po urlo­pie nie spóź­ni­łaś. Wszedł­by z kim in­nym.