Czy słonie dają klapsy? Fascynujące rodzicielstwo zwierząt ebook

Marta Alicja Trzeciak  

3.83333333333333 (6)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 299 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Czy słonie dają klapsy? Fascynujące rodzicielstwo zwierząt - Marta Alicja Trzeciak

Lekarz weterynarii i popularyzatorka wiedzy przyrodniczej Marta Alicja Trzeciak z pasją odsłania kulisy niezwykłego świata zwierząt, przy okazji rozprawiając się z mitami na temat rodzicielstwa. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym:  czy zwierzęta karzą swoje dzieci,  czy matka jest z natury lepszym rodzicem niż ojciec,  czy płacz to próba zmanipulowania rodzica,  czy powinno się unikać noszenia dziecka na rękach, bo się „przyzwyczai”, nie wahaj się ani chwili i sięgnij po Czy słonie dają klapsy. Mogłoby się wydawać, że bycie rodzicem przypomina składanie mebli z Ikei: nic prostszego, o ile postępujesz zgodnie z instrukcją. A co, jeśli instrukcja się zgubiła, jest napisana w obcym języku albo ma wyłącznie stronę tytułową? W tej sytuacji większość rodziców – zarówno ludzkich, jak i zwierzęcych – musi zdać się na własne pomysły oraz intuicję. Obserwowanie sposobów wychowania stosowanych przez zwierzęta nie tylko dostarcza rozmaitych informacji na temat poszczególnych gatunków, lecz także potrafi nam wiele powiedzieć o nas samych. Oto skrząca się od ciekawostek książka o zwierzętach i ludziach, przy której nie raz się uśmiechniesz, a być może także zweryfikujesz pewne poglądy… Marta Alicja Trzeciak – dziennikarka naukowa i publicystka, z wykształcenia lekarz weterynarii. Fascynatka fizjologii środowiskowej oraz etologii. Prywatnie mama, zapalona rowerzystka i mól książkowy.

Opinie o ebooku Czy słonie dają klapsy? Fascynujące rodzicielstwo zwierząt - Marta Alicja Trzeciak

Fragment ebooka Czy słonie dają klapsy? Fascynujące rodzicielstwo zwierząt - Marta Alicja Trzeciak

Instrukcja obsługi książki

Instrukcja obsługi książki

Na początek wyznanie. Jako czytelnik nie przepadam za wstępami. Kiedy siadam do interesującej mnie książki, chcę od razu dobrać się do jej właściwej zawartości – do treściowej kwintesencji. Zwykle nie mam ochoty czytać o sposobach klasyfikacji tego i owego albo o teoretycznych podstawach badania jakichś zjawisk. Z tego powodu bardzo często, kiedy zaczynam lekturę ciekawej pozycji, zwracam się od razu do pierwszego rozdziału, a wstęp pomijam lub zostawiam sobie na koniec. Dlatego nie będę miała żalu, jeśli i wy zrobicie podobnie.

Istnienie wstępów warunkowane jest pewnego rodzaju etykietą wydawniczą. Odgrywają one tę samą rolę co powiedzenie sobie nawzajem „dzień dobry” i uściśnięcie ręki. Ewentualnie: „Nazywam się Marta Trzeciak i opowiem wam o zwierzętach”. Jeśli więc lubicie etykietę i chcecie dać się gładko wprowadzić w temat rodzicielstwa, zapraszam do zapoznania się ze wstępem. A jeśli nie przepadacie za konwenansami i wolicie od razu przejść do konkretów – pomińcie wstęp albo zostawcie go sobie na koniec.

Książkę możecie czytać na trzy sposoby. Pierwszy, klasyczny, polega na lekturze wszystkich rozdziałów po kolei. Drugi skupia się na konkretnych zagadnieniach, jakie was interesują. Jeśli szukacie odpowiedzi na ściśle określone pytania dotyczące zwierzęcego i ludzkiego rodzicielstwa, to poniżej znajdziecie spis pytań, na które odpowiada ta książka, wraz z numerami stron, na których umieszczono odpowiedzi. I wreszcie sposób trzeci – jeśli interesują was konkretne gatunki, zerknijcie do spisu zwierząt na końcu książki i przejdźcie do numeru strony, na której je omówiono.

A teraz zapraszam do lektury!

Spis pytań, na które odpowiada książka

Spis pytań, na które odpowiada książka

Z książki dowiecie się:

Czego – jako rodzice – możemy się nauczyć od zwierząt?

Czy u zwierząt spotyka się odwrócenie ról męskich i żeńskich?

Jak buduje się więź pomiędzy rodzicami a dziećmi?

Czy zwierzęcy partnerzy są sobie wierni?

Czy w świecie zwierząt zdarzają się „dobrzy” i „źli” rodzice?

Czy zwierzęcy i ludzcy rodzice są do siebie podobni?

W jaki sposób hormony wpływają na zachowanie rodziców?

Czy zwierzęcy rodzice obawiają się o swoje dzieci?

Odpowiemy również na pytania dotyczące ciąży i porodu:

Jakie niezwykłe praktyki seksualne stosują przyszli rodzice?

Jak skutecznie zajść w ciążę?

Czy zwierzęta odczuwają w ciąży poranne mdłości?

Czy ciężarne samice miewają „zachcianki” albo zachowują się w ciąży „dziwacznie”?

Czy zwierzęta tyją w ciąży?

Jak rodzice przygotowują się do przyjścia na świat potomstwa?

Jak zadbać o komfortowy poród i połóg?

Czy u zwierząt poród jest równie bolesny i męczący jak u ludzi?

Czy u zwierząt zdarzają się poronienia?

U jakich zwierząt ciąża trwa najdłużej?

Czy zwierzęta mogą cierpieć na depresję poporodową?

Czy ciężko jest być noworodkiem?

Czy warto karmić „piersią”?

…a także na pytania dotyczące opieki nad dziećmi i wychowaniem ich:

Jak to jest, kiedy dzieckiem zajmuje się głównie mama?

Jak to jest, kiedy wychowaniem dziecka zajmuje się cała „wioska”?

Czy w świecie zwierząt zdarzają się wspaniali ojcowie?

Czy należy unikać noszenia dziecka na rękach, bo „się przyzwyczai”?

Czy dziecku należy „dać się wypłakać”, czy też trzeba zawsze reagować na jego płacz?

Czy zwierzęcy rodzice traktują wszystkie swoje dzieci tak samo? Czy rodzeństwo rywalizuje między sobą?

Czy zwierzęta stosują wobec swoich dzieci kary? Czy dają im klapsy?

Jaka jest rola rodziców w rozwoju dziecka?

Co robią zwierzęcy rodzice, gdy kończy się im cierpliwość do dzieci?

Ile trzeba poświęcić, by być dobrym rodzicem?

Nie pominiemy również trudnych tematów:

Jakie są mroczne strony rodzicielstwa?

Czy zwierzęce dzieci bywają ofiarami przemocy?

Czy w świecie zwierząt zdarzają się porwania dzieci?

Wstęp

Wstęp

Mogłoby się wydawać, że skoro rozmnażanie się jest instynktem biologicznym, to bycie rodzicami przypomina składanie mebli z Ikei: nic prostszego, jeśli tylko postępujesz zgodnie z instrukcją. Problem w tym, że instrukcja często się gdzieś zapodziewa, jest napisana w języku, którego nie znasz, albo ma wyłącznie stronę tytułową. W tej sytuacji większość rodziców – zarówno ludzkich, jak i zwierzęcych, musi zdać się na własne pomysły oraz intuicję.

Obserwowanie sposobów wychowania stosowanych przez różne zwierzęta dostarcza nam nie tylko wielu cennych informacji na temat danego gatunku, ale też często potrafi nam wiele powiedzieć o nas samych. Nie oszukujmy się – człowiek jest stworzeniem bardzo egocentrycznym i niemal wszystkie uzyskane informacje usiłuje w jakiś sposób odnieść do siebie. Toteż i w tej książce będziemy się starali przede wszystkim zgłębić świat zwierzęcego rodzicielstwa, ale niejednokrotnie posłużymy się odwołaniem do świata ludzi.

Czy zwierzęcy i ludzcy rodzice są do siebie podobni?

Okazuje się, że zachowania rodzicielskie niezwykle podobne do naszych – ludzkich – często obserwowane są u gatunków bardzo odległych od nas ewolucyjnie.

Jak to jest, kiedy dzieckiem zajmuje się głównie mama?

A jednocześnie u naszych bliskich krewnych, takich jak naczelne, często występują zupełnie inne strategie opieki nad potomstwem, niż to się dzieje u ludzi.

Czy zwierzęce dzieci bywają ofiarami przemocy?

Przykładowo u szympansów, goryli, pawianów czy makaków centralną rolę w opiece nad młodym odgrywa matka, podczas gdy ojciec dziecka nie sprawuje nad nim realnej pieczy. Wszyscy członkowie stada interesują się wprawdzie najmłodszymi małpami i niejednokrotnie podchodzą blisko lub nawet biorą młode na ręce, ale przez zdecydowaną większość doby potomek tkwi przytwierdzony do futra mamy, której nikt nie wyręcza w jej obowiązkach.

Czy zwierzęcy rodzice obawiają się o swoje dzieci?

Co więcej, szympansie matki bardzo niechętnie pozwalają dotykać potomka samicom, które nie są z nim blisko spokrewnione, ponieważ istnieje realna obawa, że tamte mogłyby skrzywdzić (a nawet zabić i zjeść) ich młode1.

Czy w świecie zwierząt zdarzają się porwania dzieci?

Obawa o potomstwo uzasadniona jest również w wypadku makaków, które są małpami bardzo silnie hierarchicznymi i niejednokrotnie się zdarza, że samica stojąca wyżej w hierarchii, która „pożyczyła” młode po to, aby je obejrzeć, już nigdy nie zwróci go biologicznej matce. W takiej sytuacji „porywaczka” często interesuje się młodym jedynie przez jakiś czas, a następnie porzuca je, zabija lub dopuszcza do śmierci spowodowanej zagłodzeniem lub zaniedbaniem2.

Jak to jest, kiedy wychowaniem dzieci zajmuje się cała „wioska”?

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda chociażby u hulmanów, czyli niewielkich małp z rodziny koczkodanowatych, zamieszkujących tereny Indii, Bangladeszu i Pakistanu. Samice hulmana czczonego (Semnopithecus entellus) tworzą stada, których członkinie są ze sobą blisko spokrewnione i żyją w pokojowej komitywie. Z każdym stadem związany jest jeden lub kilka samców, które nie uczestniczą w codziennym życiu grupy, a jedynie dochodzą do niej od czasu do czasu. Tworzące stado hulmanów matki, córki, siostry, ciotki i kuzynki żywią się przede wszystkim liśćmi, których jest pod dostatkiem, dlatego pomiędzy poszczególnymi samicami nie obserwuje się zaciekłej rywalizacji o pożywienie czy przestrzeń. Małpy te nie są również szczególnie skore do rywalizowania o pozycję w hierarchii stada. W tej pokojowej atmosferze wyrastają również młode hulmany, które znajdują się tak naprawdę pod opieką całego stada. Szczególnie istotną rolę w ich wychowywaniu odgrywają samice będące jeszcze przed rozpoczęciem reprodukcji oraz te, które już się nie rozmnażają. Pełnią one funkcję tzw. allomatek, czyli matek zastępczych, które w bardzo dużym stopniu wyręczają biologiczne matki w opiece nad młodymi.

W tym miejscu musimy się zatrzymać i bardziej skupić na pojęciu allorodzicielstwa, ponieważ pojawi się ono w tej książce jeszcze wielokrotnie. Najprostsza definicja allorodzica mówi, że jest nim opiekun niebędący biologiczną matką lub biologicznym ojcem dziecka, a jednocześnie uczestniczący w dużym stopniu w opiece nad nim i w jego wychowaniu. Allomatki oraz (rzadziej) alloojcowie spotykani są u wielu gatunków zwierząt. Rzymska sentencja, aktualna do tej pory, głosi: mater semper certa est, pater est, quem nuptiae demonstrant, czyli: matka jest zawsze pewna, ojcem zaś jest ten, na którego wskazuje związek małżeński. Innymi słowy, zgodnie z ludzkim prawem rodzinnym, wtedy gdy matka dziecka pozostaje w związku formalnym, ojcostwo zawsze jest domniemane. Genetycznego pokrewieństwa ojca i nowo narodzonego dziecka nikt rutynowo nie sprawdza. Taka zasada nie działa jednak w biologii. Badacze zajmujący się zwierzętami nie mogą sobie pozwolić na domniemywanie ojcostwa. Jeśli używają terminu „alloojciec”, oznacza to, że są na sto procent pewni, iż dany samiec nie jest biologicznym ojcem młodego, nad którym sprawuje opiekę.

O konkretnych przykładach alloojcostwa oraz ojcostwa domniemanego będziemy mówić szerzej w kolejnych rozdziałach, tu natomiast warto zwrócić uwagę na coś, o czym pisałam na początku: że obserwowanie zwierząt często pozwala nam wyciągnąć wnioski na temat nas samych. Co ciekawe, wnioski te nie zawsze są jednak prawidłowe3.

Czy zwierzęcy i ludzcy rodzice są do siebie podobni?

Przykładem niech będzie analizowanie zachowania zwierząt, które w przeszłości uważano za dobre modele rodzicielstwa ludzkiego. O tym, że jakieś zwierzę jest „modelem”, najczęściej mówi się w związku z podatnością na określone schorzenia. Na przykład gryzonie laboratoryjne będące zwierzęcym modelem depresji są wykorzystywane do badania skuteczności leków przeciwdepresyjnych, ponieważ wiele ich zachowań i reakcji fizjologicznych można odnieść do analogicznych zjawisk występujących u człowieka. Jednak model zwierzęcy może reprezentować coś bardziej abstrakcyjnego niż jednostka chorobowa – przykładem jest właśnie rodzicielstwo.

Czy zwierzęce dzieci bywają ofiarami przemocy?

Obecnie poszukuje się zwierzęcych modeli rodzicielstwa, zarówno sprawowanego przez oboje rodziców, jak i rodzicielstwa samotnego. W odniesieniu do niektórych gatunków możliwe jest również badanie nieprawidłowych zachowań rodzicielskich, takich jak porzucenie potomka lub stosowanie wobec niego przemocy fizycznej (zachowania takie są relatywnie powszechne na przykład u makaków królewskich, Macaca mulatta)4.

Czy zwierzęcy i ludzcy rodzice są do siebie podobni?

Wróćmy jednak do tematu obserwacji zwierząt, które do niedawna wydawały się właściwymi modelami ludzkiego rodzicielstwa. Pod koniec XX wieku sądzono, że wśród zwierząt laboratoryjnych są nimi między innymi myszy oraz małpki marmozety. Zwierzęta, te trzymane w klatkach, przejawiały typowo jednorodzicielski sposób wychowywania potomstwa.

Jak to jest, kiedy dzieckiem zajmuje się głównie mama?

Matka była dla młodych jedyną opiekunką i żywicielką (to drugie w oczywisty sposób wynikało z faktu, że u ssaków jedynie samice są zdolne do laktacji, a tym samym – wyżywienia młodych na wczesnym etapie ich rozwoju), podczas gdy ojciec pozostawał nieobecny lub nie angażował się w opiekę, chyba że sztucznie indukowano u niego takie zachowania (na przykład wstrzykując określone hormony)5.

Przez długi czas uważano, iż pierwotnie tak właśnie wyglądała również opieka nad ludzkim potomstwem. Zgodnie z tym założeniem mężczyzna (łowca-zbieracz) pozostawał niejako na zewnątrz, ponieważ dostarczał pożywienie oraz zapewniał ochronę, a dziećmi samodzielnie zajmowała się kobieta. Wraz z początkiem XXI wieku badacze zaczęli coraz częściej snuć przypuszczenia, zgodnie z którymi w podobnym modelu co najmniej jedna rzecz nie odpowiada stanowi faktycznemu: zarówno wspomniane marmozety, jak i ludzkie matki obserwowane były w odosobnieniu – w pomieszczeniach odizolowanych od reszty społeczności. Szczerze mówiąc, współczesne ludzkie macierzyństwo w wielu wypadkach tak właśnie wygląda. Matka po urodzeniu dziecka może korzystać z pomocy ojca tylko przez krótki czas, ponieważ relatywnie szybko musi on wracać do obowiązków zawodowych, a kobieta, pozostawiona sama sobie, staje się odizolowaną od społeczności jedyną opiekunką dziecka.

Jak to jest, kiedy wychowaniem dzieci zajmuje się cała „wioska”?

Obecnie uważa się, że w społecznościach łowców-zbieraczy matka nie mogła być jedyną opiekunką dzieci, ojciec zaś jedynym żywicielem rodziny. Na sukces potomstwa, czyli na osiągnięcie przez nie wieku dorosłego, musieli złożyć się po części wszyscy członkowie grupy. Oznacza to w praktyce, że dzieckiem zajmowała się nie tylko matka biologiczna, lecz także liczne allomatki, ojciec oraz alloojcowie. Badacze doszli do takich wniosków, opierając się na kilku przesłankach. Choć okres dzieciństwa u wielu gatunków jest bardzo długi (poza naczelnymi również u słoni czy waleni), to jednak w wypadku ludzi czas jego trwania jest rekordowy i trwa co najmniej kilkanaście lat. Przeżycie dziecka od narodzin do ukończenia symbolicznego osiemnastego roku życia oznacza konieczność dostarczenia mu około 13 milionów kalorii6. Warto również zauważyć, że w społecznościach ludzkich (zarówno współczesnych, jak i przeszłych) dostarczenie pożywienia jest tylko niewielką częścią nakładu energetycznego, jaki rodzice wkładają w wychowanie potomka.

We współcześnie żyjących afrykańskich plemionach łowców-zbieraczy pożywienie dostarczane przez mężczyzn stanowi około 40 procent całkowitej podaży energetycznej. Pozostałe źródła pożywienia to pokarm roślinny zbierany przez kobiety (przede wszystkim te, które nie mają już własnego potomstwa), a także przez dzieci i młodzież będącą jeszcze przed okresem reprodukcyjnym. Również opieka nad dziećmi sprawowana jest w dużej mierze wspólnie – małe dzieci około 30 procent czasu spędzają na rękach osób innych niż matka, a także okazjonalnie ssą mleko z piersi innych kobiet7.

Obserwacja współczesnych plemion łowiecko-zbierackich oraz analiza źródeł historycznych i zachowań rodzicielskich u spokrewnionych z nami gatunków dostarcza badaczom ważnych wniosków. Cała sztuka polega jednak na tym, by odpowiednio interpretować analizowane dane. Wspomniałam już, że zachowania rodzicielskie marmozet, a nawet tak blisko spokrewnionych z nami małp jak szympansy pod wieloma względami nie odzwierciedlają ludzkich modeli opieki i wychowania potomstwa.

U przywoływanych już hulmanów potomstwo spędza nawet pół dnia uczepione futra allomatek, a matki biologiczne często już od pierwszego dnia po narodzinach pozwalają innym samicom brać młode na ręce i nosić je ze sobą. Allomatkami nie stają się w tym wypadku osobniki w jakiś sposób wskazane czy wyznaczone przez stado, ale po prostu te, które są najbardziej zainteresowane młodym i chętne do opieki. Przyjście na świat nowego członka stada okazuje się bardzo atrakcyjnym wydarzeniem zarówno dla młodych samic, które jeszcze nie mają swojego potomstwa, jak i dla tych, które już się nie rozmnażają. Osobniki w wieku reprodukcyjnym, a zwłaszcza te, które akurat same mają potomstwo, nie są zazwyczaj zainteresowane opieką nad cudzym maleństwem8.

Hulmany i rozmaite inne gatunki wspólnie sprawują opiekę nad młodymi, co jednak nie wyklucza konfliktów o potomstwo. Często przychodzące na świat młode są wielką atrakcją dla tak wielu samic, że powstaje między nimi swoista rywalizacja, a każda z allomatek stara się jak najczęściej brać dziecko na ręce i nosić je jak najdłużej. Najbardziej zaangażowane opiekunki można również poznać po tym, że wykazują najwięcej cierpliwości podczas uspokajania i pokojowego uciszania płaczącego młodego9.

Warto się zastanowić, jakie jest biologiczne wytłumaczenie takich zachowań. Badacze uważają, że samice, które same jeszcze nie mają potomstwa, dzięki sprawowaniu funkcji allomatki uczą się, jak postępować z młodymi, ćwicząc tym samym przydatne umiejętności. Natomiast dla samic, które już się nie rozmnażają, zwiększanie szansy na przeżycie przynajmniej tych młodych, które są z nimi spokrewnione, jest korzystne ewolucyjnie. Co istotne, oferowana przez allomatki pomoc często okazuje się warunkiem niezbędnym do przetrwania młodych. Udokumentowano przypadki, w których samica w średnim wieku, mająca za sobą wychowanie licznego potomstwa, jest tak zmęczona opieką nad kolejnym młodym, że ściąga je z siebie, przyciska do ziemi, a następnie się oddala. W takiej sytuacji przy młodym natychmiast pojawia się jedna z allomatek, która przejmuje opiekę aż do czasu, gdy matka biologiczna ponownie będzie gotowa sprawować nad nim pieczę10.

Jak to jest, kiedy dzieckiem zajmuje się głównie mama?

Jeśli już mowa o oferowaniu matce biologicznej pomocy w opiece nad młodymi, koniecznie należy podkreślić, że akurat w tej dziedzinie ssaki nie należą do mistrzów. W ich wypadku pewne elementy opieki siłą rzeczy mogą być bowiem realizowane jedynie przez matkę. Z najbardziej oczywistych – tylko samica może urodzić potomstwo, a zatem to ona zapewnia mu przetrwanie w pierwszych chwilach po narodzinach: znajdując odpowiednie schronienie na czas porodu, odgryzając pępowinę, zjadając błony płodowe i wylizując młode. Ssaki rozwinęły również inne ewolucyjne przystosowanie zwiększające szansę na przetrwanie potomstwa, które jednocześnie wymaga obecności matki na wczesnych etapach rozwoju potomstwa. Mowa oczywiście o laktacji i karmieniu młodych mlekiem matki. U przedstawicieli innych gromad żywienie nie opiera się na pokarmie wyprodukowanym przez organizm samicy, lecz na pożywieniu, które może zostać dostarczone w równym stopniu przez matkę co i przez ojca. To między innymi z tego powodu opieka obojga rodziców jest tak powszechna w świecie ptaków, a tak rzadka u ssaków11.

Wspomniane zagadnienia będą jeszcze wielokrotnie poruszane w kolejnych rozdziałach książki. Nim jednak do nich przejdziemy, zastanówmy się, jak to jest być rodzicem przed przyjściem na świat młodych, a także co się dzieje w okresie poprzedzającym to wydarzenie.

Rozdział 1. Oczekuj nieoczekiwanego. Ciąża

Rozdział 1

Oczekuj nieoczekiwanego. Ciąża

Z tą ludzką ciążą to jest dziwna sprawa. Jedni czekają na nią z utęsknieniem, inni starają się za wszelką cenę jej uniknąć. Zapłodnienie może więc wiązać się zarówno z odczuciem euforycznego szczęścia, jak i być utożsamiane z życiową tragedią12. W ludzkiej społeczności to, w jaki sposób odbierane i oceniane jest zajście kobiety w ciążę, zależy przede wszystkim od okoliczności13, od tego, jaka jest obecna sytuacja życiowa rodziców, czy przyjście dziecka na świat było planowane, kto jest ojcem i w jaki sposób doszło do poczęcia, od wieku matki, od jej dojrzałości społecznej i uwarunkowań kulturowych. Czynniki te można by mnożyć, ale wystarczy chyba napisać, że ciąża jest sytuacją, która oddziałuje nie tylko na przyszłą matkę, ale również na całą społeczność, w tym przede wszystkim na jej najbliższą rodzinę. Dlatego reakcja ciężarnej w dużej mierze uzależniona jest od akceptacji społeczeństwa.

Zachowania i odczucia przyszłych matek zależą zarówno od czynników społecznych, jak i fizjologicznych141516 i mogą niekiedy objawiać się w naprawdę dziwny sposób. Pamiętam doskonale, jak moja siostra cioteczna była w swojej pierwszej ciąży i płakała ze wzruszenia za każdym razem, gdy oglądała reklamy pieluszek albo innych akcesoriów dla niemowląt. To było silniejsze od niej i nawet jeśli zdawała sobie sprawę z tego, jak absurdalna jest taka sytuacja, emocje pozostawały prawdziwe (dodam, że poza okresem ciąży moja siostra cioteczna jest typowym umysłem ścisłym – myślącym aż nader racjonalnie inżynierem).

We wspomnieniach z mojej własnej ciąży dominują nie tylko wahania nastrojów oraz nadmierna płaczliwość, lecz także niepohamowana senność. W zasadzie można powiedzieć, że pierwszy trymestr po prostu przespałam. Był to jedyny okres w moim życiu, kiedy to praca musiała dopasować się do snu, a nie na odwrót. Zazwyczaj wstawałam dość wcześnie rano, przebierałam się z piżamy w ubrania dzienne, po czym ucinałam sobie drzemkę… trwającą około 3 godzin. Po tej „krótkiej” relaksacji starałam się trochę podgonić z pracą, a następnie znowu kładłam się na krótką drzemkę. Zmrok zwykle zastawał mnie na kanapie, więc ponownie przebierałam się w piżamę i kładłam się spać w sypialni. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że taki tryb życia nie ma nic wspólnego z moją zwyczajną aktywnością, na sen przeznaczam bowiem ledwie ułamek czasu i ciągle gdzieś biegnę, załatwiając pięć projektów naraz.

Czy zwierzęcy i ludzcy rodzice są do siebie podobni?

A jak to jest w świecie zwierząt? Nie możemy być całkowicie pewni, czy ciężarne samice innych gatunków odczuwają jakieś niecodzienne emocje związane z tym szczególnym stanem, ale możemy wyciągać wnioski z ich zachowania. Z całą pewnością większość samic – przynajmniej na późniejszym etapie ciąży – przeczuwa, że niedługo przyjdzie im wydać na świat potomstwo.

Jak rodzice przygotowują się do przyjścia na świat potomstwa?

Wiele z nich przygotowuje się do tego wydarzenia, wijąc gniazdo, czyli moszcząc bezpieczne i wygodne miejsce, w którym będą mogły urodzić i przez jakiś czas opiekować się młodymi. Instynkt ten jest głęboko zakorzeniony w biologii wielu gatunków, w tym również (przynajmniej do pewnego stopnia) w biologii człowieka. Kobiety będące w zaawansowanej ciąży często doświadczają tzw. syndromu wicia gniazda, który polega na przygotowywaniu przestrzeni dla przyszłego potomka17.

Czy ciężarne samice miewają „zachcianki” albo zachowują się w ciąży „dziwacznie”?

Wróćmy jednak do bardziej nietypowych zachowań, które można zaobserwować u ciężarnych samic różnych zwierząt. Wspomniałam już, jak wiele czasu przeznaczałam w ciąży na sen. Pod tym względem nie mogę jednak w żaden sposób równać się z wieloma gatunkami żmij oraz węży. Gady te nie zachodzą wprawdzie w ciążę w ssaczym znaczeniu tego słowa, ponieważ nie są ani łożyskowcami, ani torbaczami, jednakże u pewnych węży zarodki aż do momentu osiągnięcia gotowości do przyjścia na świat dojrzewają w jajach, które znajdują się w organizmie samicy18. Samice oczekujące wyklucia się młodych zazwyczaj przestają jeść i niemal całą dobę spędzają na odpoczynku, nie chcąc tracić potrzebnej energii19.

Czy zwierzęta tyją w ciąży?

Ostry post w ciąży nie dotyczy jednak wszystkich gatunków beznogich gadów. Samice grzechotnika teksaskiego (Crotalus atrox) w czasie ciąży polują znacznie częściej i jedzą znacznie więcej niż poza tym okresem. Grzechotniki teksaskie rozmnażają się niezwykle rzadko, średnio raz na 5 lat, i zazwyczaj wydają na świat tylko 4–5 żyworodnych młodych. Samice oczekujące małych grzechotników aktywnie poszukują nowych ofiar, a w związku z tym, że są znacznie bardziej ociężałe niż poza okresem rozrodu, są też szczególnie narażone na zagrożenia20.

Powyższy przypadek pokazuje, jak ważnym elementem zrozumienia biologii gatunku jest dokładne poznanie jego sposobu rozmnażania się. Zwierzęta, które w warunkach naturalnych tak rzadko wydają na świat młode, a do tego ich mioty są nieliczne, mogą być bardzo narażone na wszelkie niekorzystne zmiany w środowisku, w tym na te spowodowane działalnością człowieka. Szansa dożycia młodego grzechotnika do wieku dojrzałego i osiągnięcia przez niego zdolności do rozrodu jest relatywnie niewielka, a przy tym, choć węże te nie mają naturalnych wrogów, często stają się obiektem polowań, ponieważ z punktu widzenia ludzi nie są gatunkiem pożądanym. Dużo łatwiej jest przekonać opinię publiczną do konieczności ochrony gatunkowej zwierząt, które są dla człowieka pożyteczne lub są uważane za ładne i kojarzone z przyjemnymi doznaniami. Gorzej ma się sytuacja takich zwierząt jak węże i żmije, za którymi większość ludzi nie przepada i które wzbudzają w nich lęk, a nawet obrzydzenie. Warto jednak pamiętać, że po pierwsze, beznogie gady zajmują bardzo ważne miejsce w swych naturalnych ekosystemach, chociażby dzięki temu, że redukują populację swoich ofiar, takich jak gryzonie. Po drugie, podjęcie decyzji dotyczącej zasadności zachowania jakiegoś zwierzęcia przy życiu i umożliwienia mu rozrodu nigdy nie powinno być oparte na kryterium subiektywnego postrzegania gatunku. Innymi słowy, różnorodność biologiczna jest wartością samą w sobie i należy dążyć do jej zachowania nie dlatego, że część zwierząt jest piękna i miło się na nie patrzy (choć to prawda), ale dlatego, że ekosystem tworzy kompletną całość i każdy występujący w nim naturalnie gatunek może spełniać bardzo istotną funkcję ekologiczną.

Węże mają oczywiście swoich amatorów, ale nie ma co ukrywać – brak nóg, ruchliwy język i łuski zamiast puchatej sierści nie przysparzają im licznych wielbicieli. Są jednak w królestwie zwierząt i takie gatunki, za którymi przepadają niemal wszyscy. Dobrym przykładem jest żyrafa: wysoka, majestatyczna i bardzo rozpoznawalna. Pamiętam, że kiedy realizowałam staż w gdańskim ogrodzie zoologicznym, zagroda żyraf należała do najpopularniejszych miejsc. W tamtejszym zoo trzymane są wyłącznie samce, dlatego atrakcja w postaci ciężarnej żyrafy jest całkowicie nieosiągalna. Ale nawet gdyby ogród posiadał w swoim stadzie samice, bardzo prawdopodobne, że nikt nie zorientowałby się, że któraś z nich jest w ciąży, aż do momentu, w którym… zaczęłaby rodzić.

W przeciwieństwie do samic wielu innych gatunków ciężarne żyrafy zupełnie nie zmieniają codziennych zwyczajów oraz zachowań. Co więcej, nie zmienia się nawet ich sylwetka. Samica nawet w zaawansowanej ciąży nie przybiera na wadze więcej niż o 11–14 procent dotychczasowej masy ciała21. Owszem, gdy ważysz tyle co żyrafa (czyli ponad 800 kg), te kilkanaście procent to mniej więcej 90 kg, ale z drugiej strony ciężarne kobiety przybierają na wadze mniej więcej 24 procent pierwotnej masy ciała, więc w tej dziedzinie ze szczupłymi żyrafami nie mogą się równać.

Żyrafa celowo ukrywa swój niecodzienny stan fizjologiczny, ponieważ w ten sposób chroni przed atakiem drapieżników siebie oraz płód. Gatunki polujące doskonale zdają sobie sprawę z tego, że dorosła zdrowa żyrafa nie należy do łatwych celów, a jej kopnięcie może być ostatnim doświadczeniem w życiu drapieżnika. Co innego żyrafa, która właśnie rodzi – z oczywistych względów jest ona znacznie bardziej podatna na ataki. Podobnie jej młode, które mogłoby stać się łatwym łupem.

Żyrafy są jednak doskonale przystosowane do warunków panujących na sawannie, ich zdolność maskowania objawów ciąży może więc obejmować nawet pierwsze objawy akcji porodowej.

Czy u zwierząt poród jest równie bolesny i męczący jak u ludzi?

Samica często nie daje po sobie nic poznać aż do momentu, w którym z jej dróg rodnych zaczną wystawać kopyta rodzącego się młodego2223. Nie należą wcale do rzadkości sytuacje, że żyrafy żyjące w ogrodach zoologicznych zaskakują swoich opiekunów, którzy dowiadują się o ciąży dopiero w momencie, gdy samica rodzi młode.

U jakich zwierząt ciąża trwa najdłużej?

A jest co ukrywać, bo ciąża u tych zwierząt trwa niemal 15 miesięcy (średnio 430 dni)2425. Być może ta informacja wywrze szczególne wrażenie na kobietach, które pamiętają, jak już w 8. miesiącu ciąży miały wrażenie, że większość życia upłynęła im na byciu brzemienną.

Choć ciąża żyrafy trwa relatywnie długo, poród zajmuje zaledwie kilkanaście minut. Po opuszczeniu dróg rodnych matki noworodek spada z niebagatelnej wysokości 2 metrów, samica rodzi bowiem na stojąco. Sam „maluch” również nie należy do mikrusów: osiąga wzrost postawnego dorosłego mężczyzny, czyli ponad 180 cm, a waży zwykle ponad 100 kg2627. U żyraf nie ma potrzeby przegryzania pępowiny, ponieważ samoistnie pęka ona w czasie wypadania płodu z dróg rodnych. Samica zjada łożysko i pozostałości po błonach płodowych oraz skrupulatnie wylizuje potomka. Postępuje tak z dwóch powodów. Po pierwsze, odzyskuje w ten sposób część wartości odżywczych, włożonych w wyprodukowanie „aparatury organicznej” umożliwiającej płodowi wzrost i rozwój. Po drugie, zapobiega przybyciu drapieżników, które natychmiast zjawiłyby się przy młodym, zwabione wonią wydzielin i wydalin porodowych.

Czy ciężko jest być noworodkiem?

Środowisko pozamaciczne jest całkowicie odmienne od tego, które noworodek pamięta z niedawnych czasów życia płodowego, jednak nie może on sobie pozwolić nawet na chwilę wytchnienia. Natychmiast po narodzinach podejmuje próbę wstania na własne nogi. Tylko w ten sposób będzie mógł pobrać pokarm z wymienia matki. Warto wspomnieć, że u żyraf, podobnie jak u krów, pierwszy pokarm, czyli siara, ma dla noworodka dużo większe znaczenie niż w wypadku ludzi. U zwierząt tych występuje inny typ łożyska niż u człowieka, a w związku z tym przeciwciała przekazywane są na innej zasadzie28. U ludzi występuje tzw. łożysko prawdziwe. Oznacza to, że zespolenie pomiędzy tym narządem a macicą jest bardzo głębokie, przez co po odklejeniu łożyska dochodzi do krwawienia. Łożysko człowieka reprezentuje typ krwio-kosmówkowy, co oznacza, że po implantacji zarodka ściana macicy ulega daleko posuniętemu zniszczeniu, a kosmówka łożyska (czyli jego najbardziej zewnętrzna warstwa) jest bezpośrednio obmywana przez krew matki. U człowieka bariera łożyskowa jest bardzo cienka (składa się wyłącznie z jednej warstwy), dzięki czemu możliwe jest przenikanie przeciwciał z organizmu matki do organizmu płodu. W takiej sytuacji dziecko, które dojrzewa wewnątrz macicy, otrzymuje od matki zabezpieczenie immunologiczne przed zagrożeniami, z którymi na co dzień styka się ciężarna. Ssąc pierś i pobierając siarę, dziecko przyjmuje po prostu dodatkową porcję przeciwciał29.

Czy warto karmić „piersią”?

Budowa łożyska przeżuwaczy (a zatem i żyraf) jest całkowicie odmienna niż u człowieka. U zwierząt tych występuje łożysko łącznotkankowo-kosmówkowe, czyli takie, w którym kosmówka przenika jedynie przez błonę śluzową macicy matki i pozostaje w styczności z jej głębszą warstwą, czyli z tkanką łączną. W takim wypadku układ krążenia samicy i układ krążenia płodu dzieli aż pięć warstw, a nie jedna, jak u ludzi. Są to: śródbłonek naczyń krwionośnych matki, tkanka łączna błony śluzowej macicy matki, nabłonek kosmków łożyska, tkanka łączna łożyska i śródbłonek naczyń łożyska. Kosmki łożyska są specjalnymi uwypukleniami przypominającymi kształtem palce, zwiększającymi powierzchnię styku pomiędzy macicą a łożyskiem. U przeżuwaczy tworzą one wyjątkową strukturę nazywaną liścieniem (każdy liścień jest pęczkiem kosmków)30.

Ponieważ u przeżuwaczy krążenie matki i krążenie płodu są oddzielone tak grubą warstwą, przeciwciała nie są w stanie przenikać z organizmu samicy do organizmu jej dziecka. W związku z tym noworodek nabywa odporność dopiero tuż po narodzinach – dzięki pobraniu pierwszego pokarmu, czyli siary31. Z tej perspektywy staje się zrozumiałe, dlaczego młode żyrafy musi jak najszybciej wstać na własne nogi i pobrać pokarm z wymienia matki. A należy dodać, że samica nawet w najmniejszym stopniu mu w tym nie pomoże i jeśli młode nie wstanie w ciągu godziny, najprawdopodobniej zginie. Widać więc wyraźnie, że zarówno przed noworodkiem żyrafy, jak i przed jego matką – dbającą o figurę i pozory do ostatnich chwil przed porodem – życie stawia wiele wyzwań.

Oczywiście nie wszystkie samice dbają w ciąży o linię w takim stopniu jak żyrafy. Można śmiało powiedzieć, że część z nich folguje sobie, i to zdrowo.

Czy zwierzęta tyją w ciąży?

Przykładem niech będzie uistiti białoucha (Callithrix jacchus), czyli gatunek małpy naczelnej zamieszkującej lasy deszczowe północno-wschodniej Brazylii. Ciąża u samic tego gatunku trwa około 5 miesięcy (mniej więcej 144 dni), a w 4. miesiącu ciężarna zaczyna tyć tak intensywnie, że podwaja swoją masę ciała sprzed okresu ciąży32. Łatwo obliczyć, że to tak, jakby kobieta ważąca przed ciążą 50 kg dobiła w ostatnim trymestrze do setki.

Brzemienne kobiety w ostatnich tygodniach przed porodem często czują się bardzo ociężałe i porównują swój wygląd lub samopoczucie do wielorybów, słoni czy hipopotamów. Spotykają się przy tym zwykle z życzliwą reakcją społeczną – wszyscy próbują je pocieszać, mówiąc, że są „okrągłe, ale piękne”, lub przytaczają własne anegdotki na temat wagi w ciąży. Mimo lekkiego traktowania tego zagadnienia temat może być całkiem poważny, jeśli masa ciała ciężarnej przekracza pewne granice. Otyłość matki zwiększa ryzyko przedwczesnego porodu, niedotlenienia płodu, powikłań okołoporodowych, a nawet porażenia mózgowego33. Czy zatem u samic uistiti ryzyko komplikacji okołoporodowych jest standardowo większe niż u człowieka?

Czy zwierzęcy i ludzcy rodzice są do siebie podobni?

Okazuje się, że małpy te, jeśli chodzi o rozród, są bardzo nietypowe, i to pod wieloma względami. Przede wszystkim większość naczelnych zachodzi w ciążę pojedynczą, a zatem na świat przychodzi tylko jedno młode, rzadkością są nawet bliźnięta. Małpy uistiti natomiast mogą urodzić zarówno jedno, dwa, trzy, cztery, jak i pięć młodych! Najczęściej rodzą się bliźnięta (około 50 procent porodów) oraz trojaczki (około 35 procent porodów). Rzadziej zaś zdarzają się mioty pojedyncze (około 12,5 procent) oraz te z czworgiem (około 2 procent) i pięciorgiem (poniżej 1 procenta) młodych34.

W tej sytuacji staje się nieco bardziej zrozumiałe, dlaczego ciężarne tak bardzo tyją w ciąży. Samice uistiti nie poprzestają jednak na rodzeniu licznych miotów. Niezwykła płodność tych małp idzie w parze z ich niewiarygodną plennością35. Ta z kolei jest następstwem ciekawego zjawiska fizjologicznego – owulacji poporodowej, której konsekwencją jest możliwość zajścia w ciążę niemal natychmiast po porodzie (!). W efekcie odstęp pomiędzy jednym porodem a następnym może wynosić 154 dni, co przy ciąży trwającej 144 dni daje około… 10 dni przerwy pomiędzy byciem w jednej ciąży a byciem w drugiej36. Jeśli do tego doliczycie, że laktacja u samic uistiti może trwać do 90 dni, z łatwością zrozumiecie, że poczucie uwięzienia w domu z jednym dzieckiem przy piersi i drugim w wieku przedszkolnym to naprawdę małe miki w porównaniu z tym, czego doświadcza samica uistiti.

To jednak nie koniec reprodukcyjnych rewelacji związanych z uistiti. Wspomniałam już, że samice tego gatunku w czasie ciąży podwajają masę ciała. Częściowo wyjaśniliśmy to zjawisko, tłumacząc je licznym miotem. Jednakże tak znaczny przyrost wagi wynika nie tylko z rozwoju młodych. Sama samica również mocno tyje. U małp tych zachodzi całkowicie odmienna zależność pomiędzy masą ciała sprzed ciąży a płodnością niż u ludzi. O ile kobiety otyłe mają większy problem z zajściem w ciążę, a także obarczone są większym ryzykiem komplikacji okołoporodowych, o tyle u samic uistiti jest dokładnie na odwrót. Badania pokazują, że większa masa ciała u małp tego gatunku koreluje z większą płodnością, co wynika z uwalniania w czasie owulacji większej liczby komórek jajowych37. Oznacza to, że uistiti o większej masie ciała zachodzą w ciążę częściej i wydają na świat liczniejsze potomstwo niż samice szczuplejsze. Okazuje się jednak, że wielkość miotu wcale nie koreluje z liczbą młodych, które przeżywają.

Czy u zwierząt zdarzają się poronienia?

Niesamowita płodność uistiti niesie za sobą pewne konsekwencje. Już na etapie polaktacyjnym staje się jasne, że przeżycie miotu czworaczego graniczy z cudem, a przeżycie wszystkich pięciu małpek z miotu jest po prostu niemożliwe38. Do końca laktacji matki dożywają zazwyczaj tylko dwa, a nawet jedno młode. Aż w 24 procentach przypadków żadna z młodych małpek nie dożywa momentu, w którym przechodzi na pokarm stały39. A to nie koniec punktów krytycznych, które ograniczają wzrost liczebności populacji uistiti. Badania prowadzone na dużych koloniach tych małp ujawniają, że połowa ciąż nie kończy się wydaniem na świat żywego potomstwa i że około 66 procent samic doświadcza w swoim życiu przynajmniej jednego poronienia40.

O ile nie potrafimy ocenić, do jakiego stopnia inne gatunki są świadome utraty potomstwa i w jaki sposób oddziałuje to na ich psychikę i emocje, o tyle możemy z całą pewnością stwierdzić, że u ludzi poronienie jest jednym z największych tabu.

Czy zwierzęcy i ludzcy rodzice są do siebie podobni?

Odsetek ciąż utraconych przed implantacją jest nieznany, ponieważ nie sposób w tym okresie prowadzić rzetelnej diagnostyki, jednak wiadomo, że już po zagnieżdżeniu zarodka liczba ciąż, które kończą się poronieniem, może wynosić od 10 do 30 procent. Pomiędzy 4. a 13. tygodniem ciąży poronienia zdarzają się w 10–20 procentach przypadków, a między 14. a 24. tygodniem dotyczą około 2–3 procent ciąż41. Takie statystyki wskazują, że poronienie jest zjawiskiem relatywnie częstym również w populacji ludzkiej. Zjawisko częste nie jest oczywiście w tym wypadku tożsame ze zjawiskiem łatwym do zaakceptowania. Jednak warto mieć na względzie, że choć jest to sytuacja, która spotkała wiele kobiet oraz ich rodzin, wciąż brakuje nam kulturowego, społecznego i psychologicznego algorytmu postępowania w tej sprawie. Badania pokazują, że kobiety, które straciły dziecko, w przeważającej większości przypadków doświadczają poczucia winy oraz wycofania i że są pozostawione same sobie z dramatycznymi przeżyciami. Poronienie nazywane jest „cichym rozstaniem”, ponieważ w naszej społeczności brakuje rytuałów, które pozwoliłyby przeżyć tę tragedię na podobnej zasadzie, na jakiej żałoba pozwala przeżyć stratę bliskiej osoby42.

Wsparcie społeczne jest bardzo ważnym elementem zdrowego funkcjonowania wszystkich naczelnych, i to zarówno w kontekście psychicznym oraz emocjonalnym, jak i fizycznym.

Jak to jest, kiedy wychowaniem dzieci zajmuje się cała „wioska”?

Wsparcie jest również kluczem do sukcesu samic uistiti. Jakże bowiem inaczej samice tego gatunku miałyby sobie radzić z młodymi, które niemal nieprzerwanym strumieniem przychodzą na świat? Urodzić to jedno, wykarmić – drugie. Ale przecież nawet osoby bezdzietne mają jako takie pojęcie o tym, jak wiele energii rodzice muszą wkładać każdego dnia w opiekę nad swoimi pociechami. Dlatego do samic uistiti ktoś zawsze wyciąga pomocną dłoń. Ktoś, a w zasadzie – wszyscy. Przez pierwsze 3 tygodnie życia młode są nieustannie noszone na grzbietach nie tylko przez matkę, ale i ojca oraz pozostałych członków stada. Dopiero po upływie tego czasu okazjonalnie zdarza się widzieć, jak któryś z dorosłych osobników ściąga z siebie młode i kładzie je na ziemi43.

Czy zwierzęcy i ludzcy rodzice są do siebie podobni?

Ponownie mamy tu do czynienia z sytuacją, która – zaobserwowana u zwierząt – pozwala nam również wyciągnąć pewne ciekawe wnioski na temat zachowań człowieka.

Czy należy unikać noszenia dziecka na rękach, bo „się przyzwyczai”?

Zapewne każda młoda matka choć raz usłyszała od mamy, teściowej, sąsiadki, ciotki lub koleżanki, że nie powinna nosić noworodka na rękach, bo „się przyzwyczai”. To prawda, że jedne noworodki znoszą odkładanie z rąk lepiej, a inne gorzej, ale z całą pewnością nie wynika to z tego, że jedne zostały przyzwyczajone do noszenia, a inne nie. Zwierzęta kopytne, takie jak wspomniane już żyrafy, nie noszą swoich młodych na grzbietach i – co oczywiste – nie biorą ich „na ręce”. Dlatego ich noworodki są pod wieloma względami bardzo samodzielne i potrafią biegać jeszcze tego samego dnia, którego przyszły na świat.

Czy ciężko jest być noworodkiem?

Zupełnie inną sytuację obserwujemy u naczelnych. Ta grupa ssaków charakteryzuje się między innymi tym, że młode przychodzą na świat całkowicie bezbronne i niesamodzielne, a ich przetrwanie jest w stu procentach uzależnione od opiekunów. Naturalnie, ludzkie dzieci są pod tym względem rekordzistami i zarówno ich okres dzieciństwa, jak i bezradności jest najdłuższy w świecie zwierząt, ale generalna zasada pozostaje taka sama. Przez pierwszy okres życia naczelne pozostają w nieprzerwanym kontakcie ze swoimi młodymi i to zachowanie nie tylko jest dla nich całkowicie normalne, ale i warunkuje przeżycie.

Oczywiście, nie chodzi mi o to, byście nigdy nie wkładali swojego dziecka do łóżeczka i wiecznie trzymali je na rękach. Współczesny człowiek żyje w warunkach, które zapewniają dzieciom poziom bezpieczeństwa niespotykany na zwierzęcą skalę (niemowlęta chronione są w naszych domach, a nawet w obrębie tychże domów zabezpieczane są przed dodatkowymi zagrożeniami w łóżeczkach, kojcach itp.). Chodzi mi jedynie o zaakcentowanie pewnej analogii istniejącej pomiędzy nami a innymi naczelnymi. To, że nasze dzieci dążą do częstego i bliskiego kontaktu fizycznego, nie jest bynajmniej następstwem niewłaściwego wychowania, lecz stanowi naszą spuściznę ewolucyjną.

Pomiędzy nami a innymi naczelnymi istnieje zatem wiele podobieństw. Jest jednak równie dużo cech, które różnią nas od siebie. W odniesieniu do małp uistiti wystarczy chyba powiedzieć, że samice aktywne rozrodczo żyją średnio 6 lat, a dojrzałość płciową osiągają mniej więcej w wieku 1,5 roku44. To pozwala zrozumieć, dlaczego te niezwykle płodne zwierzęta nie zapełniły jeszcze całej powierzchni naszej planety. Okazuje się bowiem, że choć u każdego gatunku strategie rozrodcze są odmienne, to jednak ich ogólny poziom dzietności nie różni się tak bardzo, jak można by się spodziewać.

Czy u zwierząt zdarzają się poronienia?

U małp uistiti głównym ograniczeniem jest wysoki odsetek poronień, niewielka przeżywalność młodych oraz krótki czas życia aktywnych rozrodczo osobników. W efekcie jedna samica przez całe swoje życie dochowuje się „tylko” 6–7 potomków dożywających do wieku, kiedy to mogą samodzielnie pobierać pokarm stały45. Jeśli dodatkowo weźmie się pod uwagę, że tylko część z tych małp dożyje wieku rozrodczego, a następnie skutecznie się rozmnoży, rachunek stanie się bardziej zrozumiały.

U każdego gatunku metody redukujące liczebność potomstwa są nieco inne. Ponieważ jednak rozdział ten dotyczy ciąży, należy podkreślić, że zazwyczaj to samice inwestują znacznie więcej energii w wydanie na świat potomstwa, a zatem często to za sprawą ich organizmów realizowana jest pierwsza (niekiedy główna) linia selekcji. Można powiedzieć, że omawiane przez nas przed chwilą samice uistiti są pod tym względem nieszczególnie ekonomiczne, ponieważ inwestują bardzo wiele energii w ciążę, poród i laktację, podczas gdy wiele młodych nie dożywa nawet samodzielnego żywienia. U wielu gatunków czynniki ograniczające pojawiają się znacznie wcześniej, a mianowicie – już na etapie owulacji.

Pary, które starają się o dziecko, doskonale zdają sobie sprawę, że zajście w ciążę może być trudniejsze, niż się z pozoru wydaje.

Jak skutecznie zajść w ciążę?

Wprawdzie jeden męski ejakulat zawiera od 40 milionów do nawet 800 milionów plemników46, ale organizm kobiety w danym cyklu uwalnia zazwyczaj tylko jedną komórkę jajową. Należy też dodać, że jest ona gotowa do zapłodnienia zaledwie przez dobę po owulacji47. Z jednej strony dwadzieścia 4 godziny żywotności oocytu to niewiele, ale z drugiej – to aż sześciokrotnie więcej niż trwa żywotność komórki jajowej afrowiórki namibijskiej (Xerus inauris), czyli naziemnego gryzonia z rodziny wiewiórkowatych zamieszkującego tereny południowej Afryki, mniej więcej od Namibii po RPA. Być może nie słyszeliście o tych zwierzętach, ale niemal na pewno wiecie, czym są surykatki. Tryb życia afrowiórek jest podobny do surykatek w tym, że zarówno jedne, jak i drugie mieszkają w norach wykopanych w ziemi484950.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

S.B. Hrdy (2016),Variable postpartum responsiveness among humans and other primates with „cooperative breeding”:Acomparative and evolutionary perspective,„Hormones and behavior”,77, 272–283.[wróć]

Ibidem. [wróć]

K.L. Bales, (2017),Parenting in animals,„Current Opinion in Psychology”, 15, 93–98.[wróć]

Ibidem. [wróć]

S.B. Hrdy,op. cit., 272–283.[wróć]

Ibidem, 272–283.[wróć]

Ibidem. [wróć]

Ibidem. [wróć]

Ibidem. [wróć]

Ibidem. [wróć]

A. Cockburn, (2006),Prevalence of different modes of parental care in birds,„Proceedings of the Royal Society of London B: Biological Sciences”,273(1592),1375–1383.[wróć]

S. Schmiege, N.F. Russo (2005),Depression and unwanted first pregnancy: longitudinal cohort study, „Bmj”,331(7528), 1303.[wróć]

G. Barrett, K.Wellings (2002),What isa‘planned’ pregnancy? Empirical data fromaBritish study,„Social science & medicine”,55(4), 545–557.[wróć]

Y. Fontein-Kuipers (2016),Maternal Distress-Every Unhappy Pregnant Woman is Unhappy in Her Own Way, „J Psychiatry Ment Health”,١(١), 1–4.[wróć]

T.M. Marteau, M. Johnston, R.W. Shaw, S. Michie, J. Kidd, M. New (1989),The impact of prenatal screening and diagnostic testing upon the cognitions, emotions and behaviour of pregnant women,„Journal of Psychosomatic Research”,33(1), 7–16.[wróć]

T.C. Raby (2016),Constructing motherhood: How multi-ethnic women navigate cultural expectations of pregnancy and postpartum emotions(Doctoral dissertation, Southern Methodist University).[wróć]

M.V. Anderson, M.D. Rutherford (2013),Evidence ofanesting psychology during human pregnancy,„Evolution and Human Behavior”,34(6),390–397.[wróć]

W przeszłości taki sposób przychodzenia młodych na świat nazywano jajożyworodnością, jednakże obecnie stosuje się termin żyworodność lecytotroficzna. Odnosi się on nie do samych narodzin lub wyklucia, ale do sposobu odżywiania zarodka. Zarodki ssaków są placentotroficzne, co oznacza, że czerpią substancje odżywcze z łożyska, które pośredniczy pomiędzy ich krwiobiegiem a krwiobiegiem matki. Zarodki dojrzewające w jajach są natomiast lecytotroficzne, ponieważ odżywiają się dzięki substancjom zgromadzonym w żółtku [D.G. Blackburn (2000), Classification of the reproductive patterns of amniotes [w:] Herpetological Monographs, 371–377]. [wróć]

L.J. Verdolin (2017), Raised by Animals: The Surprising New Science of Animal Family Dynamics, Workman Publishing, 24–25. [wróć]

L.J. Verdolin, op. cit., 24–25. [wróć]

A.J. Hall-Martin (1975),Studies on the biology and productivity of the giraffe Giraffa camelopardalis(Doctoral dissertation).[wróć]

J.D. Hall-Martin (1978),Observations on puberty and pregnancy in female giraffe, „South African Journal of Wildlife Research-24-month delayed open access”,8(3), 91–94.[wróć]

F.B. Bercovitch, M.J. Bashaw, C.G. Penny, R.G. Rieches (2004),Maternal investment in captive giraffes,„Journal of Mammalogy”,85(3), 428–431.[wróć]

J.D. Hall-Martin,op. cit., 91–94.[wróć]

F.B. Bercovitch et al.,op. cit., 428–431.[wróć]

J.D. Hall-Martin,op. cit., 91–94.[wróć]

F.B. Bercovitch et al.,op. cit., 428–431.[wróć]

A.J. Furowicz, M. Ferlas, P. Nawrotek (2011),Immunologia ciążyinoworodka – zagadnienia wybrane,„Przegląd Hodowlany”,2(90), 18–21.[wróć]

A.J. Furowicz, M. Ferlas, P. Nawrotek,op. cit.18–21.[wróć]

Ibidem. [wróć]

Ibidem. [wróć]

S.D. Tardif, D.A. Smucny, D.H. Abbott, K. Mansfield, N. Schultz-Darken, M.E. Yamamoto (2003),Reproduction in captive common marmosets (Callithrix jacchus), „Comparative Medicine”,53(4), 364–368.[wróć]

E. Villamor, K. Tedroff, M. Peterson, S. Johansson, M. Neovius, G. Petersson, S. Cnattingius (2017),Association Between Maternal Body Mass Index in Early Pregnancy and Incidence of Cerebral Palsy, „Jama”,317(9), 925–936.[wróć]

S.D. Tardif et al.,op. cit., 364-368.[wróć]

Płodność mierzy się liczbą młodych urodzonych w jednym miocie, plenność zaś – liczbą młodych urodzonych w danym okresie (na przykład w czasie jednego roku lub całego życia samicy). [wróć]

S.D. Tardif et al.,op. cit., 364–368.[wróć]

Ibidem.[wróć]

Ważnym elementem analizy przeżywalności potomstwa u tego gatunku jest ustalenie, ile młodych dożyło okresu polaktacyjnego, czyli tego czasu, w którym małpki nie żywią się już mlekiem matki, lecz pokarmem stałym. [wróć]

S.D. Tardif et al.,op. cit., 364–368.[wróć]

Ibidem. [wróć]

G.C. Lachelin, A. Kurczuk-Powolny (1998),Poronienia, PrószyńskiiS-ka.[wróć]

A. Bubiak, J. Bartnicki, Z.Knihnicka-Mercik(2014),Psychologiczne aspekty utraty dzieckawokresie prenatalnym,„PielęgniarstwoiZdrowie Publiczne”, (4), 69–78.[wróć]

S.D. Tardif et al.,op. cit., 364–368.[wróć]

Ibidem. [wróć]

Ibidem. [wróć]

T.G. Cooper, E. Noonan, S. Von Eckardstein, J. Auger, H.W. Baker, H.M. Behre, K.M. Vogelsong (2010), World Health Organization reference values for human semen characteristics, „Human reproduction update”, 16(3), s. 231–245. [wróć]

H.H. Hatasaka (1997), Fertilization, Early Pregnancy and Its Disorders. Human Reproduction: Clinical, Pathologic and Pharmacologic Correlations, https://library.med.utah.edu/kw/human_reprod/lectures/fertilization/index.html [wróć]

Oczywiście zwierzęta te nie są ze sobą spokrewnione: surykatki nie są gryzoniami, lecz należą do drapieżnych z rodziny mangustowatych. [wróć]

J.M. Waterman (2002),Delayed maturity, group fission and the limits of group size in female Cape ground squirrels (Sciuridae: Xerus inauris),„Journal of Zoology”,256(1), 113–120.[wróć]

Idem(1995),The social organization of the Cape ground squirrel (Xerus inauris; Rodentia: Sciuridae), „Ethology”,101(2), 130–147.[wróć]