Czwarta stolica. Kiedy Łódź rządziła Polską (1945–1949) - Przemysław Waingertner - ebook

Czwarta stolica. Kiedy Łódź rządziła Polską (1945–1949) ebook

Przemysław Waingertner

0,0
28,90 zł

lub
Opis

 

Prezentowana książka jest pierwszą z serii „Łódź w PRL. PRL w Łodzi”. Autorzy serii w pięciu tomach podejmą wysiłek ukazania kolejnych etapów funkcjonowania miasta nad Łódką w latach 1945-1989, by w sposób jak najbardziej przystępny popularyzować wiedzę o Łodzi w kontekście PRL-owskiej rzeczywistości.

Autor publikacji przedstawia historię Łodzi w okresie pierwszego pięciolecia po II wojnie światowej, kiedy dawny polski Manchester zaczął odradzać się jako metropolia socjalistycznego przemysłu włókienniczego, prawdziwa stolica polskiej kultury z widokami na przejęcie podobnej funkcji w dziedzinie politycznej po zrujnowanej Warszawie, laboratorium nowej Polski, a także ważne ogniwo w łańcuchu represyjnego, totalitarnego systemu komunistycznego państwa. Odsłania też różne oblicza ówczesnej rzeczywistości: przejmowanie władzy przez komunistów, ich walkę z opozycją i podziemiem, postacie administratorów czerwonej Łodzi, powojenny rozwój miasta, reaktywację „łódzkiego włókna”, kulturalny boom po II wojnie światowej czy wreszcie utworzenie uczelni wyższych, m.in. Uniwersytetu Łódzkiego.

Publikacja jest adresowana do osób, które chcą sobie przypomnieć PRL-owską rzeczywistość Łodzi lub poznać ją na nowo.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 223




Fot. 1. Zakłady Przemysłu Bawełnianego Uniontex. Na zdjęciu robotnicy przy przędzarkach, listopad 1946 r. (mb PAP/Jerzy Baranowski/CAF/Archiwum, sygn. pap_19461101_09G.jpg)

Dzieje miasta nad Łódką były już wielokrotnie przedmiotem naukowych analiz i syntez, pióra zarówno historyków, cenionych w środowisku i przez czytelników spoza cechu Klio, jak i tych mniej znanych. Stawały się także często z jednej strony pretekstem do poważnej refleksji uznanych publicystów i reportażystów, z drugiej – do powstawania tekstów autorstwa dziennikarzy lżejszego autoramentu.

Łódź zagościła również na kartach wielkiej literatury powieściowej, była natchnieniem dla poetów, malarzy, wreszcie ludzi filmu – znanych scenarzystów i reżyserów. Dziejami Łodzi zajmowali się przy tym zarówno naukowcy, żurnaliści i twórcy, pochodzący z samego miasta lub przynajmniej regionu (co wydaje się najzupełniej zrozumiałe), jak i z innych części Polski, a nawet – cudzoziemcy.

Charakterystyczne jednak, iż we wszystkich tych naukowych i artystycznych odzwierciedleniach fenomenu łódzkiej metropolii dominowały podobne wątki, które okazywały się wyjątkowo interesujące i atrakcyjne dla historyków, publicystów, literatów oraz artystów. Łódź ogniskowała zatem uwagę przede wszystkim jako legendarna Ziemia Obiecana i polskie Klondike – kolebka wielkich fortun i bajecznych, błyskawicznych karier fabrykantów, bankierów i kupców; perła w koronie Romanowów – potężna, najszybciej rozwijająca się w skali ziem polskich, ale także całego imperium carskiego metropolia przemysłowa; osławiony tygiel narodów i religii; samozwańcza ojczyzna jedynej w swoim rodzaju (łódzkiej właśnie!) secesji; wreszcie Złe Miasto, w którym obok niewyobrażalnego bogactwa zagnieździła się porażająca bieda, gdzie miejscowa socjeta, pławiąca się w dostatku i luksusie, sąsiadowała z wielkimi obszarami społecznych patologii, generowanych przez nędzę, a próby współistnienia narodowości i grup społecznych z krwawymi wybuchami wrogości etnicznej, religijnej i „klasowej”.

Znamienne jednak, że o ile duże zaciekawienie budziły mechanizmy funkcjonowania wielkomiejskiej, a zarazem wielokulturowej, wieloetnicznej i wielowyznaniowej społeczności; swoista historyczna „instrukcja obsługi” łódzkiej maszyny do zarabiania wielkich pieniędzy, recepty na robienie kariery i dochodzenie do fortuny; wreszcie „przepis” (społeczny, religijny, cywilizacyjny) na zaczyn, z którego wyrosło miasto secesyjnych, niepowtarzalnych gmachów publicznych, pałaców, willi, fabryk i kamienic – to wiedza historyczna o Łodzi powojennej, „PRL-owskiej” wydawała się mniej atrakcyjna.

Nie oznacza to, że dzieje miasta nad Łódką po zakończeniu II wojny światowej, a przed 1989 r., nie były przedmiotem historycznej refleksji – studiów o charakterze zarówno gospodarczym, społecznym, jak i politycznym. Jednak z popularyzacją przez dziejopisów zgromadzonej w ich wyniku wiedzy było już o wiele gorzej. Trafne skądinąd hasła o mieście włókniarek, czydrugiej metropolii PRL-u, filtrowane przez powszechną, potoczną świadomość zwykłych czytelników – mieszkańców Polski Ludowej, iż pomiędzy Odrą i Bugiem pisać można jedynie o osiągnięciach polskiej „ludowej demokracji” i to w sposób wielce rytualny i sformalizowany, nie potrafiły wykrzesać zainteresowania powojenną historią Łodzi tak wśród samych łodzian, jak i krajowych odbiorców. Z kolei po 1989 r. dzieje miasta w latach Polski Ludowej nie wydawały się szczególnie interesujące ani dla dziejopisów, ani środowiska czytelniczego – przynajmniej z porównaniu z legendą Ziemi Obiecanej.

Niniejsza książka stanowi pierwszą pozycję z serii opracowań, zatytułowanej symbolicznie „Łódź w PRL. PRL w Łodzi”. Jej autorzy, w pięciu tomach, podejmą wysiłek ukazania kolejnych etapów funkcjonowania miasta nad Łódką w latach 1945–1989. Prezentowana monografia przedstawia tę historię w krótkim, lecz niezwykle barwnym okresie pierwszego pięciolecia po zakończeniu wojny, kiedy to dawny polski Manchester (słynący, podobnie jak jego angielski odpowiednik z produkcji tekstylnej) zaczął odradzać się jako metropolia „nowego”, socjalistycznego przemysłu włókienniczego; prawdziwa stolica – jak się okazało, na krótko – polskiej kultury, z widokami na przejęcie podobnej funkcji w dziedzinie administracyjnej i politycznej od zrujnowanej Warszawy; swoiste laboratorium nowej Polski i nowego, socjalistycznego człowieka, a przy tym jedno z ważnych ogniw w łańcuchu (nomen omen!) represyjnego, totalitarnego systemu komunistycznego państwa.

Tym różnym, a przecież współwystępującym ze sobą w tym samym czasie, obliczom Łodzi z drugiej połowy lat czterdziestych przyjrzymy się w kolejnych rozdziałach książki, poświęconych przejęciu władzy nad miastem przez komunistów; ich rozprawie z legalną opozycją i niepodległościowym podziemiem; postaciom administratorów czerwonej Łodzi; powojennemu rozwojowi demograficznemu i terytorialnemu, administracyjnemu miasta; reaktywacji „łódzkiego włókna”, wreszcie kulturalnemu boomowi, jaki przeżyła Łódź po II wojnie światowej jako przystań dla ludzi nauki, kultury i sztuki.

Autorzy kolejnych tomów – znani łódzcy historycy, pracownicy Uniwersytetu Łódzkiego i Instytutu Pamięci Narodowej – zaprezentują czytelnikom dramatyczne losy Łodzi i łodzian w okresie stalinowskim lat pięćdziesiątych; w czasach siermiężnego socjalizmu towarzyszaWiesława, czyli Władysława Gomułki; dekadzie socjalistycznego konsumpcjonizmu nowego I sekretarza Edwarda Gierka, wreszcie w „gorącym okresie” lat osiemdziesiątych, znamiennych tzw. karnawałem „Solidarności”, nocą stanu wojennego, a także kryzysem oraz ostatecznym upadkiem socjalistycznej gospodarki „nakazowo-rozdzielczej”.

Oddając do rąk Czytelnika pierwszy tom żywimy nadzieję, że zapoczątkuje on popularnonaukową serię, która spotka się z zainteresowaniem i życzliwością łodzian oraz pasjonatów dziejów miasta nad Łódką – również spoza regionu.

Fot. 2. Pochód pierwszomajowy na ul. Piotrkowskiej. Nad trasą manifestacji rozpięto transparent z napisem: „Chwała Armii Czerwonej, wyzwolicielce narodów”, 1.05.1946 r. (ps/pp PAP/Bogusław Lambach/CAF/Archiwum, sygn. pap_19460501_04R.jpg)

Wojenne blizny

Łódź wyszła z dramatycznych i krwawych lat II wojny światowej jako miasto dotkliwie okaleczone – noszące ślady materialnych zniszczeń, wywołanych działaniami frontowymi, ograbione z części ruchomego majątku przez niemieckich mieszkańców (uciekających na zachód przed Armią Czerwoną, tzw. Ludowym Wojskiem Polskim, a i zrozumiałym odwetem cywilnej ludności polskiej), wreszcie pozbawione swego specyficznego, wielonarodowościowego i wielokulturowego charakteru najpierw poprzez wyniszczenie jego żydowskiej ludności przez hitlerowskiego okupanta, później przez exodus łódzkich Niemców, przerażonych widmem zbliżającej się sowieckiej ofensywy.

Przypomnijmy – już w okresie wojny obronnej Polski w 1939 r. niemieckie lotnictwo zbombardowało dworce Łódź Kaliska, Łódź Fabryczna i Łódź Widzew, port lotniczy Lublinek, miejską gazownię, fabryki przy ulicy Niciarnianej, domy mieszkalne przy ulicach Bandurskiego (obecnie aleja Mickiewicza), Kopernika i Karolewskiej oraz pałac Heinzla w parku Julianowskim (w którym stacjonował wówczas sztab Armii Łódź). Kiedy ewakuowano urzędy, instytucje, władze wojskowe, państwowe i samorządowe oraz policję miasto zostało również pozbawione wszelkich środków lokomocji – wywieziono także karetki pogotowia i sprzęt straży pożarnej1.

Po zajęciu przez Niemców Łódź została początkowo – 26 października 1939 r. – włączona do Generalnego Gubernatorstwa (Generalna Gubernia, GG), w ramach którego stała się stolicą okupacyjnej rejencji kaliskiej. Była nawet typowana przez Niemców na stołeczne miasto GG. Ostatecznie funkcję tę przejął Kraków, a miasto nad Łódką 9 listopada bezceremonialnie wcielono do Rzeszy. I ten właśnie fakt został przez hitlerowców „uświetniony” aktami iście barbarzyńskiego wandalizmu – w nocy z 10 na 11 listopada zniszczyli oni pomnik Tadeusza Kościuszki na placu Wolności i rozpoczęli metodycznie zaplanowaną akcję palenia łódzkich synagog.

Fot. 3. Niemiecki herb Litzmannstadt, wzorowany na swastyce z germańskiej urny (Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 2–11534)

W jej trakcie do 15 listopada zrównano z ziemią wszystkie większe łódzkie domy modlitwy Żydów z wyjątkiem synagogi Wilker Shul, którą spalono dopiero w połowie 1940 r. Miastu nadano równocześnie nazwę Litzmannstadt – na cześć niemieckiego generała Karla Litzmanna, walczącego z powodzeniem w czasie I wojny światowej z Rosjanami w okolicach pobliskich Brzezin. Nowe niemieckie nazewnictwo otrzymały też ulice miasta2.

Wojenne straty Łodzi dotyczyły nie tylko sfery materialnej, ale również zamieszkującej ją ludności. W dniach 9 i 10 listopada 1939 r. Niemcy przeprowadzili tzw. Intelligenzaktion Litzmannstadt, będącą regionalną częścią szerszej operacji, która objęła wszystkie okupowane przez nich ziemie Drugiej Rzeczypospolitej. Lokalna akcja była wymierzona w polską elitę intelektualną mieszkającą w regionie łódzkim. W jej ramach u schyłku pierwszej dekady listopada w lasach lućmierskich rozstrzelano około pół tysiąca osób, a do grudnia wymordowano w nich blisko półtora tysiąca intelektualistów, naukowców, nauczycieli, urzędników oraz duchownych.

W sumie podczas okupacji w lesie w okolicach Lućmierza Niemcy zamordowali około 30 tysięcy osób. Byli to głównie aresztanci i więźniowie narodowości polskiej i żydowskiej – m.in. z więzienia na Radogoszczu i getta utworzonego w Łodzi. Z kolei w marcu 1940 r. w ramach tzw. T4 Aktion („eutanazji osób niepełnowartościowych”) hitlerowcy zabili ponad pół tysiąca chorych i upośledzonych psychicznie osób ze szpitala psychiatrycznego w Kochanówce, wykorzystując ruchome komory gazowe, umieszczone na samochodzie3.

Fot. 4. Wojsko niemieckie na Dworcu Fabrycznym (Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 2–4133)

Niemal natychmiast po zajęciu miasta przez wojska niemieckie rozpoczęła się eksterminacja jego żydowskich mieszkańców. Okupacyjna administracja zgromadziła około 160 tysięcy łódzkich Żydów w getcie na Bałutach w północnej, najbardziej zaniedbanej dzielnicy Łodzi. Getto utworzono formalnie w lutym 1940 r., a ostatecznie odizolowano dwa miesiące później – 30 kwietnia. W 1941 r. wysiedlono do niego Żydów z okolicznych, podłódzkich wsi i miasteczek, z tamtejszych, stopniowo likwidowanych gett, wreszcie – ponad 20 tysięcy Żydów z zachodniej Europy. Dodatkowo na krótko umieszczono na terenie getta około pięć tysięcy Romów, którzy niedługo później zostali wywiezieni i zgładzeni w Chełmnie nad Nerem.

Jak oceniają historycy, w sumie przez Litzmannstadt Ghetto przeszło około 200 tysięcy synów i córek narodu wybranego. Egzystowali oni w nieludzkich warunkach bytowych, wyniszczani przez choroby, głód i niewolniczą pracę oraz mordowani w egzekucjach. Ci, którzy to przetrwali, zostali następnie w dwóch etapach – w 1942 r. i w sierpniu 1944 r. – niemal bez wyjątku wymordowani. Ginęli najpierw w obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem (1942 r.), a podczas likwidacji getta w sierpniu 1944 r. zabijani w komorach gazowych Auschwitz-Birkenau. Getto w niemieckim Litzmannstadt było największym po warszawskim (w stolicy Polski stłoczono na obszarze dzielnicy wydzielonej około 400 tysięcy Żydów) i ostatnim zlikwidowanym przez Niemców na ziemiach polskich. Końca okupacji hitlerowskiej w Łodzi doczekało zaledwie około 900 mieszkańców miejscowego getta4.

Równocześnie polską ludność miasta objęły zakrojone na szeroką skalę akcje deportacyjne i przesiedleńcze, wywózki na roboty przymusowe i codzienne prześladowania. Część mieszkańców opuszczała także Łódź, szukając szansy na przeżycie na prowincji, gdzie łatwiej było o żywność. W latach niemieckiej okupacji liczba ludności miasta skurczyła się katastrofalnie do około 300 tysięcy mieszkańców, wobec ponad 600 tysięcy według stanu sprzed września 1939 r. Pierwsze wysiedlenia z Łodzi nastąpiły już w październiku 1939 r. Warto też podkreślić, iż miejsca po wysiedlonych Polakach naziści zasiedlali w mieście nad Łódką w ramach akcji zwanej Heim ins Reich Niemcami, sprowadzanymi specjalnie z terenów Związku Sowieckiego, Rumunii i dawnych republik nadbałtyckich – Litwy, Łotwy i Estonii5. W okresie okupacyjnym w mieście ulokowany został także system niemieckich więzień dla dorosłych oraz specjalny obóz dla dzieci i młodzieży polskiej (tzw. obóz przy ulicy Przemysłowej).

Fot. 5. Niemiecka publiczność w jednym z teatrów Litzmannstadt (Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 2–10632)

W latach 1939–1945 znacznym zniszczeniom i dewastacji uległ również łódzki przemysł. Zrujnowanych zostało wiele budynków, hal fabrycznych i maszyn. Część parku maszynowego wywieziono w głąb Rzeszy, zniszczono lub rozkradziono. Oprócz zwykłego rabunku maszyn i surowców następowała też likwidacja wielu zakładów. Te które pozostały, a w Łodzi była ich tylko jedna trzecia w stosunku do okresu przedwojennego, produkować musiały przede wszystkim na potrzeby wojenne. W 1941 r. zatrudnionych było w nich około 50 tysięcy osób (dla porównania – w 1939 r. pracowało tam dwa razy więcej robotników i robotnic). Dramatycznie zmalała także liczba zakładów rzemieślniczych i placówek handlowych. W Łodzi tych pierwszych było w 1939 r. około 30 tysięcy, natomiast w 1943 r. – już tylko trzy i pół tysiąca. Z kolei liczba sklepów zmalała z 25 tysięcy w 1939 r. do zaledwie około trzech tysięcy w 1941 r. i poniżej dwóch tysięcy w 1943 r.

Dymy Radogoszcza

W początkach roku 1945 Armia Czerwona i oddziały tzw. Ludowego Wojska Polskiego (LWP) zbliżały się do Łodzi. Dnia 18 stycznia jednostki 1. Frontu Białoruskiego pod dowództwem marszałka Żukowa – 1. i 2. Gwardyjska Armia Pancerna – przyspieszyły tempo natarcia w ramach operacji wiślańsko-odrzańskiej, osiągając główne, strategiczne linie komunikacyjne prowadzące do Berlina. Z kolei 8. Gwardyjska Armia, szturmująca pozycje niemieckie z przyczółku warecko-magnuszewskiego, zajęły przedpola miasta nad Łódką. Jeszcze tego samego dnia po południu czołowe jednostki 28. i 29. Gwardyjskiego Korpusu Armijnego osiągnęły linię kolejową, łączącą Warszawę z Piotrkowem Trybunalskim, a sowieckie rozpoznanie dotarło na przedpola podłódzkich miejscowości: Dmosina, Brzezin i Gałkowa. W tym samym czasie 5. Armia Uderzeniowa zdobyła Łowicz, wypierając z niego Niemców.

Sytuacja sprzyjała uderzeniu bezpośrednio na Łódź. Decyzję o nim podjął generał Wasilij Czujkow. W szybkim tempie opracowano plan szturmu, przewidujący obejście Łodzi od północy i zachodu. Tymczasem jednak Sowieci zatrzymali się na dobę na wyjściowej rubieży Dmosin–Brzeziny–Gałków. Żołnierzom dano szansę na krótki odpoczynek, a wydzielonym, specjalnym oddziałom rozpoznawczym – na zdobycie informacji o siłach niemieckich, stacjonujących w Łodzi i sąsiednich miejscowościach. Następnie – na etapie przygotowań do szturmu – cztery pierwszorzutowe dywizje 28. i 29. Gwardyjskiego Korpusu Armijnego podeszły do miasta, aby zająć pozycje wyjściowe do natarcia.

W ataku brały udział główne siły 28. i 29. Korpusu, wykonując jednoczesne uderzenia ze wschodu, północnego wschodu i z zachodu, przez Zgierz na Konstantynów Łódzki. I tak 88. Gwardyjska Dywizja Strzelecka, prowadząca natarcie na ryzykownie szerokim odcinku, wyszła z powodzeniem na linię Piątek–Ozorków. Z kolei grupa pancerna, złożona z 11. Brygady Pancernej i trzech samodzielnych pułków czołgów, pod dowództwem generała Matwieja Wajnruba, znalazła się na zachodnim skraju miasta i zamknęła wojskom niemieckim drogi odwrotu w tym kierunku. Równocześnie 4. Gwardyjski Korpus Armijny, pozostający do tej pory w odwodzie, został przerzucony na prawe skrzydło natarcia. Intencją sowieckich sztabowców było uniknięcie walki w samym mieście.

O północy z 18 na 19 stycznia Sowieci przystąpili do realizacji decydującego etapu szturmu. Natarcie rozpoczęły jednostki 28. Gwardyjskiego Korpusu Armijnego wraz z grupą pancerną generała M. Wajnruba. Grupa pancerna dotarła na południowo-zachodni skraj Łodzi, a jednostki 28. Gwardyjskiego Korpusu Armijnego zajęły kolejno Ozorków, Aleksandrów Łódzki i Radogoszcz. Zwiadowcy sowieccy osiągnęli szosę Łódź–Konstantynów Łódzki. Jednostki niemieckie szybko wycofywały się na południowy zachód. Jednak pomimo błyskawicznego odwrotu, wielu żołnierzy Hitlera zostało podczas batalii o miasto wziętych do niewoli. Dnia 19 stycznia 1945 r. Łódź została ostatecznie zajęta przez 8. Gwardyjską Armię wspieraną przez związki taktyczne sowieckiej 16. i 18. Armii Lotniczej6.

W rezultacie manewru oskrzydlającego, wykonanego przez jednostki Armii Czerwonej, miasto nie zostało zniszczone (działały m.in. wodociągi i elektrownia). Równocześnie radość mieszkańców z zakończenia niemieckiej okupacji mieszała się z rozpaczą na wieść o masowym niemieckim mordzie na osadzonych w więzieniu na Radogoszczu. Więzienie to – ulokowane w dawnej fabryce Samuela Abbego – zostało w nocy z 17 na 18 stycznia podpalone przez uciekających z Łodzi okupantów. W efekcie pożaru i ostrzału ludzi usiłujących wydostać się z płonącego budynku zginęło w przybliżeniu 1200–1500 więźniów, których pogrzeb odbył się 28 lutego 1945 r. na cmentarzu pod wezwaniem św. Rocha7. Z kolei obawy o przyszłość, spowodowane nadejściem wojsk sowieckich, zdawały się potwierdzać ekscesy (rozboje i kradzieże), jakich dopuszczały się w Łodzi i okolicznych miejscowościach tyłowe jednostki Armii Czerwonej.

Mimo że większość obszarów regionu i samo miasto uniknęły zniszczeń w wyniku bezpośrednich działań wojennych w 1945 r., to jednak bilans gospodarczy okresu okupacji hitlerowskiej był porażający. Jak już wspomniano, polityka okupanta miała charakter rabunkowy i wyniszczający gospodarkę miasta. Niemcy częściowo zniszczyli też infrastrukturę mieszkaniową w dawnej zamkniętej dzielnicy żydowskiej na Bałutach8.

Warto tu przypomnieć, że w 2006 r. z inicjatywy Urzędu Miasta Łodzi ukazał się dokument zatytułowany Raport z oszacowania strat i szkód poniesionych przez miasto Łódź wskutek wybuchu i trwania II wojny światowej oraz wynikłych z organizacji i funkcjonowania Litzmannstadt Getto. Autorzy raportu (ekonomiści, historycy i archiwiści) zdecydowanie zaprzeczyli dość powszechnemu – i jak się okazało całkowicie mylnemu – przekonaniu, że Łódź nie poniosła w okresie II wojny światowej znacznych strat. Zwrócili przy tym uwagę zarówno na zastraszające dane demograficzne – spadek liczby ludności miasta o ponad 350 tysięcy osób – jak i na wielkie szkody materialne poniesione przez mieszkańców miasta, spustoszenia w urządzeniach miejskich, łódzkim przemyśle i handlu.

Uczeni i eksperci podsumowali również straty wynikające z funkcjonowania Litzmannstadt Ghetto (w tym grabież mienia mieszkańców dzielnicy zamkniętej i wykorzystywanie ich niewolniczej pracy). Ostatecznie specjalny zespół autorów Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego – Oddział w Łodzi oszacował straty wojenne Łodzi (po ich przeliczeniu na aktualną wartość pieniądza) na około 40 miliardów złotych9.

Wyzwoliciele czy okupanci?

Czy jednoznaczne twierdzenie, że w styczniu 1945 r. Łódź została „wyzwolona” przez Armię Czerwoną, jest uzasadnione? Czy nie należałoby raczej mówić jedynie o usunięciu z miasta okupacji niemieckiej i zaprowadzeniu rządów uzależnionych z kolei od wschodniego sąsiada Polski? Czy nie jest słuszna zdecydowana, bezkompromisowa interpretacja tego wydarzenia wskazująca na zastąpienie okupacji niemieckiej nową – sowiecką? Pakt Ribbentrop–Mołotow z 23 sierpnia 1939 r., sowiecka agresja 17 września 1939 r., deportacje i zbrodnie na polskich Kresach Wschodnich przedwojennej Drugiej Rzeczypospolitej; zbrodnia katyńska; dramatyczne losy żołnierzy i oficerów Armii Krajowej (AK) oraz przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego, zaangażowanych w przeprowadzenie akcji Burza, które określały egzekucje, uwięzienia i zsyłki w głąb Związku Sowieckiego; aresztowanie przywódców Polski Podziemnej w marcu 1945 r.; wreszcie zagarnięcie wschodnich województw przedwojennej Polski przez ZSRS pozostają wszak w jaskrawej sprzeczności z jednoznacznym, prostym terminem „wyzwolenie”.

Fot. 6. Aktor, reżyser, dyrektor i... pułkownik Ludowego Wojska Polskiego, Władysław Krasnowiecki (Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-K-10308–1)

Warunki polityczne, militarne oraz wyjątkowa sytuacja tworzenia nowego ładu powojennego, uzgodnionego przez przywódców zwycięskich mocarstw, miały zasadniczy wpływ na dalsze losy Polski. Rzeczpospolita została pozostawiona pod wpływami Związku Radzieckiego w tak zwanym bloku wschodnim, w którym wszelkimi dostępnymi sposobami realizowano odmienną aniżeli w państwach zachodnich Europy politykę wobec obywateli. Niepodległościowe koncepcje i działalność oraz patriotyczna przeszłość wojennych konspiratorów stały się pretekstem i przyczynkiem do podjęcia z nimi bezkompromisowej walki przez rodzimych komunistów, wspieranych potężnym sowieckim aparatem represji.

Z drugiej strony – jeśli by zastosować węższą perspektywę i przyjąć punkt widzenia łódzkiej społeczności, która nie miała jeszcze okazji odczuć na własnej skórze doświadczeń sowieckiej okupacji (stały się one w okresie Polski międzywojennej i II wojny światowej trzykrotnie – w latach 1920, 1939–1941 i 1944–1945 – udziałem Polaków, zamieszkujących tereny na wschód od Wisły i Bugu), należałoby powyższą ocenę zmodyfikować bądź co najmniej zniuansować.

W łódzkim getcie do końca niemieckiej okupacji przetrwało kilkuset Żydów. Grupa więźniów ocalała z pożaru więzienia na Radogoszczu. W Łodzi ukrywali się uciekinierzy, którzy wydostali się z rąk okupanta podczas ewakuacji niemieckich więzień przy ulicach Sterlinga czy Gdańskiej. Łodzianie odczuwali strach przed niemieckimi deportacjami w głąb Rzeszy, łapankami i egzekucjami. Dla nich wszystkich rzeczywiście nadeszło „wyzwolenie” – od codziennego strachu o życie.

Dla mieszkańców miasta nad Łódką, poddanych dotąd nieustannemu terrorowi i germanizacji, nowa rzeczywistość nie jawiła się zatem w ponurych barwach. Wrażenie „wyzwolenia” podtrzymywał widok biało-czerwonych flag na budynkach, polskich żołnierzy z orzełkiem na czapkach (choć pozbawionym korony) na ulicach i polskich funkcjonariuszy oraz urzędników w uruchamianych instytucjach partyjnych, miejskich i państwowych – choćby nawet i takich jak w kamienicy przy placu Komuny Paryskiej, gdzie przez kilka lat, bo aż do 1952 r., miał swą siedzibę Komitet Łódzki komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej (PPR).

Również działania nowych polskich władz odczytywano w znacznej mierze jako próby przywracania w mieście normalnej egzystencji. Prasa – po ponad pięciu latach niemieckiej okupacji wydawana wreszcie w języku polskim! – informowała np., że w dawnym pałacu zimowym Poznańskich przy ulicy Gdańskiej 21 otwarto Dom Kultury Robotniczej. Natomiast przy ulicy Piotrkowskiej 13 rozpoczęto rejestrację inwalidów wojennych. Wzywała do niej Tymczasowa Komisja Organizacyjna byłego Związku Inwalidów Wojennych Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie z jej zapowiedziami zarejestrować się mogli wszyscy inwalidzi wojenni z obecnej i byłej armii polskiej, byłej armii rosyjskiej, a także wdowy i sieroty po nich, bez różnicy narodowości i wyznania (z wyjątkiem Niemców).

Powojenna codzienność

Z drugiej strony uwagę łodzian zaprzątały przyziemne problemy niełatwej powojennej codzienności. W pierwszych tygodniach po likwidacji niemieckiej okupacji w mieście brakowało żywności i węgla. Występowały też kłopoty transportowe. To powodowało, że w prasie pojawiały się apele nowych miejskich władz, by oszczędzać prąd. Przy tej okazji specjalne, wyjątkowo restrykcyjne zarządzenia skierowano do ludności niemieckiej, która nie zdążyła jeszcze uciec z Łodzi. Zabraniano Niemcom łódzkim używania wszelkiego rodzaju grzejników elektrycznych. Korzystać mogli tylko z jednej lampy, przy czym zużycie energii w ciągu miesiąca nie mogło przekroczyć trzech kilowatów na mieszkanie. W przeciwnym razie prąd miał zostać odcięty. Zarządzenia te zjednywały zresztą poparcie mieszkańców miasta dla jego nowych włodarzy – zadośćuczynienie przez rządzących zrozumiałej wrogości do Niemców i chęci odwetu, żywionym przez łodzian, stawało się jeszcze jednym spoiwem i płaszczyzną porozumienia pomiędzy rządzonymi i nową władzą.

Zarządzający miastem tłumaczyli przy tym łodzianom, że niedługo skończą się wszystkie kłopoty. Mieszkańcy miasta nad Łódką mieli bowiem pretensje, że choć nie ma wojny, to dalej w mieście jest zamkniętych wiele sklepów. Władze z kolei zapewniały, że sklepy zostaną możliwie szybko otwarte, a nowe zarządzenia uruchomią wolny rynek handlowy. Informowano, że zagrabione przez Niemców sklepy wrócą do właścicieli, a towary pozostawione przez nich w czasie ucieczki przejdą na własność państwa. Wpływy, jakie miała przynieść ich sprzedaż, zamierzano przeznaczyć na pomoc jednostkom szczególnie przez okupanta poszkodowanym, pozbawionym możliwości uruchomienia nawet skromnego własnego przedsiębiorstwa.

Łodzianie skarżyli się też na złe zaopatrzenie, braki w aprowizacji. Przedmiotem troski władz stało się zatem zapewnienie dostaw choćby najpotrzebniejszych produktów – ziemniaków, chleba i mięsa. Z satysfakcją informowano w prasie, że do Łodzi docierają kolejne transporty żywności. Powołano też specjalną komisję, która zajęła się jej rozdziałem, tak, by pomoc dotarła do wszystkich łodzian. Wprowadzono kartki na żywność i inne podstawowe produkty – cukier, sól, słoninę, kawę zbożową, smalec, ale także zapałki czy mydło.

Władze miejskie uspokajały łodzian, że rychło nastąpi obniżenie wysokich cen artykułów żywnościowych. Ci narzekali bowiem powszechnie na szerzącą się drożyznę. Skutecznym, doraźnym instrumentem do walki z wysokimi cenami miało stać się prawdziwe „polowanie” na spekulantów. Prasa nagłaśniała też kampanie prowadzone przeciwko „gospodarczym aferzystom”. Obszernie opisywała np. skandal w Zjednoczeniu Przemysłu Papierniczego. Jego dyrektor Zygmunt Siewierski miał sprzedać po paskarskich cenach trzy miliony tzw. gilz, czyli tulei z papierem do papierosów, zarabiając na tej operacji ponad 200 tysięcy złotych. Na celowniku władz znaleźli się też kierownicy sklepów tytoniowych przy ulicach Piotrkowskiej i Legionów, którzy mieli sprzedawać papierosy po zawyżonych cenach. W okresie powszechnej biedy zwalczanie „spekulantów” i nagłaśnianie tej akcji stawało się prostym i skutecznym zabiegiem umożliwiającym nowym włodarzom miasta pozyskanie poparcia wśród rządzonych.

W Łodzi było także wiele wolnych mieszkań, między innymi pozostawionych przez Niemców. W lutym 1945 r. ogłoszono w „Dzienniku Łódzkim”, że będzie opublikowany spis wolnych mieszkań w mieście. Za takie uważano mieszkania, które do 18 stycznia tego roku zajmowali Niemcy oraz nie zajęte. Prasa donosiła przy tej okazji o aferze, jaka wybuchła w jednej z rejonowych komisji mieszkaniowych, zajmujących się udostępnianiem lokali potrzebującym. Sprytem wykazał się pracujący tam... woźny, który sprzedawał mieszkania na własną rękę, czyniąc z tego nielegalnego procederu intratny interes. Wydawał nawet odpowiednie zaświadczenia – także na przejęcie wyposażenia lokali opuszczonych przez Niemców.

W mieście pozwolono osiedlić się – co prawda w ruinach łódzkiego getta, w zniszczonych, starych domach – Romom. Mieszkali oni grupowo, w okolicach wyznaczonych przez ulice Franciszkańską, Lutomierską i Brzezińską. Zorganizowani byli według własnych zwyczajów. Każdy dom miał swojego sołtysa, każdy blok wójta, a wszyscy Romowie w Łodzi podlegali burmistrzowi. Sołtysem jednego z domów przy ulicy Lutomierskiej został nawet Roman Kwiek, kuzyn samego króla polskich Romów.

Fot. 7. Kazimierz Rudzki (Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 42-L-425–3)

Urodzonym w czasie wojny polskim dzieciom nadawano imiona tylko ze specjalnie przygotowanej listy. A na drugie imię dostawali obowiązkowo Kazimierz, Kazimiera i Zofia. Już w roku 1945 ukazało się zatem rozporządzenie, które dawało możliwość zmiany imion narzuconych przez okupantów10.

Pozory normalności powojennej sytuacji nadawało ożywienie życia kulturalnego. Ruszyły łódzkie kina – „Bałtyk” i „Przedwiośnie”. Już w połowie 1945 r. pokazywały one podczas seansów nie tylko filmy fabularne, ale również materiały informacyjne, przygotowane przez Polską Kronikę Filmową.

Na spektakle zapraszały też łódzkie teatry. W 1945 r. w mieście działało ich już kilkanaście. Największym uznaniem publiczności cieszył się Teatr Wojska Polskiego, działający przy ulicy Cegielnianej 63, którym kierował major Władysław Krasnowiecki (godzi się przypomnieć, iż szefem literackim placówki był sam Adam Ważyk – słynny polski poeta i prozaik, znany ze swych prokomunistycznych sympatii).

Teatr ten przybył z Lublina i dość szybko zdobył ogólnopolską sławę. Pierwszym jego spektaklem było Wesele Stanisława Wyspiańskiego, które ściągnęło do miasta publiczność z całej Polski. To w tym spektaklu zadebiutował Andrzej Łapicki – pierwszy amant polskiej sceny, a przy tym gwiazda teatru, kina i (w przyszłości) telewizji. Właśnie w Łodzi miał zdobyć swój dyplom aktorski. Powodzeniem wśród publiczności cieszyła się też sztuka Juliusza Słowackiego Fantazy.

Przedstawienia Teatru Wojska Polskiego reżyserowały takie znakomitości jak Juliusz Osterwa, Jan Kreczmar, Aleksander Zelwerowicz i Kazimierz Rudzki. Niełatwy to był chleb dla ówczesnych twórców, gdyż władze naciskały na zgoła inny repertuar: rosyjski bądź wprost sowiecki, sławiący przy tym ducha nowych czasów.

Dużą popularność zyskał również Teatr Miniatur „Syrena”, mieszczący się w gmachu kina „Grand” przy ulicy Traugutta – na piętrze w Grand Hotelu. W zespole teatralnym, kierowanym przez Jerzego Jurandota występowali m.in. Edward Dziewoński, Stefania Grodzieńska i Alina Janowska. Ich praca nie była jednoznacznie oceniana – popularni wśród łodzian, byli równocześnie atakowani przez „zaangażowanych politycznie” krytyków i recenzentów za hołdowanie przedwojennym formom teatralnym11.

Tymczasem Rada Narodowa Miasta Łodzi podejmowała pierwsze decyzje co do zmiany nazw ulic w mieście. I tak patronem ulicy Przejazd został jeden z wielkich, historycznych liderów Polskiej Partii Socjalistycznej, Ignacy Daszyński. Z kolei ulicę Cegielnianą zmieniono na Jaracza. Patronem jeden z ulic miał też zostać Janusz Michałowicz, lekarz-społecznik, twórca sportu robotniczego w Polsce.

W mieście działała także Akademia Służby Publicznej. Organizowała ona dla chętnych specjalne kursy wiedzy o tzw. Ziemiach Odzyskanych. Były one przygotowywane głównie dla nauczycieli, ale mogli w nich uczestniczyć również wszyscy ci, którzy chcieli tam wyjechać i rozpocząć nowe życie jako „pionierzy”.

W czasie II wojny światowej i niemieckiej okupacji nastąpiła likwidacja praktycznie całego polskiego życia zbiorowego. Niemcy zwalczali nie tylko wszystkie polskie organizacje polityczne, kulturalne, oświatowe, sportowe i charytatywne, ale także struktury, hierarchię i szeregowe duchowieństwo Kościoła katolickiego. Stracił on na terenie łódzkim swoich biskupów, większość księży i świątyń. Duchowni byli wysiedlani, mordowani lub wywożeni do obozów koncentracyjnych. Na koniec 1944 r. w sześciu katolickich kościołach posługę sprawowało zaledwie 11 kapłanów.

I ta część życia radykalnie się zmieniła – pomimo że nowi włodarze miasta wywodzili się spod czerwonego sztandaru. Po 1945 r. życie religijne zaczęło wracać na dawne tory. Z powrotem otwarto seminarium duchowne i Instytut Wyższej Kultury Religijnej. Łódzki oddział Caritasu zaczął znowu prowadzić przedszkola i sierocińce. Na początku 1948 r. w diecezji łódzkiej służyło ponownie blisko 250 księży. Równocześnie jednak Urząd Bezpieczeństwa (UB) inwigilował duchownych, starając się pozyskać materiały kompromitujące Kościół katolicki w Łodzi.

Nowa stolica?

Nowa władza miała w zanadrzu jeszcze jeden niebagatelny argument, którym mogła zjednać sobie łodzian. W styczniu 1945 r. Warszawa w zasadzie nie istniała. Po Powstaniu Warszawskim w wyniku walk i barbarzyńskich planowych wyburzeń, zrealizowanych przez Niemców w odwecie za narodowowyzwoleńczy zryw, była zniszczona w ponad 80%. „Pamiętam, że było bardzo cicho. Gdy ogląda się moje zdjęcia, wręcz słychać tę ciszę. Żadnego typowego dla miast hałasu, który zewsząd atakuje uszy. W tej ciszy było coś dziwnego, przejmującego. Ruch drogowy prawie nie istniał, na ulicach spotykało się też bardzo mało ludzi, w centrum nie dało się zauważyć większych grup” – relacjonował Henry N. Cobb, amerykański architekt, który jeszcze w 1947 r. jako 21-letni student zrobił kilkadziesiąt zdjęć miastu ruin nad Wisłą12.

Wielu nawet spośród Polaków myślało, że Warszawa już się nie odrodzi. Sprzyjało to plotkom o przeniesieniu stolicy do innego miasta, a Łódź, która i tak stała się faktycznie siedzibą wielu centralnych instytucji, wydawała się miastem naturalnie predestynowanym do przejęcia tej zaszczytnej roli. Nie może zatem dziwić, że część spośród mieszkańców miasta oczekiwała po nowych władzach takiej decyzji, wiele obiecując sobie po spodziewanym administracyjnym awansie dawnej Ziemi Obiecanej.

Co prawda już 3 stycznia 1945 r., a zatem jeszcze przed zajęciem Warszawy przez Armię Czerwoną, komunistyczny, tymczasowy rząd lubelski podjął decyzję o jej odbudowaniu i przywróceniu funkcji stolicy. Jego członkowie zdawali sobie bowiem sprawę, że jeśli zadecydowano by o przeniesieniu stolicy do innego miasta, to miałoby to jednoznacznie niekorzystny wydźwięk polityczny. Decyzja z 3 stycznia 1945 r. pociągnęła za sobą kolejne. Dnia 14 lutego powołano do życia Biuro Odbudowy Stolicy. W maju otwarto zaś wystawę „Warszawa oskarża”. Ukazywała ona rozmiar zniszczeń miasta, ale w kontekście perspektywy, że zostanie odbudowane. W czerwcu 1945 r. utworzono również Fundusz Odbudowy Stolicy. Pieniądze na ten cel zaczęto zbierać na terenie całego kraju.

Oczywiście równolegle pojawiały się głosy, że Warszawy być może nie uda się odbudować i że warto w związku z tym zastanowić się nad koncepcją przeniesienia stolicy do innego miasta. Mówili o tym zwłaszcza radykalni komuniści, o ortodoksyjnych poglądach, utożsamiający Warszawę ze stolicą dawnej „burżuazyjnej” Polski, symbolem sowieckiej i komunistycznej klęski 1920 r. i „niepokornym” miastem niepodległościowej konspiracji lat II wojny światowej. W tym kontekście wymieniana była nazwa miasta nad Łódką. Kandydatura ta miała, zdaniem przeciwników utrzymania stołecznego charakteru Warszawy, niezaprzeczalne atuty. Łódź nie została zniszczona w czasie wojny w stopniu nawet zbliżonym do dawnego Paryża Wschodu. Nie ciążyło też na niej piętno „stolicy okupowanej Polski”, jakie towarzyszyło Krakowowi. O ile Kraków uchodził przy tym za ostoję żywiołów konserwatywnych i narodowych, o tyle Łódź była miastem-symbolem ruchu robotniczego – „czerwonym grodem”. To dawało szansę poparcia nowych, komunistycznych idei przez jej mieszkańców. Zwolennicy tej koncepcji zapominali jednak, że ta przedwojenna, „czerwona Łódź” nie była komunistyczna, tylko… socjalistyczna. Co prawda na tle innych polskich miast komuniści mieli tu stosunkowo silną pozycję, ale i tak stanowili margines. Argumentem na rzecz Łodzi było też jej centralne położenie. Przed wojną znajdowała się w zachodniej części kraju. Po wprowadzeniu nowych granic znalazła się w środku Polski. Do Łodzi łatwo było dojechać z różnych zakątków kraju, miała dobre, nie zdewastowane połączenia komunikacyjne.

Łódź charakteryzowała jeszcze jedna zaleta, bardzo ważna z punktu widzenia partyjnych notabli, poszukujących – w nagrodę za przedwojenne prześladowania i poświęcenia z lat wojny – godziwych warunków egzystencji. Zniknęli z niej Żydzi, wymordowani przez Niemców. Sami Niemcy w większości też pośpiesznie opuścili miasto na przełomie 1944 i 1945 r. W samym sercu miasta było więc bardzo wiele wolnych mieszkań. Spora część komunistów, gnieżdżących się w małych mieszkankach na warszawskiej Pradze, marzyła o pięknym lokalu w śródmieściu Łodzi.

Sam „namiestnik Stalina”, prezydent Krajowej Rady Narodowej (i sowiecki agent!), Bolesław Bierut chciał przenieść stolicę do miasta nad Łódką. „Bierut był zdania, że stopień zniszczeń miasta w 1944 roku uzasadniał przeniesienie stolicy, i jako propozycję podawał Łódź. Mniejszość Rady Ministrów, której przewodził mój ojciec, upierała się za odbudową Warszawy” – relacjonował później we wspomnieniu o Edwardzie Osóbce-Morawskim, powojennym premierze Polski, jego syn Michał.

Jednak kiedy 22 stycznia 1945 r. delegacja polskich władz z B. Bierutem pojechała do Moskwy, Stalin zadecydował ostatecznie, że stolicą Polski ma być Warszawa. Za odbudową miasta opowiedzieli się też poniekąd sami warszawiacy, głosując… nogami. Gdy tylko można było przejść przez Wisłę w styczniu 1945 r., wracali, by sprawdzić, czy stoją ich domy. Tak zaczynało się wśród ruin prowizoryczne początkowo życie.