Wydawca: Zwierciadło Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 184 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Czułym okiem Czułym okiem - Tomasz Jastrun

Czułym okiem to wybór felietonów Tomasza Jastruna publikowanych od niemal 10 lat na łamach magazynu „Zwierciadło”. Rzeczywistość poddana czułemu – uważnemu acz wrażliwemu – oglądowi znakomitego poety, pisarza i dziennikarza.

Tomasz Jastrun - poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki, felietonista i reporter. Autor wielu książek m.in. Obok siebie, Rzeka podziemna. Był stałym felietonistą paryskiej „Kultury”, na której łamach, pod pseudonimem Smecz, rozpoczął serię felietonów „Z ukosa”, które następnie kontynuował w „Rzeczpospolitej” i „Newsweeku”. Od lat związany z miesięcznikiem „Zwierciadło”,

Opinie o ebooku Czułym okiem Czułym okiem - Tomasz Jastrun

Fragment ebooka Czułym okiem Czułym okiem - Tomasz Jastrun

Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o. ul. Karowa 31a, 00-324 Warszawa tel. 22 312 37 12 Dział handlowy:handlowy@zwierciadlo.pl © Copyright by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2013 Text © copyright by Tomasz Jastrun 2013 REDAKTOR PROWADZĄCY: Magdalena Chorębała KOREKTA: Karolina Wysokińska, Elżbieta i Wojciech Górnasiowie/ Redaktornia.com PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI: Natalia Baranowska /manukastudio.pl ISBN: 978-83-63014-96-4 Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Przytul się do mnie

Jesteśmy tacy delikatni

Aż strach

Oczy z niebem i łąką

Chroni powieka z bibułki

Nóż wchodzi w brzuch

Łatwiej niż w chleb

A krew

Przy nieostrożnym ruchu kierownicy

Wyfruwa jak spłoszony ptak

Nasza płeć

Meduza wyrzucona na brzeg

Tylko przez chwilę wilgotna

Wszystko w nas

Jest bardziej kwestią czasu

Niż w przypadku cegieł

A nawet kruchego szkła

Kamień posiada nad nami

Druzgocącą przewagę

Więc przytul się do mnie

Tylko czułość idzie do nieba

W kąciku ust

Pan Bóg, jeśli ktoś w niego wierzy, nie przypadkiem wymyślił rozpad, przemijanie i zapominanie…

Kiedyś nie było zegarków, czas niemierzony płynął inaczej. Lustra mieli tylko bogaci, inni przeglądali się nawzajem w swoich oczach. Nie było pism kobiecych i męskich, gdzie kultywuje się młodość, smukłość i piękno. Starzenie się jest dzisiaj wielkim nietaktem wobec ciała, ale z drugiej strony przecież nigdy ludzie nie żyli w zdrowiu tak długo, a starość nie miała takiej szansy na młodość.

Gdy mnie ktoś pyta, ile mam lat – jestem w konfuzji. Czasami czuję, że bardzo wiele, kiedy indziej, że 18. Zwykle mówię: Urodziłem się w roku 1950, a ile mam lat, nie wiem.

Trochę więc zabolał mnie list od młodej dziewczyny. Przesłała mi ładne wiersze, a gdy jej odpisałem, już w intymnej, ciepłej, poetyckiej atmosferze, jaka zapanowała między nami, zapytała: „Jak to jest z tą starością, opowie pan? Czy to siedzi w głowie, czy tam zaczyna się rodzić, kiedy Ciało nie ma już tej świeżości co niegdyś? A miłość, ta fizyczna, czy smakuje inaczej?”.

I ja mam to jej tłumaczyć jako starzec? Odpowiadam: czuję się tak samo jak wtedy, gdy byłem w Pani wieku, tylko czasami coś mnie uwiera tu i ówdzie, czuję, że wiem za wiele o świecie i ludziach, co nie robi mi dobrze na głowę.

A myślę: kiedyś ludzie starzeli się szybko, umierali na zapalenie wyrostka, ale czy nie czuli się bezpieczniej w niebezpiecznym świecie, gdzie jednak każdy był na swoim miejscu? Dzisiaj chociaż w każdej chwili możemy z komórki wezwać karetkę pogotowia, lęk przed chorobą i śmiercią stał się głębszy, może dlatego, że już widzimy – tylko pozornie udało nam się nagiąć prawa natury. Ludzie zaawansowani w latach nie chcą tych swoich lat, za to młodzi chcą sobie ich przydać. Przeraża mnie, jak dwunastolatki zaczynają życie seksualne, a małe lolitki się malują. Wolę doprawdy młodych starców niż „dorosłe” dzieci.

Zadanie dla xxi wieku: ocalić nasze dzieciństwo, a ludziom, którzy mają wiele lat, pozwolić czuć się młodymi. Moja mama, gdy ukończyła 75 lat, znalazła sobie przystojnego 80-latka, są już ze sobą kilka lat, trudno o lepszy związek. A kiedyś to było nie do pomyślenia. Wszyscy starzeli się, ale uważano, że kobiety robią to szybciej i bardziej radykalnie. Dlatego wielkie damy, też damy polskiej poezji, ukrywały daty swoich urodzin. Dzisiaj zapytać kobietę w średnim wieku, ile ma lat, nadal jest nietaktem, ale nie tak niewybaczalnym jak niegdyś.

Szymborska zapewne nie chciała ukrywać swojego osiemdziesięciolecia, ale żenowało ją, że wokół tyle było hałasu, pewnie napisze o tym ironiczny wiersz. Kiedyś znane poetki mogły jeszcze dokonywać, no, powiedzmy, drobnych retuszy. Najwięcej bodaj kłopotu historykom literatury sprawiła Pawlikowska-Jasnorzewska – wydawało się, że odmłodziła się o trzy lata, potem okazało się, że o pięć. Kazimiera Iłłakowiczówna zataiła trzy lub cztery lata… Maria Dąbrowska bodaj trzy? Nałkowska, którą podejrzewano o szczególne manipulacje swoją datą urodzin, tylko rok. Ale to właśnie ona na bankiecie ku jej czci w roku 1952 tak celnie powiedziała: „Wszystkiego byłabym się spodziewałam, ale tego, że będę stara, to nigdy”.

Nasza cywilizacja igra z czasem. A Pan Bóg, jeśli ktoś w niego wierzy, nie przypadkiem wymyślił rozpad, przemijanie i zapominanie, gdy my, budowniczowie nowej wieży Babel, chcemy zatrzymać czas. Najbardziej banalną i dostępną techniką jest fotografia. Gdy po latach oglądamy własne zdjęcia, czy nie jest nam czasami smutno? Może lepiej, gdyby ich nie było?

Swoją konfuzję upływem czasu zapisałem w wierszu Uśmiech.

Chciałbym

Zamieszkać w kąciku

Twoich ust

I abyś nagle

Zmarszczyła mnie

Swoim uśmiechem

Tak pogodzę się

Ze starością

wrzesień 2003

Niebezpieczeństwa masażu

Mężczyźni, którzy w dzieciństwie nie byli dotykani, pieszczeni, nie potrafią potem dotykać i nie lubią dotyku.

Wszystkie dramaty, stresy, nawet te z dzieciństwa, mamy zapisane czy raczej zasupłane w naszym ciele. Dotyk rąk je rozsupłuje. W tym mieszka przyjemność masażu, a też rokosz seksu.

Zaskakuje mnie, jak wielu mężczyzn ma do masażu stosunek podejrzliwy. Ci, którzy w dzieciństwie nie byli dotykani, pieszczeni, nie potrafią potem dotykać i nie lubią dotyku. Zwykle kiepscy z nich kochankowie. To nie jest problem mojego syna, był przytulany bez miary (właśnie wróciłem z jego wesela – tak to się kończy).

Znam kilku mężczyzn, którzy mówią, że nigdy nie oddaliby się w ręce męskiego masażysty. (Dziewczynki więcej dotykane w dzieciństwie mają potem mniej problemów z dotykiem). Śmiałem się z ich obaw i mam za swoje.

Chodzę, a raczej chodziłem do masażysty, miły, delikatny, chłopak przybyły z orientalnego kraju. Masował mi plecy, ale też zajmował się moimi udami. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Wewnętrzna strona ud, jeśli ktoś nie wie, zawiadamiam, to miejsce szczególne, co chyba nie jest zależne od płci. Tego dnia poczułem niepokój, masażysta bowiem, masując mi uda, posuwał się coraz dalej. Powinienem protestować, ale obok przyjemności czułem też ciekawość – powiedzmy, pisarską – jak daleko się posunie i co ja zrobię, jak się posunie. I się posunął. Niesłychane! A myślałem, że nic mnie już nie jest w stanie zadziwić. To było nasze ostatnie spotkanie.

Opowiedziałem o swojej przygodzie kilku znajomym. Kobiety, szczególnie pisarki, przejawiały wielkie zainteresowanie, nawet chęć skorzystania z usług orientalnego masażysty. Opisałem wydarzenie dziewczynie, która mieszka w dalekim mieście, słyszałem, że uwielbia masaż. Odpowiedziała mi z wielkim smutkiem: „Czemu mnie takie rzeczy nigdy się nie zdarzają”. Czasami nie wiemy, jaki wpływ na czyjeś losy mają nasze ot tak rzucone słowa. Nazajutrz dostaję od niej dziarski list, który mnie zaszokował, wydawała mi się taka nieśmiała.

„Obudziłam się dzisiaj w łóżku obcej dziewczyny, matko. Wstyd mi jak cholera. Ciągle się rumienię. Zafascynowała mnie twoja wczorajsza wiadomość i z myślą, że podobne rzeczy mi się nie zdarzają, poszłam do pubu na piwko. Rozmawiałam z miłą dziewczyną, którą znałam jedynie z widzenia. Aby uwolnić się od prymitywnych zalotów płci męskiej, zaczęłyśmy razem tańczyć, wszystko dla żartu. Tak myślałam. Nagle poczułam język na karczku. Przeszedł mnie miły dreszczyk, nie protestowałam. Wieczór dobiegł końca, głupia z uśmieszkiem zapytałam: «To co – do mnie czy do ciebie?», a ona mi na to zupełnie poważnie, że robi lepszą kawę… Miałam iść do domu, powinnam… a potem zupełnie zielona i naiwna nie wiedziałam, co robić… Dotykać innej kobiety jak samej siebie? Na początku próbowałam grać jakąś idiotyczną rolę. Ale powiedziała, że będziemy robić tylko to, co się nam spodoba, nic więcej. Wtedy pomyślałam, ach, co tam, dlaczego nie?! Jej dotyk był elektryzujący… Ja starałam się obserwować jej reakcje, próbowałam odgadnąć, co jej się podoba. Czułam jej oddech na własnej skórze. … Obudziłam się dzisiaj rano i, wyobraź sobie, pachniało kawą. To się nie powtórzy, nawet koleżanek z nas chyba nie będzie. Uśmiechałyśmy się dzisiaj rano obie. Ale nie żałuję… kochać się z kobietą to coś łagodniejszego, wolniejszego, co dotyka mojej duszy. Z mężczyzną seks jest bardziej zwierzęcy. Ale mimo wszystko mężczyźni są bardziej pociągający”.

Czasami kobieta zapragnie bliskości z inną kobietą, gdyż jest zmęczona złymi doświadczeniami z mężczyznami. Ciekawość i chęć przeżycia czegoś nowego mogą tu też być ważne, żyjemy w czasach, gdy wszystkim wszystko tak szybko się nudzi. Ale zwykle o przygodzie decyduje trudność znalezienia sobie czułego partnera, mężczyzny, który jako chłopiec nie zaznał czułości rodziców. Zaskakująco wiele kobiet deklaruje, że miały jakąś przygodę z inną kobietą. Świetnie je rozumiem. Nie należy mimo wszystko rezygnować z mężczyzn. Niektórzy jednak chcą się uczyć, a nauka czułości, chociaż niełatwa, jest możliwa i wskazana.

październik 2003

Rozpustni starcy i spinacze

Świat jest pełen wszystkiego, wystarczy tylko, że zwracamy na to coś baczną uwagę.

Moja znajoma jest lekarzem rodzinnym we wsi. Okazuje się, że i tam ludzie, nie inaczej niż w mieście, rozpaczliwie szukają kogoś, z kim można szczerze porozmawiać, komu można powierzyć swoje kłopoty. Takie funkcje pełni ksiądz, jeśli ma w sobie współczucie, i lekarz, jeśli ma siły. Moja znajoma nie ma już sił, a jednak wysłuchuje ludzi. Opowiada o pewnym małżeństwie. On ma 86 lat, jego żona jest sporo starsza, bardzo szczupła, waży niewiele ponad 30 kilo. On otyły, okazały, ale wygląda jak wędrowny dziad, na krzywych nogach, pochylony i wsparty o laskę. Jakiś czas temu wymagał medycznej pomocy, dusił się, był w złym stanie. Poruszona opowiada, że on to właśnie, już zupełnie zdrowy, wykuśtykał do jej gabinetu i powiedział:

– Pani doktor, niech pani da mi coś na pobudzenie.

– Na jakie pobudzenie? – Nie wiedziałam, o co mu chodzi.

– No, żebym mógł mieć stosunek.

Przestraszyłam się, leczę jego żonę, wiem, jaka ona delikatna, jak z bibułki, ma 92 lata i mogłaby tego nie przeżyć. Wstrząśnięta pytam, a właściwie krzyczę, słabo słyszy:

– Ze Stefanią?!!

Zamachał niecierpliwie rękami – nie ze Stefanią… z inną.

– To pan zdradzi żonę! – teraz już krzyknęłam, mimowolnie.

On na to:

– A co w tym dziwnego?

To koniec wiernie zacytowanego dialogu. Wiele kobiet teraz westchnie – tacy są mężczyźni, nawet po osiemdziesiątce, zawsze tacy sami.

Dzwoni do mnie M., kolega ze studiów, wiem, że jest po kilku piwach, tylko wtedy dzwoni. Opowiada o swoich dramatach, nie ma z czego żyć, dręczą go alkoholizm i depresja. Poczułem nagły przypływ serdeczności, jak do brata. Przypominam sobie naszą studencką młodość, smak nostalgii w ustach. Pytam go:

– Nadal zbierasz spinacze?

– Skąd wiesz? – zdziwił się.

W czasach studenckich zaraziłem się od niego tą zdumiewającą manią, o czym nawet nie wie. Kiedy szliśmy gdzieś razem ulicą, M. co chwila podskakiwał, by z triumfalnym okrzykiem podnieść metalowy spinacz, taki do papieru, plastikowych wtedy jeszcze nie było. Myślałem najpierw, że sam je rozrzuca. Ale kiedy zacząłem szukać ich wzrokiem, nagle przekonałem się, że świat pełen jest spinaczy. Znajdowałem je w najbardziej odludnych i niespodziewanych miejscach, w sierści psa, znalazłem nawet w serniku. Teraz już wiem, świat pełen jest wszystkiego, wystarczy tylko, że zwracamy na to „coś” baczną uwagę. Kapsle, zużyte prezerwatywy, nawet włosy łonowe w pożyczonych książkach…

Takie pilne zwracanie uwagi na jakąś cechę leży choćby u źródła nacjonalizmu – skupiamy się na tym, co negatywne w jakiejś nacji. I znajduje się to bez pudła, u Polaków, Rosjan, Żydów czy Wietnamczyków. Dlatego też bywamy kiepskimi sędziami walk bokserskich, zawsze wydaje się nam, że nasz bokser zadał więcej ciosów – patrz niedawna walka Michalczewskiego z Gonzalesem. Tak samo jest ze zdradami, kobiety lepiej widzą męskie zdrady, gdyż się ich boją. Zapominają, że ci mężczyźni z kimś zdradzają swoje partnerki – najpewniej z innymi kobietami.

A zdumienie mojej znajomej lekarki byłoby niemożliwe w Szwecji. Rozmawiałem tam z ludźmi mieszkającymi w luksusowych domach opieki społecznej. Przyznają się do bogatego życia seksualnego, ułatwionego, gdyż nikomu już nie grozi ciąża. Spotkałem w takim domu kobietę z Polski, powiedziała mi, że woli starość tutaj niż w Polsce, gdyż w kraju uczucia i erotykę ludzi starych uważa się za żałosne i zboczenie.

Jakiś czas temu nasze media, w tonie sensacji i skandalu, donosiły o inwalidach wojennych, którzy nakłaniali lekarzy, by ci przepisywali im viagrę na darmowe recepty. Komentarze przedstawicieli świata medycznego ziały oburzeniem – zdemoralizowani starcy, a na dodatek inwalidzi, korumpują lekarzy i za darmo wsuwają viagrę. A po co im ona?

A po to, do czego została stworzona.

My też zostaliśmy stworzeni, by się kochać, bez tego nie ma życia, a jak już nie służy to prokreacji, daje smak życiu.

grudzień 2003

Szukanie mężczyzny

Czy nie lepiej jednak cierpieć za własne błędy niż płacić za cudze?

Jak znaleźć sobie odpowiedniego mężczyznę? Najmądrzejsi nie mają na to recepty. Dlatego nadal aktualny jest dowcip: „Czym się różni mężczyzna od telefonu? Niczym. Albo jest pomyłką, albo zajęty, albo poza zasięgiem”. W końcu jednak ludzie jakoś dodzwaniają się do siebie i zawierają związki małżeńskie.

Jak znaleźć odpowiednią kobietę? Tu rad może być wiele. Ja sądzę, że mężczyzna musi zacząć od siebie, od szukania w sobie inteligencji i czułości… Mężczyźni mają łatwiej, gdyż kobiet dobrze skomponowanych jest wiele, a takich facetów niewielu. Jak w końcu znajdzie się jakiś czuły, inteligentny, interesujący, to pewnie zapuścił brzuch lub pije.

Z moich ostrzeżeń szczegółowych: kobiety powinny wystrzegać się mężczyzn, którym schną kwiaty doniczkowe. (Mój przypadek, niestety).

Kilka moich znajomych, szukając nadaremnie faceta w Polsce, wyjechało za granicę, by się przekonać, że tam niewiele jest lepiej, dwie stały się lesbijkami, nie wiem, z przekonania czy z rozpaczy?

Kiedyś kobiety nie miały takich problemów – decydowano za nie. Jeden z najmądrzejszych ludzi ubiegłych wieków, Michel de Montaigne, w swoich Próbach, które były księgą mądrości dla wielu pokoleń, pouczał: „Nie znam małżeństw, które prędzej przychodziły do niezgody i zmącenia, jak owe skojarzone wedle urody i pożądań cielesnych. … Dlatego podoba mi się ten zwyczaj, aby zawierać te związki raczej przez osobę trzecią niż własnymi rękoma, raczej rozeznaniem cudzym, nie własnym”. I światły mędrzec gani tych, którzy „mniemają, iż wyrządzają cześć małżeństwu, przydając doń miłość”.

Ktoś powie: małżeństwa współczesne kojarzone są wedle naszej wolnej woli, też rzadko są dobre. Czy nie lepiej jednak cierpieć za własne błędy niż płacić za cudze?

Zmiany obyczajowe galopują teraz w głąb xxi wieku. By się zorientować, gdzie jesteśmy, czasami robię ankiety w szkołach (będę z nich czasami korzystał w tych felietonach). Uczniów klas starszych i swoich studentów pytam o sprawy nie tylko obyczajowe. Odpowiadają na kartce papieru, anonimowo i szczerze. Niedawno badałem wzajemne widzenie się dziewcząt i chłopców. Wśród wielu pytań było też to: Czy uważasz, że kobieta może inicjować pierwsze spotkanie, umawiać się na randkę, czy zgodnie z tradycją powinien robić to mężczyzna? Dziewczyna ze stołecznego liceum mówi w imieniu wielu młodych kobiet: „Już dawno minęły czasy, kiedy to tylko do facetów należała inicjatywa. Jak mi się ktoś podoba, to go zwyczajnie podrywam albo proponuje spotkanie”. Kilka procent uczniów płci obojga uważa, że „kobieta, owszem, może… ale jednak lepiej, jeśli pierwszy krok zrobi facet”. A młodym mężczyznom na ogół podoba się, że już nie tylko oni muszą wykazywać się w tej trudnej dziedzinie inicjatywą. Ktoś pisze z przesadą: „tradycja jest dla zakompleksionych durniów”. (O nie, kolego, to nie jest takie proste, istnieje wiele złych tradycji, ale potępiać ją w całości to prosić się o koniec świata). Tylko dwa procent pytanych uważa, a płeć nie odgrywa tu roli, że należy się trzymać dawnej tradycji.

Uciekając od obłędu naszych czasów, uciekam w obłęd czasów dawnych, by uznać, że jednak żyjemy w dobrych czasach. Rzymski kronikarz Plutarch potrafi tak barwnie opisywać sceny przeszłości, jakby je filmował. Jest ii wiek p.n.e., oto Sulla, władca Rzymu, o jasnych włosach i szpecącym go uczuleniu na twarzy. Rzecz dzieje się w czasach, gdy na arenach kobiety siedziały obok mężczyzn, nie było jeszcze miejsc osobnych, jak potem. W pobliżu Sulli usiadła piękna kobieta Waleria. Nagle podeszła do imperatora (zwróćmy uwagę, że wtedy nawet władca nie miał ochrony), wsparła się na jego ręce, wyciągnęła z jego togi nitkę i wróciła na miejsce. Sulla spojrzał ze zdziwieniem, a ona rzekła: „Nic szczególnego, dyktatorze. Chciałam tylko zabrać odrobinę szczęścia Twojego dla siebie”. Wymienili spojrzenia, uśmiechnęli się do siebie, a potem wypadki potoczyły się błyskawicznie: „nawiązali ze sobą bliższe stosunki i zawarli związek małżeński”. Nie pytajcie, czy było to szczęśliwe małżeństwo, nie można być szczęśliwą żoną dyktatora, czy to jest Sulla, czy Kowalski. To był tylko przykład, jak kobiety radziły sobie w trudnych czasach.

marzec 2004

Kochać podwójnie?

Na miłość trzeba mieć czas, a my teraz nie mamy czasu.

Spotkałem ją na skrzyżowaniu ulic, szła jak lunatyczka.

– Cześć – powiedziałem.

Obudziła się. Jej twarz na plakatach, w telewizji była inna. Zrozumiałem, że widzę ją teraz naprawdę, ale odmienioną, z blizną troski.

Nagle zapytała:

– Jak myślisz, czy jest możliwe, by mężczyzna kochał dwie kobiety naraz?

To było dziesięć lat temu, ale nadal czuję ból głowy, gdy próbuję odpowiedzieć na to jej pytanie. Staliśmy wtedy w przejściu na torach tramwajowych. Domyśliłem się, o jakim mężczyźnie myśli. To z nim, żonatym, i to nie z byle kim, miała romans. Znałem go, wiedziałem, że został okaleczony w dzieciństwie i nie potrafi teraz kochać nikogo, siebie też nie. Domyśliłem się, że tak się tłumaczył: kocha ją, ale nie może od żony odejść, żonę też miłuje.

Wielu mężczyzn tak tłumaczy się przed swoją drugą wybranką: Kocham was dwie i już! Gdyby taki mężczyzna był szczery, powiedziałby że kocha jeszcze kilka innych kobiet, a może powiedziałby, nawet wszystkie atrakcyjne kobiety świata. Czyli nie kocha nikogo.

Piszę o tym, gdyż pytanie, czy można kochać dwie osoby, zadaje mi coraz więcej kobiet i mężczyzn. Jakby zjawisko stawało się powszechne, jakby mnożenie dóbr dotyczyć mogło też miłości, a miłość mogła być towarem.

Namiętność można czuć do wszystkich kobiet, wyglądających jako tako, a nawet byle jak. „Pozostawmy ładne kobiety ludziom bez wyobraźni”, napisał Proust. O miłości słyszymy codziennie w piosence. Można zanucić: „Miłość prosta i łatwa jak w piosence. Ale w życiu miłość rodzi się w męce”. Tak mi się to zrymowało.

Miłość wymaga wyłączności. A też czułości. I chyba tylko to w niej jest pewne. A poza tym to nie ma sensownej definicji miłości, na szczęście, gdyż wszystko, co w życiu ważne i piękne, definicjom się wymyka. Miłość też. Miłość to nie jest kwestia definicji, ale intuicji. Stąd tak wiele definicji miłości ma na wszelki wypadek żartobliwy charakter. „Miłość to rozkoszny okres między poznaniem dziewczyny i odkryciem, że wygląda ona jak dorsz”. (Pisał tak mężczyzna, rzecz jasna). Albo: „Miłość jest tylko wymianą dwóch fantazji i zetknięcia się dwóch naskórków”. To jest definicja przewrotna, oryginalna, powstała już w wieku osiemnastym. A wielki poeta Charles Baudelaire pisał: „Miłość – oaza strachu na pustyni nudy”.

Czytam znakomity dziennik węgierskiego pisarza Sándora Máraiego, bardzo tę książkę polecam! O miłości pisze przewrotnie: „Miłość jest pewnym stanem systemu nerwowego, który przemija. A ten szczególny stan nerwów wzbudza czasami w duszy ludzkiej tak wielkie napięcie, jakie przeżywają tylko święci w chwilach największej ekstazy”. Ładnie i trafnie.

Zacząłem dzwonić, pisać, pytać. Okazało się, że wśród kobiet młodszych i starszych przeważa taka opinia: „kobieta nie może kochać dwóch mężczyzn, może kochać jednego, a inny może wywoływać w niej chęć bliskości duchowej, w skrajnych przypadkach fizycznej”. Tu większość osób zgodnie uzupełnia, że mężczyźni z natury bardziej skłaniają się ku poligamii, więc oni od biedy mogą kochać dwie.

Czy można kochać miłością erotyczną dwie osoby naraz? Ciekaw jestem opinii naszych czytelników:

W listach czytam: „Zdarza się, że dwie kobiety akceptują trójkątny związek z jednym mężczyzną, na odwrót chyba jest rzadko. Wcześniej czy później ktoś jednak zacznie cierpieć, najpewniej ta, która kocha bardziej. Nikt nie lubi się dzielić tym, co najdroższe”.