Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2011

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Czuły punkt - Kate Hardy

Przystojny kardiochirurg i znany playboy James Alexander przyjeżdża do Penhally, by zacząć nowe życie – z dala od blichtru Londynu i natrętnych dziennikarzy. Jest zauroczony nadmorskim krajobrazem i panującą wokół ciszą. Jego uwagę zwraca także piękna, lecz nieśmiała doktor Charlotte Walker. Ona również znalazła tu spokojną przystań, która pozwala jej uporać się z przeszłością. James zaczyna uwodzić Charlotte. Ona jednak przekonała się na własnej skórze, że atrakcyjny wygląd nie jest gwarancją uczciwości i szlachetnego charakteru...

Opinie o ebooku Czuły punkt - Kate Hardy

Fragment ebooka Czuły punkt - Kate Hardy

Tytuł oryginału: Falling for the Playboy Millionaire

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2009

Redaktor serii: Ewa Godycka

Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2009 by Harlequin Books S.A.

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2011

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o.

00-975 Warszawa, ul. Starościńska IB lokal 24-25

Skład i łamanie: COMPTEXT®, Warszawa

ISBN 978-83-238-8420-0

MEDICAL – 500

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Czy to przypadkiem nie Sophia? – Blondynka podniosła kieliszek z szampanem w kierunku drugiego końca sali.

James wiedział, że powinien albo zmienić temat, albo po prostu odejść, ale nie mógł się powstrzymać. Spojrzał w tamtą stronę. Oto ona, Sophia Alexander, uwielbiana w towarzystwie bywalczyni przyjęć. Oparta o kolejnego w jej życiu przystojnego mężczyznę śmiała się, jakby nie miała żadnych zmartwień. I w zasadzie była to prawda.

– Aha – mruknął James, starając się, by zabrzmiało to obojętnie.

– Czyli nie jest już z tym włoskim modelem.

Z którym sfotografowano ją na jachcie sześć miesięcy po ślubie z Jamesem. Zdjęcie jego żony w kostiumie topless i jej kochanka obiegło gazety na całym świecie.

To stara historia. Bardzo stara. Po Włochu Sophia miała romans z hiszpańskim aktorem: kochanek numer dwa w jego pozwie rozwodowym. Potem był brazylijski piłkarz – pokazywała się z nim wszędzie na tydzień przed ich pierwszą rocznicą ślubu.

– Słyszałam, że to Francuz, jakiś szef kuchni – dorzuciła blondynka.

No cóż, z pewnością ugotuje dziś dla Sophii uroczystą „kolację rozwodową”. Między innymi.

I pomyśleć, że James chciał dziś uczcić swoją wolność, poczuć czystą radość z tego, że jego małżeństwo zostało prawnie zakończone. Powinien był się domyślić, że jego była żona też będzie to świętować, że zechce pokazać mu, jak ją to mało obchodzi i że zrobi doskonały użytek z pieniędzy, które jej przypadły w wyniku bardzo korzystnej ugody.

– Jak myślisz, kto będzie następny? Grecki restaurator? – zapytała blondynka.

Jeśli w ten sposób chciała sprawdzić, czy naprawdę przestał już myśleć o swojej byłej żonie, to mogła to zrobić bardziej taktownie. Już miał jej odpowiedzieć jakąś uszczypliwą uwagą, ale zobaczył w jej oczach coś, co dało mu do myślenia. Nie była tu zwykłym gościem, nie była też kobietą pozbawioną wyczucia. Była dziennikarką zbierającą materiał do artykułu i doskonale zdawała sobie sprawę, co ten dzień dla niego znaczy.

Dzień, w którym zapadło prawomocne orzeczenie sądu o rozwodzie.

Miał nadzieję, że gdy tylko Sophia wróci do swojego nazwiska Carvell-Jones, prasa przestanie go wreszcie męczyć. Cóż za naiwność.

– Nie mam pojęcia. Nie pilnuję swojej byłej żony.

– James cedził słowa, starając się położyć nacisk na „byłej”. – Przepraszam, ale muszę pogadać z kimś przy barze.

Oboje wiedzieli, że to kłamstwo. Kobieta o nic więcej już nie zapytała. James wyszedł z przyjęcia najszybciej, jak mógł. Z pewnością jutrzejsze brukowce będą się o tym rozpisywać. Oto James Alexander, biedny załamany chirurg, musiał patrzeć, jak jego była żona bawi się z kolejnym kochankiem w dniu rozwodu. A potem pojawią się rozważania, kto uleczy jego zbolałe serce.

Tymczasem nie było w tym słowa prawdy. Pomimo zawartej ugody Jamesa trudno było nazwać biednym i na pewno nie był załamany. Już dawno przestało mu zależeć na Sophii. Żałował jedynie, że uczucie do niej nie pozwoliło mu dostrzec przed ślubem jej prawdziwego charakteru: była rozpieszczoną panienką z wyższych sfer, która myśli jedynie o kolejnym przyjęciu.

„A co miałam robić? Nigdy nie zwracasz na mnie uwagi. To ty wepchnąłeś mnie w jego ramiona! ”. Te słowa dudniły mu echem w głowie. Rzuciła mu je w twarz, gdy spytał ją wprost o epizod na jachcie.

Tylko że wyszła za mąż za chirurga, a nie bywalca przyjęć. James nigdy przed nią nie ukrywał, że praca jest dla niego bardzo ważna. W kardiochirurgii i torakochirurgii liczyli się tylko najlepsi i on się do nich zaliczał. Wszystkie egzaminy zdawał z doskonałymi wynikami. Kochał swoją pracę, a w niej najbardziej to, że może komuś ofiarować przyszłość. Chyba Sophia była w stanie zrozumieć, że nie może odejść od stołu w połowie operacji tylko dlatego, że muszą zdążyć na przyjęcie. Na miłość boską, przecież lekarz nie może wyjść ze szpitala, dopóki pacjent nie opuści sali pooperacyjnej. James był chirurgiem i poważnie traktował wynikające z tego obowiązki.

Może Sophia spodziewała się, że się dla niej zmieni. Że wybierze inną specjalizację, na przykład chirurgię plastyczną, i będzie miał klinikę na Harley Street. Będzie pracował od dziewiątej do siedemnastej, przeprowadzał jedynie zaplanowane operacje i brał ogromne honoraria za zaspokajanie próżności celebrytów.

On był równie naiwny, spodziewając się, że Sophia zrozumie, na czym polega praca kardiochirurga dziecięcego i będzie gotowa pójść na ustępstwa, zamiast w przypływie złości rzucać się w ramiona pierwszego lepszego pajaca, który się do niej uśmiechnie.

Ich małżeństwo rozpadło się z takim samym rozgłosem, jak się zaczęło. James nie wystąpił z pozwem o rozwód w tym samym tygodniu, w którym Sophia baraszkowała na jachcie z tym swoim Włochem, a paparazzi robili im jedno zdjęcie za drugim, tylko dlatego, że według prawa rozwód można uzyskać dopiero rok po ślubie. Ze złożeniem papierów w sądzie musiał czekać sześć koszmarnych miesięcy. Sześć miesięcy, w ciągu których mógł jedynie patrzeć, jak jego żona pokazuje się z kolejnymi kochankami w plotkarskich magazynach.

Przynajmniej nie odpierała jego zarzutów. Zresztą przy takiej masie prasowych dowodów nie mogła się wyprzeć licznych zdrad.

James zamknął za sobą drzwi mieszkania. Miał już dość Londynu. Dość przyjęć. Dość wszystkiego – nawet imprez charytatywnych, które kiedyś tak chętnie organizował dla swojego szpitala. Naprawdę powinien chyba na jakiś czas wyjechać. Mógł oczywiście zadzwonić do ojca i wybrać się do jednego z należących do jego rodziny kurortów, ale wiedział, że tam będzie tak samo. Przyjęcia, debiutantki i celebryci.

Pragnął prawdziwego odpoczynku w jakimś cichym i spokojnym miejscu, gdzie nie będzie żadnych super-modelek ani panienek z wyższych sfer, zajmujących się jedynie zakupami i szukaniem bogatego męża, którego zaczną zdradzać kilka miesięcy po hucznym weselu.

Tylko że takiego miejsca nie ma.

Zaraz, a może jednak?

W Londynie studiował z Jackiem Tremayne’em. Jack był wtedy niezłym imprezowiczem, ale później przeniósł się do swojej rodzinnej Kornwalii. James nie pojechał na jego ślub do Penhally, bo nie chciał patrzeć na szczęśliwą młodą parę, gdy jego małżeństwo się rozpadało. Wysłał drogi prezent z mało przekonującym usprawiedliwieniem.

Ale cały czas zastanawiał się, dlaczego Jack dał się zagrzebać w takiej zapadłej dziurze. Czemu wrócił do małego nadmorskiego miasteczka, skoro w Londynie miał tyle możliwości?

Może to jednak Jack postąpił słusznie?

Może właśnie w Kornwalii, z dala od Londynu, Jamesowi uda się odnaleźć spokój?

Podniósł telefon i wybrał numer Jacka. Czekał dość długo i już miał zrezygnować, kiedy usłyszał zaspany głos:

– Halo?

James zerknął na zegarek. Na miłość boską, przecież nie minęła jeszcze północ, a jest sobota. Dawny Jack Tremayne o tej porze dopiero by zaczynał zabawę.

– Jack? Mówi James. Przepraszam, że cię obudziłem.

– Nie szkodzi. Zdrzemnąłem się, bo Helena akurat zasnęła – wymamrotał Jack.

Jasne, małe dziecko. Kompletnie zapomniał.

– Przepraszam, stary. – Miał prawdziwe wyrzuty sumienia.

– Wszystko w porządku? – spytał Jack.

– Tak. – Czyli nie. – Wiesz, przyszło mi do głowy… Kilka miesięcy temu wspomniałeś, że gdybym chciał przyjechać na parę dni…

– Mmmm…

– Przepraszam, nie powinienem był pytać. Przecież macie małe dziecko.

– Ależ daj spokój, jasne, że możesz przyjechać. Alison nie będzie miała nic przeciwko temu.

James pomyślał, że wręcz przeciwnie. Alison wcale nie byłaby zadowolona, ale nie miał o to do niej pretensji.

– Nie szkodzi, zatrzymam się w jakimś hotelu. Ale przyjemnie byłoby się spotkać i wypić razem piwo.

– Jasne. – Jack właśnie się rozbudził. – Wszystko w porządku, James? Jesteś jakiś przygaszony.

– Po prostu mam dość Londynu. – Nie chciał wspominać o rozwodzie. Nie miał prawa obarczać tym niewyspanego młodego ojca, nawet jeśli Jack był jedyną znaną mu osobą, która rozumiała, co to znaczy mieć dziennikarzy na karku. W przeszłości prasa brukowa nieźle się na nim wyżywała. – Idź spać, stary. Zadzwonię jutro o przyzwoitszej porze.

Jack roześmiał się.

– To znaczy po południu, kiedy już się wygrzebiesz z łóżka.

James zmusił się do śmiechu.

– Mniej więcej.

– Jeśli mówisz poważnie o wyjeździe z Londynu, to mogę ci pomóc. Widziałem niedawno w naszym biuletynie ogłoszenie o pracy. Szukają starszego lekarza na oddział kardiochirurgii. Może chcesz się tym zainteresować?

To by zahamowało jego karierę, ale z drugiej strony w małym szpitalu miałby większą odpowiedzialność. Zdawał sobie sprawę, że w wieku dwudziestu dziewięciu lat przed wejściem na kolejny szczebel zawodowej drabiny potrzebne mu jest większe doświadczenie. A to by była znakomita okazja.

– Bardzo chętnie.

– W szpitalu Świętego Pirana świetnie się pracuje – mówił Jack. – Rewelacyjne miejsce.

Nic dziwnego. W końcu spotkał tam miłość swojego życia. Jakby słysząc jego myśli, Jack ciągnął:

– Nigdy nie wiadomo, może poznasz kogoś, przy kim uda ci się zapomnieć o Sophii.

James roześmiał się ponuro.

– Chyba żartujesz. Żadnych związków, nigdy. Wiem, czym to grozi. – A prasa ma na ten temat ogromną dokumentację. W najdrobniejszych, doskonale widocznych szczegółach. O nie, już nigdy nie uwierzy w miłość.

– Dziękuję, od tej chwili żadnych zobowiązań.

Na szczęście Jack nie podjął tematu.

– Zadzwoń jutro. Pogadam przedtem z Alison.

– Dobra.

– I zastanów się nad tą pracą. Może tego ci akurat potrzeba.

Może, pomyślał James. Może przyjaciel ma rację.

– Czy ty w ogóle słyszysz, co do ciebie mówię? -Nick spojrzał z troską na swoją siostrzenicę.

– Mmmm… Właściwie nie – przyznała Charlotte. -Przepraszam, Nick, nie chciałam ci zrobić przykrości.

Po prostu myślisz tylko o tym swoim nowym ośrodku.

Właśnie, przyznała milcząco. I o nowym kardiochirurgu, który miał się pojawić w szpitalu Świętego Pirana, o Jamesie Alexandrze. Nie umiała pojąć, dlaczego dyrektor szpitala zatrudnił kogoś, kto spędził więcej czasu na przyjęciach niż przy pacjentach. Jako syn supermodelki i bogatego biznesmena James stanowił łakomy kąsek dla plotkarskich magazynów – widywała jego twarz w pismach przynoszonych na oddział przez pacjentów. Zwykle stał na czerwonym dywanie w smokingu, z uśmiechem tak doskonałym, że wyglądał jak kosztowne dzieło protetyki dentystycznej, a na jego ramieniu wspierała się jakaś piękna znana modelka z nogami po szyję.

Taki facet, przyzwyczajony do zamożnego towarzystwa i do przyjęć w najbardziej ekskluzywnych klubach, zanudzi się tutaj na śmierć w ciągu kilku godzin. Nie będzie umiał dostrzec piękna tego zakątka Kornwalii i uzna go jedynie za dziurę zabitą dechami. Zwolni się wtedy natychmiast i bez zastanawiania ruszy ku blaskom światowego życia, zostawiając innym pacjentów i obowiązki. Znakomicie, naprawdę.

– Charlotte!

– Przepraszam. – Posłała wujowi posępny uśmiech. -Znów mi gdzieś myśli odpłynęły.

– Nie chodzi tylko o ośrodek, prawda?

Przez moment chciała skłamać. Ale Nick Tremayne zawsze był dla niej dobry. Dał jej schronienie, gdy tego najbardziej potrzebowała. To było dwa lata temu, zaraz po procesie. Uznała, że skoro siedzi przy jego stole i pije jego kawę, to winna mu jest przynajmniej szczerość.

– Denerwuje mnie ten nowy lekarz.

– Denerwuje cię? – Wziął ją za rękę i lekko uścisnął.

Uśmiechnęła się, wiedząc, o czym wuj nie mówi głośno ze względu na nią.

– Nie, nie o to mi chodzi. – Dawno minęły czasy, kiedy nie była w stanie zostać sama w pokoju z jakimkolwiek mężczyzną. – Po prostu uważam, że to strata miejsca. Typowy imprezowicz. Żałuję, że nie wybrali kogoś, kto by się poświęcił pracy, zamiast faceta, który błyszczy w chwale gazetowych tytułów.

Nick zmarszczył czoło.

– Nie mam prawa go oceniać, biorąc pod uwagę to, jak traktowałem Jacka.

– Ale on ci wybaczył i macie teraz ze sobą dobre relacje. To jest najważniejsze.

– Może ten gość nie okaże się taki zły, jak myślisz.

Charlotte żachnęła się.

– Nawet jeśli prasa przesadza, to nie sądzę, żeby James Alexander zagrzał tu miejsce.

– Powiedziałaś James Alexander? – zainteresował się Nick.

– Tak. Znasz go?

– To przyjaciel Jacka. Z czasów londyńskich.

– Z szalonych czasów londyńskich? – Widząc, że Nick kiwa głową, dodała: – W takim razie podtrzymuję swoje zarzuty.

– Ludzie się zmieniają, Charlotte. Daj mu szansę.

– Hm. – Wolała zmienić temat. Doświadczenie jej mówiło, że mężczyźni na ogół się nie zmieniają. No, może Nick się trochę zmienił. Odbudował relacje z dziećmi i po śmierci żony stworzył z nimi prawdziwą rodzinę. Ale to wymagało dużego wysiłku także ze strony Jacka, Lucy i Edwarda. Dzięki Alison Jack też się ustatkował, ale w oczach Charlotte on i Nick stanowili jedynie wyjątki potwierdzające regułę. – Za dwa tygodnie otwieramy nasz ośrodek kryzysowy dla ofiar gwałtów. Moja przyjaciółka Maggie kończy stronę internetową.

– To świetnie. – Nick uśmiechnął się. – Annabel byłaby z ciebie dumna. Zawsze powtarzała, że jesteś wrażliwa, zdolna i dobra.

– Taka jak ona. – Charlotte uwielbiała swoją ciotkę. Brakowało jej dobroci i zdrowego rozsądku Annabel.

– Bardzo mi ją przypominasz. – powiedział Nick cicho. – I to nie tylko z wyglądu. Masz w sobie taką samą wewnętrzną siłę. Jestem z ciebie dumny podobnie jak ona. Trzeba wielkiej odwagi, żeby robić coś takiego, kiedy…

– Kiedy się samemu przez to przeszło? – Charlotte objęła się ramionami. – Właśnie dlatego to robię. Bo wiem, jak to jest. Tak, to boli. Przywołuje sprawy, o których wolałabym zapomnieć. Ale ponieważ… – Przełknęła, czując w ustach gorzki smak. – Łatwiej jest rozmawiać z kimś, kto to przeżył i komu nie trzeba wszystkiego tłumaczyć. Gdybym się wycofała, to Michael byłby zwycięzcą. -Uniosła lekko głowę. – To już nigdy się nie powtórzy, Nick. Nie pozwolę, żeby wygrał. I będę pomagała innym ludziom, tak samo jak inni ludzie pomogli mnie.

– Ale nie masz jeszcze tego całkiem za sobą – stwierdził Nick. – Z nikim się nie spotykasz. Trzy lata to kawał czasu.

– Myślisz, że twój sposób jest lepszy? – odparowała Charlotte. – Bez przerwy się z kimś umawiasz, żeby tylko nie mieć czasu na myślenie.

Nick zaczerwienił się gwałtownie.

– Nie musisz być dla mnie niemiła.

Charlotte skrzywiła się.

– Przepraszam, nie chciałam. Zwłaszcza wobec ciebie mam dług wdzięczności. Gdyby nie ty, nie miałabym gdzie prowadzić ośrodka. – Jako starszy wspólnik przychodni w Penhally, Nick wspaniałomyślnie pozwolił jej korzystać raz w tygodniu z jednego gabinetu. W zamian Charlotte obiecała, że poprowadzi kilka zajęć na temat profilaktyki sercowej, w tym zajęcia dla kobiet po menopauzie w prowadzonej przez Gemmę poradni dla kobiet.

– Znalazłabyś jakieś inne miejsce.

– Ale Penhally jest po prostu idealne. W tym miasteczku jest coś… Może mówię jak stuknięta, ale jest w nim coś uzdrawiającego.

Nick uśmiechnął się.

– Nie jesteś stuknięta. I masz rację, często się umawiam z kobietami. Może za często. Ale nigdy nie zapomniałem o twojej ciotce. – Westchnął głęboko. – Będzie mnie straszyć do końca życia.

Wzięła go za rękę.

– Annabel wcale by nie chciała, żebyś był smutny. Stała się rzecz straszna, ale to niczyja wina. To był jeden z tych idiotycznych, bezsensownych przypadków. Ale ona by nie chciała, żebyś żył w ten sposób. Nie kłóć się ze mną, wiem, co mówię, boją znałam. Ona myśli, myślała – poprawiła się szybko – tak samo jak moja mama. Chciałaby, żebyś poznał kogoś, kto by cię kochał tak jak ona. Musisz zacząć życie od nowa. – Uśmiechnęła się lekko. – Przyganiał kocioł garnkowi. – Sama też nie otrząsnęła się do końca po Michaelu. – Lekarze rzadko słuchają swoich własnych rad, prawda?

– Masz rację – zgodził się Nick.

– Może oboje powinniśmy się bardziej postarać.

– Może. – Nick podniósł kubek z kawą. – Za twój ośrodek i za dobre stosunki w pracy z Jamesem Alexandrem.

– Za ośrodek i za to, żebyś poznał kogoś, kto cię uszczęśliwi tak samo jak Annabel – odpowiedziała Charlotte, podnosząc swój kubek.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Nie powinnaś pójść na lunch? – W drzwiach stanęła Steffie, pielęgniarka oddziałowa na oddziale kardiochirurgicznym.

Charlotte podniosła głowę znad notatek i pokazała leżące przed nią kanapki.

– Proszę. To moje jedzenie.

– Ale nie jesz, tylko pracujesz – poprawiła ją Steffie.

– I nie robisz sobie przerw w pracy.

– Tak jest na razie, dopóki ośrodek nie zacznie sprawnie działać. Przez najbliższe dwa tygodnie będę miała mnóstwo spraw do załatwienia. Wolę się tym zająć w czasie przerwy na lunch niż wieczorami, gdyby okazało się, że muszę kogoś złapać w godzinach pracy.

– Mam nadzieję, że to się wkrótce skończy. Martwię się o ciebie.

– Nie ma powodów. – Charlotte uśmiechnęła się do przyjaciółki. – Przecież mnie znasz, nie lubię bezczynności.

– No to jutro będziesz jeszcze bardziej zajęta.

– Czym?

Steffie westchnęła.

– Zapomniałaś? Jutro zaczyna pracę nasz nowy kardiochirurg, James Alexander.

Charlotte wzruszyła ramionami.

– No to pewnie się tu pojawi, żeby nas poznać.

– Nie było cię, jak tu zajrzał po rozmowie kwalifikacyjnej, ale widziałaś przecież jego zdjęcia w gazetach. Jest najprzystojniejszym facetem, jaki kiedykolwiek pojawił się w naszym szpitalu. Jak możesz zachować taki spokój, skoro wszystkie dziewczyny aż dostają palpitacji?

– To proste – odparła Charlotte cierpko. – Od plotek przy kawie wolę ciemną czekoladę i dobrą książkę.

Steffie roześmiała się.

– Założę się, że on podziała także na ciebie.

– Powinnam się z tobą założyć o grube pieniądze – oznajmiła Charlotte z uśmiechem. – Nie podziała na mnie, bo nie jest w moim typie.

– A kto jest w twoim typie?

Nikt. Ale nie mogła się powstrzymać, żeby nie zażartować z przyjaciółki.

– Zdradzę ci moją tajemnicę.

Steffie z zaciekawieniem podeszła do biurka.

– Nie umawiam się z nikim, bo jestem po ślubie – powiedziała Charlotte szeptem.

Steffie otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.

– Żartujesz!

– Mówię poważnie, przysięgam.

– Ale pracujesz tu od dwóch lat i nigdy o mężu nie wspominałaś. Nikt go na oczy nie widział.

– Ty go często widywałaś. – Charlotte uśmiechnęła się szeroko. – Ja po prostu wzięłam ślub ze swoją pracą.

Steffie dała jej przyjacielskiego kuksańca.

– Z tobą nie da się wytrzymać.

– Da. Ale bardziej mnie ciekawi moja praca niż facet o nadmiernie rozbudowanym ego.

Steffie zamrugała gwałtownie.

– Więc go już poznałaś? A może słyszałaś o nim jakieś plotki?

– To wszyscy wiedzą. James Alexander jest bogaty, rozpuszczony i przez całe życie chodził głównie na przyjęcia z różnymi celebrytkami. Musi mieć ego wielkości Marsa.

– Średnica 6790 kilometrów. Zaledwie połowa średnicy Ziemi, ale jak na ego to całkiem pokaźny rozmiar – rozległ się w drzwiach jakiś głos. Jego właściciel z pewnością usłyszał spory fragment ich rozmowy. – Witam. Nazywam się James Alexander.

– Stephanie Jones, pielęgniarka oddziałowa. Wszyscy mówią do mnie Steffie. – Uścisnęła dłoń Jamesa.

– Miło cię poznać.

– Wzajemnie. – James uśmiechnął się do niej ciepło, a potem odwrócił się do Charlotte, unosząc brwi, jakby chciał zapytać, z kim ma do czynienia.

Przez chwilę miała wrażenie, że język jej przyrósł do podniebienia. Steffie ma rację. James Alexander jest najprzystojniejszym mężczyzną, jaki kiedykolwiek pojawił się w tych murach. Wysoki brunet, ciemne oczy. Wyglądał tak, jakby właśnie zszedł z okładki luksusowego magazynu. Miał na sobie drogie ubranie, doskonale wyczyszczone buty, założyłaby się, że robione na miarę, a jego włosy…

James Alexander z pewnością był mężczyzną zadbanym. Każdy jego włos znajdował się na właściwym miejscu, miał idealnie ogolony zarost. Charlotte z przerażeniem stwierdziła, że w jej opuszkach palców pojawia się mrowienie, jakby kusiło ją, by przesunąć palcem po jego policzkach i sprawdzić, jak gładką ma skórę.

Ale co gorsza, James patrzył na nią pytająco. Czekał, by się przedstawiła. No świetnie. Właśnie ją przyłapał, jak pożera go wzrokiem. A ponieważ nigdy jeszcze nie pożerała wzrokiem żadnego mężczyzny… No cóż, szkoda, że ziemia się pod nią nie rozstąpiła i jej nie pochłonęła. Najlepiej jakieś pięć minut temu.

– Charlotte Walker, starsza lekarka na kardiologii – powiedziała nieco bardziej oschle, niż zamierzała.

Aż się skrzywiła w środku na dźwięk własnego głosu.